Internetowy magazyn katolewicy spo艂ecznej. Piszemy o 艣wiecie, czerpi膮c inspiracje z nauki spo艂ecznej Ko艣cio艂a

Chcemy ca艂ej historii!

Prezentowanie historii jako zestawu fakt贸w i dat z 偶ycia elit nie prowadzi do prawdziwego poznania przesz艂o艣ci. Dzieje zdecydowanej wi臋kszo艣ci naszych przodk贸w s膮 na szkolnych lekcjach marginalizowane.
Chcemy ca艂ej historii!
ilustr.: Weronika Rero艅

Dzi臋ki historii mo偶emy lepiej poj膮膰 otaczaj膮c膮 nas rzeczywisto艣膰, pozna膰 rz膮dz膮ce ni膮 prawid艂owo艣ci. Jak napisa艂 Kohelet, 鈥瀗ic nowego nie ma pod s艂o艅cem鈥 (Koh 1,9). Je艣li wi臋c chcemy rozumie膰 tera藕niejszo艣膰 i czyni膰 pewne kroki w przysz艂o艣膰, musimy mie膰 w zanadrzu wnikliwy wgl膮d w przesz艂o艣膰. Wi臋cej, 艣wiadomo艣膰 w艂asnego pochodzenia jest istotn膮 sk艂adow膮 to偶samo艣ci, tak wa偶nej w dzisiejszym zmiennym 艣wiecie. Dzi臋ki historii mo偶na zatem umiejscowi膰 si臋 w rzeczywisto艣ci, okre艣li膰 swoje w艂asne indywidualne i wyj膮tkowe 鈥瀓a鈥 w艣r贸d innych os贸b i spo艂eczno艣ci.

Aby jednak osi膮gn膮膰 te istotne cele, nauczanie musi przedstawia膰 szeroki i pog艂臋biony (co nie znaczy, 偶e prze艂adowany faktograficznie) obraz przesz艂o艣ci, tak aby jednostka mog艂a si臋 w nim odnale藕膰 i zobaczy膰, sk膮d pochodzi ona, jej rodzina i ca艂e spo艂ecze艅stwo. 呕eby dobrze wykorzystywa膰 do艣wiadczenie przesz艂o艣ci, musimy j膮 poznawa膰 nie wyrwanymi wycinkami, lecz jako wielog艂osow膮 i spoist膮 ca艂o艣膰, kt贸rej kolejne cz臋艣ci z siebie wynikaj膮. Potrzebne jest spojrzenie na chwil臋 obecn膮 jako na wypadkow膮 rozlicznych czynnik贸w, a nie kilku wyselekcjonowanych w膮tk贸w. S艂owem 鈥 nie powinni艣my zadowala膰 si臋 partykularnymi rozwi膮zaniami. Czy warunek ten spe艂nia obecna forma nauczania historii w szko艂ach?

Dumne deklaracje a edukacyjna praktyka

R贸偶ne partie polityczne dochodz膮ce do w艂adzy z dum膮 deklarowa艂y, 偶e dzi臋ki nim historia otrzyma odpowiednie miejsce w szkolnych programach. Wedle tych s艂贸w uczniowie powinni otrzymywa膰 pog艂臋bion膮 i zr贸偶nicowan膮 wiedz臋. Czy tak jest w rzeczywisto艣ci? Chcia艂bym spojrze膰 na t臋 spraw臋 z perspektywy spo艂ecznej. Ot贸偶 zdecydowana wi臋kszo艣膰 polskiego spo艂ecze艅stwa jest pochodzenia ch艂opskiego. Szacuje si臋, 偶e w 1800 roku oko艂o 90% mieszka艅c贸w ziem polskich trudni艂o si臋 rolnictwem. Niemal wszyscy Polacy mog膮 wi臋c 艣mia艂o stwierdzi膰, 偶e z pochodzenia s膮 ch艂opami. Je艣li wi臋c uczniowie maj膮 by膰 nauczani historii Polski, w znacznej mierze powinna by膰 to historia widziana oczami tej grupy. Czy jest tak w rzeczywisto艣ci? Sprawd藕my!

