Bałtycka układanka
W czasie zimnej wojny Morze Bałtyckie kontrolowane było w zasadniczym stopniu przez Związek Radziecki i Blok Wschodni. Należące do NATO państwa nadbałtyckie – Dania i RFN – trzymały jednak pieczę nad cieśninami, a więc drogą wyjścia na Morze Północne i Ocean Atlantycki. Tę geopolityczną panoramę obszaru bałtyckiego uzupełniały formalnie neutralna Szwecja i dążąca do neutralności Finlandia. Pierwsza w sferze bezpieczeństwa współpracowała ściśle z Zachodem (mając „za plecami” natowską Norwegię), druga pozostawała w cieniu ZSRR, z którym wiązał ją Układ o Przyjaźni, Współpracy i Pomocy Wzajemnej. Można więc śmiało powiedzieć, że w czasie międzyblokowej konfrontacji istniała swego rodzaju równowaga w Europie Północnej.
Sytuacja uległa diametralnej zmianie w rezultacie rozpadu ZSRR i Układu Warszawskiego. Nad Bałtyk powróciły niepodległe Litwa, Łotwa i Estonia. Szwecja i Finlandia – wykorzystując nowe pole międzynarodowego manewru – szybko wskoczyły na pokład integracji europejskiej, dołączając do UE w 1995 r. Mało kto mógł spodziewać się wówczas, że będzie to początek procesu, który doprowadzi do pełnej – z wyjątkiem Rosji – konsolidacji regionu w ramach Unii Europejskiej (rozszerzenie 2004 r. o Polskę i państwa bałtyckie) i NATO (Polska dołączyła w roku 1999, państwa bałtyckie – 2004, Finlandia – 2023, Szwecja – 2024).
Na okres pozimnowojenny przypadał też rozkwit wielopoziomowych kontaktów w ramach „Europy Bałtyckiej” – w wymiarze politycznym, gospodarczym, bezpieczeństwa, energetycznym, społecznym, naukowo-badawczym, ochrony środowiska i zrównoważonego rozwoju czy kulturalnym. Znajdowało to przełożenie na powstające nowe formaty współpracy, takie jak na przykład Rada Państw Morza Bałtyckiego, nordycko-bałtycka ósemka (NB8), Konferencja Parlamentarna Morza Bałtyckiego, Forum Współpracy Służb Granicznych Państw Regionu Morza Bałtyckiego (BSRBCC) czy Strategia UE dla regionu Morza Bałtyckiego (SUERMB). Wspólne interesy i wartości przekuto w gęstą sieć powiązań i dziesiątki platform kooperacji.
W niektórych przypadkach motorem działań pozostawała próba podjęcia konstruktywnej współpracy i budowy zaufania w relacjach z Rosją. Odmienność realiów międzynarodowych sprzed dwóch dekad pokazują rozegrane w 2007 roku na Bałtyku ćwiczenia morskie BALTOPS (prowadzone przez USA od lat 70.). W ich trakcie rosyjska piechota morska ćwiczyła desant na polskim wybrzeżu, przygotowując się do wspólnych działań antyterrorystycznych. Rosyjska aneksja Krymu w 2014 roku, a następnie pełnoskalowa inwazja na Ukrainę przekreśliły próby budowania mostów z Rosją przez Bałtyk. Priorytetami stały się obrona i odstraszanie, tym bardziej, że po akcesji Finlandii i Szwecji do NATO region Morza Bałtyckiego stał się głównym punktem styku Sojuszu i Rosji.
Wewnętrzne jezioro NATO czy nowa odsłona zmagań o Dominium Maris Baltici?
