fbpx Wesprzyj nas!

magazyn lewicy katolickiej

Kariera w tropikach

W艂a艣ciwie to tam by艂 raj. Kolorowo, pe艂no s艂o艅ca, u艣miechni臋ci ludzie. W 偶yciu nie widzia艂em tyle z艂ota, co tam na suku. Aktywno艣膰 gospodarcza na ka偶dym kroku, zar贸wno miejscowej ludno艣ci, jak i cudzoziemc贸w, kt贸rzy przyje偶d偶ali z ca艂ego 艣wiata.

Ilustr.: Hanka Mazurkiewicz


Wywiad pochodzi z numeru 鈥濸olska na eksport鈥 (鈥濳ontakt鈥 17/2011).

W艂a艣ciwie to tam by艂 raj. Kolorowo, pe艂no s艂o艅ca, u艣miechni臋ci ludzie. W 偶yciu nie widzia艂em tyle z艂ota, co tam na suku. Aktywno艣膰 gospodarcza na ka偶dym kroku, zar贸wno miejscowej ludno艣ci, jak i cudzoziemc贸w, kt贸rzy przyje偶d偶ali z ca艂ego 艣wiata.
 
Polska technologia, turecki ko偶uch

Zbigniew: Wiadomo, ka偶dy chcia艂 wyjecha膰.
Dla wielu ludzi to by艂 prze艂om, urz膮dzali si臋 w ten spos贸b. Na tego typu kontrakcie za granic膮 zarabia艂o si臋 kilkana艣cie razy wi臋cej ni偶 mo偶na by艂o zarobi膰 w Polsce. Przeci臋tna stawka specjalisty, in偶yniera czy lekarza, wynosi艂a oko艂o pi臋ciuset dolar贸w. W Polsce zarabia艂o si臋 od dwudziestu do pi臋膰dziesi臋ciu.
Po trzyletnim pobycie w takiej Turcji czy Iraku mo偶na by艂o kupi膰 mieszkanie albo dzia艂k臋 na obrze偶ach Warszawy i z oszcz臋dno艣ci wybudowa膰 dom. Bez odk艂adania grosza do grosza, tylko tak normalnie. Takie by艂y proporcje.
 
Zbigniew jest in偶ynierem budowlanym, w latach 1982-84 i 87-88 pracowa艂 w Turcji.
呕ycie w Turcji wygl膮da艂o sielankowo. Mieszkali艣my na g艂臋bokiej prowincji, w bardzo fajnym miejscu nad Morzem Egejskim. Jak na wczasach. Na pewien czas sprowadzi艂em tam 偶on臋 i c贸rk臋. Zim膮 chodzi艂y sobie na spacery nad morze, latem na pla偶臋, ja wraca艂em po pracy i prowadzili艣my normalne 偶ycie. Wtedy w Polsce wszystko by艂o na kartki, wszystko trzeba by艂o wywalczy膰 w kolejkach, my tam mieli艣my tak naturalnie.
 
W latach 70. Polska dysponowa艂a bardzo przyzwoitymi technologiami, nie tylko w energetyce. Nie by艂y to technologie tak nowoczesne jak zachodnie, ale na 艣wiatowym poziomie, sprawdzone i znacznie ta艅sze.
Je艣li kto艣 chcia艂 wyjecha膰 na kontrakt, musia艂 z艂o偶y膰 aplikacj臋 do jednego z Przedsi臋biorstw Handlu Zagranicznego np. Polservice, kt贸re realizowa艂o umowy rz膮dowe. Przyk艂adowo, gdy Algieria potrzebowa艂a trzystu lekarzy, Polservice ich wynajdowa艂 i wysy艂a艂.
 
Do biura, w kt贸rym wtedy pracowa艂em, trafi艂 projekt elektrowni zam贸wionej przez Turk贸w w polskiej firmie Elektrim. Pojecha艂em tam, bo kto艣 musia艂 nadzorowa膰 realizacj臋 projektu na budowie 鈥 najlepiej ci, kt贸rzy go opracowywali. To by艂 sam po艂udniowy zach贸d, prowincja Mu臐la. Zaproponowali mi pewn膮 stawk臋, kt贸r膮 ja zaakceptowa艂em. A ile oni na tym zarobili 鈥 Elektrim czyli pa艅stwo w艂a艣ciwie – to nie by艂 m贸j interes.
Niekt贸rzy ludzie przesadzali i strasznie oszcz臋dzali. Nie chodzili z kolegami na piwo, tylko siedzieli w swoich kwaterach i g艂upieli. Inni z kolei szaleli po knajpach i niewiele zaoszcz臋dzili. Ci co przesadzali, pakowali si臋 w k艂opoty. Jeden u wyl膮dowa艂 u psychiatry, inny rozwi贸d艂 si臋 z 偶on膮. Takie by艂y koszty tego, bo jak m膮偶 z 偶on膮 偶yli oddzielnie, widzieli si臋 raz na trzy lata, to r贸偶ne rzeczy tam si臋 dzia艂y…
 
