Wesprzyj nas!

magazyn lewicy katolickiej

Cierpliwie znosi─ç drugiego

Obowi─ůzkiem chrze┼Ťcijanina jest sta─ç po stronie krzywdzonego. Cho─ç przykazanie ÔÇ×krzywdy cierpliwie znosi─çÔÇŁ cz─Östo odczytujemy jako zach─Öt─Ö do pracy nad urazami, kt├│rych sami doznajemy, to przecie┼╝ mo┼╝na je te┼╝ rozumie─ç w kontek┼Ťcie spo┼éecznym.

ilustr.: Marta Basak

ilustr.: Marta Basak


Tekst pochodzi z 32. numeru papierowego Magazynu ÔÇ×KontaktÔÇŁ pod tytu┼éem ÔÇ×Kobiety w Ko┼ŤcieleÔÇŁ.
O ÔÇ×cierpliwym znoszeniu krzywdÔÇŁ ÔÇô sz├│stym uczynku mi┼éosiernym wzgl─Ödem duszy ÔÇô zawsze my┼Ťla┼éem jako o uczynku przede wszystkim wzgl─Ödem siebie. Bycie cierpliwym wobec spotykaj─ůcych mnie przykrych do┼Ťwiadcze┼ä wydaje si─Ö mie─ç w sobie co nieco ze stoicyzmu, nienaruszalno┼Ťci postawy ┼╝yciowej wobec zmiennego wiatru sytuacji zewn─Ötrznej. D┼éugo zak┼éada┼éem, ┼╝e ÔÇ×krzywdy cierpliwie znosi─çÔÇŁ oznacza ÔÇô cytuj─ůc klasyka ÔÇô ÔÇ×by─ç twardym, a nie mi─ÖtkimÔÇŁ. Pora zmierzy─ç si─Ö z tym przekonaniem.
Tolerowanie krzywd czy krzywdziciela?
Co tak naprawd─Ö kryje si─Ö pod przykazem ÔÇ×cierpliwego znoszenia krzywdÔÇŁ? Jego podmiotem jest osoba, wraz z jej ca┼éym ┼╝yciem wewn─Ötrznym, kt├│ra do┼Ťwiadcza pewnego czynnika zewn─Ötrznego, jakim s─ů krzywdy jej zadawane. Wytworzona przez czynnik zewn─Ötrzny dynamika powoduje, ┼╝e podmiot musi znale┼║─ç odpowiedni─ů wobec niej postaw─Ö. Liczba mnoga (ÔÇ×krzywdyÔÇŁ) zdaje si─Ö potwierdza─ç powiedzenie, ┼╝e ÔÇ×nieszcz─Ö┼Ťcia chodz─ů paramiÔÇŁ. Zalecenie dla do┼Ťwiadczanej osoby brzmi: ÔÇ×zno┼Ť je cierpliwieÔÇŁ. ÔÇ×Cierpie─çÔÇŁ, ÔÇ×znosi─çÔÇŁ to polskie ekwiwalenty ┼éaci┼äskiego ÔÇ×tollerareÔÇŁ. A zatem: tolerowa─ç krzywdy. Ale co to znaczy? Czy zatem mamy by─ç bierni wobec napotykanych przez nas trudno┼Ťci: duchowych, materialnych, ekonomicznych? Tolerancja wobec krzywd ÔÇô to nie brzmi zach─Öcaj─ůco.
