Internetowy magazyn katolewicy spo艂ecznej. Piszemy o 艣wiecie, czerpi膮c inspiracje z nauki spo艂ecznej Ko艣cio艂a

Halina Birenbaum: Trzeba opowiada膰

Na procesie Eichmanna m贸wili tylko o tym, 偶e hitlerowcy zabijali. W jaki spos贸b, ilu i gdzie. Ale przecie偶 my艣my 偶yli w tym piekle tyle czasu, nim 偶e艣my umierali! Jeden 偶y艂 rok, drugi 偶y艂 miesi膮c, trzeci 偶y艂 trzy lata, a jeszcze inny, jak ja, 偶y艂 ca艂e pi臋膰 i p贸艂 roku. O tym musz臋 opowiada膰.
Halina Birenbaum: Trzeba opowiada膰
ilustr.:Marta Basak

STANIS艁AW ZAKROCZYMSKI: Co czu艂a Pani, wi臋zie艅 Auschwitz, przemawiaj膮c przed bram膮 obozu do wielkich tego 艣wiata?

HALINA BIRENBAUM: Przede wszystkim wielk膮 satysfakcj臋.

Z czego?

Jak to z czego? Z tego, 偶e 偶yj臋! Po 70 latach 偶yj臋 jeszcze i opowiadam nie tylko tym r贸偶nym g艂owom pa艅stw, ale ca艂emu 艣wiatu. I ca艂y 艣wiat us艂yszy o tym, co zobaczy艂am, kiedy po raz pierwszy mnie tutaj sprowadzili. Niech wszyscy to wiedz膮, niech maj膮 przed oczami ten straszny obraz, niech poczuj膮 to wszystko, co ja wtedy czu艂am.

Niezwykle obrazowe przem贸wienie鈥

Tak, w ten spos贸b je sobie u艂o偶y艂am. Bardzo mi zale偶a艂o, 偶eby m贸wi膰 prosto i mocno. Bo przewa偶nie przed takimi wa偶nymi lud藕mi pozwalaj膮 m贸wi膰 takim samym wa偶nym ludziom spo艣r贸d by艂ych wi臋藕ni贸w: politykom, profesorom, historykom. Ja zasadniczo by艂am zwyk艂ym, szarym wi臋藕niem, jestem zwyk艂膮, szar膮 kobiet膮: gospodyni膮 domow膮, kt贸rej 艣wiat zamyka si臋 dzi艣 wok贸艂 chorego m臋偶a. Mam straszne wyrzuty sumienia, 偶e w og贸le tu przyjecha艂am i zostawi艂am go w Izraelu. Ale chcia艂am, 偶eby wszyscy us艂yszeli t臋 prawd臋 w艂a艣nie z moich ust, z tej perspektywy.

To satysfakcja, 偶e w艂a艣nie Pani przypad艂a ta mo偶liwo艣膰?

O tak, wielka satysfakcja. W imieniu Izraela nikt by mnie tu nie przys艂a艂. Zaprosi艂 mnie osobi艣cie dyrektor muzeum Auschwitz. Pocz膮tkowo czu艂am pewn膮 trem臋, ale przemawiaj膮c by艂am ju偶 naprawd臋 bardzo pewna siebie. Bo co znacz膮 te wszystkie tytu艂y i honory wobec tego, co ja mam przed oczyma stamt膮d! Tam, w Auschwitz, widzia艂e艣 cz艂owieka, jakim by艂 naprawd臋. Nagi, odarty ze wszystkiego, oszpecony. Widzia艂e艣, jak on si臋 zachowywa艂, kiedy nie mia艂 czym oddycha膰, co je艣膰 ani gdzie si臋 za艂atwi膰. W sytuacji, gdy kiedy stan膮艂 w b艂ocie jedn膮 nog膮, to drugiej nie m贸g艂 z niego wyci膮gn膮膰. Wtedy ju偶 nie by艂 偶adnym dyplomat膮 ani prezydentem, a byli tam mi臋dzy nami tacy. Ten by艂 tam wyr贸偶niony, kto potrafi艂 jeszcze dobre s艂owo jakie艣 powiedzie膰 do drugiego cz艂owieka, a nie tylko pcha膰 si臋 i kl膮膰, kto potrafi艂 opanowa膰 g艂贸d i jeszcze co艣 z siebie ludzkiego pokaza膰 w braku si艂 i braku jakichkolwiek warunk贸w do 偶ycia.

W samym Auschwitz sp臋dzi艂a Pani oko艂o dwa lata. W getcie i obozach koncentracyjnych ca艂膮 wojn臋. Ponad pi臋膰 lat.

