Internetowy magazyn katolewicy spo┼éecznej. Piszemy o ┼Ťwiecie, czerpi─ůc inspiracje z nauki spo┼éecznej Ko┼Ťcio┼éa

Katarzyna Herbert: Jak za┼Ťniesz, to koniec

Zbyszek nie by┼é stary. Mia┼é 74 lata, kiedy umar┼é, ale jego umys┼éowo┼Ť─ç do ko┼äca pozosta┼éa otwarta i nadzwyczaj m┼éoda. On si─Ö nie zestarza┼é. Po prostu si─Ö nie zestarza┼é - m├│wi Katarzyna Herbert.

Ilustr.: Maria Collin


Wywiad pochodzi z numeru ÔÇ×Polska na eksportÔÇŁ (ÔÇ×KontaktÔÇŁ 17/2011).
On wyklucza┼é, odrzuca┼é t─Ö materialn─ů stron─Ö osoby ludzkiej ÔÇô o walce dw├│ch sprzeczno┼Ťci: si┼éy umys┼éu i s┼éabo┼Ťci cia┼éa, kt├│ra kszta┼étowa┼éa ostatnie lata ┼╝ycia Zbigniewa Herberta, opowiada wdowa po poecie
Z Katarzyn─ů Herbert rozmawia Jan Suffczy┼äski
 
Jak prze┼╝ywa┼é swoj─ů staro┼Ť─ç Zbigniew Herbert?
Bardzo trudno jest mi m├│wi─ç o staro┼Ťci Herberta. Cz┼éowiek staje si─Ö stary wtedy, kiedy niedo┼é─Ö┼╝nieje. Mo┼╝na powiedzie─ç, ┼╝e w ostatnim okresie ┼╝ycia Zbyszek by┼é kalek─ů, bo jego cia┼éo by┼éo zniszczone chorobami, kt├│re gn─Öbi┼éy go przez d┼éugie lata. To, co go zniszczy┼éo przede wszystkim, to choroba p┼éuc. Ale nie by┼é stary. Mia┼é 74 lata, kiedy umar┼é, ale jego umys┼éowo┼Ť─ç do ko┼äca pozosta┼éa otwarta i nadzwyczaj m┼éoda. On si─Ö nie zestarza┼é. Po prostu si─Ö nie zestarza┼é.
 
Co to znaczy?
By┼éa na przyk┼éad taka historia. W ostatnim okresie ┼╝ycia Zbyszek nie m├│g┼é chodzi─ç ze wzgl─Ödu na problemy z kr─ů┼╝eniem i wynikaj─ůce z tego b├│le n├│g. Ale chcia┼é pisa─ç o Grecji, o wojnie peloponeskiej. I zorientowa┼é si─Ö, ┼╝e do Grecji mo┼╝na w miar─Ö tanio polecie─ç samolotem w ramach tak zwanego last minute. Przysz┼éo mu do g┼éowy, ┼╝e mnie tam wy┼Ťle. Nie by┼é tam od dawna i chcia┼é, ┼╝ebym ja jemu zrelacjonowa┼éa, jak tam jest, ┼╝ebym sz┼éa tropami, kt├│rymi on szed┼é. Chcia┼é, ┼╝eby mu przywie┼║─ç obraz Grecji widzianej chocia┼╝ oczami kogo┼Ť drugiego. Nie pragn─ů┼é tego dla siebie. Chcia┼é pisa─ç. Nie mog┼éam mu wyt┼éumaczy─ç, ┼╝e nie mam go z kim zostawi─ç. A nie m├│g┼é zosta─ç sam. Wi─Öc pr├│bowa┼éam odmawia─ç, a on oburza┼é si─Ö na mnieÔÇŽ
 
Zgodzi┼éa si─Ö pani na wyjazd?
Tak mnie m─Öczy┼é, ┼╝e w ko┼äcu posz┼éam do biura podr├│┼╝y. Powiedzia┼éam bardzo szczerze, ┼╝e m├│j m─ů┼╝ chce, ┼╝ebym pojecha┼éa do Grecji, ale ja nie jestem pewna, czy to b─Ödzie mo┼╝liwe. Um├│wi┼éam si─Ö, ┼╝e prawdopodobnie odnios─Ö bilet, ale musz─Ö go mie─ç, ┼╝eby pokaza─ç mojemu m─Ö┼╝owi. By pokaza─ç, ┼╝e jednak uleg┼éam jego namowom.
 
