magazyn lewicy katolickiej

Mizerna, cicha… Słowo jako niemowa

Kościół stał się za bardzo przemawiającym, za mało zaś rozmawiającym. Przedwieczny Logos przez Wcielenie stał się niemowlęciem, czyli niemową. Kościół musi nadrobić ten rys tożsamości Jezusa związany z dzięcięctwem, czyli przynależnością i byciem zależnym od innych.
Mizerna, cicha… Słowo jako niemowa
Petr Brandl, „Symeon z Dzieciątkiem Jezus”, po 1725 roku

„Mizerna, cicha, stajenka licha…” To pierwsze słowa mojej ulubionej kolędy. Dobrze wyrażają stan, w którym znaleźliśmy się w tym roku. Pandemia i jej skutki: kryzys ekonomiczny, śmierć i problemy zdrowotne wielu bliskich i znajomych; głęboki kryzys Kościoła i ostre konflikty społeczne w Polsce – to właściwa sceneria, w której przychodzi nam dziś przeżywać święta Bożego Narodzenia. Dla chrześcijan wydarzenia zbawcze dokonują się zawsze dzisiaj – „hodie”, o czym przypominają nam teksty liturgiczne: „Dzisiaj narodził się Chrystus, dziś objawił się Zbawiciel; dzisiaj na ziemi śpiewają aniołowie, radują się archaniołowie; dziś weselą się sprawiedliwi, wołając: Chwała na wysokości Bogu. Alleluja”.

Jeśli wierzymy, że Wcielenie nie jest grą boskich pozorów, ale rzeczywistym przyjęciem ludzkiego losu i najpełniejszym objawieniem Boga, to prawdę tego zranionego czasu musimy uznać za najbardziej odpowiedni moment na wypatrywanie narodzin Chrystusa. W tej „nieodpowiedniej scenerii” śpiewają aniołowie, radują się archaniołowie, weselą się usprawiedliwieni, wszyscy wołają: „Chwała na wysokości Bogu”, gdyż „Słowo ciałem stało się” (z gr. Logos sarks egeneto), a więc przyjęło człowieczeństwo z wszystkimi jego ograniczeniami.

Prawdę tego zranionego czasu musimy uznać za najbardziej odpowiedni moment na wypatrywanie narodzin Chrystusa.

Mizerna

„I zamieszkało między nami”. Tekst grecki Prologu „zamieszkanie Słowa” oddaje hebraizmem: „i rozbił namiot wśród nas” (kai eskēnōsen en hēmin). Chrystus przyjmuje w sobie doświadczenie swojego ukochanego Ludu Wybranego. Apostoł Jan używa pięknej metafory rozbitego namiotu. Ale to przecież nie tylko przenośnia. Rachityczny namiot, który może zwinąć się w wyniku silniejszego podmuchu, to obraz kruchości naszego losu, jego niepewności i przemijalności. Taki los wybrał Bóg, by jego Słowo – Jezus, dzieliło z nami kruche, ludzkie życie. Nigdzie nie mamy stałego miejsca i jesteśmy w drodze. Jesteśmy w trakcie Exodusu i mieszkamy w niepewnych namiotach jak Mojżesz i uchodzący z Egiptu do Ziemi Obiecanej lud Pierwszego Przymierza – Żydzi. I tak też się ma rzecz z czasem Kościoła aż do dnia ostatecznego nadejścia Mesjasza. Ewangelia głoszona i przeżywana jest zawsze w drodze, „z daleka od Pana”. I w tej prowizorce „rozbijanego namiotu”, o którym mówi proroctwo o rozbitym w Jakubie namiocie (Syr 24,1-2.8-12), pośród mało optymalnych warunków niespokojnego świata Słowo staje się, choć „swoi Go nie przyjęli”. I gdy uczniowie pytają Jezusa „gdzie mieszkasz?”, to „powiedział im: chodźcie a zobaczcie. Poszli więc i zobaczyli”( J 1, 38-39) oraz „Lisy mają nory i ptaki powietrzne – gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć” (Mt 18, 20).

Rachityczny namiot, który może zwinąć się w wyniku silniejszego podmuchu, to obraz kruchości naszego losu, jego niepewności i przemijalności. Taki los wybrał Bóg.

