Wesprzyj nas!

magazyn lewicy katolickiej

Listki 艢wi臋tej Katarzyny. O ludob贸jstwie w Gwatemali

Szacunki m贸wi膮, 偶e od siedemdziesi臋ciu do dziewi臋膰dziesi臋ciu procent spo艂eczno艣ci Maj贸w Ixil zosta艂o kompletnie wyniszczone. Cia艂a z przypadkowo odnajdywanych grobowc贸w, rozsianych mi臋dzy 艣wi臋tymi g贸rami ich przodk贸w, ekshumowane s膮 do tej pory.

ilustr.: Wojciech Pawli艅ski

ilustr.: Wojciech Pawli艅ski


Artyku艂聽pochodzi z 28. numeru papierowego Magazynu 鈥濳ontakt鈥 pod tytu艂em 鈥濵a艂e obczyzny鈥.聽
1.
Pedro cz臋sto by艂 nieobecny w domu, je藕dzi艂 po kraju za艂atwia膰 przer贸偶ne sprawy dla swoich, w tym te najci臋偶sze z ci臋偶kich. Kiedy wraca艂, u艣miechni臋ty, 艂agodny, wychodzi艂 mi na powitanie z labiryntu pokoj贸w o pustakowych 艣cianach. Starszawy pan o spokojnej i zm臋czonej twarzy, kt贸ry pow艂贸czy艂 troch臋 stopami w swoich rzemiennych sanda艂ach. W czerwonej koszulce z nadrukiem z Che Guevar膮 i z plastikowym bidonem. 呕artowa艂, 偶e jego atole (kukurydziany nap贸j, obecny na sto艂ach wszystkich ixilskich rodzin codziennie od czas贸w prekolumbijskich) lubi zmienia膰 sk艂ad chemiczny. Czasem robi艂o si臋 zupe艂nie przezroczyste i by艂o serwowane w szklanych kieliszkach (ka偶dy z innej parady) ze s艂owami: 鈥濩ia艂o Chrystusa鈥︹.

Nigdy z Pedrem o niej nie rozmawiali艣my. M贸wi艂 o pogodzie, o jedzeniu, o swoich dzieciach, o 偶onie, m贸wi艂 o tym, co go otacza. Raz tylko powiedzia艂 mi zamy艣lony, 偶e jest ju偶 inny. Zmieniony. Zapyta艂am, co go zmieni艂o. 鈥濿ojna鈥 鈥 odpowiedzia艂, patrz膮c mi prosto w oczy przez lusterko w samochodzie. Zawsze przenika艂 mnie rentgenowskim spojrzeniem, tak 偶e czu艂am si臋 bezbronna. Siedzia艂am przy piecu w kuchni i sypa艂am jak na przes艂uchaniu. M贸wi艂am o wszystkim: o rodzinie, pracy, o tym, co mi w 偶yciu nie wysz艂o. Rzadko pyta艂am o t臋 cholern膮 wojn臋. Rozmowa o niej zdawa艂a mi si臋 czym艣 tak niepotrzebnym i lichym, 偶e nawet nie wiem, kiedy porzuci艂am my艣l o przemaglowaniu od deski do deski dow贸dcy gwatemalskiej guerilla. Dopiero p贸藕niej, kiedy ju偶 opu艣ci艂am Gwatemal臋, napisa艂 do mnie:

鈥濨y膰 mo偶e zabrak艂o nam jeszcze czasu, 偶eby porozmawia膰 o innych rzeczach. O polityce, o historii. O Ludziach z histori膮, o oporze, o ch臋ci zmiany tego, czego Pa艅stwo od wiek贸w nam odmawia. O ch臋ci ochrony zasob贸w naturalnych przed grabie偶膮 koncern贸w mi臋dzynarodowych. O obronie naszej wizji 艣wiata, naszej to偶samo艣ci i kultury, w艣r贸d spo艂ecze艅stwa, kt贸re nie wie, jaka czeka je przysz艂o艣膰. O Pa艅stwie, kt贸re tonie w korupcji, w bezkarno艣ci, kl臋kaj膮c przed kapita艂em mi臋dzynarodowym. Ty wiesz. S艂ysza艂a艣. Pozna艂a艣 spos贸b, w jaki widzimy t臋 sytuacj臋 i jak sobie z ni膮 radzimy. Wygl膮da na to, 偶e jeste艣my zakochani w naszych Wsp贸lnotach, bez nich nie istniejemy. Rodzina nie jest dla nas punktem wyj艣cia jak w innych kulturach. Rodziny s膮 wewn膮trz, s膮 cz臋艣ci膮 Wsp贸lnoty. I w ko艅cu ju偶 wiesz, 偶e tutaj, w regionie Ixil, mamy wszystko, czego potrzeba do 偶ycia. Niczego nam nie brakuje鈥.

