Wesprzyj nas!

magazyn lewicy katolickiej

B艂ogos艂awieni, kt贸rzy si臋 smuc膮

Cho膰 smutek mo偶e by膰 dobry, mo偶e mie膰 odkupie艅czy sens, to nikt nie powinien by膰 ze swoim smutkiem sam. Jezus, kt贸ry niew膮tpliwie mia艂 s艂uszne powody do smutku, prosi艂 uczni贸w, by mu towarzyszyli.

ilustr.: Anna Libera

ilustr.: Anna Libera


Najbli偶szy ko艣ci贸艂 znajduje si臋 dwie przecznice od mojego mieszkania, przy szarej ulicy bez drzew. Wtopiony w pierzej臋, wygl膮da z pozoru jak zwyk艂a kamienica i trzeba zadrze膰 g艂ow臋, by zobaczy膰 ma艂y krzy偶 na szczycie fasady.
G艂贸wna cz臋艣膰 ko艣cio艂a dost臋pna jest tylko w czasie nabo偶e艅stw, ale przez ca艂y dzie艅 mo偶na wej艣膰 do bocznej kaplicy Matki Boskiej Bolesnej. Otwiera j膮 rano i zamyka wieczorem jedna ze starych jak 艣wiat, dobrodusznych si贸str mieszkaj膮cych przy ko艣ciele. Pami臋ta mo偶e, jak kto艣 tu jeszcze przychodzi艂.
Kaplica jest niewielka, nie wi臋ksza chyba od mojego pokoju. Z jednej strony 鈥 krata odgradzaj膮ca j膮 od reszty ko艣cio艂a, a przy kracie, na wprost migoc膮cego w oddali czerwonego 艣wiate艂ka, kl臋cznik i zeszyt na intencje. W ostatnim wpisie kto艣 prosi Boga wielkimi kulfonami o odpuszczenie grzech贸w, w poprzednim kto艣 inny, znacznie staranniej, o pomoc podczas sesji.
Po drugiej stronie 鈥 rz膮d witra偶y. Jeden przedstawia scen臋 powrotu syna marnotrawnego, inny 鈥 zmartwychwsta艂ego Chrystusa. Jest jeszcze kilka.
Na 艣cianie na wprost wej艣cia wielka rze藕biona pieta, do艣膰 udana, a obok, w gablocie 鈥 ksi臋ga z imionami parafian, kt贸rych rocznica 艣mierci przypada w danym miesi膮cu. Otwiera j膮 na odpowiedniej stronie ta sama siostra-staruszka, kt贸ra ma klucz od kaplicy.
Zapach kurzu i 艣wiec, ciep艂e, s艂abe 艣wiat艂o lamp, skrzypienie kl臋cznika, ledwie s艂yszalne odg艂osy ulicy.
Do kaplicy Matki Boskiej Bolesnej przychodzi艂em czasem z moim smutkiem i niepokojem i klepa艂em tu przez jaki艣 czas r贸偶aniec, podczas gdy moje my艣li, zamiast skupia膰 si臋 na w艂a艣nie rozwa偶anej tajemnicy, ucieka艂y zwykle do innych spraw. Cho膰 ulga jako taka zwykle nie przychodzi艂a, ci膮gn臋艂o mnie do tego miejsca, do st贸p biednej Matki pochylonej nad bezw艂adnym cia艂em Syna, kt贸ry jednak 鈥 o czym przypomina艂 nie艣mia艂o jeden z ciemnych witra偶y 鈥 mia艂 powsta膰 z martwych.
