Internetowy magazyn katolewicy spo艂ecznej. Piszemy o 艣wiecie, czerpi膮c inspiracje z nauki spo艂ecznej Ko艣cio艂a

Ma艂a apokalipsa 艢wietlik贸w


 
艢wietliki powr贸ci艂y po o艣miu latach przerwy z pot臋偶nym, bo a偶 tr贸jp艂ytowym albumem. Chocia偶 wielu podkre艣la, 偶e Marcin 艢wietlicki wszed艂 w wiek abrahamowy, to nadal sobie melorecytuje, pije na mie艣cie i jest do艣膰 ironiczny. Ale r贸wnie偶 zaskakuj膮co powa偶ny. 艢wietlicki bowiem oskar偶a 艣wiat, w kt贸rym wszystkie warto艣ci posz艂y si臋 jeb鈥.
 
Trudno w Sromocie szuka膰 艣lad贸w niepokoj膮cego Upiora czy bitnicko zdystansowanego Oplutego. Wyszli艣my z ogrodu koncentracyjnego i okaza艂o si臋, 偶e dooko艂a nas znajduj膮 si臋 zgliszcza. Poeta ju偶 nie prowokuje rozmarzon膮 agresj膮, porzucaj膮c j膮 na rzecz dramatycznego opisu pustki. Jak w Gotham, w kt贸rym 艢wietlicki staje si臋 Batmanem zawieszaj膮cym na ko艂ku sw贸j str贸j, czy Ba艂wanie, kt贸ry na wiosn臋 ods艂ania trupa w 艣rodku. Bo ju偶 nie ma po co broni膰 miasta, skoro jego mieszka艅c贸w w pe艂ni zadowala ca艂odobowy monitoring, pozbawiaj膮cy ich jakiejkolwiek podmiotowo艣ci. 艢wietlicki m贸wi o 艣wiecie ludzi martwych za 偶ycia, skupionych na zaspokajaniu najbardziej podstawowych potrzeb. Ludziach pozbawionych to偶samo艣ci, kt贸r膮 zostawili za sob膮, uciekaj膮c w rzeczywisto艣膰 szybkiego efektu, 偶ycia Heideggerowskim si臋, gdzie wszystko si臋 po prostu zdarza, a my nawet nie dostrzegamy, 偶e przestali艣my nad tym panowa膰. Ster 艣wiata wypad艂 nam z r膮k i na w艂asne 偶yczenie pozostajemy opuszczonymi przez Boga cieniami dawnych ludzi. Zabsolutyzowali艣my niezale偶no艣膰 do tego stopnia, 偶e umkn臋艂a nam chwila, w kt贸rej sta艂a si臋 ona samotn膮 niewol膮. I jak w Pierwszym dniu 艣redniowiecza wszystko dzieje si臋 przez p贸艂 鈥 bo p贸ki nie wyjdziesz poza ciasny indywidualizm, nie pozyskasz ca艂ego siebie.
 
W tym apokaliptycznym pejza偶u nie zauwa偶amy jednej, zupe艂nie podstawowej rzeczy: przesta艂o nam by膰 za siebie wstyd. Podobny ton znajdziemy u Adama Leszkiewicza, kt贸ry pisze o podobnych ludziach bez tors贸w: (鈥) uwierzyli w to, 偶e nie maj膮 nic do ukrycia; (鈥) s膮dz膮c, 偶e wstyd jest 艣mieszny鈥夆撯塧 jak wiadomo niczego nie l臋kamy si臋 bardziej ni偶 艣mieszno艣ci鈥夆撯塼raktuj膮 siebie z ostateczn膮 powag膮, przez co s膮 jeszcze bardziej 艣mieszni i godni politowania, cho膰 nie potrafi膮 ju偶 tego dostrzec. Za takich ludzi wstydzi si臋 Marcin 艢wietlicki w Sromocie. Nieprzypadkowo ca艂y album zaczyna fragment prawdopodobnie najbardziej dramatycznej postaci z Wesela Wyspia艅skiego – Sta艅czyka:
 
By艣 serce moje rozkroi艂,
nic w nim nie znajdziesz inszego,
jako te niepokoje:
sromota, sromota, wstyd,
pal膮cy wstyd

 
I tak 艢wietlicki, wieczny kpiarz, zak艂ada szaty b艂azna, kt贸re w tajemniczy spos贸b przemieniaj膮 si臋 w kap艂a艅skie. Tyle 偶e to nie koturnowe kap艂a艅stwo przednowoczesne, sil膮ce si臋 na tanie, reaktywne moralizatorstwo. To kap艂a艅stwo po kryzysie, z ca艂ym obci膮偶eniem wewn臋trznego pokruszenia wsp贸艂czesno艣ci, kt贸rej jedynym g艂osem jest chichot.
 
Ja艂ow膮 ziemi臋, na kt贸rej stoi krytyczny poeta, mo偶e przeora膰 tylko relacja z drugim cz艂owiekiem. Pustk臋, kt贸ra nas otacza, mo偶emy wype艂ni膰 tylko wtedy, gdy bezbronnie otworzymy si臋 na tego, kto znajduje si臋 poza nami samymi. Dok艂adnie to ma miejsce w Sromocie, kt贸ra w gruncie rzeczy dotyczy bezinteresownej mi艂o艣ci: uczucia, kt贸re stanowi jedyn膮 drog臋 ucieczki z ma艂ej apokalipsy 艢wietlik贸w; wyzwolenia, kt贸re uwalnia nas od ciasnoty ja poprzez naturalne rodzenie prawdziwie wi膮偶膮cych relacji. I jak wierzymy, to w艂a艣nie w niej le偶y istota chrze艣cija艅stwa.
 

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Jeste艣my magazynem i 艣rodowiskiem lewicy katolickiej. Piszemy o wykluczeniu, sprawiedliwo艣ci spo艂ecznej, biedzie, o wsp贸艂czesnych zjawiskach w kulturze, polityce i spo艂ecze艅stwie. Potrzebujemy stabilnego finansowania 鈥 mo偶esz nam w tym pom贸c!
Wybieram sam/a
Ko艣ci贸艂 i lewica si臋 wykluczaj膮?
Nie 鈥 w Kontakcie 艂膮czymy lewicow膮 wra偶liwo艣膰 z katolick膮 nauk膮 spo艂eczn膮.

I u偶ywamy plik贸w cookies. Dowiedz si臋 wi臋cej: Polityka prywatno艣ci. zamknij