Poza zwyk艂ymi zarobkami, ludzie kombinowali na wiele sposob贸w. Na kierunku tureckim to, 偶e zarobi臋 pi臋膰set dolar贸w miesi臋cznie, to by艂o jedno. Ale ko偶uch w Istambule kosztowa艂 sto dolar贸w i mo偶na go by艂o sprzeda膰 za trzysta w Warszawie. Wi臋c ludzie pomna偶ali swoje dochody, mniej lub bardziej legalnie. Robili to w granicach mo偶liwo艣ci i rozs膮dku, a z kolei nasze w艂adze po prostu to tolerowa艂y.
Za ka偶dym razem jad膮c do Polski przywozi艂em trzy ko偶uchy, bo tyle by艂o wolno. Dlaczego mia艂bym nie przywozi膰, skoro za trzysta dolar贸w mia艂em dziewi臋膰set? Sprzedawa艂em je potem na bazarze. To by艂o legalne i nikt si臋 o to nie czepia艂.
 
Gdy Fidel ka偶e
Bywa艂em te偶 na kr贸tszych delegacjach. W 85 roku pojecha艂em na pi臋膰 tygodni na Kub臋. Tu ju偶 by艂o inaczej, sprawa by艂a bardziej polityczna, bo przecie偶 Kuba艅czycy nie p艂acili za to co od nas dostawali. Kto艣 p艂aci艂, ale te uk艂ady by艂y tak skomplikowane, 偶e ma艂o kto wiedzia艂 jak to wygl膮da. W ka偶dym razie to by艂y psie pieni膮dze. By艂em tam na budowie fabryki opakowa艅 tekturowych, sze艣膰dziesi膮t kilometr贸w od Hawany. Wykopano tam wielki d贸艂 pod fundament maszyny papierniczej. Kuba艅czycy oczywi艣cie narozrabiali, bo go nie zabezpieczyli i d贸艂 zosta艂 zalany wod膮, a grunt zacz膮艂 puchn膮膰. Maszyna papiernicza jest bardzo wra偶liwa na r贸偶nice osiada艅, wi臋c jakby krzywo osiad艂a, to by zawiod艂a ca艂a technologia.
Oni mi powiedzieli, 偶e musz膮 odda膰 t臋 fabryk臋 w terminie, bo tak kaza艂 Fidel Castro. Wi臋c pytam ich, czego ode mnie wymagaj膮. Oni mi m贸wi膮, 偶e mam podpisa膰, 偶e wszystko b臋dzie dobrze dzia艂a膰. A ja na to, 偶e nie mog臋 tego podpisa膰. Wi臋c oni mnie przez dziesi臋膰 dni prowadzali po kabaretach, poili rumem. Ja ogl膮da艂em zgrabne mulatki ta艅cz膮ce sals臋, co mi si臋 nawet podoba艂o, rum pi艂em r贸wnie偶, ale powiedzia艂em, 偶e nie podpisz臋. Oni na to, 偶e ja b臋d臋 siedzia艂 na Kubie, dop贸ki ta sprawa nie zostanie rozwi膮zana. Ja m贸wi臋: 鈥 dobra, troch臋 mog臋 posiedzie膰, ale nied艂ugo.
 
Zadzwoni艂em do radcy handlowego ambasady polskiej i m贸wi臋: 鈥 panie radco, no przecie偶 to s膮 bandyci, oni mnie nie chc膮 st膮d wypu艣ci膰. Ja tutaj nie b臋d臋 d艂u偶ej siedzia艂. 鈥 Niech si臋 pan uspokoi, jako艣 to za艂atwimy 鈥 us艂ysza艂em w s艂uchawce. Min臋艂o kilka tygodni i Kuba艅czyk, kt贸ry si臋 mn膮 zajmowa艂, m贸wi mi: s艂uchaj, wyjedziesz w przysz艂ym tygodniu, a my i tak zrobimy po swojemu, nie mamy wyj艣cia. Ja m贸wi臋 dobra, ale to jest wasz problem. Napili艣my si臋 jeszcze rumu, po偶egnali艣my si臋 w zgodzie i wyjecha艂em stamt膮d. Postawili t臋 fabryk臋. Ale nie wiem co by艂o dalej, bo nie mia艂em z t膮 spraw膮 do czynienia.
Te wyjazdy to by艂o sielankowe 偶ycie przez kilka miesi臋cy, rok czy dwa, bardzo dobry zarobek, ale w Polsce mia艂em rodzin臋 i przyjaci贸艂, i 偶eby zosta膰 za granic膮 na sta艂e, to mi nawet do g艂owy nie przychodzi艂o.
 