Tak. Widzia艂am ludzi, jak ich zwo偶膮, jak wyrzucaj膮 z poci膮gu. Jak sortuj膮 ich rzeczy. Jak potem idzie ogie艅 z ich palonych cia艂. Dzie艅 w dzie艅, dzie艅 w dzie艅 jeszcze i tak prawie dwa lata. I sta艂am p贸藕niej na g贸rach odzie偶y, gdzie wszystko by艂o wymieszane. Fotografie, listy i zapakowane jedzenie, nadgryzione i nienadgryzione. Odzie偶 bogatych ludzi, biednych ludzi, szmaty jakie艣. Co wobec tego wszystkiego znaczy艂y wszystkie d膮偶enia, wszystkie zwyk艂e troski? Co znaczy艂o to, 偶e w getcie warszawskim m贸j brat chcia艂, 偶ebym ja si臋 uczy艂a, 偶ebym dobrze pisa艂a? 呕ebym nie powtarza艂a w tym samym zdaniu dwa razy jednego s艂owa? 呕ebym nie robi艂a b艂臋d贸w w gramatyce polskiej czy rachunkach? 呕ebym ust臋powa艂a miejsca doros艂ym? Takie to by艂o zawsze wa偶ne, a tu gdzie to wszystko? Jak nas traktuj膮? Jak do nas m贸wi膮? W co jeste艣my odziani? Jak my wygl膮damy? Giniemy w b艂ocie, w biegunce, we wrzodach i krostach鈥 Te obrazy zostan膮 mi na zawsze. A oni, m臋偶owie stanu i akademicy, wiedz膮 tyle, 偶e to by艂o i 偶e zgin臋艂o tyle i tyle milion贸w. Ale nie wiedz膮, jak to by艂o, jak si臋 w to brn臋艂o i gin臋艂o masowo.

A Pani co wie?

呕e te miliony to s膮 jeden, jeden, jeden, i jeszcze milion razy jeden. I ka偶dy inny, prze偶ywaj膮cy 艣mier膰 inaczej. Jeden s艂abszy, jeden mocniejszy, jeden 艂adny, pi臋kny, to pobity zostanie na miejscu, 偶eby od razu by艂 za艂amany, 偶eby nie by艂 wi臋cej pi臋kny. A kto by艂 w og贸le s艂aby przedtem – okazywa艂 si臋 mocny. A ja tak si臋 przedar艂am, bo nie by艂am ani pi臋kna, ani brzydka. By艂am ma艂a, w zgni艂ej odzie偶y i po prostu nie zwracali na mnie uwagi. Mia艂am czterna艣cie lat i by艂 we mnie jaki艣 niebywa艂y sprzeciw wobec tego wszystkiego. O tym trudno m贸wi膰, bo 偶adne s艂owa si臋 do tego nie nadaj膮. W ka偶dym razie te dzisiejsze nie.

Kiedy pierwszy raz tak przysz艂o Pani do g艂owy, 偶e Pani b臋dzie o tym opowiada膰?

Ja jestem w og贸le taka, 偶e musz臋 si臋 dzieli膰 tym, co mam w sobie. Nawet jak czytam ksi膮偶k臋 czy widz臋 film czy teatr, kt贸re robi膮 na mnie wra偶enie, to ja musz臋 si臋 z kim艣 podzieli膰 uczuciami, kt贸re wzbudzi艂 we mnie ten obraz. A co dopiero, gdy chodzi o w艂asne 偶ycie鈥
W艂a艣ciwie ju偶 w getcie pisa艂am. Jako jedenastoletnia dziewczynka. Na przyk艂ad gdy s艂ysza艂am krzyki w nocy o kawa艂ek chleba, albo nagle jaki艣 strza艂. To brzmi strasznie, ale ju偶 wtedy wyobra偶a艂am sobie r贸偶ne historie: to na pewno szmugler, kt贸ry gdzie艣 przez mury przenosi chleb z aryjskiej strony, a tam czekaj膮 na niego g艂odne dzieci. I my艣la艂am o tym, 偶e jego ju偶 nie ma, on ju偶 nie wr贸ci do tych dzieci i nie tylko jedzenia, ale ojca ju偶 nie maj膮.

I pisa艂a to Pani?

Tak. To oczywi艣cie wszystko sp艂on臋艂o p贸藕niej w powstaniu w getcie.

A w Auschwitz?

Tam te偶 by艂 we jaki艣 przymus do opisania tego, co prze偶ywam. On si臋 bra艂 chyba z tego, 偶e nie mog艂am si臋 z tym pogodzi膰 w 偶aden spos贸b. A偶 pewnego dnia, gdy pracowali艣my poza obozem, znalaz艂am tak膮 otwart膮 torb臋 z cementem i kawa艂ek o艂贸wka tuszowego. Urwa艂am kawa艂 papieru, zabra艂am i wieczorem zacz臋艂am pisa膰. O poci膮gu i o ogniu. Przeczyta艂am to mojej kole偶ance. Pracowali艣my wtedy z Polakami, specjalistami z wolno艣ci, kt贸rzy budowali baseny do kiszenia kapusty. Widzia艂am, 偶e pods艂uchiwali i jeden do drugiego powiedzia艂: 鈥濼a jak prze偶yje to napisze ksi膮偶k臋鈥.

