W styczniu 2026 roku ONZ w ramach corocznego apelu o fundusze na pomoc humanitarną, poprosiła o 33 miliardy dolarów – dokładnie połowę szacowanych realnych potrzeb na najbliższy rok. To nie pomyłka, lecz świadoma kalkulacja: po roku brutalnych cięć budżetowych najważniejszych państw do tej pory finansujących pomoc humanitarną, nikt już nie wierzy, że uda się znaleźć więcej pieniędzy.
Apel ten dobrze obrazuje to, co dzieje się z globalnym systemem pomocy od chwili rozwiązania USAID przez administrację Donalda Trumpa i anulowania niemal 83 proc. jej grantów. W ślady USA poszły inne kraje-donatorzy. Wielka Brytania zmniejszyła środki do 0,3 proc. PKB. To wartość najniższa od 1999. Niemcy również obniżyły budżet przeznaczony na pomoc humanitarną o 8 proc., zmniejszając go do niecałych 10 miliardów euro.
Ministra ds. współpracy gospodarczej i rozwoju Niemiec z ramienia SPD, Reem Alabali Radovan przyznaje: podkreślała:
– Budżet jest o około 910 mln euro niższy w porównaniu z rokiem poprzednim. W obliczu nasilających się kryzysów Niemcy inwestują we współpracę międzynarodową znacznie mniej niż jest to faktycznie pilnie potrzebne.
Jednak sama ministra, w tej samej wypowiedzi chciała zapewnić, że cięcia o oprawie miliard euro, nie sparaliżują niemieckiej polityki rozwojowej. Jako przykład posłużyły jej USA:
– Daleko nam do skali cięć jakie miały miejsce w USA i tak to powinno wyglądać – podkreślała.
Efekty tej decyzji są dziś widoczne: od zamkniętych klinik w Libanie i Afganistanie, przez masowe zwolnienia w agendach ONZ, po zamrożone konta polskich fundacji pomagających uchodźcom z Ukrainy. Na tragiczne skutki nie trzeba było długo czekać.
– Jeśli nie znajdziemy funduszy, w czerwcu będziemy musieli zamknąć placówkę, która służy ponad 10 tysiącom Syryjczyków i Libańczyków – mówił mi w maju 2025 roku Mohammad Awad, prowadzący klinikę w Bire w Libanie.
Koszt utrzymania placówki wynosił zaledwie 50 tysięcy dolarów rocznie, środki te pochodziły w całości z programu USAID. Szejk miał szczęście; udało mu się dzięki fundacji Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej i środkom z polskiego Ministerstwa Spraw Zewnętrznych, wydłużyć działanie kliniki. Jednak było to rozwiązanie krótkotrwałe i co gorsza, punktowe, bo takich placówek na świecie są tysiące.
Zmiany te zbiegają się w czasie z debiutem nowego rodzaju aktora na scenie pomocy humanitarnej: korporacji, prywatnych fundacji, funduszy inwestycyjnych i platform crowdfundingowych, które – nie z pobudek altruistycznych – zaczynają wypełniać powstałe luki.
Jak przekonuje Save the Children, „po trudnym 2025 roku nie można już udawać, że samo publiczne i filantropijne finansowanie wystarczy do utrzymania światowej odpowiedzi humanitarnej – rola biznesu przestała być opcjonalna i stała się niezbędna”. Podobnego zdania są także inne organizacje – uważają, że sektor prywatny musi stać się rdzeniem systemu pomocy. Czy to początek głębszej zmiany zasad gry, w której o życiu i zdrowiu milionów decydować będą coraz częściej rady nadzorcze korporacji, a nie parlamenty i agendy ONZ?
Skala zapaści
Donald Trump w pierwszym dniu urzędowania podpisał rozporządzenie wstrzymujące na 90 dni wszystkie amerykańskie programy pomocy zagranicznej. Kilka dni później Elon Musk, wówczas szef Departamentu Efektywności Rządowej (DOGE), ogłosił faktyczną likwidację USAID. Organizacje, które były zainteresowane tymi środkami, informowały, że w efekcie tej decyzji nagle anulowano 75,9 miliarda dolarów środków pomocowych, których przeznaczenie już zaplanowano. Skala tego kroku była bezprecedensowa – zniknęła instytucja odpowiadająca za większość amerykańskiej pomocy humanitarnej i rozwojowej na świecie.
