fbpx Wesprzyj nas!

magazyn lewicy katolickiej

Kim jest Kościół? Dookoła badania postaw i opinii

Świeccy i duchowni to dwa brzegi jednej rzeki. Widać drugi brzeg, słychać stamtąd głosy. Tylko most trzeba zbudować, a nie udawać, że rzeki nie ma.
Kim jest Kościół? Dookoła badania postaw i opinii
ilustr.: Oliwka Laskowska

Obraz pierwszy: człowiek wpada w kłopoty i zaczyna pić, żeby zapomnieć. Pije coraz więcej. Wreszcie przychodzi do pracy po kilku piwach. Kierownik zgłasza do szefostwa, by go zwolnić. Szef jednak nie zwalnia. Zaczyna od rozmowy, od wysłuchania bez osądów. Proponuje pomoc, leczenie odwykowe. Opowiada przy tym o swojej wierze, o modlitwie, która daje mu siłę w trudnych momentach. Pracownik słucha go, poruszony, zaskoczony. Dostał wsparcie, może pierwszy raz ktoś bezinteresownie dał mu coś od siebie. Wracając z rozmowy, wchodzi na chwilę do kościoła, po raz pierwszy od trzydziestu lat.

Obraz drugi: małżeństwo przychodzi pochować bliską osobę. Są zdruzgotani niespodziewaną śmiercią. Stoją w kancelarii parafialnej w kolejce zgłaszających wypominki. Mają nadzieję na wsparcie, na ślad wskazujący, że śmierć nie jest końcem. Dostają stawkę: „Nie mniej niż dwa tysiące złotych”. Przyszli po sacrum, a trafili do okienka.

Obraz nadziei, obraz rany. Czy można je opisać, wyjaśnić socjologicznie? Klub Inteligencji Katolickiej w Warszawie zbadał reprezentatywną próbę dwóch tysięcy dorosłych Polaków, a także 475 księży i zakonników. Przeprowadził 22 pogłębione wywiady. Jaki jest stan współczesnego Kościoła? Czy między świeckimi a duchownymi faktycznie istnieje mur? Gdzie szukać nadziei? Badanie zostało przeprowadzone w 2022 roku, jednak jego wyniki zaprezentowano w pełni dopiero niedawno. Rzucają wyzwanie prawdziwości wielu mitów i iluzji – zarówno tych obecnych wśród przeciwników Kościoła, jak i wśród jego zagorzałych obrońców.

Twierdza, której nie ma

Przeciwnicy Kościoła malują go często jako oblężoną twierdzę, w której kler chce, żeby wszystko zostało tak, jak jest, i broni murów przed światem. Obrońcy odwracają obraz – to świeccy przeciwnicy znieważają Kościół, atakują go. Dane z badania warszawskiego KIK-u rozbijają obie te interpretacje.

Kiedy zapytać duchownych i świeckich, jaki Kościół chcieliby widzieć, ich odpowiedzi okazują się dość podobne. Obie grupy są za tym, żeby Kościół mówił językiem Ewangelii, a nie językiem polityki – czasem duchowni chcą tego bardziej niż wierni. Jedni i drudzy chcą rozliczenia pedofilii. Skandale związane z wykorzystywaniem seksualnym są wielkim obciążeniem dla zwykłych księży, którzy starają się po prostu dobrze wykonywać swoją pracę, pełnić swoje powołanie – a ludzie zaczynają patrzeć na nich z coraz większą nieufnością. Jedni i drudzy pragną osobistego kontaktu kapłana z ludźmi, dialogu, wsparcia małych wspólnot modlitewnych.

Przy okazji stereotyp księdza jako strażnika patriarchatu staje się mniej pewny. Około 76 procent świeckich i duchownych zgadza się, że kobiety i mężczyźni powinni po równo dzielić obowiązki domowe. Podobnie myślą o równych zarobkach i o zaangażowaniu ojców w wychowanie dzieci. Różnica zaczyna się, gdy mowa o roli kobiet w kościele instytucjonalnym – średnia zgodność z postulatem kapłaństwa kobiet w skali od 1 do 5 (gdzie 5 to pełna zgoda, a 1 to całkowita niezgoda) w przypadku świeckich wynosi 2,96, a w przypadku duchownych – jedynie 2,17. Społeczeństwo być może jest wciąż dość patriarchalne, ale księża wcale się pod tym względem szczególnie nie wyróżniają.

