Wesprzyj nas!

magazyn lewicy katolickiej

Dlaczego gardzimy tch├│rzami albo jak zosta─ç bohaterem ­čÄž

Typowa scena dominacji sk┼éada si─Ö ze sprawcy, ofiary i ┼Ťwiadka. Pierwsza strona ok┼éada drug─ů, a obie apeluj─ů do otoczenia o uznanie czy wsp├│┼éczucie ÔÇô widzieli┼Ťmy ten scenariusz tysi─ůce razy, od czas├│w podstaw├│wki. St─ůd szkolne dr─Öczenie to podstawowa struktura ludzkiej dominacji.
Dlaczego gardzimy tch├│rzami albo jak zosta─ç bohaterem ­čÄž
ilustr.: Natasza Kornobis

Tekst jest dost─Öpny r├│wnie┼╝ w wersji audio. Czyta Bartosz Cheda.

 

Publikujemy przek┼éad eseju Davida Graebera ÔÇ×The BullyÔÇÖs PulpitÔÇŁ, kt├│ry ukaza┼é si─Ö pierwotnie w magazynie ÔÇ×The BafflerÔÇŁ. T┼éumaczy┼é Hubert Walczy┼äski.

Na prze┼éomie lutego i marca 1991 roku, podczas pierwszej wojny w Zatoce Perskiej, si┼éy ameryka┼äskie bombardowa┼éy i ostrzeliwa┼éy tysi─ůce m┼éodych Irakijczyk├│w uciekaj─ůcych z Kuwejtu. By┼éa ca┼éa seria takich wydarze┼ä: ÔÇ×Autostrada ┼ÜmierciÔÇŁ, ÔÇ×Autostrada 8ÔÇŁ i ÔÇ×Bitwa nad Haur al-HammarÔÇŁ. Lotnictwo odcina┼éo kolumny wycofuj─ůcych si─Ö Irakijczyk├│w, po czym robi┼éo co┼Ť, co ameryka┼äskie wojsko okre┼Ťla mianem ÔÇ×polowania na indykiÔÇŁ. Uwi─Özieni ┼╝o┼énierze byli po prostu mordowani w swoich pojazdach. Obrazy zw─Öglonych cia┼é ludzi, kt├│rzy desperacko pr├│bowali wyczo┼éga─ç si─Ö z ci─Ö┼╝ar├│wek, sta┼éy si─Ö symbolami tej wojny.

Nigdy nie rozumia┼éem, dlaczego ta rze┼║ nie zosta┼éa uznana za zbrodni─Ö wojenn─ů. Jasne jest, ┼╝e obawia┼éo si─Ö tego dow├│dztwo ameryka┼äskie ÔÇô prezydent George H. W. Bush napr─Ödce og┼éosi┼é tymczasowe zaprzestanie dzia┼éa┼ä wojennych, armia za┼Ť do┼éo┼╝y┼éa stara┼ä, ┼╝eby zminimalizowa─ç liczb─Ö ofiar. Ukrywano okoliczno┼Ťci morderstw, oczerniano ofiary (ÔÇ×banda gwa┼écicieli, morderc├│w i bandyt├│wÔÇŁ, jak twierdzi┼é p├│┼║niej genera┼é Norman Schwarzkopf) i starano si─Ö nie dopu┼Ťci─ç do tego, ┼╝eby najbardziej drastyczne zdj─Öcia trafi┼éy do ameryka┼äskiej telewizji. Podobno istniej─ů nagrania ze ┼Ťmig┼éowc├│w szturmowych ukazuj─ůce spanikowanych Irakijczyk├│w, kt├│re nigdy nie ujrz─ů ┼Ťwiat┼éa dziennego.

Nic dziwnego, ┼╝e elity by┼éy zaniepokojone. W ko┼äcu mowa g┼é├│wnie o m┼éodych poborowych, kt├│rzy rzuceni w wir walki, podj─Öli dok┼éadnie tak─ů decyzj─Ö, jak─ů powinni podj─ů─ç wszyscy m┼éodzi ludzie w takiej sytuacji. Powiedzieli: ÔÇ×pieprzy─ç toÔÇŁ, spakowali rzeczy i spr├│bowali wr├│ci─ç do domu. Czy za to powinni zosta─ç spaleni ┼╝ywcem? Zesz┼éej zimy ISIS spali┼éo ┼╝ywcem jorda┼äskiego pilota. Zosta┼éo to powszechnie pot─Öpione jako pokaz niespotykanego barbarzy┼ästwa ÔÇô oczywi┼Ťcie s┼éusznie. Ale ISIS mog┼éo przynajmniej wskazywa─ç, ┼╝e pilot zrzuca┼é na nich bomby. Wycofuj─ůcy si─Ö Irakijczycy na ÔÇ×Autostradzie ┼ÜmierciÔÇŁ i innych g┼é├│wnych szlakach ameryka┼äskiej rzezi to by┼éy tylko dzieciaki, kt├│re nie chcia┼éy walczy─ç.

By─ç mo┼╝e w┼éa┼Ťnie ta odmowa sprawi┼éa,┬á┼╝e iraccy rekruci nie zyskali wi─Öcej sympatii. Nie tylko w kr─Ögach elitarnych, po kt├│rych nie nale┼╝a┼éo si─Ö wiele spodziewa─ç, ale r├│wnie┼╝ w┼Ťr├│d opinii publicznej. W pewnym sensie ÔÇô nie b├│jmy si─Ö tego powiedzie─ç ÔÇô byli tch├│rzami. Dostali to, na co zas┼éu┼╝yli.

