magazyn lewicy katolickiej

Lecznica alienacji

Przestrze┼ä, w kt├│rej jako spo┼éecze┼ästwo godzimy si─Ö na spotykanie os├│b w trudnej, ┼╝yciowej sytuacji ÔÇô czy zawinionej, czy nie i w jakim stopniu, to doprawdy bez znaczenia ÔÇô niebezpiecznie si─Ö kurczy.

Ilustr.: Ania Libera


Przestrze┼ä, w kt├│rej jako spo┼éecze┼ästwo godzimy si─Ö na spotykanie os├│b w trudnej, ┼╝yciowej sytuacji ÔÇô czy zawinionej, czy nie i w jakim stopniu, to doprawdy bez znaczenia ÔÇô niebezpiecznie si─Ö kurczy.
 
Ze wszystkimi personel medyczny by┼é per ÔÇ×pan, paniÔÇŁ ÔÇô nawet ze mn─ů, cho─ç z racji wieku przyzwyczajony jestem, ┼╝e starsi ode mnie ludzie m├│wi─ů mi po imieniu. Wok├│┼é, w gabinecie zabiegowym le┼╝eli sami starsi pacjenci ÔÇô kulturalni, uprzejmi. Tak┼╝e oni do siebie i do mnie zwracali si─Ö grzecznie i z zachowaniem wszelkich mo┼╝liwych form. Z jednym wyj─ůtkiem. Do pana przywiezionego na izb─Ö przyj─Ö─ç w stanie lekko ÔÇ×wskazuj─ůcymÔÇŁ, niezbyt zadbanego (cho─ç nie by┼éo to w ┼╝aden spos├│b uci─ů┼╝liwe) i, jak wynika┼éo z rozm├│w personelu, bezdomnego ÔÇô piel─Ögniarki i ratownicy m├│wili per ÔÇ×tyÔÇŁ. Mili wobec innych pacjenci dodawali: ÔÇ×┼éajzoÔÇŁ, ÔÇ×obszczymurzeÔÇŁ, ÔÇ×meneluÔÇŁ.
 
Bezdomnych znowu nie ma
Za komuny ÔÇô jak wiadomo ÔÇô oficjalnie bezdomnych nie by┼éo. Gdy po prze┼éomie ’89 roku zjawisko to nie tylko ujrza┼éo ┼Ťwiat┼éo dzienne, ale tak┼╝e znacznie nabra┼éo na sile, bezdomny sta┼é si─Ö symbolicznym, ikonicznym wr─Öcz przyk┼éadem nieudacznika, lenia, spo┼éecznego odpadu ÔÇô wyrzucanego na ┼Ťmietnik zar├│wno dos┼éownie, jak i w warstwie j─Özykowej czy kulturowej. Przyk┼éad pierwszy z brzegu: bohaterowie seriali nie s─ů bezdomni, nie dotyczy ich wykluczenie mieszkaniowe, w zasadzie nie s─ů nawet biedni: je┼Ťli tak, to tylko przej┼Ťciowo. Ten, kt├│ry nie ma gdzie mieszka─ç, mo┼╝e co najwy┼╝ej pe┼éni─ç rol─Ö ┼Ťwiadka w ÔÇ×W-11ÔÇŁ ÔÇô szybko zreszt─ů okazuje si─Ö, ┼╝e ÔÇ×nic nie widzia┼é, nic nie s┼éysza┼éÔÇŁ i na tym ko┼äczy si─Ö jego spo┼éeczna rola.
 