Ale jest jeszcze jeden namiot „poza obozem” – Namiot Spotkania, w którym Mojżesz trwał w obecności Adonaj. I gdy przez Wcielenie Pan zapragnął zamieszkać w zniszczalnym przybytku naszego doczesnego przebywania, obłok Ducha otula nas czułym zapewnieniem w Słowie Boga: „nie jesteście już obcymi i przychodniami, lecz domownikami Boga” (Ef 2, 19). Paradoks polega na tym, że właśnie w tym kruchym człowieczeństwie Chrystusa mamy przystęp do trwałego domu Ojca. Słowo bowiem przez Wcielenie „stało się”, a jednocześnie Ono „na początku” nie tyle „było”, ale „JEST”, jak tłumaczy Prolog Roman Brandstaetter. We wprowadzeniu do swojego tłumaczenia (zawartym w książce „Księgi Nowego Przymierza. Przekłady biblijne z języka greckiego. Dzieła zebrane”) przypomina, że „czasownik hebrajski jest bezczasowy. […] Ponieważ całe duchowe życie Izraelity sprowadzało się do życia dla Boga jako Dawcy, a zarazem Poręczyciela Obietnicy danej w przeszłości, ale nieustannie urzeczywistnianej – Obietnica nie była dana, Obietnica jest dana – Izrael całą swoją historię, całą swoją przeszłość przeżywał jako żywą teraźniejszość, której był naocznym świadkiem. […] Lud Izraela pisał i mówił «był», ale to «był» przeżywał w swojej świadomości jako «jest»”.

Nasz czas „chroni” i „zachowuje” naszą egzystencję w różnych prowizorycznych namiotach: w łonie mamy, rodzinnym domu, kulturze, języku, kraju, narodzie, tradycji religijnej, poglądach politycznych, wykształceniu, statusie materialnym. Jednak tym jedynym namiotem, który może stać się trwałą obroną dla naszej tożsamości dziecka Boga, JEST SŁOWO. Matczyne łono dla poczętego dziecka wydaje się niewyobrażalną oazą spokoju i bezpieczeństwa, ale – jak na ironię losu – jest to tylko cisza przed życiową burzą rozpoczynająca historię, która kończy się w łonie ziemi. Czytamy: „Tym wszystkim jednak, którzy Je [SŁOWO] przyjęli i uwierzyli w imię Jego, dał On moc, aby się stali dziećmi Bożymi: tym narodzonym nie z krwi, ani z pożądliwości ciała, ani z pożądliwości męża, ale z Boga” (J 1, 12-13) i „On, Który JEST w łonie Boga, przyniósł wieść” (J 1, 18). I żeby ta „wieść” nie pozostała abstrakcyjna informacją, „na świecie było Słowo”, stało się bliskością, która przemawia miłością czułą, namacalną, nierozerwalną. Przyjmując Słowo, „wracamy” do łona Ojca, aby już nie był nam straszny los naszej ludzkiej niepewnej egzystencji.

Przyjmując Słowo, „wracamy” do łona Ojca, aby już nie był nam straszny los naszej ludzkiej niepewnej egzystencji.

Cicha

Kruchość, którą przyjęło Słowo, objawia się nie tylko w niepewnych warunkach naszej egzystencji. Kryje się ona także w ograniczeniu Jego samego. Słowo Boga się ogranicza, „ma granice”. Mój współbrat w Zakonie w udzielonym przed świętami wywiadzie dla „Tygodnika Powszechnego” zauważa: „To niezwykły paradoks, że Jezus-Logos, będący doskonałym wypowiedzeniem się Boga o sobie, przychodzi do nas jako niemowlę, czyli niemowa […]. Wydarzenie Wcielenia rozumiał [Hans Urs Von Baltasar] jako przejęcie przez Boga zamknięcia słuchaczy, wejście w milczenie swego stworzenia, jego od-mowę, odwrócenie się od Tego, który «mową wzbogaca język nasz» […] Jego obecność przychodzi jako łaska, przekraczająca nasze rozumienie”.

Mocno się przeliczyłem z moimi oczekiwaniami. Kończy się rok, a ja rozumiem jeszcze mniej. Mój stan niemowy i okres niemowlęcia się przedłuża.

Gdy zaczynała się pandemia, radzono się mnie, jak dobrze przeżyć lockdown. Pytano mnie w wywiadach, jakie korzyści może przynieść to ograniczenie naszych potrzeb, przed których realizacją powstrzymywała nas – jak się wydawało – tylko nasza wyobraźnia. Mówiłem o duchowej szansie na wejście w głąb, zintensyfikowaniu i pogłębieniu komunikacji z bliskimi, nadrobieniu zaległych lektur. Jednym zdaniem, arogancko wierzyłem, że dla mnie i dla innych to szansa na „nadejście” dojrzałego człowieka, który już tu, jeszcze zanim umrę, zrealizuję to pragnienie: „Zobaczę podszewkę świata” (Czesław Miłosz, „Sens”). Mocno się przeliczyłem z moimi oczekiwaniami. Kończy się rok, a ja rozumiem jeszcze mniej. Mój stan niemowy i okres niemowlęcia się przedłuża:

Moje szaty, kapłana i spowiednika,
Są po to, żeby ukryć strach i niepewność.
Jesteśmy ludzie odłączeni.
Tłumowi zazdrościłem znajomości świata.

