magazyn lewicy katolickiej

Czy jest jakieś bezpieczne miejsce w Ukrainie? – dziennik wojenny z Kijowa

To, że było kilka cichych dni w Kijowie, to, że kilka miast zostało oswobodzonych od Rosjan – to nie znaczy, że wojna się skończyła i wszyscy możemy odetchnąć. Miasteczka i miasta wciąż są okupowane, wciąż nie znamy skali piekła w Mariupolu. Wciąż wyją syreny i uderzają rakiety.
Czy jest jakieś bezpieczne miejsce w Ukrainie? – dziennik wojenny z Kijowa

Publikujemy trzecią część dziennika wojennego Asi Bazdyrievej, ukraińskiej artystki, historyczki sztuki, członkini duetu artystycznego Geocinema, która od ataku Rosji na Ukrainę pisze z Kijowa o codziennym doświadczeniu wojny. Oryginalny dziennik można śledzić na instagramie. Tekst przetłumaczył Filip Kania, będziemy go aktualizować w kolejnych tygodniach.


***
30.03.2022, dzień 35

Sformułowałam wiele precyzyjnych (i nawet dość poetyckich) wyjaśnień, ale ostatecznie jestem zbyt zmęczona, żeby się przejmować. Jest ogromna przepaść między rzeczywistością wojny i „zewnętrznym” światem; i jeżeli wcześniej sądziłam, że mój głos może być mostem między nimi, teraz czuję się coraz bardziej wykorzystywana. Nasze rany stanowią teraz spektakl – jakby codzienne porcje bólu i radości publikowane w internecie wystarczyły, żeby nie pytać nas, jak się mamy.

Kiedy wojna staje się szumem w tle, cisza pozwala zachować to, co znaczące.

Moje interakcje są teraz ograniczone głównie do osób z Kijowa i sąsiednich okolic. Ubogie w słowa, jednak zawsze celne.

***

31.03.2022, dzień 36

Timothy Snyder (Yale University) o historycznej odpowiedzialności Niemiec za Ukrainę:

Rozpoczyna, wyjaśniając drugowojenne, rasistowskie, kolonialne przekonania w Niemczech, w ramach których Ukraińcy i terytorium Ukrainy opisywane były jako zasób do podbicia.

Porusza później osławiony ukraiński nacjonalizm (mówię „osławiony”, ponieważ jest to ulubione wyjaśnienie tej wojny dla wielu członków niemieckiej i w ogóle zachodniej lewicy). Snyder wskazuje, że nacjonalizm stanowi konsekwencję działań kolonialnych, szczególnie Niemiec, i jest to dokładnie ta niewygodna prawda i historyczna odpowiedzialność, której uniknąć chcą Niemcy.

Następnie, co ważne, mówi o rosyjskiej polityce zagranicznej (szczególnie w Niemczech), która od dekad wytwarzała sztucznie podzieloną historyczną narrację, według której Rosjanie to wyzwoliciele, a Ukraińcy – nacjonaliści i kolaboranci.

Niezbyt uprzejme przypomnienie od Snydera: więcej Ukraińców (miliony!) zostało zabitych w walce z niemieckim faszyzmem niż żołnierzy alianckich. Więcej Ukraińców zostało zabitych w walce z niemieckim faszyzmem niż obywateli jakiejkolwiek radzieckiej republiki, włączając w to Rosjan.

Niezbyt uprzejme przypomnienie od Arendt – kolaboranci byli wszędzie – niezależnie od tożsamości etnicznej. Bądźcie więc krytyczni, kiedy powielacie rosyjską narrację. Snyder wskazuje, że to teraz bardzo wygodne dla tych, którzy nie chcą zdać sobie sprawy ze swoich głęboko zakorzenionych kolonialnych przekonań.

***

01.04.2022, dzień 37

(po rosyjsku)

Jaki dziwny żart… pięć tygodni byłam zupełnie rozdzielona ze swoim życiem „przed”. Czasami wspominałam jakieś rzeczy, na przykład pióro albo błękitny sweter, ale niczego w związku z tym nie czułam, nie łączyło mnie z tym nic, nie było przeszłości (przyszłości też nie było). Pięć tygodni było tylko dziś i odmierzało się dźwiękiem syren, potem ptaków, potem wiatru, ale niczym innym.

Wyszłam na ulicę, u nas w ogrodzie niebieskie przebiśniegi, kwiecień, znaczy kwiecień? I nagle spadło na mnie wszystko na raz, całe moje życie sprzed tych pięciu tygodni, wieczór dwudziestego trzeciego: piję wino, dyskutuję o państwach narodowych, kupuję bułeczkę z makiem na poranek w Jarosławiu, idę do domu, długo rozmawiam przez telefon, jesteś super, nie, to ty jesteś super, jeszcze tyle razem zrobimy. I tyle. Co było potem, gdzie podział się cały kawał mojego życia, ja jeszcze w lutym, znaczy wojna, znaczy kwiecień, co się w ogóle stało, co się dzieje, gdzie jestem?

