fbpx Wesprzyj nas!

magazyn lewicy katolickiej

Krótki kurs paranoi

To, co nazywamy teoriami spiskowymi, często zaczyna się tam, gdzie kończą się obowiązujące interpretacje rzeczywistości. Tego typu podejrzliwości dziś potrzebujemy.
Krótki kurs paranoi
ilustr.: Stanisław Gajewski

Z matriksa wyszłam w liceum. Pomogła mi w tym oczywiście literatura iberoamerykańska. Gdy w książkach Julia Cortázara czytałam o zamachach stanu wspieranych przez CIA albo u Gabriela Garcíi Márqueza o rozstrzeliwaniu strajkujących robotników plantacji bananów, ze zdziwieniem odkryłam, że coś, co uchodzi za prawdę w mojej rodzinie, szkole i środowisku – że Zachód to źródło cywilizacji i postępu – dla wielu jest największym kłamstwem w historii. Miałam wtedy piętnaście czy szesnaście lat – to chyba dość typowy wiek na odkrycie tej prawdy dla osoby z kraju postkomunistycznego, w którym uwielbienie Zachodu i kapitalizmu napędzało wydarzenia ostatnich dekad. Czułam wtedy, że odkrywam tajemną prawdę znaną nielicznym.

***

Ten tekst jest o lewicowych teoriach spiskowych. Ale jednocześnie ten tekst nie jest o lewicowych teoriach spiskowych.

***

Są różne poziomy wtajemniczenia, ale pierwsza prawda, którą chcę ci przedstawić, wydaje się oczywista dla większości z nas, chociaż paradoksalnie wciąż szokująca (a może szokujące jest właśnie to, że przestało nas to szokować?). To prawda o wszechobecnych, rządzących nami algorytmach i podsłuchujących nas aplikacjach wielkich korporacji, które z naszej prywatności zrobiły produkt. (Pamiętaj: jeśli coś jest za darmo, nie jest za darmo). Jeszcze kilka lat temu z wielkim zdziwieniem mówiliśmy sobie: „patrz, rozmawiałyśmy o rowerach, teraz ciągle wyświetlają mi się ich reklamy!”. Oburzało nas to, że technologia, która miała nam służyć, szpieguje nas i manipuluje nami, byśmy kupili jak najwięcej. Dziś już wiemy, że żyjemy w wieku kapitalizmu inwigilacji, jak pisała Shoshana Zuboff. Nie jesteśmy już obywatelami, tylko klientami; nie podmiotami, lecz przedmiotami zainteresowania wielkich korporacji.

Właściwie nie jest to już teoria spiskowa, tylko powszechnie znany, mało interesujący fakt. W końcu tyle mówimy o telefonach, czytamy o tym, jak uzależniają, jaki jest ich wpływ na dzieci, jak napędzają konsumpcjonizm. To już było, dajcie nam w spokoju oglądać śmieszne rolki.

(Tu możesz zrobić przerwę, jeśli już nie jesteś w stanie skupić się na dłuższym tekście – tylko ciekawe, czy tu wrócisz. Jeśli poddasz się algorytmom, wiedz, że padłaś ofiarą Big Techów i dołączyłaś do stada sheeple).

Zwęszyć spisek

Jeśli jednak chcesz wyjść z matriksa, musisz poznać kolejną niewygodną prawdę: antyszczepionkowcy mają rację – Big Pharma rządzi światem medycyny i dla zysku robi nielegalne eksperymenty na ludziach. Ich szczepionki nie powodują co prawda autyzmu (o tym, skąd się wzięła ta teoria spiskowa, pisze Łukasz Lamża w „Światach równoległych”), ale ich działalność i tak wywołuje dreszcze.