Okazy z Polski
Ryszard: Czy nie chcia艂em wraca膰 do kraju? My艣my wyjechali w艂a艣nie po to, 偶eby nie siedzie膰 w tym szambie. Ja pracowa艂em w przemy艣le i wiedzia艂em co si臋 dzieje, jak si臋 dzieje. Polska wlatach osiemdziesi膮tych to nie by艂a propozycja. Je偶eli si臋 mia艂o mo偶liwo艣膰 pracy za granic膮, to nikt przytomny nie wraca艂 do kraju w tym czasie, no bo po co? Do czego, przepraszam? 呕ona przylecia艂a do Warszawy w 83 roku, posz艂a do dom贸w handlowych na 艢cian臋 Wschodni膮 i po powrocie m贸wi: Ryszard, ocet i musztarda na p贸艂kach. To wszystko. I ekspedientki pij膮 herbat臋. Nie ma nic. Nie by艂o do czego wraca膰.
Ryszard jest in偶ynierem. W roku 79 wyjecha艂 na kontrakt do Abu Zabi.
 
Ostatecznie wiz臋 do Emirat贸w skasowa艂em w kwietniu 2007. Dwadzie艣cia osiem lat 鈥 tyle czasu tam pracowa艂em. Przez ca艂y czas trwania kontraktu musia艂em p艂aci膰 Polservisowi podatek, dwadzie艣cia kilka procent od pensji podstawowej. Ale jak w 87 czy 88 roku zacz臋li艣my mie膰 sygna艂y, 偶e wszystko si臋 zmienia, to wszyscy przestali艣my p艂aci膰. To oni na to, 偶e nam nie przed艂u偶膮 paszport贸w. Machn臋li艣my na to r臋k膮.
Wcze艣niej pracowa艂em w przedsi臋biorstwie automatyki przemys艂owej w Falenicy. W latach 75-79 Polimex-Cekop budowa艂 dwie pompownie wody w Zjednoczonych Emiratach Arabskich w Abu Zabi. My robili艣my do tego projekt pomiar贸w i automatyki, a potem je藕dzili艣my tam na rozruchy. Ja by艂em szefem rozruchu i uruchamia艂em pompowni臋. Dzi臋ki temu dosta艂em propozycj臋 pracy od tamtejszego departamentu wody i elektryczno艣ci.
 
Pocz膮tkowo patrzono na nas jak na okazy. Potem si臋 przekonali, 偶e fachowo jeste艣my nie gorsi od zachodnich specjalist贸w, a mo偶e i lepsi od niekt贸rych, wi臋c ch臋tnie brali tam Polak贸w. Poza tym by艂a jeszcze druga sprawa: Anglikowi trzeba by艂o p艂aci膰 powiedzmy sto, Indusowitrzydzie艣ci, a Polakowi tak po 艣rodku. A Polak dawa艂 wiadomo艣ci fachowe takie jak Anglik albo i lepsze, a od Indusa by艂 du偶o lepszy. Zawsze przejawia艂 inicjatyw臋 i nie ba艂 si臋 powiedzie膰 swojego zdania.
Polacy w my艣l zasady gierkowskiej 鈥濸olak potrafi鈥 鈥 my艣my tam sobie dodawali: 鈥瀉偶 go szlag trafi鈥 鈥 wykazywali si臋 du偶膮 kreatywno艣ci膮. W Polsce zawsze czego艣 brakowa艂o i trzeba by艂o g艂贸wkowa膰, jak zrobi膰, 偶eby zadzia艂a艂o. W takich sytuacjach zachodni in偶ynierowie, bardzo dobrze wykszta艂ceni, szybko si臋 zniech臋cali. A Polacy m贸wili: 鈥瀉le zaraz zaraz, co to znaczy: nie ma to nie zrobimy? Spr贸bujemy tak i zrobimy w ten spos贸b i b臋dzie dobrze鈥. Tak偶e og贸lnie rzecz bior膮c byli cenieni.
 
