fbpx Wesprzyj nas!

magazyn lewicy katolickiej

Dwóm panom służyć

Na dziś jest bogatszy, niż sam o sobie mówi, i uboższy, niż inni mówią o nim. Jego pozycja finansowa będzie się jednak zmieniać. Czy przy tej okazji Kościół zmieni sposób funkcjonowania i naprawi patologie? Otóż nie.
Dwóm panom służyć
Ilustr.: Anna Ryczkowska

Czy Kościół rzymskokatolicki w Polsce jest bogaty? Jeden komentator powie: „tak”, drugi biskup powie: „nie”. Może więc na dwoje babka wróżyła? Nic z tych rzeczy. Po prostu rzeczywistość jest nieco bardziej skomplikowana. Ale tylko nieco.

To nie nasze!

Mimo wszystkich różnic między nimi, można stworzyć „model idealny” rzymskokatolickiego hierarchy znad Wisły. A zatem: „typowy polski biskup” w życiu nie powie, że Kościół w Polsce jest bogaty czy nawet zamożny. To wszak podważałoby sens utrzymywania jednego z głównych źródeł finansowania Kościoła na różnych szczeblach, czyli datków wiernych. Po co dawać bogatemu?

Skoro nie, że jest bogaty, to co możemy usłyszeć od biskupów oceniających zamożność instytucji, którą kierują? Strategii narracyjnych, które przyjmują, jest kilka.

Pierwszą, jak w większości spraw problematycznych, jest milczenie czy zbywanie tematu.

Drugą – manipulacja. Prym w tym wiódł choćby biskup Tadeusz Pieronek, niegdyś sekretarz Konferencji Episkopatu Polski, potrafiący palnąć, że „ogromny majątek Kościoła to mit” oraz: „o domniemanym bogactwie Kościoła, przejawiającym się w pokaźnych kontach bankowych, nawet nie ma co mówić”. Podobne wypowiedzi – jak to często bywa w przypadku zręcznych manipulacji – formalnie są prawdziwe, ale to tylko pierwszy z problemów z nimi związanych.

Trzecią strategię najlepiej ujmuje krótka wypowiedź arcybiskupa Wiktora Skworca, który jeszcze jako nieemerytowany i wciąż tylko in spe skompromitowany biskup (obie okoliczności uległy zmianie) mówił: „majątek kościelny nie jest niczyim majątkiem prywatnym, lecz majątkiem społecznym”. Podobnie wypowiadał się arcybiskup Stanisław Gądecki, były już przewodniczący Episkopatu Polski: „Majątek kościelny jest majątkiem wszystkich katolików i pomaga w realizowaniu misji ewangelizacyjnej”. W tym ujęciu wszelkie dobra nie są oznaką bogactwa, lecz narzędziem umożliwiającym działalność duszpasterską, edukacyjną i charytatywną.

Czwarta strategia ściśle łączy się z trzecią: oto Kościół wcale nie jest bogaty, skoro jest finansowo zależny od wiernych. Niesamowystarczalny, zdany na „co łaskę” i nieustannie żebrzący – cóż to za bogacz?

Piąty sposób odwracania kota ogonem to wskazywanie wygodnych punktów odniesienia, przede wszystkim bogactwa „somsiada” zza Odry, przy zapominaniu o skali przewagi majątkowej Kościoła w Polsce względem zdecydowanej większości Kościołów lokalnych na świecie.

Krótko mówiąc, w głowach i słowach biskupów prawdziwy obraz bogactw Kościoła w Polsce jest następujący: wcale nie ma on dużo gotówki na kontach; owszem, posiada „trochę” dóbr, ale majątek ten nie ma prywatnego charakteru, lecz służy realizowaniu misji, ponadto tak naprawdę nie należy do Kościoła jako instytucji, lecz jako wspólnoty, od której członków zresztą instytucja zależy. A naprawdę bogaci to są Niemcy, ich się czepiajcie.

