fbpx Wesprzyj nas!

magazyn lewicy katolickiej

Król: My tu i tak jesteśmy zdani na siebie

Gdyby prezydent nie zawetował ustawy uznającej język wilamowski jako język regionalny, świadczyłoby to, że państwo polskie stara się zrekompensować Wilamowianom krzywdy, jakich doświadczyli po wojnie.
Król: My tu i tak jesteśmy zdani na siebie
ilustr.: Zuzia Wojda

Z dr. Tymoteuszem Królem (Tiöma fum Dökter) rozmawiają Melania Gregorczyk i Ignacy Sikorski. 

“Najpierw mówiliśmy tylko po wilamowsku, potem zabronili po polsku i kazali po niemiecku, potem zabronili po wilamowsku, a teraz kazują nam znowu mówić po wilamowsku. Ja już cało głupio z tego”.

To wypowiedź jednej z mieszkanek Wilamowic. Jaka historia Wilamowic i języka wilamowskiego kryje się za tymi słowami? 

Wilamowice zostały założone w XIII wieku przez osadników, którzy przybyli z Zachodu. Od wieków toczy się dyskusja, czy ci osadnicy przybyli z Niemiec, czy z Flandrii. Warto podkreślić, że historię najczęściej piszą ludzie z perspektywy większości, narzucając narrację, która nie zawsze jest zgodna z doświadczeniami osób bezpośrednio zaangażowanych. Wilamowianie, jako odrębna grupa etniczna, nie identyfikowali się ani jako Polacy ani jako Niemcy. Na przestrzeni blisko ośmiuset lat wieś, a od 1818 roku miasto, znajdowało się pod wpływem różnych władz, co wpływało na obowiązujący język urzędowy. W XV wieku był to język czeski, potem polski, a jeszcze później niemiecki. Po II wojnie światowej posługiwanie się językiem wilamowskim zostało zabronione, a za jego używanie można było zostać ukaranym. Wilamowice są wyjątkowe nie z powodu historii, bo przecież wiele miejscowości w Polsce zostało założonych w XIII wieku, ale z powodu wytworzenia odrębnej tożsamości, która była reakcją na niemiecki i polski nacjonalizm. Oczywiście ta odmienność na przestrzeni czasów różnie była interpretowana, ale było kilka czynników, które pozwoliły Wilamowianom funkcjonować jako odrębna grupa aż do teraz.

Co miało największy wpływ na zachowanie tej ciągłości? 

Handel oraz reformacja. Wilamowice, wyróżniały się na tle okolicznych wiosek, ponieważ mieszkańcy zajmowali się handlem tkaninami. Około 1550 roku przyjęli wyznanie ewangelicko-reformowane i mimo późniejszego nakazu konwersji na katolicyzm, duża część z nich została przy nim aż do połowy XVIII wieku. Etyka protestancka umożliwiła im zajęcie się handlem, nie tylko z krajami protestanckimi – jeździli między innymi do Lubecki, Madrytu, Paryża, a także do Wiednia. Wymiana handlowa zapewniła miastu przewagę finansową nad innymi wioskami oraz wyższy status społeczny. Wilamowianie stali się grupą prestiżową i niezależną, co doprowadziło do wykupienia się z poddaństwa w 1808 roku i otrzymania praw miejskich dziesięć lat później.

Jaką funkcję pełni współcześnie język wilamowski?

Kiedyś uważano, że Wilamowianie to ci, którzy mówią po wilamowsku. Dzisiaj język wilamowski dla wielu osób pełni funkcję bardziej tożsamościową niż komunikacyjną. Wiele osób traktuje ten język jako symbol – znają wiersz, przysłowie, piosenkę lub rozumieją parę słów. Oczywiście dla niektórych nadal jest on językiem codziennego kontaktu, na przykład ja z moją babcią nie rozmawiałem po polsku, tylko po wilamowsku i to właśnie od niej nauczyłem się tego języka. Dzisiaj mamy całe spektrum – na jednym krańcu znajdują się osoby, które czują się tylko Wilamowianami, a na drugim są osoby, które na pierwszym miejscu uważają się przede wszystkim za Polaków, ale również określają się jako Wilamowianie. Niektórzy czują, że Polska to jest ich wielka, a Wilamowice to mała ojczyzna. Trzeba pamiętać, że tożsamość ma charakter intersekcjonalny, czyli że człowiek ma wiele tożsamości, co wyraźnie widać we współczesnych Wilamowicach.

