Internetowy magazyn katolewicy spo┼éecznej. Piszemy o ┼Ťwiecie, czerpi─ůc inspiracje z nauki spo┼éecznej Ko┼Ťcio┼éa

Hugo-Bader: Co┼Ť si─Ö Bogu nie uda┼éo

Kiedy ju┼╝ opisz─Ö histori─Ö, w┼é─ůcza mi si─Ö klawisz ÔÇ×DeleteÔÇŁ i kasuje wszystkie pliki w g┼éowie. Musz─Ö mie─ç taki mechanizm: jak chirurg, kt├│remu czasem kto┼Ť umrze na stole. Ale i tak wol─Ö zajmowa─ç si─Ö wykluczonymi, ni┼╝ wybranymi, przegranymi, ni┼╝ zwyci─Özcami, siedz─ůcymi na ┼éawce rezerwowych, ni┼╝ tymi, kt├│rzy s─ů na boisku.


Z Jackiem Hugo-Baderem, reporta┼╝yst─ů, dziennikarzem i autorem ksi─ů┼╝ek reporterskich, rozmawia Ignacy Dudkiewicz.
 
Ilustracje: Rafał Kucharczuk
 
Powiedzia┼é pan: ÔÇ×mnie bardziej interesuj─ů odrzuceni ni┼╝ wybraniÔÇŁ. Kim interesuje si─Ö Jacek Hugo-Bader AD 2012?
W tej chwili pracuj─Ö nad ksi─ů┼╝k─ů pt. ÔÇ×FirmaÔÇŁ. Odszukuj─Ö moich koleg├│w z podziemia, z ÔÇ×wojny jaruzelskiejÔÇŁ i pytam ich, jak im si─Ö ┼╝yje w Polsce, kt├│r─ů sami sobie wywalczyli. Okazuje si─Ö, ┼╝e na og├│┼é nie tak to sobie wyobra┼╝ali i ┼╝yje im si─Ö licho.
Zreszt─ů byli tacy, kt├│rzy mnie wyrzucili na zbity pysk.
 
Ze wzgl─Ödu na to, gdzie pan pracuje?
Tak. Mam wci─ů┼╝ tak─ů karteczk─Ö z wypisanymi has┼éami i odzewami. Chodz─Ö wi─Öc po tych starych adresach. Wchodz─Ö i m├│wi─Ö: ÔÇ×Dzie┼ä dobry, przyszed┼éem po mleko dla bli┼║niak├│wÔÇŁ, a ta kobieta bez mrugni─Öcia okiem odpowiada: ÔÇ×No tak, ale zawsze przychodzi┼é pan w pi─ůtekÔÇŁ. Po trzydziestu latach! Sam pan rozumie, taka wzruszaj─ůca sytuacja, zachwycamy si─Ö: co za historia!, szybko opowiadamy, co i jak, m├│wi─Ö, kto ja jestem, ┼╝e z ÔÇ×WyborczejÔÇŁ… I na tym koniec. Po tym, jak ta kobieta mnie obsobaczy┼éa, jak mnie wygna┼éa, to, cho─ç jestem twardy, ma┼éo si─Ö nie porycza┼éem.
A┼╝ tak strasznie si─Ö por├│┼╝nili┼Ťmy, ┼╝e nawet nie chcia┼éa ze mn─ů porozmawia─ç. Jak z psem, jak z najgorszym zdrajc─ů. Nie zna mojego nazwiska, nie zna mojej g─Öby, z niczym mnie nie kojarzy, a ja przecie┼╝ nigdy nie zajmowa┼éem si─Ö polityk─ů! Strasznie smutne, niby koledzy z wojny. To s─ů dzisiaj moi wykluczeni.
 