Wydaje si─Ö, ┼╝e na terenach obj─Ötych wojn─ů brakuje wsp├│┼éczucia dla m─Ö┼╝czyzn, kt├│rzy nie bior─ů udzia┼éu w walkach. Nawet doniesienia mi─Ödzynarodowych organizacji zajmuj─ůcych si─Ö prawami cz┼éowieka m├│wi─ů niemal wy┼é─ůcznie o masakrach na kobietach, dzieciach, czasem osobach starszych. Sugestia, bardzo rzadko wyra┼╝ana wprost, jest taka: albo m─Ö┼╝czy┼║ni walcz─ů, albo co┼Ť z nimi jest nie tak. (ÔÇ×Chcesz mi powiedzie─ç, ┼╝e tam zabijali kobiety i dzieci, a ty ich nie broni┼ée┼Ť? Kim ty jeste┼Ť? Tch├│rzem?ÔÇŁ). Odpowiedzialni za masakry i zbrodnie wojenne bardzo sprawnie manipuluj─ů tym za┼éo┼╝eniem: najszerzej znani s─ů chyba dow├│dcy bo┼Ťniackich Serb├│w, kt├│rzy doszli do wniosku, ┼╝e unikn─ů oskar┼╝e┼ä o ludob├│jstwo, je┼╝eli zamiast eksterminowa─ç ca┼é─ů ludno┼Ť─ç podbitych miast i wsi b─Öd─ů po prostu mordowa─ç m─Ö┼╝czyzn pomi─Ödzy pi─Ötnastym a pi─Ö─çdziesi─ůtym pi─ůtym rokiem ┼╝ycia.

Ale chodzi tu o co┼Ť wi─Öcej, co ogranicza nasz─ů empati─Ö wobec uciekaj─ůcych ofiar masakry w Iraku. Ameryka┼äskie media bombardowa┼éy widz├│w opowie┼Ťci─ů, zgodnie z kt├│r─ů uciekinierzy byli band─ů kryminalist├│w, gwa┼éc─ůcych, grabi─ůcych i wyrzucaj─ůcych noworodki z inkubator├│w (w przeciwie┼ästwie do jorda┼äskiego pilota, kt├│ry tylko zrzuca┼é bomby na miasta pe┼éne kobiet i dzieci z bezpiecznej ÔÇô a przynajmniej tak mu si─Ö wydawa┼éo ÔÇô wysoko┼Ťci). Od najm┼éodszych lat uczy si─Ö nas, ┼╝e oprawcy to tak naprawd─Ö tch├│rze, wi─Öc intuicyjnie przyjmujemy, ┼╝e dzia┼éa to te┼╝ w drug─ů stron─Ö ÔÇô tch├│rze musz─ů by─ç oprawcami. Gdy my┼Ťlimy o zbrodniach i okrucie┼ästwie, w tle powracaj─ů nasze pierwsze do┼Ťwiadczenia dr─Öczenia i bycia ofiar─ů, kt├│re wyrz─ůdzaj─ů g┼é─Öbokie szkody naszej wra┼╝liwo┼Ťci i empatii.

Chwała dezerterom

Wi─Ökszo┼Ť─ç ludzi nie lubi wojen i uwa┼╝a, ┼╝e ┼Ťwiat bez nich by┼éby lepszym miejscem. Jednocze┼Ťnie pogarda dla tch├│rzostwa wydaje si─Ö porusza─ç ich na znacznie g┼é─Öbszym poziomie. W ko┼äcu dezercja ÔÇô sk┼éonno┼Ť─ç poborowych do wymykania si─Ö z linii marszu i ukrywania w najbli┼╝szym lesie, w─ůwozie czy domu, a nast─Öpnie, gdy kolumna bezpiecznie przejdzie, szukania sposobu na powr├│t do domu ÔÇô jest prawdopodobnie najwi─Ökszym zagro┼╝eniem dla wojny. Dla przyk┼éadu, wojska napoleo┼äskie straci┼éy znacznie wi─Öcej ┼╝o┼énierzy w wyniku dezercji ni┼╝ w walce. Dlatego armie poborowe cz─Östo musz─ů umieszcza─ç istotn─ů cz─Ö┼Ť─ç ┼╝o┼énierzy za lini─ů frontu, z rozkazem strzelania do ka┼╝dego, kto pr├│buje uciec. Ale r├│wnocze┼Ťnie nawet zadeklarowani przeciwnicy wojen czuj─ů si─Ö nieswojo na my┼Ťl o gloryfikowaniu dezerter├│w.

Jedynym prawdziwym wyj─ůtkiem, o jakim mi wiadomo, s─ů Niemcy, kt├│re wznios┼éy seri─Ö pomnik├│w ÔÇ×Nieznanemu dezerterowiÔÇŁ. Pierwszy i najs┼éynniejszy z nich stoi w Poczdamie i nosi napis: ÔÇ×Cz┼éowiekowi, kt├│ry odm├│wi┼é zabicia bli┼║niegoÔÇŁ. Ale nawet gdy rozmawiam ze znajomymi o tym pomniku, cz─Östo spotykam si─Ö z czym┼Ť w rodzaju odruchowego grymasu. ÔÇ×Mo┼╝na by zapyta─ç: czy oni naprawd─Ö zdezerterowali, bo nie chcieli zabija─ç innych, czy dlatego, ┼╝e sami nie chcieli zgin─ů─ç?ÔÇŁ Tak jakby w tym drugim by┼éo co┼Ť z┼éego.

W militarystycznych spo┼éecze┼ästwach (takich jak ameryka┼äskie), za dogmat uchodzi za┼éo┼╝enie, ┼╝e nasi wrogowie musz─ů by─ç tch├│rzami ÔÇô zw┼éaszcza je┼Ťli mo┼╝na ich nazwa─ç ÔÇ×terrorystamiÔÇŁ (czyli kim┼Ť, kogo oskar┼╝a si─Ö o ch─Ö─ç wywo┼éania w nas strachu ÔÇô zrobienia z nas, akurat z nas, tch├│rzy). Trzeba wtedy rytualnie odwr├│ci─ç sytuacj─Ö i stwierdzi─ç, ┼╝e to oni tak naprawd─Ö si─Ö boj─ů. Wszystkie ataki na ameryka┼äskich obywateli s─ů z definicji ÔÇ×tch├│rzliwymi atakamiÔÇŁ. George Bush ju┼╝ nast─Öpnego poranka nazwa┼é ataki z 11 wrze┼Ťnia ÔÇ×tch├│rzliwymi aktami przemocyÔÇŁ. Dziwna sprawa. Przecie┼╝ nie brakuje z┼éych rzeczy, kt├│re mo┼╝na powiedzie─ç o Muhammadzie Acie i jego ludziach, jest w czym wybiera─ç, ale z pewno┼Ťci─ů nie pasuje tu s┼éowo ÔÇ×tch├│rzÔÇŁ. Wysadzenie w powietrze wesela za pomoc─ů bezza┼éogowego drona mo┼╝e by─ç uznane za tch├│rzostwo. Samodzielne rozbicie samolotu o drapacz chmur wymaga odwagi. Ale pomys┼é, ┼╝e mo┼╝na by─ç odwa┼╝nym w z┼éej sprawie, wydaje si─Ö w jaki┼Ť spos├│b wykracza─ç poza domen─Ö dopuszczalnego dyskursu publicznego. I to pomimo tego, ┼╝e znaczna cz─Ö┼Ť─ç historii to nieko┼äcz─ůce si─Ö ┼Ťwiadectwa o odwa┼╝nych ludziach robi─ůcych okropne rzeczy.