Mogłoby się zdawać, że przystąpienie Finlandii i Szwecji do NATO jest dowodem na osiągnięcie przewagi nad Rosją na Bałtyku, a sam akwen zamienił się w natowskie jezioro wewnętrzne. Choć akcesja obu państw rzeczywiście znacząco zmieniła układ sił w regionie na korzyść NATO, to diagnoza ta nie oddaje jednak rzeczywistości. W końcu Rosja nadal jest w stanie dokonywać projekcji siły z obwodu królewieckiego i inwestuje w potencjał bojowy Floty Bałtyckiej. Można zadać sobie retoryczne pytanie: czy na akwenie w pełni kontrolowanym przez NATO możliwe byłoby funkcjonowanie tak zwanej rosyjskiej floty cienia? Chodzi o stare i zdezelowane tankowce o celowo zagmatwanym statusie właścicielskim, zmieniającej się banderze czy braku odpowiedniego ubezpieczenia. Znamy przykłady pojawiania się na tego typu jednostkach uzbrojonej ochrony czy eskortowania ich przez okręty wojenne Federacji Rosyjskiej. Flota cienia wykorzystywana jest przez Kreml do omijania sankcji i restrykcji w eksporcie ropy naftowej. Tankowce te kursują regularnie po Bałtyku, stwarzając zagrożenie dla żeglugi (niedoświadczone załogi), podwodnej infrastruktury krytycznej (przypadki ciągnięcia kotwicy po dnie morza) czy środowiska (ryzyko wycieku ropy). Media spekulują też na temat wykorzystania przez Rosję statków floty cienia do wypuszczania różnego typu bezzałogowców czy prowadzenia działań szpiegowskich za pomocą zainstalowanych sensorów.
Fenomen floty cienia wpisuje się w szersze zjawisko tak zwanych zagrożeń hybrydowych ze strony Rosji. Choć nie są one typowe tylko dla regionu Morza Bałtyckiego, to w jego przypadku bliskość Rosji przesądza o dodatkowych możliwościach i wyjątkowej intensywności tych operacji. Mówimy tu między innymi o nieodpowiedzialnej aktywności wojskowej (przeloty nad infrastrukturą krytyczną, namierzanie samolotów członków Sojuszu przez rosyjskie systemy obrony powietrznej) i naruszaniu przestrzeni powietrznej państw nadbałtyckich (przykładowo 19 września 2025 r. trzy rosyjskie myśliwce MiG-31 wtargnęły w przestrzeń powietrzną Estonii nad jej morzem terytorialnym), zagłuszaniu i fałszowaniu sygnału GPS (co niesie ryzyko dla cywilnej żeglugi morskiej i powietrznej) czy „weaponizacji” potoków migracyjnych (dotknęła ona od 2015 roku Norwegię, Finlandię, Łotwę, Litwę i Polskę). Obszarem szczególnie narażonym jest wąska Zatoka Fińska, gdzie w latach 2023–2024 miało miejsce najwięcej incydentów z uszkodzeniami infrastruktury podwodnej, w tym przerwania kabli telekomunikacyjnych i energetycznego Estlink2 oraz gazociągu Balticconnector. Również tam najczęściej dochodzi do naruszeń przestrzeni powietrznej przez rosyjskie samoloty.
W regionie Morza Bałtyckiego nakładają się na siebie działania Rosji i NATO. Z jednej strony ma on strategiczne znaczenie dla Moskwy jako szlak handlowy. Nadbałtyckie porty realizują około 1/3 ogółu przeładunków tego państwa. Szczególną rolę Bałtyk odgrywa w eksporcie rosyjskich węglowodorów, w tym ropy naftowej. Bałtyckie porty naftowe Rosji generują niemal połowę ogółu jej eksportu ropy i produktów ropopochodnych drogą morską. Ponadto szlak bałtycki jest newralgiczny dla zaopatrywania obwodu królewieckiego. Rosja stara się zatem kontrolować ten od wieków kluczowy dla niej akwen poprzez nie tylko aktywność wojskową, lecz również presję „hybrydową”, nękając przy okazji te państwa europejskie, które w największym stopniu wspierają Ukrainę.