Bogaty jak Niemiec

Nie jest to obraz z gruntu czy całkowicie fałszywy. Rzeczywiście, w porównaniu z Kościołem w Niemczech Kościół w Polsce przypomina kościelną mysz. Tyle tylko, że w porównaniu z Niemcami niemal wszyscy wypadają tak samo.

Prawdą więc jest, że niemieckie instytucje kościelne finansują remonty w siedzibie Konferencji Episkopatu Polski, ale nie jest prawdą, że polski Kościół nie dałby rady opłacić ich samodzielnie – parę sprzedanych nieruchomości i pieniądze znalazłyby się bez kłopotu. Owszem, środki, którymi obraca Kościół w Polsce (można szacować, że to około 20-30 miliardów złotych rocznie), są nieduże w porównaniu z tymi, którymi dysponuje Kościół w Niemczech. Tenże owe 30 miliardów złotych dostaje wyłącznie z podatku kościelnego, a oprócz tego posiada własne banki (sic!) czy udziały w licznych przedsiębiorstwach, oscylujący zaś w okolicach 50 miliardów euro budżet najbogatszej w Europie Caritas jest w dużej mierze finansowany przez państwo.

Jednocześnie owe ponad 20 miliardów złotych to przecież nie tak mało – to ponad dwa razy więcej niż roczny budżet Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, sześć razy więcej niż budżet Ministerstwa Spraw Zagranicznych oraz mniej więcej tyle, co budżet Ministerstwa Sprawiedliwości. Ponadto środki finansowe to tylko część prawdy o kościelnym majątku.

I dokładnie tak samo jest z każdym elementem narracji umniejszającej skalę zamożności instytucji Kościoła w Polsce. Formalnie – prawdziwa. W praktyce – głupia lub kłamliwa.

Śpiący na nieruchomościach

Gdy więc ów zaledwie przykładowy Pieronek mówił, że nie ma co gadać o pokaźnych kwotach na bankowych kontach – prawdopodobnie nie kłamał. Jednocześnie, jeśli istota rzeczy byłaby piłkarską bramką, Pieronek strzelałby po autach.

Jasne, że miliardy złotych, którymi dysponuje Kościół, są rozproszone między ogrom diecezji, zakonów, parafii i instytucji. Jasne, że Kościół ma bardzo wiele wydatków, z których nie da się zrezygnować – to przede wszystkim utrzymanie świątyń oraz wynagrodzenia. Jasne, że skoro Kościół jest gigantyczną instytucją, to i budżet ma nie byle jakiej wielkości, a koszty jego nawet podstawowego funkcjonowania są wysokie.

Tyle tylko, że naprawdę nie o bajońskie kwoty na kontach chodzi, gdy rozmawiamy o stanie posiadania Kościoła. Już pal licho wciąż rozpowszechniony w Kościele model rozliczania się w gotówce, która nigdy nie poznała smaku konta czy bankowej kasy – koperty, torby, walizki to nadal często używane w kościelnych instytucjach rekwizyty. Ważniejsze jest to, że Kościół jest w Polsce jednym z największych właścicieli nieruchomości. Nie ma „aż znowu tyle” środków finansowych, ale posiada olbrzymie zasoby gruntów i budynków, stanowiących wyjątkowo dobry sposób na lokatę kapitału. Wartość nieruchomości należących do wybranych diecezji liczona jest w setkach milionów złotych, a w skali kraju – w miliardach (przykładowo: tylko krakowska kapituła katedralna posiada ponad dwadzieścia kamienic w centrum Krakowa). To pałace biskupie, ale też biurowce, grunty rolne, budynki dydaktyczne, ośrodki turystyczne, tereny nadające się pod różnego rodzaju działalność gospodarczą, cmentarze… To majątek, który już teraz generuje realne dochody lub posiada gigantyczny potencjał dochodowy pozwalający latami utrzymywać określony „poziom życia” mimo zmniejszania się liczby wiernych. Taka gigantyczna poduszka finansowego bezpieczeństwa.