M贸j smutek nie by艂 tu nie na miejscu. I chyba niczyj by nie by艂. Przecie偶 smuci艂a si臋 r贸wnie偶 bolej膮ca Matka Boska, przecie偶 smuci艂 si臋, w Ogr贸jcu i na krzy偶u, nasz Pan. Nie do smutku wszak偶e nale偶a艂o ostatnie s艂owo, ale do nadziei i rado艣ci. Mimo rozkojarzenia, mimo wci膮偶 niespokojnych my艣li, do艣wiadcza艂o si臋 tu namacalnie tych wszystkich prostych prawd, w kt贸re tak trudno nam zwykle uwierzy膰 ca艂ym sercem: 偶e B贸g wszystko mo偶e; 偶e jest Mi艂o艣ci膮 i pragnie przede wszystkim, by艣my my kochali r贸wnie偶 bezinteresownie; 偶e trzyma nas wci膮偶 w swoich dobrych d艂oniach; 偶e kocha w nas wszystko pr贸cz grzechu, a wi臋c i p艂ochliwe nerwy, i rozkojarzenie, i b贸l g艂owy.
Z pewno艣ci膮 by艂a to w du偶ej mierze kwestia koj膮cego nastroju miejsca: 艣wiec, p贸艂mroku. Ale miejsce to nie by艂oby tym, czym jest, bez tre艣ci ukrytej w zdobi膮cych je rze藕bach, witra偶ach, obrazach: bez objawienia o Bogu, kt贸ry sta艂 si臋 cz艂owiekiem, by z nami wsp贸艂cierpie膰 i poprowadzi膰 nas ku niebu. Niebu, gdzie ka偶da 艂za zostanie otarta, ale 偶adna nie b臋dzie uniewa偶niona.
Odwa偶nie i sceptycznie
Chrze艣cija艅skie podej艣cie do smutku oznacza po pierwsze widzie膰 w nim tajemnic臋. Jedn膮 z konsekwencji wiary w pochodzenie wszystkiego od nieogarnionego, niezg艂臋bionego Boga jest bowiem to, 偶e wszystko jest troch臋 niezg艂臋bione. Tomasz z Akwinu pisze w 鈥濿yk艂adzie Sk艂adu apostolskiego鈥, 偶e nie mo偶emy w pe艂ni pozna膰 male艅kiej muchy, a przecie偶 o ile偶 bardziej jeszcze tajemnicze s膮 ludzkie sprawy, skoro cz艂owiek jest nie tylko dzie艂em Nieogarnionego, lecz tak偶e Jego obrazem.
Smutek jest tajemnic膮, ale w chrze艣cija艅stwie tajemnica to co艣, czego co prawda nie wyczerpiemy, ale do czego mo偶emy si臋 zbli偶a膰. I to wieloma r贸wnoleg艂ymi drogami, a wi臋c 鈥 w tym przypadku 鈥 i za po艣rednictwem introspekcji, i wsp贸艂odczuwaj膮c z innymi, i poprzez literatur臋, muzyk臋, czy sztuki plastyczne, i metodami r贸偶nych wsp贸艂czesnych nauk: teologii, filozofii, psychologii, medycyny, fizjologii. Wiara nie uniewa偶nia ani osobistego do艣wiadczenia, ani sztuki czy nauki, bo przecie偶 ze swej natury nie proponuje drogi na skr贸ty, kt贸ra czyni艂aby ludzkie starania zb臋dnymi 鈥 zawsze raczej oczyszcza, wspiera i dope艂nia te starania. I tak jak chrze艣cijanin te偶 musi si臋 ze smutkiem, swoim w艂asnym i bli藕nich, pokornie mierzy膰 (cho膰 nie jest ju偶 w tym mierzeniu si臋 sam), tak te偶, je艣li chce sformu艂owa膰 jak膮艣 jego teori臋, musi go rzetelnie bada膰. W kwestiach poznawczych wiara mo偶e da膰 mu jednak, opr贸cz tre艣ci Objawienia, przynajmniej dwie rzeczy: odwag臋, by przyj膮膰 ka偶d膮 odkryt膮 prawd臋, i jednocze艣nie lekk膮 doz臋 sceptycyzmu, by wszelkie ludzkie prawdy wci膮偶 weryfikowa膰 i nigdy nie 艂udzi膰 si臋, 偶e wyczerpuj膮co opisuj膮 one rzeczywisto艣膰.