I pojecha┼éa pani do Grecji?
Nie, nie pojecha┼éam. Musia┼éam sk┼éama─ç. Przynios┼éam mu ten bilet, ale powiedzia┼éam, ┼╝e poniewa┼╝ ┼║le si─Ö czuj─Ö, to musz─Ö przed wylotem p├│j┼Ť─ç do lekarza, kt├│ry zdecyduje, czy mog─Ö polecie─ç, czy nie. No i nie posz┼éam, ale powiedzia┼éam Herbertowi, ┼╝e lekarz mi absolutnie podr├│┼╝y zabroni┼é. On si─Ö pewnie domy┼Ťla┼é, ┼╝e u ┼╝adnego lekarza nie by┼éam, ale dalej ju┼╝ o tym nie rozmawiali┼Ťmy.
 
Wyobra┼╝am sobie, ┼╝e by┼éa to dla pani bardzo trudna sytuacjaÔÇŽ
To by┼éy jedne z najokropniejszych chwil mojego ┼╝ycia z Herbertem. Ale on nie chcia┼é niczego z┼éego! Chcia┼é pisa─ç. On przez ca┼ée ┼╝ycie, je┼╝eli pragn─ů┼é do czego┼Ť dotrze─ç, co┼Ť odnale┼║─ç, co┼Ť zobaczy─ç, to nie by┼éo przeszkody, kt├│ra mog┼éaby go do tego zniech─Öci─ç.
Pan pyta, jak wygl─ůda┼éa jego staro┼Ť─ç. Ja nie widzia┼éam staro┼Ťci u tego cz┼éowieka, nigdy jej nie widzia┼éamÔÇŽ! Do ko┼äca by┼éa w nim ta ch─Ö─ç zobaczenia wszystkiego, dotkni─Öcia wszystkiegoÔÇŽ W ka┼╝dej chwili, w kt├│rej poczu┼é si─Ö troch─Ö lepiej. Si┼éa woli trzyma┼éa go przy ┼╝yciu.
 
Nie dopuszcza┼é my┼Ťli, ┼╝e stan zdrowia, zm─Öczenie mog─ů go ogranicza─ç?
Opowiem panu jeszcze jedn─ů histori─Ö. To by┼éo zaraz po prze┼éomie ÔÇś89 roku. Herbert wyszed┼é ze szpitala po jakiej┼Ť operacji, by┼é strasznie s┼éaby, okropnie schud┼é. Ale wbrew zaleceniom lekarza zdecydowa┼é, ┼╝e na zaproszenie wydawcy pojedzie do Madrytu, bo tam wychodzi┼é w┼éa┼Ťnie tomik jego wierszy. I pojechali┼Ťmy do tego Madrytu z Pary┼╝a, w kt├│rym wtedy mieszkali┼Ťmy. A podr├│┼╝ by┼éa zupe┼énie szale┼äcza.
 