 Czułem się dzieckiem, które poucza dorosłych.
I daje rady, co są jak papierowe tamy na gwałtownym potoku.

Byłem im potrzebny tylko w nieszczęściu,
Do zaklinania niebieskich mocy.
Żeby przybyły i uratowały
Od guza w płucach albo wirusowej infekcji.

Oto legion nas, pośredników między tym, co wysoko i tym,
co tutaj nisko.
Kropimy, poświęcamy, mamroczemy.
Coraz to buntują się przeciwko nam,
Bo chcieliby rozmawiać z samym Gospodarzem bez pośredników.
Ale czyż nie jesteśmy Jego głosem, który jest jak głos człowieka?

(Czesław Miłosz, „Dziecko”)

Słowo jako niemowa

Nie umiem powiedzieć, dokąd zmierza świat, nie mam prostych podpowiedzi na pogłębiający się kryzys Kościoła w Polsce i mocnej rady „zostań” dla tych, którzy decydują się na apostazję. Jako przedstawicielowi instytucji, w odpowiedzi na liczne protesty i gniew nie tylko kobiet, pozostaje mi raczej pokorne milczenie i słuchanie, gdyż zbyt wiele stało się zła w przestrzeni społecznej z powodu tego, że Kościół stał się przez wieki za bardzo przemawiającym, za mało zaś rozmawiającym. Przedwieczny Logos przez Wcielenie stał się niemowlęciem, czyli niemową. Stąd Kościół, który w IV wieku stał się zbyt niezależny i postawił świat w pozycji zależności, musi w swej duchowej formacji nadrobić ten rys tożsamości Jezusa, który nierozerwalnie związany jest z Jego dzięcięctwem, czyli przynależnością i byciem zależnym od innych.

Jako przedstawicielowi instytucji, w odpowiedzi na liczne protesty i gniew nie tylko kobiet, pozostaje mi raczej pokorne milczenie i słuchanie.

Przedwieczny Logos nie jest Słowem „niezależnym”, ale przynależy do Ojca i „jest u Boga” (pros ton Theon). Przez Wcielenie przynależy także do ludzi. To nie jest Słowo potęgi, lecz Słowo, które głoszone jest w klimacie relacji. Głoszone zwołuje i gromadzi, bo pragnie być Słowem przynależącym do nas. Joseph Ratzinger pisał w książce „Bóg Jezusa Chrystusa”: „Jezus stał się dzieckiem. Co to znaczy, być dzieckiem? Oznacza to przede wszystkim zależność, potrzebę pomocy, zdania się na innych. Jak dziecko-Jezus nie tylko od Boga, lecz także od innych ludzi. Ukształtował się w łonie kobiety, od której otrzymał swoje ciało i swoją krew, swoje bicie serca, swoje gesty, swój język. Otrzymał życie z życia innego człowieka […]. Tylko tym należy tłumaczyć fakt, że jako Jego właściwy tytuł przyjęły się ostatecznie nie takie określenia jak Król, Pan czy podobne, wyrażające atrybuty władzy, lecz słowo, które moglibyśmy przełożyć też jako «Dziecko» […] dziecięctwo dlatego zajmuje tak szczególną pozycję w przepowiadaniu Jezusa, że pozostaje w najgłębszym związku z Jego najbardziej osobistą tajemnicą – z synostwem”.

Słowo stało się niemową. Ale i „na początku” Słowo wyszło z milczenia (jak mówił święty Ignacy Antiocheński). Słowo Boga nie jest wyłącznie przemawiającym, a z pewnością nigdy nie jest Słowem zdystansowanym i komentującym. Przepowiadanie Wcielonego Słowa w świecie zaczyna się od milczenia i nauki słuchania Maryi, Józefa oraz innych ludzi. Słowo uczy się mówić. Także misja Jezusa poprzedzona jest okresem milczenia, a Jego działalność publiczna ma swoje centrum w owej ukrytości. Przed przepowiadaniem była bliskość, w której Wcielone Słowo zyskuje od ludzi zdolność mówienia, by stać się dia-Logos. To pokora Logosu, który nie przytłacza nas prawdami, gdyż Prawda nie jest ideą (ideologią), lecz wydarzała się w trudzie słuchania i budowania relacji.