Jako materia艂 do analizy wybra艂em cztery podr臋czniki, kt贸re powsta艂y wedle wytycznych naszkicowanych po ostatnich wyborach parlamentarnych dla o艣mioklasowej szko艂y podstawowej. Opublikowa艂y je Operon, Gda艅skie Wydawnictwo O艣wiatowe (GWO), Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne (WSiP) oraz Nowa Era. Si臋gn膮艂em po ksi膮偶ki przeznaczone dla klasy si贸dmej, w kt贸rej omawia si臋 histori臋 XIX wieku. 脫w okres by艂 niezwykle istotny dla szeroko rozumianych warstw ludowych 鈥 procesy modernizacyjne, kt贸re w贸wczas zachodzi艂y, wywar艂y niebagatelny wp艂yw na spos贸b 偶ycia ich przedstawicieli (i nie chodzi tu tylko o uw艂aszczenie). Chcia艂bym rzuci膰 okiem na to, jak we wspomnianych podr臋cznikach opisywane s膮 trzy przyk艂adowe elementy naszych dziej贸w: rabacja galicyjska w 1846 roku, emigracja zarobkowa z ziem polskich w II po艂owie XIX wieku oraz kultura ludowa, kt贸ra od czas贸w XIX stulecia jest ju偶 zjawiskiem dobrze i szeroko odzwierciedlonym w zachowanych 藕r贸d艂ach.

Bia艂e plamy

Ju偶 opis pierwszego z wybranych wydarze艅 powinien budzi膰 pewien niepok贸j. Na pocz膮tek przypomnijmy: w 1846 roku w Galicji wybuch艂o powstanie, inspirowane przez przebywaj膮cych na emigracji polskich libera艂贸w. Zach臋cani przez zaborc臋 ch艂opi 鈥 nieufni wobec powstaj膮cych szlachcic贸w, kt贸rzy zarazem w znacznej mierze byli ich ciemi臋zcami 鈥 chwycili za bro艅 i ruszyli na szlacheckie dwory, rabuj膮c je, niszcz膮c i dokonuj膮c akt贸w okrutnej przemocy.

Jedynie publikacja GWO szkicuje trudne po艂o偶enie spo艂eczno-ekonomiczne ch艂op贸w przed 1846 rokiem. Pokazuje ona tak偶e rabacj臋 jako co艣 wi臋cej ni偶 brutalny ruch wiejskiego t艂umu. Poza tym w podr臋cznikach narracja o tym wydarzeniu jest dosy膰 prosta: biedny, ciemny lud zosta艂 podjudzony przez Austriak贸w do walki z polskimi patriotami. Po cz臋艣ci jest to prawda, lecz tylko po cz臋艣ci. Ucze艅 z omawianych tu ksi膮偶ek nie dowie si臋 zazwyczaj o bardzo ci臋偶kiej sytuacji galicyjskich ch艂op贸w, kt贸ra w znacznej mierze wynika艂a z surowego traktowania ich przez pan贸w. Pomini臋ty zosta艂 tak偶e fakt, 偶e po zaj臋ciu Galicji w 1772 roku Austriacy przyczynili si臋 do poprawy losu wsi (co prawda nieznacznej i nie bezinteresownej). W zwi膮zku z tym postawa ch艂op贸w, kt贸rzy bardziej ufali Austriakom ni偶 polskiej szlachcie, nie by艂a ca艂kiem irracjonalna. Brutalnie traktowani przez pan贸w i administracj臋 dworsk膮, nie tylko nie mieli szansy wykszta艂ci膰 dojrza艂ej 艣wiadomo艣ci narodowej, kt贸ra sk艂ania艂aby ich do akcji niepodleg艂o艣ciowej, ale byli wr臋cz konsekwentnie wpychani w ramiona rz膮du zaborczego.