2.

Wi臋kszo艣膰 moich r贸wie艣nik贸w spo艣r贸d Maj贸w Ixil urodzi艂a si臋 gdzie艣 w lesie. Ich rodzice uciekali tam, ratuj膮c siebie i te dzieci, kt贸re by艂y w stanie wystarczaj膮co szybko biec. Chowali si臋 po krzakach dniami, miesi膮cami, latami. Jedli to, co uda艂o im si臋 znale藕膰, pr贸buj膮c po trochu wszystkich rosn膮cych wok贸艂 ro艣lin, licz膮c na to, 偶e kt贸ra艣 oka偶e si臋 jadalna. P贸藕niej, gdy mogli ju偶 wr贸ci膰 do domu, cz臋sto okazywa艂o si臋, 偶e ich chaty zosta艂y spalone, a z ziem 鈥 uznanych za opuszczone 鈥 bez mrugni臋cia okiem ich wyw艂aszczono. Niekt贸rzy nigdy nie wr贸cili. W ogr贸dkach nadal kwitn膮 hortensje. Tylko nie ma ju偶 dom贸w, kt贸re niegdy艣 ozdabia艂y. To znaki na mapie historii, cicho i pi臋knie upami臋tniaj膮ce czas terroru.

Lata 80. w g贸rskich partiach Gwatemali by艂y najbardziej krwawym okresem trwaj膮cej trzydzie艣ci sze艣膰 lat wojny domowej. Do po艂owy lat 90. pa艅stwo rz膮dzone przez wojskowych dokonywa艂o sukcesywnej eksterminacji i ludob贸jstwa rdzennych mieszka艅c贸w. Represje, z jakimi spotykali si臋 Indianie, spowodowa艂y, 偶e od lat 70. cz臋艣膰 mieszka艅c贸w gwatemalskiej wsi zacz臋艂a wi膮za膰 si臋 z lewicowymi ruchami klasowymi i guerill膮. W 1975 roku na terenie g贸rskiej prowincji Quich茅 za艂o偶ono Powsta艅cze Wojsko Ubogich (Ejercito Guerillero de los Pobres), kt贸re wielu Indianom wydawa艂o si臋 jedyn膮 szans膮 na popraw臋 tragicznej sytuacji, w jakiej si臋 znale藕li. Jedni przyst膮pili do niej z powod贸w ideologicznych, inni 鈥 z braku alternatywy. Niekt贸rzy pod gro藕b膮 艣mierci zmuszani byli do wst膮pienia do organizacji paramilitarnych, prze艣laduj膮cych ich w艂asnych braci. Pozostali po prostu miotali si臋, 鈥瀟a艅cz膮c mi臋dzy drzewami鈥, gdzie strach przykleja艂 si臋 na sta艂e do ludzkich obliczy. I pozosta艂 na nich do dzi艣.

W Quich茅, w regionie Ixil, pomi臋dzy trzema miasteczkami 鈥 Nebaj, Chajul i Cotzal 鈥 rozp臋ta艂o si臋 prawdziwe piek艂o. Niedost臋pno艣膰 tej rajskiej krainy, kt贸ra sprawia, 偶e odwiedzaj膮c te tereny, mamy wra偶enie, 偶e cofn臋li艣my si臋 w czasie o par臋 艂adnych lat, sta艂a si臋 jej przekle艅stwem, diabelskim tyglem, umniejszaj膮cym znaczenie niewidocznej dla nikogo z zewn膮trz 艣mierci jej mieszka艅c贸w.