Mia艂 racj臋鈥

Tak, ale od wyzwolenia do pisania by艂a jeszcze d艂uga droga.

Zaraz po wojnie, w Warszawie, nie pr贸bowa艂a Pani?

Nic mi nie wychodzi艂o, nic absolutnie. Czyta艂am gramatyk臋 艂aci艅sk膮 tak jak si臋 czyta wiersze – to mnie fascynowa艂o. Pr贸bowa艂am opowiada膰 bratu, kt贸rego cudem odnalaz艂am, i jego 偶onie. Ale oni woleli mnie wychowywa膰. Ja przesz艂am przez piek艂o, a tu wr贸ci艂am i nagle sta艂o si臋 znowu wa偶ne jak chodz臋, m贸wi臋, w co si臋 ubieram, jak wygl膮dam. Nie umia艂am si臋 do tego nijak przystosowa膰.

Mia艂a Pani kontakt z polskimi r贸wie艣nikami?

Tak, brat wepchn膮艂 mnie do szko艂y, bo uzna艂, 偶e nie mog臋 ci膮gle chodzi膰 z nim po Warszawie i opowiada膰. Czu艂am si臋 tam fatalnie. Dosz艂am pod koniec roku szkolnego, w og贸le nie orientowa艂am si臋 w materiale. Wa偶ne te偶, 偶e wok贸艂 by艂a obca m艂odzie偶, albo w og贸le, 偶e by艂a to m艂odzie偶.

Pani nie by艂a ju偶 m艂oda?

By艂am, ale nie by艂am ju偶 m艂odzie偶膮. Po tym, co przesz艂am, by艂am doros艂a. Na pauzach ba艂am si臋 krzyku, 艣miechu, popchni臋cia. To ju偶 nie by艂o dla mnie. M贸j brat poszed艂 do ministra o艣wiaty, 偶eby mnie przenie艣li na wieczorowe kursy dla doros艂ych. Tam si臋 lepiej czu艂am, ale te偶 nie opowiada艂am. Mia艂am numer na r臋ku i bywa艂o, 偶e na ulicy mog艂am us艂ysze膰 takie teksty: 鈥濼ylu ich zabijali, a tylu ich jeszcze zosta艂o. Popatrz, 呕yd贸wka鈥. Ba艂am si臋, zacz臋艂am chodzi膰 z d艂ugimi r臋kawami, 偶eby tego wi臋cej nie s艂ysze膰. To nie by艂 czas, aby opowiada膰. Sytuacja si臋 nieco zmieni艂a, gdy trafi艂am do kibucu. Najpierw na Pradze, a p贸藕niej na Pozna艅skiej. Tam raz w tygodniu siadali艣my i ka偶dy przy drobnym pocz臋stunku snu艂 swoj膮 opowie艣膰. S艂uchali mnie.

Szykowali艣cie si臋 do wyjazdu do Izraela?

Tak. Pi臋knie o nim opowiadali. Oczywi艣cie mowa by艂a o tym, 偶e jest to kraina mlekiem i miodem p艂yn膮ca. 呕e wszyscy tam na nas czekaj膮, 偶e jeste艣my im tak potrzebni. 呕e w kibucu w og贸le nie ma znaczenia, czy kto艣 ma dyplom czy nie, 偶e wszyscy s膮 r贸wni i ka偶dy dostaje wszystko, czego potrzebuje, a pracuje si臋 ile trzeba. Pomy艣la艂am, 偶e to dla mnie idealne, bo jak ja po tym wszystkim dostan臋 jaki艣 dyplom, jak w og贸le zdam matur臋?
Nikt nie wspomina艂 o wojnie, upale, k艂opotach. Tak wi臋c przy pierwszej mo偶liwej okazji wyrwali艣my si臋 i przez p贸艂 Europy: Czechy, Austri臋, Niemcy, Francj臋, nielegalnie, w 1947 roku dotarli艣my do Palestyny, kt贸ra jeszcze wtedy nie nazywa艂a si臋 przecie偶 Izraelem.

Marzenia si臋聽spe艂ni艂y?