Patrz膮c na histori臋 chrze艣cija艅stwa, zauwa偶ymy jeszcze jeden spos贸b, w jaki kszta艂towa艂o i kszta艂tuje ono nasze widzenie 艣wiata. Wiara poci膮ga za sob膮 pewne og贸lne zasady metodologiczne, metafizyczne ramy wszelkich docieka艅. Jedn膮 z takich zasad 鈥 b臋d膮c膮 konsekwencj膮 nauki o stworzeniu 鈥 jest owo przekonanie, 偶e wszystko jest tajemnic膮, kt贸r膮 zawsze mo偶na pozna膰 lepiej. Inn膮 鈥 r贸wnie偶 zwi膮zan膮 z wiar膮 w stworzenie 鈥 jest zasada wielopoziomowo艣ci, m贸wi膮ca, 偶e mo偶liwe s膮 r贸偶ne wyt艂umaczenia tego samego zjawiska na r贸wnoleg艂ych wobec siebie i jednocze艣nie hierarchicznie uszeregowanych poziomach. I jak za ka偶dym naturalnym zjawiskiem stoj膮 jednocze艣nie i przyczyny naturalne, i B贸g jako pierwsza przyczyna, tak r贸wnocze艣nie prawdziwe mog膮 by膰 i duchowe, i filozoficzne, i fizjologiczne uj臋cia smutku. Nie ma, a w ka偶dym razie nie musi by膰 mi臋dzy nimi 偶adnej konkurencji, nie s膮 one te偶 w prosty spos贸b komplementarne, lecz raczej 鈥 hierarchicznie r贸wnoleg艂e. Wydaje si臋, 偶e chrze艣cija艅stwo, przyzwyczajone do takich r贸wnoleg艂ych uj臋膰, a jednocze艣nie nie zgadzaj膮ce si臋 na redukcyjne przylgni臋cie tylko do jednego z nich, mo偶e pom贸c pogodzi膰 zwa艣nione strony dzisiejszego sporu o natur臋 emocji: 鈥瀎izjolog贸w鈥, widz膮cych w emocjach tylko 鈥瀞tany m贸zgu鈥 i 鈥瀉nty-fizjolog贸w鈥, uwa偶aj膮cych ten aspekt emocji za niewa偶ny.
W ostatnich dziesi臋cioleciach ogl膮dali艣my r贸wnie偶 sp贸r pomi臋dzy zwolennikami i przeciwnikami koncepcji istnienia normatywnej natury ludzkiej (esencjalistami i antyesencjalistami), kt贸ry pokrywa艂 si臋 z lini膮 podzia艂u: modernizm-postmodernizm. Moderni艣ci, dziedzice o艣wiecenia wierz膮cy w nauk臋, post臋p, w mo偶liwo艣膰 obiektywnego poznawania rzeczywisto艣ci przy u偶yciu samego tylko rozumu, obstawali zwykle przy pewnej bardzo konkretnej normie cz艂owiecze艅stwa. Jedn膮 z krystalizacji tego podej艣cia jest wsp贸艂czesna neuropsychiatria z jej ikon膮 鈥 podr臋cznikiem klasyfikacji zaburze艅 i chor贸b psychicznych DSM, w kt贸rym wyliczone s膮 symptomy wskazuj膮ce na r贸偶ne odst臋pstwa od psychicznej normy. Z kolei postmoderni艣ci, uczniowie Nietzschego, bywali z regu艂y sceptyczni wobec wszelkich statycznych standard贸w, co z kolei przek艂ada艂o si臋 na ich nieufno艣膰 wobec psychiatrii g艂贸wnego nurtu. Mimo niew膮tpliwych zalet obydwu tradycji wydaje si臋, 偶e czego艣 im brakuje.
