Internetowy magazyn katolewicy spo┼éecznej. Piszemy o ┼Ťwiecie, czerpi─ůc inspiracje z nauki spo┼éecznej Ko┼Ťcio┼éa

Cicha rewolucja

Potrzeba nam ÔÇ×┼Ťwiadomego odzyskaniaÔÇŁ mi┼éo┼Ťci rewolucyjnej, wyj─Öcia jej z ram, kt├│re j─ů kr─Öpuj─ů i ukrywaj─ů, odebrania jej tym strukturom, narracjom i wzorcom zachowa┼ä, kt├│re nie pozwalaj─ů ni─ů ┼╝y─ç i dbaj─ů, by jawi┼éa si─Ö nam jako ┼╝enuj─ůca mrzonka.
Cicha rewolucja
ilustr.: Sonia Jaszczyńska

ÔÇ×B┼éogos┼éawieni cisi, albowiem oni posi─ůd─ů Ziemi─ÖÔÇŁ (Mt 5, 5), m├│wi Jezus w Kazaniu na G├│rze. Angielskie s┼éowo meek i szwedzkie saktmodig u┼╝yte jako t┼éumaczenie greckiego praus podpowiada, ┼╝e chodzi tak┼╝e o usposobienie ┼éagodne i wra┼╝liwe. Cisi s─ů pozbawieni w┼éadzy, ich aspiracje i ambicje ujarzmione s─ů czym┼Ť, co cz─Östo ┼Ťwiat widzi jako s┼éabo┼Ť─ç, to te wszystkie wariatki, nadwra┼╝liwcy, bojownicy straconych spraw, ci, kt├│rzy wszystko robi─ů ┼║le: pisz─ů za d┼éugie doktoraty, upominaj─ů si─Ö wci─ů┼╝ o jakich┼Ť loser├│w, s─ů permanentnymi frajerami i sami sobie s─ů winni, ┼╝e nie osi─ůgn─Öli sukcesu. To te osoby, kt├│re bywaj─ů pokazywane jako przyczyna pogorszenia ┼Ťwiata. To przez nie instytucje nie dzia┼éaj─ů, to one powoduj─ů, ┼╝e struktury ulegaj─ů erozji. To ich krucho┼Ť─ç sprawia, ┼╝e ┼Ťwiat jest gorszy, ni┼╝ m├│g┼éby, ni┼╝ powinien by─ç. To one walcz─ů nie wiadomo o co, kwestionuj─ů, nara┼╝aj─ů na szwank mark─Ö i dobre imi─Ö.

Zawsze przyszła apokalipsa

A jednak ameryka┼äski my┼Ťliciel, rabbi Michael Lerner, m├│wi, ┼╝e Raj to takie miejsce, w kt├│rym cisi wygrywaj─ů ka┼╝d─ů k┼é├│tni─Ö. A w kazaniu na g├│rze powiedziane jest, ┼╝e to oni posi─ůd─ů Ziemi─Ö. Jak to mo┼╝liwe? Trwaj─ů czasy rozpadu struktur spo┼éecznych, okre┼Ťlane przez Zygmunta Baumana jako socjologiczne interregnum: stary system spo┼éeczno-ekonomiczny nie funkcjonuje ju┼╝ nale┼╝ycie, ale ┼╝aden nowy nie pojawi┼é si─Ö jeszcze na jego miejsce. Co zobacz─ů czuwaj─ůcy, kiedy sko┼äczy si─Ö wrzawa i opadnie kurz ÔÇô kiedy d┼éuga noc interregnum dobiegnie wreszcie kresu? Jaki przedwidok tego, co zobacz─ů, m├│g┼éby ukaza─ç im si─Ö dzi┼Ť, w ┼Ťwiecie, z kt├│rego wyrugowali┼Ťmy spoczynek i cisz─Ö?