Z czego wynika ich wykluczenie?
To ludzie ÔÇ×nieza┼éapaniÔÇŁ, kt├│rzy sobie nie poradzili. A ci, kt├│rzy sobie poradzili, im nie pomogli, wychodz─ůc z za┼éo┼╝enia, ┼╝e skoro mamy kapitalizm, to ka┼╝dy walczy o sw├│j byt, o swoje ┼╝ycie. Ci, kt├│rzy sobie poradzili, cz─Östo maj─ů wystarczaj─ůco trudno i nie s─ů w stanie my┼Ťle─ç jeszcze o innych. Tak wysz┼éo, ale czy tak by─ç powinno?
Nie ┼╝yje si─Ö ┼éatwo. Byli┼Ťmy chyba zbyt skoncentrowani na urz─ůdzaniu swojego osobistego ┼╝ycia… Sam tak si─Ö rzuci┼éem w wir swojej roboty, kt├│r─ů przecie┼╝ uwielbiam, ┼╝e ma┼éo zadba┼éem o moich koleg├│w. Teraz to widz─Ö i nie czuj─Ö si─Ö z tym najlepiej. Tak si─Ö u┼éo┼╝y┼éo, ┼╝e akurat z kolegami, z kt├│rymi w podziemiu by┼éem najbli┼╝ej, dzi┼Ť si─Ö najmniej lubi─Ö.
 
Czy jako spo┼éecze┼ästwo wybudowali┼Ťmy mur oddzielaj─ůcy biednych i bogatych?
Nikt nie budowa┼é takich mur├│w specjalnie, to tak wychodzi. Patrz─Ö na swoich przyjaci├│┼é, znajomych i my┼Ťl─Ö sobie, ┼╝e co┼Ť tu jest nie tak: nie jeste┼Ťmy wypadkow─ů spo┼éecze┼ästwa. Uprawiamy najr├│┼╝niejsze profesje, r├│┼╝ne rzeczy nas interesuj─ů, ale jedno, w czym wszyscy jeste┼Ťmy do siebie podobni, to status maj─ůtkowy. To wynika cho─çby z tego, ┼╝e biednego cz┼éowieka nie sta─ç, ┼╝eby pojecha─ç z nami na narty albo na weekend na Suwalszczyzn─Ö.
A my mamy fors─Ö, ┼╝eby pojecha─ç do Austrii na narty, do ciep┼éego kraju na wakacje i zrobi─ç balang─Ö z dobrym winem, p├│j┼Ť─ç do dobrej knajpy, ale te┼╝ nie za cz─Östo, a jak kto┼Ť ma akurat k┼éopot, to mu si─Ö ten obiad postawi. Dlaczego nie mam przyjaci├│┼é w┼Ťr├│d oligarch├│w, ani w┼Ťr├│d bardzo biednych ludzi? Przecie┼╝ s─ů ich w Polsce miliony.
 
Walka klas trwa?
Nie potrzeba walki. Te ┼Ťwiaty ┼╝yj─ů obok siebie, mijaj─ů si─Ö i po prostu nie maj─ů ze sob─ů do czynienia.
 
Opisywa┼é pan niedawno, jak pr├│bowa┼é ÔÇô normalnie ubrany autor kilku ksi─ů┼╝ek, znany dziennikarz, dwukrotny laureat Grand Pressa ÔÇô wej┼Ť─ç do klubu Platinium w Warszawie. Nie uda┼éo si─Ö.
Czy pan wie, ┼╝e w ramach tego klubu jest jeszcze strefa VIPowska? Dzieciaki mi m├│wi┼éy ÔÇô ja nigdy w ┼╝yciu tam nie by┼éem i nie p├│jd─Ö, to wbrew mojej religii. P├│┼é biedy, ┼╝e mnie nie wpu┼Ťcili, bo ┼║le si─Ö ubra┼éem, ale nie wpu┼Ťciliby tak┼╝e Ewki Milewicz, bo jest na w├│zku i smutno wygl─ůda. To jest potworne.
Kiedy┼Ť w Moskwie przez par─Ö godzin przygl─ůda┼éem si─Ö oniemia┼éy, jak pracuje selekcjoner. To co┼Ť niezwyk┼éego, gorzej, ni┼╝ na rampie w O┼Ťwi─Öcimiu. Selekcjoner jest niewidoczny, wpuszcza wielki goryl, kt├│ry ma w uchu s┼éuchawk─Ö i s┼éyszy tylko: lewa-prawa, wchodzi-nie wchodzi. Jakie tam ch┼éopaki robili sztuczki! Kilka razy podchodzili, w innym towarzystwie, zamieniali ubrania… Prawie nigdy si─Ö nie zdarzy┼éo, ┼╝eby ca┼éa grupa nie wesz┼éa, bo kogo┼Ť z grupy odrzucili.
Powiedzia┼éem sobie, ┼╝e w ┼╝yciu nawet nie zbli┼╝─Ö si─Ö do takiego miejsca.
 
