fbpx Wesprzyj nas!

magazyn lewicy katolickiej

Haj-Yahya: Izraelscy Arabowie potrzebują zmiany

Izrael przypomina nam na każdym kroku, że jesteśmy mniejszością, że nasz głos znaczy niewiele i w ogóle powinniśmy się cieszyć, że dostajemy od państwa cokolwiek.
Haj-Yahya: Izraelscy Arabowie potrzebują zmiany
ilustr.: Karolina Burdon

Z dr Nasreen Haddad Haj-Yahyą, jedną z najbardziej znanych badaczek społeczności palestyńskiej w Izraelu, dyrektorką programu Relacji Arabsko-Żydowskich w Izraelskim Instytucie Demokracji oraz wicedyrektorką Funduszu Nowego Izraela, wspierającego izraelskie społeczeństwo obywatelskie rozmawiamy między innymi o palestyńskiej tożsamości, szansach na budowanie porozumienia między wszystkimi obywatelami Izraela, sytuacji ekonomicznej i politycznej Palestyńczyków w Izraelu oraz genezie kryzysu przestępczości w palestyńskich miastach. Dane, na które powołuje się dr Haj-Yahja, pochodzą z badań Izraelskiego Instytutu Demokracji, prywatnego przedsiębiorstwa NAS Research Consulting oraz Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie.

Z dr Nasreen Haddad Haj-Yahyą rozmawia Kacper Max Lubiewski.

Jak powinniśmy nazywać Palestyńczyków mieszkających w Izraelu i posiadających izraelski paszport? Palestyńczykami ‘48? Izraelskimi Arabami? I co odróżnia tę grupę od izraelskich Żydów i Palestyńczyków mieszkających na Zachodnim Brzegu?

Wszystkie trzy terminy są poprawne; żaden Palestyńczyk żyjący w Izraelu nie powinien się obrazić za nazwanie go izraelskim Arabem czy Palestyńczykiem ‘48 – to neutralne terminy. Nie oznaczają oczywiście, że dana osoba alienuje się od narodu palestyńskiego. Palestyńczycy z izraelskim paszportem w ogóle są ciekawą grupą, bo wymykają się prostym podziałom na Izraelczyków i Palestyńczyków. Sama jestem jednocześnie Palestynką, jak i obywatelką Izraela – mam dużą rodzinę tutaj, ale też w Gazie i na Zachodnim Brzegu. Mówię po arabsku i hebrajsku, dobrze rozumiem obie kultury. Moja tożsamość, jak i tożsamość wielu Palestyńczyków o podobnej historii, nie mieści się w ciasnej narracji o diametralnie różnych grupach Izraelczyków i Palestyńczyków. To pozwala mi wierzyć, że nasza społeczność może być mostem porozumienia między oboma narodami. Pesymistyczniej, choć równie szczerze, mogłabym powiedzieć też, że tym, co różni mnie i Palestynkę na Zachodnim Brzegu, jest przywilej. O wiele więcej systemów chroni mnie niż ją – odpowiadam przed sądem cywilnym, a nie wojskowym i mogę głosować w demokratycznych wyborach. Choć, o czym pewnie będziemy jeszcze rozmawiać, są demokratyczne coraz mniej.

Zostańmy na chwilę przy koncepcie społeczności palestyńskiej w Izraelu jako mostu między zwaśnionymi narodami – co to tak naprawdę znaczy? Jak wykorzystanie tego potencjału mogłoby wyglądać w praktyce?

Ważną płaszczyzną są kontakty międzyludzkie, o których już wspomniałam – jesteśmy dosłownie i w przenośni tłumaczami obu narodów. Współtworzymy przecież zarówno izraelskie, jak i palestyńskie uniwersytety, przedsiębiorstwa czy instytucje kultury. To ogromny potencjał, żeby budować porozumienie, obniżać napięcia i tworzyć wspólne narracje. Znamiennym był czas zaraz po ataku 7 października, kiedy to Palestyńczycy mieszkający w Izraelu organizowali wiele akcji solidarnościowych z Izraelczykami. Prawie 30 procent Palestyńczyków żyjących w Izraelu poświęcało się wówczas wolontariatowi, co jest historycznym rekordem dla tej grupy! Działo się tak, mimo że izraelski rząd i Hamas robili wszystko, żeby wzbudzać obopólną nienawiść i chęć zemsty. To powinno napawać nas nadzieją – w momencie największej słabości Izraelczyków ich palestyńscy sąsiedzi oferowali wsparcie. Palestyńscy obywatele Izraela są też niezwykle ważni w kontekście polityki parlamentarnej. Porozumienie z Oslo było możliwe tylko dlatego, że poparły je wtedy arabskie partie. Niestety, reprezentanci Palestyńczyków w Knesecie bardzo często sami siebie izolują lub są izolowani przez innych posłów. Z tego powodu nie są w stanie współtworzyć izraelskiej polityki bezpieczeństwa czy polityki zagranicznej.