W eseju po┼Ťwi─Öconym ÔÇ×J─ůdru Ciemno┼ŤciÔÇŁ J. Hillis Miller twierdzi, ┼╝e apokalipsa jest i zawsze musi by─ç objawieniem, kt├│re zdradza samo siebie ÔÇô ods┼éoni─Öciem nieudanym, niedomkni─Ötym, skazanym na wieczne wygnanie zar├│wno z wszystkiego, co dla nas tera┼║niejsze, jak i z siebie samego. Apokalipsa jest zatem zaledwie obietnic─ů apokalipsy ÔÇô ods┼éoni─Öciem, kt├│re pozwala nam do┼Ťwiadczy─ç naszego zapomnianego na co dzie┼ä oddalenia, zobaczy─ç co┼Ť z g┼é─Öbi mroku, w kt├│rym jeste┼Ťmy pogr─ů┼╝eni ÔÇô zupe┼énie, chcia┼éoby si─Ö doda─ç, ale w┼éa┼Ťnie: je┼╝eli pomy┼Ťle─ç my┼Ťl Millera nieco dalej, czy nie oka┼╝e si─Ö, ┼╝e o ile apokalipsa musi zdradzi─ç sam─ů siebie, musi te┼╝ zdradzi─ç swoj─ů zdrad─Ö? Nawet i przeczucie czy zapowied┼║ czego┼Ť, co zawsze koniec ko┼äc├│w wymknie si─Ö wzrokowi, wystarczy przecie┼╝, by zbruka─ç jednolito┼Ť─ç czerni ÔÇô i oddali─ç nas, cho─çby o w┼éos, od tego, co chce by─ç ca┼é─ů tera┼║niejszo┼Ťci─ů, rzeczywisto┼Ťci─ů i prawd─ů.

Metafory dnia i nocy, jak i ka┼╝da opowie┼Ť─ç o ┼Ťwietle i mroku, widzeniu i ┼Ťlepocie, ka┼╝─ů Millerowi widzie─ç apokalips─Ö przez pryzmat ostrej antynomii ÔÇô i wpisuj─ů my┼Ťl w porz─ůdek czasu, kt├│ry godzi linearno┼Ť─ç i cykliczno┼Ť─ç, skazuj─ůc nas na wieczne niewidzenie: ÔÇ×Apokalipsa nigdy nie jest tera┼║niejsza. Zawsze dopiero ma nadej┼Ť─ç, i przynale┼╝y do przysz┼éo┼Ťci ÔÇô wydarzenie zarazem niesko┼äczenie odleg┼ée i minimalnie tylko oddaloneÔÇŁ.

Mo┼╝na jednak zobaczy─ç (i opowiedzie─ç) ciemno┼Ť─ç i ┼Ťwiat┼éo zgo┼éa inaczej ÔÇô cho─ç kto┼Ť, kto pragnie takiej wizji, musi chocia┼╝ na chwil─Ö odwr├│ci─ç si─Ö plecami do ┼Ťwiata krytyk├│w literackich i innych porz─ůdnych i szanowanych ludzi, aby pozwoli─ç sobie na spacer w┼Ťr├│d wyrzutk├│w, wariat├│w i dziwak├│w. Ab├¬tissez-vous: David Gascoyne, zwi─ůzany z surrealizmem angielski poeta, wyczekuje s┼éo┼äca o p├│┼énocy ÔÇô ┼Ťwiat┼éa i blasku zrodzonych z samego j─ůdra ciemno┼Ťci, z Nico┼Ťci, kt├│ra okazuje si─Ö matczynym ┼éonem, cisz─ů brzemienn─ů d┼║wi─Ökiem. Figura ta skrywa i wskazuje mysterium tremendum scenariusza inicjacyjnego, kt├│remu sam Gascoyne po┼Ťwi─Öci┼é si─Ö bez reszty ÔÇô ale te┼╝, w oczach poety, wyrasta (tak w┼éa┼Ťnie jak scena owego scenariusza) poza znaczenie jednostkowe: ÔÇ×Pozornie tylko prywatny ┼Ťwiat Ernsta bezustannie odzwierciedla to, co wydarza si─Ö w labiryncie ┼Ťwiata podziemnego naszej zbiorowej nie┼Ťwiadomo┼ŤciÔÇŁ ÔÇô pisze Gascoyne o malarstwie Maxa Ernsta. ÔÇ×Jeden z obraz├│w, kt├│re wie┼äcz─ů wystaw─Ö w Tate, nosi prosty tytu┼é: ┬źDwudziesty wiek┬╗. Na p┼é├│tnie, ponad z┼éowieszcz─ů, chaotyczn─ů i najwyra┼║niej kalcynowan─ů panoram─ů wschodzi, wci─ů┼╝ jeszcze blady i upiorny, olbrzymi bia┼éy kr─ůg, kt├│ry odpowiada jednemu z najpot─Ö┼╝niejszych symboli alchemii, S┼éo┼äcu o P├│┼énocy, ┼Ťwiadectwu ÔÇô stale dawanemu ÔÇô niemo┼╝liwej nadzieiÔÇŁ.