Nienawidz─Ö polskiego dziennikarstwa

 
Czy bieda jest interesuj─ůca?
Dla mnie jako reportera ÔÇô niezwykle. Czuj─Ö si─Ö tak, jakbym wyjecha┼é do obcego kraju ÔÇô to jest tak odleg┼ée od mojego ┼╝ycia. A to dzieje si─Ö tu┼╝ ko┼éo mnie i tak ma┼éo wiem o prawach rz─ůdz─ůcych tym ┼Ťwiatem… To bardzo interesuj─ůce, chocia┼╝ nie jest to fotogeniczne, jest okropne, brzydkie. Pod ka┼╝dym wzgl─Ödem.
 
A dla zwyk┼éego cz┼éowieka?
My┼Ťl─Ö, ┼╝e nie. Robimy wszystko, ┼╝eby nie by─ç biedni, ja te┼╝ bym nie chcia┼é by─ç biedny. Bieda jest upokarzaj─ůca.
 
Ale jad─ůc do Brazylii na kurortow─ů wycieczk─Ö, mo┼╝na zam├│wi─ç sobie wypad do faweli.
Bieda ma co┼Ť do sprzedania, staje si─Ö atrakcj─ů dla bogaczy, ┼╝eby mogli poczu─ç si─Ö poruszeni ludzkim losem. Ale to pozorne.
By┼éem niedawno z przyjaci├│┼émi w Wietnamie. Jak to tury┼Ťci, szli┼Ťmy tylko utartymi szlakami. Powiedzia┼éem wi─Öc, ┼╝e musimy co┼Ť z tym zrobi─ç i wyci─ůgn─ů┼éem ich do dzielnicy n─Ödzy ÔÇô wystarczy┼éo odrobin─Ö zej┼Ť─ç z turystycznej trasy. Moi znajomi byli zszokowani. Szybko uciekli ÔÇô nie chcieli na to patrze─ç, bo obni┼╝a┼éo im to nastr├│j. ÔÇ×Bo┼╝e, to mo┼╝na ┼╝y─ç a┼╝ tak n─Ödznie?ÔÇŁ. Lepiej na to nie patrze─ç, b─Ödzie ci l┼╝ej.
 
Przecie┼╝ tak n─Ödznie ┼╝yj─ů te┼╝ ludzie obok nas.
Oczywi┼Ťcie, nie trzeba jecha─ç do Wietnamu. Tyle tylko, ┼╝e tam by┼éa to wielka dzielnica, w kt├│rej ludzie byli tak biedni, ┼╝e nie mieli nawet gdzie domu postawi─ç, wi─Öc stawiali go na terytorium niczyim, czyli na rzece. Wbija si─Ö pale w rzek─Ö i mo┼╝na zbudowa─ç na nich cha┼éupk─Ö. Ca┼ée du┼╝e osiedle tak zbudowano. Ca┼ékiem praktyczna rzecz, bo masz i zbiornik do picia, i kibel pod sob─ů. U nas bieda wyst─Öpuje bardziej punktowo.
 
