Internetowy magazyn katolewicy spo┼éecznej. Piszemy o ┼Ťwiecie, czerpi─ůc inspiracje z nauki spo┼éecznej Ko┼Ťcio┼éa

Listki ┼Üwi─Ötej Katarzyny. O ludob├│jstwie w Gwatemali

Szacunki m├│wi─ů, ┼╝e od siedemdziesi─Öciu do dziewi─Ö─çdziesi─Öciu procent spo┼éeczno┼Ťci Maj├│w Ixil zosta┼éo kompletnie wyniszczone. Cia┼éa z przypadkowo odnajdywanych grobowc├│w, rozsianych mi─Ödzy ┼Ťwi─Ötymi g├│rami ich przodk├│w, ekshumowane s─ů do tej pory.

ilustr.: Wojciech Pawliński

ilustr.: Wojciech Pawliński


Artyku┼é┬ápochodzi z 28. numeru papierowego Magazynu ÔÇ×KontaktÔÇŁ pod tytu┼éem ÔÇ×Ma┼ée obczyznyÔÇŁ.┬á
1.
Pedro cz─Östo by┼é nieobecny w domu, je┼║dzi┼é po kraju za┼éatwia─ç przer├│┼╝ne sprawy dla swoich, w tym te najci─Ö┼╝sze z ci─Ö┼╝kich. Kiedy wraca┼é, u┼Ťmiechni─Öty, ┼éagodny, wychodzi┼é mi na powitanie z labiryntu pokoj├│w o pustakowych ┼Ťcianach. Starszawy pan o spokojnej i zm─Öczonej twarzy, kt├│ry pow┼é├│czy┼é troch─Ö stopami w swoich rzemiennych sanda┼éach. W czerwonej koszulce z nadrukiem z Che Guevar─ů i z plastikowym bidonem. ┼╗artowa┼é, ┼╝e jego atole (kukurydziany nap├│j, obecny na sto┼éach wszystkich ixilskich rodzin codziennie od czas├│w prekolumbijskich) lubi zmienia─ç sk┼éad chemiczny. Czasem robi┼éo si─Ö zupe┼énie przezroczyste i by┼éo serwowane w szklanych kieliszkach (ka┼╝dy z innej parady) ze s┼éowami: ÔÇ×Cia┼éo ChrystusaÔÇŽÔÇŁ.

Nigdy z Pedrem o niej nie rozmawiali┼Ťmy. M├│wi┼é o pogodzie, o jedzeniu, o swoich dzieciach, o ┼╝onie, m├│wi┼é o tym, co go otacza. Raz tylko powiedzia┼é mi zamy┼Ťlony, ┼╝e jest ju┼╝ inny. Zmieniony. Zapyta┼éam, co go zmieni┼éo. ÔÇ×WojnaÔÇŁ ÔÇô odpowiedzia┼é, patrz─ůc mi prosto w oczy przez lusterko w samochodzie. Zawsze przenika┼é mnie rentgenowskim spojrzeniem, tak ┼╝e czu┼éam si─Ö bezbronna. Siedzia┼éam przy piecu w kuchni i sypa┼éam jak na przes┼éuchaniu. M├│wi┼éam o wszystkim: o rodzinie, pracy, o tym, co mi w ┼╝yciu nie wysz┼éo. Rzadko pyta┼éam o t─Ö cholern─ů wojn─Ö. Rozmowa o niej zdawa┼éa mi si─Ö czym┼Ť tak niepotrzebnym i lichym, ┼╝e nawet nie wiem, kiedy porzuci┼éam my┼Ťl o przemaglowaniu od deski do deski dow├│dcy gwatemalskiej guerilla. Dopiero p├│┼║niej, kiedy ju┼╝ opu┼Ťci┼éam Gwatemal─Ö, napisa┼é do mnie:

ÔÇ×By─ç mo┼╝e zabrak┼éo nam jeszcze czasu, ┼╝eby porozmawia─ç o innych rzeczach. O polityce, o historii. O Ludziach z histori─ů, o oporze, o ch─Öci zmiany tego, czego Pa┼ästwo od wiek├│w nam odmawia. O ch─Öci ochrony zasob├│w naturalnych przed grabie┼╝─ů koncern├│w mi─Ödzynarodowych. O obronie naszej wizji ┼Ťwiata, naszej to┼╝samo┼Ťci i kultury, w┼Ťr├│d spo┼éecze┼ästwa, kt├│re nie wie, jaka czeka je przysz┼éo┼Ť─ç. O Pa┼ästwie, kt├│re tonie w korupcji, w bezkarno┼Ťci, kl─Ökaj─ůc przed kapita┼éem mi─Ödzynarodowym. Ty wiesz. S┼éysza┼éa┼Ť. Pozna┼éa┼Ť spos├│b, w jaki widzimy t─Ö sytuacj─Ö i jak sobie z ni─ů radzimy. Wygl─ůda na to, ┼╝e jeste┼Ťmy zakochani w naszych Wsp├│lnotach, bez nich nie istniejemy. Rodzina nie jest dla nas punktem wyj┼Ťcia jak w innych kulturach. Rodziny s─ů wewn─ůtrz, s─ů cz─Ö┼Ťci─ů Wsp├│lnoty. I w ko┼äcu ju┼╝ wiesz, ┼╝e tutaj, w regionie Ixil, mamy wszystko, czego potrzeba do ┼╝ycia. Niczego nam nie brakujeÔÇŁ.

2.

Wi─Ökszo┼Ť─ç moich r├│wie┼Ťnik├│w spo┼Ťr├│d Maj├│w Ixil urodzi┼éa si─Ö gdzie┼Ť w lesie. Ich rodzice uciekali tam, ratuj─ůc siebie i te dzieci, kt├│re by┼éy w stanie wystarczaj─ůco szybko biec. Chowali si─Ö po krzakach dniami, miesi─ůcami, latami. Jedli to, co uda┼éo im si─Ö znale┼║─ç, pr├│buj─ůc po trochu wszystkich rosn─ůcych wok├│┼é ro┼Ťlin, licz─ůc na to, ┼╝e kt├│ra┼Ť oka┼╝e si─Ö jadalna. P├│┼║niej, gdy mogli ju┼╝ wr├│ci─ç do domu, cz─Östo okazywa┼éo si─Ö, ┼╝e ich chaty zosta┼éy spalone, a z ziem ÔÇô uznanych za opuszczone ÔÇô bez mrugni─Öcia okiem ich wyw┼éaszczono. Niekt├│rzy nigdy nie wr├│cili. W ogr├│dkach nadal kwitn─ů hortensje. Tylko nie ma ju┼╝ dom├│w, kt├│re niegdy┼Ť ozdabia┼éy. To znaki na mapie historii, cicho i pi─Öknie upami─Ötniaj─ůce czas terroru.

Lata 80. w g├│rskich partiach Gwatemali by┼éy najbardziej krwawym okresem trwaj─ůcej trzydzie┼Ťci sze┼Ť─ç lat wojny domowej. Do po┼éowy lat 90. pa┼ästwo rz─ůdzone przez wojskowych dokonywa┼éo sukcesywnej eksterminacji i ludob├│jstwa rdzennych mieszka┼äc├│w. Represje, z jakimi spotykali si─Ö Indianie, spowodowa┼éy, ┼╝e od lat 70. cz─Ö┼Ť─ç mieszka┼äc├│w gwatemalskiej wsi zacz─Ö┼éa wi─ůza─ç si─Ö z lewicowymi ruchami klasowymi i guerill─ů. W 1975 roku na terenie g├│rskiej prowincji Quich├ę za┼éo┼╝ono Powsta┼äcze Wojsko Ubogich (Ejercito Guerillero de los Pobres), kt├│re wielu Indianom wydawa┼éo si─Ö jedyn─ů szans─ů na popraw─Ö tragicznej sytuacji, w jakiej si─Ö znale┼║li. Jedni przyst─ůpili do niej z powod├│w ideologicznych, inni ÔÇô z braku alternatywy. Niekt├│rzy pod gro┼║b─ů ┼Ťmierci zmuszani byli do wst─ůpienia do organizacji paramilitarnych, prze┼Ťladuj─ůcych ich w┼éasnych braci. Pozostali po prostu miotali si─Ö, ÔÇ×ta┼äcz─ůc mi─Ödzy drzewamiÔÇŁ, gdzie strach przykleja┼é si─Ö na sta┼ée do ludzkich obliczy. I pozosta┼é na nich do dzi┼Ť.