Przed przepowiadaniem była bliskość, w której Wcielone Słowo zyskuje od ludzi zdolność mówienia, by stać się dia-Logos.

„Prawda może się rozwijać tylko w inności, która otwiera na Boga, która pozwala poznać swoją odmienność poprzez moich braci w człowieczeństwie i w nich. Dlatego niewłaściwe jest twierdzenie w sposób wykluczający: «posiadam prawdę». Prawda nie jest czyjąś własnością, lecz zawsze jest darem, który wymaga wysiłku do coraz głębszego przyswajania prawdy. Prawdę można poznawać i żyć nią tylko w wolności, dlatego nie możemy narzucić prawdy drugiej osobie; objawia się ona tylko w spotkaniu, które przenika miłość” – pisał Benedykt XVI w swojej ostatniej adhortacji „Ecclesia in Medio Oriente”. Święty Justyn, filozof i męczennik, uczył w II wieku, że w każdym człowieku jest zalążek Logosu (Logos spermaticos) – wiara jak ziarnko gorczycy. Zatem każdy z ludzi jest „głosem wołającego” i w nim już „dźwięczy Słowo” (święty Augustyn), nawet jeśli jest to głos wołającego, przerażającego i bezradnego milczenia: „We wnętrzu ucha wzniosła się modlitwa, usłyszał ją Pan – bo milczenie jest wołaniem” (święty Efrem Syryjczyk). Skoro Logos stał się niemową, to w niemowie Zachariasza trzeba widzieć nie karę za niedowiarstwo, ale szansę. Bóg także, pomimo wierności i sprawiedliwości Elżbiety i Zachariasza, milczał przez większość ich życia. To oni mogliby oskarżyć Boga za milczenie, za trwającą zbyt długo noc. Ale to przecież nocą „Słowo stało się Ciałem”.

Skoro Logos stał się niemową, to w niemowie Zachariasza trzeba widzieć nie karę za niedowiarstwo, ale szansę.

„Cicha noc” to czas Wcielenia i poszukiwania gwiazdy, gdyż jak czytamy w dokumencie „Kontemplujcie. Do osób konsekrowanych o śladach Piękna”, „nasze poszukiwanie jest wezwaniem do pokory, ponieważ rozpoznajemy w nas samych «potencjalnych ateistów», doświadczamy trudności w wierze, zauważamy w sobie tę samowystarczalną i niekiedy arogancką pychę, która separuje nas od innych i wydaje na nas wyrok skazujący. Szukanie Boga wymaga przejścia przez noc, a nawet pozostania w niej na długo. Wymaga odkrycia siły i piękna drogi wiary, która umiałaby zatrzymać się przed mrokiem wątpliwości, nie roszcząc sobie prawa do oferowania rozwiązań za wszelką cenę. Wiara przeżywana pozwoli nam świadczyć o Chrystusie pokorną mową tego, kto nauczył się czynić noc swoim mieszkaniem i żyć pytaniami, które ona stawia”.

W Ziemi Świętej dzień nagle gaśnie i noc nagle zapada, a potem noc nagle się kończy i nagle nastaje dzień. Możemy stać się tymi, którzy przynoszą wyłącznie tragiczną wieść. To podpowiada nam doświadczenie. Jednak „światłość w ciemności świeci” i w Betlejem „historia rymuje się z nadzieją” (Seamus Heaney). Wieść o nadziei przynosi Nowonarodzone Niemowlę – „z Wysoka wschodzące słońce” – i całym swoim dziecięctwem głosi, że musimy się odmienić i stać się jak dzieci, by wejść do królestwa obietnicy (por. Mt 18, 3). Żadna ciemność nie może stłumić dziecięctwa Jezusa, które „jest prawdziwą światłością, oświecającą każdego człowieka, który przychodzi na świat” (J 1, 9).

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Jesteśmy magazynem i środowiskiem lewicy katolickiej. Piszemy o wykluczeniu, sprawiedliwości społecznej, biedzie, o współczesnych zjawiskach w kulturze, polityce i społeczeństwie. Potrzebujemy stabilnego finansowania – możesz nam w tym pomóc!
Wybieram sam/a
Kościół i lewica się wykluczają?
Nie – w Kontakcie łączymy lewicową wrażliwość z katolicką nauką społeczną.

I używamy plików cookies. Dowiedz się więcej: Polityka prywatności. zamknij ×