Nie chodzi mi w tym miejscu o usprawiedliwianie rabacji, kt贸ra by艂a trwo偶膮c膮 seri膮 czyn贸w niesamowitego okrucie艅stwa, por贸wnywaln膮 chyba tylko z rzezi膮 wo艂y艅sk膮 podczas drugiej wojny 艣wiatowej. Po prostu proponowana w ksi膮偶kach uproszczona wizja, zgodnie z kt贸r膮 鈥瀋iemny lud st艂amsi艂 szlachetny czyn dobrotliwych patriot贸w鈥, jest fa艂szywa i wpaja uczniom nieprawdziwy obraz dziej贸w.

Sp贸jrzmy na drugi przyk艂ad 鈥 emigracj臋 zarobkow膮 z ziem polskich w II po艂owie XIX i na pocz膮tku XX wieku. Podr臋czniki szkolne do艣膰 szeroko ujmuj膮 kwesti臋 tak zwanej Wielkiej Emigracji, kt贸ra opu艣ci艂a ziemie polskie po przegranym powstaniu listopadowym w obawie przed represjami. Sk艂ada艂a si臋 ona g艂贸wnie z wojskowych i intelektualist贸w, a jej liczebno艣膰 szacuje si臋 na oko艂o 8500 os贸b. Zupe艂nie nieproporcjonalna jest tu opowie艣膰 o wywodz膮cych si臋 g艂贸wnie z ch艂opstwa emigrantach zarobkowych, kt贸rzy opu艣cili ziemie polskie w nadziei na lepszy byt materialny i popraw臋 swojego losu. Wedle szacunk贸w owa fala wychod藕stwa liczy艂a w przybli偶eniu 2 000 000 Polak贸w, czyli ponad 235 razy wi臋cej os贸b ni偶 emigracja polistopadowa. Da艂a ona pocz膮tek mi臋dzy innymi licznej Polonii w Ameryce P贸艂nocnej oraz Po艂udniowej, w tym drugiemu najwi臋kszemu polskiemu miastu na 艣wiecie (chodzi tu oczywi艣cie o Chicago z jego mniej wi臋cej milionow膮 polskoj臋zyczn膮 populacj膮). Do dzi艣 polskie spo艂eczno艣ci stanowi膮 istotne elementy mozaiki kulturowej USA czy Brazylii.

Chocia偶 ka偶da z ksi膮偶ek cho膰by zdawkowo wspomina o ub贸stwie mas w Polsce, a cz臋艣膰 po imieniu nazywa n臋dz臋 galicyjsk膮, tylko jedna z nich 鈥 wydawnictwa Nowa Era 鈥 po艣wi臋ca zagadnieniu wychod藕stwa kilka g艂臋bszych zda艅 oraz prezentuje do艣膰 obszerny fragment 藕r贸d艂a historycznego, kt贸re opowiada o tym niebagatelnym problemie. Wszystkie inne podr臋czniki traktuj膮 emigracj臋 zarobkow膮 z ziem polskich jako temat nieznacz膮cy, niewart zg艂臋bienia. Miliony krewnych naszych przodk贸w spychane s膮 na margines.

Najgorzej sytuacja wygl膮da w przypadku trzeciego przyk艂adu 鈥 szeroko rozumianej kultury ludowej. O ile w ka偶dej z publikacji jest miejsce na omawianie nurt贸w tak zwanej sztuki wysokiej 鈥 od romantyzmu po M艂od膮 Polsk臋 鈥 o tyle pr贸偶no w nich szuka膰 cho膰by s艂owa o kulturze ludu. Nie znajdziemy tu opis贸w zwyczaj贸w, sposobu 偶ycia czy mentalno艣ci zdecydowanej wi臋kszo艣ci Polak贸w. A to w艂a艣nie od XIX wieku zaczyna ust臋powa膰 g艂贸wny problem wobec bada艅 nad kultur膮 ludu: deficyt 藕r贸de艂. Dzi臋ki upowszechnionej alfabetyzacji oraz polepszaj膮cej si臋 sytuacji maj膮tkowej nasi ch艂opscy przodkowie coraz cz臋艣ciej na przyk艂ad spisywali swoje wspomnienia. Od tego czasu historyk-ludoznawca ma pod dostatkiem informacji 鈥 jest co prezentowa膰 uczniom czy szerszej publiczno艣ci. Trudno chyba o lepszy moment dziejowy, by ch艂op贸w wprowadzi膰 szerzej na karty podr臋cznik贸w jako pe艂noprawnych tw贸rc贸w historii, a nie tylko biernych poddanych.

