fbpx Wesprzyj nas!

magazyn lewicy katolickiej

Lepsi od ludobójców? O fałszywej przewadze moralnej i jej zagrożeniach

Potrzebujemy szerokiego frontu antyrasistowskiego i antyksenofobicznego. Potrzebujemy głośnego, bezkompromisowego „NIE” zarówno względem izraelskiej okupacji i imperialnej wojny Kremla, jak i jednoznacznego potępienia przeszłych i obecnych przewinień Zachodu.
Lepsi od ludobójców? O fałszywej przewadze moralnej i jej zagrożeniach
ilustr.: Zofia Janina Borysiewicz

Ostatnia dekada zaprowadziła w naszym życiu gwałtowne zmiany. W wyniku wielu błędnych decyzji światowych przywódców obserwujemy zaostrzenie nierozwiązanych konfliktów. Imperialne ambicje Rosji zaowocowały największą od II wojny światowej wojną lądową w Europie. Jak dotąd kontrolowany, zdawałoby się, konflikt o ziemię pomiędzy izraelskimi Żydami a Palestyńczykami przybrał kształt ludobójczej wojny, która doszczętnie zrujnowała Strefę Gazy. W cieniu tych wielkich dramatów rozgrywa się krwawa wojna w Sudanie, a prawicowi populiści pokroju Trumpa publicznie mówią o kolejnych inwazjach.

W krajach, w których panuje pokój, rozwarstwienie społeczne postępuje w niekontrolowany sposób, a praca przestaje byćrealną szansą na społeczny awans. Zamiast tego coraz większą rolę odgrywa bogactwo pochodzące z dziedziczenia.

Na świecie krystalizuje się nowy podział na dwie klasy. Do współczesnej klasy pracującej zaliczają się wszyscy urodzeni zbyt niefortunnie, by żyć z wynajmu bądź nieopodatkowanych zysków kapitałowych. Obok nich wyrasta nowa klasa próżniacza, która czerpie zyski z odziedziczonego majątku. Sytuację tę myśliciele pokroju Yannisa Varoufakisa określają mianem „technofeudalizmu”. W nowych realiach coraz bardziej liczą się interesy bogato urodzonych oligarchów, takich jak Elon Musk czy Jeff Bezos. Ich powiązania z autorytarnymi, odpowiedzialnymi za remilitaryzację stosunków międzynarodowych przywódcami potęgują wśród niewolników etatu poczucie wykluczenia i beznadziei.

Przemoc stosowana przez rządzących wywołuje wśród rządzonych zrozumiały gniew.

W obecnych warunkach narasta poczucie frustracji, owocujące między innymi postępującą radykalizacją sceny politycznej na Zachodzie. W związku z nawałem makabrycznych zdjęć z Ukrainy i Palestyny coraz więcej ludzi decyduje się działać przeciw ludzkim dramatom. W związku z tym zachodzi potrzeba, aby odpowiednio ukierunkować społeczne niezadowolenie. W przeciwnym razie niechybnie obróci się ono przeciwko klasie pracującej. Zbuntowani, którzy szerzą niepokorne hasła na stadionach i ulicach miast, słusznie stawiają się po stronie ofiar. Problem w tym, że stanowisko to prezentują z pozycji nieuzasadnionej przewagi moralnej. Miast zająć się źródłem problemu, jakim jest nieuczciwa dystrybucja dóbr faworyzująca klasę wyzyskującą kosztem pracującej, zbuntowani coraz częściej odwołują się do resentymentów narodowych i etnicznych. To z kolei prowadzi do utrwalenia ksenofobicznych postaw, na co w obecnym układzie sił globalna lewica zwyczajnie nie może sobie pozwolić.

Pseudokibice w obronie podwójnych standardów

W sierpniu 2025 odbyły się rozgrywki kwalifikacyjne Ligi Konferencji Europy UEFA. Los zechciał, że przeszły one do historii jako coś więcej niż tylko gratka dla entuzjastów futbolu. Towarzyszące im wydarzenia jak w soczewce ukazały niebezpieczny charakter procesów społecznych, które zachodzą w naszej epoce.