Dlaczego?
Zacz─Ö┼éo si─Ö od tego, ┼╝e stan─Öli┼Ťmy na granicy hiszpa┼äskiej, bo okaza┼éo si─Ö, ┼╝e nie mo┼╝emy jej przekroczy─ç bez wizy. Trzeba by┼éo cofn─ů─ç si─Ö do najbli┼╝szego konsulatu polskiego we Francji. Czekali┼Ťmy tam dob─Ö, a potem by┼éa d┼éuga podr├│┼╝ przez Pireneje. Okropne g├│ry; koszmarne i ponure. Hiszpania to nie jest kraj mojej mi┼éo┼ŤciÔÇŽ W ka┼╝dym razie dojechali┼Ťmy o godzinie jedenastej w nocy do Madrytu. Nikogo nie znali┼Ťmy. Nie by┼éo nikogo, kto by na nas czeka┼é, kto m├│g┼éby nam pom├│c. Cho─ç praktycznie nie mieli┼Ťmy pieni─Ödzy, wzi─Öli┼Ťmy taks├│wk─Ö, ┼╝eby znale┼║─ç hotel. Taks├│wkarz wozi┼é nas po ca┼éym Madrycie, a p├│┼║niej i naoko┼éo miasta, i nigdzie nie by┼éo miejsca, ┼╝eby g┼éow─Ö sk┼éoni─ç. Wreszcie Zbyszek powiedzia┼é do niego: ÔÇ×Niech pan nas zawiezie na policj─Ö i tam zostawiÔÇŁ.
 
Sp─Ödzili pa┼ästwo noc na posterunku policji?
Nie. Taks├│wkarz powiedzia┼é, ┼╝e za nic na policj─Ö nie pojedzie. Jemu si─Ö prawdopodobnie wydawa┼éo, ┼╝e b─Ödzie musia┼é o czym┼Ť ┼Ťwiadczy─ç. Wtedy Herbert powiedzia┼é: ÔÇ×To niech pan jedzie do szpitalaÔÇŁ. I wyl─ůdowali┼Ťmy w szpitalu, olbrzymim miejskim szpitalu, na ostrym dy┼╝urze. Masa ludzi, masa chorych, siedz─ůcych ca┼éymi rodzinami. To by┼éo co┼Ť nieprawdopodobnego. W olbrzymiej poczekalni nie by┼éo w┼éa┼Ťciwie na czym siedzie─ç, by┼éy tylko takie plastikowe sto┼éeczki. Lekarz, kt├│ry Herberta przyjmowa┼é, widzia┼é, ┼╝e to jest cz┼éowiek chory. Kiedy zabra┼é Zbyszka na badanie, ja przez sekund─Ö usiad┼éam na tym sto┼éeczku i pomy┼Ťla┼éam: ÔÇ×Matko Boska, co my zrobimy dalej? Co b─Ödzie dalej?ÔÇŁ. Mia┼éam nadziej─Ö, ┼╝e zatrzymaj─ů Zbyszka na noc. Niestety lekarz, bardzo sympatyczny zreszt─ů, powiedzia┼é: ÔÇ×Nie ma takiej mo┼╝liwo┼Ťci. Prosz─Ö zobaczy─ç, co si─Ö tutaj dziejeÔÇŁ. Sp─Ödzili┼Ťmy wi─Öc noc w tamtej poczekalni. Obok jakie┼Ť wrzaski, krzyki, pijani bili si─Ö ze sob─ůÔÇŽ Padali┼Ťmy wprost ze zm─Öczenia. Kiedy zasypia┼éam, Zbyszek ci─ůgn─ů┼é mnie i m├│wi┼é: ÔÇ×Jak za┼Ťniesz, to koniecÔÇŁ. Wreszcie o ┼Ťwicie wyszli┼Ťmy na zewn─ůtrz. I do muzeum, oczywi┼Ťcie.
 
Do muzeum?!
No tak, do Prado. To by┼é ca┼éy Zbyszek.
 