Z kolei z perspektywy NATO Bałtyk stał się pierwszoplanowym obszarem obrony i odstraszania oraz budowania odporności na zagrożenia hybrydowe. Dla NATO region ten stanowi potencjalne miejsce testowania przez Kreml sojuszniczych reakcji i jedności w scenariuszu eskalacyjnym. Stąd polityka stopniowego zwiększania aktywności Sojuszu na kierunku bałtyckim począwszy od rosyjskiej aneksji Krymu w 2014. Jednym z najważniejszych zadań NATO na Bałtyku – poza szachowaniem Floty Bałtyckiej, zapewnieniem bezpieczeństwa morskich linii komunikacyjnych i zwalczaniem celów w powietrzu – jest skuteczna obrona położonych we wschodniej części akwenu i graniczących z Rosją państw bałtyckich (Litwy, a przede wszystkim Łotwy i Estonii). Możliwości w tym zakresie uległy znacznej poprawie wraz z przystąpieniem Finlandii i Szwecji do NATO. Newralgiczną rolę odgrywa szwedzka wyspa Gotlandia, stanowiąca most między Skandynawią i zachodnimi sojusznikami a państwami bałtyckimi.
Odpowiedź NATO
Patrząc dziś na obecność NATO w regionie Morza Bałtyckiego, warto pamiętać, że przed 2014 rokiem była ona niezwykle skromna (w domenie lądowej sprowadzała się do sporadycznych ćwiczeń wojskowych). Imperatywem było nieantagonizowanie Rosji i logika deeskalacyjna. Trwały punkt „zaczepienia” stanowiła sojusznicza misja nadzoru przestrzeni powietrznej państw bałtyckich Baltic Air Policing (BAP). Potrzeba jej utworzenia wynikała z braku samolotów bojowych w szeregach sił powietrznych Litwy, Łotwy i Estonii. Od 2004 roku państwa NATO na przemian wysyłają więc tam swoje myśliwce, które podrywane są do identyfikowania rosyjskich maszyn, często przemieszczających się bez włączonego transpondera i komunikacji radiowej w pobliżu granic sojuszniczej przestrzeni powietrznej. Ewolucja BAP pokazuje zmieniającą się sytuację bezpieczeństwa w regionie. Po 2014 roku dodano nowe bazy i samoloty. Do pierwszego lotniska pod litewskimi Szawlami dołączyło estońskie Ämari, polski Malbork i łotewskie Lielvārde, a początkowa liczba 4 maszyn została zwiększona do nawet kilkunastu, w zależności od okresu.
Zmiany nie ograniczyły się do misji lotniczych. Po rosyjskiej agresji na Ukrainę w 2014 roku NATO zaczęło systematycznie wzmacniać swoją obecność wojskową na północno-wschodniej flance, rozmieszczając wielonarodowe grupy bojowe w Polsce i państwach bałtyckich oraz rozbudowując je po pełnoskalowej inwazji na Ukrainę do sił wielkości brygad. Równolegle Sojusz stworzył nowe dowództwa, zwiększył gotowość istniejących już struktur i dostosował plany obronne do realiów potencjalnego konfliktu z Rosją. Coraz częściej i na większą skalę odbywają się także ćwiczenia wojskowe, a od zeszłego roku NATO prowadzi na Bałtyku stałe działania morskie na rzecz ochrony podwodnej infrastruktury krytycznej. Region, który jeszcze dwie dekady temu uchodził za peryferie Sojuszu, stał się jednym z jego najważniejszych obszarów strategicznych.
Widać zatem, że NATO przygotowuje się do prowadzenia operacji obrony zbiorowej w regionie, a środek ciężkości Sojuszu w zakresie obrony i odstraszania nieuchronnie przesuwa się na północno-wschodnią flankę, w tym jej odcinek bałtycki. Z perspektywy NATO region Morza Bałtyckiego stanowi też rezerwuar sojuszników, którzy na poważnie traktują zagadnienia bezpieczeństwa narodowego i mają zbieżną percepcję zagrożeń ze strony Rosji. Wystarczy rzut oka na wydatki obronne w NATO w 2025 roku. W pierwszej dziesiątce członków, którzy przeznaczają największą część PKB na zbrojenia, znajdują się wszystkie państwa nadbałtyckie z wyjątkiem RFN – Polska 4.48% PKB (1. miejsce), Litwa 4% PKB (2. miejsce), Łotwa 3.73% (3. miejsce), Estonia 3.38 (4. miejsce), Dania 3.22% (7. miejsce), Finlandia 2.77% (9. miejsce) i Szwecja 2.51% (10. miejsce). Warto dodać, że na 5. pozycji z wynikiem 3.35% uplasowała się Norwegia.
