fbpx Wesprzyj nas!

magazyn lewicy katolickiej

Czy „Żydowskie szmaty” naprawią świat?

Gdyby każda osoba, choćby w mikroskali, codziennie podejmowała próby wprowadzania zmian na lepsze, to świat przynajmniej nie stawałby się gorszy. A od czasu do czasu udawałoby się coś zmienić, choćby w małej skali.
Czy „Żydowskie szmaty” naprawią świat?
Ilustr.: Olga Micińska

Z Zuzanną Hertzberg rozmawia Aleksander Kamkow.

Twój cykl banerów „Żydowskie szmaty” przedstawia wizerunki żydowskich aktywistek wyhaftowane na materiale przypominającym szmatę do podłogi. Skąd pomysł na taką formę?

Podejmuję krytykę archiwum jako narzędzia manipulacji niewygodnymi narracjami. Najważniejszą z nich jest dla mnie opowieść o aktywizmie herstorycznym, dlatego przywołuję postacie socjalistek, anarchistek, marksistek i działaczek ruchu związkowego. Ukazuję mechanizmy ich wymazywania i zniesławiania.

Sięgam po szmaty podłogowe jako medium, przyglądając się temu, jak słowo „szmata” – wywodzące się z jidysz – funkcjonuje w polszczyźnie jako narzędzie dyskryminacji i werbalnej opresji wobec kobiet.
W moich pracach istotny jest także kontekst społeczny.

Większość bohaterek tego cyklu pracowała w przemyśle włókienniczym, który do dziś w Nowym Jorku nazywany jest „szmates industry”, i walczyła o prawa pracownicze.

Szmaty to także ubrania gorszej kategorii – a więc wybór materiału implikuje również aspekt klasowy. W języku jidysz słowo szmates ma różne znaczenia: to kołderki i dziecięce kocyki, ale także ścierki i zwykłe szmaty podłogowe, którymi dba się o dom. Bohaterki moich prac przenoszą tę troskę z przestrzeni domu, w przestrzeń świata. Wpisuje się to w tradycje żydowskiego aktywizmu i ideę tikkun olam.

Umieszczając archiwalne wizerunki bohaterek na zwykłej szarej szmacie uwypuklam działanie mechanizmu opresji historycznej i dokonuje zabiegu queeru socjo-kulturowego. Prace przybierają formę maryjnych chorągwi procesyjnych – z wizerunkiem w centrum i ornamentem florystycznym, którego symbolika odnosi się do historii każdej postaci. W miejscu, gdzie spodziewalibyśmy się twarzy świętej, jedynej czczonej w Polsce Żydówki, pojawia się kobieta świecka. Chorągwie służą kultywowaniu pamięci – ja uprawiam inną pamięć: o kobietach wcielających w życie lewicowe utopie.

Czego twoje bohaterki mogłyby nas uczyć?

Historie bohaterek tej serii to historie potencjalne – dzięki nim możemy sobie wyobrazić, jak mógłby wyglądać świat, gdyby nie zostały wymazane. Prowadzę badania w różnych archiwach, zszywam ze znalezionych w nich skrawków opowieści i odzyskuje w ten sposób wymazane lub zmarginalizowane herstorie. Robię to z perspektywy artywizmu, czyli sztuki napędzanej aktywizmem. Tworzę w ten sposób counter-archive – to nie tyle kontr/anty-archiwum, co archiwum alternatywne, będące wyrazem sprzeciwu.

Archiwum jest zawsze wyborem. Wybieram z archiwów to, co jest ważne dla przyszłości, konfrontując w ten sposób dzisiejsze narracje władzy. Jeżeli chcemy sprawiedliwości społecznej, powinniśmy znać przeszłość – ponieważ historia, pamięć, religie i mity są polem manipulacji oraz narzędziami utrzymywania dominacji w teraźniejszości.