Oto ultrasi Rakowa, znani z bezkompromisowego wsparcia dla białej supremacji, postanowili dać kibicom drużyny przeciwnej lekcję szlachetnego postępowania. „Izrael morduje, a świat milczy” – głosił wywieszony przez nich transparent, będący nawiązaniem do izraelskiego ludobójstwa w Strefie Gazy. Fani Makkabi Hajfa zastosowali zasadę wzajemności. Podczas rewanżu z Rakowem rozwiesili własny baner, którego treść celowała w narodową dumę częstochowian. Oskarżenie Polaków o bycie „mordercami od 1939” wywołało skandal.
Wydaje się, że polska klasa dyskutująca, od antysystemowej lewicy walczącej aż po alt-prawicę, wydała w tej sprawie jednomyślny wyrok. I choć nie sposób uznać przekazu izraelskich kibiców za rzecz mieszczącą się w kanonie akceptowalnej debaty, zbiorowa odpowiedź strony polskiej bynajmniej nie napawa nadzieją. Wedle panującej na polskiej lewicy interpretacji w starciu tym potomkowie Sprawiedliwych i bohaterskich żołnierzy walczących z nazizmem zostali niesprawiedliwie upokorzeni przez reprezentujących kolonialny reżim Izraelczyków.

Sprawa stała się na tyle głośna, że wypowiedział się sam prezydent Karol Nawrocki. „Skandaliczny transparent wywieszony przez kibiców Maccabi Hajfa obraża pamięć o obywatelach polskich – ofiarach II wojny światowej, wśród których było 3 mln Żydów. Głupota, której nie tłumaczą żadne słowa”, skomentował na platformie X. Do chóru oburzenia dołączyły głosy z innych części politycznego spektrum, potępiające zachowanie izraelskich kibiców jako zuchwałe znieważenie dobrego imienia Polski.

Fani Rakowa słusznie zwrócili uwagę na prowadzoną w Gazie czystkę. Reakcja Izraelczyków nie powinna jednak nikogo dziwić. W odpowiedzi na naruszenie największego tabu panującego w Izraelu, jakim jest krytyka jego działań wojennych, odpowiedzieli w sposób symetryczny, celując w jedno z najwrażliwszych zagadnień polskiej debaty publicznej, jaką niewątpliwie jest kwestia udziału Polaków w eksterminacji Żydów.

Prowokacyjny transparent kibiców Rakowa niespecjalnie wpłynął na panujące w Izraelu nastroje. Ale czy należało się spodziewać, że izraelscy kibice przekonają się do płynącego znad Wisły przekazu? Anihilacja Gazy była możliwa między innymi dzięki poparciu osiemdziesięciu dwóch procent izraelskiego społeczeństwa. Do dziś uznawana jest w Izraelu za adekwatną reakcję na atak Hamasu z 7 października, w którym zabito przeszło tysiąc Izraelczyków. Z drugiej strony wspomniana krytyka działań Izraela wypływa ze środowiska, które ma z szacunkiem do praw człowieka niewiele wspólnego. Przypomnijmy: w Polsce przytłaczająca większość opinii publicznej deklaratywnie popiera strzelanie domigrantów na granicy z Białorusią, jednocześnie krytykując Izrael za niehumanitarne traktowanie Palestyńczyków.Gdyby kibicom Rakowa faktycznie przyświecały pryncypia humanitaryzmu, powinni okazać solidarność z uchodźcami koczującymi na przygranicznych bagnach.

Miałoby to nawet swój głęboki sens w kontekście nota bene robotniczych korzeni częstochowskiego klubu, którego przedwojenni założyciele związani byli ze środowiskiem robotniczym i socjalistycznym. Wbrew odczuciu istotnej części polskiego społeczeństwa, fanatycy Rakowa nie stoją po dobrej stronie historii. Ideologicznie podzielają radykalizm lwiej części izraelskiej opinii publicznej, która przyjmuje apokalipsę w Gazie z milczeniem, a momentami nawet entuzjazmem.