Spójrzmy choćby na przykład firmy Pfizer, z której produktów korzystaliśmy w czasie pandemii COVID-19. Wszystko, czego chciałabyś dowiedzieć się o Big Pharma, ale ci nie mówią. W latach 90. koncern przeprowadził w Nigerii nielegalne testy swojego antybiotyku o nazwie trovan na dzieciach chorych na zapalenie opon mózgowych. Pracownicy Pfizera podawali lek, nie mówiąc rodzicom, że jest jeszcze w fazie testów. Druga grupa dzieci dostawała standardowy antybiotyk ceftriakson, ale w obniżonej dawce (33 mg/kg zamiast 50–100 mg/kg zalecanych między innymi przez Lekarzy Bez Granic) – według niektórych głosów decyzja ta mogła mieć na celu zwiększenie szans, by w końcowym porównaniu lek Pfizera wypadł jako skuteczniejszy (czy to cię dziwi?). W trakcie badania zmarło jedenaścioro dzieci (pięcioro leczonych trovanem i sześcioro leczonych drugim antybiotykiem – choć według władz stanowych przypadków śmiertelnych było więcej), a wśród skutków przeprowadzonego badania wymienić można utratę słuchu, wzroku czy paraliż.

Nie wiedzielibyśmy tego, gdyby nie odwaga nigeryjskich działaczy i rzetelne dziennikarstwo śledcze. W 2006 roku Joe Stephens z „The Washington Post” opublikował wnioski z raportu komisji lekarzy z Nigerii napisanego pięć lat wcześniej. Oskarżali oni Pfizera między innymi o fałszowanie dokumentacji (zgody na przeprowadzenie badań) oraz wprowadzanie pacjentów w błąd przez nieinformowanie ich o skutkach ubocznych. Dlaczego raport przez kilka lat nie został opublikowany? Elaine Kusel, prawniczka reprezentująca poszkodowane rodziny, poinformowała, że jej firma przez lata szukała tego dokumentu, którego powstały tylko trzy kopie. Jedna była w nigeryjskim rządowym sejfie, skąd podobno została skradziona, druga przepadła po śmierci urzędnika, który był w jej posiadaniu. Trzecia kopia wypłynęła dopiero dzięki temu, że ktoś, kto miał do niej dostęp, zdecydował się anonimowo ujawnić ją dziennikarzom, ryzykując znacznie więcej niż tylko karierę. Przewodniczący komisji lekarskiej, Abdulsalami Nasidi, wyznał z kolei, że wielokrotnie dostawał anonimowe wiadomości z groźbami śmierci.

(Jeśli wydaje ci się, że „Wierny ogrodnik” Johna le Carré – sensacyjna powieść o morderstwie aktywistki na zlecenie koncernu farmaceutycznego – to tylko fikcja, bardzo dobra, ale fikcja, czytaj dalej).

Rząd centralny Nigerii domagał się odszkodowań w wysokości blisko siedmiu miliardów dolarów, rząd prowincji Kano – dwóch miliardów. W 2009 roku spór rozwiązano za pomocą dwóch porozumień – rząd prowincji dostał tylko 78 milionów, a szczegółów drugiej ugody nie ujawniono. Dlaczego tak się stało? Odpowiedzi dostarcza Mariusz Zawadzki w „Gazecie Wyborczej”, pisząc o wyciekach z Wikileaks:

„20 kwietnia 2009 roku menedżer Pfizera Enrico Liggeri wyznał amerykańskim dyplomatom, że koncern wynajął detektywów, którzy szukali haków na prokuratora generalnego Nigerii Michaela Aondoakaę. Informacje o jego korupcyjnych powiązaniach przekazywano nigeryjskim mediom. W lutym i marcu 2009 roku ukazało się kilka demaskatorskich artykułów o prokuratorze i nie omieszkano go poinformować, że na publikację czekają jeszcze ciekawsze materiały. W lipcu zawarto ugodę i sprawy sądowe zostały zamknięte”.

Trovan w całej historii sprzedaży nigdy nie był dopuszczony do stosowania u dzieci, a w 1999 roku wycofano go z ogólnego obiegu ze względu na jego szkodliwość dla wątroby. Nigdy nie dopuszczono go do użycia w Unii Europejskiej.