Nie widzimy wyzwolenia

Dla Millera niemo┼╝liwo┼Ť─ç nadziei by┼éaby niemo┼╝liwo┼Ťci─ů apokalipsy: to, co upragnione, nigdy si─Ö nie zi┼Ťci ÔÇô ba, im bardziej, rozpaczliwiej, g┼é─Öbiej jest po┼╝─ůdane, tym oczywistsze jest, ┼╝e musi zawsze by─ç nieosi─ůgalne. Gascoyne nie wpada w sid┼éa, w kt├│re wik┼éa si─Ö my┼Ťl krytyka, wybiera bowiem ┼Ťcie┼╝k─Ö zupe┼énie niewidoczn─ů dla ka┼╝dego, kto szanuje rozum i wystrzega si─Ö ┼Ťmieszno┼Ťci. Nadzieja, o kt├│rej pisze poeta, nie jest zaledwie z┼éudzeniem, bo ju┼╝ si─Ö zi┼Ťci┼éa; apokalipsa na miar─Ö tej nadziei nie b─Ödzie wiecznym uj┼Ťciem ocalenia w nieosi─ůgaln─ů przysz┼éo┼Ť─ç, bo ju┼╝ si─Ö wydarzy┼éa ÔÇô wiedza, kt├│r─ů nam daje, jest nam ju┼╝ dana, wraz z naszym ocaleniem. Oskar Mi┼éosz tak przywo┼éuje (w ÔÇ×Li┼Ťcie do StorgeÔÇŁ, przek┼éad Czes┼éawa Mi┼éosza) to, co pozwoli┼éo si─Ö zobaczy─ç, kiedy opaska na chwil─Ö zsun─Ö┼éa mu si─Ö z oczu:

ÔÇ×Ale umrzemy, Storge, i wejdziemy w ten stan b┼éogos┼éawiony, w kt├│rym nigdy nie nasycone mno┼╝enie, dzielenie i rytm znajduj─ů najwy┼╝sz─ů absolutn─ů liczb─Ö, a ka┼╝dy poemat doskona┼ée, niezmienne zako┼äczenie. To druga mi┼éo┼Ť─ç, Storge, to Elizjum Mistrza Goethego, Empyreum wielkiego Alighieri, Adramandoni dobrego Swedenborga, Hesperyda biednego H├Âlderlina. Tak, jest ju┼╝ tutaj ÔÇô ale co oznacza, Storge, to s┼éowo ┬źtutaj┬╗ ÔÇô tak, jest ju┼╝ tutaj, wewn─ůtrz tej materii wszech┼Ťwiata, niesko┼äczonej, a wi─Öc pozbawionej ruchu i miejsca. Szcz─Ö┼Ťliwy, kto w duchu afirmacji odkrywa ju┼╝ tutaj t─Ö rzeczywisto┼Ť─ç jedynie pewn─ů, t─Ö wysp─Ö Patmos, ziemi─Ö zachwytu, gdzie spe┼énienie materialnego ruchu jest odpowiednikiem nieruchomo┼Ťci niesko┼äczonej materii!ÔÇŁ

Ju┼╝ tutaj, zawsze ju┼╝ tutaj, immer schon. Gascoyne przytacza ca┼éy ten ust─Öp w swojej recenzji angielskiego przek┼éadu ÔÇ×Wierszy zebranychÔÇŁ Sikelianosa, opatruj─ůc go komentarzem, kt├│ry okazuje si─Ö s┼éawnym mottem otwieraj─ůcym ÔÇ×Howards EndÔÇŁ E.M. Forstera: ÔÇ×Only connect!ÔÇŁ (ÔÇ×Po┼é─ůczmy ogniwa!ÔÇŁ w przek┼éadzie Ewy Krasi┼äskiej).