呕y艂o si臋 relatywnie dobrze. Na posadzie pa艅stwowej mieszkanie by艂o p艂acone przez pracodawc臋, dochodzi艂y dodatki na wod臋, elektryczno艣膰, szko艂臋 dla dzieci. By艂 taki okres, 偶e mia艂em te偶 s艂u偶bowy samoch贸d. Plusem by艂y dwa miesi膮ce urlopu z biletami do kraju ojczystego.
Ale nie je藕dzi艂em co roku. W 81 i 82, jak by艂 stan wojenny, to nikt rozs膮dny nie jecha艂 do kraju. Jak 偶ona z c贸rk膮 pojecha艂y w 83 roku, to mia艂y k艂opoty z wydostaniem paszportu z powrotem.
 
Paszport za wk艂adki
Potem znajomi mi powiedzieli: stary, jak jedziesz do Polservisu za艂atwia膰 sprawy paszportowe, to przywie藕 im tam po艅czochy albo wk艂adki higieniczne dla pa艅. Wi臋c gdy przyjecha艂em w 84 roku, kupi艂em kupk臋 wk艂adek higienicznych, poszed艂em do dzia艂u paszportowego, gdzie by艂y same panie, z nosem zadartym wysoko do g贸ry. Daj臋 paszport i m贸wi臋, 偶e b臋d臋 odbiera艂 za tydzie艅 i by艂o by mi mi艂o, gdybym m贸g艂 odebra膰 dzie艅 wcze艣niej. One na to, 偶e jak si臋 pan zjawi to zobaczymy. I dalej m贸wi臋 tak: a tu chcia艂bym paniom zostawi膰, taka pami膮tka z Emirat贸w. I co? 鈥 od razu u艣miech na twarzy! Tego po prostu w Polsce nie by艂o!
Do pracy w Abu Zabi przyje偶d偶ali g艂贸wnie m臋偶czy藕ni. Zabierali ze sob膮 偶ony, ale one nie mia艂y co robi膰, codziennie tylko chodzi艂y na pla偶臋. Moja 偶ona znalaz艂a tu prac臋 nied艂ugo po tym, jak przyjecha艂a w 79 roku, w laboratorium przy szpitalu. Ale to by艂 wyj膮tek, opr贸cz niej na pocz膮tku znali艣my chyba tylko jedn膮 pani膮, kt贸ra pracowa艂a w swoim zawodzie. Potem sytuacja si臋 zmieni艂a, przyby艂o kilka lekarek pracuj膮cych w s艂u偶bie zdrowia. Jednak wielu kobietom si臋 nie chcia艂o, albo po prostu nie by艂y w stanie prze艂ama膰 bariery j臋zykowej.
 
Kr贸lestwo rewidenta
Henryk: 呕y艂em jak kr贸l. Patrzyli na mnie i nie wierzyli, 偶e tak mi si臋 powodzi. Koszul nie pra艂em, kupowa艂em nowe. Buty te偶, jak si臋 pobrudzi艂y.
Na 1500 os贸b, kt贸re by艂y wtedy w Al-Mard偶 na kontraktach, by艂o tylko trzydzie艣ci kobiet. W tym dwadzie艣cia osiem w moim dziale. Jak W艂osi chcieli robi膰 imprez臋, to przyje偶d偶ali do mnie. Kto mia艂 harem? Ja mia艂em harem. Dopiero z ca艂ym haremem je藕dzili艣my na imprez臋. A za kierowc贸w u mnie je藕dzili dyrektorzy.
Henryk jest z zawodu rewidentem, w latach 82-84 pracowa艂 w Libii, w miejscowo艣ci Al-Mard偶, jako g艂贸wny kasjer Dyrekcji Budowy Dr贸g Dromex.
 
Na pocz膮tku to by艂a rozpacz. Cz艂owiek tylko pi艂 litrami i wszystko wylewa艂 od razu. Wszystko mokrute艅kie. Ale rok p贸藕niej, jak by艂o dwadzie艣cia osiem stopni, to ju偶 by艂o mi zimno i zak艂ada艂em sweterek.
Wcze艣niej pracowa艂em jako rewident w Stolbudzie, na K艂obuckiej. I raz poszed艂em na kontrol臋 do znajomego, kt贸ry kiedy艣 pracowa艂 w Libii. I on mnie pyta: a mo偶e by pan te偶 sobie pojecha艂? Ja na to, 偶e bardzo ch臋tnie, ale tam trudno si臋 dosta膰. 鈥 Zadzwoni臋 do kolegi do Dromexu. I zadzwoni艂. Dwa czy trzy miesi膮ce p贸藕niej ju偶 by艂em w Libii.
 
