fbpx Wesprzyj nas!

magazyn lewicy katolickiej

Bóg zawsze jest pierwszy

Dzieci nie są pustymi naczyniami, które musimy napełnić intelektualną wiedzą, żeby zainicjować ich kontakt z Bogiem. Nie chodzi w nim bowiem o inicjowanie u dzieci życia duchowego, lecz towarzyszenie jego rozwojowi.
Bóg zawsze jest pierwszy
Ilustr.: Hanna Mazurkiewicz

Zanim zmierzymy się z odpowiedzią na pytanie, jak rozmawiać z dziećmi o Bogu, warto uświadomić sobie, po co w ogóle chcemy z dziećmi o Bogu rozmawiać. Co chcemy przez taką rozmowę osiągnąć?

Dobrym punktem wyjścia jest biblijna opowieść o młodym Samuelu uczącym się rozpoznawać Boże wezwanie i adekwatnie na nie odpowiadać (1 Sam 3, 1 18). Stojący u progu poznania swojego powołania prorok określony jest w tym fragmencie hebrajskim słowem na’ar, tłumaczonym jako „chłopiec” lub „młodzieniec”. Trudno więc precyzyjnie określić jego wiek. W starożytności o wieku człowieka myślano nie w latach, a w etapach wyznaczanych przez przydatność dla społeczności. W poprzednim rozdziale księgi Samuel nazywany jest na’ar już od momentu odstawienia od piersi matki (1 Sam 2, 24). Tu widzimy go na tyle samodzielnego, że może sam nocować w przybytku świątyni – pozostaje jednak wciąż zależny od przewodnictwa dorosłych. Współcześnie ten etap życia określilibyśmy więc jako dzieciństwo. Chłopiec trzykrotnie zostaje zbudzony ze snu przez tajemniczy głos wołający go po imieniu. Za każdym razem biegnie do swojego opiekuna i wychowawcy, kapłana Helego, sądząc, że to on go wzywa. Heli ostatecznie orientuje się, że to Bóg woła chłopca i pomaga Samuelowi odnaleźć się w sytuacji. Instruuje go, że ma odpowiedzieć: „Mów, Panie, bo sługa Twój słucha”.

W tej biblijnej opowieści o doświadczeniu duchowym i relacji Boga z młodym człowiekiem wyraźnie zaakcentowane jest pierwszeństwo Bożej inicjatywy. Dziecko słyszy głos Boga, lecz go nie rozpoznaje. Rolą dorosłego jest po pierwsze zinterpretowanie i nazwanie tego doświadczenia, po drugie zaś dostarczenie wiedzy o postawie, jaką należy przyjąć. Z wersetów, które nie weszły do kanonu lekcjonarzowego, wynika, że trzecim zadaniem Helego było przyjęcie z szacunkiem tego, co Bóg przekazał chłopcu, chociaż nie była to dla niego łatwa wiadomość (1 Sam 3, 11 14).

W praktyce kościelnej wydaje się przeważać niekoniecznie uświadomione przekonanie, że aby dzieci mogły w ogóle doświadczyć kontaktu z Bogiem i nawiązać z Nim relację, trzeba je najpierw napełnić odpowiednią wiedzą, a następnie z tej wiedzy odpytać. Można powiedzieć, że wychowujący się w świątyni Samuel został już włączony w przestrzeń sacrumi symboli religijnych. Jednak inne biblijne teksty wskazują na wchodzenie przez Boga w relację z dziećmi również na etapie życia płodowego (Ps 139, 13 15; Jer 1, 5; Łk 1, 41). Badania nad duchowością dzieci, w tym duchowością niemowląt i dzieci z głębokimi niepełnosprawnościami, dostarczają materiału empirycznego potwierdzającego ten przekaz biblijny. Boża inicjatywa i doświadczenie duchowe dziecka zawsze wyprzedzają wprowadzane przez dorosłych interpretacje, kategorie i nazwy.

Dzieci nie są zatem pustymi naczyniami, które musimy napełnić intelektualną wiedzą, żeby zainicjować ich kontakt z Bogiem. Wynika z tego szereg konsekwencji co do celów i sposobów rozmawiania z nimi o Bogu. Nie chodzi w nim bowiem o inicjowanie u dzieci życia duchowego, lecz towarzyszenie jego rozwojowi.