Trudno o wi─Öksz─ů zniewag─Ö wobec zdrowego rozs─ůdku. Si Patmos est, unde malum? Co w naszym prze┼╝yciu mia┼éoby dzi┼Ť ┼Ťwiadczy─ç o tym, ┼╝e wszystko jest ju┼╝ ocalone? Je┼╝eli jest si─Ö gotowym, aby skaza─ç si─Ö na szyderstwa, ostracyzm i szale┼ästwo ÔÇô aby jak powie we wst─Öpie do ÔÇ×StorgeÔÇŁ, zbioru swoich przek┼éad├│w Oskara, Czes┼éaw Mi┼éosz, ÔÇ×wzi─ů─ç na siebie ┼Ťmieszno┼Ť─ç Don KichotaÔÇŁ ÔÇô mo┼╝na odpowiedzie─ç tak: wzory na p┼é├│tnie naszego do┼Ťwiadczenia nie uk┼éadaj─ů si─Ö nam w wybawienie dlatego tylko, ┼╝e niewiarygodnie g┼é─Öboko zakorzeniony nawyk ka┼╝e nam inaczej ┼é─ůczy─ç kszta┼éty; nie s┼éyszymy prawie nic poza zgie┼ékiem, nic poza rzadkim echem melodii, bo przywykli┼Ťmy do takiego, a nie innego kojarzenia d┼║wi─Ök├│w. W naszej plamie Rorschacha potrafimy wyczyta─ç r├│┼╝ne figury, lecz te kszta┼éty, kt├│re szybko w niej odnajdziemy i zapami─Ötamy, kt├│re narzucaj─ů si─Ö nam z moc─ů i autorytetem Realnego ÔÇô kszta┼éty krzywdy, przemocy i rozpaczy, kt├│re z ka┼╝dym dniem bardziej ÔÇ×naturalnieÔÇŁ, chcia┼éoby si─Ö rzec, wyprowadzamy z tego, co nam dane ÔÇô przes┼éaniaj─ů niemal zupe┼énie cz─Ö┼Ť─ç innych postaci i uk┼éad├│w, cz─Ö┼Ť─ç deformuj─ů i szpec─ů, wszystkie wyrywaj─ů z samych siebie i niesko┼äczono┼Ťci i naznaczaj─ů cierpieniem. St─ůd nasza okropna, ra┼╝─ůca niemo┼╝no┼Ť─ç rozpoznania w tym, co tu i teraz, wyzwolenia i osobliwego spe┼énienia, ┼Ťwiata. Napisze Gascoyne w ÔÇ×Wej┼Ťciu na ┼Ťcie┼╝k─ÖÔÇŁ: ÔÇ×Gdzie ┼╝ar nie jest przeciwie┼ästwem gnicia / Spustoszenie odwr├│conym pojednaniemÔÇŁ.

Poza labirynt udr─Öki

Je┼╝eli spojrze─ç na t─Ö niemoc wariackim okiem GascoyneÔÇÖa, oka┼╝e si─Ö, ┼╝e jej dotkliwo┼Ť─ç bierze si─Ö po cz─Ö┼Ťci z niepe┼éno┼Ťci. Wzory naszej m─Öki poprzetykane s─ů przecie┼╝ gdzieniegdzie inn─ů, jaskrawo niedobran─ů nici─ů, kt├│ra ÔÇô cho─ç porwana, cho─ç nie spos├│b zobaczy─ç jej ukrytego biegu ÔÇô obiecuje co┼Ť, co przeczy zupe┼énie wra┼╝eniu jej obco┼Ťci; w jazgocie zgrzytaj─ů tak┼╝e echa niezrozumia┼éych regularno┼Ťci. Nasze ┼╝ycie bezustannie nawiedza inne nasze ┼╝ycie; ┼Ťlady, jakie zostawiamy, to nierzadko ┼Ťlady naszych sobowt├│r├│w; odkrywamy siebie czasem w pragnieniach, je┼╝eli nie czynach, kt├│re zdaj─ů si─Ö wykracza─ç daleko poza nas ÔÇô tak bardzo, ┼╝e kiedy nimi ┼╝yjemy, wydawa─ç si─Ö nam mo┼╝e, ┼╝e jeste┼Ťmy ju┼╝ na zawsze po drugiej stronie lustra. Te ostatnie maj─ů te┼╝ to do siebie, ┼╝e m├│wienie o nich bez ironicznego dystansu niechybnie wystawi nas na po┼Ťmiewisko: s─ů przecie┼╝ tak niedorzeczne jak rojenia jednej z bezsennych, bezcielesnych, bezimiennych postaci w ÔÇ×Nocnych My┼ŤlachÔÇŁ GascoyneÔÇÖa, kt├│rej g┼éos pyta w zupe┼énej ciemno┼Ťci, czy jest kto┼Ť, kto ÔÇ×czuje, / ┼╗e i ja, jak i wy wszyscy, samotne ludzkie istoty, ┼éakn─Ö wiary, / ┼╗e samotne ludzkie istoty mi┼éuj─ů si─Ö nawzajem?ÔÇŁ Ale ostatnie zdania poematu sugeruj─ů, ┼╝e marzenia o tym, by ludzie darzyli si─Ö mi┼éo┼Ťci─ů, to marzenia, kt├│re ju┼╝ si─Ö zi┼Ťci┼éy ÔÇô cho─ç tak trudno nam to widzie─ç: ÔÇ×Przyjaciele, bli┼║ni, nie jeste┼Ťcie nam obcy. Jeste┼Ťmy sobie bli┼╝si, ni┼╝ nam si─Ö wydaje. Noc─ů pami─Ötajmy o sobie nawzajem, nawet je┼╝eli nikt z nas nie wie, jakie imiona nosz─ů pozostaliÔÇŁ.

