fbpx Wesprzyj nas!

magazyn lewicy katolickiej

Kryminalizacja solidarności. Co grozi indyjskim aktywistom za krytykę Izraela?

W miejscach, które odwiedzają żołnierze IDF pojawiają się izraelskie flagi i ulotki gloryfikujące oddziały armii izraelskiej w Strefie Gazy. Na naszych oczach Indie stają się centrum leczenia traumy dla żołnierzy popełniających zbrodnie wojenne.
Kryminalizacja solidarności. Co grozi indyjskim aktywistom za krytykę Izraela?
fot. Prashant Pundare

Z indyjskimi aktywistami Shrishti Khanną i Prashantem Pundare rozmawia Natalia Zajączkowska.

Shrishti – skończyłaś psychologię, Prashant – jesteś poetą. Co sprawiło że zaangażowaliście się w sprawę Palestyny?

Shrishti Khanna: Jestem absolwentką psychologii, uważam się też za feministkę. Pracuję z dziećmi w jednym z przedszkoli w Mumbaju, udzielam wsparcia psychologicznego. Kiedy w 2023 roku dotarło do mnie, co dzieje się z Gazą, nie mogłam pozostać obojętna. Dzieci z Gazy przypominały mi moich uczniów. To, co zobaczyłam sprawiło, że musiałam działać.

Prashant Pundare: W swojej twórczości często poruszam tematykę opresji. Moją inspiracją jest indyjski działacz niepodległościowy Bhagat Singh. Zbrodnie Izraela po 7 października były dla mnie przełomem, przekroczeniem każdej możliwej czerwonej linii. Nie mogłem uwierzyć, ale nie mogłem też milczeć, dlatego zaangażowałem się w ruch propalestyński. Wprawdzie organizacje takie jak Indian People in Solidarity with Palestine (IPSP) oraz Boycott, Divestment, Sanctions (BDS) – oddział indyjski działały już od dziesięciu lat, ja jednak zaktywizowałem się po 7 października.

Gdy w 1988 kierujący Palestyńską Radą Narodową Jasir Arafat ogłosił w Algierze deklarację niepodległości Palestyny, Indie, podobnie zresztą jak Polska, znalazły się w czołówce państw, które jako pierwsze uznały palestyńską państwowość. Jak kształtowało się i jak obecnie wygląda stanowisko Indii wobec Palestyny i Izraela? 

PP: Indie – zwłaszcza za czasów rządów Indyjskiego Kongresu Narodowego (INC) i Indiry Gandhi, ze względu na własne doświadczenia sprzeciwiały się kolonializmowi i solidaryzowały z Palestyną. Jednak, jak się okazuje, było to często powierzchowne, fasadowe. Dziś, kiedy wszyscy widzimy, że syjonizm jest formą rasizmu, rząd Indyjskiej Partii Ludowej (BJP) i Narendry Modiego otwarcie zbliża się do Izraela. Pamiętamy, że Izrael wspierał Indie w ich wojnach, ale nie zapominajmy o obecności Mossadu w Kaszmirze. Istnieje udokumentowana, wieloletnia tajna współpraca między indyjską agencją wywiadowczą RAW a Mossadem, która rozpoczęła się na długo przed oficjalnym nawiązaniem stosunków dyplomatycznych między naszymi państwami w 1992 roku.

Współpraca ta zacieśniła się po atakach w Mumbaju w 2008 roku, które Indie nazwały swoim 11 września. Podobnie jak Izrael, Indie zaczęły postrzegać siebie jako państwa walczące z terroryzmem na pierwszej linii frontu, co miało uzasadniać przyjęcie bardziej stanowczych metod.

Partnerstwo obejmujące wspólne operacje wywiadowcze, transfer zaawansowanych technologii oraz przyjęcie izraelskiej doktryny bezpieczeństwa ma na celu tłumienie ruchów oporu i kontrolowanie terytoriów spornych.

SK: Relacja ta jest głęboko transakcyjna i korzystna dla obu stron. BJP potrzebuje technologii i broni, dla Izraela zaś, który w ostatnich latach gwałtownie traci sojuszników na świecie, dobre stosunki z takim graczem jak Indie na pewno stanowią ważny element wizerunkowy. Coraz wyraźniej widzimy też, jak izraelskie firmy rekrutują indyjskich pracowników i pracownice, którzy mają zastąpić Palestyńczyków.