USA nie były jednak jedynym donorem, który się wycofał. Wielka Brytania, Niemcy, Francja, Holandia i Belgia w tym samym czasie ograniczały budżety pomocowe na rzecz wydatków zbrojeniowych. Francja zapowiedziała kolejne cięcie oficjalnej pomocy rozwojowej o 700 milionów euro, ograniczając ją do 3,7 miliarda euro w 2026 roku, a Wielka Brytania zdecydowała o obniżeniu pomocy do 0,3 proc. PKB od 2027 roku, wcześniej deklarując cel na poziomie 0,7 proc. Efekt jest kumulatywny: analitycy szacują spadek globalnej oficjalnej pomocy rozwojowej nawet o 26 procent, przy czym same Stany Zjednoczone odpowiadały jeszcze w 2024 roku za 42 proc. wydatków humanitarnych koordynowanych przez ONZ.
Konsekwencje są policzalne i namacalne. Duże agendy ONZ przeprowadziły masowe redukcje zatrudnienia: UNHCR (agencja ONZ, która chroni uchodźców, osoby przesiedlone wewnątrz kraju oraz bezpaństwowców, zapewniając im pomoc humanitarną i prawą) zlikwidował około 5 tysięcy stanowisk i ograniczył działanie 185 biur terenowych, Światowa Organizacja Zdrowia zredukowała ponad 2300 etatów, a Światowy Program Żywnościowy (WFP) zwolnił 6 tysięcy pracowników. Wśród organizacji pozarządowych sytuacja bywała jeszcze poważniejsza – część z nich zwolniła od jednej czwartej do połowy personelu, a łącznie wśród wszystkich partnerów USAID zlikwidowano ponoć ponad ćwierć miliona miejsc pracy na całym świecie. Save the Children US miało zamrożoną jedną trzecią finansowania; World Vision straciło 10 proc. budżetu i zwolniło do 3 tysięcy pracowników, a Search for Common Ground z dnia na dzień straciło 23 miliony dolarów, czyli 40 proc. środków na projekty. To tylko przykłady większych organizacji, jednak każdy NGO, który opierał się na funduszach z USAID, musiał dokonać drastycznych kroków.
Realne skutki tych cięć widać w krajach objętych kryzysami. W Afganistanie zamknięto lub zawieszono działalność ponad 420 placówek zdrowia, pozbawiając podstawowej opieki medycznej około 3 milionów ludzi, a w Mozambiku ograniczenie finansowania programu PEPFAR doprowadziło do drastycznego spadku liczby wykonywanych testów na HIV u dzieci. Naukowcy próbują oszacować skalę nadmiarowej śmiertelności – zespół badaczy publikujący w „The Lancet” obliczył, że cięcia w USAID mogą do 2030 roku doprowadzić nawet do 14 milionów zgonów, w tym 4,5 miliona wśród dzieci.
Problem nie jest odległy geograficznie – dotyka też Polski. Z danych przywoływanych przez NGO.pl wynika, że w 2024 roku zidentyfikowane amerykańskie wsparcie dla polskich organizacji społecznych wyniosło około 200 milionów złotych, z czego 85 procent przeznaczane było na pomoc humanitarną. Wśród poszkodowanych znalazły się między innymi Polskie Forum Migracyjne, które musiało z dnia na dzień przerwać część projektów finansowanych ze środków amerykańskich. Granty straciły również Helsińska Fundacja Praw Człowieka oraz Kampania Przeciw Homofobii.
Zmiana warty wśród donorów
W 2025 roku dostępność środków zmniejszyła się, podczas gdy liczba ludzi potrzebujących pomocy wzrosła ze 141 milionów w 2017 roku do 300 milionów w 2025 roku. Innymi słowy: potrzeby ponad dwukrotnie się zwiększyły, a budżet na ich zaspokojenie się skurczył.
Raport ALNAP (Active Learning Network for Accountability and Performance), rysuje jasny obraz ogólnego trendu, choć kryje w sobie kilka nieoczywistych szczegółów. Amerykański wkład spadł z 13,5 miliarda dolarów w 2024 roku do 6,1 miliarda w 2025 – to spadek o 55 procent. USA wciąż pozostają jednym z głównych donorów, ale ich udział w finansowaniu wsparcia wyraźnie się skurczył, a lukę zaczynają wypełniać inni gracze. Pierwsze skrzypce zaczęła odgrywać Unia Europejska, która zwiększyła swój udział w przeciwdziałaniu kluczowym kryzysom z 23 do 35 procent, choć zaledwie osiem krajów spełniło lub przekroczyło unijny cel przeznaczania 0,7 procent dochodu narodowego brutto na pomoc humanitarną, a Niemcy – największy płatnik w UE – ograniczyły swój wkład z 2,3 do 1,5 miliarda dolarów (spadek o 36 procent). Wielka Brytania nieznacznie zwiększyła udział z 6,1 do 7,6 procent. Należy jednak pamiętać, że te wzrosty wynikają z mniejszego „tortu” do podziału, więc udział procentowy nie musi przekłada się na większe środki w wartościach bezwzględnych.