Co mo偶e wynika膰 z wadliwej edukacji?

Z powy偶szych kilku przyk艂ad贸w 鈥 a temat mo偶na by dr膮偶y膰 jeszcze bardziej 鈥 wy艂ania si臋 do艣膰 przykry obraz. Historia Polski okazuje si臋 przede wszystkim histori膮 tylko tych kilku czy kilkunastu procent Polak贸w, kt贸rzy mieli szcz臋艣cie funkcjonowa膰 w kr臋gach szeroko rozumianych elit. Pewne miejsce zajmuj膮 te偶 na kartach podr臋cznik贸w robotnicy miejscy czy niezamo偶na inteligencja, kt贸rych n臋dzne po艂o偶enie omawia si臋 zazwyczaj przy okazji opis贸w urbanizacji oraz industrializacji, ale i oni 鈥 nawet wraz z wy偶ynami spo艂ecznymi 鈥 przez przewa偶aj膮c膮 cz臋艣膰 historii naszego kraju聽pozostawali mniejszo艣ci膮 w polskim spo艂ecze艅stwie. Ch艂opi za艣, czyli wi臋kszo艣膰 naszych przodk贸w, maj膮 status persona non grata. Czy to umy艣lnie, czy nie, s膮 zepchni臋ci na margines.

Jest to szkodliwe z kilku powod贸w. Z czysto naukowego punktu widzenia ucze艅 otrzymuje wiedz臋 fragmentaryczn膮. To tak, jakby w plac贸wkach o艣wiatowych na lekcjach chemii nauczano wy艂膮cznie chemii nieorganicznej, a na lekcjach biologii 鈥 wy艂膮cznie biologii mikroorganizm贸w. Takie oddzielanie znacznej cz臋艣ci dziej贸w negatywnie odbija si臋 na mo偶liwo艣ci rozumienia proces贸w historycznych. Przyk艂ada si臋 to r贸wnie偶 do negatywnego stereotypu historii jako czego艣 odleg艂ego i nu偶膮cego, pakietu dat i nazwisk do pami臋ciowego opanowania. Prezentowana w szko艂ach wiedza 鈥 o ile nie uzupe艂ni jej w艂asn膮 inwencj膮 nauczyciel 鈥 jest wi臋c po prostu wadliwa i niekompletna. Nie daje zr贸wnowa偶onego i sp贸jnego obrazu przesz艂o艣ci. Nie wspiera w prawid艂owy spos贸b kultywowania pami臋ci o minionych epokach, a zamiast tego skazuje wielu na zapomnienie.

Po drugie, takie nauczanie historii kreuje fa艂szywy obraz 偶ycia spo艂ecznego. Zbyt silny akcent po艂o偶ony jest na warstwy zamo偶ne i prowadzon膮 przez nie polityk臋. Biedniejszych, niebior膮cych udzia艂u w 偶yciu elit czy 艣wiecie wielkiej polityki, w znacznej mierze nie dopuszcza si臋 do g艂osu. Nie pozwala si臋 im przedstawi膰 w艂asnego punktu widzenia. Prosty cz艂owiek jest tu ukazywany jako de facto nic niewart, do pomini臋cia. Kreuje to mentalno艣膰, w kt贸rej wszystko, co si臋 dzieje, wydarza si臋 na poziomie instytucji czy 鈥瀢ielkich postaci鈥. Nie ma miejsca na oddoln膮 inicjatyw臋, poszanowanie nieuprzywilejowanych czy proste, drobne indywidualne dzia艂ania. Dzieje, zamiast by膰 widziane jako proces, staj膮 si臋 kola偶em postaci i punkt贸w prze艂omowych. 呕ycie jest 偶yciem od zrywu do zrywu; od decyzji politycznej do decyzji politycznej; od wielkich wydarze艅 do wielkich wydarze艅, pomi臋dzy kt贸rymi 鈥 jak si臋 zdaje 鈥 niewiele jest rzeczy naprawd臋 wartych uwagi. Znika codzienno艣膰 i zwyczajno艣膰, tak przecie偶 kiedy艣 inna ni偶 teraz, a wi臋c domagaj膮ca si臋 obja艣nienia w procesie edukacji.

