Wesprzyj nas!

magazyn lewicy katolickiej

Czas dla Stworzenia

G艂臋boko wierz臋 w to, 偶e bycie chrze艣cijaninem na pocz膮tku XXI wieku oznacza konieczno艣膰 do艂o偶enia do tej drugiej r臋ki raport贸w alarmuj膮cych o katastrofie klimatycznej i stanie naszej planety.
Czas dla Stworzenia
ilustr.: Christina Yavorchuk

Co roku chrze艣cijanie na ca艂ym 艣wiecie 艂膮cz膮 si臋 w ekumenicznej modlitwie i dzia艂aniach na rzecz planety. Czas dla Stworzenia rozpoczyna si臋 1 wrze艣nia 鈥 w dniu modlitwy za stworzenie, ustanowionym przez patriarch臋 ekumenicznego Dymitra I w 1989 鈥 i trwa do 4 pa藕dziernika, czyli dnia wspomnienia w Ko艣ciele katolickim 艣wi臋tego Franciszka z Asy偶u, patrona ekolog贸w.

Niezwykle wa偶na dla mnie posta膰, ksi膮dz Franciszek Blachnicki (1921 鈥 1987), m贸wi艂, 偶e by膰 prawdziwym chrze艣cijaninem to i艣膰 przez 偶ycie z Pismem 艢wi臋tym w jednej i rocznikiem statystycznym w drugiej r臋ce. G艂臋boko wierz臋 w to, 偶e bycie chrze艣cijaninem na pocz膮tku XXI wieku oznacza konieczno艣膰 do艂o偶enia do tej drugiej r臋ki raport贸w alarmuj膮cych o katastrofie klimatycznej i stanie naszej planety.

Tegoroczny Czas dla Stworzenia przebiega pod has艂em 鈥濿s艂uchaj si臋 w g艂os stworzenia鈥. Jestem przekonana, 偶e to zatrzymanie i ws艂uchanie si臋 w niego jest nam niezb臋dne, cho膰 mo偶e rodzi膰 wi臋cej pyta艅 ni偶 gotowych odpowiedzi.

Dzie艅 pierwszy (Rdz 1, 1-5)

Od czego zacz膮膰? Mo偶e od widoku Drogi Mlecznej gdzie艣 w Bieszczadach? Albo od nocnej w臋dr贸wki w g贸rach, gdy czo艂贸wka wsp贸艂towarzysza szlaku roz艣wietla tylko kilka kolejnych krok贸w, a Ty patrzysz w zaro艣la dooko艂a, my艣l膮c o zastyg艂ych w nich, niewidzialnych dla twoich oczu zwierz臋tach, i jest w tym troch臋 bania si臋 i troch臋 ekscytacji?

A mo偶e po prostu od sierpniowego wieczoru, gdy ogl膮dali艣my Perseidy z pewnym ma艂ym cz艂owiekiem. Gwiazdy okaza艂y si臋 鈥瀏艂upie鈥, bo spada艂y zbyt opieszale, przynajmniej jak na cierpliwo艣膰 trzylatka. Za to fascynuj膮ce dla niego by艂o bieganie z latark膮 i podgl膮danie 艣pi膮cych 艣limak贸w.

Nosisz swoje ma艂e, osobiste wspomnienia z ciemno艣ci? Jakie one s膮? Pi臋kne? Straszne? A mo偶e i takie, i takie 鈥 r贸wnocze艣nie?

Rabin David Seidenberg napisa艂 kiedy艣, 偶e widok rozgwie偶d偶onego nieba powinien by膰 jednym z przyrodzonych praw cz艂owieka. I 偶e gdyby patriarcha Abraham us艂ysza艂 obietnic臋 o potomstwie tak licznym, jak gwiazdy na niebie w Nowym Jorku albo Tel Awiwie, zabrzmia艂aby ona raczej licho.