Najbardziej zaskakujący jest wzrost roli donorów z Zatoki Perskiej. Katar zwiększył swoje wsparcie o 189 procent, Zjednoczone Emiraty Arabskie o 54 procent, a łączny udział krajów Zatoki wzrósł z 3,5 do 4,5 miliarda dolarów, osiągając 17 procent globalnego finansowania – poziom zbliżający się już do amerykańskiego. To jednak pomoc o innym charakterze: donorzy z Zatoki koncentrują się na wybranych kryzysach (przede wszystkim Jemen i Palestyna) i częściej przekazują środki bezpośrednio, w trybie bilateralnym, z pominięciem wspólnych mechanizmów koordynacji ONZ.
Zmienia się też forma pomocy, nie tylko jej źródło. Donorzy coraz częściej zastępują bezzwrotne granty pożyczkami – liczba dwustronnych grantów spadła o 29 procent.
Nastąpiło przemodelowanie geografii pomocy. Większość państw odbiorców otrzymuje pomoc niższą niż w poprzednich latach, choć z dwoma wyjątkami: Palestyna otrzymała 4,4 miliarda dolarów w 2025 roku (wzrost o 15 procent rok do roku), podczas gdy pomoc dla Ukrainy spadła o 30 procent w 2025 roku i jest już o 63 procent niższa niż w szczytowym 2022 roku. Finansowanie wsparcia dla Syrii skurczyło się w sumie o ponad połowę względem szczytu z 2023 roku. Drugi przykład to Mjanma, ale wzrost w przypadku tego kraju, najprawdopodobniej jest wynikiem, trzęsienia ziemi, które nawiedziło to państwo w 2025 roku
Coraz wyraźniej widać „hiperpriorytetyzację” – z 300 milionów potrzebujących pomocą objęto de facto tylko 114 milionów, a system koncentruje się niemal wyłącznie na przedłużających się kryzysach: aż 95 procent środków trafia dziś do tak zwanych kryzysów przewlekłych, których liczba wzrosła z 19 w 2016 roku do 35 w roku 2025, a ich przeciętny czas trwania wydłużył się z 10 do 15 lat. To sygnał, że branża humanitarna coraz rzadziej gasi pożary, a coraz częściej zarządza permanentnym kryzysem.
Zmienia się także to, w jaki sposób wsparcie dociera do ludzi. Rośnie znaczenie pomocy gotówkowej i voucherowej jako odpowiedzi na ograniczone zasoby. Finansowanie działań wyprzedzających (anticipatory action) osiągnęło wprawdzie rekordowy poziom jednego procenta globalnej pomocy, ale to wciąż daleko od zakładanego celu pięciu procent – a i tak aż dwie trzecie tych środków trafiło zaledwie do siedmiu krajów: Afganistanu, Etiopii, Somalii, Filipin, Mozambiku, Nigerii i Sudanu Południowego.
Szczególnie wymowny jest przypadek wspólnych funduszy pomocowych (pooled funds), których finansowanie spadło o 23 procent w 2025 roku – głównie przez wycofanie się Niemiec, Wielkiej Brytanii i Szwecji. Środki, jakie do tych funduszy wnoszą Stany Zjednoczone, trafiają niemal wyłącznie do agend ONZ (65 procent), a wszystkie projekty finansowane przez USA w tym trybie trwają zaledwie sześć miesięcy i koncentrują się na bezpieczeństwie żywnościowym (36 procent) oraz pomocy gotówkowej (15 procent) – kosztem takich obszarów jak ochrona ludności cywilnej (tylko 9 procent). Amerykańskie finansowanie w praktyce omija też lokalne organizacje: w 2026 roku zaledwie 7 procent środków USA trafiło bezpośrednio do krajowych organizacji pozarządowych – co jest jaskrawym zaprzeczeniem forsowanej od lat idei „lokalizacji” pomocy. W tej zasadzie chodziło o to, żeby lokalne organizacje albo odziały, które lepiej znają realia panujące w danym miejscu, zarządzały otrzymywanymi środkami.
