Wesprzyj nas!

magazyn lewicy katolickiej

Każdy dzień zaczyna się od czytania, kto zginął – dziennik wojenny z Kijowa

Pomysł, że będziecie raczej pomagać uchodźcom niż armii, ponieważ uważacie się za pacyfistów, oznacza, że macie przywilej nie myślenia o tym, czym jest ta wojna, i że ktoś już zapłacił swoim życiem za wasze bezpieczeństwo.
Każdy dzień zaczyna się od czytania, kto zginął – dziennik wojenny z Kijowa
Ilustr.: Stanisław Gajewski

Publikujemy czwartą część dziennika wojennego Asi Bazdyrievej, ukraińskiej artystki, historyczki sztuki, członkini duetu artystycznego Geocinema, która od ataku Rosji na Ukrainę pisze z Kijowa o codziennym doświadczeniu wojny. Oryginalny dziennik można śledzić na instagramie. Tekst przetłumaczył Filip Kania, będziemy go aktualizować w kolejnych tygodniach.

***

11.04.2022, dzień 47

Myślę o zablokowanym Mariupolu, jestem zdruzgotana – dziesiątki tysięcy umierających ludzi. Żołnierze bez jedzenia, bez wody, bez środków do walki. Rozmawiałam ze znajomą, której mąż, też znajomy, jest tam w marynarce; rozmawiałam z innym znajomym, którego znajoma też tam jest. Rozmowy są krótkie – wciąż żyją czy nie. To jest nie do zniesienia. To jest po prostu nie do zniesienia.

***

12.04.2022, dzień 48

Każdego roku jest taki moment, tuż przed tym, jak Kijów wkroczy w maj i w pełni rozkwitnie, kiedy pogarsza się pogoda, jest strasznie – sprawdza twoją wytrzymałość po wielu miesiącach zimna. Czułam się gorzej, fizycznie i psychicznie, raczej nie wychodziłam na zewnątrz, musiałam również przemyśleć wiele spraw, chowałam się pod kocem, w końcu przyznając, jak wiele przeszłam/przeszliśmy.

Wszystkie rozmowy z S. ostatecznie prowadziły do tego co nazywamy „pracą bycia świadkiem”, co często uznane jest za oczywiste, a wyczerpuje nie tylko z uwagi na naturę zdarzeń, jakie znosimy, ale również poprzez niedelikatne prośby lub zwyczajne wiadomości, na wiele z których po prostu przestałam odpowiadać.

Mówimy sobie nawzajem, żebyśmy o siebie dbały, odpoczywały, i wierzymy, że to robimy, ale wojna jest tu, na długo i na zawsze, nawet w chwilach radości.

„Ta praca wymaga wiele od ciebie, zabierze ci sen, da ci koszmary, będziesz przez nią płakała, będziesz czuła się chora, będziesz miała mdłości, czuła obrzydzenie, złość, furię i będziesz się czuła głęboko, głęboko bezsilna”. S.

N. jedzie do Buczy, żeby ułatwić pracę dziennikarzy, ostrożnie zadaję pytania.

N [4/10/22 20:59]:

„właśnie wróciłam, nie przetrawiłam jeszcze tego, co widziałam, ale skala robi wrażenie

nie ma ani jednego żywego miejsca, jakby w każdym domu byli martwi, każdy dom został trafiony

miasto jest okaleczone

zwłoki zostały już usunięte, ale duch śmierci i fragmenty ciał są wszędzie – krew, prześcieradła, w które zawinięte były zwłoki, rozkopane masowe groby”.

A [4/10/22 23:44]:

„okropne. odpocznij trochę”.

N [4/10/22 23:58]:

„cóż, jest światło

ci, którzy przetrwali, mają w oczach blask i tak wiele życia

i, och, radzą sobie”.

A [4/10/22 23:58]:

„Myślisz, że ludzie będą chcieli tam dalej mieszkać?

w Niemczech w tak zbombardowanych miejscach zebrano cały gruz i robiono z niego wzgórza i parki. Bucza stała się miejscem symbolicznym, o którym wszyscy wiedzą…”.