Polacy tam budowali drogi, bo nasze pa艅stwo potrzebowa艂o dolar贸w. A mieli艣my towar do sprzedania: budowa dr贸g. To dopiero by艂y drogi! Sze艣膰dziesi臋ciotonowe ci臋偶ar贸wki je藕dzi艂y. I nic. Nie mog艂o by膰 najmniejszych nier贸wno艣ci. Inspektor, skurczybyk, 偶eby to sprawdzi膰, stawia艂 sobie szklank臋 z wod膮 na masce i patrzy艂 czy si臋 nie wylewa. Jak si臋 wyla艂o, to od razu kilometr szed艂 do wyci臋cia.
No i p臋dzi艂o si臋 po tych drogach, widoczno艣膰 na trzydzie艣ci kilometr贸w. Wypadk贸w by艂o mn贸stwo. My艣my na to w艣r贸d Polak贸w m贸wili tak: mister kasura, fajara kasura. Kierowca zdech艂 i samoch贸d rozwalony.
 
Radzi艂em sobie dobrze, oficjalnie zarabia艂em trzysta, potem sze艣膰set dolar贸w miesi臋cznie, a nieoficjalnie… to du偶o wi臋cej. Bo ja by艂em spec od wykrywania nieprawid艂owo艣ci, a jak akurat nie musia艂em wykrywa膰, to mog艂em organizowa膰 nowe. W Polsce by艂em bezradny, a za granic膮 to potrafi艂em si臋 ustawi膰. W kierownictwie w Libii wi臋kszo艣膰 by艂a partyjnych, ale ja nie. Ja po prostu wiedzia艂em z kim w贸dk臋 pi膰.
Raz pozna艂em pi臋kn膮 Arabk臋. By艂a jak m艂odziutka Claudia Cardinale. Nie, 艂adniejsza. Teraz to takich nie ma, teraz to coraz gorsze s膮. Ale mogli艣my rozmawia膰 tylko oczami, inaczej to by gard艂o poder偶n臋li. Albo przej艣膰 na islam i kupi膰 j膮 sobie na 偶on臋, ale tak to nie chcia艂em. Mia艂em tam na sta艂e dwie kochanki i tyle.
 

Ilustr.: Jan Libera


Rarytas na koturnie
Pi臋kny to by艂 czas! Do Al-Mard偶 jecha艂o si臋 przez gaje pomara艅czowe, ich zapach czu膰 by艂o z daleka. Na pocz膮tku to my艣my te pomara艅cze jedli i jedli, a potem to ju偶 si臋 tylko wyciska艂o sok. A jeszcze p贸藕niej bra艂o si臋 cytryn臋, mandarynk臋, pomara艅cz 鈥 ona dawa艂a wi臋ksz膮 ilo艣膰 soku 鈥 do tego jeszcze cukier, miesza艂o si臋, a dziewczyny to zalewa艂y procentami. My艣my to nazywali Cekopik. Bo pierwsza polska firma, kt贸ra tam pracowa艂a, to by艂 Polimex-Cekop, i oni pierwsi zacz臋li tam produkowa膰 bimber, jak to Polacy. Nie mog艂o by膰 mniej ni偶 siedemdziesi膮t procent. Tego si臋 nie da opisa膰. To by艂o tak: w艂oski cukier, francuskie dro偶d偶e, arabska woda i ksi臋偶yc afryka艅ski. To by艂 Cekopik. Ja na pocz膮tku po偶ycza艂em aparatur臋 od Bu艂gar贸w. A p贸藕niej to ju偶 tylko odbiera艂em dostawy.
W Polsce w tym czasie by艂em dwa razy. 呕onie przywioz艂empi臋kne adidasy damskie na koturnie. Dzisiaj to ju偶 by艂by rarytas. W r贸偶nych kolorach. Znajomi jak mnie widzieli, to zazdro艣cili. Ty to masz szcz臋艣cie, m贸wili. Widzieli, co nosi艂em, inne jeansy, inne adidasy – takie bielusie艅kie!
 
Moja bystro艣膰 umys艂u i rozszyfrowanie ich systemu podatkowego, procentowa艂y… a jaki to by艂 dobry procent! 呕eby by艂a swoboda, to ja bym zmontowa艂 karawan臋 z workami i jecha艂bym do polski karawan膮. A w workach kasa.
Mam stamt膮d wspania艂e wspomnienia. Ludzie przychodzili i pytali: Henryk, sk膮d ty to wszystko masz? Jak to sk膮d 鈥 z pracy r膮k, m贸wi艂em, z pracy r膮k.
 