Jest ona tym miększa, że obudowana korzystnymi regulacjami prawno-podatkowymi, o czym szerzej pisze w tym numerze Ernest Małkiewicz. Dość powiedzieć, że Kościół nie płaci podatku od nieruchomości od mieszkalnych części biskupich pałaców. Podobnych arbitralnie nadanych zwolnień jest w polskim prawie naprawdę dużo.

Innymi słowy: debata o bogactwie Kościoła nie dotyczy wyłącznie (choć także) kont bankowych czy marek samochodów, którymi poruszają się biskupi, lecz wielkości, źródeł, charakteru, sposobu zarządzania oraz dystrybucji całego majątku instytucji.

Biskupi się wyżywią

Z tych samych powodów w drobny mak rozsypuje się narracja o rzekomo społecznym charakterze kościelnego majątku, który służy celom wspólnotowym i ewangelizacyjnym. Nie odnalazłem słów Gądeckiego tłumaczących, w jakiż to sposób misji ewangelizacyjnej służą marmury wielu biskupich pałaców. Nie brakuje natomiast przykładów na uwłaszczanie się na kościelnym majątku – biskupi budujący z diecezjalnych pieniędzy siedziby pod swoje emerytury są tu tylko wyrazistym symbolem. Ponadto pieniądze są istotnym sposobem sprawowania władzy w Kościele. O ile bowiem każdy proboszcz w dużej części zarządza rzeczywiście społecznym, a nie prywatnym majątkiem (utrzymując plebanię czy świątynię, które prawdopodobnie go przeżyją), o tyle od tego, ile tegoż społecznego majątku jest, zależy również jego osobisty status finansowy.

Kościół jako instytucja – choć, jako się rzekło, nie chce tego przyznać – jest bowiem bogaty. Księża zaś – bardzo różnie. Są wśród nich milionerzy, ale są też duchowni żyjący równie ubogo jak ich parafianie gdzieś na małej parafii daleko od wszystkiego. Gdzie bowiem ubodzy parafianie, tam i problemy z utrzymaniem miejscowych nieruchomości (nie daj Boże zabytkowych), i niewysokie ofiary mszalne czy te składane przy okazji ślubów, pogrzebów i chrztów. A to one stanowią najważniejsze źródło dochodu wielu księży.

Efekty rozwarstwienia majątkowego wśród księży w Polsce są różne, w zasadzie wszystkie negatywne. Należą do nich przypadki księży, którzy dorabiają na Uberze, bo na ich potrzeby nie starcza z kościelnej posługi. To także karierowiczostwo, określone rozumienie tego, czym jest „sukces” w Kościele, dzielenie parafii na „lepsze” i „gorsze”, traktowanie niektórych z nich jako miejsc zsyłki dla niepokornych i tak dalej.

Różnice majątkowe widać także między diecezjami. W efekcie mówienie o bogactwie, ubóstwie czy potrzebach materialnych „Kościoła” w liczbie pojedynczej więcej zaciemnia niż wyjaśnia. Pozwala też ukryć się tym duchownym, którzy w Kościele rządzą, za plecami tych, którzy ponoszą najwyższe koszty przy najmniejszych korzyściach.

Kościół w Polsce jest więc bogaty. Kościół w Polsce bywa nie tak rzadko przestrzenią niekoniecznie dobrowolnego ubóstwa. Jedno i drugie jest prawdą. Także ten fakt jest jednym z problemów.

Kolejnym jest to, że o ile łatwo powiedzieć, że „majątek kościelny jest majątkiem wszystkich katolików”, o tyle trudno zrozumieć, co to w zasadzie znaczy w praktyce, kiedy owi „wszyscy katolicy” mają niemal zerowy wpływ na sposób tegoż majątku wykorzystywania. Dziwna to własność, o której losie nie można w ogóle decydować. Więcej: dziwna to własność, o której rzekomy właściciel niczego nie może się dowiedzieć, bo – jak to ujął jeden z moich rozmówców w książce „Pastwisko” – „Przejrzystość finansowa w Kościele to jednorożec. Każdy wie, jak wygląda: taki koń z rogiem. Ale nikt na własne oczy nie widział”.