Kiedy zapyta┼éem p├│┼étora roku temu Jacka Hugo-Badera, znanego mi─Ödzy innymi z reporta┼╝y, podczas pisania kt├│rych wciela┼é si─Ö w bezdomnego, o to, jak wygl─ůda ┼Ťwiat z perspektywy trotuaru, odpowiedzia┼é: ÔÇ×Jeste┼Ť niewidzialny, jakby┼Ť by┼é duchem. To jest co┼Ť, co zmieni┼éo si─Ö przez ostatnie dwadzie┼Ťcia lat. Kiedy na pocz─ůtku lat 90. wciela┼éem si─Ö w Charliego, mojego w┼é├│cz─Ög─Ö, wszyscy mnie widzieli, stawali na g┼éowie, ┼╝ebym si─Ö tylko do nich nie zbli┼╝a┼é. Gdy siada┼éem na ┼éawce na przystanku tramwajowym, to ilu by ludzi nie by┼éo, ┼éawka i tak robi┼éa si─Ö pusta. A dzi┼Ť tak si─Ö do tego przyzwyczaili┼Ťmy, ┼╝e ludzie nawet ode mnie nie uciekali. Kiedy na mnie patrzyli, to ich wzrok przechodzi┼é na drug─ů stron─Ö. Le┼╝ysz i ┼╝ebrzesz na trotuarze, a ludzie przechodz─ů obok, jakby┼Ť by┼é ┼ŤmieciemÔÇŁ. Rzecz nie w tym, by bezdomnych nie dotyka─ç, nie zbli┼╝a─ç si─Ö do nich. Coraz bardziej chodzi o to, by w og├│le nie u┼Ťwiadamia─ç sobie ich istnienia: by nie burzyli naszego obrazu ┼Ťwiata, spo┼éecze┼ästwa, naszego obrazu siebie. Bezdomnych ÔÇô jakby na nowo ÔÇô znowu nie ma.
 
Chyba ┼╝e wejd─ů w przestrze┼ä, w kt├│rej nie chcemy ich widzie─ç. Bezczelnie przypomn─ů o swoim istnieniu.
 
Coraz mniej miejsca
Pacjent, z kt├│rym le┼╝a┼éem w gabinecie zabiegowym, rzeczywi┼Ťcie by┼é nieco uci─ů┼╝liwy. Kl─ů┼é, troch─Ö si─Ö awanturowa┼é (gdy przyszed┼éem, by┼é ju┼╝ zapi─Öty w pasy), krzycza┼é. Kto┼Ť powie: nic dziwnego, ┼╝e tak go traktowano. Pomi┼ämy ju┼╝ nawet kryj─ůc─ů si─Ö za podobnym stwierdzeniem logik─Ö, kt├│rej nie spos├│b uzna─ç ani za szczeg├│lnie chlubn─ů, ani za spo┼éecznie po┼╝yteczn─ů. Pomi┼ämy, gdy┼╝ w tym konkretnie przypadku ├│w pan przede wszystkim dopomina┼é si─Ö o mo┼╝liwo┼Ť─ç opr├│┼╝nienia p─Öcherza. Podczas gdy w tym samym czasie podano kaczk─Ö dw├│m osobom, a inn─ů zaprowadzono do ┼éazienki, bezdomnemu zaoferowano pomoc w postaci ┼╝yciowych rad: ÔÇ×najwy┼╝ej si─Ö obszczaszÔÇŁ, ÔÇ×by┼éo tyle nie pi─çÔÇŁ, ÔÇ×chcia┼ée┼Ť, to maszÔÇŁ. A┼╝ chcia┼éoby si─Ö zacytowa─ç Pismo: ÔÇ×Gdy kt├│rego z was syn prosi o chleb, czy jest taki, kt├│ry poda mu kamie┼ä?ÔÇŁ.
 
Im d┼éu┼╝ej to trwa┼éo, tym bardziej pan si─Ö awanturowa┼é ÔÇô serce nie jest wszak jedynym organem w ciele cz┼éowieka, o kt├│rym rzec mo┼╝na: ÔÇ×nie s┼éugaÔÇŁ. Trwa┼éo to d┼éugie minuty, nim jeden z ratownik├│w w ko┼äcu si─Ö zlitowa┼é i poda┼é panu kaczk─Ö. Pan nie tylko si─Ö uspokoi┼é, ale i podzi─Ökowa┼é. Gdy zaspokojono jego podstawow─ů potrzeb─Ö, nie by┼é ju┼╝ agresywny czy ha┼éa┼Ťliwy. Ha┼éa┼Ťliwi pozostali pacjenci wci─ů┼╝ g┼éo┼Ťno komentuj─ůcy, pomstuj─ůcy i gro┼╝─ůcy policj─ů (pod jakim pretekstem, sami jedni racz─ů wiedzie─ç).
 