Indie są jednym z największych odbiorców izraelskiego sprzętu wojskowego, w tym dronów używanych do nadzoru. Izraelskie firmy, takie jak Verint Systems, pomagały Indiom we wdrażaniu systemów masowej inwigilacji. Używamy też izraelskich dronów wobec naszych własnych obywateli, np. w stanie Dźammu i Kaśmir. Tymczasem my mówimy wprost: nie w naszym imieniu.

Czy dziś w Indiach ludzie rozmawiają o ludobójstwie w Gazie i czystce etnicznej na Zachodnim Brzegu?

PP: Niestety, w indyjskich domach dyskusja o Palestynie jest prawie nieobecna. To nie jest temat, który pojawia się przy kolacji czy podczas spotkań rodzinnych – w przeciwieństwie na przykład do napięć w relacjach z Pakistanem czy inwazji na Iran.

Dlaczego?

PP: Po pierwsze, ze względu na geograficzną bliskość dwóch ostatnich. Poza tym, indyjskie społeczeństwo jest głęboko nasycone islamofobią i negatywnymi stereotypami, które przez dekady celowo podsycano, aby zohydzić nam obraz Pakistanu. Dla wielu hindusów „muzułmanin” wciąż jest synonimem „wroga” – i ta łatka przyklejana jest także Palestyńczykom. Nie widzą w nich ofiar, tylko kolejnych „muzułmańskich agresorów”.

SK: Dodatkowo – i to jest dla mnie jako psycholożki szczególnie bolesne – indyjskie media głównego nurtu, zwłaszcza te powiązane z rządem, nie pokazują pełnego obrazu. Jeśli już mówią o Gazie, to często powtarzają izraelską narrację o „wojnie z terroryzmem”. Nie usłyszysz tam słowa „ludobójstwo” ani „czystka etniczna”. W rezultacie ludzie nie mają narzędzi pojęciowych, żeby zrozumieć skalę zbrodni. A bez tego nie ma rozmowy. Nie ma oburzenia. Jest tylko reprodukcja stereotypów: „tam zawsze się biją”, „to ich kultura przemocy”, „mają to, na co zasłużyli”, „to przecież wylęgarnia terrorystów”. Jako feministka i edukatorka widzę w tym mechanizm dehumanizacji – ten sam, który w Indiach używany jest wobec muzułmanów, dalitów i osób należących do innych grup mniejszościowych.
Nazywając kogoś „terrorystą”, automatycznie delegitymizujemy jego roszczenia, odbieramy mu prawo głosu i człowieczeństwo.

W Polsce i w Europie często mierzymy się z problemem zawłaszczania pojęć i utożsamiania antysyjonizmu z antysemityzmem. Knebel antysemityzmu jest skutecznym narzędziem walki politycznej – ja sama, podobnie jak wiele innych osób pracujących w nauce i kulturze, padłam ofiarą nagonki rozpętanej przez syjonistów w moim mieście. Czy ten modus operandi jest stosowany także w Indiach?

PP: Tak, ten mechanizm działa w Indiach niemal identycznie jak na Zachodzie. Utożsamianie antysyjonizmu z antysemityzmem jest tutaj podstępnym narzędziem dyscyplinowania głosów krytycznych. Wystarczy powiedzieć, że Izrael popełnia zbrodnie wojenne lub że syjonizm jest formą rasizmu – a natychmiast zostajesz oskarżony o nienawiść do Żydów. W ten sposób wygodnie wymazuje się fakt, że istnieją żydowskie głosy sprzeciwiające się syjonizmowi – od Uriego Awneriego po Judith Butler, od rabinów Neturei Karta po żydowskie organizacje antysyjonistyczne na całym świecie, np. amerykański ruch IfNotNow. W Indiach oskarżenie o antysemityzm jest szczególnie skuteczne, ponieważ większość hindusów nie ma bezpośredniego kontaktu z żydowskimi społecznościami – łatwo więc wmówić im, że każda krytyka Izraela jest atakiem na Żydów.