W Quich├ę, w regionie Ixil, pomi─Ödzy trzema miasteczkami ÔÇô Nebaj, Chajul i Cotzal ÔÇô rozp─Öta┼éo si─Ö prawdziwe piek┼éo. Niedost─Öpno┼Ť─ç tej rajskiej krainy, kt├│ra sprawia, ┼╝e odwiedzaj─ůc te tereny, mamy wra┼╝enie, ┼╝e cofn─Öli┼Ťmy si─Ö w czasie o par─Ö ┼éadnych lat, sta┼éa si─Ö jej przekle┼ästwem, diabelskim tyglem, umniejszaj─ůcym znaczenie niewidocznej dla nikogo z zewn─ůtrz ┼Ťmierci jej mieszka┼äc├│w.

Drgaj─ůce niebem w─Ödr├│wki z ixilskimi rolnikami i rojem ich roze┼Ťmianych dzieci, wpijanie si─Ö z─Öbami w soczyste, zrywane prosto z drzewa pomara┼äcze rozpala┼éy moje serce i roz┼Ťwietla┼éy oczy. Ch┼éon─Ö┼éam ka┼╝dy obraz, spija┼éam z ust Ixil├│w ka┼╝de s┼éowo, pr├│buj─ůc zrozumie─ç ich j─Özyk. Migocz─ůce w zieleni kolorowe, wyszywane koszule, podskakuj─ůce na g┼éowie, wplecione we w┼éosy pompony i czerwone sp├│dnice Ixilek tak bardzo mi si─Ö podoba┼éy. Chcia┼éam wtopi─ç si─Ö pomi─Ödzy nie, przesta─ç zwraca─ç czyj─ůkolwiek uwag─Ö i po prostu i┼Ť─ç. Nigdy jednak nie mog┼éam si─Ö pozby─ç my┼Ťli, ┼╝e st─ůpam po ziemi zroszonej krwi─ů niemowl─ůt wydzieranych matkom ┼╝ywcem z ┼éona i rzucanych na ziemi─Ö. ÔÇ×Ja nie urodzi┼éem si─Ö w domu. Nawet nie wiem, gdzie si─Ö urodzi┼éem i jaki to by┼é dok┼éadnie dzie┼äÔÇŁ ÔÇô powiedzia┼é mi m├│j przyjaciel, r├│wie┼Ťnik, podw├│jny magister z wioski XeÔÇÖ Piun pod Nebaj, w kt├│rej do dzi┼Ť nie ma pr─ůdu ani bie┼╝─ůcej wody. Wr├│ci┼é tam, aby pracowa─ç dla swoich. B─Ödzie kiedy┼Ť dobrym wodzem, b─Ödzie qÔÇÖesal tenam, wybranym przez ludzi m─Ödrcem i liderem. Zawsze mu to powtarzam, a on spuszcza skromnie g┼éow─Ö i stara si─Ö nie patrze─ç mi w oczy.

pawlinski3

3.

