fbpx Wesprzyj nas!

magazyn lewicy katolickiej

DPS są i będą potrzebne. Fragment książki „Inny dom”

DPS są trochę traktowane jak jedno wielkie zło i musimy udowadniać, że rzeczywistość wygląda inaczej. Większość ludzi interesuje się tym bardzo pobieżnie, a do mediów przedostają się głównie informacje o tragediach.
DPS są i będą potrzebne. Fragment książki „Inny dom”

Fragment książki Jędrzeja Dudkiewicza „Inny dom. Ludzie, system i granice wsparcia w polskich DPS”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak Horyzont.  Książka dostępna jest do zakupu na stronie wydawnictwa.

W grudniu 2024 roku opublikowany został raport Najwyższej Izby Kontroli „Przestrzeganie Praw Mieszkańców Domów Pomocy Społecznej przeznaczonych dla Osób Dorosłych z Niepełnosprawnościami Intelektualnymi oraz dla Osób Przewlekle Psychicznie Chorych”. Ze względu na pojawiające się co jakiś czas doniesienia medialne o złym traktowaniu ludzi przez personel w tych placówkach, NIK postanowiła przyjrzeć się sprawie. Kontrola obejmowała lata 2021–24 i dotyczyła 15 DPS, 10 PCPR oraz 8 starostw powiatowych. Stwierdzono, że dochodziło do naruszania konstytucyjnych praw, takich jak prawo do wolności, nietykalności osobistej, ochrony zdrowia, bezpieczeństwa, intymności i godności. Zarejestrowano między innymi 44 przypadki przymusu bezpośredniego stosowanego niezgodnie z ustawowymi zasadami, ograniczenia mieszkańcom możliwości samodzielnego opuszczania placówki, wykonywanie czynności, do których pracownikom brakowało uprawnień (np. przeszukanie, pomoc przy zastrzyku). tylko w trzech na 15 DPS uznano, że prawidłowo prowadzone było leczenie farmakologiczne. W sześciu DPS 26 całkowicie ubezwłasnowolnionym mieszkankom podawano środki antykoncepcyjne bez zgody sądu opiekuńczego. Większość placówek nie była dostatecznie dostosowana do potrzeb osób z niepełnosprawnościami, w wielu przypadkach wydatki dokonywane w imieniu ubezwłasnowolnionych mieszkańców przez pracowników DPS były nie w pełni transparentne. W połowie placówek na części dyżurów brakowało pielęgniarek, nigdzie też nie robiono cyklicznych badań stanu zdrowia psychicznego mieszkańców, które uzasadniałyby ich dalszy pobyt w DPS. Stwierdzono też słaby nadzór organów nadrzędnych nad placówkami.

Na tak liczne zarzuty pojawiła się odpowiedź przygotowana przez Ogólnopolskie Stowarzyszenie Dyrektorów Samorządowych Domów Pomocy Społecznej, które zrzesza 90 członków z dziewięciu województw. W piśmie podkreślono, że przykłady podane w raporcie są wyjątkami od reguły i często wynikają z bezradności dyrektorów DPS. tym bardziej że do ich placówek trafiają osoby w coraz gorszym stanie zdrowia, który kwalifikowałby ich bardziej do ZOL lub Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego Psychiatrycznego (ZOLP). tymczasem to na DPS nakłada się obowiązek świadczenia specjalistycznej, medycznej opieki, co przy braku narzędzi do realizacji prowadzi do nieprawidłowości. Przypomniano też, że dyrektorzy DPS od lat zgłaszają problemy kadrowe i konieczność zmian systemowych, bowiem nie mają jak konkurować wysokością wynagrodzeń z jednostkami ochrony zdrowia.

Postanowiłem porozmawiać z prezeską Stowarzyszenia i jednocześnie dyrektorką Domu Pomocy Społecznej w Skęczniewie, Sylwią Kamińską-Tereszkiewicz.

Poza oficjalnym pismem czytałem też pani wypowiedzi dla mediów, z których wynikało, że raport NIK traktujecie jak kolejny atak na DPS.