N [4/11/22 00:01]:

„ludzie już tam żyją”.

N [4/11/22 00:02]:

„Zadzwonię do nich jutro, niektórzy myślą, że wciąż nie mogą wyjechać – kiedy tak nie jest

wiele osób pali ogniska i gotuje na ulicy

nie ma gazu, wody, elektryczności

ale ludzie nadal żyją – i cieszą się, że Rosjanie zostali wyparci”.

***

15.04.2022, dzień 51

Pierwszy mąż mojej koleżanki z pracy zginął w 2014. Jej drugi mąż został zabity w marcu. Dzisiaj był pogrzeb, w którym nie mogła wziąć udziału: podróż z miejsca, w którym teraz opiekuje się dziećmi, zajęłaby kilka dni, a czas jest luksusem, na jaki nas nie stać.

Mówimy tu, że wojna Rosji przeciwko nam trwa już 8 lat, 51 dni i kilka wieków. Widzę śmierć najlepszych z nas, ludzi, którzy żyli i kochali. Żałoba nie wystarczy, opłakiwanie nie wystarczy. Zdrętwiałam, kiedy elegancki magazyn piszący o sztuce opublikował artykuł, w którym osoba z Zachodu mówi, że to są „symulakra wojny”, „to jest zbyt zapośredniczone”, to jest „wojna, która się nie wydarzyła”.

***

17.04.2022, dzień 53

Dzisiaj rozmawiałam z D.

Przez kilka tygodni nikt nie wiedział, czy wciąż żyje – cała jej rodzina żyła w Mariupolu i sąsiednich wioskach. Później, w połowie marca, znajomy napisał, że żyje, tylko że została przymusowo deportowana do Rosji. Dla jej bezpieczeństwa zostałam poproszona o usunięcie wszystkich rozmów z D. Ten znajomy zdołał przechwycić D. i część jej rodziny i szybko przewieźć ich do Estonii. Część rodziny wciąż tam jest: ci, którym nie udało się wydobyć dokumentów ze zniszczonych domów.

D. była bardzo cicha cały ten czas, chociaż skrupulatnie udzielała wywiadów dziennikarzom, aż zdała sobie sprawę, że potrafią być naprawdę nieuważni na to, co przechodziła, i traktować jej ból jako zasób. Następnie wczoraj opublikowała zdjęcie, na którym była ze swoim dziadkiem. I napisała swoją historię po angielsku, ponieważ było to dalece zbyt bolesne – napisać takie rzeczy w języku ojczystym. Myśli o jego ukochanych roślinach i drzewach w ogrodzie, nie wie, czy wciąż żyje, wie, że wszystkie domy dookoła są zniszczone i że ludzie, którzy opuścili wioskę, powiedzieli jej, że kiedy przyszli Rosjanie, dom wciąż stał, ale brama była szeroko otwarta i nikogo tam nie było.

Dzisiaj D. wysłała mi zdjęcie jej dziennika. Był 15 marca (dzień, w którym Rosjanie przyszli do ich schronu). Napisała:

„Dzisiaj widziałam Asię we śnie… rozmowy o wystawach i ciastach czekoladowych. Obudziłam się o 5 rano z powodu eksplozji. Najpierw nie mogłam zrozumieć, gdzie jestem. Później byłam zaskoczona, zdałam sobie sprawę, że wciąż pamiętam poprzednie życie, że wciąż może wracać do mnie w snach”.

„To był tak ciepły sen” – powiedziała mi dzisiaj – „przez dłuższą chwilę później czułam jednocześnie przyjemność i ból”.

