Internetowy magazyn katolewicy społecznej. Piszemy o świecie, czerpiąc inspiracje z nauki społecznej Kościoła

Gungor Style

Ktoś powie – nie potrzebujemy robić z religii show. Ale jeśli jest to show z dobrym przekazem, to właściwie czemu nie? W dobie mediów społecznościowych i przechodzenia od kultury pisma do kultury obrazu trzeba szukać nowych form docierania do odbiorców. Oczywiście, nie sztuka wstawić wideo – sztuką jest zyskać dużą oglądalność i skłonić do refleksji.

Ilustr.: Kuba Mazurkiewicz

Łapie się za głowę i wykrzywia twarz. Piszczy, krzyczy, podskakuje. Wybucha śmiechem i puszcza oczko. Wariat? Nie, to jeden ze znanych pastorów amerykańskich specjalizujący się w tematach rodzinnych.

 
Amerykanie działają z pasją. Przekonałem się o tym parę lat temu, pisząc reportaż o jednym z tak zwanych kościołów bezwyznaniowych w Ameryce – chrześcijańskim, lecz nieprzyporządkowanym do żadnego wyznania chrześcijańskiego. Nabożeństwa odbywały się w budynku, który od wewnątrz przypominał salę kinowo-teatralną, z dużą sceną, telebimem i wygodnymi siedzeniami. Kościół miał między innymi własną kapelę rockową, plac zabaw dla dzieci, księgarnię i sklep.
W ramach programu „Work and Travel” pracowałem na recepcji w hotelu w stanie Missouri, a po godzinach spotykałem się z pastorami. Przyjechałem z innego świata i z przymrużeniem oka traktowałem zwyczaje, które kojarzyły mi się z konsumpcjonizmem (jedzenie snacków i picie coli w trakcie nabożeństwa). Jednak nie mogłem odmówić im pasji w przystępnym głoszeniu Ewangelii. Byłem poruszony zaangażowaniem, z jakim pastorzy wykonywali swoją pracę. A przy tym kazania wcale nie były „lightowe” – stawiały słuchaczom autentycznie chrześcijańskie wymagania.
 
Te obrazy znowu stanęły mi przed oczami, gdy oglądałem na DVD wykład (lub może raczej seminarium) z elementami show, który pastor Mark Gungor wygłaszał w swojej ojczyźnie. Mówił o Ewangelii atrakcyjnie i z wielką pasją. Nie był to intelektualny Mount Everest, ale kto chce się na niego wspinać, rozmawiając choćby o „kluczu do niesamowitego seksu” czy o tym, „jak razem żyć i się nie pozabijać”? Liczą się metafory, dzięki którym zapamiętamy istotę przekazu. Liczy się zrozumiały język, dzięki któremu przez godzinę będziemy słuchać z uwagą.
Gungor idzie z duchem czasu – ma świetną stronę internetową, profil na Facebooku i kanał na YouTube. Pastor wymyślił i rozwinął cykl seminariów „Przez śmiech do lepszego małżeństwa” (Laugh your way to a better marriage). Śmiech ma być wabikiem szczególnie dla mężczyzn, którzy są z reguły bardziej niż kobiety oporni na podobne inicjatywy. Hasło przewodnie brzmi: „W małżeństwie nie chodzi o znalezienie właściwej osoby, lecz o robienie właściwych rzeczy”. Gungor przekonuje, że nie da się mieć udanej relacji bez podejmowania stałego trudu, aby wychodzić naprzeciw potrzebom żony lub męża. A można to robić tylko wtedy, gdy rozumie się zapisane w naturze ludzkiej różnice między kobietami i mężczyznami. Zaletą wykładów Gungora jest bezpośredniość i bezpretensjonalność. W sposób zabawny i mądry dotyka sfery seksualności, z czym, jak wiadomo, wielu księży ma problemy. Jednocześnie przekonująco wyśmiewa hollywoodzkie wzorce, które redukują znaczenie miłości do przeżywania intensywnych uczuć.
 

Ilustr.: Kuba Mazurkiewicz


Tezy Gungora nie są odkrywcze. Współcześni psychologowie opisali ten temat wzdłuż i wszerz. Wystarczy sięgnąć do klasycznej pozycji „Psychologia miłości” Bogdana Wojciszke, w której pisze on: „Wysiłek, myślenie i mądrość słabo kojarzą się nam z miłością, o której skłonni jesteśmy raczej sądzić, że powinna dziać się sama, jeżeli tylko jest prawdziwa. Jest to ubolewania godna konsekwencja wspomnianego już, charakterystycznego dla naszej kultury traktowania miłości romantycznej jako jedynej postaci miłości wartej zainteresowania i przeżycia”. Tymczasem gdy „historia związku wyjdzie poza fazę miłości romantycznej, to, co się w nim dzieje samo (spontanicznie, bez świadomych wysiłków mających na celu zmianę biegu wydarzeń), działa raczej na szkodę niż na korzyść uczuć”. Jednak Gungor nie musi głosić odkrywczych tez – wystarczy, że atrakcyjnie przedstawia tezy opracowane przez ludzi mądrzejszych od siebie.
Ktoś powie – nie potrzebujemy robić z religii show. Ale jeśli jest to show z dobrym przekazem, to właściwie czemu nie? W dobie mediów społecznościowych i przechodzenia od kultury pisma do kultury obrazu trzeba szukać nowych form docierania do odbiorców. Jednym z prostych sposobów jest zamieszczanie filmów na YouTube i polecanie znajomym na Facebooku. Oczywiście, nie sztuka wstawić wideo – sztuką jest zyskać dużą oglądalność i skłonić do refleksji. Filmik poruszający problem moralny – jakkolwiek atrakcyjnie by tego nie robił – nigdy nie osiągnie zawrotnych 820 milionów odsłon, które zdobył głupkowaty „Gangnam Style” (stając się najczęściej oglądanym wideo w historii YouTube). Ale już nagranie Marka Gungora „Men’s sex drive” obejrzało blisko milion użytkowników. Może więc pora na chrześcijański – by użyć niewybrednej parafrazy – „Gungor Style”?
 
PS. Polacy też potrafią – to link do atrakcyjnych inicjatyw multimedialnych: http://www.kibicujrodzinie.pl/
 
Przeczytaj inne teksty Autora.
 

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Jesteśmy magazynem i środowiskiem lewicy katolickiej. Piszemy o wykluczeniu, sprawiedliwości społecznej, biedzie, o współczesnych zjawiskach w kulturze, polityce i społeczeństwie. Potrzebujemy stabilnego finansowania – możesz nam w tym pomóc!
Wybieram sam/a
Kościół i lewica się wykluczają?
Nie – w Kontakcie łączymy lewicową wrażliwość z katolicką nauką społeczną.

I używamy plików cookies. Dowiedz się więcej: Polityka prywatności. zamknij ×