ÔÇ×Naprawd─Ö tego ba┼éa┼Ť si─Ö najbardziej, wracaj─ůc z g├│r?ÔÇŁ ÔÇô pyta┼éam Loreny z niedowierzaniem. By┼éa tak drobna, tak delikatna, ┼╝e trudno mi by┼éo wyobrazi─ç j─ů sobie przygwo┼╝d┼╝on─ů karabinem, zassan─ů po kolana w b┼éocie, ┼Ťpi─ůc─ů na zgni┼éych li┼Ťciach pod kawa┼ékiem czarnego worka. Trudno uwierzy─ç, ┼╝e przetrwa┼éa te dwa lata, ┼╝ywi─ůc si─Ö nieposiadaj─ůcymi ┼╝adnego smaku li┼Ť─çmi krzaku ┼Üwi─Ötej Katarzyny. ÔÇ×Najgorszy by┼é strach przed tym, ┼╝e jak to wszystko si─Ö sko┼äczy, ojciec z┼éoi mi sk├│r─Ö za to, ┼╝e uciek┼éam i posz┼éam w g├│ry. Nie, nie ba┼éam si─Ö warunk├│w ani walki. Wiedzia┼éam, ┼╝e musz─Ö i┼Ť─ç, musz─Ö co┼Ť zrobi─ç ze swoim ┼╝yciem. Rodzice w g┼é─Öbi duszy wiedzieli, ┼╝e odejd─ÖÔÇŁ. Bardziej ba┼éa si─Ö bycia odnalezion─ů przez ojca ni┼╝ spotkania w wyznaczonym miejscu z innym guerillero, kt├│ry mia┼é j─ů zrekrutowa─ç. Wysz┼éa z domu nad ranem. Nie wiedzia┼éa dok┼éadnie, dok─ůd idzie, kto po ni─ů przyjdzie, czy w og├│le si─Ö pojawi. Schowa┼éa si─Ö za drzewem. ÔÇ×Najgorsze by┼éo to, ┼╝e nie mia┼éam zegarka. Nie wiedzia┼éam, kt├│ra godzina. Ba┼éam si─Ö, ┼╝e ju┼╝ za p├│┼║no i ┼╝e p├│jd─ů beze mnieÔÇŁ ÔÇô m├│wi z figlarnym u┼Ťmiechem, uklepuj─ůc tortille z b┼éyskiem w oku, kt├│ry tak w niej uwielbiam. ÔÇ×P├│┼║niej zobaczy┼éam na drzewach ┼Ťwiat┼éo latarki. Ba┼éam si─Ö strasznie, ┼╝e to m├│j tataÔÇŽ Ale nie, to by┼é wys┼éany po mnie guerilleroÔÇŁ.

Czasem zabiera┼éa mnie do miasta na seminaria z innymi india┼äskimi aktywistkami. To by┼éa lekcja i dla mnie, i dla nich. Ja ÔÇô z nimi, po┼Ťr├│d nich, naturalnie, bo i tak sp─Ödza┼éy┼Ťmy razem czas od kilku miesi─Öcy. One ÔÇô w swoim ┼╝ywiole, dyskutuj─ůce o swoich prawach, o r├│wno┼Ťci, dyskryminacji, o walce. Ja ÔÇô inna, nigdy nie zazna┼éam ┼éamania moich praw, nie by┼éam dyskryminowana, nigdy nie musia┼éam walczy─ç tak jak one. Ale szybko przekona┼éy mnie, ┼╝e jestem taka jak one, bo zawsze staj─Ö na stra┼╝y wsp├│lnych nam warto┼Ťci. Na wie┼Ť, do Nebaj, do obowi─ůzk├│w, do m─Ö┼╝├│w i dzieci, do prania na kamieniu w zimnej wodzie wraca┼éy┼Ťmy z tych spotka┼ä po kilkana┼Ťcie godzin. Wysiada┼éy┼Ťmy w ka┼╝dym miejscu, kt├│re nam si─Ö spodoba┼éo, chodz─ůc po sklepach, w kt├│rych nic nie kupowa┼éy┼Ťmy, i napychaj─ůc si─Ö mango sprzedawanym w plastikowych woreczkach za jednego quetzala.

4.