Pośród wielu innych rosyjskich zbrodni wojennych, przymusowe deportacje ludzi będą uznane za ludobójstwo.

skrin z twittera Timothiego Snydera, komentarz do udostępnionego twitta Kevina Rothrocka:

„Rosyjska senator Lilia Gumerova jest przerażona tym, że wiele ukraińskich dzieci z «wyzwolonych terytoriów» nie mówi płynnie po rosyjsku. Obiecuje szkoły letnie, żeby wyzwolić ich języki. (Chciałbym, żeby ktoś wyzwolił ją i jej towarzystwo do trybunału sądzącego zbrodnie wojenne.):

Rozdzielane dzieci i rodziców, odzieranie ich z ich kultury jest ludobójstwem według definicji Art. II Sekcji E Konwencji o Ludobójstwach z 1948 roku”.

Jeżeli chcecie wesprzeć D., poniżej jej PayPal:

da1274ge-s@student.lu.se

***

22.04.2022, dzień 58

Zatem w końcu dotarłam do S. Podróż na południe z Kijowa zajęła około dziewięciu godzin. Jeżdżenie teraz pociągami to osobny genre: jeżeli pociąg odjeżdża po godzinie policyjnej, należy dotrzeć na stację wcześniej i czekać tam godzinami. Jeżeli pociąg przyjeżdża na stację po godzinie policyjnej, należy zostać na stacji na noc albo zdobyć specjalne pozwolenie na przemieszczanie się autem w nocy. Czekanie na dworcu jest niepokojące, dworce zawsze uważane są za cele.

Wszystkie pociągi są spóźnione. Jeżdżą wolniej. Wszystkie okna są zaciemnione. Trasy są zmieniane. Kiedy pokrywają się z alarmami bombowymi, przyjeżdżają i odjeżdżają w kompletnej ciemności.

Jaki dzisiaj jest dzień? Nie jestem zagubiona, jestem pusta.

Ostatnie kilka dni próbowałam odzyskać mój sen za pomocą silnej medytacji; poza tym rozmawiałam z S. i głównie pisałam. Jednak wciąż brakuje mi słów, żeby tu napisać. Syreny wyją, ale jest cicho. Teraz już rzadko dostaję wiadomości z pytaniem, jak się mam. Rozumiem, że ludzie nie chcą rujnować sobie dnia i czuć się winni, że żyją swoimi życiami. Bezpieczniej unikać niewygodnych uczuć, a ty, Asia, nie musisz się spieszyć.

A teraz, kiedy wytworzył się pewien dystans między początkowym szokiem i interpretacją – przepaść staje się głębsza i ciemniejsza. Ziemia i ludzie są brani za jedno i są tu, aby umrzeć; niektórym wciąż oferowana będzie podwózka, inni – staną się niewygodni ze swoimi głosami, westsplainowani i gaslightowani, będzie im mówione: uciekaj, poddaj się, bądź pokorna!

Rozmawiałyśmy o Chomskim. Ucieleśnia on to, czego nie znoszę w zachodnim zmęczeniu ukraińskim oporem: jak ktoś, kto zrobił karierę na krytyce instytucji władzy, dostosowuje się do nich, żeby ocalić swoją teorię. To chore, że ludzie i z lewicy, i z prawicy uważają, że są uprawnieni do wydawania sądów o tym, co Ukraina powinna i czego nie powinna robić. Ludzie, którzy są tak nieświadomi swojego kolonialnego spojrzenia, że uważają, że są uprawnieni do formułowania opinii bez zwracania uwagi na głosy z terenu, którzy z założenia wierzą zachodnim mediom i umyślnie słuchają rosyjskiej opozycji, i to jest to, jak myślą, że czegoś się dowiedzą o Ukrainie, która, jak sądzą, nie wie, „co jest naprawdę”. Już od dwóch miesięcy krzyczę – przemocowiec jest tu! – na próżno. Ci, którzy sami nazwali się filarami światowej demokracji, mówią mi: uspokój się, dziecino, co ty wiesz o rzeczywistości…

skrin z twittera Svitlany Matviyenko:

 „Rozpoznajemy huragany panie Chomski, znacznie lepiej, niż potrafi sobie pan to wyobrazić z daleka. Ale nie zaczniemy ich lubić tylko dlatego, że to «rzeczywistość świata» zgodnie z pańską teorią, która jest wszystkim, czego już nie może pan obronić…

Nowa rzecz w kaskadzie rzeczy stających na głowie w ostatnich miesiącach: filozof, który swoją reputację zbudował na rozpoznawaniu aparatów władzy wytwarzających przyzwolenie, radzi krajowi walczącemu z faszyzmem, aby się na ten faszyzm zgodził”.