W─ůtpi─Ö, by w omawianym uczynku mi┼éosierdzia faktycznie chodzi┼éo o tolerowanie krzywd. Ko┼Ťci├│┼é ÔÇô za ┼Ťwi─Ötym Augustynem ÔÇô uczy nas, by zawsze kocha─ç cz┼éowieka, grzesznika, ale nienawidzi─ç grzechu. Czy nie znaczy to tyle, co kocha─ç krzywdziciela, a nienawidzi─ç krzywdy? Ciekawy trop podsuwa w tej kwestii ksi─ůdz Miros┼éaw Tykfer w tek┼Ťcie na ten temat opublikowanym we wsp├│lnym cyklu Laboratorium ÔÇ×Wi─ÖziÔÇŁ oraz Deon.pl ÔÇ×(k)Rok Mi┼éosierdziaÔÇŁ. Redaktor naczelny ÔÇ×Przewodnika KatolickiegoÔÇŁ zauwa┼╝a, ┼╝e ÔÇ×w j─Özyku w┼éoskim (sopportare pazientemente le persone moleste) mowa jest o cierpliwym znoszeniu os├│b, kt├│re krzywdy zadaj─ů. I jest to zasadnicza r├│┼╝nicaÔÇŁ. Gdyby przyj─ů─ç w┼éosk─ů interpretacj─Ö, to do opisu dynamiki tego ÔÇ×dzie┼éa mi┼éosierdziaÔÇŁ (jak nakazywa┼éoby dos┼éowne t┼éumaczenie z ┼éaciny) trzeba by┼éoby doda─ç jeszcze jeden element: krzywdziciela. Dopiero w triadzie: podmiot ÔÇô krzywdy ÔÇô krzywdziciel mo┼╝emy zrozumie─ç pe┼ény sens ÔÇ×tolerowania krzywdÔÇŁ, a mo┼╝e raczej ÔÇ×tolerowania krzywdzicieliÔÇŁ.
Ubrud┼║my sobie r─Öce
Co jednak mia┼éoby w praktyce oznacza─ç oddzielenie krzywdy od krzywdziciela? Jak powiedzie─ç kobiecie bitej przez swojego m─Ö┼╝a, by nienawidzi┼éa krzywdy, kt├│rej od niego doznaje, ale jednocze┼Ťnie tolerowa┼éa czy wr─Öcz kocha┼éa oprawc─Ö? Jak wyt┼éumaczy─ç czarnosk├│remu ch┼éopakowi z Brazylii, mieszkaj─ůcemu od kilku lat w naszym kraju, ┼╝e wyzwiska i gro┼║by, kt├│re padaj─ů pod jego adresem w ┼Ťrodkach komunikacji publicznej ze strony m┼éodych Polak├│w s─ů ohydne, ale ┼╝e powinien tolerowa─ç (a zatem w pewnym sensie: akceptowa─ç) swoich krzywdzicieli?
Pr├│ba uzasadnienia patologicznych zachowa┼ä kontekstem spo┼éecznym (zachowania rasistowskie cz─Östo pojawiaj─ů si─Ö w ┼Ťrodowiskach do┼Ťwiadczaj─ůcych wykluczenia spo┼éeczno-ekonomicznego) czy psychologicznym (m─ů┼╝ bij─ůcy ┼╝on─Ö m├│g┼é w rodzinie mie─ç silne ÔÇô cz─Östo wyparte ÔÇô do┼Ťwiadczenie przemocy) jest zdecydowanie niewystarczaj─ůca i mo┼╝e by─ç wr─Öcz przeciwskuteczna. Obowi─ůzkiem cz┼éowieka, chrze┼Ťcijanina w szczeg├│lno┼Ťci, jest przecie┼╝ sta─ç po stronie krzywdzonego, dawa─ç mu poczucie, ┼╝e nie musi si─Ö ze swoimi krzywdami mierzy─ç w samotno┼Ťci. Cho─ç przykazanie ÔÇ×krzywdy cierpliwie znosi─çÔÇŁ najcz─Ö┼Ťciej odczytujemy jako zach─Öt─Ö do pracy indywidualnej nad urazami, kt├│rych sami doznajemy, to przecie┼╝ mo┼╝na je te┼╝ odczytywa─ç w kontek┼Ťcie spo┼éecznym. Naiwno┼Ťci─ů by┼éoby oczywi┼Ťcie s─ůdzi─ç, ┼╝e mo┼╝emy wzi─ů─ç na siebie cudze krzywdy i przepracowa─ç je w zast─Öpstwie za t─Ö osob─Ö. Ale na pewno towarzysz─ůc i wys┼éuchuj─ůc historii pobitej kobiety czy wspieraj─ůc atakowanego Brazylijczyka, mo┼╝emy pom├│c im zmierzy─ç si─Ö z tragediami, kt├│re ich spotka┼éy. O tym m├│wi papie┼╝ Franciszek, apeluj─ůc, aby B├│g nauczy┼é nas ÔÇ×brudzenia sobie r─ůkÔÇŁ, wchodzenia z odwag─ů i pokor─ů w trudn─ů rzeczywisto┼Ť─ç drugiego cz┼éowieka. ÔÇ×Brudzi─ç sobie r─ÖceÔÇŁ to znaczy by─ç otwartym na ca┼ée do┼Ťwiadczenie konkretnej osoby, w┼é─ůcznie z krzywdami, kt├│re j─ů spotka┼éy.