System wchodzi też w okres redefinicji swoich podstawowych ram – tak zwane Grand Bargain, porozumienie z 2016 roku regulujące reformę sektora humanitarnego, zbliża się do końca cyklu, a jego uczestnicy dyskutują już nad nową platformą i wizją funkcjonowania całego systemu.
Głęboka dyskusja
ONZ i jej agendy musiały zareagować na znaczący ubytek w budżecie. W pierwszym kroku ONZ postanowiła ograniczyć zakres szeroko pojętej pomocy humanitarnej. W jej ramach tego mieści się pomoc rozwojowa, granty dla wszelkich instytucji i wiele innych. To rozległa branża, którą z powodu cięć budżetowych sprowadzono zaledwie do life-saving assistance.
O zwolnieniach związanych z brakami w finansowaniu mówi Katarzyna Huyton z Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej:
– Kolejnym krokiem są cięcia administracyjne w centralach. To już taka moja własna obserwacja, ale widać, jak wiele osób straciło pracę w Genewie. Oczywiście nie jest to tajemnica, bo niemal każda agenda zredukowała zatrudnienie. To oczywiście idzie niżej, od najwyższych do najniższych.
W tym miejscu warto dodać, że po zlikwidowaniu USAID Stany ostatecznie nie wycofały się w pełni z pomocy humanitarnej i wciąż pozostają największym donatorem.
– USA zaczęły finansować niektóre agendy bezpośrednio z budżetu Departamentu Stanu. Środki trafiły między innymi do WFP i UNICEF, którymi zawsze kierowali Amerykanie – dodaje Huyton.
Biznes i filantropia
Szok likwidacji USAID nałożył się na dwie długie dyskusje, jakie trwały w agendach ONZ: UN Reform oraz UN Connecting Business Initiative. Obie miały na celu (jak sama nazwa wskazuje) zreformowanie ONZ. Chodziło o zwiększenie jego efektywności i dopuszczenie biznesu i filantropów, żeby przynajmniej częściowo uniezależnić się od finansowania państwowego. Jak przekonuje Katarzyna Huyton:
– Włączenie biznesu to świetna sprawa. Mimo że pooled fundy istniały już wcześniej, to nie cieszyły się wielką popularnością; inna sprawa to renesans działalności filantropijnej, co trochę przypomina powrót do XIX wieku. Do tego jestem nastawiona sceptycznie, ale zdajemy sobie sprawę, że nie ma powrotu do tego, co było.
Tego typu fundusze wpisują się w większą sieć, którą UN Global Compact rozwinął jako: Connecting Business Initiative (CBIs), założoną z inicjatywy ówczesnego sekretarza generalnego ONZ Kofiego Annana. Jego celem było zachęcenie przedsiębiorstw do prowadzenia biznesu zgodnie z dziesięcioma zasadami dotyczącymi praw człowieka, standardów pracy, ochrony środowiska i przeciwdziałania korupcji.
Z czasem okazało się jednak, że samo deklarowanie odpowiedzialnego prowadzenia biznesu nie wystarcza. Wiele wyzwań ma charakter globalny i wymaga współpracy pomiędzy firmami, organizacjami społecznymi oraz instytucjami publicznymi. Tak narodziła się idea Connecting Business Initiatives – inicjatyw, w których konkurenci siadają przy jednym stole, by wspólnie szukać rozwiązań problemów dotyczących całych branż i społeczeństw.
Tak więc to nie tylko „fundusze”, ale też wspólne inicjatywy.
Model ten zyskał szczególne znaczenie po przyjęciu przez ONZ Agendy 2030 i Celów Zrównoważonego Rozwoju (SDGs) w 2015 roku. To właśnie wtedy partnerstwa między biznesem, administracją i organizacjami pozarządowymi zostały uznane za jeden z kluczowych sposobów osiągania globalnych celów rozwojowych.
W praktyce Connecting Business Initiatives nie są jednym projektem, ale sposobem organizowania współpracy. W ramach takich partnerstw firmy wspólnie identyfikują problem, ustalają cele, opracowują plan działania, a następnie monitorują efekty i publicznie raportują postępy. Dzięki temu mogą wymieniać się wiedzą, ograniczać koszty i osiągać rezultaty, których żadna z nich nie byłaby w stanie wypracować samodzielnie.