Last but not least, je艣li histori臋 rozumie膰 jako cz臋艣膰 to偶samo艣ci cz艂owieka, maj膮c膮 mu pom贸c odnale藕膰 si臋 w 艣wiecie, mamy tu do czynienia z fiaskiem. Mo偶e i ucze艅 jest w stanie wskaza膰, sk膮d wzi臋艂a si臋 Polska jako kraj, byt polityczny. Mo偶e to rodzi膰 przywi膮zanie do wsp贸lnoty wyobra偶onej narodu, przedstawionej jednak w nauczaniu w spos贸b niepe艂ny, czego efektem mog膮 by膰 b艂臋dy (na przyk艂ad skrajny nacjonalizm, wypaczony obraz spo艂eczno艣ci narodowej). Ale w艂asna rodzina ucznia? Jego w艂a艣ni przodkowie? Nar贸d nie jako abstrakcyjne poj臋cie, a konkretni, bliscy i niewyidealizowani ludzie? Jak m艂ody cz艂owiek ma si臋 w tym wszystkim odnale藕膰, je艣li nie znajdzie na kartach podr臋cznika ani s艂owa, kt贸re m贸g艂by odnie艣膰 do swojej prywatnej historii? M艂odzie偶 b臋dzie w stanie nawi膮za膰 historyczn膮 wi臋藕 z powsta艅cem, ale niekoniecznie z w艂asnym przodkiem. B臋dzie mog艂a rozprawia膰 o polityce Aleksandra Wielopolskiego czy pogl膮dach PPS-u, ale mo偶e mie膰 problemy z pokonaniem bariery reali贸w dziel膮cej j膮 od w艂asnej rodziny.

Przyk艂ad? Sam do dzi艣 pami臋tam, jak dowiedziawszy si臋 swego czasu, 偶e m贸j pradziadek je藕dzi艂 na prze艂omie XIX i XX wieku do Ameryki (jako jeden ze wspomnianej ju偶 kilkumilionowej fali emigrant贸w), by艂em 艣wi臋cie przekonany, 偶e musia艂a to by膰 przygoda 偶ycia. Wycieczka parowcem do Ameryki 鈥 c贸偶 za atrakcja! Sk膮d mia艂em wiedzie膰, 偶e robi艂 to w celach zarobkowych; 偶e czeka艂 go tam trud i zn贸j; 偶e podr贸偶 by艂a uci膮偶liwa i niebezpieczna? Przecie偶 nie ze szko艂y, kt贸ra jego i miliony mu podobnych zazwyczaj kwituje jednym wtr膮conym zdaniem. Problemy, na kt贸re wskazuj臋, s膮 bowiem聽s艂abo艣ci膮 nie tylko obecnej podstawy programowej, ale og贸ln膮 bol膮czk膮 my艣lenia o edukacji historycznej i kultywowania pami臋ci zbiorowej w Polsce (do szk贸艂 ucz臋szcza艂em ju偶 dobre kilka lat temu, zanim wprowadzono obecn膮 reform臋 edukacji). Nie nale偶y obarcza膰 g艂贸wn膮 win膮 autor贸w podr臋cznik贸w, kt贸rych ruchy s膮 w znacznej mierze skr臋powane podstaw膮 programow膮 鈥 mog膮 oni manewrowa膰 w zakresie rozk艂adania akcent贸w, ale nie clue przekazywanej wiedzy.

