Wesprzyj nas!

magazyn lewicy katolickiej

Każdy ma swoją szosę E-7

Stare bilety bardzo dobrze służą za zakładki książek. A czasem trafiają między ich stronice – z punktu widzenia niepamięci – zupełnie przypadkowo. Zajrzałem kilka dni temu do książki Krzysztofa Gajdy „Poza państwowym monopolem – Jan Krzysztof Kelus”, a tam, na stronie sześćdziesiątej ósmej, bilet z Łodzi Fabrycznej do Skierniewic

ilustr.: Hanna Owsińska


 

Stare bilety bardzo dobrze służą za zakładki książek. A czasem trafiają między ich stronice – z punktu widzenia niepamięci – zupełnie przypadkowo. Zajrzałem kilka dni temu do książki Krzysztofa Gajdy „Poza państwowym monopolem – Jan Krzysztof Kelus”, a tam, na stronie sześćdziesiątej ósmej, bilet z Łodzi Fabrycznej do Skierniewic (TLK, 20 złotych i 50 groszy, płatne gotówką, 66 km, 31 lipca 2011, itd.). Bilet o tyle historyczny, że ze stacji Łódź Fabryczna żadne pociągi już nie odjeżdżają i możliwe, że długo nie odjadą – stacji nie ma: totalna modernizacja. Dokąd jechałem? Do małżeństwa Matyszkowiczów, do chwili oddechu, do wiejskiego słońca.

A na stronie sześćdziesiątej ósmej książki, która przechowała wraz z biletem nieco wspomnień, dwa cytaty. Jeden z Kelusa, drugi z „Dżumy” Camusa. Pierwszy pochodzi z „Szosy E-7”, songu związanego z czerwcowymi wydarzeniami w Radomiu w 1976 roku: „Nadziei miałem bardzo niewiele / że na coś przyda się to jeżdżenie / mówiąc po prostu – raczej myślałem / że to się skończy znowu więzieniem”. Drugi to słowa doktora Tarrou: „Powiadam tylko, że są na tym świecie zarazy i ofiary i że trzeba, o ile to możliwe, nie zgodzić się na udział w zarazie. Może to wyda się panu nieco naiwne; nie wiem, czy jest to naiwne, ale wiem, że jest prawdziwe”. Gajda, który wysnuł z wersów Kelusa nieco ogólniejszych wniosków, przydatnych dla polskiej kultury, podsumowuje te dwa cytaty: „Sprzeciw wobec otaczającego zła staje się silniejszy od kalkulacji, która podsuwałaby wybór własnego bezpieczeństwa i schronienia w azyl bezkonfliktowej prywatności”.

 

W tej historii będzie sporo wątków, muszę je wydobyć z galimatiasu, ułożyć w krótką opowieść. Najpierw: skąd ten bilet? Akurat przemieszkiwałem w Łodzi, mieście, w którym powstał przed kilkunastu laty „Obywatel” (dziś „Nowy Obywatel”). A skąd bilet w książce o Kelusie? Miałem wtedy nadzieję zrobić wywiad z panem Janem. Stanęło jednak na tym, że Kelus zdecydował, iż jeśli kiedyś komuś jeszcze udzieli wywiadu, to będzie to właśnie „Nowy Obywatel”, ale póki co nie ma w ogóle ochoty na takie przygody. Ale po paru miesiącach zapytał, czy opublikujemy mu tekst… No i we właśnie wydanym, pięćdziesiątym szóstym numerze „Nowego Obywatela” wydrukowaliśmy jego artykuł. Chciał go właśnie u nas – duża rzecz. O czym tekst? Poniekąd o szosie E-7. I nowych/starych hecach z szeroko rozumianym systemem.

