Donald Trump nie jest fanem Leona XIV. Przyznał to wprost 13 kwietnia, stojąc pod schodami do samolotu Airforce-1. „Leo jest liberałem i nie wierzy w powstrzymywanie przestępstw”. To prawda. Papieże zazwyczaj wierzą w Boga, a nie imperialistyczną politykę bezpieczeństwa. Starcie między Watykanem a Waszyngtonem nabrało w ostatnich miesiącach wymiaru medialnego, ale sam konflikt nie jest żadną nowością.
Leon XIV nie jest pierwszym papieżem, który krytykuje amerykańskie wojny. W 1945 roku, podczas ataków na Hiroszimę i Nagasaki, głową stolicy apostolskiej był Pius XII. O możliwych konsekwencjach użycia atomu podczas działań wojennych, ostrzegał już dwa lata wcześniej. Po sierpniu 1945 roku, papież wielokrotnie potępiał użycie bomb atomowych przez Amerykanów. Według niego, była to „najstraszniejsza broń, jaką mógł wymyślić ludzki mózg”. Przekonanie to zachował do końca życia. W październiku 1953 twierdził, że „Każdy czyn mający na celu zniszczenie całych miast i zamieszkanych terytoriów jest zbrodnią przeciwko Bogu i człowiekowi”.
Prezydent Truman miał nieco inne zdanie na temat użycia broni atomowej. W przemowie z 9 sierpnia 1945 mówił: „Dziękujemy Bogu, że (bomba) trafiła w nasze ręce, a nie naszych wrogów. Modlimy się, aby kierował nas w używaniu jej, abyśmy czynili to zgodnie z jego wolą i dla jego celów”. To wizja Boga odmienna od papieskiej. Truman mówił o Bogu, jak gdyby ten był Amerykaninem, nosił garnitur i pracował w Pentagonie. Innymi słowy – Bóg jest z nami i broni amerykańskich interesów.
Konflikt dotyczący polityki wojennej i wizji Boga rozciągnął się na wszystkie późniejsze relacje prezydentów USA i następców Piotra. Loris Capovilla, doradca Jana XXIII, twierdził, że w 1961 roku, kiedy papież znajdował się już na łożu śmierci, odwiedził go szef CIA John McCone. Przyleciał, aby przekonać głowę Kościoła do zaniechania relacji z Nikitą Chruszczowem. Papież miał odrzec, że aby wypełnić istotne zadania, Kościół musi rozmawiać ze wszystkimi. Samego Lorisa Capoville CIA uważało za mało „proamerykańskiego”, co skutkowało założeniem mu podsłuchu.
Paweł VI otwarcie sprzeciwiał się bombardowaniom, które Stany Zjednoczone prowadziły w Wietnamie. Był pierwszym papieżem od 1809 roku, który opuścił Włochy. Poleciał do Nowego Jorku na szczyt ONZ, gdzie nawoływał do pokoju. Prezydent Johnson miał z głową Kościoła osobliwą relację. Szanował ją i zależało mu na jej aprobacie. Personalny stosunek papieża do prezydenta nie jest do końca znany. Oglądając zdjęcie, na którym zakłopotany Paweł VI otrzymuje z rąk Lyndona Johnsona popiersie Lyndona Johnsona, można przypuszczać, że papież traktował prezydenta z rezerwą.
Wyjątkiem od reguły była bliska relacja Jana Pawła II i Ronalda Reagana. Polski papież raczej nie sprzeciwiał się imperialistycznej polityce Stanów, prawdopodobnie przez poparcie prezydenta dla demokratyzacji Polski. Inaczej wyglądała relacja Jana Pawła II z Georgem Bushem. W 2001 roku, tuż przed rozpoczęciem wojny w Iraku, Watykan wysłał do Białego Domu kardynała Pio Laghi, aby odwieść prezydenta od planowanej inwazji. Laghi, który jako były dyplomata w Jerozolimie orientował się w sytuacji regionu, ostrzegł Busha, że wojna spowoduje ogrom cierpienia, zaostrzy konflikt między Szyitami a Sunnitami, a ostatecznie nie przyniesie żadnych rezultatów. Prezydent miał odrzec, że prowadzi go Chrystus, który przed laty wyrwał go z rąk alkoholizmu. Kolejna głowa państwa argumentowała swoje imperialistyczne działania boską ręką. Ćwierć wieku później wiemy, że kardynał miał rację, a Busha bynajmniej nie prowadził Chrystus.