Wobec krzywd ÔÇô by─ç aktywnym
Wr├│─çmy jednak do perspektywy krzywdzonego. Czy jego postaw─ů ma by─ç bierno┼Ť─ç i milczenie? Mo┼╝na to zdecydowanie wykluczy─ç. Przede wszystkim nie zapominajmy, ┼╝e m├│wimy o ÔÇ×uczynkach mi┼éosierdziaÔÇŁ czy te┼╝ ÔÇ×dzie┼éach mi┼éosierdziaÔÇŁ. Pierwszy cz┼éon obu okre┼Ťle┼ä zawiera w sobie ÔÇ×czynÔÇŁ i ÔÇ×dzia┼éanieÔÇŁ. Wobec krzywd i krzywdzicieli nale┼╝y by─ç aktywnym, nie wolno da─ç im rozgrywa─ç sytuacji na w┼éasn─ů mod┼é─Ö, nie wolno da─ç si─Ö st┼éamsi─ç i zamkn─ů─ç w my┼Ťleniu o sobie jako ofierze. To mo┼╝e mie─ç tragiczne skutki.
Ka┼╝dy ma prawo, a wr─Öcz obowi─ůzek ÔÇô w takim stopniu, w jakim jest w stanie go wype┼éni─ç ÔÇô by broni─ç si─Ö przed cierpieniem i tymi, kt├│rzy je zadaj─ů. ÔÇ×Tolerowa─ç krzywdzicieliÔÇŁ nie jest nakazem, kt├│ry przybiera w praktyce zawsze jednolit─ů form─Ö. Mo┼╝na sobie ┼éatwo wyobrazi─ç sytuacj─Ö, w kt├│rej b─Ödzie on zach─Öt─ů do pogodzenia si─Ö z krzywdzicielem poprzez skr├│cenie dystansu, rozmow─Ö, kontakt fizyczny. To zapewne najlepsza forma rozwi─ůzywania problem├│w zwi─ůzanych z krzywdzeniem ÔÇô zw┼éaszcza na etapie, na kt├│rym krzywda jest stosunkowo niewielka. Blisko┼Ť─ç i szczero┼Ť─ç relacji mo┼╝e pozwoli─ç zar├│wno ofierze, jak i krzywdzicielowi postawi─ç pierwszy krok ku pojednaniu. ÔÇ×Tolerowanie krzywdzicielaÔÇŁ jest w tym wypadku nieustann─ů otwarto┼Ťci─ů na pojednanie, niezamykanie si─Ö w skorupie subiektywnie odczuwanej krzywdy.