***

24.04.2022, dzień 60

Wielkanoc.

<kilka zdjęć, skrin z wiadomości: u nas w porządku, dalej tekst po ukraińsku>

szłam ulicą, słuchając syren wyjących w całej Ukrainie. są tak nie na miejscu na tle tego pierwszego pięknego ciepłego dnia, kiedy po wczorajszych deszczach raptem wszystko stało się zielone. szłam przez stary ogród dendrologiczny i nowoczesne wille i zastanawiałam się, no, kto tym razem. później zawyły głośniej, zaczęłam uciekać, wróciłam do domu. przed wejściem do domu dostałam wiadomość od taty „u nas w porządku”. później nastąpiło dwadzieścia bardzo długich sekund w windzie, bez zasięgu i potem powiadomienia od mamy „widziałam rakietę”. nie pamiętam, ile robię niebezpiecznych rzeczy podczas syren. tym razem nalałam sobie czerwonego wina i zeszłam na dół. czekam na odwołanie alarmu. wielkanoc.

***

25.04.2022, dzień 61

„Trwają prace nad stworzeniem tymczasowych mostów w kijowskiej oblasti”.

***

29.04.2022, dzień 65

(Są urodziny Mayi Deren)

Wieczór wielkanocny w zeszłą niedzielę został spędzony w gronie znajomych znajomych. Ponieważ był to jeden z pierwszych ciepłych dni, zebraliśmy się wokół ogniska u kogoś na podwórku. Wszystkie te próby świętowania czegokolwiek, co jest do świętowania (urodziny, Wielkanoce, inne okazje) mają w sobie obcość. Zawsze pozostaje w domyśle wyjaśnienie, dlaczego każde z nas jest tu, gdzie jest. Szczególnie mężczyźni, którzy albo nie są na wojnie, albo są w obronie terytorialnej, albo w którymś momencie pojadą na front.

Przy dźwięku syren albo w oczekiwaniu na nie, wcześniej czy później, wszystko jest w relacji do wojny i zawsze, zawsze, z myślą o tych, które są mniej bezpieczne, wyczerpane, nie dają się, są zagrożone. Po pierwszej kolejce wiedzieliśmy, kto co robi w tym mieście. Kiedy wciąż rozmawialiśmy o sprawach związanych z wojną, jeden młody mężczyzna, siedzący obok ogniska, poprosił, żebyśmy przestali. Dowiedziałam się, że jego brygada ma być następna w kolejce na Wschód – najcięższy z frontów, czyste piekło. Znamy wielu, którzy nie wrócili.

Resztę wieczoru spędziliśmy więc słuchając muzyki, ta mała grupa miała dobry muzyczny gust. Słuchaliśmy Nara Leao, rozmawialiśmy o latach 60., 70., 80., o ukraińskim funku, o Giorgio Moroderze, o Patryku Cowley’u i o disco. I siedziałam tam, ciesząc się chwilą ze wszech miar wyjątkową, i krwawiłam w środku, czując, że nasze życia są nam odbierane.

Moja błyskotliwa współpracowniczka, Darya Tsymbalyuk, której ojciec jest teraz na froncie, napisała, że imperializm operuje poprzez wymazywanie. I jeżeli jest jedno słowo opisujące to, co się dzieje, to: wymazanie. Wymazanie materialnych światów, wymazanie czasu, wymazanie w innych okolicznościach skomplikowanego scenariusza tego, co to znaczy być człowiekiem. Kiedy przechodzę chwile rozpaczy, S. mówi: <po ukraińsku> „pamiętaj, nie jesteśmy nikomu potrzebni”.