Jednym z najbardziej znanych przykładów współpracy rozwijanej w ramach UN Global Compact jest Forward Faster – globalna inicjatywa zachęcająca firmy do przyspieszenia działań w pięciu kluczowych obszarach: godnych wynagrodzeń, równości płci, działań na rzecz klimatu, gospodarowania zasobami wodnymi oraz finansowania realizacji Celów Zrównoważonego Rozwoju. Przedsiębiorstwa, które do niej przystępują, deklarują konkretne zobowiązania i regularnie raportują postępy.
Nie oznacza to jednak, że model jest pozbawiony wad. Ponieważ udział w inicjatywach jest dobrowolny, poziom zaangażowania firm bywa różny. Organizacje monitorujące odpowiedzialność biznesu zwracają uwagę, że skuteczność partnerstw zależy od transparentności działań i rzetelnego raportowania efektów. Bez jasno określonych celów i niezależnej oceny łatwo ograniczyć się do deklaracji, które nie przekładają się na realne zmiany.
Czy tworzenie tego typu zrzeszeń przełożyło się na wzrost finansowania? Dane wskazują, że nie. Według raportu ALNAP udział środków z biznesu w całości globalnej pomocy, od dawna utrzymuje się na podobnym poziomie, a od 2022 wręcz spada. W 2022 roku było to 11,3 proc. wszystkich środków, a w 2025 jedynie 6,8 proc. Według przewidywań globalne środki na pomoc humanitarną w 2026 roku mogą stanowić zaledwie 23,8 miliarda dolarów, a w wersji optymistycznej – 26,2 miliarda dolarów. „Optymistyczny scenariusz” miałby zostać osiągnięty dzięki pomocy biznesu.
Pooled Fund
Tego typu fundusze z założenia przypominają garnek, do którego wrzuca się wszystko, a potem organizator rozdziela środki na określone cele. Jednak fundusze ONZ nie cieszyły się popularnością właśnie z powodu takiej anonimowości.
Na mniejszą skalę tego typu fundusz, pod nazwą POP Fund, zorganizowała Fundacja Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej i jak przekonują twórcy, okazał się wielkim sukcesem. Założenie POP Fund jest podobne, choć z drobną różnicą – donorzy nie są anonimowi i mają większy wpływ na ostateczne przeznaczenie środków. Jak mówi Zofia Kwolek, członkini zarządu PCPM:
– PCPM jest dobrym przykładem współpracy z biznesem. Duzi gracze tacy jak agendy ONZ, bazowali głównie na wsparciu rządów państw. Dopiero teraz szukają możliwości współpracy na dużą skalę. Biznes łączy swoją działalność z obszarami zainteresowania społeczeństwa, ale nie ma w tym nic złego. To też zadanie dla danego NGO, żeby partnera znaleźć i przekonać go do zaangażowania się w konkretną inicjatywę.
– Biznes też się zmienił – mówi mi Kwolek. – Odchodzi od wypisywania czeków w kierunku przemyślanej filantropii. Wiedza przedstawicieli firm bywa w tym obszarze imponująca.
Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej otworzyło już pięć edycji programu na łączną kwotę prawie 12 milionów złotych. W ramach czterech zakończonych edycji POP Fund wsparto 79 projektów realizowanych przez organizacje z całej Polski – zarówno z małych miejscowości, jak i dużych miast. Piąta edycja konkursu właśnie trwa.
Historia POP Fund pokazuje w miniaturze to, co dzieje się dziś z całym systemem pomocy humanitarnej: państwa się wycofują, a ich miejsce – nie bez oporów i pytań o transparentność – zaczynają zajmować fundacje, korporacje i lokalni darczyńcy. Czy to model docelowy, czy tylko prowizorka na czas kryzysu, przekonamy się zapewne dopiero gdy w 2027 roku ONZ ogłosi kolejny, jeszcze skromniejszy apel o pomoc. Jedno jest pewne: świat, w którym o życiu milionów ludzi decydowały głównie budżety państw, odchodzi do przeszłości – a to, co go zastąpi, wciąż nie ma ani nazwy, ani gwarancji skuteczności. Ostatecznie finansowanie spada, a prywatny sektor nie jest w stanie zasypać powstałej po 2025 roku luki. Świat targany niepokojami niezmiennie potrzebuje większych środków na samą tylko doraźną pomoc.