Jak zauważa Izza Choudhry, Pfizer do dziś „stanowczo nie zgadza się z jakąkolwiek sugestią, że badania te przeprowadzono w sposób nieetyczny”, co – wśród innych czynników – negatywnie wpłynęło na zaufanie ludzi, zwłaszcza mieszkańców Nigerii, do szczepionek przeciwko polio i COVID-19.

***

Czy nas to dziwi? Przecież Kapitał, również w branżach medycznych, nie ma skrupułów, by w imię zysku poświęcić prawa człowieka, jego godność i należną mu sprawiedliwość. Wystarczy więcej o tym poczytać. W końcu, jak powiedział William S. Burroughs, „paranoik to po prostu człowiek lepiej poinformowany”.

(Czy gdy piszę „Big Pharma” i „Kapitał” dużą literą, przypisując im pewną sprawczość i intencjonalność, czujecie się już, jakbyście rozmawiali ze zwolenniczką teorii spiskowych?)

***

Historia koncernu Pfizer to tylko jedna z wielu. Nielegalne badania prowadzono też w samych Stanach Zjednoczonych, na przykład w miejscowości Tuskegee w Alabamie, gdzie przez czterdzieści lat eksperymentowano na nieświadomych tego ubogich czarnoskórych farmerach zakażonych kiłą. Szacuje się, że z powodu braku pomocy zmarło ponad sto osób, a zakażone zostały żony i dzieci badanych. Wiele wątpliwości może budzić też współczesna psychiatria, o czym Maćkowi Możańskiemu mówił Robert Whitaker w 55. numerze Kontaktu: „Gdy w 1998 roku «New England Journal of Medicine» chciał dokonać przeglądu skuteczności leków przeciwdepresyjnych, nie był w stanie znaleźć nikogo, kto byłby ekspertem i nie brał pieniędzy od przemysłu farmaceutycznego”.

I jak tu brać leki i przyjmować szczepionki? Normalnie, przecież nie chcemy stać obok antyszczepionkowców i wielbicieli altmedu, bo trochę tak głupio, nie? No i to po prostu działa (dzięki, koncernie odpowiedzialny za fluoksetynę, bez ciebie mogłoby mnie tu nie być). Poza tym wierzymy w naukę – przynajmniej częściowo, o czym przeczytać możecie w tekście Szymona Święcickiego w tym numerze – oraz instytucje państwowe i międzynarodowe. Ja też wierzę w regulacje prawne, sprawiedliwość i prawa człowieka (choć filozofia próbowała mnie od tego odwieść). Szkoda tylko, że sama wiara to trochę za mało.

***

Czy jesteś już prawdziwą lewicową zwolenniczką teorii spiskowych? Zejdźmy jeszcze niżej, podążaj razem ze mną za białym królikiem, zobaczmy kolejne poziomy wtajemniczenia – jeżeli się nie boisz.

Wszyscy jesteśmy hipokrytami

Jeśli weźmiesz czerwoną pigułkę, możesz stracić radość życia – wszędzie będziesz widzieć macki mocarnego Kapitału. Twoi znajomi nie będą rozumieć twojej złości, rozgoryczenia, smutku – ale musisz trwać przy prawdzie. Będzie taki czas, że może przyjdziesz do kogoś w odwiedziny na śniadanie, a twoi znajomi zaproponują ci owsiankę z bananami (na ich skórce zobaczysz naklejkę firmy Chiquita) czy płatki firmy Nestlé, a w lodówce zobaczysz coca-colę. Może przy okazji będziecie spierać się, czy lepsza jest cola czy pepsi albo czy cola w puszce rzeczywiście smakuje inaczej niż ta ze szklanej butelki (ty jednak będziesz pamiętać, że to tylko ułuda wyboru).