Mówi również:

„Zakochiwanie się nie ma żadnego sensu, dopóki nie wypełni całkowicie twojej przestrzeni”.

Przynajmniej wiosna jest po naszej stronie.

***

03.05.2022, dzień 69

Długie spacery, by nie zwariować. Pierwszego dnia przyjaciółka napisała, że życzy nam wszystkim, żebyśmy byli w stanie przejść przez ten trudny czas z głęboką godnością.

Podarowałam sobie kwiaty jako przypomnienie.

***

05.05.2022, dzień 71

Tymczasem osiągnęłam zadowalające zrozumienie słowa „autentyczny”. Pomyślałam, że autentyczny jest każdy, kto spełnia swoje pragnienia, nie czyjeś inne (lives up to ones desires). Tak, wiem jak wytwarzane są pragnienia, wiem, że każde jedno jest celowe i zaplanowane (premeditated). Jednak zadanie w tym, żeby rozpoznać to, co twoje, przyjąć to, żyć z tym (to claim it, to own it).

I jeżeli w „normalnym” życiu znacznie łatwiej zautomatyzować nasze pragnienia (desiring self) do obowiązującego porządku, dostosować się do niego, przekonać siebie – teraz, w szczelinie między światem a rzeczywistością, cokolwiek było znormalizowane, jest zawieszone, nie ma sensu się ukrywać, nie ma sensu uciekać. Uznać, że to, co twoje, jest zarazem wyzwaniem i pokusą.

N. napisała do mnie list, w którym powiedziała:

„W pewnym sensie czuję się jak płód w wodzie. […] Wojna coś ze mnie wyciągnęła, coś, co próbowałam schować gdzieś (pocket/wyprzeć?), rozwijając swoją osobowość bez tego. Ale teraz widzę, że to już niemożliwe, to po prostu tak nie działa”.

Pomyślałam, że wojna wyzwala za cenę dewastacji (zniszczenia), chcesz tego czy nie, ale wciąż możesz dokonywać wyborów, to już na tobie (tylko twoje).

***

07.05.2022, dzień 75

Zanim spotkałam się z M. na brunch wczoraj, pomyślałam, że to dobry dzień na wyjazd. Perspektywa 9 maja zupełnie skolonizowała moją głowę. Niezależnie, czy będzie atak na Kijów, czy nie, spekulacje o możliwej bombie atomowej albo zintensyfikowanym ostrzale już powodują realne szkody, z których żadna nie jest hipotetyczna.

Tymczasem nigdy nie widziałam tak pustego Kijowa. Pejzaż akustyczny jest kojący: słyszę subtelny gwar ludzi na spacerze i w kawiarniach, ptaki, rowery, pogawędki. Zawsze jest pusto na początku maja, ale teraz jest maj, minus wojna, minus oczekiwanie na 9 maja.

Czas jest zawieszony. Nawet jeżeli udajesz, że robisz coś zwyczajnego, jak wiosenne porządki albo dbanie o roślinę, cały czas jesteś owinięty w materiał wojny poprzez nowe rutyny kontroli, rozkazów i komunikacji. Siedzimy w parku, jest postapokaliptycznie. Wakacje, powiedziałam.

Hipnotyzuje mnie to, kiedy próbuję nazwać moją dziwną relację z tym miastem po tym, jak zostawiłam je na dobre w 2015. Czasami zastanawiam się, czy to jest sytuacja jak z Kafką, czującym że Praga trzyma go silnie jak (kruk?) w swoich szponach. Nie przynależę tu, ale Kijów ma nade mną władzę, której wybieram się poddawać. Tu spędzam wszystkie swoje pomiędzy.

Popęd śmierci należy do rdzenia rosyjskiej nekrofilnej natury, posypanej tanim symbolizmem. Kto chciałby umrzeć w taki dzień? M. powiedziała: „Zauważyłaś, że atakują dworce o zmierzchu? Jakby był tam ten jeden zboczeniec, który nie może znieść, że przeżyliśmy kolejny dzień”.