Drgaj膮ce niebem w臋dr贸wki z ixilskimi rolnikami i rojem ich roze艣mianych dzieci, wpijanie si臋 z臋bami w soczyste, zrywane prosto z drzewa pomara艅cze rozpala艂y moje serce i roz艣wietla艂y oczy. Ch艂on臋艂am ka偶dy obraz, spija艂am z ust Ixil贸w ka偶de s艂owo, pr贸buj膮c zrozumie膰 ich j臋zyk. Migocz膮ce w zieleni kolorowe, wyszywane koszule, podskakuj膮ce na g艂owie, wplecione we w艂osy pompony i czerwone sp贸dnice Ixilek tak bardzo mi si臋 podoba艂y. Chcia艂am wtopi膰 si臋 pomi臋dzy nie, przesta膰 zwraca膰 czyj膮kolwiek uwag臋 i po prostu i艣膰. Nigdy jednak nie mog艂am si臋 pozby膰 my艣li, 偶e st膮pam po ziemi zroszonej krwi膮 niemowl膮t wydzieranych matkom 偶ywcem z 艂ona i rzucanych na ziemi臋. 鈥濲a nie urodzi艂em si臋 w domu. Nawet nie wiem, gdzie si臋 urodzi艂em i jaki to by艂 dok艂adnie dzie艅鈥 鈥 powiedzia艂 mi m贸j przyjaciel, r贸wie艣nik, podw贸jny magister z wioski Xe鈥 Piun pod Nebaj, w kt贸rej do dzi艣 nie ma pr膮du ani bie偶膮cej wody. Wr贸ci艂 tam, aby pracowa膰 dla swoich. B臋dzie kiedy艣 dobrym wodzem, b臋dzie q鈥檈sal tenam, wybranym przez ludzi m臋drcem i liderem. Zawsze mu to powtarzam, a on spuszcza skromnie g艂ow臋 i stara si臋 nie patrze膰 mi w oczy.

pawlinski3

3.

鈥濶aprawd臋 tego ba艂a艣 si臋 najbardziej, wracaj膮c z g贸r?鈥 鈥 pyta艂am Loreny z niedowierzaniem. By艂a tak drobna, tak delikatna, 偶e trudno mi by艂o wyobrazi膰 j膮 sobie przygwo偶d偶on膮 karabinem, zassan膮 po kolana w b艂ocie, 艣pi膮c膮 na zgni艂ych li艣ciach pod kawa艂kiem czarnego worka. Trudno uwierzy膰, 偶e przetrwa艂a te dwa lata, 偶ywi膮c si臋 nieposiadaj膮cymi 偶adnego smaku li艣膰mi krzaku 艢wi臋tej Katarzyny. 鈥濶ajgorszy by艂 strach przed tym, 偶e jak to wszystko si臋 sko艅czy, ojciec z艂oi mi sk贸r臋 za to, 偶e uciek艂am i posz艂am w g贸ry. Nie, nie ba艂am si臋 warunk贸w ani walki. Wiedzia艂am, 偶e musz臋 i艣膰, musz臋 co艣 zrobi膰 ze swoim 偶yciem. Rodzice w g艂臋bi duszy wiedzieli, 偶e odejd臋鈥. Bardziej ba艂a si臋 bycia odnalezion膮 przez ojca ni偶 spotkania w wyznaczonym miejscu z innym guerillero, kt贸ry mia艂 j膮 zrekrutowa膰. Wysz艂a z domu nad ranem. Nie wiedzia艂a dok艂adnie, dok膮d idzie, kto po ni膮 przyjdzie, czy w og贸le si臋 pojawi. Schowa艂a si臋 za drzewem. 鈥濶ajgorsze by艂o to, 偶e nie mia艂am zegarka. Nie wiedzia艂am, kt贸ra godzina. Ba艂am si臋, 偶e ju偶 za p贸藕no i 偶e p贸jd膮 beze mnie鈥 鈥 m贸wi z figlarnym u艣miechem, uklepuj膮c tortille z b艂yskiem w oku, kt贸ry tak w niej uwielbiam. 鈥濸贸藕niej zobaczy艂am na drzewach 艣wiat艂o latarki. Ba艂am si臋 strasznie, 偶e to m贸j tata鈥 Ale nie, to by艂 wys艂any po mnie guerillero鈥.