DPS są trochę traktowane jak jedno wielkie zło i musimy udowadniać, że rzeczywistość wygląda inaczej. Większość ludzi interesuje się tym bardzo pobieżnie, a do mediów przedostają się głównie informacje o tragediach, gdyż te są najchętniej czytane. Mało kto chce pokazać drugą stronę zagadnienia. Żeby była jasność – w DPS jak najbardziej zdarzają się błędy, dyrektorskie, pracownicze, ludzkie. Nikt temu nie zaprzecza. Jednocześnie zdecydowana większość osób w naszym stowarzyszeniu chce rozwoju i zmian, o które jest bardzo trudno. Wielu dyrektorów jest na to dobrym przykładem, bo od dziesięciu lat próbujemy proponować wdrażanie różnych pomysłów na wsparcie i często nie mamy takich możliwości, gdyż prawo nie zezwala na pewne rozwiązania, które naszym zdaniem mogłyby się sprawdzić w pomocy społecznej. A są i inne przeszkody.

O tym, jakie to zmiany i przeszkody, jeszcze porozmawiamy, ale proszę najpierw powiedzieć o ograniczeniach prawnych.

Jestem w grupie powołanej przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, w której dyskutuje się o zmianach ustawy o pomocy społecznej. Dominuje tam wyłącznie jeden kierunek – większość organizacji pozarządowych, związana w dużym stopniu ze środowiskiem osób z niepełnosprawnościami, jest nastawiona bardzo anty-DPS, postulatem jest w zasadzie zamykanie placówek. Przykładowo obecnie nie pozwala się nam sięgać po środki z Unii europejskiej, gdyż twierdzi się, że jesteśmy przeciwni deinstytucjonalizacji. Chciałabym wyraźnie podkreślić, że absolutnie nie stoimy w opozycji do rozwoju usług środowiskowych. Jako dyrektorzy DPS jesteśmy za, widzimy, jak bardzo są potrzebne, ale jednocześnie uważamy, że to złożony temat. O ile część ludzi na pewno mogłaby – przy odpowiednim wsparciu – dobrze funkcjonować w środowisku, to jednak do DPS w większości trafiają osoby, które sobie w nim zupełnie nie radzą. Chociaż zdarzają się też przypadki, że gmina nie może zapewnić mieszkania socjalnego, nie ma pomysłu, co robić, ani możliwości zapewnienia całodobowej opieki w środowisku, więc kieruje kogoś do DPS. Zresztą badania pokazują, że nie możemy pozwolić sobie na zamknięcie żadnego DPS, bo potrzeba całodobowego wsparcia będzie wyłącznie rosła i często wsparcie będzie możliwe wyłącznie w placówkach. Nie jesteśmy tylko domami spokojnej starości, sama prowadzę DPS dla osób przewlekle psychicznie chorych i mogę powiedzieć, że to często bardziej oddział psychiatryczny, tylko bez specjalistów. Prawo zabrania zatrudniać lekarzy, a za wynagrodzenie w DPS trudno – choć najczęściej jest to niemożliwe – pozyskać psychologa. Przyjmujemy osoby z takimi deficytami psychicznymi, że inne części systemu sobie z nimi nie radzą. Często chodzi o agresję, zmiany w mózgu wywołane alkoholem czy dopalaczami. Odbieram telefony ze szpitali psychiatrycznych, że wypisują kogoś, bo ich możliwości dalszej pomocy się wyczerpały. A my musimy przyjąć, nie mam możliwości prawnych, by odmówić przyjęcia człowieka do DPS. Mimo że brakuje mi narzędzi do zapewnienia bezpieczeństwa innym mieszkańcom i pracownikom. I mimo to się w nas uderza, że standardy u nas nie zawsze stoją na najwyższym poziomie.

Proszę o tym więcej opowiedzieć.