Jedząc tę przykładową owsiankę z bananem, będziesz myślała o tym, że United Fruit Company, z której wywodzi się Chiquita, w latach 20. ubiegłego wieku strzelała do strajkujących robotników plantacji (zginęło wtedy, w zależności od szacunków, od czterdziestu siedmiu do nawet dwóch tysięcy osób. W „Stu latach samotności” trupy wypełniły cały wagon). Ta sama korporacja razem z rządem USA wspierała kilkunastoletnie krwawe dyktatorskie rządy Jorge Ubico w Gwatemali, który za półdarmo oddał UFC ponad dwieście tysięcy hektarów ziemi oraz zapewniał jej niewolniczą siłę roboczą. Gdy mieszkańcy Gwatemali mieli tego dosyć, w 1944 roku przeprowadzili rewolucję, a następnie pierwsze demokratyczne wolne wybory, w których wygrał chrześcijański socjalista Juan José Arévalo Bermejo. Jego następcą w 1951 został Jacobo Árbenz Guzmán o podobnych poglądach – wprowadził reformę rolną i odebrał ziemię United Fruit Company, zwracając ją gwatemalskim rodzinom i wypłacając korporacji odszkodowanie – zresztą większe niż kwota, za którą ta nabyła ziemię.

Jak myślisz, jak długo firma sprzedająca banany, z uśmiechniętą kobietą w logo, pozwoliła na istnienie takiego państwa? Trzy lata. W 1954 roku, po lobbingu UFC za zgodą prezydenta USA Dwighta Eisenhowera, CIA przeprowadziło w Gwatemali zamach stanu. Dziś szacuje się, że od 1954 w wyniku represji wojskowych reżimów wspieranych przez Stany Zjednoczone i późniejszej wieloletniej wojny domowej (1960–1996) śmierć poniosło ponad dwieście tysięcy osób, a kolejne tysiące zaginęły.

Dawne dzieje, powiesz. Co to ma wspólnego z Chiquitą, bo nawet jeśli korporacja i interesy te same, to nazwa przecież inna? Cóż, jeśli powyższa historia ci nie wystarcza, wiedz, że w latach 90. i 2000. Chiquita opłacała prawicowe bojówki paramilitarne w Kolumbii, żeby chronić interesy swojej firmy. Skutkiem tego były liczne morderstwa i łamanie praw człowieka (i pisze o tym nawet liberalny „Business Insider”!). A bardzo niedawno, bo w 2025 roku, w Panamie zwolniła około pięć tysięcy strajkujących robotników. Pamiętaj o tym, gdy będziesz patrzeć na uśmiechniętą kobietę Chiquity.

Czy zepsujesz atmosferę miłego śniadania, mówiąc znajomym, żeby nie kupowali produktów tej firmy? Trochę ci głupio, już i tak masz łatkę „tej odklejonej lewaczki”. Zresztą przecież wiesz, że nie ma etycznej konsumpcji w późnym kapitalizmie (w tym sensie wszyscy jesteśmy hipokrytami). A jednak, gdy inni będą cieszyć się ze świątecznej reklamy Coca-Coli i komentować, czym różni się od zeszłorocznej, ty będziesz pamiętać o tym, że ta firma również współpracowała z prawicowymi bojówkami i doprowadziła za ich sprawą do morderstwa przynajmniej dziewięciu związkowców.

(O zbrodniach Nestlé i Coca–Coli poczytaj więcej sama. Może dzięki temu wpadniesz jeszcze głębiej w króliczą norę. Możesz zacząć od strony killercoke.org, założonej przez kolumbijski związek zawodowy Sinaltrainal).

Po wyjściu z matriksa trudno jest wejść do niego z powrotem – gdy wiesz już, że wszystko w nim jest kłamstwem. Niełatwo o tym zapomnieć. A ponieważ wszystko jest polityczne, będziesz to widzieć, analizując ubrania szyte w fabrykach w Bangladeszu, telefony, których baterie zawierają kobalt wydobywany przez dzieci w kongijskich kopalniach, leżące na talerzu mięso ze zwierząt żyjących w strasznych warunkach krótkim, nędznym życiem i tak dalej, i tak dalej. Ty wiesz, jak jest naprawdę.

***

Czy czujesz się już wtajemniczona? Czy wiesz, jaki świat jest naprawdę?

