Internetowy magazyn katolewicy społecznej. Piszemy o świecie, czerpiąc inspiracje z nauki społecznej Kościoła

Maryja tu, Maryja tam

Zza ramienia Maryi, co pokorniutko się skłoniła, wygląda Matka Częstochowska. Obok jeszcze Maryja-półprofil. „Maryja tu, Maryja tam!” – przychodzą na myśl słowa pielgrzymkowej piosenki, gdy stoi się przed jedną z kapliczek w Beskidzie Sądeckim. Nawet jest w niej gdzieś i Jezus, jeśli dobrze się przyjrzysz. W innej kapliczce, jako tło dla multikolorowej gipsowej Maryi, majaczy wyblakłe przedstawienie Chrystusa Miłosiernego.

Fot.: Ewa Kiedio


Zza ramienia Maryi, co pokorniutko się skłoniła, wygląda Matka Częstochowska. Obok jeszcze Maryja-półprofil. „Maryja tu, Maryja tam!” – przychodzą na myśl słowa pielgrzymkowej piosenki, gdy stoi się przed jedną z kapliczek w Beskidzie Sądeckim. Nawet jest w niej gdzieś i Jezus, jeśli dobrze się przyjrzysz. W innej kapliczce, jako tło dla multikolorowej gipsowej Maryi, majaczy wyblakłe przedstawienie Chrystusa Miłosiernego. Wiadomo: pierwsze ma być pierwsze…
 
Dusza pasterza i teologa kurczy się w sobie, płacze, cierpi i zamienia się w kłębek goryczy dojrzewającej szybko do gwałtownego protestu” – mówił lata temu ojciec Stanisław Celestyn Napiórkowski o wyobrażeniach takich, jak „Bogurodzica odpoczywająca” Rafaela, obdartych jego zdaniem z sacrum, powagi i tajemnicy (rozmowa w książce „Dzieci Soboru zadają pytania”). Dusza tak skrojona będzie w drodze przez kościoły i kapliczki płakać, cierpieć i zamieniać się w kłębki jeszcze wiele, wiele razy. Ratunek – zdrowie i spokój – przyniesie tylko czasem spojrzenie na tradycyjną ikonę, wejście w głębię jej teologii. Na co dzień jednak, na co dzień mamy co innego…
Dominujący, maksymalistyczny nurt przedsoborowej mariologii zdawał się budować dla Matki Pana osobną kapliczkę, kaplicę, bazylikę… obok wielkiej świątyni kultu chrześcijańskiego” – to także ojciec Napiórkowski, w tej samej rozmowie. Użycie czasu przeszłego… czy aby w pełni zasadne? „Gdzie jest krzyż?! Gdzie jest krzyż?!” – powtarzam za grupami z Krakowskiego Przedmieścia, próbując się modlić w kościele, otoczona samymi wizerunkami Maryi i świętych. „Kiedyś tu był, a teraz Go nie ma”. Jest, na pewno gdzieś jest, tylko taki malutki. Krzyż, wiadomo, rzecz wstydliwa, nieprzyjemna, makabryczna. Gdzie jest w tych kościołach Oblicze Zbawiciela?
 
Podobno gdy ojciec Matteo Ricci ewangelizował Chiny w XVI wieku, zauważył, że dla żyjących tam ludzi wizerunek ukrzyżowanego Jezusa był „zbyt straszny”. Dlatego jezuita postanowił odwołać się do postaci Maryi. Czytamy o tym w tekście Józefa Majewskiego, „Maryja niczym bogini”, opublikowanym w „Tygodniku Powszechnym” blisko trzy lata temu. Autor podejmował w nim temat dogmatu o Maryi Współodkupicielce, ustanowienia którego domagają się liczni biskupi i rzesze wiernych. Majewski przywoływał tam choćby słowa arcybiskupa Malayappana Chinnappy: „Dla wielu niechrześcijan w Azji Bóg jest najwyższym i wszechmogącym Bytem, który wywołuje w ludziach «uczucie lęku i drżenia». By temu przeciwdziałać, religie te ustanawiają boską «pocieszycielkę, do której można zwracać się bez takiego lęku» i która może komunikować się z Bogiem w imieniu błagających”.
Wydaje się, że sytuacja ta nie jest czymś specyficznym wyłącznie dla Azji – w Polsce też nie brak postaw lękowych, które każą w Maryi szukać schronienia przed siekącym gniewem Bożym, a kapliczki i kościoły wypełnić Jej właśnie wizerunkami, nie pozostawiając miejsca na wiele więcej. Tytuł wspomnianego artykułu Józefa Majewskiego brzmi niepokojąco trafnie. Temat Maryi jako bogini podejmują w swojej rozmowie także Elżbieta Adamiak i Olga Tokarczuk („Bogini czy Matka Boga”, „Więź” 2013/1). Tokarczuk mówi tam: „Maria jest człowiekiem i dla sensu całej historii zbawienia musi nim pozostać: ma swoją historię i tożsamość, podlega śmierci, choć osłodzonej wniebowzięciem. Jednak chyba nie wszystkim wiernym to wystarcza. Stąd ten niesamowity kult maryjny, któryczęsto balansuje na granicy heterodoksji”. Okazuje się, że Olga Tokarczuk, która chętnie wpisałaby Maryję właśnie w archetyp bogini, znajduje się pod tym względem zadziwiająco blisko części osób uważających się za katolików…
 