Okaza艂o si臋, 偶e wszystko by艂o odwrotnie ni偶 w tych pi臋knych opowie艣ciach. Oni nas w og贸le nie chcieli. Chcia艂am opowiedzie膰 o moich prze偶yciach komu艣 z nich, z tych kt贸rzy byli tam ju偶 od tylu lat, z tych wa偶nych. W odpowiedzi s艂ysza艂am zawsze: 鈥濶ie, nie, nie m贸w o Auschwitz, my ju偶 wszystko o was wiemy, to wy艣cie byli tch贸rzami, nie bronili艣cie si臋, my by艣my post膮pili inaczej鈥 nie, nie opowiadaj, to wstyd i ha艅ba鈥. A wi臋c trzymali艣my si臋 ze sob膮, by艂o nas trzydzie艣cioro czy czterdzie艣cioro nielegalnych imigrant贸w i opowiadali艣my sobie, jeden drugiemu. Byli艣my bardzo nieszcz臋艣liwi. Jakbym mog艂a wr贸ci膰 piechot膮 stamt膮d do Warszawy, tobym wr贸ci艂a.

Co najbardziej tam Pani przeszkadza艂o?

Przede wszystkim k艂amstwo. Wszystko, co oni m贸wili o r贸wno艣ci, by艂o wielkim k艂amstwem. Byli艣my traktowani wyj膮tkowo 藕le. Dostawali艣my g艂odowe racje 偶ywieniowe, bardzo ma艂o spali艣my. W og贸le si臋 nie liczyli艣my, liczy艂a si臋 tylko nasza praca. Praca to by艂a ich 艣wi臋to艣膰, ich Jezus. Niewa偶ne, jak si臋 czu艂e艣, czego potrzebowa艂e艣, krwawi艂e艣, puch艂e艣 – mia艂e艣 pracowa膰 i by膰 cicho. I ta potworna, nieludzka dyscyplina. Spali艣my w namiotach, te namioty nasi膮ka艂y wilgoci膮 w nocy. Najpierw 艣mierdzia艂y od niej, potem od pra偶膮cego s艂o艅ca. Budzili nas gongiem o 6 rano. Jak w obozie鈥

To nie przesada?

W ka偶dym razie regu艂y by艂y podobne. Pami臋tam, 偶e gdy zacz臋艂a si臋 wojna, 15 maja 1948 roku, towarzysze z zarz膮du kibucu przybyli, m贸wi膮c, 偶e mamy da膰 dwie osoby na front do wojska i mamy ich wybiera膰 w g艂osowaniu. Pomy艣la艂am sobie: tyle razy przechodzi艂am selekcj臋, a teraz ja jej mam dokona膰? Mam podnie艣膰 r臋k臋 za tym, kogo wydadz膮? Kto ma by膰 ranny, a mo偶e zabity, a kto nie? M贸wili: niech id膮 ci, kt贸rzy jeszcze nie maj膮 dziewczyny, to nikt nie b臋dzie p艂aka艂 po nich. M贸j m膮偶 wtedy poszed艂 sam dobrowolnie z drugim koleg膮. Tak rozwi膮zali艣my ten problem.

Odesz艂a Pani z kibucu鈥

Tak, po tym jak musia艂y艣my z kole偶ankami pra膰 pieluchy ewakuowanych dzieci pod ogniem z karabin贸w w okolicy wzg贸rz Golan. Okropna praca, w potwornie niebezpiecznych warunkach. Postanowi艂am, 偶e nie chc臋 by膰 s艂u偶膮c膮 ludzi, z kt贸rymi pono膰 jestem na r贸wni.

Zamieszkali艣cie w Tel Awiwie.

Tak. Pracowa艂am znowu ci臋偶ko, jako pomoc domowa. Jednego dnia potrafi艂am trzy wielkie mieszkania obskoczy膰. Ale przynajmniej nie by艂o ju偶 tej potwornej hipokryzji. No i mo偶na mi by艂o m贸wi膰 o Shoa.

Komu Pani opowiada艂a? Ludziom, u kt贸rych Pani sprz膮ta艂a?

Tak. No jak mog艂am nie opowiada膰? Musieli wiedzie膰, sk膮d ja si臋 tu wzi臋艂am, jak to jest, 偶e 偶yj臋, czemu nie mam rodzic贸w w tak m艂odym wieku鈥 To by艂o zupe艂nie naturalne, nie chodzi艂o o jakie艣 szczeg贸lne 艣wiadectwo, upami臋tnianie. Jeszcze nie鈥

Czemu?

To wci膮偶 nie by艂 jeszcze ten czas. My艣my 偶yli w strasznej n臋dzy, d艂ugie lata pok膮tnie, w namiocie. Urodzi艂o mi si臋 dziecko. Ca艂e lata zaj臋艂o, nim uda艂o si臋, po wielu bardzo ci臋偶kich przej艣ciach, intrygach, oszustwach, doj艣膰 do tych dw贸ch pokoi z kuchni膮. 呕ycie鈥

Kiedy nast膮pi艂 prze艂om?