Podnie┼Ťmy jednak poziom trudno┼Ťci, jaki stawia nam nakaz ÔÇ×tolerowania krzywdzicieliÔÇŁ. Kiedy w gr─Ö wchodzi bezpiecze┼ästwo fizyczne krzywdzonej osoby, ÔÇ×tolerowanie krzywdzicieliÔÇŁ nie mo┼╝e by─ç wym├│wk─ů przed radykalnymi decyzjami. Trafnie wyrazi┼é to ksi─ůdz Jan Kaczkowski w przeprowadzonym przez Katarzyn─Ö Jab┼éo┼äsk─ů wywiadzie-rzece ÔÇ×Sza┼éu nie ma, jest rakÔÇŁ: ÔÇ×Uwa┼╝am, ┼╝e cz┼éowiek ma prawo chroni─ç siebie przed relacjami, kt├│re z jakich┼Ť powod├│w s─ů dla niego szkodliwe. Warto u┼Ťwiadomi─ç sobie, ┼╝e chrze┼Ťcija┼ästwo nie jest cierpi─Ötnictwem i je┼╝eli relacja z kim┼Ť nas rani, to mamy nie tylko prawo, ale i obowi─ůzek chroni─ç siebie. Je┼╝eli m─ů┼╝ zn─Öca si─Ö nad ┼╝on─ů i patrz─ů na to dzieci, ona ma obowi─ůzek odizolowa─ç si─Ö od tego m─Ö┼╝a. Nie ma nikogo, kogo bym nienawidzi┼é. Co nie znaczy, ┼╝e nie ma os├│b, kt├│re bym po ludzku niespecjalnie lubi┼é albo ┼╝e nie mam relacji, kt├│re mnie bol─ů czy wkurzaj─ů. Do tego mamy prawo. I to nie jest niechrze┼Ťcija┼äskieÔÇŁ.
Przytoczony przez ksi─Ödza Kaczkowskiego przyk┼éad ukazuje ca┼é─ů skal─Ö trudno┼Ťci, kt├│r─ů stawia przed nami omawiany uczynek mi┼éosierdzia. Mowa o sytuacji dramatycznej, w kt├│rej obok krzywdziciela i ofiary s─ů jeszcze bezbronni ┼Ťwiadkowie, de facto nie┼Ťwiadome ofiary rykoszetu. Jak ┼╝ona mo┼╝e tolerowa─ç m─Ö┼╝a krzywdz─ůcego j─ů i ich dzieci? Jak ma si─Ö od niego odseparowa─ç, a jednocze┼Ťnie pozosta─ç otwart─ů na pojednanie i nie zamkn─ů─ç si─Ö w poczuciu doznanej krzywdy?
Miłosierdzie nas wyzwala
By to zrozumie─ç, warto przywo┼éa─ç warto┼Ť─ç, kt├│ra stoi w centrum ca┼éego konstruktu uczynk├│w mi┼éosierdzia. Jest ni─ů wolno┼Ť─ç (kt├│rej nieroz┼é─ůczn─ů wsp├│┼étowarzyszk─ů ÔÇô jak cz─Östo powtarza ksi─ůdz Tom├í┼í Hal├şk ÔÇô jest odpowiedzialno┼Ť─ç). Praktykowanie dzie┼é mi┼éosierdzia uwalnia nas ze z┼éudze┼ä naszego ego, otwiera nas na drugiego cz┼éowieka, a tak┼╝e ÔÇô poprzez przywracanie solidarno┼Ťci z cierpi─ůcymi i naprawianie podniszczonych relacji ÔÇô oczyszcza nam pole dialogu z ÔÇ×absolutnym TyÔÇŁ, jak powiedzia┼éby Martin Buber. Mo┼╝na oczywi┼Ťcie przyj─ů─ç, ┼╝e wolno┼Ť─ç jest nie tylko skutkiem, ale tak┼╝e praprzyczyn─ů mi┼éosierdzia, zak┼éadaj─ůc, ┼╝e jedynie cz┼éowiek wolny mo┼╝e by─ç mi┼éosierny. Perspektywa odwrotna jest jednak bardziej tw├│rcza ÔÇô to dopiero praktyka mi┼éosierdzia czyni nas wolnymi. Dopiero dotkni─Öcie ran tego ┼Ťwiata, wspomniane ÔÇ×ubrudzenie sobie r─ůkÔÇŁ poprzez sta┼é─ů blisko┼Ť─ç z ubogimi, chorymi i przybyszami nas uwalnia. Wychodz─ůc im na spotkanie, mo┼╝emy by─ç przecie┼╝ pe┼éni g├│rnolotnych, ale zupe┼énie egoistycznych i protekcjonalnych hase┼é ÔÇô chc─ůc ÔÇ×robi─ç dobroÔÇŁ, ÔÇ×pomaga─ç biedakomÔÇŁ, aby do┼Ťwiadczy─ç samozadowolenia z ÔÇ×bycia dobrymÔÇŁ. Tymczasem otwarcie si─Ö na pokrzywdzonych u┼Ťwiadamia nam marno┼Ť─ç takiego sposobu my┼Ťlenia.