Benedykt XVI kontynuował sprzeciw wobec amerykańskich działań. „Nic dobrego nie dzieje się w Iraku” – mówił podczas orędzia wielkanocnego w 2007 roku. Za kadencji Obamy Franciszek sprzeciwiał się planom zbrojnej interwencji amerykanów w Syrii, jednak konflikt na linii Waszyngton–Watykan nabrał rozpędu, kiedy w Gabinecie Owalnym w 2016 roku zasiadł Donald Trump. Tarcia zaczęły się jeszcze podczas kampanii prezydenckiej. Franciszek sprzeciwiał się postulatowi dotyczącego budowy muru na granicy Stanów Zjednoczonych i Meksyku. „Człowiek, który myśli tylko o budowaniu murów (…), a nie budowaniu mostów, nie jest chrześcijaninem” – stwierdził Franciszek po powrocie z Meksyku, w którym odprawił mszę dla 200 tysięcy ludzi. „Gdyby Watykan został zaatakowany przez ISIS, papież Franciszek modliłby się, żeby Donald Trump był prezydentem” – w swoim niepodrabialnym stylu odpowiedział Donald Trump.
Relację prezydenta i papieża dobrze opisuje słynne zdjęcie z pierwszej wizyty Trumpa w Watykanie w 2017 roku. Prezydent patrzy w obiektyw i szczerzy śnieżnobiałe zęby, tymczasem zmęczony Franciszek wygląda, jakby miał przed oczami otchłań. Konflikt liderów w sprawie migracji trwał aż do śmierci Franciszka w 2025. Jeszcze w lutym papież podkreślał w liście skierowanym do amerykańskich biskupów, że: „Deportacje osób, które w wielu przypadkach opuściły swoją ojczyznę z powodu skrajnego ubóstwa, braku bezpieczeństwa, wyzysku, prześladowań lub poważnego pogorszenia stanu środowiska, narusza godność wielu mężczyzn i kobiet, a także całych rodzin, stawiając ich w sytuacji szczególnej bezbronności i zagrożenia”. Dwa miesiące później Franciszek spoczął na łonie Abrahama, a Trump zamieścił na Truth Social jedyne w swoim rodzaju kondolencje. „Niech papież Franciszek spoczywa w pokoju! Niech Bóg błogosławi jego i tych, którzy go kochali” – napisał.
In God we trust
A potem przyszedł Robert Prevost. „Niech pokój będzie z wami! (…) Chrystus idzie przed nami. Świat potrzebuje jego światła. Ludzkość potrzebuje go, jako mostu do Boga, przez który dociera miłość. Chryste, pomóż nam budować mosty przez dialog, przez spotkanie, przez zjednoczenie wszystkich ludzi, którzy przychodzą w pokoju” – to pierwsze słowa, które skierował do świata jako Leon XIV. Samo wezwanie do pokoju niewiele znaczy, ówcześnie media spekulowały, że można liczyć na reset trudnych relacji pomiędzy Waszyngtonem a Watykanem. „Jakież to ekscytujące, nie mogę doczekać się spotkania z Leonem XIV!” – napisał z tej okazji prezydent.
Pół roku później Trump miał za sobą inwazję na Wenezuelę i rozpoczęcie wojny z Iranem, a Leon XIV nie zamierzał wycofywać się ze swoich słów na temat pokoju. Otwarty konflikt pomiędzy liderami rozpoczął się 7 kwietnia, kiedy Leon potępił groźby Trumpa. Prezydent, odwołując się do wydarzeń w Iranie, napisał na swoim profilu w Truth Social, że: „Dziś w nocy umrze cała cywilizacja”. Papież nazwał zachowanie Trumpa niedopuszczalnym. Kilka dni później, 11 kwietnia Leon modlił się w Bazylice Świętego Piotra. „Modlitwa to bastion przeciwko złudzeniu wszechmocy, które nas otacza i staje się coraz bardziej nieprzewidywalne i agresywne. (…) Nawet imię Boga, który jest Bogiem życia, zostało wciągnięte w dyskurs śmierci”. Imię prezydenta nie padło, ale papież najprawdopodobniej odnosił się do sposobu, w który administracja Trumpa szuka poparcia dla bombardowań Iranu.