Weźmy chociażby wspomniany w raporcie NIK przymus bezpośredni, który w DPS stosować może wyłącznie pielęgniarka. Większość personelu medycznego odeszła do ochrony zdrowia. Mnie i jeszcze niektórym dyrektorom jakoś udaje się utrzymać personel medyczny, ale może z tym być coraz większy problem, nie tylko ze względu na niskie wynagrodzenia. Ostatnio pracownica mówi „proszę zobaczyć, co dzieje się z ratownikami medycznymi – jest zdarzenie, jest reakcja. A co z nami?”. Mamy bowiem chłopaka, który w wieku czterech lat był świadkiem, jak ojciec zabił matkę, później trafił do instytucjonalnych form opiekuńczych, w DPS jest od 18. roku życia. Jestem psychotraumatologiem, więc wiem, jakie skutki ma niezaopiekowana trauma. ten chłopak nie jest złym człowiekiem, ale ma taką siłę fizyczną, że gdy chce coś uzyskać – bez względu czy to coś bezpiecznego, czy nie – i mu to się nie udaje, wpada w szał. Jakiś czas temu wyrwał się z pasów, wygiął metalowe drzwi, wiele rzeczy zniszczył. Jak mam zapewnić bezpieczeństwo mojej kadrze w takiej sytuacji? Oczywiście, jeżeli coś złego się stanie, to będzie to wina DPS. Podobnie sprawa wygląda w związku z ograniczaniem wychodzenia mieszkańców. Przykładowo mam mieszkańca, który zachowuje się niebezpiecznie i dochodzą do mnie głosy, że gdy przebywa poza DPS, to dzieci wracające do domów ze szkoły się go boją. Co mam zrobić? Zakazać wychodzenia albo umożliwić je tylko pod nadzorem? Czy dać mu większą swobodę kosztem tego, że środowisko będzie się bać? Nie wiem, czy jest idealne rozwiązanie.

A jak odniesie się pani do zarzutu z raportu związanego z podawaniem całkowicie ubezwłasnowolnionym mieszkankom środków antykoncepcyjnych bez zgody sądu opiekuńczego?

to jest bardzo skomplikowane zagadnienie. Nie muszę wyobrażać sobie sytuacji, w której mieszkanka zachodzi w ciążę, bo był taki przypadek w moim DPS. Wiola, która jest bardzo zaburzona i nie może zajmować się dzieckiem, bo traktuje je bardziej jak lalkę, razem z innym mieszkańcem wymyślili sobie sposób na opuszczenie DPS. Uważali, że skoro ojciec dziecka ma mieszkanie, to gdy zostaną rodzicami, wrócą do środowiska. Był to potężny problem. Ostatecznie dziewczynką, która ma teraz sześć lat, zajęli się dziadkowie. W większości tego typu przypadków dzieci trafiają jednak do pieczy zastępczej. Gdyby nie było antykoncepcji, takich historii byłoby znacznie więcej. I oczywiście też byłyby ataki na DPS, że jak można było do tego dopuścić. Nikt nie spojrzy na to, że w zakresie seksualności żaden DPS nie będzie w stanie uchronić od niechcianej ciąży. Zresztą nie możemy w to za bardzo ingerować ani ograniczać prawa do zaspokojenia potrzeb seksualnych. Mam w swojej placówce dziewczynę, która ma ogromny popęd, szuka jakiegokolwiek partnera. Nie jesteśmy w stanie, w inny sposób niż antykoncepcja, uniknąć ogromnej liczby nieplanowanych dzieci. Oczywiście, jak każdy człowiek w środowisku, tak i nasi mieszkańcy mają swoje potrzeby. Jest u nas para ze sporym stażem, więc chłopak ma jednoosobowy pokój, dzięki czemu mają możliwość zbliżeń. Obecnie też Regionalny Ośrodek Polityki Społecznej (ROPS) dla województwa wielkopolskiego robi warsztaty z seksualności osób z niepełnosprawnościami w DPS. 15 DPS z województwa bierze w nich udział, my również. Uczymy się rozpoznawania rozładowania napięcia seksualnego, ale również przekroczenia granic, to znaczy przemocy seksualnej. W tym wszystkim musimy jednak jakoś dbać o to, by nie było niechcianych ciąż. Czasami wystarczy rozmowa z mieszkańcem, ale czasami – ze względu na brak zrozumienia konsekwencji uprawiania seksu – konieczna jest farmakologia. Nie zawsze jest to możliwe za zgodą sądu. Znam przypadek, w którym siostra jako opiekun prawny mieszkanki DPS wystąpiła do sądu o zgodę na antykoncepcję. Sąd nie wyraził zgody, bo stwierdził, że osoby biorące leki psychotropowe nie zachodzą w ciążę. takimi tematami mało kto chce się zajmować zawczasu i dopiero kiedy pojawia się problem (przypadkowa ciąża), to wszyscy się zastanawiają, co robić.