Mam na to osobisty przyk┼éad. Od niemal trzech lat przychodz─Ö na spotkania wsp├│lnoty SantÔÇÖEgidio. Pocz─ůtkowo traktowa┼éem je ÔÇô a jak┼╝e ÔÇô jako okazj─Ö do podniesienia w┼éasnego ego, zrobienia czego┼Ť warto┼Ťciowego. Szybko okaza┼éo si─Ö jednak, ┼╝e moje wyobra┼╝enia zostan─ů zakwestionowane. Na jednym z pierwszych spotka┼ä d┼éugo rozmawia┼éem z czterdziestoletnim Tomkiem. By┼é pod wp┼éywem alkoholu, czego skutkiem by┼éo nie tyle rozkojarzenie i be┼ékot, ale otwarto┼Ť─ç, szczero┼Ť─ç i bezpo┼Ťrednio┼Ť─ç. Okaza┼éo si─Ö, ┼╝e siedzia┼é. Za zab├│jstwo. Pyta┼é mnie wtedy wielokrotnie: ÔÇô Po co tu jeste┼Ť, w┼Ťr├│d nas, ┼╝yciowych przegranych? Po co jeste┼Ť w┼Ťr├│d alkoholik├│w, narkoman├│w, morderc├│w, starc├│w, chorych?
Naciska┼é na odpowied┼║, m├│wi┼é, ┼╝e je┼Ťli nie b─Öd─Ö z nim w pe┼éni szczery, to sobie p├│jdzie i nigdy wi─Öcej nie wr├│ci. To on pom├│g┼é mi sobie u┼Ťwiadomi─ç, ┼╝e ÔÇ×robienie dobraÔÇŁ nie wystarczy, ┼╝e nie odnajduj─Ö innego uzasadnienia dog┼é─Öbnej solidarno┼Ťci z ka┼╝dym skrzywdzonym cz┼éowiekiem, ni┼╝ w tajemnicy krzy┼╝a Chrystusa. I ┼╝e ta pe┼éna odpowied┼║ na jego pytanie jest ci─ůgle jeszcze przede mn─ů. Tomek na szcz─Ö┼Ťcie p├│┼║niej wraca┼é, nigdy wi─Öcej pijany.
Mi┼éosierdzie zatem uwalnia i zmienia obie strony go do┼Ťwiadczaj─ůce. Zmieni┼éo mnie i zmieni┼éo Tomka. Zawsze jeste┼Ťmy jego beneficjentami, nawet je┼Ťli wydaje nam si─Ö, ┼╝e to my go komu┼Ť udzielamy.
ilustr.: Marta Basak

ilustr.: Marta Basak


Ocali─ç krzywdziciela
Bogdan Bia┼éek, prezes Stowarzyszenia im. Jana Karskiego w Kielcach i redaktor naczelny psychologicznego pisma ÔÇ×CharakteryÔÇŁ, w rozmowie opublikowanej w jesiennym numerze kwartalnika WI─ś┼╣ zwraca uwag─Ö na jeszcze jeden aspekt ÔÇ×tolerowania krzywdzicieliÔÇŁ, a mianowicie na to, ┼╝e krzywda zadana rani nie tylko ofiar─Ö, ale i sprawc─Ö: ÔÇ×Z osobistego do┼Ťwiadczenia wiem, co to znaczy by─ç ofiar─ů. By┼éem kiedy┼Ť bardzo g┼é─Öboko skrzywdzony i potrzebowa┼éem kilku lat, by zrozumie─ç, ┼╝e to ja musz─Ö pierwszy wyci─ůgn─ů─ç r─Ök─Ö. Zrozumia┼éem, ┼╝e ta krzywda zrani┼éa nie tylko mnie, ale i krzywdzicieli. I ta rana b─Ödzie trwa┼éa, dop├│ki nie wykonamy wsp├│lnie pewnego wysi┼éku, by j─ů zagoi─ç. To ja wyci─ůgn─ů┼éem pierwszy r─Ök─Ö ÔÇô nie ze wsp├│┼éczucia dla krzywdzicieli, ale ze wsp├│┼éczucia dla siebie samego. Bycie ofiar─ů kaleczy┼éo mnieÔÇŁ.
