Wesprzyj nas!

magazyn lewicy katolickiej

Na opak, na zawsze? Piek┼éo inteligenta

Wykorzenienie ÔÇô brzmi tak m─ůdrze. A mo┼╝e po polsku, w j─Özyku ludzi, kt├│rzy przez ostatnie stulecia nie mog─ů w┼éasnego pa┼ästwowego i narodowego bytu skleci─ç w sensown─ů ca┼éo┼Ť─ç, lepiej m├│wi─ç w┼éa┼Ťnie o prowizorce? ┼╗ycie na niby, na chwil─Ö, byle-do-jutra, ┼╝ycie, kt├│re jako┼Ť-to-b─Ödzie: fizycznie, psychicznie, moralnie, duchowo. Piek┼éo to inni? Piek┼éo to prowizorka.

ilustr. Kuba Mazurkiewicz


Na zat┼éoczonym parkingu pod miastem, nieopodal hipermarketu, zastanawiam si─Ö, co mnie w┼éa┼Ťciwie tutaj przynios┼éo. I czemu na dobr─ů spraw─Ö nigdy nie umia┼éem nie ulec sztampie smutku, znanej chyba ka┼╝demu, kto uprawia niewdzi─Öczne rzemios┼éo s┼éowa pisanego. Te dwa zdania to parafraza wiersza Bara┼äczaka, kt├│ry ko┼äcz─ů wersy:
ÔÇ×gdzie┼Ť b─Ödzie: nie z w┼éasnej woli wybrana
sekunda ockni─Öcia si─Ö w ruchu, po┼Ťrodku zdyszanego wyznania
przecinek stawiany na o┼Ťlep, na opak, na razie, na zawszeÔÇŁ.
Pieprzone ┼╝ycie inteligenta, jego niezrozumia┼ée dla otoczenia skojarzenia i traumy, z kt├│rymi musi radzi─ç sobie sam.
 
Wiersz Bara┼äczaka jest o wygnaniu. Ma sw├│j kontekst, kt├│rego nie trzeba tu pewnie wyja┼Ťnia─ç. Ale wygnanie to stary temat ludzko┼Ťci. Niemal tak stary jak grzech pierworodny, jak pytanie ÔÇ×sk─ůd z┼éo?ÔÇŁ, jak trwoga obco┼Ťci, jak t─Ösknota za ocaleniem. Wygnanie ÔÇô utracony raj ÔÇô wyobcowanie. Wykorzenienie ÔÇô ta chwila na opak, na razie, kt├│ra tak cz─Östo okazuje si─Ö by─ç wieczn─ů prowizork─ů. ÔÇ×Zrozumia┼éem, ┼╝e jestem daleko od Ciebie, w krainie gdzie wszystko jest inaczejÔÇŁ ÔÇô opowiada┼é Bogu ┼Ťwi─Öty Augustyn. A my mamy dzisiaj w┼éasny skrawek krainy, gdzie wszystko jest inaczej. W┼éa┼Ťciwie ten skrawek dla ka┼╝dego jest nieco inny, cho─ç z podobnych materii i dziej├│w utkany. I z tego samego wygnania z Raju. Cho─ç wykorzenienie ka┼╝dy d┼║wiga─ç musi pewnie w┼éasne.
Wykorzenienie ÔÇô brzmi tak m─ůdrze. A mo┼╝e po polsku, w j─Özyku ludzi, kt├│rzy przez ostatnie stulecia nie mog─ů w┼éasnego pa┼ästwowego i narodowego bytu skleci─ç w sensown─ů ca┼éo┼Ť─ç, lepiej m├│wi─ç w┼éa┼Ťnie o prowizorce? ┼╗ycie na niby, na chwil─Ö, byle-do-jutra, ┼╝ycie, kt├│re jako┼Ť-to-b─Ödzie: fizycznie, psychicznie, moralnie, duchowo. Piek┼éo to inni? Piek┼éo to prowizorka. Bo prowizorka to karykatura ascezy, parodia oderwania od rzeczy innych ni┼╝ ostateczne. Piek┼éo jako wieczna prowizorka, wieczna niesta┼éo┼Ť─ç, niepewno┼Ť─ç, dziwaczne braki w najmniej oczekiwanych miejscach, nagromadzenie niepotrzebnych drobiazg├│w i ma┼éych niedoci─ůgni─Ö─ç, kt├│re staj─ů si─Ö przyczyn─ů wielkich tragedii. Jak mo┼╝e wygl─ůda─ç piek┼éo polskiego inteligenta? B─Öd─ů w nim ksi─ů┼╝ki, w kt├│rych brak akurat tych stron, kt├│re trzeba doczyta─ç, ┼╝eby ca┼éo┼Ť─ç zrozumie─ç. B─Öd─ů w nim diab┼éy w cudzoziemskich frakach, monstra utkane z cudzych my┼Ťli, ┼║le przet┼éumaczonych, przyswojonych byle jak. B─Ödzie w nim nieustanny strach, ┼╝e si─Ö niczego nie pami─Öta, ┼╝e nic nie jest wa┼╝ne, cho─ç ma si─Ö poczucie, ┼╝e istotne by┼éo. B─Ödzie w nim pewno┼Ť─ç, ┼╝e istnienie to lamus, izba pe┼éna rupieci, ÔÇ×tylko jedna izba, co┼Ť w rodzaju ┼éa┼║ni wiejskiej, zakopcona, z paj─ůkami we wszystkich k─ůtachÔÇŁ. W piekle polskiego inteligenta nie mo┼╝e wida─ç zabrakn─ů─ç Fiodora Dostojewskiego, zapewne przez diabelsk─ů z┼éo┼Ťliwo┼Ť─ç.
 
