Z Igą Kazimierczyk rozmawia Melania Gregorczyk.
Czy mamy dzisiaj czas na nudę?
Oczywiście, że nie. To jest jak ze śmieciowym jedzeniem. Żeby najeść się dobrze, trzeba mieć zdrowe produkty i czas na przygotowanie pełnowartościowych posiłków. Nie sztuką jest mieć pełny brzuch, sztuką jest, żeby ten brzuch był pełny dobrze. Podobnie jest z nudą. Nie sztuką jest być zajętym, ale sztuką jest być zajętym dobrze.
Co to znaczy?
Warto mieć odpowiednią dietę poznawczą i dawać sobie przestrzenie, w których nasza głowa odpoczywa. A nawet jeżeli nie odpoczywa, to korzysta z zasobów, które ma, czyli śni na jawie albo buja w obłokach. Nuda, o której rozmawiamy, to nuda regulacyjna, która ma bardzo ważne zadanie związane z higieną poznawczą i cyfrową. Żeby się naładować, najpierw trzeba się odłączyć. Żeby móc w pełni korzystać ze swoich zasobów intelektualnych, trzeba dać naszemu mózgowi przestrzeń na odseparowanie i nudę.
Zafundowaliśmy sobie świat, w którym już tego nie potrafimy. Kiedy pojawia się chwila przestoju, odruchowo sięgamy po zapychacz czasu w postaci ekranu. Może nam się wtedy wydawać, że jesteśmy zajęci, ale niekoniecznie dzieje się coś korzystnego poznawczo. Stajemy się wtedy jedynie bardziej przemęczeni i rozkojarzeni.
W ramach swoich badań rozmawiała pani o nudzie z dziećmi. Czy nuda regulacyjna jest dla nich stanem pożądanym?
Życzyłabym dzieciom, żeby miały tej nudy więcej, bo jest ona doświadczeniem, które pomaga nam się w różnych sytuacjach testować. Podobnie jak dyskomfort, którego coraz częściej jesteśmy w naszym środowisku pozbawieni.
Kiedy mamy się nauczyć, że coś nas fascynuje, jeśli nie mamy momentu przestoju, głodu intelektualnego? Kiedy to ma się zdarzyć, jeżeli nie w trakcie nudy? Nuda pomaga nam uwewnętrznić cel. Jeśli coś mnie nudzi, jestem w stanie powiedzieć, co chciałabym robić zamiast tego. To moment, w którym zaczynamy zastanawiać się, co nas w danej sytuacji drażni. Dzięki temu uczymy się, co jest dla nas wartościowe, a co nie – podobnie jak w przypadku emocji takich jak: współczucie, zakłopotanie, wstręt i wstyd. Wszystkie one ewolucyjnie mają prowadzić nas ku dobrym dla nas wyborom.
Czy może służyć jeszcze czemuś?
Nuda może być również przyjemnym intelektualnym doświadczeniem, które daje nam możliwość uciekania myślami, śnienia na jawie.
W kontekście szkoły, nuda jest po prostu jej stałym elementem, a czasem też dostępną formą protestu przeciwko czemuś, z czym dziecku jest trudno. Nie mogę powiedzieć, że nie chcę być na lekcji, ale mogę pokazać, że się nudzę. I wszyscy to akceptują. Dla nauczyciela, szczególnie jeśli nuda jest długotrwała, powinno to stanowić sygnał ostrzegawczy. Należy wtedy się zastanowić, czy nie kryją się za nią problemy wychowawcze albo emocjonalne. Warto dodać, że nuda powstaje też zawsze w jakiejś relacji – do danej osoby albo sytuacji.
Istnieją rodzaje nudy?
Jak najbardziej. Nuda może być obojętna, co oznacza, że jest czasem relaksu i satysfakcji z tego, że się nic nie robi. Jest to stan zarówno najbardziej pożądany, jak i w tej chwili najmniej spotykany. Pierwszą nudą, o której rozmawiałyśmy, jest nuda regulacyjna, w trakcie której staramy się sięgać do własnych zasobów – marzeń, wspomnień, planów… Istnieje też nuda poszukująca, czyli stan, który drażni i nie pozwala usiedzieć w miejscu. Szczególnie widać ją wśród dzieci, które kręcą się i nie wiedzą, co ze sobą zrobić, a potem nagle przestają – znajdują coś, co jest dla nich interesujące.