Tu kolejne wspomnienie. W październiku 2002 r. odbył się w Łodzi pierwszy Festiwal „Obywatela”. Gościem specjalnym był jeden z liderów ruchu alterglobalistycznego, David C. Korten. Jego obecność na Festiwalu wiązała się z wydaniem przez „Obywatela” książki „Świat po kapitalizmie. Alternatywy dla globalizacji”, którą także dziś warto czytać jako pasjonującą krytykę globalnego systemu społecznego-gospodarczego, którego słabości doświadczamy na własnej skórze. I na który odpowiedzią „po alterglobalizmie” okazały się masowe ruchy: Occupy Movement (w jego licznych odmianach) czy Oburzeni. Sam jednak zacząłem udzielać się w „Obywatelu” dobre trzy lata później. A z pierwszego Festiwalu, na którym byłem, pamiętam m.in. film dokumentalny o… Janie Krzysztofie Kelusie: „Był raz dobry świat”, w reżyserii Jerzego Zalewskiego i Mariusza Kalinowskiego. W tym roku, w październiku, odbędzie się w Łodzi kolejny z (nowo)obywatelskich festiwali, pod hasłem „Odzyskajmy demokrację!”. Będziemy się na nim zajmować m.in. demokracją gospodarczą, związkami zawodowymi, masowymi ruchami protestu, „odzyskiwaniem” miast, demokracją partycypacyjną i bezpośrednią, obywatelskimi inicjatywami ustawodawczymi. Już teraz zapraszam Redakcję i Czytelników „Kontaktu”, którym – jestem przekonany – kondycja polskiej demokracji leży głęboko na sercu.

 

Co do ostatniego numeru „Nowego Obywatela”, to jak zwykle łączy on teraźniejszość z przeszłością. Na początek polecam dwa teksty otwierające numer. Pierwszy z nich, „Skazani na śmierć” Justyny Iwańczuk i Bogusława Spodzieji, „to relacja z serii przegranych strajków pracowników firmy Investpro, które miały miejsce na budowie Pomorskiego Parku Naukowo-Technologicznego w Gdyni Redłowie od stycznia do kwietnia 2012 r. oraz strajku głodowego tychże pracowników, przeprowadzonego w Urzędzie Miasta Gdynia od 23 do 26 kwietnia br.”. Autorzy tekstu uczestniczyli w strajku, Bogusław Spodzieja był jego przedstawicielem. Wbrew kanonom sztuki, zdradzę kilka końcowych wniosków: „strajk zakończył się połowicznym sukcesem. Po pierwsze: odzyskano pieniądze, lecz stracono pracę – firma Investpro została wyrzucona z budowy. Po drugie: problem nie wyszedł poza partykularne opłotki firm uwikłanych w sprawę. Po trzecie: system skażony genetycznie zakorzenionym złem nie drgnął o jotę, co przejawia się, po czwarte, w tym, że strajkujący pracownicy Investpro znaleźli się na indeksie osób, którym zabroniony jest wstęp na te budowy w Polsce, gdzie działa i będzie działała firma Warbud. Na wszystkich bramach budowy PPNT w Gdyni Redłowie umieszczono stosowną listę. Liczy ona ponad 60 osób. W stanie wojennym między innymi tak represjonowano ludzi niewygodnych dla systemu, który w zmodyfikowanej formie istnieje nadal”. Cóż powiedzieć, mamy czerwiec 2012. Od czerwca 1976 r. minęło sporo czasu. Ustrój się zmienił, metody złagodzono, wszystko się dzieje w ramach powszechnie aprobowanego systemu demoliberalnego. Pewnie stąd znikąd nie widać nowego Komitetu Obrony Robotników. A wciąż są na tym świecie, tu i teraz, zarazy i ofiary…