Co jeszcze nie działa systemowo?

Jestem również w innej międzyresortowej grupie, w której roz-mawia się o zmianach systemowych, i w kontekście osób starszych, somatycznie chorych podkreślam, że dziś niczym się już nie różnimy od ZOL czy ZPO. I słyszę, że to nieprawda, bo nie wykonujemy specjalistycznych usług medycznych. Proszę, żeby wymienić, jakich, to się odniosę. Sondy? Mamy takich ludzi. PeG? Również, nawet w moim DPS są osoby z nimi. tlenoterapie? Oczywiście prowadzimy. I tak po kolei okazuje się, że nie dość, że jednak wykonujemy te wszystkie usługi, to jeszcze jesteśmy dużo tańsi. ZOL powstały po to, by człowiek mógł tam przez pół roku podreperować zdrowie, zamiast zajmować miejsce w szpitalu, a w tym czasie rodzina czy środowisko mogą przygotować się na jego powrót. ewentualnie – w określonych przypadkach – trafiłby do DPS. to się pomieszało, bo nawet przedstawiciele NFZ przyznają, że są osoby, które w ZOL przebywają niekiedy 17 lat. I płacą tylko za pobyt oraz wyżywienie, całą resztę finansuje NFZ (300 zł/doba), więc koszty całościowe są znacznie wyższe niż w DPS. Naszym zdaniem powinno się wrócić do formy systemowego pomagania ludziom i tego, żeby usługa szła za człowiekiem, niezależnie, czy jest w DPS, ZOL, czy środowisku.

ZOL są droższe także dlatego, że pielęgniarki tam (a także w innych jednostkach ochrony zdrowia) zarabiają o wiele lepiej niż w DPS, często dwukrotnie, przy zwykle mniejszej ilości pracy.

System określa koszty. A co do zarobków i zakresu pracy to dokładnie tak, same pielęgniarki to przyznają, zresztą do pracujących u mnie dzwonią ich koleżanki ze szpitala, żeby przyszły, bo są dwa razy lepsze warunki. O to też chodzi, gdy mówię, że usługa powinna iść za człowiekiem. Nie powinno być takich podziałów w wynagrodzeniach. Przy czym nie chodzi o to, by po prostu podnieść pensje pielęgniarkom w DPS, bo one są finansowane przez samorządy, które sobie z tym nie poradzą. Wszystkie pielęgniarki powinny podlegać pod NFZ. I w ten sposób wiele problemów by się rozwiązało. Warto w tym kontekście pamiętać też o tym, że liczbowo np. mój DPS, w którym jest 210 osób, to taka mała wioska. Potrzebujemy dużego wsparcia medycznego. Czasem zarzuca się nam, że zbyt często wzywamy pogotowie. tłumaczę wtedy, że o ile normalnie karetka rzadko jeździ na przysłowiową wieś, gdzie chorych jest kilka osób, o tyle u mnie chora jest cała wioska, czyli 210 osób. Dlatego wezwania są proporcjonalnie częste. I to trafia, tak samo pomogło, gdy niektórzy pracownicy ochrony zdrowia przyszli dodatkowo do pracy w DPS – po tym mają zupełnie inne spojrzenie na chorych i pracę w naszej placówce. Od tego czasu nie ma już żadnych problemów z przyjazdem karetki. Ogółem jednak system lecznictwa zwykle nie ma pojęcia, czym i jak się zajmujemy, przez co lekarze zarzucają, że nie nadajemy się do tej pracy. Co jest ciekawe, bo nasi mieszkańcy często wracają do nas ze szpitala po krótkotrwałym pobycie np. z odleżynami, których przez długi okres pielęgnacji w DPS udało się uniknąć. traktujemy mieszkańców jak naszych bliskich i dlatego mogę z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że podchodzimy indywidualnie do ich potrzeb i często są znacznie lepiej zaopiekowani.

Wróćmy do wspomnianych zmian, które stara się pani wprowadzić.