Jak zatem rozmawiać? Po pierwsze z pokorą, dostrzegając zarówno wagę, jak i ograniczenia swojej roli. Po drugie z szacunkiem i zaciekawieniem. Nasza komunikacja z dziećmi może i powinna być autentyczną rozmową, w którą warto wchodzić nie z intencją jednostronnego mówienia do dzieci, lecz z otwartością na słuchanie, umożliwiającą autentyczny dialog oraz spotkanie doświadczeń i perspektyw. Po trzecie szczerze. W tym dialogu z dzieckiem nie musimy i nie powinniśmy naszej własnej wiary pudrować ani udawać, że jest bardziej żywa i rozwinięta, niż w rzeczywistości. Nie musimy też wycofywać się z towarzyszenia dziecku, gdy nasza własna wiara jest przykurzona, w kryzysie, kiedy jesteśmy w duchowym strapieniu. W takiej sytuacji ważne będzie, aby nie epatować naszym zniechęceniem i wątpliwościami oraz nie przelewać ich na dziecko. Zamiast tego możemy przyznać, że nasza relacja z Bogiem nie jest teraz tak bliska, jak mogłaby być, że czegoś nie wiemy lub nie pamiętamy. Po czwarte, z odwagą i zaufaniem do Ducha Świętego. Jeżeli zdecydujemy się dziecku towarzyszyć i razem z nim zbliżać się do Tajemnicy, z otwartością szukając odpowiedzi na nasze pytania, możemy ufać, że Duch Święty przyjdzie z pomocą naszej słabości, oświeci nas i podsunie odpowiednie słowa.

Co więcej, możemy spodziewać się sytuacji, kiedy role się odwrócą i to dziecko stanie się naszym przewodnikiem – na przykład przez celne spostrzeżenie lub nieoczekiwane skojarzenie. Aby to się wydarzyło, konieczny jest szacunek i umiejętność interpretowania języka – nie zawsze werbalnego – jakim dzieci wyrażają swoje duchowe przeżycia i ich rozumienie. Za prostotą słów, gestów i obrazów potrafią kryć się bogactwo znaczeń i głębokie tajemnice wiary, które łatwiej jest przyjąć sercem niż intelektem. Nie powinno nas to zaskakiwać, jeśli poważnie potraktujemy słowa Pana Jezusa: aby wejść do Królestwa, musimy stać się jak dzieci (Mt 18, 2). Dodam, że konieczna jest umiejętność zachowania poufności tego, czym dzieli się z nami dziecko. Czasami oznacza to konieczność oparcia się pokusie upubliczniania wyrazów życia duchowego dzieci, które mogą nam się wydawać komiczne lub wzruszająco nieporadne.

Współpraca z Tajemnicą

Podobnie jak Heli pomógł Samuelowi zrozumieć, co się dzieje, i podpowiedział mu, jak powinien na to odpowiedzieć, rolą nas jako dorosłych towarzyszących rozwojowi duchowemu dzieci jest informowanie i wskazywanie dróg. Nasz wkład podsumowałabym w trzech punktach. Po pierwsze, dzielenie się własnym doświadczaniem i szukaniem Boga. Po drugie, dostarczanie dzieciom narzędzi do rozumienia rzeczywistości duchowej przez wprowadzanie ich w język duchowości chrześcijańskiej. Po trzecie, stopniowe wprowadzanie dzieci do miejsc i okoliczności, w których doświadczamy Bożej obecności, w praktyki, które służą budowaniu i rozwijaniu relacji z Bogiem, takie jak sakramenty, liturgia i różne formy modlitwy. Ostatni z tych punktów, czyli obecność dzieci w przestrzeniach sakralnych i podczas liturgii, jest notorycznie trudny, ponieważ wpływa na całą wspólnotę i wymaga jej współpracy. Pozostawię go poza obrębem tych rozważań, skupiając się na pierwszych dwóch.

Sposób, w jaki wprowadzimy te treści, wymaga oczywiście dostosowania do potrzeb związanych z wiekiem, etapem rozwojowym, osobowością i sytuacją dziecka. Tymczasem jeśli chodzi o sposób przekazywania treści religijnych, dobrze ma się model rozrywkowy. Stoi za nim przekonanie, że dzieci należy zabawić i przekazać im wiarę na wesoło, najlepiej hojnie posypaną cukrem, w sposób jednoznaczny i dopowiedziany, żeby nie dopuścić do nieporozumień.

Sugestywną analogią do tego sposobu dostarczania pokarmu intelektualnego i duchowego jest sytuacja opisana w książce Jamesa Nestora „Oddech”. Gdy karmimy dzieci wyłącznie miękkimi, przetworzonymi pokarmami, odbieramy ich ciału okazję do wysiłku, który naturalnie kształtuje szczękę i drogi oddechowe. Gdy środowisko staje się zbyt łatwe, ciało rozwija się w sposób nieprawidłowy, aż do konieczności późniejszych interwencji ortodontycznych i chirurgicznych. To samo możemy dostrzec w sposobie, w jaki przekazujemy dzieciom treści duchowe i religijne. Model, który nie otwiera przestrzeni na pytanie, zdziwienie i własne odkrycie, a dzieci otrzymują od nas szybkie wyjaśnienia i gotowe interpretacje nie tylko zubaża intelekt, ale też ogranicza rozwój duchowy.