Wypłata gniewu w walucie rasizmu i ksenofobii

Gdy 22 lutego 2022 roku czołgi Federacji Rosyjskiej wtargnęły na terytorium Ukrainy, na Europę padł blady strach. Tego samego dnia ku przejściom granicznym z Polską ruszyły setki tysięcy uchodźczyń i uchodźców. W pierwszym odruchu polskie społeczeństwo zareagowało entuzjastycznym wsparciem Ukrainy. Kolonialna wojna napastnicza Rosji wywołała oburzenie opinii publicznej i przypływ solidarności z zaatakowaną Ukrainą. Sprzeciw wobec rosyjskiego imperializmu szybko przybrał jednak formę wrogości etnicznej do wszystkich Rosjan. Wrogości, która nie bierze jeńców i nie zważa na złożoność dylematów, przed którymi wojna stawia zwyczajnych obywateli Rosji.

Już w marcu 2022 roku przez Polskę przetoczyła się fala agresji skierowanej przeciwko rosyjskim sklepom i restauracjom. Pracownicy restauracji Skamiejka na warszawskiej Pradze otrzymywali tak wiele telefonów z pogróżkami od „sprawiedliwych” Polaków, że o pomoc musieli zwrócić się do mediów. Nikomu nie przeszkadzało, że właścicielka restauracji, pani Tamara, mieszka w Polsce od przeszło czterech dekad, a jej niechęć do putinizmu i solidarność z Ukrainą nigdy nie były specjalną tajemnicą. Gdy pod uwagę weźmiemy fakt, że lwią część załogi Skamiejki stanowią osoby narodowości ukraińskiej, sytuacja staje się jeszcze bardziej absurdalna. Do podobnych zajść doszło w Radomiu, w którym oburzeni na wojnę Putina postanowili wyładować swoją frustrację na lokalnym przedsiębiorcy. Jego jedynym przewinieniem było serwowanie dań kuchni wschodnioeuropejskiej. Dla strażników ideologicznej ortodoksji czyn ten najwyraźniej zasługiwał na takie samo potępienie, jak bombardowanie cywilów w Mariupolu czy grożenie światu nuklearną anihilacją.

Niestety, przyglądając się polskiej debacie publicznej trudno nie zauważyć, jak powszechny jest w niej przekaz dehumanizujący wszystkich Rosjan bez względu na ich postawy polityczne. Mowa na przykład o memach, na których Rosjanie przedstawieni są jako bezmózdzy orkowie bądź jako bezwolne kukły sterowane przez Putina. Normą stał się język pogardliwie nacechowany względem rosyjskiej kultury i Rosjan jako takich: słowa „Ruski”       używał Szymon Hołownia, do niedawna pełniący funkcję marszałka Sejmu, dając znać współobywatelom, że w debacie o Rosji zawieszone są zarówno wszelkie normy etyczne, jak i dobre maniery. Potwierdza to tezę, że pielęgnowanie rusofobicznych stereotypów wychodzi nam o wiele lepiej, niż wspieranie walczącej Ukrainy w jej wyboistej drodze do zwycięstwa.

Wojna Putina doprowadziła do wzrostu uprzedzeń nie tylko względem Rosjan, ale i innych wschodnich sąsiadów Polski. W tym sensie jest niczym dwugłowy smok, który zieje ogniem jednocześnie w różne strony. Bo czy można wyciągnąć inne wnioski ze zbiorowej reakcji polskiej opinii publicznej na zachowanie fanów podczas koncertu białoruskiego rapera lub na wtargnięcie rosyjskich dronów w przestrzeń powietrzną RP? Po krótkim miesiącu miodowym, jaki trwał w relacjach Polaków z prześladowanymi przez Moskwę narodami, wahadło wychyliło się w przeciwną stronę. Dziś nawet niegdysiejsi obrońcy uniwersalizmu i europejskiej solidarności próbują przelicytować prawicę w zakresie antyimigranckich postulatów, wycelowanych przede wszystkim w białoruską i ukraińską mniejszość. Kamieniem węgielnym, na którym zwolennicy „zdrowego rozsądku” w polityce zagranicznej (czytaj: kapitulacji wobec żądań Kremla) zbudowali swoją narrację, jest tu oczywiście rzeź wołyńska, którą ideowi spadkobiercy endecji traktują jako argument zamykający wszelką dyskusję o współistnieniu.