Na bazie odzyskanych z archiwów herstorii tworzę chorągwie przeznaczone do działań w przestrzeniach publicznych. Tę strategię nazywam „archiwa na ulice”.

Czy mogłabyś nam opowiedzieć więcej o swoich heroinach?
Chawa Złoczower to postać z kręgu transnarodowego queer-anarchofeminizmu, urodzona i socjalizowana jako kobieta w Mławie. Analizując współczesną siatkę ulic tego miasta, udało mi się ustalić, że dom rodziny Złoczewerów nadal istnieje. Ulica Działdowska, przy której mieszkała, nie tylko nie pokrywa się z przedwojenną – o tej samej nazwie – ale biegnie w zupełnie innym miejscu. Dzięki temu wiemy, że Chawa nie żyła w części Mławy określanej jako getto żydowskie, lecz w centrum miasta. Jej rodzina musiała w związku z tym posyłać dzieci do polskiej szkoły powszechnej – co było warunkiem zamieszkiwania poza gettem. Takie pozornie drobne odkrycia pozwalają odbudowywać herstorię.

Podobnie jak wiele osób z młodzieży żydowskiej w tamtym czasie, Chawa uczestniczyła w wyjazdach grup młodzieżowych. To właśnie wtedy kształtowała swoją tożsamość – także seksualną i miała pierwsze doświadczenie relacji lesbijskiej.  Wyemigrowała do Nowego Jorku, gdzie w latach 20. współpracowała między innymi z Emmą Goldman. Wraz z nią walczyła o sprawiedliwość reprodukcyjną, działała w ruchu związkowym i uczestniczyła w strajkach przemysłu tekstylnego. Już jako Eve Adams założyła Eve’s Hangout, uznawany za pierwszy klub lesbijski – miejsce spotkań osób nieheteronormatywnych, bohemy artystycznej i środowisk anarchistycznych, a jednocześnie przestrzeń, do której kobiety mogły przychodzić bez mężczyzn. Opublikowała książkę „Lesbian Love”, której okładkę zestawiam na awersie chorągwi z wizerunkiem klubu Eve’s Hangout.

Została deportowana z USA pod pretekstem „nieobyczajności”, wróciła do Polski, a następnie na fali rosnącego antysemityzmu wyemigrowała do Francji. Aresztowana przez nazistow, była więźniarką obozu w Drancy, skąd została przewieziona do Auschwitz. Tam ją zamordowano w 1943 roku.

Bratek na jej chorągwi symbolizuje osoby lesbijskie. Został po raz pierwszy przywołany w słynnym wierszu Safony „Do przyjaciółki”. Noszony na ubraniach, był symbolem osób nieheteronormatywnych. Fiolet to rezultat zmieszania dwóch innych kolorów (różowego i niebieskiego), w systemie binarnym zwyczajowo kojarzonych z dwiema przeciwstawnymi płciami.

Bratek żółto-biało-fioletowo-czarny i frędzle o tych samych barwach to symbol osób niebinarnych. Te kolory widnieją także na reprezentującej tę grupę fladze. Bratek, roślina o podwójnej, męsko-żeńskiej strukturze, odpowiada temu jak Eve Adams postrzegała samą siebie. Nawiązuje w ten sposób do jej decyzji o zmianie imienia z Chawa Złoczower na Eve Adams – imienia łączącego Ewę i Adama. To gest queerowania własnej tożsamości, wskazujący na możliwość przekraczania binarnych kategorii – bycia jednocześnie, albo naprzemiennie, poza nimi. Lawenda i róża to elementy ikonografii obecne w społecznościach LGBTQAP+. Czerwony mak symbolizuje pasję, opór i urzeczywistnianie marzeń.

Nie wszystkie bohaterki twojego cyklu są postaciami historycznymi. Oglądając twoje chorągwie, moją uwagę przykuła ta zadedykowana Lilit. Kim dla ciebie jest Lilit? 