Cz艂owiek to dziwne stworzenie. Zafascynowani nasz膮 umiej臋tno艣ci膮 okie艂znania nocy, budujemy miasta, kt贸re nigdy nie zasypiaj膮, by za chwil臋, z szyszynkami oszala艂ymi od latarni, neon贸w oraz b艂臋kitnej po艣wiaty smartfon贸w i laptop贸w, szuka膰 remedium na bezsenno艣膰. Produkujemy suplementy diety i okulary z pomara艅czowymi szybkami, prowadzimy badania i piszemy poradniki, jak spa膰.

Radzimy sobie z tym, jak umiemy: raz lepiej, raz gorzej. Jednak na sumieniu mamy te偶 艣wie偶o wyklute 偶贸艂wie morskie, kt贸re 鈥 og艂upione 艣wiat艂ami z nadbrze偶nych hoteli 鈥 nie potrafi膮 znale藕膰 drogi do morza; migruj膮ce ptaki, kt贸re na zanieczyszczonym 艣wiat艂em niebie trac膮 z oczu gwiazdy, pe艂ni膮ce funkcje punkt贸w orientacyjnych czy obijaj膮ce si臋 o miejskie latarnie 膰my i chrab膮szcze.

O 艣nie m贸wi si臋 czasem, 偶e to ma艂a 艣mier膰. Coraz cz臋艣ciej zwraca si臋 te偶 uwag臋, 偶e zdrowy i regularny sen jest nam niezb臋dny do 偶ycia. Sen 鈥 ma艂a 艣mier膰, bez kt贸rej nie mogliby艣my 偶y膰.

Chyba 艂atwiej by艂oby mi wierzy膰 w Pana Boga, kt贸ry na pocz膮tku, w pierwszym dniu stworzenia, zala艂 nasz 艣wiat 艂agodnym, bezpiecznym, niegasn膮cym 艣wiat艂em. Ale On zachowa艂 si臋 inaczej: stworzy艂 艣wiat艂o i ciemno艣膰.

鈥濸rzysz艂o艣膰 maluje si臋 ciemno, co ostatecznie, jak uwa偶am, jest na t臋 przysz艂o艣膰 perspektyw膮 najlepsz膮鈥 鈥 napisa艂a Virginia Woolf.

Wej艣膰 w noc.

T臋, w kt贸rej nie wiemy, gdzie zastanie nas 艣wit i czy b臋dzie w og贸le.

T臋, w kt贸r膮 niewinny skazaniec z krzy偶a 艂ka o Bogu, kt贸ry opu艣ci艂 samego siebie.

T臋, w czasie kt贸rej toczy si臋 walka. Wychodzi si臋 z niej z przetr膮conym biodrem i wywalczonym b艂ogos艂awie艅stwem.

W noc, w kt贸r膮 wci膮偶 rodz膮 si臋 najpi臋kniejsze sny i s膮 p艂odzone dzieci.

Dzie艅 drugi (Rdz 1, 6-8)

Najwa偶niejsze jest to, co niewidzialne.

Pami臋tacie, jak rysowali艣cie widoczki w przedszkolu? Cienki, niebieski pasek na g贸rze kartki i zielony na dole nie艣wiadomie oddaj膮 uproszczenie poznawcze, 偶e pomi臋dzy porozrzucanymi obiektami (dom, drzewko, ptaszek, motylek) pozostaje wielkie nic. Jednak nasza rzeczywisto艣膰 to nie czysta kartka.

Jak pisze Urszula Zaj膮czkowska w swojej ksi膮偶ce 鈥濸atyki, badyle鈥, 鈥瀙owietrze to materia. W jednym jego metrze sze艣ciennym jest ponad kilogram dygocz膮cych cz膮steczek, kt贸re przy spotkaniu z naszym cia艂em bij膮 w nie, dziko t艂uk膮, niekt贸re si臋 odbijaj膮, inne na kraw臋dziach r膮k, n贸g, nad g艂ow膮, wok贸艂 twarzy przesuwaj膮 si臋 przezroczysto艣ci膮, sun膮 podmuchami z ust, by zaraz wpa艣膰 w wiry i turbulencje, gdy tylko zwolnimy po sobie miejsce.鈥