Skaza

Pr─Ödzej czy p├│┼║niej wszystkie rozwa┼╝ania o ludzkiej wolno┼Ťci musz─ů zmierzy─ç si─Ö z pytaniem, dlaczego w og├│le godzimy si─Ö, by nasze spo┼éecze┼ästwa kszta┼étowa┼éa przemoc i dominacja. Wydaje mi si─Ö, ┼╝e nasze instynktowne reakcje na s┼éabo┼Ť─ç i tch├│rzostwo, nasza dziwna niech─Ö─ç do uto┼╝samiania si─Ö z nawet najbardziej uzasadnionymi formami strachu, mog─ů dostarcza─ç┬ápewnych wskaz├│wek.

Niestety dotychczasow─ů debat─Ö zdominowali zwolennicy dw├│ch r├│wnie absurdalnych stanowisk. Jedna strona uwa┼╝a, ┼╝e w zasadzie nie mo┼╝na powiedzie─ç niczego og├│lnego o gatunku ludzkim, druga zak┼éada, ┼╝e celem jest wyja┼Ťnienie, dlaczego niekt├│rzy czerpi─ů przyjemno┼Ť─ç z pomiatania innymi. Niemal zawsze ko┼äczy si─Ö to snuciem opowie┼Ťci o pawianach i szympansach, zazwyczaj po to, by postawi─ç tez─Ö, ┼╝e ludzie ÔÇô a przynajmniej ci z nas, kt├│rzy maj─ů wystarczaj─ůc─ů ilo┼Ť─ç testosteronu ÔÇô odziedziczyli po naczelnych sk┼éonno┼Ť─ç do agresji. Z agresji bior─ů si─Ö wojny, w zasadzie nie da si─Ö jej wyeliminowa─ç, mo┼╝na┬áco najwy┼╝ej przeku─ç j─ů w konkurencj─Ö na rynku. W tej opowie┼Ťci tch├│rzom brakuje podstawowego biologicznego odruchu, nic dziwnego wi─Öc, ┼╝e nimi gardzimy.

Z t─ů narracj─ů wi─ů┼╝e si─Ö┬ákilka problem├│w, a najbardziej podstawowy jest taki, ┼╝e po prostu nie jest prawdziwa. Perspektywa wybrania si─Ö na wojn─Ö nie sprawia, ┼╝e w m─Ö┼╝czyznach wyzwala si─Ö biologiczna agresja. Przyjrzyjmy si─Ö historii nazwanej przez Andrew Barda Schmooklera ÔÇ×przypowie┼Ťci─ů o plemionachÔÇŁ. Pi─Ö─ç spo┼éecze┼ästw zamieszkuje dolin─Ö. Mog─ů ┼╝y─ç w pokoju tylko wtedy, gdy ka┼╝de z nich pozostanie pokojowo nastawione do pozosta┼éych. Ale wystarczy, ┼╝e pojawi si─Ö zgni┼ée jab┼éko ÔÇô na przyk┼éad m┼éodzi m─Ö┼╝czy┼║ni z jednego z plemion uznaj─ů, ┼╝e odpowiednim sposobem na poradzenie sobie ze strat─ů bliskiej osoby jest przyniesienie g┼éowy jakiego┼Ť cudzoziemca, albo stwierdz─ů, ┼╝e zostali wybrani przez Boga, ┼╝eby podbi─ç niewiernych. Pozosta┼ée plemiona, je┼Ťli nie chc─ů zgin─ů─ç, b─Öd─ů mia┼éy trzy mo┼╝liwo┼Ťci: uciec, podda─ç si─Ö lub zreorganizowa─ç swoje spo┼éecze┼ästwa i przygotowa─ç si─Ö do wojny. Trudno z tym polemizowa─ç.

Niemniej ka┼╝dy, kto zna histori─Ö Oceanii, Amazonii czy Afryki, wie, ┼╝e wiele spo┼éecze┼ästw po prostu nie chcia┼éo organizowa─ç si─Ö wed┼éug zasad militarnych. Jest bardzo wiele ┼Ťwiadectw na temat stosunkowo spokojnych spo┼éeczno┼Ťci, kt├│re zwyczajnie akceptowa┼éy fakt, ┼╝e co kilka lat b─Öd─ů musia┼éy ucieka─ç na wzg├│rza, gdy jaka┼Ť banda miejscowych ch┼éopc├│w przyb─Ödzie, by pali─ç ich wioski, gwa┼éci─ç, grabi─ç i zdobywa─ç trofea. Zdecydowana wi─Ökszo┼Ť─ç m─Ö┼╝czyzn w dziejach ludzko┼Ťci odmawia┼éa sp─Ödzania czasu na treningu wojennym, nawet je┼Ťli by┼éo to w ich bezpo┼Ťrednim interesie. Moim zdaniem to dow├│d, ┼╝e nie jeste┼Ťmy gatunkiem szczeg├│lnie wojowniczym.