Nieco przypadkowo. M贸j starszy syn by艂 bardzo niespokojnym dzieckiem. Nauczycielka skar偶y艂a si臋 na niego. Odpar艂am jej: 鈥濸opatrz, on si臋 urodzi艂 5 lat po moim wyzwoleniu z obozu, z O艣wi臋cimia. Ja mia艂am w sobie wtedy tyle napi臋cia, tyle strachu, tyle prze偶y艂am. By膰 mo偶e to dziecko przej臋艂o to ode mnie i dlatego jest takie niespokojne鈥. A ona na to: 鈥濸rze偶y艂a艣 Auschwitz? Przyjd藕 do szko艂y nam opowiedzie膰鈥. I tak si臋 to zacz臋艂o.

Pami臋ta Pani to pierwsze publiczne opowiadanie?

Oczywi艣cie. To by艂 dla mnie potworny stres. Ja przecie偶 nigdy wcze艣niej nie by艂am w podobnej sytuacji. A ona przyprowadzi艂a a偶 trzy klasy: trzeci膮, czwart膮 i pi膮t膮. Strasznie du偶o ma艂ych dzieci. Nieprawdopodobny szum, ha艂as. Z pocz膮tku nauczycielka w og贸le nie mog艂a ich uspokoi膰. M贸wi艂a, 偶e jestem wielk膮 bohaterk膮 i to jest zaszczyt, 偶e mog膮 mnie s艂ucha膰. A im wi臋cej mnie chwali艂a, tym g艂o艣niej te dzieci wrzeszcza艂y. Pami臋tam to jak dzi艣: stoj臋, r臋ce i nogi mi si臋 trz臋s膮 i wszystko, o czym chcia艂am opowiedzie膰, ze mnie ucieka鈥 A偶 mi si臋 niedobrze zrobi艂o. Ale po chwili zdenerwowa艂am si臋, 偶e ta nauczycielka nie mo偶e uspokoi膰 dzieci, wi臋c odezwa艂am si臋 do tych z pierwszego rz臋du, kt贸re siedzia艂y na pod艂odze. M贸wi艂am: 鈥濸os艂uchajcie, by艂a wielka wojna i celem Niemiec w tej wojnie by艂o zabi膰 wszystkich 呕yd贸w. Ja nie by艂am 偶adn膮 bohaterk膮, by艂am wtedy w waszym wieku i opowiem wam, jak mnie nie zabili鈥.

Uciszyli si臋?

Natychmiast. Najpierw ci z pierwszego rz臋du. Reszta nie wiedzia艂a, co si臋 sta艂o, wi臋c umilk艂a z samej ciekawo艣ci. I zacz臋艂am m贸wi膰. Wszystko, co przesz艂am nagle by艂o ze mn膮. W贸wczas nie zna艂am nawet jeszcze dobrze hebrajskiego i te dzieci podsy艂a艂y mi s艂owa, kt贸re by艂y potrzebne. To by艂o co艣 nadzwyczajnego.

O czym im Pani m贸wi艂a?

Kiedy oni tak siedzieli w klasie, przypomnia艂am sobie, 偶e jeszcze na samym pocz膮tku w getcie warszawskim by艂y punkty, do kt贸rych kierowano ludzi, kt贸rzy nie mieli dok膮d p贸j艣膰, kt贸rzy nie mieli pieni臋dzy ani mieszka艅. Mi臋dzy innym wsadzali ich do dawnych szk贸艂, do klas szkolnych, gdzie le偶eli na pod艂odze, robili ju偶 pod siebie, byli spuchni臋ci z g艂odu. Ja to widzia艂am w wieku lat jedenastu. Posz艂am do takiej szko艂y i widzia艂am tam w贸zki z trupami, skrzynie pe艂ne trup贸w, z kt贸rych wystawa艂y nogi i r臋ce. Przysz艂am tam na przedstawienie wystawiane przez dzieci wygnane z ma艂ych miasteczek, kt贸re gra艂y za szklank臋 zupy. Jedna dziewczynka, kt贸r膮 zapami臋ta艂am na ca艂e 偶ycie, wysoka, szczup艂a, blada, o prze藕roczystej twarzy i kr贸tkich rudych w艂osach, deklamowa艂a wiersz o tym, jak ich wygnali z miasteczka i zagnali tutaj z rodzin膮, jak jeden po drugim umarli jej krewni i na ko艅cu pyta艂a po 偶ydowsku: 鈥濨o偶e, czy szklanka naszych 艂ez jeszcze nie jest pe艂na? Do kiedy tak?鈥. I to nagle mi stan臋艂o przed oczyma: szko艂a, kt贸ra jest ju偶 trupiarni膮, pot臋ga grozy, 艣mierci i bezradno艣ci, a tutaj te dzieci szalej膮. Kim one s膮, 偶e ja si臋 ich boj臋?

I dalej zacz臋艂a聽Pani opowiada膰 w kolejnych szko艂ach?