Za naszymi plecami i poza zasi臋giem naszego wzroku trwa nieustanny taniec. Atomy tul膮 si臋 do siebie, tworz膮c cz膮steczki; te z kolei zderzaj膮 si臋 ze sob膮, 艂膮cz膮c si臋 w zwi膮zki chemiczne lub rozpadaj膮. Azot, tlen, argon i dwutlenek w臋gla, a razem z nimi: hel, neon, wod贸r, ozon i inne. Wszystkie 艂agodnie poddaj膮 si臋 nieust臋pliwej sile ci膮偶enia, tworz膮c w ten spos贸b wok贸艂 trzeciej planety od S艂o艅ca wyj膮tkow膮 mieszank臋, umo偶liwiaj膮c膮 istnienie 偶ycia.

Jest w tym co艣 z najczulszego gestu przykrycia kocem, 偶e Najwy偶szy otuli艂 nas wielosk艂adnikow膮 pow艂ok膮 chroni膮c膮 przed promieniowaniem kosmicznym i ultrafioletowym. Atmosferyczna ko艂derka zatrzymuje cz臋艣膰 energii cieplnej odbijanej przez Ziemi臋, daj膮c nam dogodn膮 dla ludzkiej egzystencji temperatur臋.

Do czasu.

Naukowcy m贸wi膮 o tym ju偶 od dawna, a im bardziej widoczne s膮 bezpo艣rednie efekty, tym bardziej s艂yszalny jest ich g艂os. Gospodarka oparta na paliwach kopalnych sprawia, 偶e od lat 50. XX wieku struktura atmosfery zmienia si臋, jak nigdy dot膮d w wielomiliardowej historii 艣wiata. Pompujemy w ni膮 gazy cieplarniane. Zamiast z przytuln膮 ko艂derk膮, mamy do czynienia z niezno艣nym, zagra偶aj膮cym 偶yciu efektem szklarni. Klimat zmienia si臋 z roku na rok i nap臋dza bezprecedensowe zmiany w 艣rodowisku: zakwaszenie ocean贸w, coraz cz臋stsze i gwa艂towniejsze anomalie pogodowe, wywo艂uj膮c upa艂, kt贸ry zabija. W lipcu 2022 roku mogli艣my przeczyta膰 o 510 ofiarach wysokich temperatur w przeci膮gu tygodnia 鈥 w samej tylko Hiszpanii. Z globalnym ociepleniem nie radz膮 sobie koralowce, sosny i jod艂y, oceaniczny plankton; nie radz膮 sobie z nim r贸wnie偶 lodowce. Wielkie lodowe olbrzymy topi膮 si臋 jak lody na patyku w zbyt upalny dzie艅, podnosz膮c poziom m贸rz i ocean贸w.

Przera偶eni pr贸bujemy na艣ladowa膰 gest Boga. Rozwijamy na lodowcach pot臋偶ne p艂achty odbijaj膮cego 艣wiat艂o materia艂u. Patrzymy na ich pot臋偶ne cielska, opatulone ochronn膮 ko艂derk膮. Oddychamy z ulg膮. Pr贸bujemy nie my艣le膰, 偶e cho膰 nasz wysi艂ek odsun膮艂 to w czasie, ci膮gle czujemy na plecach oddech nieuchronnego.

Dzie艅 trzeci (Rdz 1, 9-13)

Prawdziwa maestria Stw贸rcy objawia si臋 w mi臋kkich podzia艂ach. Trzeciego dnia oddzieli艂 wody od powierzchni suchej, ale 鈥 jak mo偶na si臋 艂atwo przekona膰 鈥 nie by艂 w tym zbyt precyzyjny.