To właśnie zerowy wpływ wiernych na zarządzanie dobrami Kościoła oraz zupełny brak dostępu do wiedzy o nich ujawniają bałamutność opowieści o tym, jakoby Kościół zależał od wiernych. Owszem: pieniądze wiernych stanowią bardzo, bardzo istotną część kościelnych aktywów. Jednocześnie świadomość istnienia innych źródeł finansowania działalności Kościoła – faktycznych oraz możliwych do uruchomienia w razie potrzeby – sprawia, że aż chciałoby się powiedzieć: „Biskupi i tak zawsze sami się wyżywią”. Również z tego powodu mają w całkowitym poważaniu wszelkie postulaty większej jawności finansowej płynące ze środowisk osób wierzących.

Zmiany nie będzie

Wydawałoby się, że powinno się to zmieniać. Skoro „Kościół zależy od wiernych”, a tych jest coraz mniej, to i sytuacja finansowa instytucji powinna ulegać zmianie. I tak, i nie. To, co ulega powolnej, ale bardzo istotnej zmianie, to sposób funkcjonowania instytucji w sytuacji radykalnie (szybciej niż w przypadku praktyk religijnych ogółu społeczeństwa) spadającej liczby powołań kapłańskich. „Księżowska demografia” tnie bez litości: gdy kolejne liczne roczniki księży przechodzą na emeryturę, a do seminariów nie pukają kolejne, długofalowo musi dojść do reformy działania przynajmniej seminariów i parafii, a tak naprawdę wszelkich klerykalnych struktur Kościoła. Zaczęło się więc łączenie parafii, powoływanie międzydiecezjalnych seminariów, namysł nad innym modelem kształcenia i formowania duchownych, refleksja nad tym, jak wykorzystywać puste obecnie budynki, czy decyzje o sprzedaży niektórych kościelnych nieruchomości.

Najprostszy przykład stanowią właśnie seminaria. Po reformie administracyjnej Kościoła z lat 90., gdy powstało wiele nowych diecezji, każdy biskup chciał mieć własne, naiwnie wierząc, że trendy sekularyzacyjne nie dotrą do Polski. Dziś w niektórych diecezjach piękne aule wykładowe wynajmuje się prywatnym podmiotom – gdyż kleryków można zebrać nawet w niewielkiej klasie.

To wszystko ma jednak paradoksalnie ograniczony związek z finansami Kościoła. Tak, wraz ze zmniejszoną liczbą wiernych oraz księży będzie mniej pieniędzy z datków, ofiar za sakramenty czy intencji mszalnych. Jednocześnie Kościół bardzo długo jest w stanie rekompensować sobie te straty z innych źródeł: czy to, często, od państwa, czy też, zawsze, z pomocą komercyjnego wykorzystania lub sprzedaży nieruchomości.

Chciałoby się więc wierzyć, że zmieniająca się pozycja społeczna Kościoła mogłaby być okazją do reformy także jego finansów: zmniejszenia nierówności między księżmi, większego włączenia wiernych w zarządzanie pieniędzmi, odczepienia się od państwowej kroplówki, zbudowania nareszcie przejrzystego systemu finansowego, pozbycia się części gorszącego przepychem majątku lub wykorzystania go w celach rzeczywiście ewangelizacyjnych czy charytatywnych. Tak się jednak nie stanie, a już na pewno nie w dającej się przewidzieć przyszłości. Kiedyś – być może. Póki co będzie jednak dokładnie odwrotnie.