Zamach na system

Kolejny poziom dotyczy świata polityki. Tu teorie spiskowe są coraz bardziej popularne – i coraz trudniej twierdzić, że są dalekie od prawdy. W końcu, jak mówi popularny dowcip: „jaka jest różnica między teorią spiskową a faktem? Kilka miesięcy”. Kiedyś zadanie pytania, czy CIA stało za zamachem stanu w Iranie (tak, w 1953 roku), Chile (1973) czy Panamie (1989) mogło sprawić, że zostaniemy uznani za szalonych komunistów, nienawidzących Zachodu wrogów demokracji. Dziś raczej pokazuje, że jesteśmy świadomymi obywatelami. Ile jeszcze rzeczy na świecie zmieniło się wskutek ingerencji CIA? Ile z nich dzieje się jeszcze dzisiaj? (I kto zamordował Kennedy’ego?).

W świecie polityki tych pytań jest jeszcze więcej. Czy Donald Trump jest rosyjskim agentem? Czy wygrał wybory dzięki ruskim trollom w social-mediach? (Czy te teorie budzą dziś w nas mniejszy opór niż w 2016 roku?). Raport Roberta Muellera udowadnia, że Rosja rzeczywiście ingerowała w przebieg tamtych wyborów, choć nie ma dowodów, że na zlecenie Trumpa. (Czy wierzysz w raport przygotowany przez byłego dyrektora FBI?).

A czy w Smoleńsku był zamach? Lubimy myśleć, że za beznadziejnymi losowymi tragediami stoi jakaś sprawcza siła – trudno nam przyjąć, że tyle osób mogło zginąć tak bezsensownie. Ale ludzie, z którymi rozmawiałam w Gruzji, mówili: „o, jesteście Polakami? Rosjanie wam zamordowali prezydenta” i nic nie wydawało im się bardziej oczywiste. Wierzę, że pewne rzeczy, nawet tragiczne, dzieją się czasem bez przyczyny, nie wierzę więc w teorię o zamachu – w tę odnogę króliczej nory się nie zapuszczam. W ogóle mnie jednak nie dziwi, zwłaszcza dziś, że ludzie przypisują Władimirowi Putinowi złe intencje i wielką siłę sprawczą.

Inna z najbardziej znanych teorii spiskowych w polityce opiera się na podejrzeniu, że całym światem rządzą Żydzi. Progresywne lewicowe serce stanowczo takie teorie odrzuca, nie chcemy przecież słuchać fraz rodem z przemów Hitlera lub przedwojennych narodowców. Ale jak ta przez lata spychana na margines liberalnej debaty publicznej teoria spiskowa brzmi dzisiaj? Gdy zamienię słowo „Żydzi” na „Izrael” – gdy napiszę, że państwo Izrael ma dalekosiężne wpływy i powiązania finansowe na całym świecie, zwłaszcza na Zachodzie, które umożliwiają mu realizację swoich celów politycznych. Co o mnie pomyślisz? (Nie zamieniaj tylko z powrotem słowa „Izrael” na „Żydzi”. Nie chcemy znaleźć się po złej stronie mocy. Po co krytykować politykę Izraela w stylu Candance Owens, skoro możemy to robić jak Greta Thunberg – chociaż obie zostały uznane za antysemitki przez organizację Stop Antisemitism).

Zwolennicy teorii spiskowych w polityce, krytykując rzeczywistość, w której żyją, lubią powtarzać, że wszyscy politycy to jedna klika, a różnice między nimi są pozorne (dlatego też tak popularni stają się kandydaci antysystemowi). Demokraci i republikanie publicznie toczą zaciekłe spory, a za kulisami spotykają się na pedofilskich przyjęciach na prywatnej wyspie. Gdyby nawet organizator tych imprez został złapany, zabiją go potem w więzieniu, twierdząc, że to samobójstwo. Kolejna teoria spiskowa rodem z Reddita czy 4chana, której autorem mógłby być QAnon. Absurdalny pomysł, prawda?