Kiedy widz─Ö g┼éo┼Ťne niedawno ÔÇ×kolce na bezdomnychÔÇŁ zamontowane przy apartamentowcach w Londynie, s┼éysz─Ö o akcji apeluj─ůcej o ÔÇ×spo┼éeczn─ů postaw─ÖÔÇŁ, polegaj─ůc─ů na niewpuszczaniu ÔÇ×meneliÔÇŁ zim─ů do tramwaj├│w czy wys┼éuchuj─Ö, jak do standardowych narzeka┼ä na s┼éu┼╝b─Ö zdrowia, dodaje si─Ö pytanie, kto pozwala na to, by ÔÇ×normalni ludzie musieli leczy─ç si─Ö razem z ┼╝ulami i mendamiÔÇŁ, jestem przera┼╝ony. Okazuje si─Ö bowiem, ┼╝e przestrze┼ä, w kt├│rej jako spo┼éecze┼ästwo godzimy si─Ö na spotykanie os├│b w trudnej, ┼╝yciowej sytuacji ÔÇô czy zawinionej, czy nie i w jakim stopniu, to doprawdy bez znaczenia ÔÇô niebezpiecznie si─Ö kurczy. Nie dziwi mnie, ┼╝e ma┼éo kto jest got├│w mieszka─ç z bezdomnymi, odwiedza─ç ich tam, gdzie oni mieszkaj─ů, i┼Ť─ç do nich na dworce, do ogr├│dk├│w dzia┼ékowych, suteren, piwnic czy park├│w. Dziwi mnie, ┼╝e coraz mniej os├│b ma ochot─Ö cho─çby na to, by pozwoli─ç bezdomnemu zasn─ů─ç we wn─Öce swojego budynku mieszkalnego, jecha─ç tramwajem (nawet gdy ma bilet) czy te┼╝ leczy─ç si─Ö w tym samym szpitalu.
 
***
Kwestie nietrze┼║wych pacjent├│w (nie tylko bezdomnych) przywo┼╝onych na izby przyj─Ö─ç czy nieszczeg├│lnie pachn─ůcych os├│b w ┼Ťrodkach komunikacji miejskiej nie s─ů wydumane. Jednak sposobem na ich rozwi─ůzanie nie jest pog┼é─Öbiaj─ůca si─Ö alienacja i wykluczenie, zepchni─Öcie ÔÇ×ludzi z marginesuÔÇŁ jeszcze dalej ÔÇô byle dalej od siebie. Bo bezdomny to ju┼╝ nie tylko ten, kt├│ry nie ma domu. To coraz bardziej ten, kt├│ry nie ma gdzie ┼╝y─ç. I ┼Ťwiadczy to w pierwszej kolejno┼Ťci o nas jako spo┼éecze┼ästwie, a nie o nim samym. T─Ö przestrze┼ä dla ubogich, biednych, bezdomnych musimy odnale┼║─ç. W pierwszej za┼Ť kolejno┼Ťci trzeba j─ů znale┼║─ç w sobie.

Je┼Ťli nie chc─ů Pa┼ästwo przegapi─ç kolejnych wyda┼ä naszego tygodnika, zach─Öcamy do zapisania si─Ö do naszego newslettera.

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Jeste┼Ťmy magazynem i ┼Ťrodowiskiem lewicy katolickiej. Piszemy o wykluczeniu, sprawiedliwo┼Ťci spo┼éecznej, biedzie, o wsp├│┼éczesnych zjawiskach w kulturze, polityce i spo┼éecze┼ästwie. Potrzebujemy stabilnego finansowania ÔÇô mo┼╝esz nam w tym pom├│c!
Wybieram sam/a
Ko┼Ťci├│┼é i lewica si─Ö wykluczaj─ů?
Nie ÔÇô w Kontakcie ┼é─ůczymy lewicow─ů wra┼╝liwo┼Ť─ç z katolick─ů nauk─ů spo┼éeczn─ů.

I u┼╝ywamy plik├│w cookies. Dowiedz si─Ö wi─Öcej: Polityka prywatno┼Ťci. zamknij ├Ś