Nie mo┼╝na oczywi┼Ťcie zaprzeczy─ç, ┼╝e ludzie to istoty u┼éomne. W niemal ka┼╝dym j─Özyku istnieje jaki┼Ť odpowiednik s┼éowa ÔÇ×ludzkiÔÇŁ lub wyra┼╝e┼ä w rodzaju ÔÇ×traktowa─ç kogo┼Ť po ludzkuÔÇŁ. Tak jakby samo uznanie innej istoty za drugiego cz┼éowieka poci─ůga┼éo za sob─ů obowi─ůzek traktowania jej z pewn─ů minimaln─ů ┼╝yczliwo┼Ťci─ů, uwag─ů i szacunkiem. Wiadomo jednak, ┼╝e ludzie nigdy nie wywi─ůzuj─ů si─Ö konsekwentnie z tego obowi─ůzku, a kiedy nam si─Ö to nie udaje, wzruszamy ramionami i m├│wimy, ┼╝e ÔÇ×jeste┼Ťmy tylko lud┼║miÔÇŁ. Bycie cz┼éowiekiem oznacza jednocze┼Ťnie posiadanie idea┼é├│w i niezdolno┼Ť─ç do tego, by w pe┼éni im sprosta─ç.

Skoro w taki spos├│b postrzegamy samych siebie, to nic dziwnego, ┼╝e widz─ůc przemoc wok├│┼é nas, zastanawiamy si─Ö nad jej pochodzeniem. Dlaczego niekt├│rzy ludzie s─ů okrutni? Dlaczego chc─ů pomiata─ç innymi? Rzecz w tym, ┼╝e to z┼ée pytania. Ludzie maj─ů w sobie niesko┼äczenie wiele r├│┼╝nych pop─Öd├│w, kt├│re zazwyczaj ci─ůgn─ů nas w wielu kierunkach jednocze┼Ťnie. Samo ich istnienie niczego nie wyja┼Ťnia.

Nie powinni┼Ťmy pyta─ç, dlaczego bywamy okrutni, a nawet dlaczego niewielu z nas jest zazwyczaj okrutnych (wszystko wskazuje na to, ┼╝e prawdziwi sady┼Ťci stanowi─ů niezwykle ma┼éy odsetek ca┼éej populacji). W┼éa┼Ťciwe pytanie to: jak dosz┼éo do tego, ┼╝e stworzyli┼Ťmy instytucje, kt├│re zach─Öcaj─ů do takich zachowa┼ä i sugeruj─ů, ┼╝e okrutni ludzie albo s─ů w pewien spos├│b godni podziwu, albo przynajmniej zas┼éuguj─ů na takie samo wsp├│┼éczucie, jak ich ofiary

My┼Ťl─Ö, ┼╝e powinni┼Ťmy przyjrze─ç si─Ö temu, jak odg├│rnie kszta┼étowane s─ů reakcje ┼Ťwiadk├│w przemocy. Gdy wyobra┼╝amy sobie pierwotn─ů scen─Ö dominacji, zazwyczaj widzimy co┼Ť w rodzaju heglowskiej dialektyki pana i niewolnika. Dwie strony walcz─ů o wzajemne uznanie, co prowadzi do tego, ┼╝e jedna z nich jest nieustannie poni┼╝ana. Zamiast tego powinni┼Ťmy wyobrazi─ç sobie tr├│jstronn─ů relacj─Ö: agresora, ofiary i ┼Ťwiadka, w kt├│rej obie walcz─ůce strony zabiegaj─ů o szacunek (uznanie, wsp├│┼éczucie) ze strony kogo┼Ť innego. Heglowska walka o dominacj─Ö jest przecie┼╝ tylko abstrakcj─ů, historyjk─ů. Ma┼éo kto by┼é ┼Ťwiadkiem pojedynku dw├│ch doros┼éych m─Ö┼╝czyzn na ┼Ťmier─ç i ┼╝ycie o to, by jeden uzna┼é drugiego za cz┼éowieka. Ale wszyscy widzieli┼Ťmy scenariusz tr├│jstronny, w kt├│rym jedna strona ok┼éada drug─ů, a obie apeluj─ů do otoczenia o uznanie ÔÇô widzieli┼Ťmy go i uczestniczyli┼Ťmy w nim w r├│┼╝nych rolach, tysi─ůce razy, od czas├│w podstaw├│wki.

Szkoła podstawowa struktur dominacji

Mam tu na my┼Ťli oczywi┼Ťcie szkolne dr─Öczenie, kt├│re proponuj─Ö uzna─ç za podstawow─ů struktur─Ö ludzkiej dominacji. Je┼╝eli chcemy zrozumie─ç, dlaczego wszystko posz┼éo nie tak, powinni┼Ťmy zacz─ů─ç┬áw┼éa┼Ťnie w tym miejscu.

Ale i tu musimy wprowadzi─ç pewne zastrze┼╝enia. Bardzo ┼éatwo wr├│ci─ç do prymitywnych argument├│w ewolucyjnych ÔÇô istnieje pewna tradycja intelektualna, kt├│r─ů mo┼╝emy nazwa─ç tradycj─ů ÔÇ×W┼éadcy muchÔÇŁ. Traktuje ona szkolnych dr─Öczycieli jako wsp├│┼éczesne wcielenie przodk├│w ÔÇ×morderczej ma┼épyÔÇŁ ÔÇô pierwotnego samca alfa, kt├│ry natychmiast przywraca prawo d┼╝ungli, gdy nie jest dyscyplinowany przez autorytet doros┼éego m─Ö┼╝czyzny. Tyle ┼╝e to nieprawda. Ksi─ů┼╝ki takie jak ÔÇ×W┼éadca muchÔÇŁ lepiej czyta─ç jako refleksje nad wyrafinowanymi technikami terroru i zastraszania stosowanymi przez brytyjskie prywatne szko┼éy z internatem, by ukszta┼étowa─ç dzieci z klasy wy┼╝szej na urz─Ödnik├│w zdolnych do zarz─ůdzania imperium. Techniki te nie wzi─Ö┼éy si─Ö z braku dyscypliny i w┼éadzy. Zosta┼éy opracowane w┼éa┼Ťnie po to, by stworzy─ç doros┼éych, grubosk├│rnych, wyrachowanych m─Ö┼╝czyzn, kt├│rzy b─Öd─ů t─Ö w┼éadz─Ö sprawowa─ç.

Dzi┼Ť wi─Ökszo┼Ť─ç szk├│┼é nie przypomina Eton czy Harrow z czas├│w Williama Goldinga. Ale nawet w tych, kt├│re chwal─ů si─Ö programami przeciwdzia┼éania dr─Öczeniu, szkolne gn─Öbienie nie jest przeciwie┼ästwem instytucjonalnej w┼éadzy szko┼éy. Jest jej pochodn─ů.