Amerykanie używają retoryki „świętej wojny”. Członkowie administracji i polityczni zwolennicy Trumpa cytują Biblię i Torę. Pete Hegseth, amerykański sekretarz wojny, zaaranżował w Pentagonie comiesięczne modlitwy. Na jedną z nich zaprosił Douga Wilsona, kontrowersyjnego pastora Kościoła Chrystusowego w Moscow, w stanie Idaho. Podczas obrzędu, Wilson przekonywał, że „Nie ma silniejszego pancerza niż Jezus Chrystus”. Po raz kolejny Syn Boży zasiadł w Pentagonie i pomaga amerykanom w bombardowaniu Irańczyków. Tydzień po kazaniu Douglasa, amerykańskie pociski spadły na szkołę w Minabie, zabijając 120 uczennic i ponad 30 nauczycieli.
Na odpowiedź Trumpa po modlitwie papieża nie trzeba było długo czekać. „Papież Leon jest SŁABY, jeśli chodzi o przestępczość i beznadziejny w polityce zagranicznej (…). Nie chcę Papieża, który myśli że to OK, jeśli Iran posiada pociski nuklearne” – napisał na Truth Social, po czym udostępnił wygenerowane za pomocą AI zdjęcie, na którym on sam ubrany w szaty Jezusa błogosławi chorego mężczyznę. Na marginesie: Leon nigdy nie poparł Iranu w dążeniu do posiadania broni atomowej. „Nie boję się administracji Trumpa ani głośnego mówienia o przesłaniu Ewangelii, bo to właśnie na rzecz tego celu działa Kościół” – stwierdził papież na pokładzie samolotu podczas swojej podróży do Algierii.
Nie szkaluj papieża
Konflikt Trumpa z Leonem XIV wpłynął na poparcie tego pierwszego w Stanach Zjednoczonych. Według sondażu IPSOS z maja 2026 przeprowadzonego dla „The Washington Post”, 57 procent obywateli nie podobał się sposób, w jaki prezydent odnosi się do ojca świętego. Wśród katolików, odsetek ten sięga 61 procent. Jeszcze gorzej sprawy mają się w wypadku wygenerowanego obrazka przedstawiającego Trumpa w szatach Jezusa, który nie spodobał się 87 procent procent badanych. Autorytarny klimat rządów Trumpa przegrywa z długą tradycją papiestwa. Jedną z bolesnych konsekwencji sporu z papieżem jest dla Trumpa reakcja latynosów, grupy, która w poprzednich wyborach przechyliła szalę zwycięstwa na jego stronę. Komentarze Trumpa dotyczące papieża spotkały się ze sprzeciwem 71 procent przedstawicieli tej demografii.
Administracja starała się naprawić szkody wyrządzone przez prezydenta, 7 maja do Watykanu wybrał się sekretarz Stanu Marco Rubio. Z komunikatu biura prasowego Stolicy Apostolskiej wynika, że spotkanie miało służyć poprawie relacji pomiędzy nią a Waszyngtonem. Ale Trump nie pomaga swoim współpracownikom. Zaledwie dwa dni przed wizytą, stwierdził, że papież swoim stanowiskiem „naraża wielu katolików”. Ponowił też kłamstwo, jakoby Leon miał popierać dążenia Iranu do posiadania broni nuklearnej.
Z kolei Ojciec Święty całkiem nieźle radzi sobie w amerykańskich sondażach. Z tego samego, który ukazał niezgodę Amerykanów na działania Trumpa w zakresie relacji z papieżem, wynika, że Leon cieszy się sympatią 41 procent biorących udział w badaniu. Negatywną opinię na jego temat ma 16 procent obywateli, a 43 procent ma neutralne stanowisko. Co ciekawe, wyniki sondażu nie różnią się dużo od badania z czerwca 2025 roku, przeprowadzonego przez The Associated Press-NORC Center for Public Affairs Research. W ciągu roku pontyfikatu, naznaczonego konfliktem z prezydentem Stanów Zjednoczonych, liczba przeciwników papieża wzrosła zaledwie o 6 punktów procentowych. Pozostałe wartości pozostały praktycznie niezmienne.