Gascoyne, Europejczyk, zostawia odbiorcy odrobin─Ö przestrzeni na ironi─Ö; Gary Snyder, g┼é─Öboko zwi─ůzany z Azj─ů poeta ameryka┼äski, nie b─Ödzie r├│wnie wyrozumia┼éy i nie pozwoli nam zachowa─ç w ten spos├│b twarzy. Jednym z g┼é├│wnych w─ůtk├│w ÔÇ×Gospodarstwa ZiemiÔÇŁ jest opowie┼Ť─ç o heterotopijnej dzi┼Ť Wielkiej Subkulturze ÔÇô kt├│ra, wyja┼Ťnia Snyder, w Eurazji od p├│┼║nego paleolitu wci─ů┼╝ skutecznie opiera si─Ö zniszczeniu przez hegemoniczne formy kulturowe i wci─ů┼╝ uparcie przypomina, ┼╝e inny ┼Ťwiat jest zawsze mo┼╝liwy. Sednem jej paradygmatu jest zrozumienie, ┼╝e ÔÇ×matk─ů ludzko┼Ťci jest Natura, a Natur─Ö powinni┼Ťmy darzy─ç czu┼éym szacunkiem; ┼╝e istot─ů i przeznaczeniem ludzkiego ┼╝ycia s─ů rozw├│j i o┼Ťwiecenie oparte na wolno┼Ťci i samodyscyplinie; ┼╝e b├│stwo sta┼éo si─Ö cia┼éem, a cia┼éo jest boskie; ┼╝e nie tylko trzeba, aby┼Ťmy si─Ö wzajemnie mi┼éowali, ale ┼╝e ju┼╝ teraz si─Ö wzajemnie mi┼éujemyÔÇŁ. Tak jak i Gascoyne, Snyder jest przekonany, ┼╝e mi┼éo┼Ť─ç to zarazem ni─ç, kt├│ra prowadzi poza labirynt naszej udr─Öki, jak i dany nam tu i teraz kszta┼ét ┼╝ycia, jakie ju┼╝ wiedziemy poza labiryntem ÔÇô i podobnie jak Gascoyne, Snyder widzi w mi┼éo┼Ťci impuls, kt├│ry pozwala nam, w ka┼╝dej chwili, w┼é─ůczy─ç si─Ö w wysi┼éek budowania nowej kultury, na przek├│r kulturze istniej─ůcej, na obraz i podobie┼ästwo tego, czym ju┼╝ jeste┼Ťmy.

Ten trud, kt├│ry z mi┼éo┼Ťci ÔÇô erotycznej, ale te┼╝ siostrzanej/braterskiej, rodzicielskiej, spo┼éecznej i wreszcie bezwarunkowej mi┼éo┼Ťci agape ÔÇô wyrasta i szuka jej spe┼énienia r├│wnocze┼Ťnie w ┼╝yciu jednostki i ┼╝yciu wsp├│lnoty, to oczywi┼Ťcie jedna z g┼é├│wnych dziedzin projektu Wielkiej Subkultury, o┼╝ywiana na nowo wraz z ka┼╝dym kolejnym wcieleniem tej ostatniej. U schy┼éku z┼éotej ery kapitalizmu (Snyder opublikowa┼é ÔÇ×Gospodarstwo ZiemiÔÇŁ w 1969 roku) spo┼éeczna ars magna kontrkultury zasadza┼éa si─Ö na poszukiwaniu ┼╝ywych znacze┼ä i form plemienia ÔÇô kt├│re, poeta wyja┼Ťnia, kojarzy─ç nale┼╝y mniej z rdzennymi ludami Ameryk ni┼╝ z Romami, ÔÇ×grup─ů bez to┼╝samo┼Ťci narodowej i terytorialnej, kt├│rej udaje si─Ö zachowa─ç w┼éasne warto┼Ťci, j─Özyk i religi─Ö niezale┼╝nie od tego, w jakim kraju si─Ö znajdzieÔÇŁ. Wielka Subkultura jako plemi─Ö opiera si─Ö na ÔÇ×domach robotniczych, wsiach i a┼Ťramach; plemiennych gospodarstwach wiejskich, warsztatach i firmach; wielkich otwartych rodzinach; pielgrzymkach i w─Ödr├│wkach pomi─Ödzy centrami: Synteza ghandyjskiego ┬źwiejskiego anarchizmu┬╗ i syndykalizmu Robotnik├│w Przemys┼éowych ┼ÜwiataÔÇŁ.