Zacznijmy od podstawowej kwestii: dzieci nie mog─ů opu┼Ťci─ç szko┼éy. Pierwszym odruchem dziecka, kt├│re dr─Öczy lub poni┼╝a kto┼Ť wi─Ökszy czy starszy, jest p├│j┼Ť─ç gdzie┼Ť indziej. Uczniowie nie maj─ů takiej mo┼╝liwo┼Ťci. Je┼Ťli b─Öd─ů uporczywie pr├│bowa─ç uciec, kto┼Ť sprowadzi ich z powrotem. Podejrzewam, ┼╝e to jedno ze ┼║r├│de┼é stereotypu dr─Öczyciela jako pupilka nauczyciela lub wychowawcy. Nawet je┼Ťli ten obraz nie jest prawdziwy, opiera si─Ö na milcz─ůcej ┼Ťwiadomo┼Ťci, ┼╝e szkolny gn─Öbiciel jest zale┼╝ny od w┼éadzy instytucji przynajmniej w tym jednym wzgl─Ödzie ÔÇô szko┼éa skutecznie przytrzymuje ofiary, gdy dr─Öczyciele je bij─ů. W┼éa┼Ťnie przez t─Ö zale┼╝no┼Ť─ç od w┼éadzy do najbardziej ekstremalnych i wyrafinowanych form zn─Öcania dochodzi w wi─Özieniach, gdzie szczeg├│lnie brutalni wi─Ö┼║niowie zawi─ůzuj─ů┬ásojusze ze stra┼╝nikami.

Co wi─Öcej, dr─Öczyciele zazwyczaj zdaj─ů sobie spraw─Ö, ┼╝e system prawdopodobnie ukarze ka┼╝d─ů ofiar─Ö, kt├│ra odpowie w ostrzejszy spos├│b. Analogicznie do sytuacji kobiety, kt├│ra w konfrontacji z agresywnym, dwa razy wi─Ökszym m─Ö┼╝czyzn─ů nie mo┼╝e sobie pozwoli─ç na ÔÇ×uczciw─ů walk─ÖÔÇŁ. Musi wykorzysta─ç odpowiedni moment, aby wyrz─ůdzi─ç mu jak najwi─Öksz─ů krzywd─Ö, bo nie mo┼╝e zostawi─ç go w stanie umo┼╝liwiaj─ůcym odwet. Tak samo ofiara szkolnego dr─Öczenia musi zareagowa─ç z nieproporcjonaln─ů si┼é─ů ÔÇô tak, ┼╝eby przeciwnik zastanowi┼é si─Ö┬ádwa razy, zanim zn├│w b─Ödzie chcia┼é kogo┼Ť dr─Öczy─ç.

Nauczy┼éem si─Ö tego na w┼éasnej sk├│rze. W podstaw├│wce by┼éem chudy, ma┼éy i m┼éodszy ni┼╝ moi r├│wie┼Ťnicy, bo omin─ů┼éem jedn─ů klas─Ö. Stanowi┼éem doskona┼éy cel dla wi─Ökszych dzieciak├│w, kt├│re wypracowa┼éy niemal naukow─ů technik─Ö zadawania ostrych, mocnych i szybkich cios├│w w taki spos├│b, ┼╝eby nikt nie pos─ůdzi┼é ich o wywo┼éanie b├│jki. Nie by┼éo dnia, aby mnie nie bili. W ko┼äcu uzna┼éem, ┼╝e miarka si─Ö przebra┼éa, znalaz┼éem odpowiedni moment i uderzy┼éem jednego z nich precyzyjnym ciosem w g┼éow─Ö. Chyba rozbi┼éem mu warg─Ö. W pewnym sensie zadzia┼éa┼éo to dok┼éadnie tak, jak mia┼éo: przez miesi─ůc czy dwa raczej trzymali si─Ö z daleka. Ale bezpo┼Ťredni skutek by┼é taki, ┼╝e obaj zostali┼Ťmy zabrani do gabinetu dyrektora za wszcz─Öcie b├│jki. To, ┼╝e tamten uderzy┼é mnie pierwszy, nikogo nie obchodzi┼éo. Zosta┼éem uznany winnym i wyrzucono mnie ze szkolnego ko┼éa matematyki i nauk ┼Ťcis┼éych (on by┼é uczniem tr├│jkowym, wi─Öc nie by┼éo z czego go wyrzuci─ç).

ÔÇ×Niewa┼╝ne, kto zacz─ů┼é” to jedno z najbardziej podst─Öpnych zda┼ä jakie istniej─ů. Oczywi┼Ťcie, ┼╝e to wa┼╝ne.

Spektakl przemocy

Takie refleksje o instytucjonalnej w┼éadzy bardzo rzadko pojawiaj─ů si─Ö w literaturze psychologicznej po┼Ťwi─Öconej dr─Öczeniu, zwykle przeznaczonej dla cia┼éa pedagogicznego czy dyrekcji. Zak┼éada si─Ö, ┼╝e w przypadku szko┼éy rola instytucji jest znikoma. Mimo to ostatnie badania ÔÇô kt├│rych pojawi┼éo si─Ö bardzo du┼╝o od czasu masakry w Columbine ÔÇô przynios┼éy wiele zaskakuj─ůcych odkry─ç dotycz─ůcych elementarnych form dominacji.

Pierwsz─ů rzecz─ů, jak─ů ujawniaj─ů badania, jest to, ┼╝e przyt┼éaczaj─ůca wi─Ökszo┼Ť─ç przypadk├│w zn─Öcania si─Ö ma miejsce na oczach publiczno┼Ťci. Samotne, prywatne prze┼Ťladowania s─ů stosunkowo rzadkie. W zn─Öcaniu si─Ö chodzi przede wszystkim o upokorzenie ÔÇô ┼╝eby by┼éo odczuwalne, potrzebni s─ů ┼Ťwiadkowie. Czasami widzowie aktywnie wspieraj─ů dr─Öczyciela, ┼Ťmiej─ůc si─Ö, pod┼╝egaj─ůc czy przy┼é─ůczaj─ůc si─Ö do niego. Cz─Ö┼Ťciej jednak publiczno┼Ť─ç biernie si─Ö przygl─ůda. Bardzo rzadko kto┼Ť staje w obronie kolegi z klasy, kt├│ry pada ofiar─ů gr├│┼║b, kpin czy fizycznych atak├│w.