W działania NATO w regionie Morza Bałtyckiego wpisuje się również polityka obronna Polski. Poprzez dynamiczny rozwój współpracy wojskowej i zbrojeniowej z państwami bałtyckimi i nordyckimi Warszawa stała się nie tylko „biorcą”, ale i „dawcą” bezpieczeństwa. Stosownych inwestycji w okręty wojenne różnego typu i artylerię obrony wybrzeża doczekała się również marynarka wojenna.
Handlowy i energetyczny zwrot Polski na Bałtyk
Rosnące znaczenie Bałtyku widać nie tylko w polityce obronnej, ale także w gospodarce. Państwa regionu należą dziś do ważnych partnerów handlowych Polski, a sam Port Gdańsk odpowiada już za 6,5 procent wpływów do budżetu państwa.
Bałtyk to przysłowiowe polskie energetyczne okno na świat. W 2023 roku Polska importowała przez morze za pomocą statków i infrastruktury podmorskiej 90 procent ropy naftowej i 78 procent gazu. Jeśli dołożymy do tego ambitne plany rozwoju morskiej energetyki wiatrowej, perspektywy bałtyckiej gospodarki wodorowej (łącznie z wodorociągami) oraz projekt elektrowni atomowej na Pomorzu, obserwujemy transformację energetyczną Polski w soczewce. Energetyczny środek ciężkości kraju przesuwa się z tradycyjnych obszarów górniczych południowej i centralnej części Polski na północ, w kierunku Bałtyku.
Polska ma również ambicje, by stawać się coraz ważniejszym węzłem komunikacyjnym obszaru bałtyckiego w zakresie tak zwanej konektywności (connectivity). Polskie porty już obecnie stanowią istotny korytarz transportowy dla Europy Północnej. Tworzenie korzystnych warunków dla jego rozwoju i przyciągania nordyckich potoków towarowych wzmacniałoby rolę Polski jako hubu logistyczno-przeładunkowego dla Czech, Słowacji, Węgier, Ukrainy czy Turcji, co sprzyjałoby rozwojowi polskich portów. Dodatkowo warto wspomnieć, że Pomorze jest jednym z ośrodków nabierającego tempa polskiego sektora kosmicznego i nieprzypadkowo siedzibą Polskiej Agencji Kosmicznej został Gdańsk.
Warszawa dostrzega też wartość rozwijania regionalnej współpracy wielostronnej. Okazją ku temu była trwająca od 1 lipca 2025 roku do 30 bieżącego roku prezydencja Polski w Radzie Państw Morza Bałtyckiego, do której należą też Niemcy, państwa nordyckie i bałtyckie oraz UE. Aktywność Rady skupia się na trzech priorytetowych obszarach – bezpieczeństwie i stabilności, zrównoważonym rozwoju oraz wspólnej tożsamości.
Polska w przyszłości będzie coraz bardziej otwarta na Bałtyk, który stanie się dla niej morzem szans w sferze handlu i inwestycji, innowacyjności, logistyki czy transformacji energetycznej. Równocześnie akwen ten pozostanie źródłem narastających wyzwań w polityce bezpieczeństwa i obronnej w kontekście wielopoziomowych zagrożeń ze strony Rosji. Ta „północna” masa krytyczna będzie silniej niż kiedykolwiek w historii wiązać interesy Warszawy z Bałtykiem, zmieniając Polskę w prawdziwe państwo nadbałtyckie.