Lilit jest spoiwem symbolicznym tej serii. Lilit to pierwsza osoba partnerska Adama zmarginalizowana przez kanoniczne odczytanie Księgi Rodzaju. Wedle starszego z dwóch opisów stworzenia świata obie postaci zostają stworzone z ziemi, a więc są sobie równe. Lilit odmówiła Adamowi uległości i kontestując binarność płci oraz patriarchalny porządek świata, dobrowolnie wygnała się z Raju.

Lilit jest  tą, która jako pierwsza zawalczyła o kobiecą autonomię. Pramatką, która unieważniła normę społeczną wyznaczoną dla kobiet w samym miejscu jej narodzin. Jest punktem odniesienia dla przedstawionych w cyklu bohaterek.

W przestrzeni galeryjnej „Kobiety na wojnie” w Muzeum Sztuki Nowoczesnej nad chorągwiami z serii „Żydowskie szmaty” górował aksamitny sztandar ze znakiem Lilit, squeerrowanym symbolem genderowym kobiety, w którym zamiast koła widnieje nów obrazujący nowy początek, podważający ideę kobiecości, zanim ta jeszcze się ukształtowała.

A kim była Barbara Hinda Beatus?

Antyfaszystką, członkinią Związku Zawodowego Włókniarzy i Komunistycznej Partii Polski. Więziona w obozach Auschwitz, Bergen-Belsen i Magdeburgu, gdzie wraz z młodymi kobietami stworzyła „obozową komunę” – formę wspólnoty, która przetrwała także po wojnie. Zmarła w 2002 roku i była jedną z ostatnich żyjących liderek podziemia lewicowego czasu Szo’a.

Hinda Beatus ze względów konspiracyjnych używała przed wojną jako pseudonimów imion przynależnych do kultury większościowej – między innymi. „Basia”. Po Zagładzie ten polsko brzmiący pseudonim zastąpił jej żydowskie imię.

Na szarfach bocznych chorągwi umieściłam cytat z jej pamiętników, w którym manifestuje się głęboka wiara w ideę utopijnego socjalizmu. Kwiaty z kolei odnoszą się do jej losów i profilu psychologicznego: czerwony mieczyk [gladiola] jest symbolem waleczności – w starożytnym Rzymie wręczano go gladiatorom po wygranej walce – natomiast fioletowy irys symbolizuje wiedzę.

Dlaczego twoje bohaterki mają tak wiele imion?
Celowo wymieniam wszystkie imiona moich bohaterek, ponieważ – jak mówi Hanna Krall – to są „szczegóły znaczące”. Tak jest w przypadku Eve Adams, ale też Ruchli Lei „Ziuli” Pacanowskiej.

Ta druga nie nazywała się Rachela – tak brzmi polska forma tego imienia – tylko Ruchla. Później nosiła kilka polskobrzmiących pseudonimów, odpowiedników obu nadanych jej imion, oraz ten najbardziej znany – „Ziula” – jeszcze przedwojenny.

Używane dziś imię Zula jest błędem, literówką powtórzoną w zaledwie kilku z licznych dokumentów sporządzanych przez osoby urzędnicze lub konfidenckie, nigdy przez nią samą ani tych, którzy ją znali osobiście. Powojenni urzędnicy, którzy postanowili nazwać ulicę na łódzkiej starówce, na terenie dawnego Litzmannstadt Ghetto, jej imieniem, powtórzyli ten błąd i w taki sposób jest on replikowany do dziś. Nie znam nieżydowskich Polek, które jako upamiętniane heroiny określa się błędnie zapisanym konspiracyjnym pseudonimem, pomijając ich prawdziwe imiona. Dla mnie to wszystko są właśnie szczegóły znaczące.