Tak to si臋 potoczy艂o. Cho膰 nie wsz臋dzie przyjmowali mnie dobrze. Jedna nauczycielka powiedzia艂a mi kiedy艣 nawet, 偶e my w czasie wojny to byli艣my 鈥瀔urz ludzki鈥, rozumiesz? 呕e te dzieci dostan膮 kompleks贸w przez t臋 moj膮 opowie艣膰, bo ona upokarza nar贸d 偶ydowski. Wyobra偶asz to sobie? Dla mnie to opowiadanie zawsze jest trudne: kiedy zaczynam, wszyscy 偶yj膮. Jest moja mama, ojciec, brat, a p贸藕niej po kolei ich trac臋, a na koniec zostaj臋 sama w Auschwitz. A teraz jeszcze mam si臋 tego wstydzi膰, 偶e sprowadzam na kogo艣 nieszcz臋艣cie, 偶e dostanie kompleks贸w鈥 No ale wida膰 dzieci mnie bardziej ceni艂y, bo wraca艂y do domu, opowiada艂y rodzicom i z ca艂ego kraju zacz臋li przysy艂a膰 zaproszenia鈥

Wtedy postanowi艂a Pani to spisa膰?

Nie, nie mia艂am w og贸le takiego zamiaru. A偶 do procesu Eichmanna. On poch艂on膮艂 mnie ca艂kowicie. Przesta艂am gotowa膰 obiady, dawa艂am synom tylko jogurt, kawa艂ek chleba i jajko. Nieustannie siedzia艂am przy radiu, 偶eby s艂ysze膰 czy 艣wiadkowie mu opowiadaj膮 to, co ja pami臋tam, to, co ja wiem stamt膮d, a ja wiem bardzo du偶o.

I opowiadali to samo?

Nie, zupe艂nie nie. M贸wili tylko o tym, 偶e hitlerowcy zabijali. W jaki spos贸b, ilu i gdzie zabijali. Ale przecie偶 my艣my 偶yli w tym piekle tyle czasu, nim 偶e艣my umierali! Jeden 偶y艂 rok, drugi 偶y艂 miesi膮c, trzeci 偶y艂 trzy lata, a jeszcze inny, jak ja, 偶y艂 ca艂e pi臋膰 i p贸艂 roku.

I o tym nie by艂o nic?

O tym nikt nie m贸wi艂. A my艣my przez ca艂y ten czas co艣 my艣leli, czuli, prze偶ywali. O tym kto艣 musia艂 powiedzie膰. Bez tego nie ma 偶adnej prawdy o czasach Zag艂ady.

Dlatego decyzja o ksi膮偶ce?

To m贸j m膮偶 mnie zmusi艂 do niej. Widzia艂, jak prze偶ywam te relacje. Ca艂y czas si臋 denerwowa艂am, m贸wi艂am: 鈥濻艂uchaj, oni pomijaj膮 to wszystko, co ja prze偶y艂am, tu nie ma tych wszystkich dozna艅, uczu膰, zdarze艅鈥. A on mi na to: 鈥濻iadaj i pisz鈥. By艂am w szoku, my艣la艂am, 偶e zwariowa艂. Przecie偶 ja sko艅czy艂am wszystkiego dwie klasy szko艂y podstawowej. D艂u偶szy czas si臋 jeszcze opiera艂am, my艣la艂am, 偶e inni, m膮drzejsi, zrobi膮 to lepiej.

A jednak zacz臋艂a Pani pisa膰.

Tak, jednego dnia usiad艂am w kuchni w艣r贸d gotowania i prania, wzi臋艂am blok cienkiego papieru do pisania list贸w lotniczych i napisa艂am pocz膮tek ksi膮偶ki. 鈥濽rodzi艂am si臋 w Warszawie, matk臋 kocha艂am wi臋cej ni偶 wszystkich鈥︹ Potem przeczyta艂am to i my艣la艂am sobie, 偶e to jest s艂abe, 偶e nikt tego nie b臋dzie czyta膰鈥 Ale brn臋艂am dalej, pomy艣la艂am, 偶e to, co pisz臋, jest pot臋偶niejsze ode mnie. Kiedy czyta艂am potem m臋偶owi (on by艂 pierwszy), powiedzia艂: 鈥濼o b臋dzie dobra ksi膮偶ka, to musi wyj艣膰, musi鈥.

I ksi膮偶ka Nadzieja umiera ostatnia ukaza艂a si臋, ale najpierw w Polsce, prawda?

Tak, w marcu 1967 ukaza艂o si臋 polskie wydanie. W ostatnim momencie, gdy co艣 takiego mog艂o tu wyj艣膰. Rozesz艂a si臋 b艂yskawicznie: 10 tys. egzemplarzy, 艣wietne recenzje. Mieli robi膰 dodruk, ale ju偶 par臋 miesi臋cy p贸藕niej nie by艂o tematu: recenzje przesta艂y si臋 ukazywa膰, dodruk zniszczyli. No i nie by艂o mowy, aby wyda膰 j膮 w Czechach czy Niemczech, co by艂o wcze艣niej planowane.