Takie jest nastawienie palestyńskich posłów wobec izraelskiego rządu, a jak wygląda stosunek samego państwa wobec Palestyńczyków mieszkających w Izraelu?

Izrael przypomina nam na każdym kroku, że jesteśmy mniejszością, że nasz głos znaczy niewiele i w ogóle powinniśmy się cieszyć, że dostajemy od państwa cokolwiek. Dzieje się tak na dwóch płaszczyznach – z jednej strony system i państwowe instytucje bardzo często pomijają Palestyńczyków w swoich działaniach. Z drugie, regularnie słyszymy rasistowskie wypowiedzi najwyższych polityków w państwie, którzy odmawiają nam prawa do mieszkania na ziemiach naszych przodków. Palestyńczykom w Izraelu nigdy nie było łatwo, ale musimy dokonać też pewnego rozróżnienia między rządami Benjamina Netanjahu a rządami innych polityków. Rząd zmiany Naftaliego Benetta i Jaira Lapida, który istniał w latach 2021-2022, podejmował dzięki koalicji z partiami arabskimi ważne reformy wobec naszej społeczności, na przykład w obszarze gospodarki. To bardzo ważne: Benett jest ortodoksyjnym Żydem, pod wieloma względami nawet bardziej konserwatywnym niż Netanjahu, ale w przeciwieństwie do niego był pragmatyczny i wiedział, że społeczności palestyńskiej nie można po prostu zignorować. Netanjahu jest dużo bardziej cyniczny i nienawistny – stąd też jego zaniedbania względem palestyńskiej części izraelskiego społeczeństwa.

W jakich obszar polityki najwyraźniej widać te zaniedbania?

Dobrym przykładem jest edukacja wyższa. Palestyńczycy przerywają studia prawie dwa razy częściej niż Żydzi. Badacze łączą to zjawisko z popularnym wśród Palestyńczyków przekonaniem, że ci nie mogą swobodnie wyrażać siebie i swoich poglądów na uczelni. Jeśli chodzi o politykę infrastrukturalną i tak zwane „porozumienia dachowe”, których celem jest wsparcie nowego budownictwa i rozwoju urbanistycznego, to znowu najbardziej cierpią na nich miasta z palestyńską większością w Izraelu; tylko dwa z nich, Umm al-Fahm i Jadeidi-Makr, otrzymały w ostatniej dekadzie jakiekolwiek fundusze w porównaniu z 40 żydowskimi. Izrael nie inwestuje też w ochronę społeczności palestyńskiej przed skutkami wojny; prawie połowa z nas mieszka w domach bez dostępu do schronów – dotyczy to tylko jednej czwartej pozostałych obywateli. Podobnie jest ze szkołami – 29 procent arabskich szkół i 13 proc. żydowskich nie ma infrastruktury ochronnej. Marginalizacja Palestyńczyków jest ekstremalna w izraelskich mediach; w 2024 roku tylko 1,4 proc. wszystkich dziennikarzy, komentatorów i ekspertów, którzy pojawili się w telewizji czy radiu, było Palestyńczykami.

Zgaduję, że wszystko to wpływa nie tylko na codzienną rzeczywistość Palestyńczyków żyjących w Izraelu, ale też na ich subiektywne uczucia, poglądy i relacje z państwem.

Tak właśnie jest i to także trendy, który obserwujemy w badaniach. Palestyńscy obywatele Izraela są niezwykle pesymistyczną grupą, która negatywnie zapatruje się na takie kwestie, jak przyszłość izraelskiej demokracji, bezpieczeństwa czy gospodarki; wskaźniki pesymizmu wynoszą w każdej z tych kategorii około 90 procent. To zjawisko nie bez znaczenia – Palestyńczycy z pesymizmem patrzą nie tylko na swój naród i swoje interesy, ale też na przyszłość Izraelczyków i Izraela jako takiego, co wzmaga poczucie apatii i przekłada się na wysoką emigrację za granicę. Ta przytłaczająca beznadzieja wpływa też na zdrowie psychiczne: 57 procent Palestyńczyków zgłasza objawy depresji, a ponad 80 proc. palestyńskiej młodzieży opisuje stan przewlekłego stresu i paniki związanego z wojną. Co więcej, prawie 70 procent Palestyńczyków obwinia izraelski rząd za pogarszające się relacje między Żydami a Palestyńczykami. Co ciekawe, tylko około 10 proc. Palestyńczyków boi się swoich żydowskich współobywateli. To dużo niższy wskaźnik niż wśród izraelskich Żydów – aż 46 procent z nich boi się Palestyńczyków. Z badań Izraelskiego Instytutu Demokracji wiemy też, że większość Palestyńczyków czuje się na co dzień niebezpiecznie w Izraelu a około połowa z nich unika przebywania w żydowskich przestrzeniach lub mówienia po arabsku w towarzystwie izraelskich Żydów. Optymistyczne są jednak dane pokazujące, że mimo wszystko palestyńscy obywatele Izraela czują się w zdecydowanej większości częścią tego państwa, społeczeństwa i jego wyzwań.