Czasem zabiera艂a mnie do miasta na seminaria z innymi india艅skimi aktywistkami. To by艂a lekcja i dla mnie, i dla nich. Ja 鈥 z nimi, po艣r贸d nich, naturalnie, bo i tak sp臋dza艂y艣my razem czas od kilku miesi臋cy. One 鈥 w swoim 偶ywiole, dyskutuj膮ce o swoich prawach, o r贸wno艣ci, dyskryminacji, o walce. Ja 鈥 inna, nigdy nie zazna艂am 艂amania moich praw, nie by艂am dyskryminowana, nigdy nie musia艂am walczy膰 tak jak one. Ale szybko przekona艂y mnie, 偶e jestem taka jak one, bo zawsze staj臋 na stra偶y wsp贸lnych nam warto艣ci. Na wie艣, do Nebaj, do obowi膮zk贸w, do m臋偶贸w i dzieci, do prania na kamieniu w zimnej wodzie wraca艂y艣my z tych spotka艅 po kilkana艣cie godzin. Wysiada艂y艣my w ka偶dym miejscu, kt贸re nam si臋 spodoba艂o, chodz膮c po sklepach, w kt贸rych nic nie kupowa艂y艣my, i napychaj膮c si臋 mango sprzedawanym w plastikowych woreczkach za jednego quetzala.

4.

M艂ody wulkanizator w koszulce bez r臋kaw贸w, w czapeczce z daszkiem, ca艂y umazany smarem, spojrza艂 na opon臋 z niek艂amanym podziwem: 鈥濳to艣 musia艂 chcie膰 wam nie藕le dokopa膰, ca艂a podziurawiona. Specjalnym cienkim no偶em. Oszo艂om jaki艣 albo wariat鈥. Kupi艂am jednego papierosa i par臋 paczek ciastek. Pali艂am miarowo, jeden buch za drugim, bo co艣 w tym staniu i czekaniu na ciemnej, pochy艂ej ulicy napawa艂o mnie niepokojem. Przygl膮da艂am si臋 cierpliwie, jak montuj膮 ko艂o zapasowe z powrotem pod pick-upem, z kt贸rego godzin臋 wcze艣niej ukradziono nam dwa komputery z jakimi艣 鈥瀋holernie wa偶nymi papierami鈥. Lorena i Pedro wymienili porozumiewawcze spojrzenia. Wsiedli艣my, ale Pedro d艂u偶sz膮 chwil臋 nie odpala艂 samochodu. Od tej pory nie byli ju偶 weso艂膮 park膮 o sporej r贸偶nicy wieku, z kt贸rej sami si臋 pod艣miewali. Stali si臋 zespo艂em, wsp贸艂pracownikami o wystudiowanych s艂owach i gestach. 鈥濵onika. To mo偶e by膰 zamach albo manipulacja. Pod 偶adnym pozorem do nikogo nie dzwo艅, napisz SMS do domu, 偶e b臋dziesz p贸藕niej, wy艂膮cz telefon. Zmieniamy tras臋. Nie jedziemy przez Huehue鈥. Nerwowo, ale za艣mia艂am si臋, przecie偶 zawsze du偶o 偶artujemy. Lorena spojrza艂a na mnie przez rami臋 z 艂agodnym u艣miechem. Pedro, jak zwykle, spojrza艂 na mnie ciep艂o w lusterku i pojechali艣my. Byli normalni, jak zwykle. Tylko 偶e w tej normalno艣ci 艣miertelnie powa偶ni. Naprawd臋 s膮dzili, 偶e kto艣 nas 艣ledzi. A je艣li oni tak my艣leli, byli guerilleros, aktywi艣ci walcz膮cy o prawa swojego ludu w kraju, w kt贸rym nawet po podpisaniu pokoju w 1996 roku 艂amanie praw cz艂owieka jest na porz膮dku dziennym, to kim jestem ja, 偶eby podwa偶a膰 ich autorytet? Zatka艂am usta ciastkami. 鈥濷, kupi艂a艣 co艣 na os艂od臋, super!鈥 Pedro powiedzia艂, 偶e w ci膮gu ostatnich lat kilkudziesi臋ciu miejscowym aktywistom, obro艅com praw cz艂owieka czy by艂ym guerilleros przytrafi艂y si臋 r贸偶ne 鈥瀗ieszcz臋艣liwe wypadki鈥. Wie, 偶e zawsze jest obserwowany, ale jest przekonany, 偶e jego 鈥瀢ypadek鈥 by艂by teraz strategicznie dobrym posuni臋ciem. Mimo to jedziemy w膮skimi, pozbawionymi latarni uliczkami, zastanawiaj膮c si臋 nad tym, czy w og贸le gdziekolwiek dojedziemy. 艢wiat艂a ka偶dego nadje偶d偶aj膮cego z naprzeciwka auta sprawiaj膮, 偶e przypomina艂am sobie ze wstydem, jak dawno nie zmawia艂am 鈥濷jcze nasz鈥. Wyczuwam my艣li Loreny. Widz臋, jak jej trzy c贸reczki, 艣liczne dziewczynki (jedyne Ixilki ze swoimi india艅skimi imionami, a nie ich hiszpa艅skimi odpowiednikami, wpisanymi w dowody osobiste) weso艂o kr膮偶膮 w kuchni jej g艂owy. Widz臋, jak przeskakuj膮 na rami臋 Pedra i uspokajaj膮 jego my艣li. Teraz tylko to si臋 liczy. Za bezpieczn膮 偶elazn膮 bram膮 pustakowego domu nic ju偶 nie ma znaczenia wi臋kszego ni偶 one. A o czym ja my艣l臋?