Chat GPT i wieża Babel
W maju 2026 ukazała się pierwsza encyklika Leona XIV. Dokument jest poświęcony sztucznej inteligencji. Papież nie odnosi się do niej w jednoznacznie negatywny sposób, ale traktuje ją z rezerwą. Podkreśla, że AI nie posiada uczuć, nie rozwija się emocjonalnie i wbrew pozorom nie jest w stanie wydać w pełni obiektywnej oceny. Zwraca również uwagę, że władza nad sztuczną inteligencją skupia się w rękach nielicznej, ale bardzo bogatej grupy ludzi. „AI skłonna jest pomnażać przede wszystkim władzę tych, którzy już dysponują zasobami ekonomicznymi, kompetencjami i dostępem do danych. (…) Małe, lecz bardzo wpływowe grupy mogą ukierunkowywać informację i konsumpcję, warunkować procesy demokratyczne i oddziaływać na dynamikę gospodarczą dla własnej korzyści, wbrew sprawiedliwości społecznej i solidarności między narodami” – napisał w encyklice.
Opinia papieża dotycząca AI także wpisuje się w konflikt z administracją Trumpa. W styczniu 2025 roku prezydent ogłosił rządową inwestycję 500 miliardów dolarów w sektor prywatny, który zajmuje się rozwojem sztucznej inteligencji. Pod koniec maja 2026 roku prezydent odroczył podpisanie ustawy, która wymagałaby od firm technologicznych poddania nowych modeli AI rządowej kontroli bezpieczeństwa przed ich wypuszczeniem. To ogromny prezent dla potentatów AI, a zarazem zaprzeczenie wszystkiemu, o czym papież pisze w swojej encyklice. „Myślę że to przeszkadza, wiecie, prowadzimy Chiny i wszystkich innych i nie chcę, aby cokolwiek weszło w drogę naszemu prowadzeniu” – uzasadniał swoją decyzję Trump. Punkt 106. nowej encykliki brzmi jak odpowiedź na słowa Trumpa: „(…) potrzebne są odpowiednie ramy prawne, niezależny nadzór, edukacja użytkowników oraz polityka, która nie wyrzeka się własnego zadania. W przeciwnym razie zmiana będzie zarządzana wyłącznie przez logikę technokratyczną i przedstawiana jako konieczna oraz nieuchronna, kończąc się narzucaniem reguł dyktowanych przez tych, którzy posiadają dane, infrastrukturę i zdolności obliczeniowe”.
Leon zaczyna swoją encyklikę odwołaniem do wieży Babel, którą porównuje do modeli sztucznej inteligencji. Według niego zarówno przy budowie wieży, jak i trenowaniu nowych modeli AI ludzkości zagraża pycha, stojąca u podstaw obu projektów. Słuchając pochlebstw pod adresem firm technologicznych, które formułują członkowie amerykańskiej administracji, ciężko się z papieżem nie zgodzić. Donald Chrystus uśmiecha się z ekranu.
Papiestwo w 2026
Konflikt na linii Trump–Leon XIV nasuwa wiele pytań o rolę papiestwa w trzeciej dekadzie XXI wieku. Jaką rolę pełni Ojciec Święty? Czego od niego oczekujemy? Czy działa wystarczająco zdecydowanie? Być może Leon powinien porzucić dyplomatyczny żargon stolicy piotrowej i otwarcie potępiać działania współczesnych tyranów. Komentarze i modlitwy papieża i tak wydają się dość lekkie, biorąc pod uwagę skalę wydarzeń, których dotyczyły. Z drugiej strony może właśnie na tym polega moc ojca świętego. Papież w przeciwieństwie do polityków nie angażuje się w pyskówki na X (lub Truth Social), nie musi walczyć o poparcie wyborców, a polityka zagraniczna Watykanu nie jest ograniczona krótką kadencją demokratycznie wybranych rządów. Jednocześnie należy mieć w pamięci słowa Franciszka o „szczekaniu NATO u drzwi Rosji”. Papież wyjaśniał potem, że nie stoi po stronie Putina, a kontrowersyjną wypowiedź usłyszał wcześniej od jednego z polityków. Mleko się jednak rozlało. Ostre, emocjonalne wypowiedzi nie zawsze są przemyślane i rozsądne. Papież też człowiek. Okrągłe słowa i powolność działania Watykańskiej machiny dyplomatycznej mogą okazać się siłą stolicy piotrowej.
Z konfliktu między papieżami a amerykańskimi prezydentami wyłaniają się różne wizje Chrystusa. Jedna patriotyczna, prosta i silna. Druga, otoczona niepewnością, ale cierpliwa i uniwersalna. Pytanie brzmi, która z nich ostatecznie wygra? Być może Amerykę czeka schizma? Co na to kościoły w Europie? Sondaże nie dają jednoznacznej odpowiedzi.