Kiedy badacze pytaj─ů dzieci, dlaczego nie interweniuj─ů, ma┼éo kt├│re odpowiada, ┼╝e ofiara dosta┼éa za swoje. Wi─Ökszo┼Ť─ç twierdzi, ┼╝e nie podoba┼éa im si─Ö ca┼éa sytuacja, a szczeg├│lnie zachowanie dr─Öczyciela. Obawia┼éy si─Ö jednak, ┼╝e je┼Ťli si─Ö zaanga┼╝uj─ů, mog─ů zosta─ç potraktowane tak samo jak ofiara, co tylko pogorszy spraw─Ö. Co ciekawe, nie jest to prawd─ů. Badania pokazuj─ů, ┼╝e je┼Ťli jedna lub dwie osoby si─Ö sprzeciwiaj─ů, szkolny dr─Öczyciel zwykle si─Ö wycofuje. Ale wi─Ökszo┼Ť─ç gapi├│w jest przekonana, ┼╝e b─Ödzie odwrotnie. Dlaczego?

Po pierwsze, m├│wi nam tak niemal ca┼éa popkultura. Superbohaterowie regularnie wkraczaj─ů do akcji, ┼╝eby powiedzie─ç: ÔÇ×Hej, przesta┼ä bi─ç tego dzieciakaÔÇŁ ÔÇô wtedy czarny charakter kieruje na nich sw├│j gniew i zaczyna si─Ö awantura. (Je┼Ťli w takich historiach istnieje ukryte przes┼éanie, to z pewno┼Ťci─ů brzmi: ÔÇ×Lepiej nie mieszaj si─Ö w takie sprawy, je┼Ťli nie jeste┼Ť w stanie stawi─ç czo┼éa potworowi z innego wymiaru, kt├│ry potrafi strzela─ç piorunami z oczuÔÇŁ). Figura ÔÇ×bohateraÔÇŁ przedstawiana czasem w mediach stanowi w du┼╝ym stopniu alibi dla bierno┼Ťci. Zda┼éem sobie z tego spraw─Ö, kiedy ogl─ůda┼éem w lokalnej telewizji dziennikarza chwal─ůcego nastolatka, kt├│ry wskoczy┼é do rzeki, ┼╝eby uratowa─ç ton─ůce dziecko. ÔÇ×Kiedy zapyta┼éem, dlaczego to zrobi┼é, odpowiedzia┼é tak, jak zawsze odpowiadaj─ů prawdziwi bohaterowie: ┬źZrobi┼éem to, co ka┼╝dy zrobi┼éby w takiej sytuacji┬╗ÔÇŁ. Widzowie maj─ů zrozumie─ç, ┼╝e to oczywi┼Ťcie nieprawda. Nie ka┼╝dy by tak post─ůpi┼é i to jest w porz─ůdku. Bohaterowie s─ů wyj─ůtkowi. Je┼╝eli kiedy┼Ť b─Ödziesz w takiej sytuacji, mo┼╝esz po prostu sta─ç i czeka─ç na profesjonaln─ů ekip─Ö ratunkow─ů.

Mo┼╝liwe te┼╝, ┼╝e dzieci w podstaw├│wce reaguj─ů biernie na dr─Öczenie, bo czuj─ů, jak dzia┼éa w┼éadza doros┼éych, i b┼é─Ödnie zak┼éadaj─ů, ┼╝e ta sama logika obowi─ůzuje w kontaktach z r├│wie┼Ťnikami. Gdy widzimy policjanta, kt├│ry szarpie jakiego┼Ť cz┼éowieka, to owszem, interwencja mo┼╝e nas wp─Ödzi─ç w powa┼╝ne k┼éopoty ÔÇô ca┼ékiem mo┼╝liwe, ┼╝e pod policyjn─ů pa┼ék─Ö. Wszyscy wiemy te┼╝, jak ko┼äcz─ů sygnali┼Ťci. (Pami─Ötacie, jak sekretarz stanu John Kerry wezwa┼é Edwarda Snowdena, by ÔÇ×zm─Ö┼╝nia┼éÔÇŁ i podda┼é si─Ö do┼╝ywotniemu sadystycznemu zn─Öcaniu si─Ö ze strony ameryka┼äskiego wymiaru sprawiedliwo┼Ťci? Co ma z tego zrozumie─ç niewinne dziecko?). Losy Manning├│w i Snowden├│w tego ┼Ťwiata to g┼éo┼Ťna reklama podstawowej zasady ameryka┼äskiej kultury: o ile nadu┼╝ywanie w┼éadzy jest z┼ée, o tyle otwarte wskazywanie na to, ┼╝e kto┼Ť nadu┼╝ywa w┼éadzy, jest znacznie gorsze ÔÇô i zas┼éuguje na najsurowsz─ů kar─Ö.

Drugi zaskakuj─ůcy wniosek z najnowszych bada┼ä: dr─Öczyciele w rzeczywisto┼Ťci nie cierpi─ů na nisk─ů samoocen─Ö. Psychologowie d┼éugo zak┼éadali, ┼╝e wredne dzieci wy┼éadowuj─ů swoj─ů niepewno┼Ť─ç na innych. Tymczasem wi─Ökszo┼Ť─ç dr─Öczycieli zachowuje si─Ö jak zadufane dupki nie dlatego, ┼╝e gryzie ich zw─ůtpienie we w┼éasn─ů warto┼Ť─ç, ale dlatego, ┼╝e s─ů zadufanymi dupkami. W gruncie rzeczy s─ů tak pewni siebie, ┼╝e tworz─ů moralny wszech┼Ťwiat, w kt├│rym ich przemoc staje si─Ö standardem oceniania wszystkich wok├│┼é. W takim wszech┼Ťwiecie s┼éabo┼Ť─ç, niezdarno┼Ť─ç, roztargnienie czy p┼éacz to nie tylko grzechy, ale prowokacje, kt├│rymi trzeba si─Ö┬ázaj─ů─ç.