Maciej Pisuk, mieszkaj─ůcy na Pradze, opowiada┼é o fotoreporterach, kt├│rzy jad─ů tam ubrani jak reporterzy wojenni, przemykaj─ů si─Ö mi─Ödzy podw├│rkami, a zdj─Öcia robi─ů z ukrycia…
┼Ümiechu warte. Ogl─ůda┼éem ostatnio w telewizji korespondencj─Ö z Tel-Awiwu. Go┼Ť─ç stoi w kamizelce kuloodpornej na wierzchu i og┼éasza, ┼╝e od kilku godzin obowi─ůzuje zawieszenie broni. To na chuja mu ta kamizelka? Przecie┼╝ ona ma sens wtedy, kiedy si─Ö j─ů w┼éo┼╝y pod co┼Ť, ┼╝eby go┼Ť─ç, kt├│ry ma ci─Ö zastrzeli─ç, nie wiedzia┼é, ┼╝e j─ů masz na sobie i nie strzeli┼é ci w ┼éeb. Jestem bardzo z┼éego zdania o polskich mediach i kolegach dziennikarzach, kt├│rzy buduj─ů nastr├│j podobnymi chwytami.
Podobnie jest z tymi fotoreporterami, o kt├│rych m├│wi Pisuk. Ale polskie media nie lubi─ů si─Ö nad tym zastanawia─ç, o czym zreszt─ů ┼Ťwiadczy ca┼éa ta sprawa Madzi z Sosnowca. Nikt nie wnikn─ů┼é w jej g┼é─ůb: dlaczego tak si─Ö sta┼éo, co mog┼éa mie─ç w g┼éowie ta dziewczyna? Jedynym tematem by┼éo: zabi┼éa czy nie zabi┼éa. Nienawidz─Ö polskiego dziennikarstwa.
 
Powiedzia┼é pan kiedy┼Ť, ┼╝e dziennikarstwo powinno naprawia─ç ┼Ťwiat…
A po co innego jest?
 
ÔÇŽa wydaje si─Ö, ┼╝e cz─Östo jeszcze dodatkowo ten ┼Ťwiat psuje.
Ewidentnie. Po ca┼éej tej akcji z Madzi─ů ┼Ťwiat nie sta┼é si─Ö nawet o milimetr lepszy, mimo ┼╝e wszystkie media da┼éy g┼éos w tej sprawie. Dop├│ki szukali┼Ťmy Madzi, maj─ůc nadziej─Ö na jej uratowanie, mia┼éo to jaki┼Ť sens, ale ca┼éy szum, kt├│ry zrobili┼Ťmy p├│┼║niej, jest ju┼╝ po nic, jedynie dla wstr─Ötnego zaspokojenia ciekawo┼Ťci.
 
 
Utraci─ç prze┼║roczysto┼Ť─ç

 
Jak wygl─ůda ┼Ťwiat z perspektywy trotuaru?
Zupe┼énie inaczej. Nie spos├│b z zewn─ůtrz opisa─ç ┼Ťwiata ludzi wykluczonych, bo nie b─Öd─ů chcieli z nami gada─ç. Oczywi┼Ťcie, kiedy ju┼╝ Pana Piotrusia, bezdomnego z ulicy Piwnej w Warszawie, bior─Ö na spytki, to musz─Ö si─Ö przedstawi─ç, kim jestem i co robi─Ö. To podstawa etyki dziennikarskiej. Wpierw jednak musz─Ö par─Ö tygodni z nim pomieszka─ç, da─ç mu szans─Ö, ┼╝eby┼Ťmy si─Ö polubili. Gdybym do niego podszed┼é tak po prostu i spyta┼é: ÔÇ×Panie Piotrusiu, prosz─Ö powiedzie─ç, co pan tu robi na ulicy, czemu pan ca┼éy dzie┼ä jest pijany?ÔÇŁ, to nic by z tego nie by┼éo.
 
M├│wi pan o tym, jak wygl─ůda ┼Ťwiat wykluczonych od wewn─ůtrz. A ┼Ťwiat innych ludzi?
Trudno to sobie wyobrazi─ç. Jeste┼Ť niewidzialny, jakby┼Ť by┼é duchem. To jest co┼Ť, co zmieni┼éo si─Ö przez ostatnie dwadzie┼Ťcia lat. Kiedy na pocz─ůtku lat 90. wciela┼éem si─Ö w Charliego, mojego w┼é├│cz─Ög─Ö, wszyscy mnie widzieli, stawali na g┼éowie, ┼╝ebym si─Ö tylko do nich nie zbli┼╝a┼é. Gdy siada┼éem na ┼éawce na przystanku tramwajowym, to ilu by ludzi nie by┼éo, ┼éawka i tak robi┼éa si─Ö pusta. A dzi┼Ť tak si─Ö do tego przyzwyczaili┼Ťmy, ┼╝e ludzie nawet ode mnie nie uciekali. Kiedy na mnie patrzyli, to ich wzrok przechodzi┼é na drug─ů stron─Ö. Le┼╝ysz i ┼╝ebrzesz na trotuarze, a ludzie przechodz─ů obok, jakby┼Ť by┼é ┼Ťmieciem.
 