(opis slajdów pod postem: cała nadzieja w suchej trawie)

***

02.04.2022, dzień 38

Nie spałam całą noc. O świcie rakiety uderzyły w naszej okolicy. Wybuchy, jeden po drugim. Płomienie i ogromne chmury szarego dymu wznoszą się do nieba. Oglądam ten katastroficzny krajobraz z mojego okna, psy szczekają, ptaki – śpiewają. Znów czuję się w zawieszeniu, moja szczęka się zaciska, ale nie jestem nawet przerażona.

(opis slajdów pod postem: już nie jest cicho)

***

03.04.2022, dzień 39

„Pisanie to krwawienie”. S.

Nie mam siły o tym pisać, więc udostępniam @benjaminrains:

„Teraz, kiedy Rosjanie wycofali się z obwodu kijowskiego i ukraińscy żołnierze i dziennikarze wkraczają na okupowane terytoria, odkrywa się koszmar. Obrazy z Buczy i innych miasteczek na północ od Kijowa są absolutnie przerażające. Ulice wprost zaśmiecone cywilnymi ciałami. Mężczyźni ze związanymi za plecami rękami, zabici strzałem w tył głowy, jak podczas egzekucji. Znaleziony na poboczu stos ułożony z nagich ciał 4-5 kobiet, przygniecionych oponami, żeby ciała lepiej się paliły. Wiele innych spalonych i półspalonych ciał leży na ulicach. Cała rodzina burmistrza Motyża znaleziona pośpiesznie spalona w masowym grobie, jego ciało wrzucone do studni. Rosyjscy żołnierze, którzy to zrobili, nie są ludźmi. To potwory”.

Skrin z posta na facebooku Borysa Filonenko:

„Pamiętam narastające we mnie przerażenie, kiedy czytałem dużo o Hołodomorze, represjach, wojnie, Holokauście. Po każdym rozdziale wydawało mi się, że widziałem już najgorsze, ale tak nie było. Zaznaczałem na marginesie najbardziej okrutny akt, a później musiałem zaakceptować, że nie był on ostatni. Obrazy, które wtedy utkwiły mi w pamięci, odeszły. Widzę je teraz w stories znajomych, na zdjęciach i w wiadomościach. Nie wiem, ile jeszcze ofiar potrzeba, żeby międzynarodowa opinia publiczna przestała tolerować terroryzm i troszczyć się o to, co myślą rozzianie. Jak dotąd widzę decyzje polityczne, które poddają w wątpliwość to, czym jest dziś Europa. To jest właściwie słaby i bezsilny post, w którym po raz kolejny rozstaję się ze swoimi złudzeniami. Kiedy ktoś w europejskim kraju protestuje przeciwko podwyżkom cen gazu, w miastach wyzwolonych przez rozzyjską armię ludzie znajdowani są z rękami związanymi za plecami i kulą wystrzeloną w tył głowy”.

Skrin z artykułu w Guardianie o tym, że w pobliżu Kijowa Rosjanie używali ukraińskich dzieci jako ludzkich tarcz.

Skrin z wiadomości z portalu news.sky.com:

„Wśród ofiar rosyjskich zbrodni są zgwałcone kobiety, które próbowali spalić, zamordowani przedstawiciele samorządu, zamordowane dzieci, zamordowani starsi ludzie, zamordowani mężczyźni, wielu z których miało związane ręce, ślady tortur i rany postrzałowe z tyłu głowy”.

Skrin z posta na facebooku Natalii Brandafi:

„To jest to, co siły rosyjskie zostawiły po sobie, wycofując się, niszcząc wszystko na swojej drodze:

«Torturowali ludzi. Niektórzy mieli odcięte uszy. Inni wyrwane zęby. To były dzieci, 14, 16 lat, trochę dorosłych. Wczoraj zabrali ciała» (cytat z artykułu w thetimes.co.uk)”.

***

05.04.2022, dzień 41

Wiedzieliśmy, że wcześniej czy później zostanie zaatakowany znajdujący się nieopodal skład ropy. W bezsenne noce, kilka dni zanim to się stało, czekanie było ciężkie, nie do zniesienia, wiatr ostry, syreny – złowieszcze. Później, około szóstej rano, trzydziestego ósmego dnia uderzyła pierwsza rakieta, płomienie pod niebo, stałam na ganku i wtedy usłyszałam trzy wybuchy, jeden po drugim.

