Internetowy magazyn katolewicy społecznej. Piszemy o świecie, czerpiąc inspiracje z nauki społecznej Kościoła

Marek Nowakowski. Syzyf

Przedstawiamy opowiadanie zmarłego w piątek pisarza, drukowane po raz pierwszy w 14. numerze naszego kwartalnika „Nienaturalnie”.

Przedstawiamy Państwu opowiadanie, które Marek Nowakowski napisał do 14. numeru naszego kwartalnika „Nienaturalnie”. Na naszych łamach mogą Państwo także przeczytać rozmowę ze zmarłym w piątek pisarzem.
 
Syzyf
 
Stał na placyku wśród szarych bloków. Niewysoki, żylasty i wyłysiały. Cały spięty jak gdyby do skoku, zacisnął usta. Zmagał się z betonową, okrągłą płytą. Pochylił się i szarpnął ją oburącz. Ani drgnęła. Spoczywała na ziemi. Porzucona przez robotników z budowy pobliskiego wieżowca. Nieśli we trzech i wyślizgnęła im się z rzemiennych pasów, na których ją dźwigali. Upadła i pękła. Niezdatna do użytku. Pozostawili na ścieżce. Żylasty mężczyzna zaparł się na szeroko rozstawionych nogach i palce wczepił w chropawe krawędzie płyty. Ponownie rozpoczął próbę. Żyły na skroniach i czole spęczniały mu w grube postronki.
 
Kilku mężczyzn obserwowało jego zmagania. Byli to sąsiedzi z tego samego bloku.
– Nie da rady – powiedział jeden.
– Nie wiadomo – rzekł drugi. – Może mu się udać.
Był najsilniejszym mężczyzną na tym osiedlu. Nie miał sobie równych. Dopiero rok temu zmogli go ci młodzi, którzy nieraz na niego polowali i nigdy nie dali mu rady w pojedynkę. We czterech go dopadli. Wracał z roboty nocnym autobusem. Ocknął się na jezdni i ledwo dowlókł się do domu na czworakach. Chorował długi czas. Pluł krwią i rzęził. Przyznali mu rentę inwalidzką. A kiedy pierwszy raz wyszedł na podwórze od razu zabrał się do tej betonowej płyty, zawalidrogi, o którą nieraz potykali się przechodnie. Zaciągnął się ostatni raz papierosem i wytarł ręcew spodnie. Rozpoczął zawziętą walkę. Z miesiąca na miesiąc podnosił coraz wyżej. Już poszło do wysokości kolan. Wracały mu siły. Pragnął jeszcze wyżej. Dzisiaj utknął. Oderwał od ziemi ledwie odrobinę. Dłonie nie wytrzymały. Opadła. Spróbował jeszcze raz. Bez skutku. I jeszcze kilka daremnych prób. Szara, nieruchoma bryła betonu, wrośnięta w murawę. Cielsko niepokonanego potwora. Ogarnęła go beznadzieja.
 
Sąsiedzi odwrócili głowy. Udawali, że nie patrzą i nic nie widzą. Przykro im było.
– Czym to się skończy? – szepnął jeden.
– Za którymś razem padnie – rzekł drugi.
Żylasty mężczyzna dał sobie przerwę. Oddychał nierówno i chusteczką wycierał kroplisty pot z czoła. Z okna pierwszego piętra w najbliższym bloku wychyliła się kobieta.
– Wariacie – powiedziała łagodnie i puknęła się w czoło. Posłyszał jej głos i opuścił głowę. Popluł w dłonie. Nie miał zamiaru odstąpić.
 
 
Marek Nowakowski (1935-2014) był pisarzem, publicystą, aktorem i scenarzystą. Autor m.in. zbioru opowiadań Benek Kwiaciarz i trzech tomów wspomnień o dawnej Warszawie Powidoki.
 

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Jesteśmy magazynem i środowiskiem lewicy katolickiej. Piszemy o wykluczeniu, sprawiedliwości społecznej, biedzie, o współczesnych zjawiskach w kulturze, polityce i społeczeństwie. Potrzebujemy stabilnego finansowania – możesz nam w tym pomóc!
Wybieram sam/a
Kościół i lewica się wykluczają?
Nie – w Kontakcie łączymy lewicową wrażliwość z katolicką nauką społeczną.

I używamy plików cookies. Dowiedz się więcej: Polityka prywatności. zamknij ×