SK: Albo tak zwany whataboutism, w którym zadaje się tendencyjne pytania, wymuszając na rozmówcach potępienie działań Hamasu i zogniskowanie rozmowy wokół terroryzmu. To zamyka możliwość nadania problemowi kontekstu i merytorycznych ram uczciwej rozmowy. To intelektualna pułapka – i jako psycholożka widzę, jak skutecznie paraliżuje ludzi.

W Polsce 29 stycznia bieżącego roku odbyła się premiera filmu „Głos Hind Rajab”. Dzięki fundacji Nowe Horyzonty mogliśmy oglądać ten film w kinach przez kilka tygodni.

PP: W Mumbaju zdążyliśmy zorganizować zaledwie jeden pokaz Głosu Hind Rajab. Wkrótce władze indyjskie zabroniły jego wyświetlania. Uzasadnieniem tej decyzji było ryzyko popsucia stosunków Indii z Izraelem. Film mógłby im zaszkodzić.

Czy zetknęliście się z pojęciem konfliktu izraelsko-palestyńskiego w szkole lub na uniwersytecie? W jaki sposób w indyjskiej edukacji się o tym mówi?

PP: W przypadkach, z którymi się zetknąłem – konflikt izraelsko-palestyński był przedstawiany w sposób skrajnie uproszczony. Główna narracja brzmiała mniej więcej tak: „W 1948 roku powstało państwo Izrael – jako odpowiedź na Holokaust. Żydzi potrzebowali własnego bezpiecznego miejsca. Palestyńczycy tego nie zaakceptowali i wybuchła wojna”. To wszystko. W klasie nie było miejsca na produktywne pytania – dlaczego akurat Palestyna? Co z ludźmi, którzy tam mieszkali? Co znaczy „ziemia bez ludu dla ludu bez ziemi”? Dziś wiem, że to nie była niewiedza – to była celowa redukcja historii do wygodnego mitu założycielskiego.

SK: Jako edukatorka – pracująca obecnie w programie rozwoju edukacji w Indiach – widzę, jak dziś uczy się tego w szkołach średnich. Jest gorzej niż kiedyś. Odkąd rządzi BJP podręczniki często pomijają Palestyńczyków jako podmiot historii. Mówi się o „terroryzmie” bez kontekstu okupacji. O Holokauście – ale tylko jako o traumie europejskich Żydów, nie jako o wydarzeniu, które ktoś wykorzystał do usprawiedliwienia kolonialnego projektu. Zgadzam się z Prashantem. Nie było i wciąż ma miejsca na dekonstrukcję, na zadawanie trudnych pytań.

Jak ludzie reagują na wasze treści? Jakie są najtrudniejsze konsekwencje waszego aktywizmu i relacjonowania wydarzeń?

PP: Reakcje są skrajnie podzielone. Z jednej strony dostajemy wiadomości od ludzi – zwykłych Indusów, studentów, nauczycieli – którzy dziękują nam, że mówimy o Palestynie w kraju, gdzie media najczęściej powielają izraelską narrację. Ale z drugiej strony – i to jest przerażające – lawina nienawiści jest ogromna.

W naszym przypadku wszystko zaczęło się 9 grudnia. Opublikowaliśmy na Instagramie krótki film: „Gdzie udają się izraelscy żołnierze po tym, jak zabijają dzieci w Gazie?”. Opisaliśmy w nim tak zwane detox trips czy post-army big trips, czyli turystyczne wycieczki żołnierzy IDF do Indii po służbie wojskowej w Strefie Gazy. Każdego roku około 80 tysięcy Izraelczyków udaje się do kurortów takich jak Goa, Kasol czy Dharamśala, w której znajduje się enklawa znana jako Mini Izrael. W rolce wspominamy o tak zwanym Hummus Trail, strefach „tylko dla Izraela” i imprezach rave, na których izraelscy turyści zażywają narkotyki i wprowadzają własne niekompatybilne z lokalną kulturą zwyczaje. W miejscach, które odwiedzają żołnierze IDF pojawiają się izraelskie flagi i ulotki gloryfikujące oddziały armii izraelskiej w Strefie Gazy. W Kasol udokumentowano izraelską kawiarnię tylko dla białych. Na naszych oczach Indie stają się centrum leczenia traumy dla żołnierzy popełniających zbrodnie wojenne. Dwa konta na X opublikowały nasz film i zaczęło się piekło.