Ten wzorzec powtarza się także w wielu innych miejscach badania. W codziennych sprawach społecznych niepowiązanych bezpośrednio z doktryną Kościoła przeciętny ksiądz myśli z grubsza jak przeciętny świecki. A troskę o środowisko duchowni cenią wyżej niż świeccy. Jednak gdy pytania dotyczą nauczania Kościoła, różnice stają się większe. Wydaje się to oczywiste, zwłaszcza że w grupie świeckich jest też podgrupa osób niewierzących. Bardziej zaskakuje wynik wskazujący, że duchowni mają generalnie wyższe zaufanie nie tylko do instytucji kościelnych, ale i do świeckich – do parlamentu, policji, systemu prawnego, nawet do polityków. Może żyją w świecie trochę wyidealizowanym, mniej dotknięci przez te instytucje, mniej przez nie poobijani? A może to raczej ewangeliczna ufność, gotowość, by zakładać dobrą wolę? Tak czy inaczej – w kraju o wyjątkowo niskim zaufaniu społecznym taka postawa może się okazać kapitałem.

Stąd metafora, która stała się tytułem jednego z raportów: świeccy i duchowni to dwa brzegi jednej rzeki. Widać drugi brzeg, słychać stamtąd głosy. Tylko most trzeba zbudować, a nie udawać, że rzeki nie ma.

Gdzie most pęka

Zaufanie do instytucji kościelnych wśród świeckich ma wyraźną cechę: im bliżej człowieka, tym jest wyższe. Świeccy bardziej ufają własnemu proboszczowi niż Episkopatowi. Zaufanie do instytucji kościelnych oceniano w skali od 1 (brak zaufania) do 10 (pełne zaufanie). U świeckich oscyluje ono wokół oceny 5/10. W przypadku duchownych jest inaczej – wszędzie ocena bliska 9/10, bez wielkiego wewnętrznego zróżnicowania – czy to papież, czy proboszcz, czy Episkopat. Świeccy odróżniają „mojego proboszcza” od „Kościoła” i wiedzą dokładnie, kogo mają na myśli, gdy mówią, że tracą wiarę w instytucję.

Oczywiście – jako że w grupie świeckich byli zarówno wierzący różnych wyznań, jak i niewierzący – istnieją duże różnice, jeśli chodzi o stosunek do doktryny Kościoła. Największa różnica w całym badaniu dotyczy akceptacji dla antykoncepcji, która jest znacząco wyższa wśród świeckich. Z perspektywy księdza to obrona nauczania, które mu powierzono. Z perspektywy wiernego – kolejny mur. Zaskakujące wydaje się, że więcej księży zgodziłoby się na dopuszczalność aborcji w sytuacjach zagrożenia życia i gwałtu niż na akceptację stosowania antykoncepcji.

Spośród wskazanych w badaniu postulatów, które wykraczają poza obecne nauczanie Kościoła, wśród księży stosunkowo największe poparcie zebrał postulat pełnego uczestnictwa w Eucharystii osób rozwiedzionych – 36 procent badanych księży odpowiedziało, że „raczej zgadzają się” lub „w pełni zgadzają się” z tym postulatem.

Krytycyzm wobec Kościoła jest wyższy wśród świeckich niż wśród duchownych, jednak także ci ostatni często przyznają, że Kościół jest patriarchalny i uwikłany w politykę. Trudniej im się przyznać do pogoni za majątkiem – i wydaje się, że faktycznie ten stereotyp po prostu nie dotyczy wielu zwykłych księży parafialnych.

Księża, których nie słychać

Trzy czwarte zaproszonych księży odmówiło udziału w badaniu. Z żadną zakonnicą nie udało się przeprowadzić rozmowy – odmawiały albo unikały ankieterów. Trzydziestu sześciu biskupom KIK zaproponował osobistą prezentację wstępnych wyników w dogodnym dla nich miejscu. Tylko sześciu przyjęło przedstawicieli Klubu. Badacze skomentowali to zdaniem: „Nie jest grzechem nie wiedzieć, ale grzechem jest nie chcieć wiedzieć”.