Stworzy艂 przecie偶 mokrad艂a. Od pocz膮tku wiedzia艂 to, o czym dzi艣 pr贸buj膮 (nie zawsze skutecznie) przekonywa膰 nas klimatolodzy, hydrolo偶ki i aktywi艣ci na rzecz 艣rodowiska. Grz膮skie bagna, nasi膮kni臋te wod膮 niczym g膮bka torfowiska, rozlewiska, 艂膮ki 艂臋gowe 鈥 wszystkie one s膮 dobre. To skarbnice gatunk贸w flory i fauny, naturalne zbiorniki gromadz膮ce wody opadowe, kt贸r膮 oddaj膮 w okresach suszy; to r贸wnie偶 magazyny torfu wi膮偶膮cego dwutlenek w臋gla 鈥 czyli naturalna ochrona przed globalnym ociepleniem, samoreguluj膮ce si臋, po艂膮czone niezliczon膮 sieci膮 powi膮za艅 ekosystemy.

Tymczasem ludzie wci膮偶 pr贸buj膮 zawzi臋cie z nimi walczy膰. Buduj膮 rowy i kana艂y, 偶eby naprawi膰 鈥瀗iedok艂adne鈥 dzie艂o Pana Boga 鈥 oddzieli膰 suche od mokrego. Chc膮 ujarzmi膰 kapry艣nie rozlewaj膮ce si臋 rzeki, wsadzi膰 je w gorset z betonu, nada膰 im r贸wny, wartki bieg za pomoc膮 system贸w zap贸r, prog贸w, jaz贸w i stopni. Przebudowuj膮 je na swoj膮 mod艂臋, zaprz臋gaj膮 do swoich cel贸w 鈥 rzeka ma by膰 autostrad膮, tani膮 si艂膮 robocz膮 dla elektrowni, ewentualnie przyjaznym k膮pieliskiem. Ma s艂u偶y膰 cz艂owiekowi.

B贸g wiedzia艂, 偶e rzeki do 偶ycia potrzebuj膮 nieregularnych brzeg贸w, 艂ach贸w, okresowo zalewanych 艂膮k i las贸w. Wiedzia艂, 偶e sztywne podzia艂y jej nie s艂u偶膮.

Czy takie podzia艂y komukolwiek przynios艂y kiedy艣 co艣 dobrego?

呕y艂 kiedy艣 pewien rybak, kt贸ry bardzo lubi艂 dzieli膰 艣wiat na 艣wi臋te i grzeszne, czyste i brudne, jasne i ciemne. Jednak w swoim 偶yciu spotka艂 Cz艂owieka, kt贸ry nauczy艂 go, 偶e czysty te偶 potrzebuje czasem umy膰 sobie nogi, 偶e jeden 鈥 i ten sam cz艂owiek 鈥 mo偶e by膰 r贸wnocze艣nie pos艂a艅cem Boga i kana艂em dla podszept贸w szatana. 呕e sprawiedliwy czasem musi cierpie膰 i nic si臋 nie da z tym zrobi膰. 呕e dojrza艂o艣膰 polega na tym, 偶eby da膰 si臋 zaprowadzi膰 tam, gdzie si臋 nie chce. 呕e tylko ten, kt贸ry wie, co to znaczy zachwia膰 si臋 i z艂ama膰, zas艂uguje na imi臋 Petrus 鈥 Ska艂a.

Dzie艅 czwarty (Rdz 1,14-19)

Przyznam, 偶e kiedy pr贸buj臋 my艣le膰 o rozmiarach wszech艣wiata, zaczyna kr臋ci膰 mi si臋 w g艂owie. Czy to mo偶liwe, 偶e 鈥 gdy tu i teraz tocz膮 si臋 moje osobiste dramaty 鈥 gdzie艣 tam rodz膮 si臋 i umieraj膮 gwiazdy, zderzaj膮 galaktyki, a wszech艣wiat rozszerza si臋 coraz szybciej i szybciej? I 偶e dzieje si臋 to tak daleko, 偶e moje miary czasu zaczynaj膮 by膰 niewystarczaj膮ce? 呕e gwiazda, kt贸rej 艣wiat艂o nadal podziwiam, od dawna jest ju偶 martwa?

Trudno to poj膮膰, 偶e spodoba艂o si臋 Panu Bogu w tak ogromnym kosmosie, w jakiej艣 jednej z prowincjonalnych galaktyk, na trzeciej planecie od S艂o艅ca, umie艣ci膰 nas 鈥 鈥瀟rzciny nadw膮tlone鈥. I 偶e chcia艂, 偶eby by艂y to 鈥瀟rzciny my艣l膮ce鈥.