(Gdy spojrzymy na to, jak wielu ludzi jest przekonanych, że Epstein wcale sam się nie zabił – zobaczymy, że niszową i spiskową teorią staje się wiara, że to rzeczywiście było samobójstwo).

***

Czy wierzysz już w lewicowe teorie spiskowe? Czy znasz już wszystkie poziomy wtajemniczenia i jesteś posiadaczką Prawdy, gotową do walki z Kapitałem?

Algorytm prawdę ci powie

Odpowiedź na pytanie, dlaczego mamy skłonności do wiary w teorie spiskowe i czy jest to powiązane ze światopoglądem, nie jest oczywista. Na pierwszy rzut oka – jak pisze Dominika Bulska z Polskiego Stowarzyszenia Psychologii Społecznej – wiele badań sugeruje, że skłonność do wiary w teorie spiskowe częściej występuje u osób identyfikujących się z prawicą niż z lewicą. Ale istnieją też analizy, które wskazują, że większe znaczenie niż sam kierunek poglądów ma ich radykalizm – myślenie spiskowe pojawia się przede wszystkim na krańcach spektrum ideologicznego, zarówno po prawej, jak i po lewej stronie. Skłonność do skrajnej podejrzliwości cechuje więc przede wszystkim radykałów.

Możemy wzruszyć ramionami i uznać, że „wszyscy kłamią”, albo przeciwnie – kurczowo trzymać się pierwszej lepszej opowieści, która daje poczucie pewności. W rozmowie z Łukaszem Lamżą na dalszych stronach pojawia się jednak inna propozycja: potraktować siebie i innych na poważnie i uznać niepewność za element rzeczywistości. Jeśli coś łączy teksty w tym numerze, to właśnie próba odzyskania rozmowy, w której nie chodzi o szybkie zwycięstwo jednej narracji nad drugą, ale o mozolne budowanie zaufania: do wiedzy, do instytucji, ale też do własnej zdolności zawieszania sądu. A to wszystko jest trudniejsze niż kliknięcie w nagłówek obiecujący proste wyjaśnienie rzeczywistości.

Bo być może problem nie polega tylko na tym, że zbyt łatwo wierzymy w rzeczy nieprawdziwe. Równie poważnym błędem bywa przecież odruchowe odrzucanie wszystkiego, co podważa „oficjalne wersje wydarzeń”. Tekst Ignacego Dudkiewicza przypomina, że między łatwowiernością a cynizmem istnieje jeszcze trzecia postawa: krytyczna ciekawość, która nie boi się zadawania pytań. A te są potrzebne, bo żyjemy w świecie, w którym eksperckość musi konkurować o uwagę z viralowymi treściami z TikToka, a naukowcy funkcjonują w tej samej logice widoczności co influencerzy. Pytanie nie brzmi już tylko: „co jest prawdą?”, ale: „kto i dlaczego zostaje uznany za tego, który ją wypowiada?”. Jacek Mańko w swoim tekście prowadzi nas przez ten paradoks: nigdy nie mieliśmy więcej wiedzy i jednocześnie nigdy nie była ona tak łatwo relatywizowana, podważana i wciągana w polityczne oraz rynkowe gry późnego kapitalizmu – czy, jak inni wolą, technofeudalizmu.

Blade Runner 2026

Wielu mamy mistrzów podejrzeń, od których możemy się uczyć sztuki krytyki. Termin ten, ukuty przez Paula Ricoeura, oznaczał początkowo Karola Marksa, Zygmunta Freuda oraz Fryderyka Nietzschego i miał pokazywać ich nieufność wobec klasycznych interpretacji świata. Weźmy na przykład historię. W powszechnym mniemaniu jest to ciąg przyczynowo–skutkowy i wynik działalności wybitnych jednostek czy narodów. Historia dat bitew i wojen, narodzin i śmierci przywódców, jaką znamy z podręczników. U Marksa historia to tak naprawdę dzieje ciągłej walki klas, efekt zmian przede wszystkim w bazie (sposobie produkcji, technologii, ekonomii), a dopiero potem nadbudowie (kulturze, prawie, religii). Mistrzowie podejrzeń pokazują, że rzeczywistość jest inna, niż się nam wmawia.