Najbardziej zależało mi na tym, by wprowadzić w DPS swoisty system naczyń połączonych. Jesteśmy dużą jednostką z sześcioma oddziałami, do tego dochodzi rehabilitacja, terapia itp. Ważne było usystematyzowanie całości procesu terapeutycznego, rehabilitacyjnego i wsparcia tak, by każdy mieszkaniec wiedział, co go czeka w danym dniu, godzinie, a tym samym miał zapewniony większy spokój. Wspólnie z mieszkańcami tworzone są plany i harmonogramy na dany tydzień. Wiadomo, kiedy jest spacer, kiedy grupowe zajęcia ruchowe, ćwiczenia relaksacji, medytacja itp. Wcześniej opiekun wchodził i oznajmiał, że teraz trzeba wyjść na zewnątrz. Jeżeli ktoś miał ochotę poleżeć, to taki komunikat budził agresję. Gdy ma zaplanowane aktywności, co do których też ma możliwość zgłaszania pomysłów, żyje mu się o wiele lepiej. Panuje większa organizacja życia w DPS, co obniża niepokój i frustracje, mieszkańcy wręcz czekają na kolejne punkty programu oraz zgłaszają, czego by chcieli. Daje to bardzo dobre efekty, a jednocześnie nie jest niczym skomplikowanym czy specjalistycznym.

To na czym polegały problemy ze wdrożeniem?

Dostawałam sygnały od mieszkańców, że niektórzy pracownicy nie chcą się do tego stosować. Zależało im tylko na wykonaniu podstawowych zadań, jak śniadanie, kąpiel, przebranie i na tym koniec. Nawet gdy mieszkańcy chcieli robić coś innego, część kadry wszystko dezorganizowała i tym samym uniemożliwiała realizację planów. Zaczęłam od rozmów, był to długi proces, próbowałam tłumaczyć, że jeżeli uda nam się zająć czymś mieszkańców, ustabilizować ich, to będzie też łatwiej pracować. Do tego konieczne jest jednak wszędzie, to znaczy w każdym oddziale DPS, takie samo podejście. W chwilach oporu pracowników prosiłam: pokażcie, czy oczekuję od was czegoś, czego nie macie w zakresie obowiązków. Nie zawsze jednak udało się dojść do porozumienia, część osób pouciekała na zwolnienia. Ale na tym się nie skończyło.

To znaczy?

Przechodzę przez bardzo trudny czas, bo trwają ataki na mnie. Założono mi fałszywe konto na Facebooku, na którym publikowane są niepochlebne rzeczy na mój temat. Pojawiają się skargi do organu prowadzącego DPS i muszę wtedy udowadniać, jak wygląda prawda, zamiast zajmować się placówką. Na całe szczęście nawet mimo zmian władz w wy-borach, widzą tam, co i jak robię, więc stoją po odpowiedniej stronie. Zdziwiłabym się zresztą, gdyby tak nie było, bo niektóre zarzuty są absurdalne, inne na dobrą sprawę są pochwałą, bo głoszą, że oczekuję od kadry różnych rzeczy i ich pilnuję. Niemniej jednak mam duże problemy ze snem i czeka mnie dalsza batalia, bo Facebook nie widzi w tym nic niestosownego, sprawą zajmuje się prokuratura. Większość osób odpowiedzialna za tę akcję nie pracuje już w DPS, ale podejrzewam, że wśród personelu jeszcze są osoby z tym powiązane. Głównie kadra przyzwyczajona do innego stylu pracy, niechętna zmianom. Otwartość – a raczej jej brak – na nowości bywa rzeczywiście problemem w DPS. Staram się robić szkolenia dla personelu, ale nie są one wszystkie obowiązkowe. Przyznaję, że wszystko to czasem rodzi myśli, czy warto, ale odpocznę i wracam do wdrażania zmian. tym bardziej że wiem, jak wspierać naszych mieszkańców, i widzę, że rzeczywiście się to sprawdza.

Proszę o tym więcej opowiedzieć.