Od razu należy więc jasno powiedzieć: o ile w przypadku świeckich badanie jest w pełni reprezentatywne, o tyle w przypadku księży o pełnej reprezentatywności trudno mówić. Jako że nie znamy opinii grupy, która odmówiła udziału w ankiecie, trudno jednoznacznie powiedzieć, w którą stronę odpowiedzi badanych odbiegają od wyników, które uzyskalibyśmy na reprezentatywnej próbie losowej. Można byłoby postawić hipotezę, że w badaniu wzięli udział księża bardziej otwarci na komunikację ze świeckimi, co mogłoby się przekładać na bardziej liberalne poglądy. Przeciwko tej hipotezie występuje jednak rozkład poglądów politycznych: wśród badanych księży było dużo więcej osób o poglądach prawicowych niż wśród świeckich.

Ci księża, którzy udzielili ankieterom odpowiedzi, żyją pod silną presją (co widać w badaniu jakościowym). Ksiądz w małej parafii łączy remont dachu, religię w szkole, administrację i pogrzeby, a na modlitwę i wsparcie wspólnoty często nie starcza mu już ani czasu, ani sił. Musi się przy tym tłumaczyć z win, których nie popełnił.

Duchowni żyją w innym obiegu medialnym. Czytają te same wielkie portale, co świeccy – Onet, Wirtualną Polskę, Interię, a nawet TVN24 (około 24 procent świeckich i 24 procent duchownych deklaruje korzystanie z tego medium przynajmniej raz w miesiącu). W przypadku mediów bardziej niszowych mamy jednak przepaść: „Polonię Christianę/PCh24” czyta i ogląda regularnie blisko 30 procent księży i niecałe 2 procent świeckich. Podobne różnice występują w przypadku portalu Deon.pl i „Naszego Dziennika”. Wniosek jest dwoisty. Obieg mainstreamowy pozostaje wspólny, różnica polega więc na tym, że nad wspólnym fundamentem księża mają dodatkową warstwę interpretacyjną, której świeccy po prostu nie znają. Warstwa ta jest wyraźnie przechylona w stronę katolicyzmu tożsamościowego i praktycznie nieobecna wśród wiernych, co znaczy, że media przedstawiające się jako głos katolików są w istocie głosem księży (i świeckich) do księży. Rodzi to ryzyko błędu percepcji: duchowny bierze agendę swojej niszy za nastroje parafii i mówi z ambony w ramach odniesień, których słuchacze nie podzielają, a często nawet nie rozpoznają.

Warto również uważać ze stereotypem prawicowego księdza, bo jest bardziej skomplikowany, niż się wydaje. Duchowni istotnie częściej popierają Zjednoczoną Prawicę (niemal 42 procent duchownych wobec 25 procent świeckich) – i pięciokrotnie rzadziej Koalicję Obywatelską. Ale ich konserwatyzm ma twarz społeczną, komunitarną, bliższą wrażliwości na biedę niż libertariańskiej wolności rynku. W innym miejscu badania widać, że duchowni generalnie bardziej utożsamiają się z wartościami solidarystycznymi i komunitarnymi niż świeccy. Konfederację popiera jedynie 0,6 procent badanych duchownych. Jeśli więc prawica, to nie alt-rightowa, nie libertariańska. Stąd wniosek, o którym pisałem już przy okazji sporu Trumpa z Leonem XIV: nadchodząca nowa prawica, tożsamościowa, libertariańska i społecznie darwinowska, nie będzie przychylna Kościołowi – nie znajdzie on w niej swojego domu.

Urwisko pokoleń

Świeckich najmocniej dzieli wiek. Dzieje się to jednak w sposób nieoczywisty. Z badania przeprowadzonego przez KIK w Warszawie wynika, że zaufanie to nie spada liniowo z wiekiem. Badanych respondentów podzielono na grupy wiekowe. Punkt przełomu znajduje się między grupą wiekową 45–54 a grupą 55–64. We wspomnianej skali zaufania od 1 do 10 wśród osób powyżej 55 roku życia zaufanie rośnie już skokowo, osiągając wartości w okolicach 8/10 w grupie seniorów (75+). Jednak w grupach 18–24, 25–34 i 35–44 kształtuje się ono podobnie: przeciętnie około 4/10. Podobnie jest z krytycznymi opiniami na temat Kościoła: wszystkie trzy młode grupy uważają mniej więcej w takim samym stopniu, że Kościół jest „uwikłany w politykę”, i dopiero po pięćdziesiątce to przekonanie słabnie.

Można postawić hipotezę, że ostatnie pokolenie, które naprawdę żyło polskim katolicyzmem kulturowym – tym oczywistym, dziedziczonym, wpisanym w rytm roku, tym, z którym się nie dyskutuje – to roczniki mniej więcej do połowy lat siedemdziesiątych. Dziś mają po pięćdziesiąt kilka lat i więcej. To ci ludzie stoją na szczycie urwiska. Poniżej rozciąga się nizina pokoleń, dla których Kościół był co najwyżej jedną z opcji, i co gorsza – opcją naznaczoną kolejnymi aferami.