Literackim mistrzem podejrzeń jest Philip K. Dick. Ten amerykański pisarz science–fiction słynie z powieści i opowiadań, w których prawie nigdy nic nie jest takie, jakim się wydaje. Jego bohaterowie są ścigani przez tajne służby, uwikłani w międzynarodowe spiski, nie mogą ufać państwu, swoim bliskim, ani nawet sobie samym, gdy zaczynają wątpić we własną wadliwą pamięć i umysł. Nieraz okazuje się, że za tajemniczymi działaniami stoi Kapitał – na przykład korporacja Tyrell w powieści „Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?”. Bohaterowie muszą uważać na każdy swój ruch, bo przez cały czas są śledzeni.

Wiele było hipotez na temat źródeł dickiańskiej podejrzliwości – niektórzy wskazywali chorobę psychiczną, inni nadużywanie narkotyków. Mnie jednak najbardziej zaciekawiła teoria Emanuela Carrère’a, przytaczana przez Jerzego Franczaka w eseju dla „Dwutygodnika”. Ich zdaniem przekonania Dicka wynikały z klimatu lat 50. Stanów Zjednoczonych, a więc epoki makkartyzmu, gdy FBI pod pretekstem walki z komunizmem inwigilowała nie tylko polityków, ale i zwykłych obywateli. W tych czasach z powodu jednego zdania powiedzianego niewłaściwej osobie państwowa machina mogła komuś zrujnować karierę. Ba, samego pisarza nachodzili agenci podejrzewający jego żonę o niebezpiecznie lewicowe sympatie. Trudno mu się więc dziwić, że bohaterowie jego opowiadań są przekonani, że system jest przeciwko nim i nikomu nie mogą zaufać.

Dick, ze swoją krytyką wszechmogących korporacji i podejrzliwością wobec inwigilującego państwa, pozostaje wciąż aktualny, a jego lektura w społeczeństwie nadzoru może przyprawiać o dreszcze. Jego nieufność to świetne narzędzie analizy otaczającego świata, które pomaga dostrzec niewidoczne mechanizmy władzy i zajrzeć za kulisy.

Czy chcemy jednak skończyć jak bohaterowie Dicka – samotni, nieufni, niepewni, co jest prawdą? Czy chcemy skończyć jak sam pisarz, przekonany, że LEM to akronim podstępnej sowieckiej organizacji? Jakie są granice zdrowej podejrzliwości wobec systemu – i kiedy je przekraczamy?

(Czy chcesz zawsze myśleć o szwadronach śmierci mordujących aktywistów ze związków zawodowych, gdy będziesz pić pyszną coca–colę prosto z lodówki? Coca–cola. To jest to!).

***

Mimo tej niepewności musisz pamiętać, że podejrzliwość, choć trudna, może być jednak dobrym narzędziem krytyki społecznej – a nawet jej niezbędnym elementem. By umieć podważyć status quo – choćby, dajmy na to, powiedzieć: to nie jest normalne, że jeden procent najbogatszych ludzi posiada więcej majątku niż pozostałe 99 procent – musisz mieć w sobie coś ze zwolennika teorii spiskowej. Musisz być odważna jak filozof z platońskiej jaskini, który mówi: to, co widzicie przed sobą, to tylko cienie. Musisz być silna jak Neo, który połyka czerwoną pigułkę i wychodzi z matriksa, by poznać świat takim, jaki jest naprawdę.

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Od ponad 15 lat tworzymy jedyny w Polsce magazyn lewicy katolickiej i budujemy środowisko zaangażowane w walkę z podziałami religijnymi, politycznymi i ideologicznymi. Robimy to tylko dzięki Waszemu wsparciu!
Kościół i lewica się wykluczają?
Nie – w Kontakcie łączymy lewicową wrażliwość z katolicką nauką społeczną.

I używamy plików cookies. Dowiedz się więcej: Polityka prywatności. zamknij ×