M┼éody wulkanizator w koszulce bez r─Ökaw├│w, w czapeczce z daszkiem, ca┼éy umazany smarem, spojrza┼é na opon─Ö z niek┼éamanym podziwem: ÔÇ×Kto┼Ť musia┼é chcie─ç wam nie┼║le dokopa─ç, ca┼éa podziurawiona. Specjalnym cienkim no┼╝em. Oszo┼éom jaki┼Ť albo wariatÔÇŁ. Kupi┼éam jednego papierosa i par─Ö paczek ciastek. Pali┼éam miarowo, jeden buch za drugim, bo co┼Ť w tym staniu i czekaniu na ciemnej, pochy┼éej ulicy napawa┼éo mnie niepokojem. Przygl─ůda┼éam si─Ö cierpliwie, jak montuj─ů ko┼éo zapasowe z powrotem pod pick-upem, z kt├│rego godzin─Ö wcze┼Ťniej ukradziono nam dwa komputery z jakimi┼Ť ÔÇ×cholernie wa┼╝nymi papieramiÔÇŁ. Lorena i Pedro wymienili porozumiewawcze spojrzenia. Wsiedli┼Ťmy, ale Pedro d┼éu┼╝sz─ů chwil─Ö nie odpala┼é samochodu. Od tej pory nie byli ju┼╝ weso┼é─ů park─ů o sporej r├│┼╝nicy wieku, z kt├│rej sami si─Ö pod┼Ťmiewali. Stali si─Ö zespo┼éem, wsp├│┼épracownikami o wystudiowanych s┼éowach i gestach. ÔÇ×Monika. To mo┼╝e by─ç zamach albo manipulacja. Pod ┼╝adnym pozorem do nikogo nie dzwo┼ä, napisz SMS do domu, ┼╝e b─Ödziesz p├│┼║niej, wy┼é─ůcz telefon. Zmieniamy tras─Ö. Nie jedziemy przez HuehueÔÇŁ. Nerwowo, ale za┼Ťmia┼éam si─Ö, przecie┼╝ zawsze du┼╝o ┼╝artujemy. Lorena spojrza┼éa na mnie przez rami─Ö z ┼éagodnym u┼Ťmiechem. Pedro, jak zwykle, spojrza┼é na mnie ciep┼éo w lusterku i pojechali┼Ťmy. Byli normalni, jak zwykle. Tylko ┼╝e w tej normalno┼Ťci ┼Ťmiertelnie powa┼╝ni. Naprawd─Ö s─ůdzili, ┼╝e kto┼Ť nas ┼Ťledzi. A je┼Ťli oni tak my┼Ťleli, byli guerilleros, aktywi┼Ťci walcz─ůcy o prawa swojego ludu w kraju, w kt├│rym nawet po podpisaniu pokoju w 1996 roku ┼éamanie praw cz┼éowieka jest na porz─ůdku dziennym, to kim jestem ja, ┼╝eby podwa┼╝a─ç ich autorytet? Zatka┼éam usta ciastkami. ÔÇ×O, kupi┼éa┼Ť co┼Ť na os┼éod─Ö, super!ÔÇŁ Pedro powiedzia┼é, ┼╝e w ci─ůgu ostatnich lat kilkudziesi─Öciu miejscowym aktywistom, obro┼äcom praw cz┼éowieka czy by┼éym guerilleros przytrafi┼éy si─Ö r├│┼╝ne ÔÇ×nieszcz─Ö┼Ťliwe wypadkiÔÇŁ. Wie, ┼╝e zawsze jest obserwowany, ale jest przekonany, ┼╝e jego ÔÇ×wypadekÔÇŁ by┼éby teraz strategicznie dobrym posuni─Öciem. Mimo to jedziemy w─ůskimi, pozbawionymi latarni uliczkami, zastanawiaj─ůc si─Ö nad tym, czy w og├│le gdziekolwiek dojedziemy. ┼Üwiat┼éa ka┼╝dego nadje┼╝d┼╝aj─ůcego z naprzeciwka auta sprawiaj─ů, ┼╝e przypomina┼éam sobie ze wstydem, jak dawno nie zmawia┼éam ÔÇ×Ojcze naszÔÇŁ. Wyczuwam my┼Ťli Loreny. Widz─Ö, jak jej trzy c├│reczki, ┼Ťliczne dziewczynki (jedyne Ixilki ze swoimi india┼äskimi imionami, a nie ich hiszpa┼äskimi odpowiednikami, wpisanymi w dowody osobiste) weso┼éo kr─ů┼╝─ů w kuchni jej g┼éowy. Widz─Ö, jak przeskakuj─ů na rami─Ö Pedra i uspokajaj─ů jego my┼Ťli. Teraz tylko to si─Ö liczy. Za bezpieczn─ů ┼╝elazn─ů bram─ů pustakowego domu nic ju┼╝ nie ma znaczenia wi─Ökszego ni┼╝ one. A o czym ja my┼Ťl─Ö?

pawlinski2

5.