Patrz膮c za艣 z perspektywy polityk贸w, kt贸rzy w historii widz膮 narz臋dzie budowania wsp贸lnoty narodowej i pa艅stwowej: jak mamy si臋 trwale identyfikowa膰 si臋 z polsko艣ci膮 i prawid艂owo j膮 rozumie膰, skoro podobne dzia艂ania dotycz膮ce naszych w艂asnych przodk贸w mog膮 sprawia膰 nam wielkie trudno艣ci? Jak mam w艂a艣ciwie odnale藕膰 si臋 w 鈥瀢ielkiej鈥 ojczy藕nie, a wi臋c Polsce, skoro nawet 鈥瀖a艂a鈥 ojczyzna 鈥 moja rodzina, kt贸ra powinna stanowi膰 tu pewne ogniwo po艣rednie 鈥 mo偶e by膰 trudna do zrozumienia na przestrzeni czasu?

Chcemy ca艂ej historii!

Na widok powy偶szych niedoci膮gni臋膰, tak jaskrawo kontrastuj膮cych ze szczytnymi deklaracjami, ci艣nie si臋 na usta: chcemy ca艂ej historii! Historii, kt贸ra b臋dzie histori膮 nas wszystkich, nie tylko elit. Historii, w kt贸rej ka偶dy z nas b臋dzie w stanie znale藕膰 swoje miejsce. Historii, w kt贸rej odnajdzie si臋 nie tylko szacowny szlachcic, bieg艂y polityk czy wybitny intelektualista, ale i ubogi rolnik oraz utrudzony emigrant. Nie chodzi tu tylko o zmian臋 nauki samej dla siebie, o uczciwo艣膰 i przyzwoito艣膰 intelektualn膮, lecz tak偶e o pewn膮 ideologiczn膮 podbudow臋 pod emancypacj臋 szerokich warstw spo艂ecze艅stwa 鈥 o docenianie nie tylko tych 鈥瀢ielkich i wp艂ywowych鈥, ale tak偶e i tych 鈥瀖niejszych, prostych鈥.

Dla wiarygodno艣ci historii konieczna jest tu zmiana perspektywy: patrzenie z pozycji uprzywilejowanych nale偶y zast膮pi膰 patrzeniem z pozycji ca艂o艣ci spo艂ecze艅stwa. Nie mo偶na przystawa膰 na opowie艣膰, kt贸ra niejako wychodzi od elit i tylko o samych elitach traktuje. Je艣li聽jedynie 鈥瀢ielcy鈥 przechodz膮 do historii, to jak w naszych wsp贸艂czesnych spo艂eczno艣ciach mamy szanowa膰 鈥瀗iewielkich鈥 i zwraca膰 na nich uwag臋? Je艣li chcemy na co dzie艅 dostrzega膰 to, co proste, s艂abe i nieuprzywilejowane, to czemu nie robimy tego w szkole, chocia偶by na historii? Zwr贸cenie uwagi na tych licznych a nieznacznych, z kt贸rych si臋 w zdecydowanej wi臋kszo艣ci wywodzimy, stanowi wr臋cz ewangeliczny obowi膮zek. Przecie偶 Chrystus powiedzia艂: 鈥濻trze偶cie si臋, 偶eby艣cie nie gardzili 偶adnym z tych ma艂ych; albowiem powiadam wam: Anio艂owie ich w niebie wpatruj膮 si臋 zawsze w oblicze Ojca mojego, kt贸ry jest w niebie鈥 (Mt 18,10).

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Jeste艣my magazynem i 艣rodowiskiem lewicy katolickiej. Piszemy o wykluczeniu, sprawiedliwo艣ci spo艂ecznej, biedzie, o wsp贸艂czesnych zjawiskach w kulturze, polityce i spo艂ecze艅stwie. Potrzebujemy stabilnego finansowania 鈥 mo偶esz nam w tym pom贸c!
Wybieram sam/a
Ko艣ci贸艂 i lewica si臋 wykluczaj膮?
Nie 鈥 w Kontakcie 艂膮czymy lewicow膮 wra偶liwo艣膰 z katolick膮 nauk膮 spo艂eczn膮.

I u偶ywamy plik贸w cookies. Dowiedz si臋 wi臋cej: Polityka prywatno艣ci. zamknij