鈥濼o ma艂y krok dla cz艂owieka, ale wielki skok dla ludzko艣ci鈥 鈥 powiedzia艂 Neil Armstrong 21 lipca 1969 roku, stawiaj膮c swoj膮 lew膮 stop臋 na powierzchni srebrnego globu. Kiedy pisz臋 te s艂owa, trwaj膮 w艂a艣nie przygotowania do misji Artemis 鈥 pierwszego od zako艅czenia projektu Apollo za艂ogowego lotu na Ksi臋偶yc. By膰 mo偶e, kiedy to czytasz, statek ju偶 wystartowa艂. Tym razem w kabinie za艂ogi siedz膮 manekiny, ale ju偶 przy kolejnym locie 鈥 je艣li wszystko p贸jdzie zgodnie z planem 鈥 zast膮pi膮 ich astronauci z krwi i ko艣ci.

Elon Musk wci膮偶 snuje swoje marzenia o kolonizacji Marsa, podsycane solidn膮 porcj膮 dolar贸w. Projektuje kosmiczne miasta: testuje rakiety i prowadzi badania.

Mog艂abym spuentowa膰, 偶e to wszystko niepotrzebne. 呕e taka pycha nas zgubi. 呕e swoim nienasyceniem i ch臋ci膮 podboju doprowadzili艣my nasz膮 planet臋 na skraj katastrofy. 呕e powinni艣my nabra膰 pokory i usi膮艣膰 na ty艂ku. 呕e od zarania dziej贸w toczy si臋 w niesko艅czono艣膰 ta sama historia. Kiedy tylko ko艅czy艂y si臋 nam zasoby, wyruszali艣my na poszukiwanie nowych ziem, kt贸re potem zn贸w wysysali艣my do cna. W ko艅cu, gdy wyeksploatowali艣my ca艂膮 planet臋, nabrali艣my apetytu na wi臋cej 鈥 ruszyli艣my wi臋c poza ni膮. By膰 mo偶e w zwi膮zku z tym powinni艣my wi臋c zamieszka膰 w chatkach z gliny, w ciszy i spokoju hodowa膰 w艂asne ziemniaki i pomidory. Tylko鈥 sk膮d wzi臋liby艣my te pomidory i ziemniaki, gdyby nie Kolumb i jego szalona wizja zachodniej drogi morskiej do Indii?

Lubi臋 metafor臋 o dw贸ch wilkach, kt贸re towarzysz膮 nam na co dzie艅. Jeden jest 艂agodny i dobry, drugi pe艂en gniewu i agresji. Podobno trzeba karmi膰 tylko tego pierwszego, wtedy drugi zdechnie. Uwa偶am jednak, 偶e skoro w ka偶dym z nas s膮 ju偶 dwa, to najwyra藕niej obydwa s膮 potrzebne. Zanim ten drugi zdechnie, to oszala艂y z g艂odu b臋dzie k膮sa艂 i atakowa艂 na o艣lep. Mo偶e po prostu nieustannie trzeba pr贸bowa膰 jako艣 si臋 z nimi u艂o偶y膰?

A Ty 鈥 co my艣lisz?

Dzie艅 pi膮ty (Rdz 1, 20-23)

Wszystko, co 偶yje, wy艣piewuje Jego chwa艂臋.

O艣miornice, kt贸re dwie trzecie swoich neuron贸w wydelegowa艂y poza centralny m贸zg, na dzia艂aj膮ce niezale偶nie od niego ramiona.

Delfiny butlonosy, kt贸re w oceanicznych g艂臋binach, w niezrozumia艂ym dla nas j臋zyku, wo艂aj膮 siebie po imieniu.

Aksolotle, kt贸re (jakby wzi臋艂y sobie do serca 鈥濳to z was nie jest jak dziecko, ten鈥 i tak dalej) nigdy nie staj膮 si臋 doros艂e.