Po pierwsze, jakkolwiek trudno jest czasem przekonać kadrę do czegoś nowego, zdarza się, że przychodzi ktoś i mówi „wie pani co, nigdy nie myślałam, że pan X może w ten sposób coś odbierać. teraz wiem lepiej, jak z nim pracować”. Po drugie opowiem o kilku osobach, które u nas są. Chociażby bardzo młoda mieszkanka, która przyjechała do nas z innego województwa. W tamtejszej instytucji bez przerwy trafiała do szpitala, a gdy z niego wracała, biła pracowników i innych mieszkańców. Jest wysoka, dobrze zbudowana, więc trudno było sobie z nią poradzić. Miała już nawet wydaną decyzję o internacji, ale wysłano ją do nas. Od półtora roku ani razu nie była w szpitalu i jest znacznie spokojniejsza. Albo mieszkaniec, który kiedyś dziennie miał kilka prób samobójczych. Wciąż się zdarzają, ale znacznie rzadziej. Nie chcieliśmy oddawać go do szpitala psychiatrycznego, zamiast tego zrobiliśmy z nim kontrakt bezpieczeństwa, wprowadziliśmy kartę bezpieczeństwa, mocno współpracowaliśmy z rodziną i wspólnymi siłami udało się do niego dotrzeć oraz mocno ograniczyć jego problemy psychiczne (próby samobójcze). I zrobiliśmy to jako formalnie niespecjaliści. Mamy też trochę osób leżących, całkowicie niesamodzielnych, z którymi nie da się skontaktować. Mimo to robimy dla nich m.in. biblioterapię, ale w taki sposób, że tworzy się grupa mieszkańców, którzy zbierają się przy czyimś łóżku i wspólnie czytają na głos. Im też to sporo daje, czują się docenieni. Gdybym miała więcej zasobów, to DPS spokojnie mógłby uzupełniać lukę specjalistycznych jednostek wsparcia czy to szpitali psychiatrycznych, czy ZOL. Dotyczy to oczywiście większości DPS.

Do tak dużych placówek jak DPS, którym pani kieruje, zwykle są też zarzuty, że nie ma w nich miejsca na indywidualne podejście do każdej osoby, bo to można ewentualnie robić, gdy jest ich 50, a nie ponad 200. Mieszkańcom brakuje decyzyjności związanej nawet z tym, co i kiedy robią albo jedzą.

Jak już wspomniałam, u nas mieszkańcy mają wpływ na to, jakimi aktywnościami wypełniony jest ich dzień. Harmonogram oczywiście musi być, żeby mogło to wszystko jakoś funkcjonować. Ale w wielu rzeczach udział biorą głównie chętni. Staramy się oczywiście mobilizować, tym bardziej że przychodzą do nas z różnymi deficytami i zwykle najchętniej po prostu by leżeli, nawet nie jedli, a już tym bardziej nie gotowali, bo w większości nie umieją. Potrzebują treningu ekonomicznego, bo dysponując pieniędzmi, mogą je wydać w ciągu jednego dnia, często na szkodliwe rzeczy. tak samo nie zawsze sami chcą brać leki, uważają, że ich nie potrze-bują. Często nawet nie czują do końca pór dnia, więc nie tylko staramy się wypełnić czymś dzień, ale zachęcamy do spania w nocy. to nauka podstawowych czynności i tak, jak my jesteśmy w środowisku zobowiązani do przestrzegania pewnych norm, tak samo oni. Jakiś nadzór w tym wszystkim musi być. Owszem, posiłki mają swoje określone go-dziny, w tak dużej placówce nie da się tego inaczej zorganizować. Jeśli tylko się da, zapewniamy im jednak decyzyjność. W rozmowie z dietetykiem mogą sugerować zmiany dotyczące tego, co jedzą. W trakcie warsztatów kulinarnych sami ustalają, co będą przygotowywać. Podczas spacerów dzielą się na grupy – ci, którzy są mniej sprawni, robią krótszy, reszta jest w stanie przejść na drugą stronę akwenu, który znajduje się obok naszego DPS. No i fakt, że mamy sześć ,,familii” (oddziałów), a w każdej jest trochę ponad 30 osób, na które przypada osobna kadra, powoduje, że forma indywidualnego podejścia jest możliwa. Człowiek nie jest u nas numerem. Sprawdzamy, jakiego całościowego wsparcia po-trzebuje, i staramy się je zapewnić, włączając go w miarę możliwości w ten proces. Reagujemy też w zależności od sytuacji. W przypadku chłopaka, który wyrwał się z pasów i zniszczył dużo rzeczy, odbyło się spotkanie, by porozmawiać, co i czemu się wydarzyło, czy możemy po naszej stronie zrobić coś inaczej. Bo może był jakiś czynnik ludzki, który spowodował u niego taką reakcję? Ustalamy, co jeszcze możemy zrobić, by zmniejszyć jego wybuchy agresji. Robimy, ile możemy. I nawet nie chodzi o to, że chcę bez przerwy bronić DPS, bardziej zależy mi na innym spojrzeniu na ludzi, którzy potrzebują systemowego wsparcia w całodobowej opiece, bo z jakichś powodów nie poradzili sobie w środowisku.