O ile jeszcze pokolenie X trzyma się na progu Kościoła, o tyle pierwszą grupą, w przypadku której widać wyraźny spadek zaufania i wzrost krytycyzmu wobec Kościoła, są milenialsi (35–44). Byli dziećmi w latach 90., gdy przez Polskę przeszła pierwsza fala antyklerykalizmu. Wchodzili w dorosłość, kiedy umierał Jan Paweł II i kończył się czas, w którym Kościół potrafił jeszcze przemówić do wszystkich. Dojrzewali do rodzicielstwa akurat wtedy, gdy w 2019 roku bracia Sekielscy pokazali skalę tuszowania skandali pedofilskich. To milenialsi odegrali szczególną rolę w czarnych protestach roku 2020.

Ten gniew jednak nie pogłębia się z pokolenie na pokolenie. Najmłodsi, dwudziestolatkowie, czasem odbijają lekko w górę – Franciszkowi ufali odrobinę bardziej niż milenialsi. Badacze notują też umacnianie się frakcji konserwatywnej wśród części młodych mężczyzn, co czasami wiąże się z bardziej przychylnym stosunkiem do chrześcijaństwa, ale – jak pisałem wcześniej – w niektórych przypadkach może prowadzić do „duchowości alt-rightowej”, zupełnie nieewangelicznej.

Widać także różnice między mężczyznami i kobietami. W młodszych pokoleniach coraz mniej kobiet ma poglądy prawicowe, jednak w tych grupach wiekowych z Kościoła odchodzi tyle samo osób obojga płci (CBOS 2022; kolejna przesłanka za tym, że stereotypowe sklejenie prawicowości z Kościołem jest wątpliwe). Badanie KIK-u w Warszawie pokazuje, że w Polsce nadal to kobiety są bliżej Kościoła. Silniej ufają papieżowi, proboszczowi, Kościołowi jako instytucji. Mężczyźni są wobec niego bardziej krytyczni.

Naga ziemia

Badanie warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej potwierdza to, o czym mówi się od dawna. Od Kościoła odpychają świeckich trzy wielkie grzechy: uwikłanie w politykę, pedofilia i jej tuszowanie, przepych i nieprzejrzystość majątkowa. Autorzy badania dopisują czwarty grzech, najrzadziej nagłaśniany, a ich zdaniem najgłębszy: pustkę duchową. Część kleru funkcjonuje jak urzędnicy religijni: odtwarzają rytuał, zarządzają infrastrukturą, rozliczają składki. Kościół przestał być dla wielu ludzi miejscem, gdzie spotyka się Chrystusa.

Nad tą pustką, na tej gołej ziemi da się jednak coś postawić – i nie chodzi mi wcale o zmianę doktryny. Pierwotne jest bezpośrednie doświadczenie, a ono rodzi się w relacji z drugim człowiekiem, a czasem, gdy ktoś wejdzie głębiej – w kontemplacji. Moglibyśmy zrobić to, wracając do nauki apostołów, do świadectwa z Listu do Diogneta – że chrześcijanie są tacy sami jak inni ludzie, ale Kościół poznaje się po miłości. Segment, nazwany przez badaczy „złamanymi sercami” – półtora miliona ludzi głęboko wierzących, którzy odeszli przez konkretne rany – mógłby wrócić.

Po co? – zapytałby ktoś. Powody są jednak nadal poważne. W świecie, który po pandemii i agresji putinowskiej Rosji staje się coraz bardziej niestabilny, wielu ludzi szuka czegoś, na czym mogłoby się oprzeć. Tak się złożyło, że w tym samym momencie falami rozmontował się do końca polski katolicyzm kulturowy, który kiedyś był po prostu wodą, w której się pływało. Najpierw antyklerykalizm lat dziewięćdziesiątych. Potem chwila oddechu, gdy przyjeżdżał Jan Paweł II i mówił o kremówkach. Potem umarł – i ludzie zaczęli powoli odchodzić, po cichu, bez trzaskania drzwiami. W 2019 pojawił się film Sekielskich, potem przyszła pandemia i w najtrudniejszym momencie narodowej depresji: Jarosław Kaczyński wywołał do tablicy Trybunał Konstytucyjny. Nie wchodząc w dyskusję o tym, kto miał rację – ten zbieg zdarzeń jesienią 2020 roku wywołał wielki wybuch tłumionej złości do Kościoła. Ale tamta fala gniewu też już opadła. Zostali ludzie, którzy rozglądają się za horyzontem nadziei.