W 1984 musia艂em wr贸ci膰 przez problemy z sercem. Ale jeszcze po powrocie 偶y艂em po kr贸lewsku. Kupi艂em samoch贸d, ale potem go sprzeda艂em, bo taks贸wkami wygodniej. Praca 鈥 perfekt, a po pracy ta艅ce, hulanki, swawola… Ale potem to si臋 sko艅czy艂o.
 
Zairskie z艂ote jajka
J贸zef: Gdyby nie Balcerowicz, to ja by艂bym jednym z najbogatszych ludzi w Polsce. Na przestrzeni kilku lat otrzyma艂em z pi臋膰dziesi膮t tysi臋cy dolar贸w. A szesna艣cie tysi臋cy zosta艂o mi jeszcze nie wyp艂aconych zaleg艂o艣ci.W latach osiemdziesi膮tych to by艂y niesamowite pieni膮dze.
J贸zef jest ekspertem lotniczym. W latach 1981-84 pracowa艂 w Zairze (dzisiejsze Kongo) jako profesor zwyczajny na wy偶szej uczelni technicznej w Kinszasie.
 
Zair by艂 w贸wczas dla Polservisu kur膮 znosz膮c膮 z艂ote jajka. Tam by艂y najwy偶sze uposa偶enia. Po zdobyciu niepodleg艂o艣ci zacz臋艂o si臋 redukowanie personelu belgijskiego. Mobutu, kt贸ry wtedy rz膮dzi艂 Zairem, chcia艂 si臋 jak najszybciej pozby膰 Belg贸w, a poniewa偶 kszta艂cenie w艂asnych murzy艅skich kadr sz艂o bardzo opornie, szukali w Europie jakiej艣 bazy bardziej neutralnej pod wzgl臋dem politycznym. I do艣膰 szybko nawi膮zali kontakt z Polsk膮. Polacy byli tam najliczniejsz膮 grup膮.
W 1981 roku zosta艂em wys艂any do Zairu i podpisa艂em kontrakt z tamtejszym ministrem szkolnictwa wy偶szego. Warunkiem by艂a dobra znajomo艣膰 francuskiego, a ja w Instytucie Lotnictwa, gdzie pracowa艂em, by艂em w艂a艣nie od kontakt贸w francuskich. Dosta艂em telefon od dyrektora, czy reflektowa艂bym. No i zgodzi艂em si臋. W Warszawie dali mi bezp艂atny urlop, wi臋c zachowa艂em ci膮g艂o艣膰 pracy. Poniewa偶 mia艂em w programie powr贸t, musia艂em p艂aci膰 Polservisowi haracz od mojej pensji, 偶eby potem nie by艂o draki. Ale wielu z tych co wyjechali to nie p艂acili, bo nie chcieli ju偶 wraca膰 do Polski.
 
M贸j status oficjalny by艂 tam bardzo wysoki, nale偶a艂em do rz膮dowego zaplecza naukowego, to si臋 nazywa艂o Techniczna Pomoc Rz膮dowa. Jako profesor zwyczajny zarabia艂em najwy偶sz膮 stawk臋, dwa tysi膮ce dolar贸w plus jeszcze dwie艣cie Zair贸w 鈥 tamtejszej waluty 鈥 na bie偶膮ce wydatki. Chocia偶 pracowa艂em na uniwersytecie, to by艂em zatrudniony przez ministerstwo. Wi臋c jak mnie na przyk艂ad zatrzymywa艂 policjant, a ja wyjmowa艂em dow贸d, to on od razu salutowa艂.
 
Zamro偶ony maj膮tek
Zair mia艂 pieni膮dze od Banku 艢wiatowego. Dostawa艂 je z zastrze偶eniem, 偶e w pierwszej kolejno艣ci musz膮 by膰 op艂acani specjali艣ci zagraniczni. Ale akurat jak ja przyjecha艂em, to Mobutu si臋 zbuntowa艂 i powiedzia艂, 偶e nikt mu nie b臋dzie narzuca艂, na co ma wydawa膰 pieni膮dze. Wi臋c Bank 艢wiatowy oczywi艣cie wstrzyma艂 dostawy, a ja przez moje trzy lata pobytu nie dosta艂em ani jednego centa. Mobutu poszed艂 w ko艅cu do Canossy i to by艂o w艂a艣nie wtedy, kiedy moja 偶ona powiedzia艂a mi: 鈥瀓ed藕my ju偶 mo偶e do domu鈥. Dosta艂em wtedy pierwsz膮 transz臋 pieni臋dzy i one potem sp艂ywa艂y do mnie systematycznie. A偶 nast膮pi艂a rewolucja i wszystko zosta艂o zablokowane. Ale przez ca艂y ten czas mog艂em p贸j艣膰 do banku zairskiego i spyta膰 bardzo sympatycznego urz臋dnika o stan mojego konta. On odpowiada艂: 鈥瀙a艅skie konto 鈥 trzydzie艣ci sze艣膰 tysi臋cy dolar贸w鈥. 鈥 鈥濧 kiedy mo偶na si臋 spodziewa膰 wyp艂aty?鈥 鈥 鈥濼ego nie wiem. Jak prezes banku da polecenie.鈥
Niekt贸rzy polscy specjali艣ci dorabiali sobie tam na miejscu. Szczeg贸lnie ci z wydzia艂u budownictwa. Taki gentleman mia艂 prawo za艂o偶y膰 sobie firm臋 na terenie Zairu. I oni robili projekty i budowali wille dla wierchuszki zairskiej. To by艂y du偶o wy偶sze zarobki od tych na uczelni.
 