Rewolucja ju┼╝ si─Ö dzieje

U schy┼éku p├│┼║nego kapitalizmu bardzo trudno us┼éysze─ç g┼éosy, kt├│re na powa┼╝nie szuka┼éyby korzeni radykalnego emancypacyjnego projektu spo┼éecznego w mi┼éo┼Ťci ÔÇô a je┼╝eli zdarzy si─Ö je us┼éysze─ç, jeszcze trudniej jest ich s┼éucha─ç. Wydana dwa lata temu ÔÇ×Mi┼éo┼Ť─ç rewolucyjnaÔÇŁ Michaela Lernera, rabina, aktywisty i redaktora naczelnego ÔÇ×TikkunÔÇŁ, zdaje si─Ö jednak potwierdza─ç trafno┼Ť─ç przeczu─ç Snydera, zgodnie z kt├│rymi wariackie marzenie odznacza si─Ö ┼╝ywotno┼Ťci─ů zaiste nadprzyrodzon─ů. Podobnie jak storge Oskara Mi┼éosza, mi┼éo┼Ť─ç, o kt├│rej Lerner opowiada w tym manife┼Ťcie postsocjalizmu ÔÇô czy te┼╝, jak sam autor podpowiada, ÔÇ×socjalizmu sercaÔÇŁ albo ÔÇ×duchowego socjalizmuÔÇŁ, bo jednym z kluczowych cel├│w ca┼éego przedsi─Öwzi─Öcia jest pomy┼Ťlenie socjalizmu wyzwolonego z okow├│w materializmu, scjentyzmu i redukcjonizm├│w innych ma┼Ťci ÔÇô to w swojej istocie przede wszystkim bezinteresowna czu┼éo┼Ť─ç i troska: ÔÇ×Wszystkich ludzi cechuje g┼é─Öboka potrzeba troski o siebie nawzajem jako chwilowe uciele┼Ťnienia Boga (gdzie B├│g to jedno z obecnych imion spontanicznej dobroci, mi┼éo┼Ťci i hojno┼Ťci wszech┼Ťwiata)ÔÇŁ. Troski, dopowie Lerner, jakiej nie zatrzymaj─ů i nie mog─ů zatrzyma─ç granice mi─Ödzygatunkowe, p┼éynie ona bowiem z ┼╝ywej wiedzy, kt├│rej cz─Ö┼Ťci─ů jest zrozumienie naszej nieprzebranej wsp├│┼ézale┼╝no┼Ťci.

Lerner zdaje si─Ö tu m├│wi─ç zaledwie o potrzebie, my za┼Ť u┼╝ywamy czasu ju┼╝ tera┼║niejszego ÔÇô ale sprzeczno┼Ť─ç jest pozorna, bo i dla rabina nadzieja ju┼╝ si─Ö spe┼éni┼éa. Nasza troska o siebie nawzajem jest zawsze ju┼╝ nam dana, tak samo jak mi┼éo┼Ť─ç rewolucyjna, kt├│ra ÔÇ×od zawsze by┼éa cz─Ö┼Ťci─ů naszej istoty,ÔÇŁ cho─ç stanowi dojrzalsz─ů, bardziej ┼Ťwiadom─ů i politycznie sprawcz─ů posta─ç owej troski. To wi─Öc, czego nam potrzeba, z ka┼╝dym kolejnym dniem antropocenu pilniej, to przede wszystkim ÔÇ×┼Ťwiadome odzyskanieÔÇŁ mi┼éo┼Ťci rewolucyjnej, a zatem wyj─Öcie jej z ram, kt├│re j─ů kr─Öpuj─ů i ukrywaj─ů, odebranie jej tym strukturom, narracjom i wzorcom zachowa┼ä, kt├│re nie tylko nie pozwalaj─ů ni─ů ┼╝y─ç, ale te┼╝ dbaj─ů o to, by jawi┼éa si─Ö nam jako ┼╝enuj─ůca mrzonka ÔÇô i uparte jej piel─Ögnowanie; zreszt─ů ju┼╝ owo wst─Öpne, zdawa┼éoby si─Ö, odzyskiwanie mi┼éo┼Ťci rewolucyjnej jest niczym innym jak w┼éa┼Ťnie jej praktyk─ů: wydarzenie ju┼╝ trwa, ju┼╝ bierzemy w nim udzia┼é. Wzi─Öcie ┼Ťwiadomego udzia┼éu w tych procesach jest naturalnie r├│wnoznaczne z wej┼Ťciem w bezpo┼Ťredni konflikt z obecnym porz─ůdkiem i strzeg─ůcymi go si┼éami, zapewne jeszcze zanim impuls prze┼éo┼╝y si─Ö na konieczny polityczny czyn dog┼é─Öbnej przebudowy naszego ┼Ťwiata ÔÇô kt├│rej zarysowi, lecz tak┼╝e istotnym szczeg├│┼éom, po┼Ťwi─Öcona jest lwia cz─Ö┼Ť─ç tej miejscami zadziwiaj─ůco rzeczowej ksi─ů┼╝ki; Lerner podkre┼Ťla jednak, ┼╝e zaowocuje ono tak┼╝e ÔÇ×przebudzeniem tikkun ÔÇô idealizmu, nadziei i oddania sprawie, bez kt├│rych ┼Ťwiata nie uleczy si─Ö ani nie naprawiÔÇŁ.

