fbpx Wesprzyj nas!

magazyn lewicy katolickiej

Majdan chce zmienić władzę

W normalnym kraju, gdyby władza rozpędziła protestujących – jak to się stało w zeszłą niedzielę w Kijowie – doszłoby do zmiany rządu. Na Ukrainie nie dzieje się nic, ludzie protestują, nie mają jednak na władzę realnego wpływu

ilustr.: Anna Libera


Polska i Europa wciąż starają się zrozumieć, co tak naprawdę dzieje się teraz na Ukrainie. Mówi się, że to „protesty młodych”, w obiegowej już opini ton nadają ludzie urodzeni w latach 80-tych i 90-tych. Poniżej zamieszczamy głosy dwóch osób znajdujących się blisko protestów. Zapytaliśmy je o nastroje panujące na Majdanie i cele, które stawiają sobie Ukraińcy.
 
 
Mechanizmy kontroli
 
Energia protestów takich jak te, które trwają teraz na Ukrainie nigdy nie jest stała. Zawsze mają one swoje punkty kulminacyjne i okresy obniżonej aktywności. Przez ostatni tydzień na Majdanie cały czas było około 10 tysięcy ludzi, ta grupa ciągle się zmieniała – jedni przychodzili i zastępowali innych. Prawdopodobnie więc każdego dnia przewijało się tam 100 tysięcy osób.
 
Początkowo nasze protesty odbywały się pod hasłem: „młodzież narodu na rzecz integracji z Europą”. Kiedy jednak w zeszłym tygodniu Majdan został brutalnie rozbity, pojawiły się szersze postulaty. Teraz dotyczą przede wszystkim zmian na szczytach władzy. Nasze społeczeństwo dojrzało do przeformułowania zasad politycznej gry. W normalnym kraju, gdyby władza rozpędziła protestujących – jak to się stało w zeszłą niedzielę w Kijowie – doszłoby do zmiany rządu. Na Ukrainie nie dzieje się nic, ludzie protestują, nie mają jednak na władzę realnego wpływu. Choć to my wybieramy prezydenta i parlamentarzystów, nie mamy sposobu kontrolowania ich działań. I nie chodzi tu o perspektywę wyborów w 2015 roku. Chodzi o zmiany w konstytucji – cztery lata temu przekazano większe uprawnienia w ręce prezydenta. My chcemy odwrócenia tej reformy i przywrócenia parlamentowi jego dawnych prerogatyw. Domagamy się otwartych list wyborczych, tak, by do władzy dochodzili kandydaci, którzy faktycznie dostali głosy ludzi, nie zaś ci wskazani przez partie. Protesty odniosą sukces jeśli u władzy pojawią się nowi ludzie oraz jeśli obywatele dostaną mechanizmy kontroli – na przykład odwoływania członków parlamentu w trakcie kadencji.
 
Pobocznym, ale dla studentów ważnym wątkiem protestów, są zmiany w szkolnictwie wyższym. Chcemy, żeby nastąpiła w nim decentralizacja, żeby zlikwidowana została kontrola polityczna. Dzisiaj, kiedy studenci chodzą na protesty, ryzykują relegowanie z uczelni. Nie dzieje się tak dlatego, że władze akademickie są złe, zależą one jednak od władzy, od funduszy ministerialnych, których wielkość zależy od „lojalności”. Uniwersytety powinny być autonomiczne, pieniądze powinny być im przyznawane w zależności od liczby studentów i poziomu kształcenia, który oferują.
 
Dotychczas nie widać wyraźnych rezultatów protestów, mimo to ludzie chcą kontynuować, znajdują też nowe formy wyrażania swojego zdania. Przykładowo – jeśli polityk partii rządzącej jest właścicielem sieci supermarketów, możemy nie robić w nich zakupów, co odbije się na jego interesach i może skłonić do innych niż dotychczas decyzji politycznych. Pojawił się pomysł okrągłego stołu rządu z opozycją, nie wierzę jednak, żeby mógł on być skuteczny – rządzący chcą mówić, my mielibyśmy tylko słuchać. Nie uzyskalibyśmy realnego wpływu – chociaż bowiem za nami są ludzie, oni mają przy sobie policję i wojsko. Nawiasem mówiąc, po stronie protestujących mamy też problem z tym, że liderzy opozycyjnych partii politycznych, choć mówią wyraźnym głosem, nie mają konkretnych postulatów. To przywódcy, którzy nie prowadzą. Dlatego też tak ważne jest dla nas wsparcie międzynarodowe, także od społeczeństwa polskiego. Ukraińscy politycy powinni czuć presję. Ze strony własnych obywateli, ale też z zewnątrz, ze strony innych państw. W tym momencie rząd jest w gruncie rzeczy samotny – ma tylko siłę militarną. Trzeba to wykorzystać.
 