Niektóre województwa robiły badania, ile osób z DPS można  by  spróbować  przywrócić  do  środowiska i w większości oceny – przy czym są to oceny dyrektorów – są takie, że niewielki procent.

Niedawno dwóch naszych mieszkańców wyszło z DPS na urlop. Jeden, uzależniony od narkotyków, pojechał do mamy, która sobie zupełnie nie radzi, do tego jest w dramatycznym środowisku. Skończyło się akcją służb, które przywiozły go interwencyjnie do placówki. Wrócił do nas w takim stanie, że w zasadzie musimy od nowa zaczynać proces terapeutyczny. Drugi to pseudokibic, który, gdy jest u nas, funkcjonuje w ramach ustalonych norm. Gdy jednak jedzie do swojego miasta, zachowuje się niebezpiecznie i wiele osób się go boi. I tak to niestety często wygląda z byciem w środowisku. Mam też jednak mieszkańca, który przy odpowiednim wsparciu mógłby się odnaleźć poza DPS. Ale realnie patrząc, to poza nim są w moim DPS może jeszcze trzy takie osoby. One też często nie mają dokąd wrócić – albo nie mają rodziny, albo nie chce się ona nimi zajmować, bo są ,,trudni”. Nie mają mieszkania, a gminom brakuje możliwości, by je zapewnić, nie mówiąc o usługach wsparcia, bez których nie są w stanie funkcjonować.

W kontekście deinstytucjonalizacji może trzeba w takim razie myśleć o przyszłości, to znaczy, żeby mniej osób trafiało do DPS dzięki temu, że na wcześniejszych etapach dostaną wsparcie? DPS będzie wtedy ostatecznością.

I ja oraz wielu innych dyrektorów DPS jak najbardziej się z tym zgadzamy, całkowicie wspieramy taki proces deinstytucjonalizacji. Proces terapeutyczny oraz wsparcie w środowisku powinny być tak szeroko rozwinięte, by jak najmniej osób trafiało do instytucjonalnej formy opieki. Jednocześnie zamykanie DPS nie jest dobrym pomysłem, bo te placówki będą potrzebne. Zwłaszcza że to, o czym mówimy, to potężna zmiana systemowa, która nie zadzieje się szybko. Poza pełnieniem funkcji dyrektora DPS od ponad 20 lat pracuję też w szkolnictwie i widzę, jak wielkie są potrzeby, jeśli chodzi o wsparcie psychiczne. Rodzice nie radzą sobie z wieloma rzeczami, agresją czy uzależnieniami – w tym od elektroniki – dzieci. to się już rozpędza, a co będzie za dziesięć lat? Róbmy deinstytucjonalizację poprzez rozwijanie usług środowiskowych, usystematyzujmy to, co mamy, połączmy finansowanie różnych systemów wsparcia, by za obywatelem szła usługa wsparcia. Kibicuję wszystkim rozwiązaniom, które mogłyby pomóc ludziom jak najdłużej zostać w środowisku.

Może DPS mógłby być, przynajmniej w niektórych przypadkach, koordynatorem usług środowiskowych i jednocześnie miejscem dla ludzi, którzy przestają sobie radzić w środowisku. Nie mówiąc już o tym, że każdy ma prawo wybrać, że woli mieszkać w DPS.