W najnowszej książce Dru Johnsona pojawia się podobna intuicja dotycząca prawa biblijnego. Johnson podkreśla, że Tora nie została napisana jako kodeks w naszym współczesnym rozumieniu. To raczej materiał dydaktyczny, zaproszenie do powolnego czytania, do szukania logiki i do stawiania pytań. Tora nie ma być wyłącznie stosowana, lecz zgłębiana, aż zacznie formować sposób widzenia świata. Wymaga właśnie tego długiego intelektualno-duchowego przeżuwania, które tak łatwo pomijamy, gdy szukamy łatwych odpowiedzi i błyskawicznych efektów pedagogicznych.

Szczęśliwie w Kościele istnieją metody poświęcone towarzyszeniu rozwojowi duchowemu dzieci, które są oparte na przeciwnych założeniach. Jedną z nich jest metoda Godly Play, stworzona przez amerykańskiego teologa i pedagoga Jerome’a Berrymana. Łączy pedagogikę Montessori i pedagogikę zabawy z głęboką refleksją teologiczną. Opiera się w głównej mierze na naturalnych językach dzieciństwa, czyli opowieści i zabawie. Godly Play nie przekłada opowieści i przypowieści biblijnych na język dyskursywny, lecz pozwala doświadczać ich właśnie jako opowieści, wspartych pobudzającymi wyobraźnię i angażującymi dzieci materiałami, takimi jak „pustynia” w worku, drewniane figurki czy tajemnicze pudełka z przypowieściami. Do opowieści biblijnych dodano narracje dotyczące życia Kościoła, roku liturgicznego, sakramentów, historii Kościoła i symboliki chrześcijańskiej.

W tej metodzie osoba dorosła, zamiast oferować jednoznaczne interpretacje opowieści przy pomocy otwartych pytań zaprasza dzieci do wspólnego rozważania i zadziwiania się nimi – w sposób przypominający wprowadzenie do medytacji ignacjańskiej. Następnie uczestnicy są zaproszeni, żeby indywidualnie pobyć z opowieścią w twórczy sposób. Mogą posługiwać się dostępnymi w sali materiałami służącymi do prezentowania różnych opowieści. Mogą zajrzeć bezpośrednio do tekstu Biblii. Mogą też przy pomocy dostępnych materiałów plastycznych stworzyć własną odpowiedź na Słowo. Osoba prowadząca zajęcia jest dostępna, żeby pomóc, objaśnić sposób posługiwania się danym materiałem, opowiedzieć lub pokrótce przypomnieć związaną z nim opowieść. Na koniec nie ma żadnych komentarzy na temat prac ani nie powstaje wystawa. Prace są osobistą ekspresją twórców. Ważny jest proces, spotkanie dziecka z Tajemnicą. Spotkanie kończy wspólne sprzątanie i chwila luźnej rozmowy przy skromnym poczęstunku.

Jak widać, Godly Play proponuje coś radykalnie odmiennego od mainstreamowej edukacji religijnej. Zamiast interpretacji i formuł dzieci otrzymują opowieść, narzędzia, przestrzeń i spokojne towarzyszenie. Treść pracuje w nich powoli. Wyobraźnia, myśl i zmysły wchodzą w proces, aż moment zrozumienia wydarzy się jako wewnętrzne odkrycie. Dla osoby prowadzącej może to być frustrujące. Nie zawsze ma się przywilej oglądania owoców swojej pracy, gdyż moment olśnienia potrafi przyjść wiele godzin, dni, tygodni czy nawet lat po zajęciach. Jednak poczucia sensu dodaje świadomość, że takie doświadczenie stymuluje wzrost intelektualny, emocjonalny i duchowy.

Metoda jest przeznaczona przede wszystkim dla dzieci w wieku od 4 do 10 lat, ale z pewnymi modyfikacjami sprawdza się też u dzieci jeszcze młodszych oraz tych nieco starszych, zwłaszcza takich, które mają doświadczenie metody Montessori czy innych pedagogik opartych na opowieści i pracy z wyobraźnią. Oczywiście nie oznacza to, że w grupach młodszych zawsze wszystko idzie gładko, zwłaszcza w przypadku problemów ze skupieniem uwagi. Jednak jeśli uda się zbudować dla dzieci bezpieczną przestrzeń, można stać się świadkiem niezwykłych procesów i spotkań.