W ko┼äcu pani Aurelia przestaje dok┼éada─ç drewna do betonowanego pieca z ┼╝elazn─ů p┼éyt─ů kuchenn─ů, sk┼éada grzej─ůce si─Ö tortille jak tali─Ö kart i chowa do koszyka, przykrywaj─ůc go chustk─ů. Do Villa Hortencia szli┼Ťmy trzy dni. Jeszcze chwil─Ö zagrzejmy si─Ö w kuchni, zanim wyjdziemy w ciemno┼Ť─ç, szukaj─ůc naszego domu za pomoc─ů ┼Ťwiat┼éa nieroz┼éadowanego wci─ů┼╝ jeszcze telefonu. ÔÇ×I jak si─Ö miewa ten pan?ÔÇŁ Z pocz─ůtku nie wiem o jakim ÔÇ×tym panuÔÇŁ mowa. ÔÇ×Teraz jest u siebie w domu. Nic nie szkodzi, prosz─Ö si─Ö nie obawia─ç. Najwa┼╝niejsze, ┼╝e proces si─Ö odby┼éÔÇŁ ÔÇô m├│wi ┼éagodnie Don Mingo. W czasie wojny domowej w Gwatemali zgin─Ö┼éo oko┼éo dwie┼Ťcie tysi─Öcy os├│b, w wi─Ökszo┼Ťci pochodzenia india┼äskiego. Siedemna┼Ťcie miesi─Öcy rz─ůd├│w genera┼éa Jose Efraina Riosa Montta uznawanych jest za najbardziej krwawy okres wojny domowej. Jedn─ů ze zbrodni, o kt├│re genera┼é zosta┼é oskar┼╝ony, jest wydanie polecenia eksterminacji Maj├│w Ixil w latach 1981ÔÇô1983. W zale┼╝no┼Ťci od szacunku, od siedemdziesi─Öciu do dziewi─Ö─çdziesi─Öciu procent spo┼éeczno┼Ťci zosta┼éo kompletnie wyniszczone. Cia┼éa z przypadkowo odnajdywanych grobowc├│w, rozsianych mi─Ödzy ┼Ťwi─Ötymi g├│rami ich przodk├│w, ekshumowane s─ů do tej pory. Twarz Aurelii kurczy si─Ö w dziwnym grymasie. Czy jest to lekki u┼Ťmiech? Czy mo┼╝liwe, ┼╝e po tym wszystkim gdzie┼Ť w sercach ludzi tli si─Ö przebaczenie? ÔÇ×My┼Ťla┼éam, ┼╝e mnie wtedy z┼éapi─ů. Przyszli do nas w nocy. Wzi─Öli jednego pana i kazali mu siada─ç nago na jakich┼Ť no┼╝ach. Ach, jak strasznie krzycza┼é ten panÔÇŽ Nie wiem jak mi si─Ö to uda┼éo, ale kiedy wychodzili┼Ťmy, pomy┼Ťla┼éam, ┼╝e je┼Ťli nie uda mi si─Ö uciec teraz, to zgin─Ö. Zgin─Ö ja i zginie m├│j dzidziu┼Ť. Wi─Öc bieg┼éam co si┼é w nogach i ukry┼éam si─Ö w krzakach. B┼éaga┼éam Boga, ┼╝eby mnie nie znale┼║li. Ca┼éy czas trzyma┼éam ma┼éego przy piersi, ┼╝eby nie zap┼éaka┼é. I dzi─Öki Bogu oni odeszliÔÇŁ. Podczas gdy Aurelia opowiada, twarz Mingo pozostaje nieporuszona. ÔÇ×Prosz─Ö si─Ö nie obawia─çÔÇŁ. Ile takich historii zna? Ile takich historii widzia┼é na w┼éasne oczy?