Trudno nam pewnie przyj─ů─ç do wiadomo┼Ťci, ┼╝e oprawca jest ÔÇô w pewien spos├│b ÔÇô jednocze┼Ťnie ofiar─ů. Nie chodzi o usprawiedliwianie krzywdz─ůcego tanimi chwytami typu: ÔÇ×ale on jest biedny, przecie┼╝ mia┼é trudne dzieci┼ästwoÔÇŁ. Ale walcz─ůc z w┼éasn─ů krzywd─ů i w┼éasnym b├│lem, warto zawalczy─ç tak┼╝e o ocalenie tego, kt├│ry nas skrzywdzi┼é. Piel─Ögnuj─ůc w sobie urazy, zamykaj─ůc si─Ö w relacji ofiara-krzywdziciel, w pewien spos├│b pozwalamy krzywdzie trwa─ç, nie dajemy sobie szansy na wyj┼Ťcie z niej. Dla skrzywdzonego oznacza to ┼╝ycie z widoczn─ů, krwawi─ůc─ů ran─ů. Rana krzywdziciela jest zupe┼énie inna, niewidoczna go┼éym okiem, ma charakter zakrzepu, kt├│ry mo┼╝e przynie┼Ť─ç tragiczne skutki wiele lat p├│┼║niej.
Krzywda jest powodem do wstydu, zar├│wno dla sprawcy, jak i ÔÇô niestety ÔÇô dla ofiary. Pobita ┼╝ona rzadko zg┼éasza przemoc na policj─Ö, bo boi si─Ö ostracyzmu, wstydzi si─Ö by─ç postrzegana jako ofiara. Milczy. Brutalny m─ů┼╝ tak┼╝e milczy, nie chce postrzega─ç siebie jako krzywdziciela. Milczenie w d┼éu┼╝szej perspektywie prowadzi do zanegowania, obie strony licz─ů, ┼╝e czas leczy rany. Ale czas nie jest magiczn─ů sztuczk─ů, nie jest te┼╝ lekarstwem. Z krzywd─ů trzeba si─Ö zmierzy─ç, spojrze─ç jej w oczy, przyzna─ç przed sob─ů, ┼╝e do niej dosz┼éo. I przepracowa─ç j─ů ze wszystkimi konsekwencjami. Do ÔÇ×tolerowania krzywdzicieliÔÇŁ mo┼╝e naprawd─Ö doj┼Ť─ç dopiero, gdy sami przed sob─ů przyznamy, ┼╝e zostali┼Ťmy skrzywdzeni.
Nie da─ç si─Ö nienawi┼Ťci
Warto te┼╝ spojrze─ç na list─Ö uczynk├│w mi┼éosierdzia wzgl─Ödem duszy, aby dostrzec, ┼╝e za ÔÇ×tolerowaniem krzywdzicielaÔÇŁ idzie ÔÇ×darowanie urazÔÇŁ. Polskie ÔÇ×darowanieÔÇŁ ma w sobie ├│w pi─Ökny element ÔÇ×daruÔÇŁ. Oczywi┼Ťcie w tym kontek┼Ťcie chodzi o odpuszczenie, przebaczenie ÔÇô w ┼éaci┼äskim oryginale wyra┼╝a to s┼éowo remittere, kt├│re oznacza tak┼╝e ÔÇ×umarza─çÔÇŁ ÔÇô ale przecie┼╝ przebaczenie ma w sobie w┼éa┼Ťnie pierwiastek daru, jest prezentem. Zrozumie─ç to ┼éatwo mo┼╝e bez w─ůtpienia ka┼╝dy z nas, gdy tylko przypomni sobie, jak niesamowit─ů rado┼Ť─ç sprawi┼éo mu, gdy osoba przez niego skrzywdzona ÔÇ×darowa┼éaÔÇŁ mu winy.