Kościół, mając z czego zrzucać i dysponując gigantyczną poduszką bezpieczeństwa, wcale nie musi reformować swoich finansów. To nie przypadek systemu reagowania na przestępstwa seksualne – z wielu powodów w tej sferze musiało dojść i doszło do jakiejś, nawet jeśli wciąż niesatysfakcjonującej, zmiany. To nawet nie przypadek oddania świeckim odpowiedzialności, często zresztą koncesjonowanej, za niektóre obszary funkcjonowania Kościoła – im mniej będzie księży, tym częściej będzie do tego dochodziło.

W przypadku pieniędzy siły wpływające na zmianę w Kościele nie są na tyle duże, by ją wymusić.

Populizm czy naiwność?

Dlatego nierówności nie będą malały, za to im mniej będzie księży, tym większe będą różnice między placówkami, a najtrudniejszymi pozostaną lub staną się te, w których jeden ksiądz będzie musiał obsłużyć kilka połączonych, często ubogich parafii.

Wierni zostaną dopuszczeni do rozmaitych obszarów funkcjonowania Kościoła, ale do finansów – w zupełnej ostateczności, do której jeszcze długo nie dojdzie. Za dużo rzeczy w zbyt wielu miejscach dzieje się w sposób niejasny, zagmatwany, interesowny czy, niekiedy, bezprawny. Zbyt wielkie znaczenie mają też dla biskupów i ich poczucia bezpieczeństwa decyzje dotyczące nieruchomości, by oddawać je w nieduchowne – a więc w ich klerykalnej wizji świata niepewne – ręce.

Im wiernych będzie mniej, tym Kościół chętniej będzie korzystał z okazji do sięgania po państwową kasę, uznając, że gdy polityczna koniunktura sprzyja, trzeba gromadzić „tłuszczyk” na potencjalne „chude lata”.

System zarządzania finansami Kościoła nie stanie się przejrzysty, bo nie jest to w interesie tych, którzy najmocniej na nim korzystają – a jedynie oni mogliby zdecydować o wprowadzeniu transparencji. Jak mówił mi w „Pastwisku” pewien dziennikarz śledczy – a pokrywa się to z moimi doświadczeniami pisania o władzy w Kościele w Polsce – „do żadnych informacji w Kościele nie jest tak trudno dotrzeć i żadnych afer nie jest tak trudno udowodnić jak tych finansowych. Łatwiej opisać sprawy ukrywania gwałcicieli dzieci niż to, kto i w jaki sposób zdefraudował pieniądze. Nawet jak masz dobrego informatora, to będzie ci bardzo trudno uzyskać potwierdzenie z drugiego źródła”.

Nieruchomości Kościół ma tak wiele, że nawet jeśli będzie zmuszony do sprzedaży niektórych, nie ma powodu, by zaczynał – Boże broń! – od symbolicznych w tym kontekście biskupich rezydencji. Pomysły zaś przeobrażania ich w budynki służące ludziom, zawsze w Kościele w Polsce były zbywane jako, nomen omen tani, populizm.

Ten numer więc biskupi i ludzie myślący jak oni wezmą pewnie za kolejny jego przejaw. Inni zaś za wyraz naiwności. Nam niech jednak będzie wolno robić swoje: opisywać, postulować, nazywać i demaskować. Reszta pozostaje poza sferą naszej – i innych wierzących – sprawczości, a więc i odpowiedzialności. Ci zaś, którzy ją ponoszą, sami niech ważą słowa o wielbłądzie i uchu igielnym, służeniu dwóm panom – Bogu i mamonie, czy „chciwości pieniądza” będącej „korzeniem wszelkiego zła”.

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Od ponad 15 lat tworzymy jedyny w Polsce magazyn lewicy katolickiej i budujemy środowisko zaangażowane w walkę z podziałami religijnymi, politycznymi i ideologicznymi. Robimy to tylko dzięki Waszemu wsparciu!
Kościół i lewica się wykluczają?
Nie – w Kontakcie łączymy lewicową wrażliwość z katolicką nauką społeczną.

I używamy plików cookies. Dowiedz się więcej: Polityka prywatności. zamknij ×