A w Izraelu?

A w Izraelu ksi膮偶ka musia艂a poczeka膰 17 lat, zanim zosta艂a opublikowana.

Z jakich przyczyn?

To smutna historia. Adolf Berman, w贸wczas pose艂 do Knesetu, brat s艂ynnego polskiego komunisty, Jakuba, pocz膮tkowo zach臋ca艂 mnie do pisania. Przeczyta艂 cz臋艣膰 r臋kopisu i powiedzia艂, 偶ebym przepisa艂a to na maszynie i da艂a mu, a on wszystko ju偶 za艂atwi. Wyda艂am na to ca艂膮 miesi臋czn膮 pensj臋, a potem jeszcze dniami i nocami poprawia艂am. A on p贸藕niej przeczyta艂 to i zabra艂 mi ten maszynopis.

Czemu?

Powiedzia艂, 偶e to jest jednak za bardzo dziecinne, 偶e nikt tego nie pu艣ci. 呕e o tym Holocau艣cie to ju偶 wiele powiedziano.

Mia艂 racj臋?

Przecie偶 w Polsce wydali mi t臋 ksi膮偶k臋 i ci, kt贸rzy znali j膮 po polsku, m贸wili, 偶e to nadzwyczajna rzecz.

To czemu zatrzyma艂?

Bo ja w tej ksi膮偶ce nikogo nie wybielam. W og贸le ja specjalnie utartych 艣wi臋to艣ci nie szanuj臋: dla mnie nikt nie jest 鈥瀓a艣nie panie鈥, ani 鈥瀓ego eminencja鈥. Ja pisz臋 po prostu to, co zapami臋ta艂am. Na przyk艂ad tak膮 histori臋 o 偶ydowskich policjantach. Kiedy zagnali nas pierwszy raz na Umschlagplatz, 偶ydowski policjant wzi膮艂 od mojego brata zegarek w zamian za ukrycie. I wtedy drugi zacz膮艂 mu przemawia膰 do sumienia, 偶e tak nie wolno, 偶e to moralnie z艂e. Przekona艂 go, brat odzyska艂 zegarek, a nam uda艂o si臋 zbiec do szko艂y. A tamten drugi, co tak umoralnia艂 tego z艂odzieja, dopad艂 nas i zabra艂 ten zegarek dla siebie.

Mo偶e chcia艂 ratowa膰 w艂asne 偶ycie?

Bzdura. To by艂o zwyczajne dra艅stwo. Ile on takich zegark贸w m贸g艂 zabra膰! W tamtym czasie na 艣mier膰 sz艂o po 10, 15 tysi臋cy ludzi dziennie!

艢mier膰 nie u艣wi臋ca cz艂owieka?

Nigdy. Tylko to, jak 偶yje. Sama 艣mier膰 nie u艣wi臋ca.

W latach 80. w ko艅cu opublikowali Pani ksi膮偶k臋 w Izraelu. A potem przyjecha艂a Pani do Polski鈥

Tak, po czterdziestu latach. Ba艂am si臋 okropnie konfrontacji z t膮 rzeczywisto艣ci膮. Przyjecha艂am do O艣wi臋cimia, aby m贸c wej艣膰 przez t臋 bram臋 i wyj艣膰 kiedy tylko b臋d臋 chcia艂a. Chcieli da膰 mi przewodnika. Od razu odpowiedzia艂am: nie, ja nie dam si臋 oprowadza膰 po tym miejscu, ja sama b臋d臋 opowiada膰. Bo mi od razu wszystkie te sceny zacz臋艂y stawa膰 przed oczami, jak koszmarne fotografie. W ko艅cu przyszed艂 do mnie kierownik dzia艂u historycznego z dziewczyn膮, kt贸ra pisa艂a akurat prac臋 o dzieciach w obozie, 偶eby zada艂a mi pytania i nagra艂a moje odpowiedzi. A ja mu na to, 偶e dobrze, ale najpierw chc臋 co艣 im sama powiedzie膰, bo nawet nie b臋d膮 wiedzieli, o co mnie pyta膰. Pan kierownik zdenerwowa艂 si臋 nieco, ale ostatecznie si臋 zgodzi艂. I zacz臋li艣my chodzi膰 po obozie. Pokazywa艂am im moj膮 prycz臋, miejsce apelu, miejsca kator偶niczej pracy. Byli pod wielkim wra偶eniem. Wieczorem zaprosili wszystkich przewodnik贸w.

Przyszli?