Oczywiście, że tak. tylko trzeba dać DPS narzędzia, by mogły robić różne rzeczy. Zwłaszcza powiatowym, bo miejskie i gminne pod różnymi względami prawnymi mają trochę łatwiej. W mojej placówce i tak już nieco wykraczamy poza granice procesów terapeutycznych i usamodzielniających. A moglibyśmy działać na jeszcze większą skalę. Przykładowo mam gotowe zasoby lokalowe, więc dałoby się zrobić punkt interwencyjny dla osób opuszczających szpital psychiatryczny, coś między DPS i środowiskiem. I w zależności od postępów ktoś poszedłby w jedną lub drugą stronę. Nie mam jednak takich możliwości prawnych.

Kiedy prawie dziesięć lat temu prowadziłam rozmowy z wicewojewodą wielkopolskim, mówiła, że to ciekawy pomysł, ale na tym się skończyło. Nikt do tej pory nie ruszył tematu. Mówi się o mieszkaniach wspomaganych. Świetnie, DPS również mógłby je prowadzić. Zarzuca się nam, że nie usamodzielniamy mieszkańców. Ale jak mamy to robić? Brakuje narzędzi prawnych do realizacji i spójności systemu usamodzielnienia. Dodatkowo często oskarża się nas, że wykorzystujemy mieszkańców do prac w DPS. A gdzie i w jakiś sposób mają nauczyć się podstawowych czynności dnia codziennego? Przy czym ja dysponuję wyremontowanym lokalem, dwa pokoje z łazienką i aneksem kuchennym. Są mieszkańcy, których mogłabym tam umieścić, by przy wsparciu przygotować do powrotu do środowiska. Jedynym pomysłem na to jest jednak zmniejszenie liczby mieszkańców DPS. Nie mogę nie myśleć o finansach. Mogłabym więc to mieszkanie wspomagane zrobić jako rzecz dodatkową, a na miejsce dwóch mieszkańców przyjąć kolejne dwie osoby, które bardzo potrzebują wsparcia i czekają na taką możliwość. Słyszę zresztą, że mieszkania wspomagane i ogółem usługi środowiskowe nie mogą być na terenie placówki. Dlaczego? Mierzymy się z potężnym problemem braków kadrowych w pomocy społecznej, zwłaszcza na terenach wiejskich DPS mogą być jedynym narzędziem łączącym opiekę całodobową ze wsparciem środowiskowym. Chciałabym też stworzyć Centrum Opiekuńczo-Mieszkalne (COM). Mój DPS mógłby świadczyć różne usługi na rzecz środowiska lokalnego. I wiele innych DPS dysponuje takimi zasobami. Ciągle jednak słyszę „nie”. Zarzuca się nam, że jesteśmy betonowi, ale jak coś chcemy zmienić, to odmawia się nam narzędzi w postaci prawa.

Wspomniała pani też o kadrze, której brakuje i która nie pojawi się nagle, w krótkim czasie. Tu też trzeba by chyba dużo zmienić?

Ilu młodych ludzi zmotywujemy do tego, by szkolili się w tym kierunku? Czym mamy ich zachęcić? O wiele lepsze pieniądze mogą zarobić w ochronie zdrowia, więc mało kto chce się kształcić na pracowników w pomocy społecznej. to jednak bardzo ciężka i mało opłacalna praca. Chętni pojawiają się, gdy ktoś np. realizuje projekty związane z usługami środowiskowymi, finansowane z pieniędzy unijnych, bo w nich można dostać 60 zł za godzinę i więcej. W DPS zwykle jest połowa albo jeszcze mniej. Konieczne byłoby więc też podniesienie prestiżu zawodu oraz zwiększenie wynagrodzeń. Obawiam się jednak, że może to pójść w drugą stronę. to znaczy, zamiast wykorzystać i zwiększać zasoby DPS, to chociaż nikt ich oficjalnie ot tak nie zamyka, pojawiają się działania, które sprawiają, że zwyczajnie przestajemy sobie radzić finansowo.

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Od ponad 15 lat tworzymy jedyny w Polsce magazyn lewicy katolickiej i budujemy środowisko zaangażowane w walkę z podziałami religijnymi, politycznymi i ideologicznymi. Robimy to tylko dzięki Waszemu wsparciu!
Kościół i lewica się wykluczają?
Nie – w Kontakcie łączymy lewicową wrażliwość z katolicką nauką społeczną.

I używamy plików cookies. Dowiedz się więcej: Polityka prywatności. zamknij ×