To nie znaczy, że nie zależy nam na nauce języka kolejnych pokoleń. Wręcz przeciwnie – od kilkunastu lat działamy na rzecz rewitalizacji języka. W praktyce oznacza to, że równolegle z lekcjami języka wilamowskiego, staramy się zmieniać nastawienie mieszkańców wobec języka. Jeszcze kilkanaście lat temu, kiedy przyjeżdżali do nas dziennikarze i pytali, kto jeszcze posługuje się językiem wilamowskim, to zgłaszały się same starsze osoby, a ja byłem wołany jako ten młody. Obecnie po wilamowsku mówią głównie osoby dużo młodsze ode mnie, a dziennikarze pytają nastolatków o starsze pokolenie i wtedy to 32-letni ja je reprezentuję. I co ważne – te młode osoby nie tylko się uczą, ale mówią w tym języku. Istnieje oprogramowanie umożliwiające pisanie po wilamowsku na komputerze, ludzie kontaktują się w tym języku na WhatsAppie czy Messengerze, przez co tworzą się również nowe słowa i skróty związane właśnie z pisaniem do siebie krótkich wiadomości. Taka zmiana dokonała się w ciągu ostatnich kilkunastu lat.

Kiedy jestem w sklepie w Wilamowicach i wiem, że obsługuje mnie osoba, która rozumie, choć nie mówi po wilamowsku, to ja do niej staram się mówić po wilamowsku. Według mnie taka wielojęzyczność jest zupełnie normalna. Przed wojną było podobnie – jedni mówili lepiej, inni gorzej, ale co najważniejsze potrafili się porozumieć. W naszych działaniach staramy się również podkreślać i pielęgnować przekonanie, że wielojęzyczność jest jedną z charakterystycznych cech dla Wilamowian jako grupy etnicznej.

Jak to się stało, że po latach, w których używanie języka wilamowskiego było zabronione, wzrosło zainteresowanie językiem wśród młodego pokolenia?

Zainteresowanie było zawsze, tylko problemem było to, jak je realizować. Po wojnie zakazano nie tylko języka, ale także piętnowano jego historię i znaczenie, co skutkowało odrzuceniem go przez część mieszkańców i nieprzekazaniem wiedzy kolejnym pokoleniom. W czasie PRL funkcjonował zespół regionalny “Wilamowice”, który stanowił pewnego rodzaju azyl dla kultury wilamowskiej, bo jego członkowie występowali w stroju wilamowskim i śpiewali pojedyncze utwory po wilamowsku. Po upadku PRL nastąpiła stagnacja, a przede wszystkim pojawiła się chęć pokazania, że jesteśmy podobni do innych, co tym bardziej hamowało rozwój kultury wilamowskiej. Pamiętam, że jako dziecko zainteresowałem się tym, dlaczego ja z babcią rozmawiam po wilamowsku, sąsiadka mojej babci mówi po wilamowsku, a dzieci w mojej szkole znają tylko polski. Im byłem starszy, tym bardziej przerażała mnie myśl, że mój język może wymrzeć, szczególnie, że czułem większe przywiązanie do wilamowskiego niż polskiego. Udało mi się dotrzeć do osób, które miały podobnie jak ja i wspólnie dołączyliśmy do Stowarzyszenia „Wilamowianie”, w ramach którego zaczęliśmy uczyć i prowadzić warsztaty w szkołach na temat naszej historii i kultury. Z czasem znaleźliśmy również wsparcie w naukowcach – od lat współpracujemy na przykład z Centrum Zaangażowanych Badań nad Ciągłością Kulturową Uniwersytetu Warszawskiego.

Teraz znajomość wilamowskiego jest znów postrzegana jako coś pozytywnego i atrakcyjnego. W 2024 roku pięciu na sześciu kandydatów na burmistrza Wilamowic w swoim programie miało wspieranie języka wilamowskiego. Politycy zresztą zawsze starają się wyczuć, co jest dla społeczeństwa najważniejsze

Warto wspomnieć, że po wojnie nie tylko język był zakazany, ale także strój. Zakaz noszenia stroju został zniesiony w 1951 roku, natomiast zakazu mówienia w języku wilamowskim formalnie właściwie nigdy nie zniesiono. Jak już wspomniałem, w latach 70-tych zespół regionalny śpiewał już piosenki w języku wilamowskim, więc ten zakaz w praktyce nie funkcjonował, ale nigdy nie wydano dekretu, który by go oficjalnie znosił. Poruszałem tę kwestię, kiedy staraliśmy się o uznanie wilamowskiego jako języka regionalnego, ale jak wiemy Pan Prezydent zawetował tę ustawę. Gdyby tego nie zrobił, świadczyłoby to, że państwo polskie stara się zrekompensować Wilamowianom krzywdy, jakich doświadczyli po wojnie.

Jakie są prognozy rozwoju języka i kultury wilamowskiej? Czy można zaryzykować stwierdzenie, że weto prezydenta przyniesie Wam więcej korzyści, skoro dzięki niemu temat został nagłośniony?