Zreszt─ů, kto to jest inteligent? Mo┼╝e nie ma inteligenta? Piek┼éo inteligent├│w polskich dzi┼Ť mo┼╝e by─ç puste, bo inteligenci dawno ju┼╝ wybrali sobie inne piekie┼éka, otch┼éanie dla specjalist├│w od public relations, sfrustrowanych biurokrat├│w, sytych propagandyst├│w, posiadaczy SUV-├│w, beneficjent├│w politycznego kapitalizmu. A mo┼╝e inteligenci wegetuj─ů gdzie┼Ť na przedpieklach, na nauczycielskich emeryturach, panie od polskiego, panowie od matematyki, co to jeszcze chcieli uczy─ç i wychowywa─ç, opowiada─ç pi─Ökne ba┼Ťnie ludzko┼Ťci i uczy─ç cud├│w ukrytych w s┼éowach, poezji i logice matematycznych znak├│w. Panie od polskiego, panowie od historii, frajerzy czas├│w transformacji, wieczne popychad┼éa, pieprzone inteligenciki, naiwniacy kt├│rych ani PRL, ani III RP nie potraktowa┼éy zbyt serio. Bo i po co? Same z nimi k┼éopoty, a po┼╝ytek niewielki.
Na zat┼éoczonym parkingu pod miastem, nieopodal hipermarketu, przypominam sobie prowincjonaln─ů drog─Ö, pi─Ö─ç kilometr├│w, kt├│re pokonywa┼éem tak cz─Östo na piechot─Ö, z ma┼éego miasteczka do rodzinnej wioski. Wok├│┼é pola, we mnie rado┼Ť─ç i euforia, albo czarna rozpacz i zw─ůtpienie, s┼éo┼äce to wysoko, to nisko nad horyzontem. Gdzie┼Ť wraca┼éem, od czego┼Ť ucieka┼éem, co┼Ť pr├│bowa┼éem z┼éowi─ç zmys┼éami i dusz─ů. Chcia┼éem z┼éapa─ç i zrozumie─ç przesz┼éo┼Ť─ç i przysz┼éo┼Ť─ç, bli┼╝sz─ů i dalsz─ů, histori─Ö wygnania, wykorzenienia, zasklepienia blizn, przyj─Öcia ┼Ťwiata za sw├│j. A horyzont, wci─ů┼╝ odleg┼éy w tej w─Ödr├│wce, zbudowany by┼é z nadziei i buntu, z kurzu i plew nawiewanych na drog─Ö z p├│l, z zapachu traw i zb├│┼╝, asfaltu i podk┼éad├│w kolejowych, zwierz─Öcego nawozu i ludzkiego potu. I szed┼éem te pi─Ö─ç kilometr├│w, z przemodlenia, z przeomdlenia senny, albo tylko zamy┼Ťlony, skupiony na swoim pieprzonym inteligenckim dziedzictwie, na czterech ┼Ťcianach domu nauczyciela: dziecko, ch┼éopiec, m─Ö┼╝czyzna, w kt├│rym natura pomiesza┼éa si─Ö nierozerwalnie z kultur─ů, zaduch i ciemna wilgo─ç na ┼Ťcianach PGR-owskich czworak├│w z jasnymi wersami wierszy, s┼éowa ch┼éoporobotnik├│w ze s┼éowami filozof├│w i teolog├│w. A nierzadko te czworaki i chropowate s┼éowa by┼éy prawdziwsze i wierniejsze sobie, ni┼╝ wiersze i uczone traktaty. I mia┼éem pod stopami polsk─ů ziemi─Ö, nad sob─ů niebo, kt├│rego chc─ů dla siebie w┼éa┼Ťciwie wszyscy. I musia┼éem pogodzi─ç w┼éasne idee i swoj─ů narastaj─ůc─ů obco┼Ť─ç wobec wszystkiego z Ko┼Ťcio┼éem i ojczyst─ů ziemi─ů, i socjalizmem, naiwno┼Ťci─ů, nieukontentowaniem i mrzonkami prowincjusza, kt├│ry poszed┼é w wielki ┼Ťwiat. Ale na co tu czas przesz┼éy? To przecie┼╝ tera┼║niejszo┼Ť─ç i pewnie te┼╝ przysz┼éo┼Ť─ç.
 