Po nieprzespanej nocy?
Zupe┼énie nieprzespanej. Ale Zbyszek chcia┼é dotrze─ç do obrazu Prz─ůdki Vel├ízqueza. Gdy znale┼║li┼Ťmy si─Ö pod muzeum, by┼éa mo┼╝e sz├│sta rano. Obok by┼é otwarty jaki┼Ť bar. Prawie sko┼äczy┼éy si─Ö nam pieni─ůdze i jedyne, na co by┼éo nas sta─ç, to jeden rogal i kawa. Zbyszek by┼é zdecydowany siedzie─ç tam dop├│ty, dop├│ki nie otworz─ů Prado. Gdy w ko┼äcu o dziewi─ůtej otwarto muzeum, Zbyszek, biedactwo, ledwo szed┼é. W ┼Ťrodku by┼éy w├│zki inwalidzkie i na w├│zku zacz─Ö┼éo si─Ö zwiedzanie. Dotar┼é do tego Vel├ízqueza, na kt├│rym mu zale┼╝a┼éo, a potem pojecha┼é na g├│r─Ö, ca┼éy czas na w├│zku, do Goyi.
 
Zwiedzali pa┼ästwo Prado przez ca┼éy dzie┼ä?
Mo┼╝na tam by┼éo siedzie─ç ca┼éy dzie┼ä, ale nie mieli┼Ťmy ju┼╝ na to si┼éy. My┼Ťmy byli bez jedzenia, bez piciaÔÇŽ Na szcz─Ö┼Ťcie w muzeum by┼é o┼Ťrodek lekarski. Jak zobaczyli Zbyszka takiego zmarnowanego, to po┼éo┼╝yli go za parawanem na ┼é├│┼╝ku lekarskim, a on natychmiast zasn─ů┼é. Zadzwonili┼Ťmy do wydawcy. Kiedy przyjecha┼é i zobaczy┼é Zbyszka le┼╝─ůcego z otwartymi ustami, to si─Ö przerazi┼é, bo Herbert wygl─ůda┼é jak nie┼╝ywy. Ale Zbyszek po obudzeniu by┼é pe┼éen ┼╝ycia, nabra┼é nowej energii do dzia┼éania i powiedzia┼é, ┼╝e wszystko jest w porz─ůdku.
Wydawca umie┼Ťci┼é nas w hotelu. Potem odwiedzili┼Ťmy jego ksi─Ögarni─Ö. Oczywi┼Ťcie Zbyszek za nieprzytomne pieni─ůdze, kt├│rych nie mia┼é, kupowa┼é ksi─ů┼╝ki. Ja m├│wi─Ö: ÔÇ×Zlituj si─Ö, przecie┼╝ nie znasz hiszpa┼äskiego. Po co ci to?ÔÇŁ. ÔÇ×Ksi─ů┼╝ki to ksi─ů┼╝ki, ja musz─Ö je mie─çÔÇŁ.
Taka by┼éa jego staro┼Ť─ç. Ca┼éa ta wyprawa do Madrytu to by┼éo szale┼ästwo, absolutne szale┼ästwo. Dla dwojga starszych pa┼ästwa to by┼éo bardzo trudne. Da┼éam panu obraz dw├│ch stan├│w: stanu ducha, ch┼éonno┼Ťci umys┼éu, wielkiej dzielno┼Ťci Herberta w znoszeniu cierpienia; i stanu cia┼éa, a w┼éa┼Ťciwie tego, ┼╝e on wyklucza┼é, on odrzuca┼é t─Ö materialn─ů stron─Ö osoby ludzkiej. W tym sensie Herbert nigdy si─Ö nie zestarza┼é.
 