R├│wnie┼╝ w tej kwestii mog─Ö da─ç osobiste ┼Ťwiadectwo. Doskonale pami─Ötam rozmow─Ö z ch┼éopakiem, kt├│rego zna┼éem w liceum. By┼é osi┼ékiem o dobrym usposobieniu, chyba nawet kiedy┼Ť razem si─Ö zjarali┼Ťmy. Kt├│rego┼Ť dnia, po pr├│bie kostiumowej, pomy┼Ťla┼éem, ┼╝e fajnie by┼éoby przyj┼Ť─ç do akademika w renesansowym stroju. Gdy tylko mnie zobaczy┼é, rzuci┼é si─Ö z pi─Ö┼Ťciami. By┼éem tak oburzony, ┼╝e zapomnia┼éem si─Ö przestraszy─ç. ÔÇ×Matt! Co ty do cholery robisz? Dlaczego chcia┼ée┼Ť mnie uderzy─ç?ÔÇŁ. A Matt wydawa┼é si─Ö tak zaskoczony, ┼╝e zapomnia┼é o tym ┼╝e chcia┼é mnie waln─ů─ç. ÔÇ×NoÔÇŽ przyszed┼ée┼Ť do akademika w rajstopach!ÔÇŁ ÔÇô zaprotestowa┼é. ÔÇ×Czego si─Ö spodziewa┼ée┼Ť?ÔÇŁ. Czy Matt okazywa┼é g┼é─Öboko zakorzenion─ů niepewno┼Ť─ç co do w┼éasnej seksualno┼Ťci? Nie wiem, pewnie tak. Ale kluczowe pytanie brzmi: dlaczego skupiamy si─Ö na jego umy┼Ťle? Na dobr─ů spraw─Ö liczy si─Ö to, ┼╝e on naprawd─Ö czu┼é, ┼╝e broni norm spo┼éecznych.

W tym przypadku nastoletni osi┼éek stosowa┼é przemoc, aby strzec kodeksu homofobicznej m─Ösko┼Ťci, na kt├│rym opiera si─Ö r├│wnie┼╝ w┼éadza doros┼éych. Jednak w przypadku mniejszych dzieci cz─Östo jest inaczej. I tu dochodzimy do trzeciego zaskakuj─ůcego odkrycia literatury psychologicznej ÔÇô by─ç mo┼╝e najbardziej wymownego ze wszystkich. Na pocz─ůtku to nie gruba dziewczyna czy ch┼éopiec w okularach s─ů najbardziej nara┼╝eni na ataki. To przychodzi p├│┼║niej, gdy dr─Öczyciele (┼Ťwiadomi swojej w┼éadzy) ucz─ů si─Ö wybiera─ç ofiary wed┼éug standard├│w doros┼éych. Pierwszym g┼é├│wnym kryterium jest reakcja ofiary. Idealna ofiara nie jest ca┼ékowicie bierna. Idealna ofiara to taka, kt├│ra w jaki┼Ť spos├│b walczy, ale robi to nieskutecznie: wywija si─Ö, krzyczy lub p┼éacze, grozi, ┼╝e powie matce, udaje, ┼╝e chce si─Ö bi─ç, a potem pr├│buje uciec. W┼éa┼Ťnie takie zachowanie pozwala na stworzenie dramatu moralnego, w kt├│rym widzowie mog─ů sobie wm├│wi─ç, ┼╝e dr─Öczyciel musi mie─ç w jakim┼Ť sensie racj─Ö.

T─Ö tr├│jstronn─ů dynamik─Ö mi─Ödzy dr─Öczycielem, ofiar─ů i publiczno┼Ťci─ů nazywam podstawow─ů struktur─ů dr─Öczenia. Powinna zosta─ç przeanalizowana w podr─Öcznikach. W┼éa┼Ťciwie to zas┼éuguje, by wypisa─ç j─ů gigantycznymi neonowymi literami: Zn─Öcanie si─Ö tworzy dramat moralny, w kt├│rym spos├│b reakcji ofiary na przemoc mo┼╝e by─ç u┼╝yty jako retrospektywne usprawiedliwienie samego aktu agresji.

Dramat ten wyst─Öpuje nie tylko w kontek┼Ťcie zn─Öcania si─Ö we wczesnym dzieci┼ästwie. Tak samo funkcjonuje w doros┼éym ┼╝yciu. Nazywam to b┼é─Ödem ÔÇ×za┼éatwcie to mi─Ödzy sob─ůÔÇŁ. Ka┼╝dy, kto bywa w mediach spo┼éeczno┼Ťciowych, rozpozna schemat: agresor atakuje, cel pr├│buje wznie┼Ť─ç si─Ö ponad to i nie odpowiada. Nikt nie interweniuje, agresor nasila atak, cel zn├│w pr├│buje si─Ö nie przejmowa─ç i nic nie robi. Nikt nie interweniuje, a agresor jeszcze bardziej wzmaga atak.

Mo┼╝e si─Ö to zdarzy─ç kilkana┼Ťcie, kilkadziesi─ůt razy, a┼╝ w ko┼äcu cel odpowie. Wtedy, i tylko wtedy, natychmiast odzywa si─Ö ch├│r g┼éos├│w wo┼éaj─ůcych ÔÇ×Bij─ů si─Ö! Patrzcie na tych dw├│ch idiot├│w!ÔÇŁ lub ÔÇ×Czy nie mo┼╝ecie si─Ö uspokoi─ç i dostrzec punktu widzenia drugiej strony?ÔÇŁ. Sprytny dr─Öczyciel wie, ┼╝e tak si─Ö stanie ÔÇô i ┼╝e nie straci punkt├│w za bycie agresorem. Wie te┼╝, ┼╝e je┼Ťli na pewnym etapie pohamuje swoj─ů agresj─Ö, to reakcja ofiary mo┼╝e by─ç przedstawiona jako problem.

ÔÇô┬áNob: Jeste┼Ť porz─ůdnym go┼Ťciem, Jeeves, ale musz─Ö przyzna─ç, ┼╝e jeste┼Ť troch─Ö imbecylem.

ÔÇô Jeeves: Troch─ÖÔÇŽ co? O co ci kurwa chodzi?