Dla mnie najważniejsze jest, że mamy wielu ludzi, którym się chce i którzy pracują na rzecz naszej społeczności niezależnie od polityki. Podchodzę do tego, jak starzy Wilamowianie, czyli że my tu i tak jesteśmy zdani sami na siebie. Państwo Polskie nie traktuje swoich obywateli w równy sposób. Dzieli swoich obywateli na tych, którzy wierzą w to i w tamto, i na takich, którzy kochają jednych albo drugich, i podobnie jest z językiem. Dlatego nie mam nadziei, że coś się odgórnie zmieni. Natomiast pokładam nadzieję z naszej codziennej pracy.

Ustawa bardzo by nam pomogła w funkcjonowaniu, natomiast nie stworzyłaby niczego nowego. Wiele lat działaliśmy wyłącznie jako wolontariusze, od dwóch lat istnieje Muzeum Kultury Wilamowskiej, mamy więc wsparcie gminy. Stała wystawa jest dwujęzyczna – tekst został napisany w języku wilamowskim i przetłumaczony na polski. Jest to miejsce spotkań, gdzie są prowadzone lekcje wilamowskiego, ale także odbywają się różne inne wydarzenia, między innym działa wilamowskojęzyczny teatr, który co roku w trakcie Dnia Języka Ojczystego przedstawia nową sztukę w języku wilamowskim. Muzeum powstało z Funduszy Norweskich, ale dostajemy również duże wsparcie od władz samorządowych. Niestety, mimo pozytywnej decyzji Sejmu i Senatu Prezydent zablokował ustawowe wsparcie. Dlatego uważam, że dobrym rozwiązaniem byłoby oddanie decyzji nadawania statusu języka regionalnego władzom samorządowym. Wtedy, to samorządy ustalałyby, czy na ich terenie występuje język regionalny, określałyby w jakim zakresie ten język ma być wspierany i jakiego dofinansowania od państwa potrzebują. Myślę, że byłoby to lepsze niż rozpatrywanie tej kwestii w skali całego kraju, bo jest to znowu bardzo centralistyczna wizja, która jest krzywdząca dla mniejszości.

Natomiast naszym celem nie jest to, żeby wszyscy o nas słyszeli. Naszym celem jest, abyśmy my – Wilamowianie, mogli żyć jako Wilamowianie w Polsce, bez udawania, że naszej historii i kultury nie ma i nie będąc postrzegani jako obywatele “którejś tam” kategorii.

Ale co realnie umożliwiłaby ta ustawa miastu i jego mieszkańcom?

Po pierwsze, obecnie nie możemy uczyć wilamowskiego w szkole. Jeżeli zostałby on uznany za język regionalny, to moglibyśmy go uczyć w wymiarze trzech godzin w tygodniu jako przedmiot dodatkowy (w tym dwie godziny byłyby przeznaczone na naukę języka, a jedna na zdobywanie wiedzy o kulturze i historii regionu). Po drugie – subwencja – ministerstwo opłacałoby te lekcje oraz pensje nauczycieli. Ponadto moglibyśmy postawić oficjalne tabliczki dwujęzyczne, które znajdowałyby się przy wjeździe do miasta, na ratuszu, czy na urzędach. Dodatkowo dostawalibyśmy fundusze, na przykład na wydawanie książek w języku wilamowskim lub na tworzenie wystaw. Według ustawy wsparcie przysługuje językom mniejszości narodowych i etnicznych, językom regionalnym (obecnie jedynie jednemu – kaszubskiemu). Istnieją też inne regulacje mówiące o wsparciu dla gwar i dialektów języka polskiego. Niestety według Pana Prezydenta język wilamowski nie kwalifikuje się do żadnej z tych grup, co sprawia, że nie możemy uzyskać żadnego wsparcia ustawowego. Wymieniłem tu przykłady, w jaki sposób w praktyce wpłynęłaby na nas ta ustawa, a jeżeli chodzi o kwestię symboliczną, to byłby to sygnał od Państwa Polskiego, że Polska uznaje nas za część swojego dziedzictwa i akceptuje nas takimi, jacy jesteśmy.


Potrzebujemy Twojego wsparcia
Od ponad 15 lat tworzymy jedyny w Polsce magazyn lewicy katolickiej i budujemy środowisko zaangażowane w walkę z podziałami religijnymi, politycznymi i ideologicznymi. Robimy to tylko dzięki Waszemu wsparciu!
Kościół i lewica się wykluczają?
Nie – w Kontakcie łączymy lewicową wrażliwość z katolicką nauką społeczną.

I używamy plików cookies. Dowiedz się więcej: Polityka prywatności. zamknij ×