Tymczasem idealizm nie jest obecnie w modzie. Silni liderzy sukcesu s─ů zdania, ┼╝e ideali┼Ťci i b┼é─Ödni rycerze nadziei psuj─ů struktury spo┼éeczne. Jednak to oni sami je psuj─ů. Ideali┼Ťci co najmniej od lat 60. zajmowali si─Ö kwestionowaniem i erozj─ů, ale system├│w w┼éadzy, nie struktur spo┼éecznych. Kwestionowali nie zasady, dzi─Öki kt├│rym ┼Ťwiat spo┼éeczny jest w stanie funkcjonowa─ç jako system, lecz te ich podwaliny, kt├│re nie polega┼éy na wsp├│lnych warto┼Ťciach, tylko na ukrytej w┼éadzy, niesprawiedliwo┼Ťci i fa┼észywym przywileju. To, ┼╝e w ten spos├│b os┼éabili struktury, jest efektem zdradliwej i przemocowej dzia┼éalno┼Ťci silnych ludzi sukcesu. Za du┼╝o w podwalinach starych struktur nagromadzi┼éo si─Ö fa┼észywych i z┼éych sk┼éadnik├│w, za du┼╝o przemocy, nagiej w┼éadzy, chciwo┼Ťci. Gdyby by┼éo tam wi─Öcej podzielanych warto┼Ťci, dobra wsp├│lnego ÔÇô to kwestionowanie hierarchii i nawet nadwra┼╝liwo┼Ť─ç na niesprawiedliwo┼Ť─ç nie spowodowa┼éyby erozji i upadku. Ba, mog┼éyby by─ç ┼║r├│d┼éem o┼╝ywczego odrodzenia, krytycznej refleksyjno┼Ťci, namys┼éu nad kondycj─ů ludzk─ů i jej roli w instytucjach spo┼éecznych.

Rewolucja ju┼╝ si─Ö dzieje. Struktury ju┼╝ si─Ö krusz─ů, niszczej─ů, sypi─ů. Cicha dywersja nadwra┼╝liwc├│w to, jak chcia┼é Lerner, rewolucja mi┼éo┼Ťci, bo nadwra┼╝liwcami cz─Östo powodowa┼éy niepokoje serca, bronili spraw przegranych, ludzi niepotrzebnych, przyrody b─Öd─ůcej przecie┼╝ tylko ┼Ťrodkiem do celu. Robili to z powodu, kt├│ry w oczach ┼Ťwiata by┼é s┼éabo┼Ťci─ů, lecz dla nich by┼é najwi─Ökszym, najpot─Ö┼╝niejszym motorem, zdolnym do pokonania wszystkiego: ich niepewno┼Ťci, krucho┼Ťci, l─Öku przed odrzuceniem, marze┼ä o uznaniu i spokojnym ┼Ťwiecie. Tylko mi┼éo┼Ť─ç ma t─Ö moc. Lecz jest to tak┼╝e rewolucja cicha, bez wszechwidocznego RobespierreÔÇÖa, bez wodzowskiego Lenina. To jest rewolucja ostatnich. Zn├│w, cytuj─ůc Ewangeli─Ö Mateusza (20,16): ÔÇ×Ostatni b─Öd─ů pierwszymiÔÇŁ.

Zmiana na peryferiach

Ostatnich jest w naszym ┼Ťwiecie bardzo, bardzo du┼╝o, 99 procent populacji, czyli 7┬á722┬á000┬á000 os├│b. Je┼Ťli to oni/my mamy by─ç pierwszymi w efekcie tej rewolucji, to musi znaczy─ç, ┼╝e ustr├│j, jaki niesie, b─Ödzie ustrojem radykalnej demokracji. Zmar┼éy niedawno i nieod┼╝a┼éowany ameryka┼äsko-brytyjski antropolog David Graeber zostawi┼é nam bogaty dar przemy┼Ťle┼ä i pomys┼é├│w na organizacj─Ö takiego ustroju w ┼╝yciu codziennym. Nie wierzy┼é w beznadziej─Ö. W swojej ksi─ů┼╝ce ÔÇ×Utopia regulamin├│wÔÇŁ pisa┼é, ┼╝e nie ma w beznadziejno┼Ťci nic naturalnego. Wiele instytucji i struktur, jakie by┼éy tworzone w ostatnich dekadach, s┼éu┼╝y┼éo do tworzenia i utrzymywania poczucia beznadziejno┼Ťci, by┼éa to gigantyczna maszyna, zaprojektowana przede wszystkim do tego, by zniszczy─ç wszelkie wyobra┼╝enia o mo┼╝liwych alternatywnych przysz┼éo┼Ťciach. Wiele spo┼Ťr├│d prac Graebera przedstawia┼éo takie alternatywne przysz┼éo┼Ťci, ich zacz─ůtki w naszym obecnym ┼Ťwiecie. W szczeg├│lno┼Ťci wierzy┼é w moc idei mutualizmu, opieraj─ůcej si─Ö na anarchistycznym dzia┼éaniu oddolnym. Podobnie jak Piotr Kropotkin, przekonany by┼é o tym, ┼╝e wzajemno┼Ťci i wsp├│┼épraca s─ů inherentn─ů cz─Ö┼Ťci─ů kondycji ludzkiej. W swoim eseju o mutualizmie pisa┼é tak:

ÔÇ×To warto┼Ťciowy projekt intelektualny. Z jakiego┼Ť powodu prawie nikt nie jest zainteresowany jego wykonaniem. Zamiast bada─ç, w jaki spos├│b relacje hierarchii i wyzysku s─ů odtwarzane, odrzucane i uwik┼éane w relacje wzajemnej pomocy, jak relacje opieki staj─ů si─Ö ci─ůg┼ée ze stosunkami przemocy, ale mimo to utrzymuj─ů razem systemy przemocy, aby nie rozpad┼éy si─Ö ca┼ékowicie, zar├│wno tradycyjny marksizm, jak i wsp├│┼éczesna teoria spo┼éeczna uparcie odrzuca┼éy prawie wszystko, co sugeruje hojno┼Ť─ç, wsp├│┼éprac─Ö lub altruizm, jako rodzaj bur┼╝uazyjnej iluzjiÔÇŁ.

Graeber uwa┼╝a┼é, ┼╝e ten proces ju┼╝ si─Ö rozpocz─ů┼é, nie w spos├│b spektakularnie widoczny i daleko od pod┼Ťwietlonego mediami centrum ÔÇô raczej na peryferiach rozpadaj─ůcego si─Ö systemu. Takie peryferie przedstawiaj─ů tak┼╝e badania brytyjskiego profesora zarz─ůdzania Martina Parkera, kt├│ry bada organizacje zdecentralizowane, dzia┼éaj─ůce na zasadach anarchizmu. Wysnuwa z tych praktyk nauki dla wsp├│┼éczesnego zarz─ůdzania ÔÇô jak mo┼╝na organizowa─ç z po┼╝ytkiem dla dobra wsp├│lnego i dla og├│┼éu, nie tylko dla lider├│w i superbogatych elit. Pokazuje, jak zmiana technologiczna mo┼╝e by─ç u┼╝yta w tych celach, a nie dla wyzysku mas przez kapita┼é. Tradycja my┼Ťli anarchistycznej to prawie dwie┼Ťcie lat refleksji i pr├│b, r├│wnie┼╝ dzia┼éaj─ůcych praktyk. Takie my┼Ťlenie i dzia┼éanie na obrze┼╝ach pot─Ö┼╝nych przez tak wiele lat system├│w hierarchii i w┼éadzy, zorganizowanych wedle zgo┼éa odmiennych zasad, daje szczeg├│lne ┼Ťwiadectwo cichej i uporczywej nadziei w obliczu, zdawa┼éoby si─Ö, nieuchronnego.

Beznadzieja bowiem nie jest ani naturalna, ani nieuchronna. Jest bardzo g┼éo┼Ťna, ale to nie czyni jej sensown─ů, realistyczn─ů ani szcz─Ö┼Ťliw─ů. Szcz─Ö┼Ťliwi, beati, po cichu demontuj─ů system pogardy i opresji swoj─ů przecudn─ů ludzk─ů krucho┼Ťci─ů.

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Jeste┼Ťmy magazynem i ┼Ťrodowiskiem lewicy katolickiej. Piszemy o wykluczeniu, sprawiedliwo┼Ťci spo┼éecznej, biedzie, o wsp├│┼éczesnych zjawiskach w kulturze, polityce i spo┼éecze┼ästwie. Potrzebujemy stabilnego finansowania ÔÇô mo┼╝esz nam w tym pom├│c!
Wybieram sam/a
Ko┼Ťci├│┼é i lewica si─Ö wykluczaj─ů?
Nie ÔÇô w Kontakcie ┼é─ůczymy lewicow─ů wra┼╝liwo┼Ť─ç z katolick─ů nauk─ů spo┼éeczn─ů.

I u┼╝ywamy plik├│w cookies. Dowiedz si─Ö wi─Öcej: Polityka prywatno┼Ťci. zamknij ├Ś