Drugi z tekstów, „Czego nas nauczyło Occupy Wall Street?”, pióra Natalii Ćwik, menadżerki w Forum Odpowiedzialnego Biznesu, to analityczna opowieść o ruchu, który zdaniem autorki jest „ciekawą lekcją technik społecznej mobilizacji”. Artykuł jest – mam całkowitą pewność – najgłębszym opisem zjawiska w polskich mediach, zdecydowanie idącym w poprzek powierzchownym i stereotypowym tekstom, od jakich nie stroniła prawicowa, wysokonakładowa prasa. I znów dłuższy cytat: „Ciałem »zarządzającym« było Ogólne Zgromadzenie miasta Nowy Jork – z jego inicjatywy ruch przyjął deklarację, zawierającą klarowne wyjaśnienie przyczyn protestu i bazowe postulaty (Deklaracja Okupacji Miasta Nowy Jork z dnia 29 września 2011 r.). Deklaracja krytykuje m.in. takie praktyki, jak: dokonywanie eksmisji w wyniku braku spłaty kredytu i nielegalne przejmowanie hipotek, wspieranie przez rząd USA instytucji finansowych, wypłacanie niebotycznych premii szefom korporacji, nieprzestrzeganie praw pracowniczych i praw człowieka przez korporacje zatrudniające ludzi w krajach rozwijających się, sponsorowanie polityków przez lobbystów korporacji, patentowanie ważnych ze społecznego punktu widzenia osiągnięć naukowych (np. leków), prowadzenie działań wojennych w imię „demokracji” w innych krajach, itd.”. Co może być kompletną nowością dla polskich konsumentów nie tylko mainstreamowych mediów: „część OM o nazwie Occupy The SEC (U.S. Securities nad Exchange Commission) przedstawiła 325-stronicowy dokument: list zawierający konkretne, merytorycznie klarowne i doskonale opracowane propozycje reform, które mogą usprawnić działania systemu finansowego w Stanach. Tak wysublimowanego i zaawansowanego działania nikt się po OWS nie spodziewał”. Tak przy okazji, interesującą sprawą – choć może to intuicja zupełnie błędna – byłoby przeanalizowanie Occupy Movement za pomocą narzędzi, jakie zaproponował Antonio Gramsci czy wcześniej Stanisław Brzozowski. Zobaczyć OM oczyma filozofii czynu, zobaczyć twórcze przebudzenie mas, także w wymiarze intelektualnym – duża rzecz.

 

I na koniec pozwolę sobie polecić jeszcze jeden tekst, będzie tutaj jak znalazł – wszak „Kontakt” już na dobre zagościł w głowach publicystów innych mediów jako katolicka lewica (przyznam, że nie do końca wiem jednak, co znaczy ten termin, wraz z jemu podobnym: chrześcijański socjalizm). W każdym razie: młoda polska katolewica powinna zatem koniecznie przeczytać w „Nowym Obywatelu” artykuł księdza Edwarda Brzostowskiego, „Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”. Ksiądz Brzostowski od roku 1971 jest kapelanem Ruchu Robotników Katolickich, który wszedł skład Międzynarodowego Ruchu Robotników Chrześcijańskich, działa także na rzecz kobiet wykorzystywanych seksualnie. Krótki cytat: „Jeśli religijny mężczyzna lub kobieta, w szczególności wyznania chrześcijańskiego, zajmuje się tylko dyskusją o duchowych schorzeniach i zapomina o zwalczaniu przyczyn dehumanizujących nasze społeczeństwo, religii będzie można zarzucić to, co twierdził o niej Marks i jego uczniowie, że jest jedynie »opium dla ludu«”.

Tu postawię kropkę i odłożę między kartki książki bilet z Łodzi Fabrycznej do Skierniewic. I zanucę: „I tylko nie wiem czy będę umiał / Znowu pojechać szosą E-ileś / Gdy przyjdzie pora i co odpowiem / Gdy ktoś mnie spyta: »Gdzie wtedy byłeś?«”. Można porównać powyższą strofę z wersetem czterdziestym czwartym z dwudziestej piątej księgi Ewangelii według świętego Mateusza. Bo każdy ma swoją szosę E-7, skoro są na tym świecie zarazy i są ofiary. Trzeba, o ile to możliwe, nie zgodzić się na udział w zarazie. Może to nam wszystkim wydaje się nieco naiwne. Chyba to rzeczywiście naiwne, ale wiem, że jest prawdziwe.

 

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Jesteśmy magazynem i środowiskiem lewicy katolickiej. Piszemy o wykluczeniu, sprawiedliwości społecznej, biedzie, o współczesnych zjawiskach w kulturze, polityce i społeczeństwie. Potrzebujemy stabilnego finansowania – możesz nam w tym pomóc!
Kościół i lewica się wykluczają?
Nie – w Kontakcie łączymy lewicową wrażliwość z katolicką nauką społeczną.

I używamy plików cookies. Dowiedz się więcej: Polityka prywatności. zamknij ×