ÔÇô Nob: Widzisz, w┼éa┼Ťnie o tym m├│wi─Ö! Uspok├│j si─Ö! M├│wi┼éem, ┼╝e jeste┼Ť porz─ůdnym go┼Ťciem. I jeszcze taki j─Özyk, przy kobietach?

Tyczy si─Ö to klasy spo┼éecznej, ale i wszystkich innych form strukturalnych nier├│wno┼Ťci. St─ůd epitety takie jak ÔÇ×dr─ůce si─Ö babyÔÇŁ, ÔÇ×w┼Ťciekli czarni m─Ö┼╝czy┼║niÔÇŁ i niesko┼äczona liczba podobnych pogardliwych okre┼Ťle┼ä. Podstawowa struktura dr─Öczenia poprzedza te wszystkie nier├│wno┼Ťci ÔÇô jest ich kamieniem┬áw─Ögielnym.

My┼Ťl─Ö, ┼╝e na tym polega kluczowy problem z lud┼║mi. Nie chodzi o to, ┼╝e jako gatunek jeste┼Ťmy szczeg├│lnie agresywni. Raczej o to, ┼╝e mamy tendencj─Ö do reagowania na agresj─Ö w bardzo z┼éy spos├│b. Naszym pierwszym odruchem, gdy obserwujemy niesprowokowan─ů przemoc, jest albo udawanie, ┼╝e nic si─Ö nie dzieje, albo ÔÇô gdy staje si─Ö to niemo┼╝liwe ÔÇô zr├│wnanie napastnika i ofiary. Troch─Ö tak, jakby agresja by┼éa zaraz─ů, kt├│r─ů pr├│bujemy odizolowa─ç, ┼╝eby nie przenios┼éa si─Ö na innych (dlatego psychologowie stwierdzaj─ů, ┼╝e dr─Öczyciele i ofiary s─ů mniej wi─Öcej tak samo nielubiani). Poczucie winy wywo┼éane podejrzeniem, ┼╝e jest to tch├│rzliwy spos├│b zachowania (bo jest to tch├│rzliwy spos├│b zachowania), otwiera z┼éo┼╝on─ů gr─Ö projekcji. Dr─Öczyciel jest w niej postrzegany jednocze┼Ťnie jako niepokonany z┼éoczy┼äca i ┼╝a┼éosny, niepewny siebie bufon, a ofiara staje si─Ö zar├│wno agresorem (bo ┼éamie wszelkie konwencje spo┼éeczne, jakie dr─Öczyciel przywo┼éa┼é lub wymy┼Ťli┼é), jak i ┼╝a┼éosnym tch├│rzem, kt├│ry nie chce si─Ö broni─ç.

Oczywi┼Ťcie, przedstawiam tu tylko szcz─ůtkowy zarys z┼éo┼╝onej psychodynamiki przemocy i dominacji. My┼Ťl─Ö jednak, ┼╝e te spostrze┼╝enia mog─ů pom├│c zrozumie─ç, dlaczego tak trudno jest nam wsp├│┼éczu─ç mi─Ödzy innymi uciekaj─ůcym irackim poborowym, na kt├│rych polowanie urz─ůdzili sobie ameryka┼äscy ┼╝o┼énierze. Stosujemy t─Ö sam─ů logik─Ö, kt├│r─ů stosowali┼Ťmy w dzieci┼ästwie, biernie patrz─ůc, jak jaki┼Ť ch┼éopak terroryzuje wij─ůc─ů si─Ö ofiar─Ö. Zr├│wnujemy napastnik├│w i ofiary, upieraj─ůc si─Ö, ┼╝e obie strony s─ů tak samo winne (zauwa┼╝my, ┼╝e gdy tylko us┼éyszy si─Ö doniesienie o jakim┼Ť okrucie┼ästwie, niekt├│rzy natychmiast zaczynaj─ů si─Ö upiera─ç, ┼╝e ofiary te┼╝ musia┼éy zrobi─ç co┼Ť okrutnego). I mamy nadziej─Ö, ┼╝e w ten spos├│b zaraza nas nie dotknie.

To wszystko s─ů z┼éo┼╝one sprawy, nie twierdz─Ö, ┼╝e w pe┼éni je rozumiem. Ale je┼Ťli mamy d─ů┼╝y─ç do prawdziwie wolnego spo┼éecze┼ästwa, musimy zrozumie─ç, jak naprawd─Ö dzia┼éa tr├│jstronna relacja mi─Ödzy dr─Öczycielem, ofiar─ů i publiczno┼Ťci─ů, i opracowa─ç metody jej neutralizowania. Pami─Ötajmy, ┼╝e sytuacja nie jest beznadziejna. Gdyby nie mo┼╝na by┼éo stworzy─ç struktur ÔÇô nawyk├│w, wra┼╝liwo┼Ťci, form wsp├│lnej m─ůdro┼Ťci ÔÇô kt├│re czasem zapobiegaj─ů utrwalaniu si─Ö tej dynamiki, to egalitarne spo┼éecze┼ästwa jakiegokolwiek rodzaju nigdy nie by┼éyby mo┼╝liwe. Pami─Ötajmy te┼╝, jak niewiele odwagi potrzeba, by udaremni─ç dzia┼éania dr─Öczycieli, za kt├│rymi nie stoi ┼╝adna instytucjonalna w┼éadza. A kiedy stoi, nie zapominajmy, ┼╝e bohaterami mog─ů by─ç ci, kt├│rzy po prostu uciekaj─ů.

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Jeste┼Ťmy magazynem i ┼Ťrodowiskiem lewicy katolickiej. Piszemy o wykluczeniu, sprawiedliwo┼Ťci spo┼éecznej, biedzie, o wsp├│┼éczesnych zjawiskach w kulturze, polityce i spo┼éecze┼ästwie. Potrzebujemy stabilnego finansowania ÔÇô mo┼╝esz nam w tym pom├│c!
Ko┼Ťci├│┼é i lewica si─Ö wykluczaj─ů?
Nie ÔÇô w Kontakcie ┼é─ůczymy lewicow─ů wra┼╝liwo┼Ť─ç z katolick─ů nauk─ů spo┼éeczn─ů.

I u┼╝ywamy plik├│w cookies. Dowiedz si─Ö wi─Öcej: Polityka prywatno┼Ťci. zamknij ├Ś