艢limaki, kt贸re swoimi muszlami wy艂amuj膮 si臋 z re偶imu symetrii.

Wonnice pi偶m贸wki, kt贸re nosz膮 na swoich w膮t艂ych sze艣ciu nogach obezw艂adniaj膮cy zapach mi艂o艣ci.

Wyraki upiorne, kt贸re 艣pi膮 zawsze z jednym otwartym okiem.

Leniwce, kt贸re z pomoc膮 膰my Cryptoses choloepi, hoduj膮 smakowite glony na w艂asnym brzuchu.

Cudowronki, kt贸rych ta艅ce godowe przypominaj膮 nam, 偶e to, co celowe, mo偶e te偶 by膰 nieziemsko pi臋kne.

 

Ale te偶:

Danaidy w臋drowne, kt贸rych delikatne serca nie wytrzymuj膮 w zderzeniu z miejskim ha艂asem.

Foki mniszki karaibskie, kt贸re s膮 nafaszerowane mikroplastikiem.

Ropuchy, kt贸re wraz z tlenem poch艂aniaj膮 przez sk贸r臋 zanieczyszczenia powietrza.

Nied藕wiedzie polarne, kt贸re ju偶 nied艂ugo nie b臋d膮 mia艂y dok膮d ucieka膰 przed wszechobecnym gor膮cem.

Dronty dodo 鈥 mali m臋czennicy, kt贸rym za ufno艣膰 i 艂agodno艣膰 odp艂acono masow膮 zag艂ad膮.

I te, bezimienne, kt贸re zd膮偶y艂y wygin膮膰, nim uda艂o si臋 nam je pozna膰.

Dzie艅 sz贸sty (Rdz 1, 24-31)

Jest taka anegdota (przypomniana przez Wojciecha Bonowicza) o tym, jak ksi膮dz Tischner podczas mszy dla dzieci opowiada艂 o dziele stworzenia i zapyta艂, kt贸re ze stworze艅 najbardziej si臋 Panu Bogu uda艂o. Do mikrofonu podesz艂a ma艂a dziewczynka i g艂o艣no powiedzia艂a: 鈥濩hyba ja鈥.

W dobie antropocenu ta historyjka brzmi naprawd臋 s艂odko-gorzko.

Po co s膮 komary? To pokarm dla wielu stworze艅: ryb, wa偶ek, 偶ab i jerzyk贸w. Po co mr贸wki? Rozsiewaj膮 ca艂e mn贸stwo ro艣lin: fio艂ki, 艣nie偶yczki, jasnoty i zawilce. Po co korniki? Pomagaj膮 roz艂o偶y膰 stare drzewa i stworzy膰 warunki dla nowego 偶ycia.

A po co cz艂owiek? 呕eby karczowa膰 amazo艅skie lasy deszczowe? Drenowa膰 ziemi臋 w poszukiwaniu ropy, w臋gla, metali szlachetnych? Wpuszcza膰 do atmosfery niewyobra偶alne ilo艣ci dwutlenku w臋gla? Powiedzmy sobie szczerze, czy 艣wiatu nie by艂oby bez nas l偶ej?

A mo偶e jest jeszcze dla nas jaka艣 nadzieja?

W ksi膮偶ce 鈥濸ie艣艅 ziemi鈥 Robin Wall Kimmerer przytacza ciekawe wyniki bada艅 nad populacj膮 tur贸wki wonnej. Okazuje si臋, 偶e ta trawa ro艣nie najlepiej nie wtedy, gdy obj臋ta jest 艣cis艂膮 ochron膮, ale w贸wczas, gdy jest cz臋艣ciowo zbierana i wykorzystywana do wyplatania tradycyjnych koszy przez lokalne spo艂eczno艣ci rdzennych mieszka艅c贸w Ameryki.