ilustr. Kuba Mazurkiewicz


 
Tak, przecinek stawiany na o┼Ťlep, na opak, na razie, na zawsze. Wszystko sprawdza si─Ö co do joty. Spowied┼║ dzieci─Öcia wieku? Bynajmniej. Nieudolne pr├│by opowiedzenia w┼éasnego ┼Ťwiata, po to, by nie znikn─ů┼é. By jednak zawsze wraca─ç z wygnania, z niewoli, by nie da─ç si─Ö wykorzeni─ç ÔÇô nikomu, niczemu. ┼╗eby si─Ö nie da─ç uwie┼Ť─ç ani Naphcie, ani Settembriniemu, ┼╝eby we w┼éasnym ┼╝yciu, w ┼╝yciu innych nie spe┼éni┼éy si─Ö s┼éowa barda, ┼╝e ÔÇ×co drugi folksdojcz by┼é real-politykÔÇŁ: niezale┼╝nie, na jak─ů mod┼é─Ö, za czyje pieni─ůdze. ┼╗eby zachowa─ç wierno┼Ť─ç, cho─ç ju┼╝ si─Ö wierno┼Ťci nie dochowa┼éo tyle razy. ┼╗eby zachowa─ç twarz, nie wtedy, gdy grzecznie klaszcz─ů, ale gdy bij─ů w mord─Ö. Cho─ç pono─ç ┼éatwiej uwie┼Ť─ç oklaskami, ni┼╝ zmusi─ç do pos┼éusze┼ästwa biciem w twarz. Mo┼╝e dlatego wi─Öcej gnid po┼Ťr├│d ┼éasych na pochlebstwa, ni┼╝ w┼Ťr├│d tych, co boj─ů si─Ö po prostu policyjnych pa┼éek. Mo┼╝e dlatego inteligentowi trudniej nie przepoczwarzy─ç si─Ö w co┼Ť nieprzyjemnego? To interesuj─ůce: mo┼╝e dlatego lepiej czasem zgodzi─ç si─Ö na niepewno┼Ť─ç, mo┼╝e lepiej postawi─ç przecinek na o┼Ťlep, ni┼╝ wystuka─ç zawsze kropk─Ö nad i? Mo┼╝e lepiej nie mie─ç domu, ni┼╝ zadomowi─ç si─Ö w ideologii, ni┼╝ zasi─ů┼Ť─ç w kr─Ögu szyderc├│w? A mo┼╝e najlepiej nauczy─ç si─Ö szyderstw przeciw szydercom i postawi─ç twierdz─Ö wewn─Ötrzn─ů? Cholera, to s─ů te idiotyczne pytania inteligenta, od kt├│rych nie ro┼Ťnie ani PKB, ani nie przybywa mieszka┼ä i kilometr├│w autostrad.
Co doda─ç? My┼Ťl─Ö, ┼╝e piek┼éo jest miejscem bez ziemi. Czyli takim stanem duszy, gdy ju┼╝ nie ma na czym si─Ö oprze─ç. Gdy ju┼╝ nawet nie mo┼╝na sta─ç si─Ö dla siebie ziemi─ů ja┼éow─ů. Gdy ju┼╝ nie ma tej sekundy ockni─Öcia si─Ö, cho─çby bolesnej, kt├│ra tutaj zdarza si─Ö cho─çby alkoholikom czy notorycznym k┼éamcom, czy ludziom ┼╝yj─ůcym iluzjami. Piek┼éo inteligenta to mo┼╝e by─ç miejsce, gdzie ka┼╝dy przecinek b─Ödzie mo┼╝na postawi─ç na opak, ale nigdy na zawsze. Bo w piekle nie mo┼╝e by─ç ÔÇ×zawszeÔÇŁ, skoro ma by─ç ono zaprzeczeniem jakiejkolwiek trwa┼éo┼Ťci, jakiegokolwiek istnienia. ┼╗e piek┼éo polskiego inteligenta to b─Ödzie wieczna prowizorka, niezale┼╝nie, czy j─ů zawiesi─ç na szkaplerzykach, czy b─Ödzie raczej domkiem dziecinnym skleconym byle jak na rozdartej so┼Ťnie. To b─Ödzie brak horyzontu, bez buntu i nadziei. Ale, przecie┼╝, piek┼éa nie ma. I nie ma inteligent├│w. Oto jak mo┼╝na zmarnowa─ç czas na zat┼éoczonym parkingu pod miastem, nieopodal hipermarketu.
 

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Jeste┼Ťmy magazynem i ┼Ťrodowiskiem lewicy katolickiej. Piszemy o wykluczeniu, sprawiedliwo┼Ťci spo┼éecznej, biedzie, o wsp├│┼éczesnych zjawiskach w kulturze, polityce i spo┼éecze┼ästwie. Potrzebujemy stabilnego finansowania ÔÇô mo┼╝esz nam w tym pom├│c!
Ko┼Ťci├│┼é i lewica si─Ö wykluczaj─ů?
Nie ÔÇô w Kontakcie ┼é─ůczymy lewicow─ů wra┼╝liwo┼Ť─ç z katolick─ů nauk─ů spo┼éeczn─ů.

I u┼╝ywamy plik├│w cookies. Dowiedz si─Ö wi─Öcej: Polityka prywatno┼Ťci. zamknij ├Ś