To znaczy?

SK: To była zorganizowana kampania nękania. Groźby – w tym gwałtu, śmierci, podpalenia. Oskarżenia o zdradę stanu. Ludzie zaczęli oznaczać w komentarzach konta Mossadu, Ambasady Izraela w Indiach, indyjskich polityków w tym premiera stanu Maharasztra oraz indyjską policję, wzywając do aresztowania nas za „szerzenie nienawiści” i „działanie na rzecz obcego mocarstwa”. Nasi przeciwnicy określali mnie jako żeńską wersję Umara Khaleda, studenta wtrąconego do więzienia za zabieranie głosu w obronie praw człowieka. Inni nazwali mnie tykającą bombą. Ktoś opublikował nasze adresy, numery telefonów, miejsca pracy. To był klasyczny doxxing, czyli upublicznienie danych wrażliwych. W ciągu kilku dni na prawicowych portalach internetowych pojawiły się oczerniające nas artykuły, w których nazywano nas „elementami antynarodowymi”, „agentami Pakistanu”, „płatnymi aktywistami”. Wzywały też do przemocy przeciwko nam. Nigdy nie przytrafiło mi się nic gorszego. Nienawiść, która się na nas wylała, była nie do zniesienia.

PP: I to zadziałało. Ludzie zaczęli składać donosy na nas na różne policyjne i rządowe portale. Przemoc stała się realnym zagrożeniem. Ale najgorsze było to, co stało się później.

Czyli co?

SK: Prawie straciłam pracę. Moi przełożeni dostali anonimowe maile z linkami do artykułów na mój temat i żądaniem zwolnienia mnie za „działalność antypaństwową”. Dyrekcja była pod presją. Uratowało mnie tylko to, że moi najbliżsi współpracownicy stanęli za mną murem. Ale przez dwa tygodnie żyłam w ciągłym strachu, nie mogłam spać. Miałam napady paniki.

PP: A potem, 20 grudnia, około godziny 14:00, zapukali do drzwi naszego mieszkania. Siedmiu policjantów po cywilnemu. Dlaczego aż siedmiu? Zdaje się, że potraktowano nas jak prawdziwe zagrożenie państwowe. Weszli do naszego domu i powiedzieli: „Jedziecie z nami na komisariat”. Wsadzili nas do policyjnego vana i zawieźli na komisariat Versova Police Station w Mumbaju.

SK: Przesłuchanie trwało ponad cztery godziny. Główne pytanie brzmiało: kto nas sponsoruje. „Po co nagraliście ten film?”, „Kto za wami stoi?”, „Kto wam daje materiały?” Próbowali wydobyć z nas, czy mamy kontakty za granicą, czy dostajemy fundusze z organizacji propalestyńskich. Nasza odpowiedź była niezmienna. Nikt nas nie sponsoruje. Robimy to sami z głębokiego moralnego przekonania. Za własne pieniądze.

Co oni na to?

PP: Po czterech godzinach przesłuchanie się zakończyło. Zgodnie z prawem, służby nie mogły przetrzymywać nas bez postawienia zarzutów po godzinie osiemnastej. Wypuścili nas, ale wcześniej zabrali mój telefon.

SK: Pod koniec niektórzy funkcjonariusze okazali coś w rodzaju empatii. Pytali, po co się narażamy. Nie rozumieli, dlaczego ryzykujemy kariery i bezpieczeństwo dla sprawy tak odległej.

PP: I mimo że na koniec byli prawie przyjaźni nie zmienia to faktu, że do dzisiaj nie wiem, co zrobili z moim telefonem, co z niego skopiowali, albo co na nim zainstalowali. Shrishti złożyła cztery zawiadomienia o cyberprzestępstwach. Niestety do dziś nie doczekała się żadnej reakcji służb.

I to wszystko z powodu jednego filmiku na Instagramie?