Była instruktorką Ha-Szomer Ha-Ca’ir, potem zastępową drużyny harcerskiej, ale szybko zauważa dyskryminacyjny charakter polskiego harcerstwa, do którego nie przyjmowano dzieci ze szkół ludowych oraz o widocznym pochodzeniu i tożsamości żydowskiej. W odpowiedzi zakłada drużynę „Junak” – otwartą dla wszystkich, niezależnie od pochodzenia i klasy. Pacanowska była organizatorką i kierowniczką Centralnego Wydziału Kobiecego PPS Lewicy. Była też działaczką Związku Zawodowego Widzewskiej Manufaktury. Moim zdaniem można ją uznać za jedną z prekursorek feminizmu intersekcjonalnego – bardzo wcześnie dostrzegła, że zarówno pochodzenie etniczne, jak i nierówności społeczne, klasowe i genderowe mają znaczenie. Później działała w KPP i KPZU. W getcie łódzkim – razem z Hindą Beatus i Gitlą Szlak – zakładają Organizację Antyfaszystowską Lewica Związkowa.

Była aktorką, poetką, rewolucjonistką i matką. Została zamordowana w obozie zagłady w Chełmnie nad Nerem. Mogła się uratować, ale wielokrotnie odmawiała, argumentując, że nie zgadza się, aby do transportu zamiast niej została wyznaczona inna osoba. W 2017 IPN zdekomunizował ulicę w Łodzi, której była matronką.

Kwiat dziewanny umieszczony na jej tkaninie to roślina używana w medycynie tradycyjnej jako środek wczesnoporonny, a w książce Hanny Krall została odniesiona do samotności żydowskiego losu. Żółty kolor od czasów starożytnego Egiptu był używany do znakowania osób żydowskich, natomiast czerwony goździk symbolizuje walkę klas pracujących o sprawiedliwość społeczną.

A kim była Rywka Profitkier?
Rywka Profitkier była lewicową aktywistką, która sprzeciwiła się rasistowskiej segregacji na uniwersytetach (tak zwanemu gettu ławkowemu), za co została pobita i skazana przez władze uczelni – „uznana winną zaburzania porządku”.

Mniszek lekarski umieszczony na tkaninie jako roślina lecznicza jest symbolem uzdrawiania i naprawy społecznej, polepszania warunków egzystencji osób wykluczonych. Jego nasiono, widoczne na rewersie sztandaru, odnosi się do lotności idei. Rywka była nauczycielką, jej praca edukacyjna i aktywistyczna rozprzestrzenia się dalej, niesiona przez kolejne osoby i pokolenia. Żółto-zielone frędzle także mają znaczenie: o żółtym już opowiadałam, natomiast zieleń symbolizuje wiedzę, którą przekazywała jako nauczycielka.

Czy naprawdę wierzysz, że praca z archiwami może uratować podły i pokręcony świat?
Dla mnie istotne jest, że dzielenie się tą wiedzą ma potencjał zmiany. Oczywiście można przyjąć perspektywę pesymistyczną i powiedzieć, że oparta na badaniach sztuka nie jest w stanie zmienić świata, że nie dysponujemy narzędziami, które mogłyby pokonać problemy, które widzimy – narastającą opresję, faszyzm, kolejne wojny.

Gdyby każda osoba, choćby w mikroskali, codziennie podejmowała próby wprowadzania zmiany na lepsze – takie praktyki naprawiania świata, które w tradycji żydowskiej określa się jako tikkun olam – to świat przynajmniej nie stawałby się gorszy. A od czasu do czasu udawałoby się coś zmienić, choćby w małej skali.

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Od ponad 15 lat tworzymy jedyny w Polsce magazyn lewicy katolickiej i budujemy środowisko zaangażowane w walkę z podziałami religijnymi, politycznymi i ideologicznymi. Robimy to tylko dzięki Waszemu wsparciu!
Kościół i lewica się wykluczają?
Nie – w Kontakcie łączymy lewicową wrażliwość z katolicką nauką społeczną.

I używamy plików cookies. Dowiedz się więcej: Polityka prywatności. zamknij ×