Oto cz艂owiek
Chrze艣cija艅stwo tak偶e w tym przypadku mo偶e pom贸c wyj艣膰 poza prost膮 dychotomi臋. Natury rzeczy, w tym natura cz艂owieka, istniej膮, nie s膮 jednak 艂atwo definiowalne. Wraca tu wspomniana kwestia tajemnicy: bycie stworzonym przez Boga oznacza r贸wnie偶 partycypacj臋 w Jego 鈥瀗iepoznawalno艣ci鈥. Tyczy si臋 to zw艂aszcza cz艂owieka, kt贸ry jest Bo偶ym obrazem i kt贸ry mo偶e w pe艂ni zrozumie膰 siebie, dopiero patrz膮c na Boga-cz艂owieka, Jezusa Chrystusa. Je艣li pytamy wi臋c: 鈥濩zym, kim jest cz艂owiek?鈥, jedyna prawdziwa odpowied藕 to ta, kt贸r膮 nie艣wiadomie da艂 Pi艂at wskazuj膮c na Jezusa i wypowiadaj膮c s艂ynne s艂owa 鈥瀍cce homo鈥.
Norm膮 cz艂owiecze艅stwa nie jest wi臋c opanowany, nieczu艂y na nic mieszczanin, kt贸remu 鈥瀗ic nie dolega鈥, nie jest nim 偶aden inny statyczny idea艂, ale tajemniczy B贸g-cz艂owiek, Jezus Chrystus, id膮cy na 艣mier膰 z mi艂o艣ci. Kiedy wi臋c moderni艣ci-esencjali艣ci m贸wi膮: chorob膮 jest ka偶dy smutek, kt贸ry objawia si臋 w okre艣lony spos贸b i trwa d艂u偶ej ni偶 dwa tygodnie, a postmoderni艣ci-antyesencjali艣ci odpowiadaj膮: nie ma czego艣 takiego jak norma, a wi臋c nie ma r贸wnie偶 nienormalnego smutku, chrze艣cijanin mo偶e odpowiedzie膰: smutek jako taki, podobnie jak wszystkie inne emocje, jest dobry, bo pochodzi od Boga i nieobcy by艂 r贸wnie偶 Chrystusowi, ale mo偶e istnie膰 smutek destrukcyjny, kt贸ry utrudnia cz艂owiekowi jego rozw贸j w kierunku wyznaczonym w艂a艣nie przez Chrystusa.
Granica mi臋dzy dobrym smutkiem a patologiczn膮 depresj膮 nie jest 艂atwa do wyznaczenia, a je艣li ju偶 chcemy to zrobi膰, musimy patrze膰 nie jedynie na arbitraln膮 list臋 takich czy innych symptom贸w, ale na to, sk膮d si臋 bierze konkretny smutek i czy cz艂owiek do艣wiadczaj膮cy go mo偶e i艣膰 dalej przed siebie ku w艂a艣ciwemu celowi. Wi膮偶e si臋 to r贸wnie偶 z pozytywn膮, a nie negatywn膮 orientacj膮 tradycyjnej chrze艣cija艅skiej psychologii. Chrze艣cija艅stwo wola艂o zawsze m贸wi膰 o 鈥瀋notach鈥, czyli moralnych i psychicznych sprawno艣ciach, kt贸re musimy zdobywa膰, a nie o statycznej 鈥瀗ormie鈥, kt贸r膮 spe艂niamy lub nie jedynie w zale偶no艣ci od tego, jacy si臋 urodzili艣my.