SK: Tak. Sytuację pogorszył tragiczny zbieg okoliczności. Kilka dni po opublikowaniu naszego wideo, 14 grudnia, w Sydney na plaży Bondi doszło do strzelaniny podczas zapalenia świeczników chanukowych. Media na całym świecie – zwłaszcza prawicowe – natychmiast połączyły krytykę Izraela z antysemityzmem. I nasz film, który pokazywał prosty fakt, został wrzucony w tę narrację: „ci, którzy nienawidzą Żydów, atakują Izrael, a teraz jeszcze strzelanina w Australii”. To było cyniczne wykorzystanie tragedii do zdyskredytowania nas i treści edukacyjnych, które tworzymy. Ten atak dał władzom wygodną wymówkę, by przedstawiać wszelkie propalestyńskie działania jako zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego.

PP: I to nie groźby były najgorsze. Najtrudniej znieść systemowe nękanie – policja, media, internetowy lincz, presja na pracodawców, cenzura. 7 lipca konto Shrishti na Instagramie zostało ponownie zablokowane, tym razem na terytorium Indii. Powód? Nakaz prawny rządu republiki. Stało się to dosłownie czternaście godzin po opublikowaniu przez nas filmu o represjach i militaryzacji Kaśmiru. Nie wiadomo, które prawo naruszyła, ani na podstawie jakiego przepisu prawnego jej konto zostało zablokowane. Co gorsza, nie przysługuje jej odwołanie od tej decyzji.

Na koniec chciałabym zacytować Alice Walker, amerykańską pisarkę i aktywistkę, która powiedziała: „Aktywizm jest moim czynszem za mieszkanie na tej planecie”. Czy czujecie się samotni na tym polu? W Indiach, gdzie solidarność z Palestyną często spotyka się z milczeniem, wrogością lub stygmatyzacją – czy wasza droga jest samotna?

PP: To bardzo prawdziwe słowa. Tak, aktywizm jest czynszem – ale czynszem, który płacimy dlatego, że inaczej nie moglibyśmy spać spokojnie. Czasami czuję się samotny – zwłaszcza w chwilach, gdy widzę, jak nasi rówieśnicy robią kariery, zakładają rodziny, cieszą się życiem, a my stoimy na kolejnej kilkuosobowej demonstracji. Ale samotność aktywisty to nie jest pustka – to raczej rodzaj czujności, która nie znika. I w tej czujności nie jesteśmy sami. Są inni: w Gazie, na Zachodnim Brzegu Jordanu, w Stanach, w Europie. I są Palestyńczycy, którzy od dziesięcioleci płacą najwyższą możliwą cenę. W porównaniu z nimi nasza samotność jest luksusem.

SK: Także z perspektywy psychologicznej samotność aktywisty jest realna i często patologiczna – w tym sensie, że może prowadzić do wypalenia, depresji, izolacji. W Indiach, gdzie islamofobia jest codziennością, a mówienie o Palestynie często automatycznie kojarzy się z byciem „antyhinduskim” lub „pro-pakistańskim” – można stracić przyjaciół, możliwości zawodowe, a nawet poczucie bezpieczeństwa. Mimo wszystko nie zamieniłabym tego na wygodne milczenie. Jeśli ja, dorosła osoba z wykształceniem i przywilejami, nie zareaguję – to jaki daję przykład tym, którzy przyjdą po mnie? A na to nie mogę pozwolić. Więc samotność? Tak, mam ją na co dzień. Ale nie ona jest najważniejsza. Najważniejsze jest to, że czynsz musi być płacony – i płacimy go razem.

 

Wywiad odbył się w marcu 2026 roku w mieszkaniu Prashanta i Shrishti w Mumbaju.

 

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Od ponad 15 lat tworzymy jedyny w Polsce magazyn lewicy katolickiej i budujemy środowisko zaangażowane w walkę z podziałami religijnymi, politycznymi i ideologicznymi. Robimy to tylko dzięki Waszemu wsparciu!
Kościół i lewica się wykluczają?
Nie – w Kontakcie łączymy lewicową wrażliwość z katolicką nauką społeczną.

I używamy plików cookies. Dowiedz się więcej: Polityka prywatności. zamknij ×