Dzięki umizgom mainstreamu do skrajnie prawicowych środowisk przestaliśmy rozmawiać o tym, w jaki sposób Polska powinna zareagować na rosnące zagrożenie ze strony Rosji. Miast tego toczy się dyskusja, jak ukarać ukraińskich uchodźców i uchodźczynie za zbrodnie UPA oraz która opcja polityczna najskuteczniej wykona plan zbiorowej zemsty. I choć zarówno Białorusini, jak i Rosjanie mają z Ukrainą niewiele wspólnego, w imaginarium polskiego rasizmu nie ma miejsca na tego typu niuanse. Polski rasista po równo obdziela nienawiścią wszystkie osoby ze wschodnim akcentem, a rusofobiczna w treści agresja w równym stopniu  dotyka osób z Białorusi i Ukrainy żyjących w naszym kraju.

Rozliczyć przede wszystkim siebie

Związki wojny w Ukrainie ze zbrodniami Izraela w Gazie i Zachodnim Brzegu są ściślejsze, niż się powszechnie wydaje. Niedługo po tym, gdy tamtego zimowego ranka zamarliśmy w przerażeniu na wieść o wybuchu największej od dziesięcioleci wojny w Europie, zaczęliśmy zadawać sobie pytanie, dlaczego tak duża część świata pozostaje bierna wobec rosyjskiej agresji. Nie mogliśmy zrozumieć, dlaczego Brazylia, Chiny, Indie czy Angola nie zdobędą się na odwagę, by otwarcie potępić gwałcenie przez Moskwę międzynarodowego porządku i zerwać z nią – przykładem Polski – współpracę wojskową i gospodarczą, dzięki której Rosja finansuje kolejne wojenne eskapady. Choć agresywnych działań Rosji prawie nikt nie popiera otwarcie, nie przeszkadzają one krajom niezaangażowanym w utrzymywaniu z nią poprawnych relacji. Podobnie dziwiła nas bierna postawa Rosjan wobec agresji Putina. Do dziś w polskich mediach pojawiają się głosy wzywające Rosjan do wywołania rewolucji i oddolnego przywrócenia pokoju.

Jak niewiele różni nas od znienawidzonego i wiecznie krytykowanego z pozycji wyższości rosyjskiego społeczeństwa, rzeczywistość pokazała niecałe dwa lata po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę. Gdy Izrael rozpoczął atak na Gazę, którego owocem było ludobójstwo Palestyńczyków, w Polsce bynajmniej nie doszło do masowych protestów. Duża część polskiego społeczeństwa wykazała się względem Gazy biernością i to pomimo kluczowej roli, jaką w ludobójstwie odegrał polski przemysł zbrojeniowy. Na ulice nie zaprowadziły nas nawet haniebne wypowiedzi polskich polityków, którzy w reakcji na izraelskie ludobójstwo zajęli stanowisko jednoznacznie popierające jego sprawców. Do rangi mema urosły już uszczypliwe komentarze ministra Radosława Sikorskiego względem Polaków biorących udział w próbie przełamania nielegalnej blokady Gazy. Sugerował między innymi, że uczestnictwo osób z Polski w misji narazi państwo na szkody wizerunkowe i finansowe. Komizmu całej sytuacji dodaje tu fakt, że za deportację polskich aktywistek i aktywistów w całości zapłacił Izrael.

Do antypalestyńskiego chóru w obozie rządzącym dołączył również poseł Paweł Kowal, negujący na antenie RMF24 autentyczność dobrze udokumentowanych zbrodni Izraela, czy wiceminister Władysław Teofil Bartoszewski, publicznie podważający prawo Palestyńczyków do samostanowienia – mimo oficjalnego stanowiska Polski, która uznaje państwowość Palestyny.