Warto zauważyć, że pokolenia, które odeszły, wcale nie stały się chłodno racjonalne. Ci sami trzydziesto- i czterdziestolatkowie, którzy nie ufają Episkopatowi, robią sobie posty przerywane jak dawniej post czterdziestodniowy, wchodzą do lodowatej wody jak do chrzcielnicy, słuchają podcastów o stoicyzmie, chodzą na terapię, która bywa jedynym miejscem, gdzie mówi się prawdę o sobie na głos, jeżdżą na wyjazdy z ceremoniami i szukają w tarocie odpowiedzi na pytanie, czy będzie dobrze. Ludzie potrzebują duchowości. Pustka po katolicyzmie kulturowym została przykryta – nieraz, niestety, prowizorką.

Skoro jednak tak trudno jest przekonać ludzi, że tę duchowość w Kościele faktycznie mogą znaleźć – to jest jeszcze jedna rzecz, której ludzie potrzebują, choć rzadko potrafią ją nazwać. Panujące dziś wyznanie, najpowszechniejsze i najmniej kwestionowane, głosi, że szczęście da się kupić, a jeśli nie wyszło, to znaczy, że kupiło się za mało. Ta wiara jest jednym z głównych źródeł współczesnego nieszczęścia i praktycznie nie ma w Polsce instytucji, która mogłaby ją podważyć, bo prawie wszystkie z niej żyją. Kościół jest jednym z niewielu miejsc, w którym z definicji nie da się tego obiecać, w którym można nabrać do konsumpcji dystansu, usłyszeć, że wartość człowieka nie jest funkcją jego dochodu. I właśnie dlatego zdanie „nie mniej niż dwa tysiące złotych” w kancelarii parafialnej boli tak bardzo. Podobnie jak sytuacje, w których Kościół nie upomina się o prawa tych, którym w życiu ciężko, a przeciwnie – tych bogatszych, uprzywilejowanych, dobrze ustawionych, z którymi nieraz przedstawiciele instytucji kościelnej robią korzystne interesy (przykład pierwszy z brzegu: grunty rolne).

W tym świetle inaczej wygląda ten zaskakujący wynik, że duchowni ufają nie tylko własnym instytucjom, ale i świeckim: parlamentowi, policji, sądom, nawet politykom. Można to czytać jako ewangeliczną gotowość zakładania dobrej woli i pewnie po części tak właśnie jest. Ale trudno nie zauważyć, że ksiądz spotyka te instytucje w innej roli niż jego parafianin. Bywa gościem, kapelanem, osobą, którą się traktuje z szacunkiem, rzadziej petentem, któremu odmówiono, przegrywającym w sądzie, człowiekiem od pół roku czekającym na termin. Rozczarowanie państwem jest w Polsce doświadczeniem masowym i bardzo cielesnym, a wysokie zaufanie duchownych może oznaczać, że tego doświadczenia po prostu nie mają. To kapitał, owszem, w kraju o tak niskim zaufaniu społecznym może być nawet wielkim kapitałem. Ale duszpastersko jest to też ryzyko, bo trudno pocieszać kogoś, kogo złości się nie rozumie.

Wielu księży podziela jednak tęsknoty świeckich. Chcą Ewangelii zamiast polityki, spotkania zamiast okienka kasowego. Dlaczego to nie wychodzi w praktyce? Może dlatego, że świeccy i duchowni prawie nigdy nie mają okazji prawdziwie porozmawiać. Spotykają się, żeby zamówić wypominki, ustalić datę pogrzebu, podać stawkę i znów się rozejść. Może warto zacząć od tego, żeby raz usiąść i pogadać o czymś innym.

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Od ponad 15 lat tworzymy jedyny w Polsce magazyn lewicy katolickiej i budujemy środowisko zaangażowane w walkę z podziałami religijnymi, politycznymi i ideologicznymi. Robimy to tylko dzięki Waszemu wsparciu!
Kościół i lewica się wykluczają?
Nie – w Kontakcie łączymy lewicową wrażliwość z katolicką nauką społeczną.

I używamy plików cookies. Dowiedz się więcej: Polityka prywatności. zamknij ×