Jak przesta─ç by─ç niewidzialnym?
Musisz co┼Ť wykombinowa─ç, ┼╝eby zwr├│cili na ciebie uwag─Ö, ┼╝eby straci─ç prze┼║roczysto┼Ť─ç. Wymy┼Ťli┼éem wi─Öc sobie, ┼╝e to zale┼╝y od tekstu, kt├│ry masz na kartce. Je┼╝eli has┼éo jest przyci─ůgaj─ůce, to mo┼╝e wrzuc─ů pieni─ů┼╝ek. Ja napisa┼éem sobie: ÔÇ×Jestem odra┼╝aj─ůcy, brudny, z┼éy, bo g┼éodnyÔÇŁ.
 
Czy takie do┼Ťwiadczenie zmieni┼éo pa┼äskie spojrzenie na bied─Ö?
Nie dokona┼éem ┼╝adnego nadzwyczajnego odkrycia, kt├│re zmieni┼éoby moje ┼╝ycie. To tak nie dzia┼éa.
Niesamowite jest jednak to, jak ┼éatwo pozby─ç si─Ö swojej to┼╝samo┼Ťci, zmieniaj─ůc swoj─ů powierzchowno┼Ť─ç. Po zmianie ubrania mo┼╝esz kompletnie zmieni─ç te┼╝ swoje przyzwyczajenia, opory, nawyki… B─Öd─ůc Charliem bez ┼╝adnego problemu mog─Ö wysika─ç si─Ö na skwerku na rogu Krakowskiego Przedmie┼Ťcia i Karowej, czy przespa─ç si─Ö na trawniku. Chocia┼╝ w tym ┼Ťwiecie te┼╝ istniej─ů zasady, na przyk┼éad w kwestii stref pilnowania samochod├│w na parkingu. Nie wchodzi si─Ö w parad─Ö innemu bezdomnemu. Chyba, ┼╝e odbywaj─ů si─Ö wojny. Jedni prowadz─ů wojny o dzia┼éki naftowe, a inni o strefy wp┼éyw├│w na parkingu.
 
 
Ostatni raz na nich patrz─Ö

 
O swoich podr├│┼╝ach do Rosji i opisywanym tam w ÔÇ×Bia┼éej gor─ůczceÔÇŁ alkoholizmie, powiedzia┼é pan: ÔÇ×Nie mog─Ö ┼Ťcierpie─ç, ┼╝e w czasach, kiedy ja chodz─Ö po ziemi, co┼Ť takiego w innej cz─Ö┼Ťci ┼Ťwiata si─Ö odbywa ÔÇô dla mnie to nie do prze┼╝yciaÔÇŁ.
Oni to nazywaj─ů mi─Ökkim holocaustem. Tyle tylko, ┼╝e Zag┼éad─Ö kto┼Ť wymy┼Ťli┼é i przeprowadzi┼é, a tam odbywa si─Ö sama z siebie, co wi─Öcej, odbywa si─Ö na moich oczach i prawdopodobnie nie ma dla nich ratunku.
W zesz┼éym roku wst─ůpi┼éa jednak we mnie nadzieja. Przez jaki┼Ť czas mieszka┼éem na p├│┼éwyspie Jama┼é w koczowniczej rodzinie. Mieli trzy namioty, w sumie mieszka┼éo ich tam kilkana┼Ťcie os├│b, w tym kilku m─Ö┼╝czyzn ÔÇô wszyscy niepij─ůcy, lecz─ůcy si─Ö z alkoholizmu. Postanowili, ┼╝e b─Öd─ů si─Ö leczy─ç bez wyj─ůtku, bo inaczej zgin─ů. To, ┼╝e maj─ů tego ┼Ťwiadomo┼Ť─ç i zespo┼éowo, hurtem, przyj─Öli zasad─Ö, ┼╝e si─Ö lecz─ů, to jest naprawd─Ö co┼Ť.
 