Warunki bywa艂y jednak ci臋偶kie. Wyk艂ady po francusku, w mojej uczelni nie by艂o klimatyzowanych sal, a tam przecie偶 mokry tropik. Niemal偶e sam r贸wnik.
艢rodowisko akademickie, w kt贸rym si臋 obracali艣my, by艂o jedynym, w kt贸rym dzia艂a艂a jaka艣 opozycja przeciw Mobutu. W zwi膮zku z tym od czasu do czasu na uniwersytet wkracza艂a policja. My nie mieli艣my oczywi艣cie kontaktu z t膮 dzia艂alno艣ci膮, kt贸ra gdzie艣 tam kwit艂a, natomiast jak tylko s艂yszeli艣my o jakich艣 zamieszkach na uniwersytecie, to wiadomo by艂o, 偶e pierwszymi, kt贸rzy si臋 stamt膮d ulotni膮, b臋dzie murzy艅ska kadra wyk艂adowc贸w. Bali si臋 o swoje posady. Natomiast my艣my zostawali. I nie zdarzy艂o si臋, 偶eby kto艣 z gwardii Mobutu zachowa艂 si臋 w stosunku do mnie niew艂a艣ciwie. Salutowali, bo w ko艅cu by艂em na kontrakcie rz膮dowym. I przy mnie nie bili student贸w, nie wyci膮gali ich ani nic z tych rzeczy. Wi臋c jak tylko dostawa艂em sygna艂 o jakich艣 zamieszkach, jecha艂em na uczelni臋. To nie by艂o 偶adne gierojstwo, nic nie ryzykowa艂em, ale tak to by艂o.
 
Po trzech latach pobytu moja 偶ona, kt贸ra by艂a tam razem ze mn膮, powiedzia艂a, 偶e mo偶e szkoda 偶ycia na to, 偶eby tutaj siedzie膰 i 偶eby艣my dali sobie spok贸j. W tym czasie w Instytucie Lotnictwa trzeba by艂o akurat przygotowywa膰 pr贸by w locie nowego samolotu wojskowego. Zg艂osi艂em si臋 do dyrektora i powiedzia艂em, 偶e wr贸ci艂em na sta艂e. A on na to: no to dzi臋ki Bogu, czekali艣my na pana!
 
Jak w raju
Krzysztof: By艂em znany, w libijskim Ministerstwie Zdrowia bardzo mnie respektowali. Da艂em si臋 pozna膰 jako niez艂y specjalista. Wo偶ono mnie samolotem, helikopterem do r贸偶nych VIP-贸w, w艂膮cznie z Kaddafim.
Krzysztof jest lekarzem, w latach 1974-84 pracowa艂 w Trypolisie w Libii jako konsultant w Centralnym Szpitalu Rz膮dowym, a tak偶e jako profesor na tamtejszym uniwersytecie.
 
Mieszka艂em w willi po-w艂oskiej, sto pi臋膰dziesi膮t metr贸w od Morza 艢r贸dziemnego w dzielnicy willowej, najlepszej w mie艣cie. Trzy godziny samolotem do Polski. Lepszych warunk贸w sobie nie wyobra偶a艂em, 偶yj膮c wtedy w PRL. Do tego praca odpowiadaj膮ca moim ambicjom, a wi臋c dydaktyka 鈥 nauczanie student贸w, no i pacjenci.
W艂a艣ciwie to tam by艂 raj. Typowy kraj Trzeciego 艢wiata z du偶膮 ilo艣ci膮 pieni臋dzy. Kolorowo, pe艂no s艂o艅ca, u艣miechni臋ci ludzie. W 偶yciu nie widzia艂em tyle z艂ota, co tam na suku. Aktywno艣膰 gospodarcza na ka偶dym kroku, zar贸wno miejscowej ludno艣ci, jak i cudzoziemc贸w, kt贸rzy przyje偶d偶ali z ca艂ego 艣wiata.
 