Czy Herbert s┼éabo┼Ť─ç swojego cia┼éa traktowa┼é z dystansem, czy si─Ö na ni─ů z┼éo┼Ťci┼é? W li┼Ťcie do Magdaleny i Zbigniewa Czajkowskich z 9 wrze┼Ťnia 1993 pisa┼é z humorem: ÔÇ×Nie powiem, ┼╝ebym nie zna┼é weselszych miejsc, ale jako stary praktyk znosz─Ö szpital nie┼║le. Przy odrobinie wyobra┼║ni mo┼╝na wykrzesa─ç tak┼╝e w tych lokalach troch─Ö ┼╝ycia i humoru. A oto niekt├│re z nich: 1┬░. zamiana kart chorobowych wisz─ůcych na ┼é├│┼╝kach (du┼╝a krz─ůtanina ÔÇô pr├│ba nerw├│w personelu i pacjent├│w), 2┬░. branie bia┼éych, gorzkich, ┼Ťwi┼äskich tabletek pod j─Özyk i wypluwanie ich w cichym ustroniu, 3┬░. oraz ca┼éy szereg igr├│w z aparatami, ┼Ťwiat┼éem i dzwonkamiÔÇŁ.
Nie ┼╝artowa┼é z tego, by┼é nieszcz─Ö┼Ťliwy. Czasem w szpitalach zdarza┼éy si─Ö sytuacje dosy─ç przykre. Nie poddawa┼é si─Ö szpitalnemu porz─ůdkowi, wpada┼é w z┼éo┼Ť─ç, robi┼é r├│┼╝ne g┼éupstwa. Miewa┼é okropne stany psychiczne. To by┼éa staro┼Ť─ç ob┼éo┼╝ona paskudnymi chorobami. Pod koniec ┼╝ycia mia┼é trudno┼Ťci z oddychaniem i w┼éa┼Ťciwie nie m├│g┼é ju┼╝ m├│wi─ç. Bardzo, bardzo cierpia┼é, ale nigdy nie skar┼╝y┼é si─Ö na nic.
 
Na kilka miesi─Öcy przed ┼Ťmierci─ů zdo┼éa┼é jeszcze zarejestrowa─ç nagrania czytanych przez siebie wierszyÔÇŽ
Ta ostatnia p┼éyta z jego wierszami to by┼é wielki wysi┼éek. Pani redaktor z Radia Krak├│w siedzia┼éa przy nim od rana do p├│┼║nej nocy. Herbert wykaza┼é si─Ö wielk─ů cierpliwo┼Ťci─ů i wytrwa┼éo┼Ťci─ů. Z braku si┼é nie da┼é rady nagra─ç ostatniego wiersza, kt├│ry zaplanowa┼é. Ta pani zaproponowa┼éa: ÔÇ×Ja przecie┼╝ mog─Ö przyjecha─ç par─Ö razy, ┼╝eby pan m├│g┼é…ÔÇŁ. Odpowiedzia┼é: ÔÇ×Prosz─Ö pani, teraz albo nigdyÔÇŁ. Rzeczywi┼Ťcie, nied┼éugo p├│┼║niej znowu pojecha┼é do szpitala.
 