Oba te nakazy s─ů ze sob─ů blisko zwi─ůzane ÔÇô ┼Ťwiadczy o tym cho─çby fakt, ┼╝e w ┼éaci┼äskiej wersji uczynk├│w mi┼éosierdzia maj─ů one odwrotn─ů kolejno┼Ť─ç. Najpierw wyst─Öpuje offensas remittere ÔÇô polskie ÔÇ×urazy darowa─çÔÇŁ ÔÇô a dopiero potem molestos patienter sustinere, czyli ÔÇ×tolerowa─ç krzywdzicieliÔÇŁ. Ta ┼éaci┼äska kolejno┼Ť─ç wydaje si─Ö nieco trafniejsza. O ile mog─Ö sobie jako┼Ť (cho─ç nie┼éatwo) wyobrazi─ç, ┼╝e mo┼╝na komu┼Ť odpu┼Ťci─ç winy bez tolerowania go, o tyle tolerowanie osoby, kt├│rej nie darowali┼Ťmy uraz, wydaje si─Ö niemo┼╝liwe. Pierwsza mo┼╝liwo┼Ť─ç by┼éaby pewnym etapem, przez kt├│ry przechodz─ů osoby g┼é─Öboko skrzywdzone. To moment, gdy nie s─ů jeszcze gotowe na utrzymywanie relacji ze swoim krzywdzicielem (pytanie, czy w og├│le przyjdzie chwila, w kt├│rej b─Öd─ů na to gotowe). Druga sytuacja wydaje si─Ö wewn─Ötrznie sprzeczna. Bo tolerowanie zak┼éada otwarto┼Ť─ç na drug─ů osob─Ö, a tak┼╝e domaga si─Ö akceptacji dla tego, kim ona jest. Tolerowanie bez przebaczenia jest tak naprawd─Ö skrywan─ů nienawi┼Ťci─ů, odrzuceniem, przeczy samemu sobie.
Pisze o tym w cytowanym wcze┼Ťniej artykule ksi─ůdz Miros┼éaw Tykfer: ÔÇ×Ot├│┼╝ nienawi┼Ť─ç ÔÇô wed┼éug profesora Tomasza W─Öc┼éawskiego ÔÇô nie jest zazwyczaj silnym uczuciem, emocjonalnym napi─Öciem prowadz─ůcym do gwa┼étownych wybuch├│w z┼éo┼Ťci. Zgodnie z powiedzeniem: gdzie strzelaj─ů dzia┼éa, tam nadal trwa wojna, a wi─Öc utrzymuje si─Ö kontakt mi─Ödzy stronami sporu. Nawet je┼Ťli jest on wzajemnie rani─ůcy, nadal trwa. Tam, gdzie nie ma zerwania, nawet po┼Ťr├│d b├│lu ÔÇô wci─ů┼╝ o co┼Ť chodzi, o kogo┼Ť si─Ö walczy. Nienawi┼Ť─ç prawdziwa ÔÇô m├│wi┼é profesor ÔÇô zaczyna si─Ö tam, gdzie dla krzywdziciela nie ma ju┼╝ zupe┼énie miejsca, gdzie kamienowanie s┼éowem, niedaj─ůcym ┼╝adnej szansy odbudowania naderwanej silnie relacji, doprowadza do jej u┼Ťmiercenia poprzez lakoniczne: nie chc─Ö ci─Ö wi─Öcej zna─ç. To ├│w ┬ź┼Ťwi─Öty spok├│j┬╗, w kt├│rym nie pozostaje nic innego, jak szykowa─ç si─Ö do kolejnej emocjonalnej wojnyÔÇŁ.