Radość tego dnia jest nasza. Wypiłyśmy po dwa kieliszki wina musującego i postanowiłyśmy założyć mafię w Szwajcarii. Trzymajcie mnie za słowo.

Nie mogłam spać do 7 rano. Syreny wyły krótko, ale dziko. Rano wysłałam kondolencje do sześciu różnych osób.

Myślałam, że ci, którzy zostają w mieście na 9 maja, są albo bardzo odważni, albo nie mogą wyjechać. Zapytałam taksówkarza, do której grupy należy. Do żadnej. Naprawdę wierzy, że Rosjanie nie krzywdzą cywili; zaczął narzekać na miejskie urządzenia wojenne. Uważa się za zakładnika w bitwach, z którymi nie ma związku. Nie kłócę się, podejrzewam, że jest uparcie niezadowolonym starszym panem.

W ogromnym hallu kijowskiego dworca jest cicho jak w katedrze włodzimierskiej. Wsiadam do pociągu, okna są zaciemnione jak zwykle teraz, myślę, że zostało jeszcze kilka godzin do świtu.

***

14.05.2022, (dzień 82 – to notatka, nie część dziennika)

Notatka na marginesie:

Każdy dzień zaczyna się od czytania, kto zginął. Znajomi znajomych, mężowie znajomych, żony znajomych, synowie, córki, partnerzy, bliscy – ludzie, którzy w innych warunkach cieszyliby się życiem, ale zostali zabici przez Rosjan. Każdego dnia zastanawiam się, jak to napisać i wybieram nie – krótki moment uwagi medialnej nie odda sprawiedliwości nikomu z nas.

Jednakże. O czym czuję, że muszę pisać i co będę dalej robić, to wspieranie tych, którzy aktywnie walczą i tych, którzy cierpią z powodu konsekwencji rosyjskiej inwazji. To najmniej, co każdy może i powinien zrobić. A ponieważ moim prawdziwym kapitałem jest kapitał społeczny, a ta strona zyskała taką widoczność, będę udostępniać zbiórki. Zapewniam was, że wszystko, co tu udostępniam, pochodzi od osób, którym wierzę w 100%, sama wpłacam na te zbiórki.

W skrócie, to jest notatka, w której mówię, jakie jest moje stanowisko i że spersonalizowane wsparcie jest ważne. Można mieć wrażenie, że Ukraina dostaje wiele jako państwo. Przez lata mówiłam, że siła Ukrainy – nie jako państwa, ale jako wielości – leży w zdolności do samoorganizacji, szczególnie, kiedy trzeba bronić naszego prawa do życia w pokoju. I dokładnie dlatego Ukraina wciąż się trzyma – wielość, nie prezydent.

Ważne: musimy wspierać tych, którzy są na liniach frontu. Pomysł, że będziecie raczej pomagać uchodźcom niż armii, ponieważ uważacie się za pacyfistów oznacza, że macie przywilej nie myślenia o tym, czym jest ta wojna i że ktoś już zapłacił swoim życiem za wasze bezpieczeństwo. I nie mówię tylko o Ukrainie jako ludzkiej tarczy w tym momencie, ale o dobrobycie „pierwszego świata”, który opiera się na rzeziach gdzieś indziej. Ludzie umierają cały czas i dzięki temu pacyfiści mogą wybierać, czy iść na protest klimatyczny przed czy po brunchu. Może to jest coś, co ukraiński pisarz też by zrobił, ale został postrzelony w plecy przez Rosjan.

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Jesteśmy magazynem i środowiskiem lewicy katolickiej. Piszemy o wykluczeniu, sprawiedliwości społecznej, biedzie, o współczesnych zjawiskach w kulturze, polityce i społeczeństwie. Potrzebujemy stabilnego finansowania – możesz nam w tym pomóc!
Kościół i lewica się wykluczają?
Nie – w Kontakcie łączymy lewicową wrażliwość z katolicką nauką społeczną.

I używamy plików cookies. Dowiedz się więcej: Polityka prywatności. zamknij ×