Vyacheslav Kylymar jest członkiem Studenckiej Rady Koordynacyjnej, która odpowiada za organizację działań uczestniczących w protestach na Majdanie studentów.
 

ilustr.: Anna Libera


Wszyscy są w dobrym humorze
 
Nie uczestniczyłam w Pomarańczowej Rewolucji. Byłam wtedy jeszcze w szkole. Teraz jednak moje pokolenie doczekało się swojej rewolucji.
 
Dzisiejszy marsz (9.11.2013) wyglądał naprawdę wspaniale. Dużo ludzi – młodsi, starsi, z przeróżnych grup społecznych. Ale wszyscy w dobrym humorze. Nie chcę podawać żadnych liczb, ale było znacznie więcej demonstrantów niż w zeszły weekend. Ile to jeszcze potrwa? Nie wiem. Nie jestem analitykiem, ale sądzę że władze będą się bić do końca. Boją się, że jeśli ustąpią, mogą być aresztowani. Ludzie spodziewają się wszystkiego, ale są zdeterminowani. Mówią, że protesty będą trwały długo.
 
Ci którzy myślą bardziej praktycznie, rozumieją, że jedyną nadzieją jest to, że Europa z Ameryką spróbują ekonomicznie wpłynąć na ukraińskie władze, ale też i na Rosję. Powinni coś zrobić, bo nie mamy tu demokratycznej władzy, która słuchałaby ludzi. To są bandyci, którzy rozumieją tylko mowę siły. Jednak proces rozwiązywania tej sytuacji musi być pokojowy, dlatego że wymaga zaangażowania sił ekonomicznych. Przykre jest, że dotychczas faktyczne wsparcie otrzymaliśmy tylko z Polski. Wszyscy inni jakby nie chcieli stawiać się Rosji i usuwają się w cień, aby przeczekać i zobaczyć czym skończy się to, co się dzieje na Ukrainie.
 
Początkowo protestowano tylko przeciwko odmowie podpisania umowy stowarzyszeniowej. Ale po tej nocy [30 listopada], kiedy pobito protestujących cele się rozszerzyły. Ludzie zrozumieli, że samo nazwisko prezydenta nie jest ważne, że każdy prezydent, który robi takie rzeczy musi być usunięty. Zaczęły się hasła, ze Ukraina musi się zmienić. Sądzę, że nawet gdyby teraz podpisano umowę, to na placu zostałoby wielu protestujących. Odeszłoby może trzydzieści procent. Dobrze, że na Majdanie istnieje porozumienie między przywódcami opozycji a liderami społeczeństwa obywatelskiego. Jest nacisk na polityków, aby realizowali to, czego chcą zwykli ludzie, choć rozumiemy, że mają oni także interesy partyjne.
 
Osobiście nie słyszałam żadnych haseł nacjonalistycznych ani antyrosyjskich. To co się pojawia to slogany antyputinowskie. Rzeczywiście, partia Svaboda wznosi hasło „Sława narodu. Śmierć wrogom.” Ma ono pewien akcent nacjonalistyczny, ale to motto historyczne, ono nie powstało na Majdanie. Wspólnym hasłem jest i będzie „Ukraina to Europa”.
 
Katrusia Kanoniuk pochodzi z Doniecka, mieszka w Kijowie od dwóch miesięcy, pracuje w przedstawicielstwie jednej z instytucji międzynarodowych.
 

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Od ponad 15 lat tworzymy jedyny w Polsce magazyn lewicy katolickiej i budujemy środowisko zaangażowane w walkę z podziałami religijnymi, politycznymi i ideologicznymi. Robimy to tylko dzięki Waszemu wsparciu!
Kościół i lewica się wykluczają?
Nie – w Kontakcie łączymy lewicową wrażliwość z katolicką nauką społeczną.

I używamy plików cookies. Dowiedz się więcej: Polityka prywatności. zamknij ×