Według klasycznej typologii nudy są jeszcze dwie: reaktywna i apatyczna. Pierwsza pojawia się w sytuacji, z której chcemy za wszelką cenę uciec. Może się przejawiać niepokojem i paniką. Druga jest jak pusta, czarna przestrzeń i z niej też najtrudniej się oswobodzić.
Czy różnimy się w sposobie reagowania na nudę?
W zależności od sytuacji reagujemy w różny sposób. Kiedy rozmawiamy o kontekście szkolnym, najczęściej widzimy trzy strategie: redefiniowanie, krytykę i unikanie.
Redefiniowanie to na przykład sytuacja, kiedy jestem na lekcji, coś mnie koszmarnie męczy, ale jestem w stanie znaleźć własny cel w tym zadaniu. Krytyka to próba zmiany, czyli wpływu na sytuację, która stała się fizycznie i intelektualnie obciążająca – to sytuacje zadawania pytań, wychodzenia do toalety, kręcenia się w miejscu. Unikanie jest intelektualną ucieczką z opresyjnej sytuacji, to fizyczne trwanie bez zaangażowania.
Redefiniowanie nudy wydaje się być najbardziej rozwojowym sposobem jej przeżywania. Jak nauczyć się korzystać z tej metody?
W pracy z dziećmi często używamy samoregulacji, która polega na tym, żeby zachęcić dziecko, które odczuwa dyskomfort do samodzielnego szukania rozwiązań. Co ci przeszkadza? Dlaczego ta sytuacja jest dla ciebie nie w porządku?
Co czujesz? Jeśli jesteś spięta lub spięty, z czego to wynika?
Oczywiście techniki i metody samoregulacji nie powstają w odpowiedzi na nudę, ale ona też jest frustrująca i przejawia się w naszej fizyczności. Dlatego tak ważne jest obserwowanie potrzeb naszego ciała. Świadoma nuda może nas chronić przed oddaniem się we władanie algorytmów.
Telefony to łatwy sposób na zabicie nudy.
Tak, ale stały się dla naszej sfery poznawczej tym samym, czym śmieciowe jedzenie dla naszego odżywiania. Ostatnie badania pokazały, że wiele dzieci mimo nadwagi jest niedożywionych. Podobnie dzieje się z naszą sferą intelektualną. Nuda też jest pewnym głodem, poczuciem braku czy frustracji. Odpowiadają na niego telefony, które sprawiają, że nasz mózg jest przestymulowany – i poznawczo jesteśmy straszliwie źle nakarmieni.
Może szkoła nudzi właśnie dlatego, że nie oferuje tylu bodźców?
Kiedy pytałam uczniów, czym jest dla nich nuda, oczywiście mówili o zmęczeniu albo nic nierobieniu. Najbardziej zaskoczyło mnie jednak, że nuda nie kojarzyła im się z brakiem stymulacji czy z nieciekawymi lekcjami, ale przede wszystkim z pustką społeczną, której doświadczają wśród kolegów i koleżanek, z którymi nie mogą porozmawiać. Podobnie odbierali interakcję z nauczycielem. Jeżeli nauczyciel w trakcie lekcji pozostawał z nimi w kontakcie mentalnym i emocjonalnym, to niezależnie od tematu lekcji uczniowie nie odbierali jej jako nudnej, ponieważ czuli, że znajdują się we wspólnej sytuacji społecznej.
Nauczyciele uważali z kolei, że nuda jest efektem trudności zajęć, bezruchu i przymusu, a więc koncentrowali się na kwestiach związanych z dydaktyką. Ciekawą lekcję opisywali jako dynamiczną, różnorodną, z wykorzystaniem filmów, quizów czy tablicy interaktywnej.