Poważnym problemem społeczności palestyńskiej w Izraelu jest także wysoka przestępczość; w tym roku aż 241 Palestyńczyków straciło życie z rąk gangów w porównaniu z 230 ofiarami w zeszłym roku. Jaka jest geneza kryzysu przestępczości wśród Palestyńczyków w Izraelu? I co robi państwo, żeby mu zapobiec?

Większość palestyńskich obywateli Izraela postrzega przestępczość jako największy kryzys, z którym mierzy się nasza społeczność; sama w tym roku straciłam kuzyna, którego mafiosi pomylili z kimś innym. Dominuje poczucie niepewności i niebezpieczeństwa – kto z nas będzie kolejny? Czy warto wychodzić z domu? Pandemia COVID-19, wojna w Gazie i niepewna sytuacja gospodarcza sprawiły, że wielu Palestyńczyków straciło pracę i było zmuszonych zapożyczać się od grup przestępczych, które ściągają długi, mszcząc się i używając przemocy. Izraelski rząd nie robi z tym problemem zupełnie nic, bo dotyka przecież tej części społeczeństwa, na której i tak mu nie zależy. Skrajnie prawicowy Minister Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Itamar Ben Gwir, ma w planach co prawda wysłać więcej służb, aby te patrolowały nasze społeczności, ale robi to zabierając środki z Ministerstwa Polityki Społecznej, które opłacają pożyczki oraz pracowników socjalnych i psychologów. Spodziewam się więc, że w następnych latach problem będzie tylko narastał, dopóki władzy nie obejmie inny rząd.

Czy społeczeństwo obywatelskie stara się w jakiś sposób odpowiedzieć na zaniedbania ze strony polityków?

Aktywiści na pewno starają się być tam, gdzie państwo zawodzi, ale nigdy nie będą w stanie zrobić wszystkiego. Co ważne, mimo bezpośredniego rządowego ataku na organizacje pozarządowe, obcinania ich budżetów i ciągłego zarzucania ich nową biurokracją, liczba NGO-sów i niezależnych grup aktywistycznych w Izraelu rośnie. Szkoda tylko, że tak niewiele z nich pracuje ze społecznością palestyńską – jedynie 4 procent tutejszych organizacji pozarządowych w swojej pracy skupia się na palestyńskich obywatelach Izraela.

Na koniec naszej rozmowy chciałbym wrócić jeszcze do arabskich partii w Izraelu, w których widzi pani potencjał. Jaka jest ich agenda? W co wierzą i jak popularne są wśród Palestyńczyków?

Zdecydowana większość palestyńskich obywateli Izraela głosuje na partie arabskie; nierzadko nawet ponad 70 procent, choć frekwencja zależy od konkretnych wyborów. Palestyńscy obywatele Izraela prawie zawsze głosują w wyborach lokalnych, ale zdarza się, że nie głosują na poziomie krajowym. Społeczność arabską w Knesecie obecnie reprezentuje Ra’am oraz Hadasz-Ta’al; ta pierwsza jest konserwatywną partią o islamskim charakterze, ta druga – żydowsko-arabską partią socjalistyczną. Ra’am i Hadasz-Ta’al mają łącznie 10 przedstawicieli na 120 miejsc w Knesecie, co jest wynikiem całkiem przyzwoitym, ale Palestyńczycy tęsknią za czasami tak zwanej Zjednoczonej Listy z 2020 roku, kiedy obie partie wystartowały razem, zostały trzecią największą siłą w parlamencie i miały aż 15 posłów. Palestyńczycy czują, że skoro są mniejszością, to nie mogą sobie pozwolić na niepotrzebne podziały, a ich politycy powinni wspólnie walczyć o interesy naszej społeczności. Podstawowym pytaniem, które zadają sobie dziś Palestyńczycy w Izraelu, to czy nadal powinni stawiać na Izrael: czy może ostatnie dwa lata to było zbyt wiele, w związku z czym należy się poddać i opuścić naszą ziemię. Ale jeśli tu zostaniemy, co zrobimy, żeby faktycznie mieć wpływ na to, jakim krajem jest Izrael? Na własne oczy widzieliśmy co się dzieje, gdy nie mamy nic do powiedzenia.

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Od ponad 15 lat tworzymy jedyny w Polsce magazyn lewicy katolickiej i budujemy środowisko zaangażowane w walkę z podziałami religijnymi, politycznymi i ideologicznymi. Robimy to tylko dzięki Waszemu wsparciu!
Kościół i lewica się wykluczają?
Nie – w Kontakcie łączymy lewicową wrażliwość z katolicką nauką społeczną.

I używamy plików cookies. Dowiedz się więcej: Polityka prywatności. zamknij ×