Jacek Wo┼║niakowski powiedzia┼é kiedy┼Ť: ÔÇ×Zbigniew Herbert by┼é jednym z najdowcipniejszych ludzi, jakich zna┼éem, i zarazem jednym z ludzi najbardziej serioÔÇŁ. Jakim cz┼éowiekiem by┼é Herbert? W obowi─ůzuj─ůcym obecnie stereotypie my┼Ťli si─Ö o Herbercie jako o ÔÇ×poecie ze spi┼╝uÔÇŁ.
Ach, nic podobnego! Dzisiaj mo┼╝e pr├│buje si─Ö uczyni─ç z Herberta posta─ç ze spi┼╝u, po to mi─Ödzy innymi, by go zaw┼éaszczy─ç w celach politycznych, ale to by┼é cz┼éowiek z krwi i ko┼Ťci. Oczywi┼Ťcie, nie znosi┼é relatywizmu. Uwa┼╝a┼é, ┼╝e ┼Ťwiata nie zbuduje si─Ö na bezmy┼Ťlnym ust─Öpowaniu czy przystosowywaniu si─Ö do sytuacji, okoliczno┼Ťci. ┼╗e cz┼éowiek powinien zachowa─ç przyzwoito┼Ť─ç, potrafi─ç powiedzie─ç ÔÇ×nieÔÇŁ. To s┼éowa, kt├│re ju┼╝ dzisiaj nie istniej─ů w og├│le: ┼╝e kto┼Ť jest przyzwoity. Ale jednocze┼Ťnie mia┼é wewn─Ötrzn─ů lekko┼Ť─ç, wspania┼ée poczucie humoru, by┼é zafascynowany ┼Ťwiatem. Zdobywa┼é ┼éatwo tak─ů w┼éa┼ŤnieÔÇŽ lekko┼Ť─ç bytu. Mia┼é wielk─ů wra┼╝liwo┼Ť─ç, kt├│r─ů poeta musi posiada─ç. W┼éa┼Ťciwie z ka┼╝dym nawi─ůzywa┼é kontakt bardzo ┼╝ywo i bardzo szybko. T─Ö nies┼éychan─ů ┼éatwo┼Ť─ç mia┼é po swojej mamie. Nie by┼éo osoby, o kt├│rej by od razu, na pocz─ůtku powiedzia┼é: ÔÇ×Nie b─Öd─Ö si─Ö z nim zadawa┼éÔÇŁ. Co┼Ť by┼éo w nim takiego, ┼╝e nie dostrzega┼é albo go nie interesowa┼éo, ┼╝e kto┼Ť mo┼╝e co┼Ť z┼éego powiedzie─ç albo zrobi─ç. Nie bra┼é tego pod uwag─Ö.
 
Mia┼é w sobie co┼Ť z dziecka?
Mia┼é natur─Ö tak─ůÔÇŽ troch─Ö naiwn─ů. Wszystkim potrafi┼é by─ç zainteresowany i zachwycony. Ci─ůgle odkrywa┼é co┼Ť nowego. Nigdy nie mia┼é pustki wok├│┼é siebie. Nie ustawa┼é w poznawaniu ┼Ťwiata. Jak pisa┼é w jednym z wierszy [Przeczucia eschatologiczne Pana Cogito ÔÇô przyp. JS], zmys┼éami, kt├│re ceni┼é najwy┼╝ej, by┼é wzrok i dotyk.
Przy tym wszystkim m├│j m─ů┼╝ mia┼é jednak jeszcze co┼Ť, co nazwa┼éabym ÔÇ×porz─ůdkiem w my┼ŤleniuÔÇŁ. W jego ┼╝yciu powraca┼éy okresy trudne, kiedy przychodzi┼éa choroba. Dlatego bardzo dba┼é o sw├│j porz─ůdek wewn─Ötrzny, aby kiedy przyjdzie za┼éamanie, nie da─ç mu si─Ö zniszczy─ç. Bo kiedy ju┼╝ przychodzi┼éo, wydawa┼éo mu si─Ö, ┼╝e jego tw├│rczo┼Ť─ç to jedno wielkie k┼éamstwo: ÔÇ×Wszyscy w to wierz─ů, a to nie jest nic warteÔÇŁ. Bardzo cierpia┼é, ale p├│┼║niej tego nie uzewn─Ötrznia┼é. Nie robi┼é z tego literatury, w przeciwie┼ästwie na przyk┼éad do Mi┼éosza. On uwa┼╝a┼é, ze jego wewn─Ötrzne cierpienie nie definiuje jego poezji, tego, co on ma do powiedzenia. Prawdy, kt├│r─ů chce przekaza─ç.
 