Paliło się jeszcze niemal przez cały jeden dzień, w nocy patrzyłam na krzyczący horyzont, odbicia płonącej materii w ciemności chmur. Przez dwa dni nie byłam zdolna się ruszyć, jakby moje ciało było wypełnione piaskiem albo całkiem pogrzebane. Środowiskowy szok: nie w rejestrach strachu, czułam jakby odbierane było mi życie.

A później przyszły obrazy z Buczy i innych miast. I piasek nade mną był tylko cięższy.

Wielu powiedziało:

Chcę płakać i nie mogę.

Chcę płakać i nie mogę.

Chcę płakać i nie mogę.

A ja powiedziałam:

nie chcę pisać i nie mogę.

W dawniejszych czasach, kiedy lamentacje były praktyką kulturową i osobnym gatunkiem, ludzie zbierali się, żeby wyrażać i przeżywać żałobę. Jeżeli trzy osoby zaczną płakać, wszyscy w końcu zapłaczą.

Przypomniałam sobie rok 2014. Dziesiątki trumien na Majdanie, stosy stosów kwiatów na skwerze, Plyve Kacha była naszą zapętloną lamentacją, dzieliliśmy żałobę, była sumą naszych żałób, płakaliśmy godzinami.

Teraz widzimy te sceny z Buczy, każdy prywatnie – z ekranów naszych gadżetów, ze schronów, pokoi, wygnania, tymczasowego czegokolwiek, w środku środowiskowego szoku, najciemniejszego zła z możliwych – i jesteśmy oddzieleni od siebie, wypełnieni piaskiem i nie płaczemy.

Pomyślałam, że jedyne miejsce, które nie jest zapośredniczone przez obrazy, w którym czucie się żywą, przeżywając żałobę, jest możliwe, jest w centrum Kijowa. Pierwszy rozdział wojny skończył się dla mnie, pożegnałam się z rodziną i wsiadłam w nocny pociąg – żeby powrócić do miejsca, które opuściłam pięć tygodni temu.

***

06.04.2022, dzień 42

Uśmiecham się jak głupia, chodząc pustymi ulicami, dotykam powietrza, niemal histerycznie, łapię kontakt z każdym, kogo spotykam, niektórzy również uśmiechają się do swoich myśli.

***

7.04.2022, dzień 43

To, że było kilka cichych dni w Kijowie, to, że kilka miast zostało oswobodzonych od Rosjan – to nie znaczy, że wojna się skończyła i wszyscy możemy odetchnąć. Miasteczka i miasta wciąż są okupowane, wciąż nie znamy skali piekła w Mariupolu, w którym została zablokowana ukraińska armia, obwody czernichowski, chersoński, itd. Syreny wyją we wszystkich regionach, wciąż uderzają rakiety.

Ale! Proszę was uprzejmie, nie udzielajcie niechcianych porad ludziom w Ukrainie. Same umiemy zbadać poziom ryzyka. To, czego nie możemy, to wywrzeć wpływu na wasze rządy wysyłające pieniądze do Rosji. Zostajemy tu, ponieważ nie akceptujemy bezprawnych i nieludzkich działań Rosjan; nie dlatego, że nie wiemy, jak poprosić o pomoc.

***

08.04.2022, dzień 44

Problemy ze snem pogorszyły się, mój dzień zaczyna się później i później. Dzisiaj obudziłam się około drugiej, pierwszym, co zobaczyłam, były obrazy z Kramatorska.

1. odebrała mnie czarnym Jeepem Patriot, nie pamiętam, żeby wcześniej takim jeździła. Wyjaśniła mi, że jej własny samochód był zbyt mały, żeby nadawał się do pomocy humanitarnej, więc wzięła jeden z należących do tych, którzy opuścili kraj. To teraz powszechne w Kijowie: dotychczasowe relacje własnościowe są tymczasowo zawieszone, przeorganizowane na rzecz dzielenia się i zaspokajania potrzeb. Centrum miasta jest uważane za bezpieczniejsze; ludzie żyją w mieszkaniach, których ani nie wynajmują, ani nie posiadają.

Siedziałyśmy w kawiarni, na parapecie przed witryną – to był zawsze mój ulubiony punkt widokowy na Jarwale, który jest najmilszą okolicą Kijowa. Teraz są tu głównie uzbrojeni mężczyźni z obrony terytorialnej albo młodzież – jak my na spacerze przed godziną policyjną. Ci ostatni kupują „zawieszoną kawę”, którą ci pierwsi mogą odebrać kiedykolwiek.

Kiedy widziałyśmy się po raz ostatni, tańczyłyśmy pokryte brokatem. Teraz jej pełnoetatowym zajęciem jest logistyka pomocy humanitarnej, ewakuacja starszych z Borodianki, Buczy, Irpienia i zaopatrzenie szpitala psychiatrycznego. Tydzień po tygodniu dopytuję o jak najwięcej szczegółów. „Nie chcesz wiedzieć, co widziałam”.