Um─Öczony prac─ů na plantacjach trzciny cukrowej Mingo wr├│ci┼é do domu, do Nebaj. Nie m├│g┼é patrze─ç na swoich braci wykorzystywanych jak niewolnik├│w za par─Ö groszy, ┼Ťpi─ůcych na ziemi, wyg┼éodzonych. A poza tym ludzie zacz─Öli si─Ö buntowa─ç, zrobi┼éo si─Ö niebezpiecznie. W wieku sze┼Ťciu lat zosta┼é sierot─ů. Zawsze marzy┼é o tym, ┼╝eby nauczy─ç si─Ö czyta─ç i pisa─ç, ale jego brata nie by┼éo na to sta─ç, a wszystkie zarobione pieni─ůdze musia┼é mu oddawa─ç. Kiedy poszed┼é do ÔÇ×tamtych z lasuÔÇŁ, do guerilleros, byli z nim szczerzy. ÔÇ×Nasza praca jest darmowa, nie ma tu pieni─Ödzy. Jest cierpienie, g┼é├│d, pragnienie i zimnoÔÇŁ. Nie by┼é pewien. ÔÇ×Ale s─ů nauczyciele, ucz─ů nas czyta─ç i pisa─çÔÇŁ. To wystarczy┼éo. Poszed┼é kupi─ç sw├│j zeszyt, d┼éugopis. Nauczy si─Ö czyta─ç. Przyzwyczai┼é si─Ö do cierpienia na siedemna┼Ťcie lat. ÔÇ×Podczas walk ludzie musieli opuszcza─ç swoje domy i ucieka─ç do lasu. M├│wili┼Ťmy, ┼╝e ┬źta┼äcz─ů┬╗ albo ┬źbawi─ů si─Ö w lesie┬╗ÔÇŁ. Kiedy przychodzi┼éo wojsko, szli do g├│ry, potem wracali z powrotem na d├│┼é. A my jako combatientes musieli┼Ťmy ich broni─ç, bo wojsko zabija┼éo dzieci, kobiety w ci─ů┼╝y, wszystkich. Palili domy, palili ubrania, palili zbiory. No i jak ich nie bronili┼Ťmy, to nie zostawiali nam jedzenia jak zwykle, kilka ziaren grochu tu i tam, ┼╝eby┼Ťmy mogli sobie zabra─ç w nocy i ugotowa─çÔÇŁ. Teraz pracuje dla CALDH (Centrum Dzia┼éa┼ä Prawnych w Dziedzinie Praw Cz┼éowieka). Poszukuje os├│b, kt├│re w czasie wojny by┼éy ┼Ťwiadkami zbrodni, a dzi┼Ť s─ů gotowe zeznawa─ç przed s─ůdem.

6.

10 maja 2013 roku Efrain Rios Montt zosta┼é skazany za ludob├│jstwo, zbrodnie przeciwko ludzko┼Ťci, masakry, przymusowe przesiedlenia, gwa┼éty oraz tortury na spo┼éeczno┼Ťci Maj├│w Ixil. Trzy dni p├│┼║niej wyrok zosta┼é uniewa┼╝niony przez gwatemalski Trybuna┼é Konstytucyjny ze wzgl─Öd├│w formalnych.

W czasie wojny domowej w Gwatemali zgin─Ö┼éo oko┼éo dwie┼Ťcie tysi─Öcy os├│b, w wi─Ökszo┼Ťci pochodzenia india┼äskiego.
Czerwone sp├│dnice Ixilek bardzo mi si─Ö podoba┼éy. Nie mog┼éam si─Ö jednak pozby─ç my┼Ťli, ┼╝e st─ůpam po ziemi zroszonej krwi─ů.
W ogr├│dkach nadal kwitn─ů hortensje. Tylko nie ma ju┼╝ dom├│w, kt├│re niegdy┼Ť ozdabia┼éy.
***
Monika Erva Banach jest badaczk─ů i aktywistk─ů. Doktorantka w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej UJ, wsp├│┼épracuje z Fundacj─ů Sta┼äczyka w Krakowie, z FRIDA The Young Feminist Fund z Panamy oraz ze Stowarzyszeniem Kobiet Tkaczek QÔÇÖimbÔÇÖal z Nebaj (Gwatemala).

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Jeste┼Ťmy magazynem i ┼Ťrodowiskiem lewicy katolickiej. Piszemy o wykluczeniu, sprawiedliwo┼Ťci spo┼éecznej, biedzie, o wsp├│┼éczesnych zjawiskach w kulturze, polityce i spo┼éecze┼ästwie. Potrzebujemy stabilnego finansowania ÔÇô mo┼╝esz nam w tym pom├│c!
Wybieram sam/a
Ko┼Ťci├│┼é i lewica si─Ö wykluczaj─ů?
Nie ÔÇô w Kontakcie ┼é─ůczymy lewicow─ů wra┼╝liwo┼Ť─ç z katolick─ů nauk─ů spo┼éeczn─ů.

I u┼╝ywamy plik├│w cookies. Dowiedz si─Ö wi─Öcej: Polityka prywatno┼Ťci. zamknij ├Ś