Kto mia┼é najwi─Ökszy wp┼éyw na kszta┼étowanie si─Ö osobowo┼Ťci Herberta?
Oczywi┼Ťcie, du┼╝y wp┼éyw mia┼éa najbli┼╝sza rodzina: mama, kt├│ra by┼éa bardzo mi┼é─ů, kochaj─ůc─ů osob─ů, i ojciec, Boles┼éaw Herbert, kt├│ry bywa┼é surowy, wymaga┼é dyscypliny, ale te┼╝ kocha┼é i niezmiennie wspiera┼é Zbyszka. Tak┼╝e przyja┼║┼ä z mistrzem, profesorem filozofii Henrykiem Elzenbergiem, by┼éa dla niego czym┼Ť ogromnie wa┼╝nym. Na pewno jednak jeszcze w dzieci┼ästwie ogromny wp┼éyw wywar┼éa na niego jego ormia┼äska babcia od strony ojca, Maria z Ba┼éaban├│w Herbertowa. Znam j─ů z relacji Zbyszka. Od niego wiem, ┼╝e bardzo j─ů kocha┼é. My┼Ťl o niej by┼éa zawsze przy nim i wiele rzeczy odnosi┼é w┼éa┼Ťnie do niej.
S─ůdz─Ö, ┼╝e du┼╝e znaczenie mia┼é te┼╝ dla niego rodzinny Lw├│w. Miasto, w kt├│rym ┼╝yli wtedy obok siebie Polacy, Ukrai┼äcy, ┼╗ydzi, OrmianieÔÇŽ To by┼é szcz─Ö┼Ťliwy ┼Ťwiat dzieci┼ästwa i to by┼éy przyja┼║nie bardzo serdeczne.
 
W wierszu Babcia z tomu Epilog Burzy jest fragment: ÔÇ×siedz─Ö na jej kolanach/ a ona mi opowiada/ wszech┼Ťwiat/ od pi─ůtku/ do niedzieli/ zas┼éuchany/ wiem wszystko ÔÇô/ ÔÇô co od niejÔÇŁ.
Tak, babcia by┼éa dla niego ÔÇô przynajmniej ja tak to odbieram ÔÇô tajemniczym wzorem duchowo┼Ťci. Jej my┼Ťlenie, jej post─Öpowanie budowa┼éo kanon zasad Herberta. Ona mia┼éa szalon─ů intuicj─Ö i porozumienie mi─Ödzy nimi by┼éo ogromne. Kiedy si─Ö poznali┼Ťmy, i p├│┼║niej podobnie, Herbert wci─ů┼╝ si─Ö na ni─ů powo┼éywa┼é: ÔÇ×bo babcia by tak zrobi┼éaÔÇŁ. By┼éa wielk─ů chrze┼Ťcijank─ů. By┼éa oddana ratowaniu innych, pomaganiu, a przy tym by┼éa osob─ů najdyskretniejsz─ů na ┼Ťwiecie. Nigdy nie wchodzi┼éa w ┼╝ycie innych ludzi. Herbert przej─ů┼é po niej wzory post─Öpowania. Na przyk┼éad kiedy po wej┼Ťciu Niemc├│w do Lwowa powsta┼éo tam getto, wchodzi┼é do niego kilka razy, aby przemyci─ç fa┼észywe dokumenty. Kogo┼Ť ze znajomych w ten spos├│b uratowa┼é. Nie lubi┼é jednak o tym m├│wi─ç.
Jego babcia by tak post─ůpi┼éa.
 
Przeczytaj inne rozmowy ÔÇ×KontaktuÔÇŁ.
 

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Jeste┼Ťmy magazynem i ┼Ťrodowiskiem lewicy katolickiej. Piszemy o wykluczeniu, sprawiedliwo┼Ťci spo┼éecznej, biedzie, o wsp├│┼éczesnych zjawiskach w kulturze, polityce i spo┼éecze┼ästwie. Potrzebujemy stabilnego finansowania ÔÇô mo┼╝esz nam w tym pom├│c!
Wybieram sam/a
Ko┼Ťci├│┼é i lewica si─Ö wykluczaj─ů?
Nie ÔÇô w Kontakcie ┼é─ůczymy lewicow─ů wra┼╝liwo┼Ť─ç z katolick─ů nauk─ů spo┼éeczn─ů.

I u┼╝ywamy plik├│w cookies. Dowiedz si─Ö wi─Öcej: Polityka prywatno┼Ťci. zamknij ├Ś