Miodow贸d, niewielki ptak z rodziny dzi臋cio艂owych, ch臋tnie wsp贸艂pracuje z przedstawicielami 偶yj膮cego w Mozambiku ludu Yao 鈥 czytam w 鈥濼erra insecta鈥, napisanej przez biolo偶k臋 Anne Sverdrup-Thygeson. Potrafi on sprawnie znale藕膰 miejsca, gdzie znajduje si臋 mi贸d. W zamian oczekuje, 偶e silniejszy cz艂owiek rozbije bar膰 i pomo偶e mu dosta膰 si臋 do s艂odkiego pokarmu. Naukowcy udowodnili, 偶e ptak rozpoznaje specjalne zawo艂anie ludu Yao 鈥 gdy tylko je us艂yszy, pokazuje si臋 cz艂owiekowi i prowadzi go do drzew, w kt贸rych zadomowi艂y si臋 pszczo艂y.

Spaceruj膮c po mie艣cie, lubi臋 czasem patrze膰 na tak zwane ro艣liny ruderalne: mniszek pospolity, skrzyp polny, rdest ptasi. Bior膮c pod uwag臋 nasze kanony estetyczne, to straszne brzydale; jednak to te偶 nasi najlepsi przyjaciele. Nie przeszkadza im beton, spaliny naszych samochod贸w ani herbicydy. Ich obecno艣膰 jest dla nas jak poklepanie po plecach, jak s艂owa otuchy 鈥 鈥瀗ie wszystko stracone鈥. Jest jak przypomnienie, 偶e my te偶 jeste艣my cz臋艣ci膮 misternej i skomplikowanej sieci powi膮za艅, utkanej czu艂ymi r臋kami Boga.

Przed nami ci臋偶ka praca. Ale mo偶e, je艣li zn贸w ws艂uchamy si臋 w pie艣艅 stworzenia, b臋dziemy mogli to powiedzie膰 bez poczucia wstydu i zak艂opotania. Z prostot膮 tamtej ma艂ej dziewczynki. Ja. Uda艂am Mu si臋 w艂a艣nie ja.

Dzie艅 si贸dmy (Rdz 2, 1-4)

Jako ludzie, lubimy my艣le膰 o sobie jak o koronie stworzenia. Tymczasem po sz贸stym dniu od naszych narodzin by艂 jeszcze ten wyj膮tkowy dzie艅 si贸dmy. Ten dzie艅, w kt贸rym B贸g stworzy艂 nic: zaniechanie w dzia艂aniu, odpoczynek, 艣wi臋t膮 cisz臋.

Przez miliardy lat nasza planeta przeobra偶a艂a si臋 na wiele sposob贸w. Zmienia艂 si臋 jej sk艂ad atmosfery i budowa geologiczna; przeobra偶eniu ulega艂y flora i fauna, a tak偶e uk艂ad kontynent贸w. W czasie, kt贸ry w skali wszech艣wiata by艂 jak mrugni臋cie okiem, rodzi艂y si臋 i umiera艂y gatunki. Jakkolwiek trudno to przyj膮膰, to samo czeka te偶 nas.

Pod kakofoni膮 d藕wi臋k贸w wybuchaj膮cego na wiele sposob贸w 偶ycia wci膮偶 ukrywa si臋 Jego cicha obecno艣膰. I cho膰 偶yjemy w 艣wiecie pe艂nym d藕wi臋k贸w i ha艂asu, ta cisza ci膮gle tam jest.

Je艣li si臋 zatrzymasz, jest szansa na to, 偶e j膮 us艂yszysz.

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Jeste艣my magazynem i 艣rodowiskiem lewicy katolickiej. Piszemy o wykluczeniu, sprawiedliwo艣ci spo艂ecznej, biedzie, o wsp贸艂czesnych zjawiskach w kulturze, polityce i spo艂ecze艅stwie. Potrzebujemy stabilnego finansowania 鈥 mo偶esz nam w tym pom贸c!
Ko艣ci贸艂 i lewica si臋 wykluczaj膮?
Nie 鈥 w Kontakcie 艂膮czymy lewicow膮 wra偶liwo艣膰 z katolick膮 nauk膮 spo艂eczn膮.

I u偶ywamy plik贸w cookies. Dowiedz si臋 wi臋cej: Polityka prywatno艣ci. zamknij