Po spędzeniu pierwszego tygodnia w Irpieniu, pod ciężkim ostrzałem zdołali dotrzeć do Kijowa. Kiedy tylko miasto zostało wyzwolone, jej partner chciał wrócić i zobaczyć, co stało się z domem. Ponieważ most był zniszczony, musiał pojechać skuterem i kluczyć między gruzem i ciałami. Dom był nienaruszony, ale używali go Rosjanie, którzy zjedli i wypili, co mogli, próbowali otworzyć sejf, używając młotka i broni, palili w łóżku, naśmiecili, zabrali kilka par adidasów oraz (!) wzięli jedną książkę z półki – album męskich aktów.

Rozmawiałyśmy o wielu rzeczach, a ostatnio każde wiele rzeczy sprowadza się do jednego pytania: Dlaczego jesteśmy tu, gdzie jesteśmy. Powiedziałam, że mam poczucie, że ludzie wracający do domów oznaczają pierwsze egzystencjalne zwycięstwo, dowód, że prawda jest po naszej stronie.

To fałszywe poczucie – powiedziała – to kwestia dni i tygodni, aż nasza rzeczywistość znów zostanie zakwestionowana.

Zapytałam, czy się nie boi, czy zaakceptowała śmierć. Powiedziała, że zaakceptowała śmierć, ale też się nie boi. „Oczywiście widzę te sceny i obrazy, ale nie niosę ich ze sobą. Po prostu myślę o następnym zadaniu do zrobienia”.

Kiedy się żegnamy, ostrzega mnie, żebym nie chodziła sama.

(podpis pod slajdami: fałszywe uczucia również są uprawnione)

09.04.2022, dzień 45

Dzisiejszy dzień upłynął z odrobiną spontaniczności, radości i absurdu. Zaszłam do kawiarni mojej znajomej, którą otworzyła po pięciu tygodniach. Ponieważ jej dostawcy wyjechali, poprosiła wszystkich, którzy mogli, o zrobienie ciast – proszę, przynieście ciasta! I pracowała za datki. Skończyło się tak, że wszyscy chcieli dawać pięć razy większe datki, niż warte były ich zamówienia; żołnierze zatrzymywali się, chciała podawać im kawę i ciastka za darmo, a oni odmówili „ponieważ przyszliśmy tu wesprzeć twój biznes”. Przyjaciele przechodzili, robiliśmy zdjęcia, jedliśmy ciastka i piliśmy domowy Baylis.

Jej kawiarnia zawsze była punktem zaczepienia dla naszej szerokiej społeczności. Znajduje się też obok siedziby prezydenta. Kiedy staliśmy na zewnątrz, skinęłam głową w stronę biura : „Więc Wowa (Zeleński) jest tam teraz, nie?”.

Nie był, ponieważ razem z Borisem Johnsonem szedł równoległą ulicą, gdzie moja inna znajoma, Lera, spotkała ich PRZYPADKIEM i podarowała im koguty.

A teraz historia o kogutach.

Zdjęcie z Borodianki, które stało się viralem:

Przedstawia szafkę kuchenną, która pozostała przytwierdzona do ściany po tym, jak reszta mieszkania została zburzona w czasie eksplozji. Została wykorzystana w wiele mówiącym memie:

– Jak się masz, Szafko?

– Trzymam się.

Na górze szafki stał nienaruszony kogut – rzeźba mistrza ceramiki z Wasylkiwa. To była dzisiaj najszerzej omawiana sprawa w internecie.

Zatem moja znajoma, Lera, pomyślała, że znajdzie takie same koguty i wyśle je jako prezenty dla swoich polskich przyjaciół. Znalazła je, a kiedy wracała z nimi do domu, zobaczyła Zeleńskiego i Johnsona spacerujących po okolicy.

Podeszła więc do ich ochroniarzy i powiedziała:

– Wiem, że to brzmi bardzo dziwnie, ale…

– Cóż, zdecydowanie.

A potem dała koguty jako prezenty – jeden dla Zeleńskiego i jeden dla Johnsona.

<3

11.04.2022, dzień 47

02:31 nad ranem

Naprawdę, czy jest jakieś bezpieczne miejsce w Ukrainie?

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Jesteśmy magazynem i środowiskiem lewicy katolickiej. Piszemy o wykluczeniu, sprawiedliwości społecznej, biedzie, o współczesnych zjawiskach w kulturze, polityce i społeczeństwie. Potrzebujemy stabilnego finansowania – możesz nam w tym pomóc!
Wybieram sam/a
Kościół i lewica się wykluczają?
Nie – w Kontakcie łączymy lewicową wrażliwość z katolicką nauką społeczną.

I używamy plików cookies. Dowiedz się więcej: Polityka prywatności. zamknij ×