To chyba pojedynczy przypadek.
To by┼é bardzo bogaty rejon. Hoduj─ů tam zwierz─Öta, godziwie na nich zarabiaj─ůc ÔÇô maj─ů komu sprzedawa─ç to mi─Öso, sk├│ry i rogi. Jest jaki┼Ť sens.
Nie jest to taka n─Ödza, jak pisa┼éem w ÔÇ×Bia┼éej Gor─ůczceÔÇŁ o Ewenkach, ┼╝e wszystko roz┼éazi si─Ö w r─Ökach, nie ma ┼╝adnego ┼Ťwiate┼éka w tunelu. Dla mnie to nie do pomy┼Ťlenia, mi si─Ö ┼╝y─ç odechciewa, kiedy wiem, ┼╝e ostatni raz na nich patrz─Ö, bo nast─Öpnym razem, gdy do nich przyjd─Ö, to ju┼╝ ich nie b─Ödzie, bo wygin─ů.
 
Jak sobie z tym radzi─ç? Jak poradzi─ç sobie po napisaniu reporta┼╝u o ch┼éopakach sprzedaj─ůcych swoje cia┼éo pod Dworcem Centralnym czy po wizycie w Doniecku i spotkaniu z Dim─ů, kt├│rego cia┼éo le┼╝y teraz gdzie┼Ť w piwnicy przykryte ko┼édr─ů przez koleg─Ö?
Nie radz─Ö sobie, p├│ki tego nie napisz─Ö. Wtedy w┼é─ůcza mi si─Ö klawisz ÔÇ×DeleteÔÇŁ i zaczyna kasowa─ç wszystkie pliki w g┼éowie. Musz─Ö mie─ç taki mechanizm: jak chirurg, kt├│remu czasem kto┼Ť umrze na stole. Gdybym mia┼é nad ka┼╝dym tematem wylewa─ç morze ┼éez, to bym ze┼Ťwirowa┼é. Do pewnych rzeczy musia┼éem przywykn─ů─ç. A poniewa┼╝ wol─Ö zajmowa─ç si─Ö wykluczonymi, ni┼╝ wybranymi, przegranymi, ni┼╝ zwyci─Özcami, siedz─ůcymi na ┼éawce rezerwowych, ni┼╝ tymi, kt├│rzy s─ů na boisku i strzelaj─ů bramki, to cz─Östo dotykam takich historii.
W g┼éowie mam zaledwie kilka, mo┼╝e kilkana┼Ťcie historii, kt├│re bardzo dobrze pami─Ötam, bo po ludzku zrobi┼éy na mnie najwi─Öksze wra┼╝enie, waln─Ö┼éy mnie mocniej od innych.
 
A to tylko kropla w morzu nieszcz─Ö┼Ť─ç tego ┼Ťwiata.
Kiedy jeste┼Ť n─Ödzarzem i opisujesz ┼Ťwiat bezdomnych, rozmawiasz z Panem Piotrusiem, to sobie my┼Ťlisz: jaki wyj─ůtkowy ten nasz Pan Piotru┼Ť z ulicy Piwnej w Warszawie. A gdybym pojecha┼é do Brazylii, do faweli, to znajd─Ö tam kilkaset tysi─Öcy Pan├│w Piotrusi├│w. Tak jest ten ┼Ťwiat skonstruowany. A┼╝ strach o tym pomy┼Ťle─ç, ┼╝e nie masz na to ┼╝adnego wp┼éywu. Co masz zrobi─ç? Podzieli─ç si─Ö swoim maj─ůtkiem i Panu Piotrusiowi odda─ç po┼éow─Ö? Co z tego? Co┼Ť si─Ö Panu Bogu nie uda┼éo.
 
Panu Bogu czy ludziom?
Panu Bogu. Ludzie s─ů zbyt s┼éabi, ┼╝eby sobie z tym poradzi─ç.
 