pawlinski2

5.

W ko艅cu pani Aurelia przestaje dok艂ada膰 drewna do betonowanego pieca z 偶elazn膮 p艂yt膮 kuchenn膮, sk艂ada grzej膮ce si臋 tortille jak tali臋 kart i chowa do koszyka, przykrywaj膮c go chustk膮. Do Villa Hortencia szli艣my trzy dni. Jeszcze chwil臋 zagrzejmy si臋 w kuchni, zanim wyjdziemy w ciemno艣膰, szukaj膮c naszego domu za pomoc膮 艣wiat艂a nieroz艂adowanego wci膮偶 jeszcze telefonu. 鈥濱 jak si臋 miewa ten pan?鈥 Z pocz膮tku nie wiem o jakim 鈥瀟ym panu鈥 mowa. 鈥濼eraz jest u siebie w domu. Nic nie szkodzi, prosz臋 si臋 nie obawia膰. Najwa偶niejsze, 偶e proces si臋 odby艂鈥 鈥 m贸wi 艂agodnie Don Mingo. W czasie wojny domowej w Gwatemali zgin臋艂o oko艂o dwie艣cie tysi臋cy os贸b, w wi臋kszo艣ci pochodzenia india艅skiego. Siedemna艣cie miesi臋cy rz膮d贸w genera艂a Jose Efraina Riosa Montta uznawanych jest za najbardziej krwawy okres wojny domowej. Jedn膮 ze zbrodni, o kt贸re genera艂 zosta艂 oskar偶ony, jest wydanie polecenia eksterminacji Maj贸w Ixil w latach 1981鈥1983. W zale偶no艣ci od szacunku, od siedemdziesi臋ciu do dziewi臋膰dziesi臋ciu procent spo艂eczno艣ci zosta艂o kompletnie wyniszczone. Cia艂a z przypadkowo odnajdywanych grobowc贸w, rozsianych mi臋dzy 艣wi臋tymi g贸rami ich przodk贸w, ekshumowane s膮 do tej pory. Twarz Aurelii kurczy si臋 w dziwnym grymasie. Czy jest to lekki u艣miech? Czy mo偶liwe, 偶e po tym wszystkim gdzie艣 w sercach ludzi tli si臋 przebaczenie? 鈥濵y艣la艂am, 偶e mnie wtedy z艂api膮. Przyszli do nas w nocy. Wzi臋li jednego pana i kazali mu siada膰 nago na jakich艣 no偶ach. Ach, jak strasznie krzycza艂 ten pan鈥 Nie wiem jak mi si臋 to uda艂o, ale kiedy wychodzili艣my, pomy艣la艂am, 偶e je艣li nie uda mi si臋 uciec teraz, to zgin臋. Zgin臋 ja i zginie m贸j dzidziu艣. Wi臋c bieg艂am co si艂 w nogach i ukry艂am si臋 w krzakach. B艂aga艂am Boga, 偶eby mnie nie znale藕li. Ca艂y czas trzyma艂am ma艂ego przy piersi, 偶eby nie zap艂aka艂. I dzi臋ki Bogu oni odeszli鈥. Podczas gdy Aurelia opowiada, twarz Mingo pozostaje nieporuszona. 鈥濸rosz臋 si臋 nie obawia膰鈥. Ile takich historii zna? Ile takich historii widzia艂 na w艂asne oczy?