Co ciekawe, Polacy byli tam traktowani lepiej przez swoje pa艅stwo ni偶 specjali艣ci z innych kraj贸w socjalistycznych. Polski lekarz mieszka艂 dobrze, je藕dzi艂 samochodem, bu艂garski lekarz mieszka艂 藕le i nie wolno mu by艂o posiada膰 samochodu. Mieli艣my paszporty w r臋ku i czuli艣my si臋 wolni. Podr贸偶owali艣my jak wolni obywatele w Europie. Przesiadka w Wiedniu, to by艂 inny 艣wiat.
 
Bimber w meczecie
Jak przyjecha艂em do Trypolisu, to by艂em tam czwartym polskim lekarzem, a potem to ju偶 tych Polak贸w by艂o coraz wi臋cej. Lekarzy, in偶ynier贸w, robotnik贸w. Czasem nawet musia艂em interweniowa膰, bo wiadomo, polski robotnik 鈥 ci臋偶ko pracuje ale i kombinuje. Na przyk艂ad jaka艣 grupa, chyba z Dromexu, sprzeda艂a materia艂y wybuchowe Libijczykowi. Oni je mieli, bo potrzebowali tych materia艂贸w do przeprowadzenia drogi przez g贸ry. Od razu kilku dosta艂o si臋 do wi臋zienia i poddano ich ci臋偶kim torturom. Na pro艣b臋 polskich 3nik贸w, dzia艂aj膮cych na terenie Libii, bada艂em tych dw贸ch poszkodowanych po torturach, pisz膮c raport, 偶eby ich pr贸bowa膰 zwolni膰. Uda艂o si臋. Polscy robotnicy mieli r贸偶ne pomys艂y. Znam jeszcze tak膮 histori臋, 偶e sprzedali Libijczykom spychacz, kt贸ry nale偶a艂 do polskiej firmy i za otrzymane 艣rodki kupili bilety do Australii.
Poza tym nielegalnie p臋dzili bimber, za co byli wyrzucani i odsy艂ani do Polski. Znana by艂a historia z firm膮 Polimex-Cekop. Polacy tam odbudowywali miasto Al-Mard偶. No i by艂a afera, bo miejscowa policja stwierdzi艂a, 偶e pojawia si臋 coraz wi臋cej pijanych Arab贸w. Postanowili sprawdzi膰, gdzie jest 藕r贸d艂o zdobywania alkoholu. D艂ugo nie mogli znale藕膰. W ko艅cu znale藕li. Gdzie? W meczecie. Polacy buduj膮cy meczet uruchomili w nim bimbrowni臋, dla niepoznaki.
 
Od 79 roku by艂em 艣wiadkiem degradacji tego kraju i to by艂o smutne. Pewnego dnia, w dzie艅 wolny od pracy, na terenie mojego uniwersytetu ustawili szubienic臋 i skazali na 艣mier膰 kilku student贸w, kt贸rzy podobno brali udzia艂 w zamachu na Kaddafiego. W tym i m贸j student zosta艂 powieszony. To by艂 program rozrywkowy na dzie艅 wolny. Po tym incydencie powiedzia艂em do 偶ony 鈥瀟o jest koniec, wyje偶d偶amy鈥.
Smutna ewolucja tego kraju doprowadzi艂a do tego, ze wyjecha艂em z 偶alem, bo ca艂y m贸j dorobek i autorytet, kt贸ry tam mia艂em, na kt贸ry pracowa艂em 10 lat, przepad艂.
 
Kiedy艣 Libia to by艂 raj na ziemi. A co jest teraz? 鈥 piek艂o.
 
Tekst powsta艂 w 2011 roku.
 
Przeczytaj inne teksty Autorki.

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Od ponad 15 lat tworzymy jedyny w Polsce magazyn lewicy katolickiej i budujemy 艣rodowisko zaanga偶owane w walk臋 z podzia艂ami religijnymi, politycznymi i ideologicznymi. Robimy to tylko dzi臋ki Waszemu wsparciu!
Ko艣ci贸艂 i lewica si臋 wykluczaj膮?
Nie 鈥 w Kontakcie 艂膮czymy lewicow膮 wra偶liwo艣膰 z katolick膮 nauk膮 spo艂eczn膮.

I u偶ywamy plik贸w cookies. Dowiedz si臋 wi臋cej: Polityka prywatno艣ci. zamknij