 
To obciach je┼║dzi─ç Jaguarem

 
Wracaj─ůc do pocz─ůtku naszej rozmowy: czy Zbigniew Bujak, bohater pa┼äskiego bardzo gorzkiego reporta┼╝u sprzed paru miesi─Öcy, te┼╝ jest wykluczony, mimo bycia doradc─ů marsza┼éka Senatu?
M├│g┼éby by─ç nawet marsza┼ékiem Senatu i dalej by─ç wykluczonym, ale my┼Ťl─Ö, ┼╝e ma pan racj─Ö. Jedyn─ů parti─ů, do kt├│rej lgn─ů dzi┼Ť wykluczeni, jest PiS. Cho─ç to te┼╝ nie jest, oczywi┼Ťcie, takie proste. Zbyszek Bujak jest na to dowodem.
 
Brakuje w Polsce partii, kt├│ra reprezentowa┼éaby odrzuconych?
Tradycyjnie powinna si─Ö nimi zajmowa─ç lewica, socjali┼Ťci.
 
Ale wszyscy wiemy, jaka jest lewica w Polsce…
C├│┼╝ ona ma z wykluczonymi wsp├│lnego? Politycy lewicy s─ů dzi┼Ť na przeciwnym biegunie. Szejk je┼╝d┼╝─ůcy Jaguarem. Socjalista, kurwa, powinien si─Ö wstydzi─ç stan─ů─ç ko┼éo Jaguara, a co dopiero nim je┼║dzi─ç! W Polsce mie─ç Jaguara to obciach. Nie jest grzechem mie─ç pieni─ůdze, ale ja bym nawet nie wsiad┼é do takiego samochodu, ┼╝eby si─Ö przejecha─ç z koleg─ů.
 
Chyba ┼╝e jako Charlie?
Chyba ┼╝e tak!
 
Wywiad nieautoryzowany. Jacek Hugo-Bader ufa dziennikarzom, z kt├│rymi rozmawia, i uwa┼╝a, ┼╝e przepis o obowi─ůzku autoryzacji powinien by─ç usuni─Öty z prawa prasowego.
 
Jacek Hugo-Bader (1957) jest dziennikarzem, reporta┼╝yst─ů i autorem ksi─ů┼╝ek reporterskich, mi─Ödzy innymi ÔÇ×Bia┼éej gor─ůczkiÔÇŁ i ÔÇ×Dziennik├│w ko┼éymskichÔÇŁ. Pracowa┼é jako nauczyciel, socjoterapeuta, ┼éadowacz na kolei, wagowy w punkcie skupu trzody chlewnej i sprzedawca w sklepie spo┼╝ywczym. By┼é szefem kolporta┼╝u w Mi─Ödzyzak┼éadowej Komisji Koordynacyjnej, drukuj─ůcej mi─Ödzy innymi ÔÇ×Tygodnik MazowszeÔÇŁ. Dwukrotny laureat Grand Pressa, nominowany do Nagrody Nike za ÔÇ×W rajskiej dolinie w┼Ťr├│d zielskaÔÇŁ. Znany ze swoich reporta┼╝y wcieleniowych, zw┼éaszcza z wcielania si─Ö w bezdomnego w┼é├│cz─Ög─Ö – Charliego.
 
Przeczytaj inne wywiady ÔÇ×KontaktuÔÇŁ.

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Jeste┼Ťmy magazynem i ┼Ťrodowiskiem lewicy katolickiej. Piszemy o wykluczeniu, sprawiedliwo┼Ťci spo┼éecznej, biedzie, o wsp├│┼éczesnych zjawiskach w kulturze, polityce i spo┼éecze┼ästwie. Potrzebujemy stabilnego finansowania ÔÇô mo┼╝esz nam w tym pom├│c!
Wybieram sam/a
Ko┼Ťci├│┼é i lewica si─Ö wykluczaj─ů?
Nie ÔÇô w Kontakcie ┼é─ůczymy lewicow─ů wra┼╝liwo┼Ť─ç z katolick─ů nauk─ů spo┼éeczn─ů.

I u┼╝ywamy plik├│w cookies. Dowiedz si─Ö wi─Öcej: Polityka prywatno┼Ťci. zamknij ├Ś