I choć w wojnie Izraela z Hamasem nie można nam przypisać roli tożsamej z tą, którą Białoruś pełni w rosyjskiej inwazji na Ukrainę, Polska jako kraj NATO i arcywierny sojusznik Stanów Zjednoczonych pozostaje w oczach państw niezaangażowanych przede wszystkim sługusem amerykańskiego imperializmu, a przez to jednym ze szkodników zagrażających ładowi międzynarodowemu. „Rosja wygrywa w oczach większości ludzi na świecie i [ich zdaniem] toczy słuszną wojnę” – stwierdził w podkaście Dwie Lewe Ręce dr Jakub Jakóbowski, wicedyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich. Musimy pogodzić się z faktem, że obecność Polski w strukturach euroatlantyckich oznacza nie tylko spokój w regionie Europy Środkowo-Wschodniej i względne bezpieczeństwo dla kraju. Ma również negatywne skutki, do których należą choćby szkody wizerunkowe, jakie ponosi Polska za każdym razem, gdy nasz obóz zuchwale łamie przepisy prawa międzynarodowego. W wielu krajach tak zwanego Globalnego Południa Polska i inne kraje Zachodu postrzegane są obecnie przede wszystkim przez pryzmat działań sprzymierzonego z nimi Izraela w Gazie i na okupowanym Zachodnim Brzegu Jordanu. Konsekwentne opowiadanie się przez Polskę nie tylko po stronie Izraela, ale też znajdującej się w sferze zachodnich wpływów Rwandy, która napada na sąsiednie kraje celem okradzenia ich z minerałów, delegitymizuje pozycję Polski. Podważa głoszoną ustami ministra Sikorskiego narrację o zagrożonej i zatroskanej o porządek międzynarodowy Polsce, który na podstawie takiej argumentacji próbuje przekonać świat do wsparcia Ukrainy.

Podwójne standardy stosowane przez polskie władze ośmieszają płynące od nich wezwania do wsparcia Ukrainy i poszanowania porządku międzynarodowego. I choć mieszkańcy krajów niezaangażowanych niekoniecznie cieszą się z cierpienia ukraińskich cywili, często widzą w prowadzonej przez Rosję wojnie akt słusznego oporu wobec rozszerzającej się w niekontrolowany sposób euroatlantyckiej zarazy. Długim cieniem na naszej reputacji kładzie się uczestnictwo w nielegalnej, niesprowokowanej i opłakanej w skutkach inwazji na Irak, która kosztowała życie niemal pół miliona ludzi oraz pogrążyła region w chaosie. Choć krytycznie postrzegana, ta napastnicza wojna do dziś pozostaje nierozliczona. Jej główny architekt, George W. Bush, pozostaje na wolności, a Leszek Miller, współodpowiedzialny między innymi za tortury w tajnych więzieniach CIA w Polsce, nadal nie został osadzony w obiecanej mu celi.

Sojusz autokratów ponad głowami klasy pracującej

Dlaczego mówię o tym wszystkim? Ponieważ polski (i nie tylko) komentariat dopadła szkodliwa mania udzielania politycznym adwersarzom reprymendy z pozycji nieuzasadnionej przewagi moralnej. Poczucie wyższości może i daje egoboost za sprawą ulotnego zastrzyku dopaminy, uniemożliwia jednak osiągnięcie potrzebnego konsensusu. Odwodzi od koniecznej refleksji nad własnym miejscem na spektrum moralnej odpowiedzialności. To z kolei zamyka nas zupełnie na argumenty drugiej strony i prowadzi do sytuacji, w której każda próba nawiązania przez nią dialogu postrzegana będzie jako próba manipulacji bądź zamaskowana agresja.

To dobrze, że światowa opinia publiczna budzi się z niemocy i coraz mocniej naciska na rządy, by ukróciły stworzone ludzką ręką koszmary. Niestety, szukając ujścia uzasadnionego gniewu, sfrustrowani zbyt często lokują swoje nadzieje w postaciach, które promują spiskową i rasistowską teorię dziejów. Rasizm w reakcji na przemoc to nie tylko rosnące słupki poparcia dla szowinistycznych partii. To także brutalna rzeczywistość, w której zarówno muzułmańska, jak i żydowska część naszego społeczeństwa skazana jest na wrogość, wykluczenie i przemoc bez względu na swoją postawę czy przekonania. Liczne doniesienia prasowe jedynie potwierdzają wzrost antysemickiej i antyislamskiej przemocy w krajach Zachodu.