Z tego, co mówią uczniowie, wynika, że żeby szkoła była nienudna i atrakcyjna, wcale nie trzeba kupować siedemdziesięciu tablic multimedialnych i udawać TikToka. Wystarczy pozwolić dzieciom porozmawiać ze sobą i razem popracować. To, co dzieje się na lekcji, powinno być dla nich angażujące fizycznie i intelektualnie. Dzięki temu pracują wydajniej. Taka zmiana jest naprawdę bezkosztowa.
Dzieci nudzą się też w domu. Czym różnią się doświadczenia nudy szkolnej i domowej?
Przeżywanie nudy w niewłaściwy sposób częściej zdarza się w domu. Badania pokazują, że czas ekranowy właśnie tam jest największy. Wcale nie jest tak, że dzieci same biorą do ręki smartfony – to my im je dajemy i się na to zgadzamy. Prowadzi to do uzależnień oraz do pogłębiającego się poczucia społecznej i emocjonalnej izolacji.
Socjalizujemy dzieci do tego, żeby były samotne. Potem trafiają do szkoły, która jest dla nich jedynym miejscem, gdzie mogą otworzyć do kogoś usta, bo ktoś może je usłyszy. W trakcie naszych badań prosiłam dzieci, żeby narysowały swoją nudę. Obrazy przedstawiające nudę w domu były przygnębiające.
Były na nich same?
Rysowały samotność – siebie na środku pustego pokoju, siebie z telefonem. Potem o tej samotności dużo opowiadały. A rodzice niestety coraz częściej próbują radzić sobie z nudą swoich dzieci za pomocą telefonu. Dzięki niemu kupują sobie wolny czas i święty spokój – walutą jest jednak uwaga i koncentracja dziecka, a traconym kapitałem szanse rozwojowe.
Uważam, że czas wolny dzieci spędzony na nudzie czy własnych zainteresowaniach w zasadzie nie istnieje. Kiedy dołożymy do tego helikopterowe rodzicielstwo – czyli taki model wychowania, w którym każda sekunda życia dziecka musi być zapełniona szkołą czy zajęciami pozalekcyjnymi – mamy gotową receptę na młodych dorosłych, którzy nie będą wiedzieli, czego chcą. Nie będą mieli zainteresowań, pasji i ambicji. Po takim wychowaniu mają do tego prawo. Bo kiedy mieli się tego nauczyć?
Dzięki nudzie możemy dowiedzieć się, co nas interesuje: czy chcemy czytać książki, grać na pianinie czy posiedzieć w domu i porysować. Chcemy to wiedzieć, ale przestrzeń na takie przemyślenia wypełniają algorytmy, które bez przerwy coś proponują – nie dając przy tym możliwości powiedzenia „tak” albo „nie”.
Mówi pani, że jedną z dróg wyjścia z nudy są relacje z innymi ludźmi. Czy jej brak jest przyczyną problemów w tej sferze?
Rzeczywiście, panuje deficyt relacji i wyjałowienie struktur społecznych. Z tego powodu trudniej nawiązuje się spontaniczne kontakty, ponieważ są one wynikiem naszego treningu społecznego. Takie umiejętności nabywa się w dzieciństwie, w trakcie zabaw i w grupach rówieśniczych. Dziś dzieciom bardzo trudno jest być w dynamicznej relacji rówieśniczej, bo większość grup jest sterowanych przez rodziców – powstają na zasadzie zobowiązań, takich jak obóz czy zajęcia dodatkowe. Bardzo trudno znaleźć zdrowy sposób radzenia sobie z nudą, jeśli zanika instytucja podwórka, na którym dzieci mogły samodzielnie wybierać przyjaciół.
Jedyną strukturą, w której dziecko może niezależnie nawiązywać relacje, jest szkoła. Klasa składa się z dwudziestu paru osób, wśród których znajdziemy zarówno potencjał do przyjaźni, jak i wzajemnej niechęci – czy po prostu obojętności. Współcześnie szkoła to jedyne miejsce, które może uczyć relacji społecznych. Może być miejscem socjalizacji, ale jej dramatem jest to, że nie ma na to czasu, bo trzeba przerobić materiał.