Niczego nie oczekiwa─ç
ÔÇ×Cierpliwe znoszenie krzywdÔÇŁ jest tak naprawd─Ö chrze┼Ťcija┼äsk─ů apologi─ů poj─Öcia ÔÇ×tolerancjiÔÇŁ. Cho─ç dzi┼Ť przez wielu chrze┼Ťcijan ÔÇ×tolerancjaÔÇŁ kojarzona jest negatywnie, ma ona swoje korzenie w┼éa┼Ťnie w naszej religii. Jak zauwa┼╝a tegoroczny laureat nagrody Templetona, rabin Jonathan Sacks, w ksi─ů┼╝ce ÔÇ×The Home We Build Together. Recreating SocietyÔÇŁ: poj─Öcie tolerancji narodzi┼éo si─Ö w poreformacyjnej Europie. Stary Kontynent ÔÇô wcze┼Ťniej zjednoczony w formule ┼Ťredniowiecznej christianitas ÔÇô musia┼é upora─ç si─Ö z faktem, ┼╝e jedno┼Ť─ç religijna zosta┼éa rozbita, a wiele teren├│w zamieszkiwanych by┼éo zar├│wno przez katolik├│w, jak i protestant├│w. Nale┼╝a┼éo wi─Öc okre┼Ťli─ç relacje mi─Ödzy nimi. Tolerancja by┼éa ide─ů, kt├│ra dopu┼Ťci┼éa do istnienia pewnych mniejszo┼Ťci wyznaniowych i religijnych. Nie by┼éa to pe┼éna akceptacja, ale jednak uznanie odr─Öbno┼Ťci za pewn─ů warto┼Ť─ç, kt├│r─ů nale┼╝y chroni─ç (nawet je┼Ťli mia┼éo si─Ö wobec niej zap─Ödy prozelityczne). W kontek┼Ťcie uczynk├│w mi┼éosierdzia ÔÇ×tolerowanie krzywdzicieliÔÇŁ to zach─Öta, by ÔÇô opr├│cz pr├│by ocalenia siebie w kontek┼Ťcie doznanej krzywdy ÔÇô nie rezygnowa─ç ca┼ékowicie z pr├│by ocalenia drugiego cz┼éowieka, naszej relacji z nim.
W ÔÇ×cierpliwym znoszeniu krzywdyÔÇŁ (czy ÔÇ×tolerowaniu krzywdzicieliÔÇŁ) nie chodzi o udowadnianie sobie, ┼╝e wszystko przetrzymam. Chodzi o wolno┼Ť─ç. Od matki bitej przez m─Ö┼╝a na oczach dzieci na pewno nie mo┼╝na oczekiwa─ç, by wr├│ci┼éa do swojego krzywdziciela. Nie mo┼╝na od niej oczekiwa─ç, by by┼éa zawsze otwarta na pojednanie. W og├│le nie mo┼╝na niczego od niej oczekiwa─ç, mo┼╝na jedynie jej towarzyszy─ç i wspiera─ç j─ů. To ju┼╝ mi┼éosierdzie. Mi┼éosierdzie, kt├│re nas zmienia, otwiera i uwalnia. Gdy raz go do┼Ťwiadczymy, chcemy je okaza─ç drugiemu cz┼éowiekowi. Tak┼╝e temu, kt├│ry nas kiedy┼Ť dog┼é─Öbnie, nieludzko ÔÇô a mo┼╝e w┼éa┼Ťnie a┼╝ nazbyt ludzko? ÔÇô skrzywdzi┼é.
 

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Jeste┼Ťmy magazynem i ┼Ťrodowiskiem lewicy katolickiej. Piszemy o wykluczeniu, sprawiedliwo┼Ťci spo┼éecznej, biedzie, o wsp├│┼éczesnych zjawiskach w kulturze, polityce i spo┼éecze┼ästwie. Potrzebujemy stabilnego finansowania ÔÇô mo┼╝esz nam w tym pom├│c!
Ko┼Ťci├│┼é i lewica si─Ö wykluczaj─ů?
Nie ÔÇô w Kontakcie ┼é─ůczymy lewicow─ů wra┼╝liwo┼Ť─ç z katolick─ů nauk─ů spo┼éeczn─ů.

I u┼╝ywamy plik├│w cookies. Dowiedz si─Ö wi─Öcej: Polityka prywatno┼Ťci. zamknij ├Ś