W zmarginalizowanym środowisku izraelskiej lewicy panuje przekonanie, że Beniaminowi Netanjahu służy wzrost światowego antysemityzmu i nienawiści do Izraela. Antagonizacja pozwala mu uzyskać społeczne poparcie dla zbrodniczych planów etnicznego oczyszczenia Palestyny. Obserwując postęp ludobójczych działań Izraela w kontekście rosnącej wrogości do wszystkich jego obywatelek i obywateli, trudno polemizować z tą tezą. Bo skoro cały świat jest i zawsze będzie przeciwko Izraelowi, to czemu ma on zawracać sobie głowę jakimiś zasadami moralnymi, albo tym bardziej głosami lewicowych aktywistów i międzynarodowych trybunałów sprawiedliwości?

Globalny sojusz prawicowych przywódców dąży do ostatecznego zastąpienia podziałów klasowych podziałami etnicznymi, seksualnymi i ideologicznymi. Rację mają komentatorzy, którzy argumentują, że wojny w Gazie i Ukrainie są elementem procesu, z którego wyłania się nowy porządek świata. Niestety zbyt rzadko wspominają, na czym ów nowy porządek ma się opierać. W nowym wspaniałym świecie, który urządzają nam prawicowi autokraci we współpracy z technologicznymi oligarchami, być może będzie można w każdej chwili zamówić dostawę alkoholu dronem prosto do domu. Być może jednym dotknięciem ekranu będziemy mogli wygenerować kolejną część Trylogii Sienkiewicza albo zainwestować w bitcoiny. Nowe osiągnięcia technologii nie będą nam jednak do niczego potrzebne, bo w świecie tym skazani będziemy na niekończącą się hobbesowską wojnę wszystkich ze wszystkimi. Tym razem wojna ta przybierze wobec nieobecności światowego arbitra charakter wzajemnej walki całych narodów i grup etnicznych.

Netanjahu już spełnił oczekiwania Hamasu, reagując na jego atak w zupełnie nieproporcjonalny, nieracjonalny i etycznie odstręczający sposób. Ludobójstwo w Gazie na pokolenia przekreśliło szanse Izraela na stanie się normalnym członkiem wspólnoty międzynarodowej. Nie dawajmy sprawcom ludobójstwa i ich wspólnikom satysfakcji, pozwalając złapać się w zastawioną przez nich pułapkę. Nie pozwólmy, by plan skłócenia ze sobą światowej klasy pracującej za sprawą podsycania etnicznych podziałów się spełnił.

Potrzebujemy, nie tylko na lewicy, szerokiego frontu antyrasistowskiego i antyksenofobicznego. Potrzebujemy głośnego, bezkompromisowego „NIE” zarówno względem izraelskiej okupacji i imperialnej wojny Kremla, jak i jednoznacznego potępienia przeszłych i obecnych przewinień Zachodu. Tylko stanięcie po stronie ofiar, bez względu na brud polityki i bieżące kalkulacje, daje szansę na autentyczny i moralnie uzasadniony opór, który mógłby zdobyć zrozumienie w oczach świata. Wrogość wobec narodów, religii, elektoratów czy kultur nie jest odpowiedzią na problem agresywnego, zmilitaryzowanego szowinizmu. Jest jego częścią, a osoby, które ulegają tego typu machinacjom, świadomie lub nie przykładają rękę do umacniania wrogich im sił.

Dlatego też w dyskusji o sprawiedliwości i ładzie międzynarodowym, musimy w pierwszej kolejności zastanowić się nad własną odpowiedzialnością. Tylko w ten sposób możemy pokonać prawicowych autokratów, dla których unicestwienie Gazy czy Mariupola jest niską ceną za skłócenie ze sobą globalnej klasy pracującej. Ta zaś, zaślepiona etnicznymi resentymentami, nie będzie w stanie sprzeciwić się postępującej militaryzacji i feudalizacji.

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Od ponad 15 lat tworzymy jedyny w Polsce magazyn lewicy katolickiej i budujemy środowisko zaangażowane w walkę z podziałami religijnymi, politycznymi i ideologicznymi. Robimy to tylko dzięki Waszemu wsparciu!
Kościół i lewica się wykluczają?
Nie – w Kontakcie łączymy lewicową wrażliwość z katolicką nauką społeczną.

I używamy plików cookies. Dowiedz się więcej: Polityka prywatności. zamknij ×