Um臋czony prac膮 na plantacjach trzciny cukrowej Mingo wr贸ci艂 do domu, do Nebaj. Nie m贸g艂 patrze膰 na swoich braci wykorzystywanych jak niewolnik贸w za par臋 groszy, 艣pi膮cych na ziemi, wyg艂odzonych. A poza tym ludzie zacz臋li si臋 buntowa膰, zrobi艂o si臋 niebezpiecznie. W wieku sze艣ciu lat zosta艂 sierot膮. Zawsze marzy艂 o tym, 偶eby nauczy膰 si臋 czyta膰 i pisa膰, ale jego brata nie by艂o na to sta膰, a wszystkie zarobione pieni膮dze musia艂 mu oddawa膰. Kiedy poszed艂 do 鈥瀟amtych z lasu鈥, do guerilleros, byli z nim szczerzy. 鈥濶asza praca jest darmowa, nie ma tu pieni臋dzy. Jest cierpienie, g艂贸d, pragnienie i zimno鈥. Nie by艂 pewien. 鈥濧le s膮 nauczyciele, ucz膮 nas czyta膰 i pisa膰鈥. To wystarczy艂o. Poszed艂 kupi膰 sw贸j zeszyt, d艂ugopis. Nauczy si臋 czyta膰. Przyzwyczai艂 si臋 do cierpienia na siedemna艣cie lat. 鈥濸odczas walk ludzie musieli opuszcza膰 swoje domy i ucieka膰 do lasu. M贸wili艣my, 偶e 芦ta艅cz膮禄 albo 芦bawi膮 si臋 w lesie禄鈥. Kiedy przychodzi艂o wojsko, szli do g贸ry, potem wracali z powrotem na d贸艂. A my jako combatientes musieli艣my ich broni膰, bo wojsko zabija艂o dzieci, kobiety w ci膮偶y, wszystkich. Palili domy, palili ubrania, palili zbiory. No i jak ich nie bronili艣my, to nie zostawiali nam jedzenia jak zwykle, kilka ziaren grochu tu i tam, 偶eby艣my mogli sobie zabra膰 w nocy i ugotowa膰鈥. Teraz pracuje dla CALDH (Centrum Dzia艂a艅 Prawnych w Dziedzinie Praw Cz艂owieka). Poszukuje os贸b, kt贸re w czasie wojny by艂y 艣wiadkami zbrodni, a dzi艣 s膮 gotowe zeznawa膰 przed s膮dem.

6.

10 maja 2013 roku Efrain Rios Montt zosta艂 skazany za ludob贸jstwo, zbrodnie przeciwko ludzko艣ci, masakry, przymusowe przesiedlenia, gwa艂ty oraz tortury na spo艂eczno艣ci Maj贸w Ixil. Trzy dni p贸藕niej wyrok zosta艂 uniewa偶niony przez gwatemalski Trybuna艂 Konstytucyjny ze wzgl臋d贸w formalnych.

W czasie wojny domowej w Gwatemali zgin臋艂o oko艂o dwie艣cie tysi臋cy os贸b, w wi臋kszo艣ci pochodzenia india艅skiego.
Czerwone sp贸dnice Ixilek bardzo mi si臋 podoba艂y. Nie mog艂am si臋 jednak pozby膰 my艣li, 偶e st膮pam po ziemi zroszonej krwi膮.
W ogr贸dkach nadal kwitn膮 hortensje. Tylko nie ma ju偶 dom贸w, kt贸re niegdy艣 ozdabia艂y.
***
Monika Erva Banach jest badaczk膮 i aktywistk膮. Doktorantka w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej UJ, wsp贸艂pracuje z Fundacj膮 Sta艅czyka w Krakowie, z FRIDA The Young Feminist Fund z Panamy oraz ze Stowarzyszeniem Kobiet Tkaczek Q鈥檌mb鈥檃l z Nebaj (Gwatemala).

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Jeste艣my magazynem i 艣rodowiskiem lewicy katolickiej. Piszemy o wykluczeniu, sprawiedliwo艣ci spo艂ecznej, biedzie, o wsp贸艂czesnych zjawiskach w kulturze, polityce i spo艂ecze艅stwie. Potrzebujemy stabilnego finansowania 鈥 mo偶esz nam w tym pom贸c!
Wybieram sam/a
Ko艣ci贸艂 i lewica si臋 wykluczaj膮?
Nie 鈥 w Kontakcie 艂膮czymy lewicow膮 wra偶liwo艣膰 z katolick膮 nauk膮 spo艂eczn膮.

I u偶ywamy plik贸w cookies. Dowiedz si臋 wi臋cej: Polityka prywatno艣ci. zamknij