Fot.: Marcin Kiedio


Nie chodzi o to, aby odmówić Maryi jej wielkiej roli w historii zbawienia, ale o to, by w postrzeganiu tej roli nie doszło do niezdrowego przeakcentowania. Papież Paweł VI w adhortacji apostolskiej „Marialis cultus” pisał o potrzebie „powstrzymania wszelkiej dążności do oddzielania – jak to ma miejsce w pewnych formach pobożności ludowej – nabożeństwa do Bożej Rodzicielki Maryi od centrum, ku któremu koniecznie trzeba je skierowywać, mianowicie od Chrystusa”.
Sobór Watykański II mariologię włączył do nauki o Kościele, nie tworzył oddzielnego dokumentu mariologicznego – fragmenty dotyczące osoby Maryi znajdziemy w konstytucji „Lumen gentium”. Przywołane tam zostały słowa Pierwszego Listu do Tymoteusza: „Bo jeden jest Bóg, jeden i pośrednik między Bogiem i ludźmi, człowiek Chrystus Jezus, który wydał samego siebie na okup za wszystkich” (1 Tm 2,5-6). Dalej wskazuje się na podporządkowaną rolę Maryi, nawet wtedy, gdy nazywa się ją pośredniczką: „Do Błogosławionej Dziewicy stosuje się w Kościele tytuły: Orędowniczki, Wspomożycielki, Pomocnicy, Pośredniczki. Rozumie się jednak te tytuły w taki sposób, że niczego nie ujmują one ani nie przydają godności i skuteczności działania Chrystusa, jedynego Pośrednika” (LG 62). Sobór zalecał też, aby przy rozważaniu godności Maryi wystrzegać się „wszelkiej fałszywej przesady, jak i zbytniej ciasnoty umysłu” (LG 67).
 
Wróćmy do Polski AD 2013. Cały czas popularna jest jeszcze pieśń „Serdeczna Matko”, w której znajdziemy np. takie słowa:
Do kogóż mamy wzdychać nędzne dziatki?
Tylko do Ciebie, ukochanej Matki (…)
Zasłużyliśmy, to prawda, przez złości
By nas Bóg karał rózgą surowości
Lecz kiedy Ojciec rozgniewany siecze
Szczęśliwy, kto się do Matki uciecze
Ty masz za sobą najmilszego Syna
Snadnie Go Twoja przejedna przyczyna”.
 
I wszystko już wiadomo: Pośredniczka jest tylko jedna. Pośrednika brak. W stosunku do tej pieśni ojciec Napiórkowski we wspomnianej już rozmowie wyraził postulat, że należałoby ją spalić na stosie. Można przypuszczać, że wśród rzeszy polskich katolików znaleźliby się i tacy, którzy posiadają niezbędne do tego akcesoria. Pytanie tylko, czy nie wolą ich używać do innych celów.
Czy aby Dobra Nowina na pewno dotarła do polskiego społeczeństwa? Wydawać by się mogło, że z kart Ewangelii można wyczytać słowa pełne miłości, pozwalające do Chrystusa zwracać się bez pośredników pełniących rolę kamikadze czy żywej tarczy. Ostatecznie nie bały się Go nawet dzieci…
 
Przeczytaj inne teksty Autorki.
 

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Jesteśmy magazynem i środowiskiem lewicy katolickiej. Piszemy o wykluczeniu, sprawiedliwości społecznej, biedzie, o współczesnych zjawiskach w kulturze, polityce i społeczeństwie. Potrzebujemy stabilnego finansowania – możesz nam w tym pomóc!
Wybieram sam/a
Kościół i lewica się wykluczają?
Nie - w Kontakcie łączymy lewicową wrażliwość z katolicką nauką społeczną.

I używamy plików cookies. Dowiedz się więcej Polityka prywatności zamknij ×