Szkoła uczy też tego, że nie zawsze w życiu jest ciekawie.
Tak. Taka lekcja nie jest przyjemna, a mimo to potrzebna. Kiedy zwiększają się nasze deficyty uwagi, a zdolność skupienia uwagi maleje, analogowa szkoła wciąż przyzwyczaja nas, że niektóre rzeczy są żmudne i nie ma w tym nic złego. Jeżeli zależy nam, żeby nasza koncentracja pozwalała nam podejmować intelektualne operacje, w szkole możemy się przyuczyć się do nudy. Nie ma w tej chwili podobnych przestrzeni.
Dzieci zachwycają mnie swoją wyobraźnią i niekonwencjonalnym sposobem myślenia. Czy odbierając im nudę, pozbawiamy je kreatywności?
Wszyscy chcą być kreatywni – zwłaszcza teraz, kiedy sztuczna inteligencja rozwija się coraz szybciej. Kreatywność jednak trzeba kształtować, tego nie da się nauczyć na kursie. Potrzebne są do tego odpowiednie składniki: pustka, czyli nuda, i zasoby własne, czyli to, co już wiem – bo nie można być twórczym w próżni. Świat bez nudy i bez pustki to świat bez kreatywności.
Podobnie jest z ciekawością, która jest efektem braku stymulacji. Człowiek, który ma wszystkiego za dużo, nie będzie ciekaw – podobnie jak człowiek, który jest przejedzony, nie będzie głodny.
Kreatywność sprzyja swobodnej zabawie. Czy jej także jest dzisiaj mniej?
Swobodna zabawa to luksus, który jest bezpłatny, ale nas na niego nie stać. Wielu rodziców kupuje tylko zabawki, które są „edukacyjne”, zapisuje dziecko na kolejne zajęcia, które mają je rozwijać. Nawet gra w piłkę musi służyć czemuś więcej niż rozrywce. Coraz rzadziej widać za to grupy nastolatków, które gdzieś razem wychodzą, albo młodsze dzieci, które bawią się swobodnie na podwórkach pod opieką rodziców.
Jeżeli popatrzymy na inne ssaki, zauważymy, że dużą część czasu, kiedy nie śpią i nie jedzą, poświęcają na zabawę. Pamiętajmy, że jesteśmy istotami społecznymi. Dzieci potrzebują momentów, w których nie są nadzorowane przez dorosłych i w których mogą się pokłócić, poobrażać, a nawet spierać o zabawkę. Swobodna zabawa polega także na tym. Dajmy dzieciom szansę na to, żeby były dla siebie i miłe, i niemiłe, a potem dajmy im radośnie i samodzielnie dojść do porozumienia.
W szkołach i przedszkolach rozumie się sens swobodnej zabawy. Pedagodzy wiedzą, że należy ją chronić, trochę jak zabytek kultury niematerialnej. Nadal jednak wyzwaniem pozostaje czas wolny w domu.
Dlaczego?
Bo z kim mają się bawić dzieci, które nie mają rodzeństwa? Z kim mają bawić się dzieci, które nie mają dziadków, albo mieszkają daleko od nich? Rodzice nie zawsze mają czas i gotowość do tego, żeby spędzić z dzieckiem na dywanie trzy godziny. Jest to też wymagające, szczególnie jeśli jest się z dzieckiem sam na sam.
To obszar, który wymaga szczególnej troski i zabezpieczenia, a nawet drobiazgowego planowania. Co zrobić, żeby zaplanować czas na swobodną zabawę, ale pozostawić ją swobodną? To paradoks, ale tego właśnie potrzebujemy. Zwłaszcza po lekcjach.
Iga Kazimierczyk
jest pedagożką, nauczycielką, badaczką edukacji i działaczką społeczną. Adiunkt w Uczelni Korczaka – Akademii Nauk Stosowanych oraz prezeska Fundacji Przestrzeń dla Edukacji. Autorka książki „Nuda szkolna i jej oblicza” oraz współautorka raportów i analiz poświęconych edukacji i sytuacji młodych ludzi.
Melania Gregorczyk