Nastolatki i dzieci w okresie przednastoletnim na etapie intensywnego treningu krytycznego myślenia na ogół dystansują się wobec tej metody, co oczywiście należy uszanować. Miałam jednak doświadczenie szkolenia przeprowadzonego na obozie leśnym dla pomocników wychowawców, będących już właściwie młodymi dorosłymi, na którym uczestnicy tak głęboko weszli zarówno w samą opowieść, jak i w proces twórczy, że sami określili swój stan jako „błogość”. Z mojej perspektywy był to czas kontemplacyjnej łaski.

Przywołuję tutaj metodę Godly Play nie po to, aby przekonywać każdego rodzica, babcię, dziadka czy wychowawcę do jej praktykowania – chociaż osoby, które poczują do tego pociąg, gorąco zachęcam. Podaję ją przede wszystkim jako inspirację do własnych poszukiwań i twórczości. Praktycy tej metody rzadko mają dostęp do pełnego repertuaru materiałów potrzebnych do wyposażenia przeznaczonego specjalnie na te cele pomieszczenia. Chętnie posiłkują się improwizowanymi materiałami, a także tworzą własne scenariusze opowieści i pytań, których nie ma wśród tych przygotowanych przez Berrymana czy kontynuującą jego dzieło Fundację. Luźniejsza inspiracja to po prostu stworzenie przestrzeni do spotkania z Bogiem przez opowieść biblijną lub dotyczącą tradycji Kościoła, wspólną refleksję przy pomocy otwartych pytań i indywidualną aktywność w ciszy, która w gruncie rzeczy jest modlitwą.

W świetle zaproszenia Pana Jezusa do tego, abyśmy stawali się jak dzieci, warto zwrócić uwagę na odkrycia psychologii, które opisują nasze najbardziej centralne „ja” przy pomocy takich jakości jak ciekawość, współczucie, zdolność do bycia w relacji i kreatywność. Te cechy, często kojarzone z dziecięcą otwartością, nie są oznaką niedojrzałości a właśnie wewnętrznej integracji. W połączeniu z odkryciami dotyczącymi ucieleśnionej natury naszego poznania, w tym teologicznego, stanowią one mocny argument za tym, byśmy również jako dorośli dawali sobie czas i przestrzeń na twórcze, ucieleśnione słuchanie Boga.

Podobnie jak czytanie dzieciom na dobranoc jest świetną okazją, aby wrócić do ulubionych książek z dzieciństwa, towarzyszenie im w różnych sposobach wchodzenia w interakcję z Bogiem może być podobną furtką do zapewnienia chwili Bożej zabawy swojemu wewnętrznemu człowiekowi, z jego dziecięcą ciekawością i kreatywnością. Opowieści o narodzeniu Chrystusa, rozmowy o symbolice bożonarodzeniowej szopki i choinki wraz z wyrastającymi z nich twórczymi działaniami i kolędowaniem mogą nas, rodziców i dziadków, ciocie i wujków, wprowadzać w miejsce spotkania z Bogiem. Warto szukać na to sposobów także w innych okresach liturgicznych.

Korzystałam między innymi z:

  1. Zarych, „Biblijny obraz dzieciństwa (dziecięctwa)”, w: „Encyklopedia dzieciństwa”;
  2. Nye, Children’s spirituality: what it is and why it matters. Londyn. Price, Susan E. (2023). Hearing the silent speak – an exploration into the silent spirituality of severely disabled children. Anglia Ruskin Research Online (ARRO);
  3. Nestor, „Oddech”;
  4. Johnson, Understanding Biblical Law: Skills for Thinking With and Through Torah”. Baker Academic;
  5. Anderson, G. Frank i in., „Przewodnik po terapii IFS. System Wewnętrznej Rodziny – praca z traumą, zaburzeniami lękowymi, depresją, PTSD i uzależnieniami”;
  6. Tanton, „Corporeal Theology: Accommodating Theological Understanding to Embodied Thinkers”.

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Od ponad 15 lat tworzymy jedyny w Polsce magazyn lewicy katolickiej i budujemy środowisko zaangażowane w walkę z podziałami religijnymi, politycznymi i ideologicznymi. Robimy to tylko dzięki Waszemu wsparciu!
Kościół i lewica się wykluczają?
Nie – w Kontakcie łączymy lewicową wrażliwość z katolicką nauką społeczną.

I używamy plików cookies. Dowiedz się więcej: Polityka prywatności. zamknij ×