Niech臋tnie. Bo byli zm臋czeni, po pracy, a tu znowu偶 鈥瀓aka艣 wi臋藕niarka鈥 b臋dzie im opowiada膰 jak by艂o. Ale zacz臋li s艂ucha膰 i byli zupe艂nie zszokowani.

Czym?

Tym, 偶e ja im opowiada艂am o zwyk艂ym losie zwyk艂ego cz艂owieka w tym wszystkim, a nie o kilkuset tysi膮cach ludzkich szkielet贸w. I prosi艂am ich o to samo, aby w tym piekle, o kt贸rym na co dzie艅 opowiadaj膮, widzieli 偶ywego cz艂owieka, kt贸ry mia艂 chwile za艂amania i chwile nadziei. Cz艂owieka, kt贸ry wiele razy chcia艂 si臋 podda膰, ale jako艣 prze偶ywa艂 z dnia na dzie艅.

Potem zacz臋艂a Pani opowiada膰 tak偶e w polskich i niemieckich szko艂ach.

Tak. W Izraelu si臋 nawet temu dziwili, my艣leli, 偶e na pewno jest tak dlatego, 偶e m贸wi臋 co艣 z艂ego o 呕ydach. Odpowiadam im na to, 偶e to jest przecie偶 r贸wnie偶 cz臋艣膰 polskiej i niemieckiej historii, wi臋c czemu mia艂abym tu nie opowiada膰, a Polacy i Niemcy nie mieliby tego s艂ucha膰?

Wszyscy s艂uchaj膮 tak samo?

Tak, uwa偶am, 偶e tak. To s膮 po prostu ludzkie historie. Ka偶dy cz艂owiek z odrobin膮 dobrej woli mo偶e je zrozumie膰 w ten sam spos贸b. Zreszt膮 ja opowiadam za ka偶dym razem inne fragmenty tych prze偶y膰. Staram si臋 nawi膮za膰 w jaki艣 spos贸b do otoczenia, w kt贸rym akurat si臋 znajduj臋. Nieraz zale偶y to od pogody, innym razem od sytuacji politycznej. Nie robi臋 sobie 偶adnego planu. Przychodz臋, widz臋 ludzi i zaczynam m贸wi膰. Niezale偶nie od tego, czy s膮 to dzieci w szkole, prezydenci w O艣wi臋cimiu, czy dziennikarz z 鈥濿iadomo艣ci鈥 TVP.

Wierzy Pani, 偶e to opowiadanie, przenoszenie pami臋ci, mo偶e nas przed czym艣 ochroni膰?

Nie, nie wierz臋. Z艂o na 艣wiecie, konflikty, morderstwa b臋d膮 niestety zawsze. I zawsze wynika膰 b臋d膮 z jakich艣 innych, nowych 藕r贸de艂, przed kt贸rymi 偶adna pami臋膰 nie uchroni.

Po co wi臋c opowiada膰?

Moim celem jest po prostu to, 偶eby przywr贸ci膰 i zachowa膰 pami臋膰 o tych ludziach, kt贸rzy zgin臋li zupe艂nie bezimiennie, po kt贸rych nie zosta艂 偶aden 艣lad. 呕eby艣my pami臋tali, 偶e oni byli tu. Na tej ziemi. I 偶eby艣my wiedzieli, ile cz艂owiek jest w stanie wytrzyma膰 w skrajnych sytuacjach. To jest naprawd臋 bardzo wa偶ne.

*HALINA BIRENBAUM (ur. 1929 w Warszawie), ocalona z Holocaustu, by艂a wi臋藕niarka Majdanka i Auschwitz, pisarka, autorka m.in. t艂umaczonych na wiele j臋zyk贸w wspomnie艅 pt. „Nadzieja umiera ostatnia”, a tak偶e ksi膮偶ek „Powr贸t do ziemi praojc贸w” oraz „Wo艂anie o pami臋膰”. W 2001 roku otrzyma艂a od Polskiej Rady Chrze艣cijan i 呕yd贸w tytu艂 Cz艂owieka Pojednania. Od wielu lat opowiada o Zag艂adzie uczniom izraelskich, polskich i niemieckich szk贸艂.

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Jeste艣my magazynem i 艣rodowiskiem lewicy katolickiej. Piszemy o wykluczeniu, sprawiedliwo艣ci spo艂ecznej, biedzie, o wsp贸艂czesnych zjawiskach w kulturze, polityce i spo艂ecze艅stwie. Potrzebujemy stabilnego finansowania 鈥 mo偶esz nam w tym pom贸c!
Wybieram sam/a
Ko艣ci贸艂 i lewica si臋 wykluczaj膮?
Nie 鈥 w Kontakcie 艂膮czymy lewicow膮 wra偶liwo艣膰 z katolick膮 nauk膮 spo艂eczn膮.

I u偶ywamy plik贸w cookies. Dowiedz si臋 wi臋cej: Polityka prywatno艣ci. zamknij