I wreszcie ostatnia zasada metodologiczna. Wydaje si臋, 偶e w zgodzie z chrze艣cija艅sk膮 teologi膮, emocje nie powinny by膰 postrzegane jedynie jako 鈥瀞tany ludzkiej psychiki鈥, lecz raczej 鈥 w pierwszym rz臋dzie 鈥 jako co艣 istniej膮cego na zewn膮trz cz艂owieka, jakby obiektywna atmosfera towarzysz膮ca pewnym faktom, kt贸rej nie kreujemy, lecz kt贸r膮 raczej odczuwamy. W 鈥濧 Dirge鈥, pi臋knej pie艣ni 偶a艂obnej Shelleya, 鈥濽dr臋ka zbyt smutna na pie艣艅鈥 pojawia si臋 鈥瀙oniewa偶 艣wiat jest z艂y!鈥, nie ot tak, bez 偶adnej przyczyny. Id膮c jeszcze dalej, to nie tyle my smucimy si臋 z powodu jakich艣 fakt贸w, ile pewne fakty po prostu s膮 smutne. Je艣li ostatecznie smutek by艂by tylko czym艣 w naszej g艂owie, trudno by艂oby argumentowa膰, 偶e kiedykolwiek jest dobry. Je艣li jednak pewne wydarzenia, na przyk艂ad 艣mier膰 cz艂owieka, ale te偶 inne nieszcz臋艣cia spotykaj膮ce nas samych czy innych, po prostu s膮 smutne, w贸wczas dobry, adekwatny smutek jest czym艣 wskazanym: z艂otym 艣rodkiem pomi臋dzy destrukcyjn膮 depresj膮 a r贸wnie destrukcyjn膮 oboj臋tno艣ci膮.
P艂acz z tymi, kt贸rzy p艂acz膮
Chrze艣cija艅stwo to jednak nie tylko, i nawet nie g艂贸wnie, zbi贸r zasad metodologicznych, lecz tak偶e wezwanie do dzia艂ania. A gdziekolwiek spojrzymy, widzimy smutek. Niekiedy jest to smutek dobry, adekwatny. Czy jednak oznacza to, 偶e w takich sytuacjach mamy zostawi膰 naszych bli藕nich ca艂kowicie samych z tym, przez co przechodz膮? Z pewno艣ci膮 nie. Nasz Pan, cho膰 niew膮tpliwie mia艂 s艂uszne powody do smutku, prosi艂 przecie偶 uczni贸w, by mu towarzyszyli. 艢wi臋ty Pawe艂 wzywa nas z kolei do noszenia cudzych brzemion i do 鈥瀙ocieszania tych, kt贸rzy s膮 w jakiejkolwiek udr臋ce, pociech膮, kt贸r膮 doznajemy od Boga鈥. Cho膰 mo偶e istnie膰 dobry smutek, cho膰 smutek mo偶e te偶 mie膰 odkupie艅czy sens, nikt nie powinien by膰 ze swoim smutkiem, dobrym czy niedobrym, sam. C贸偶 wi臋c czyni膰?
Bez w膮tpienia mamy pomaga膰, je艣li mo偶na 鈥 zrobi膰 co艣 konkretnego z powodami danego smutku, bez w膮tpienia te偶 modli膰 si臋. Ale mo偶e przede wszystkim: by膰? Wsp贸艂odczuwa膰. 鈥濸艂aka膰 z tymi, kt贸rzy p艂acz膮鈥. Zaparzy膰 herbat臋, przytuli膰, pomilcze膰, przypomnie膰 鈥 cho膰 niekoniecznie, a mo偶e nawet bardzo rzadko, s艂owami 鈥 偶e B贸g jest Dobrym Ojcem, 偶e cho膰 s膮 zimy i jesienie, ostatnie s艂owo nale偶y do wiosny Zmartwychwstania.
Nawet smutek destrukcyjny, patologiczny, nigdy nie jest niedobry w sensie: oddalaj膮cy od Boga, odbieraj膮cy cz艂owiekowi jego godno艣膰 i warto艣膰, pozbawiony sensu. Wr臋cz przeciwnie. Wszyscy smutni, podobnie jak inni cierpi膮cy, s膮 Cyrenejczykami, pomagaj膮cymi w niesieniu Jezusowego krzy偶a. Nie znaczy to oczywi艣cie, 偶e smutku nie nale偶y ogranicza膰. Znaczy jednak, 偶e zawsze mo偶na go ofiarowa膰 Bogu i 偶e zawsze ma on sens. Jedna, najlepsza chyba, cz臋艣膰 poematu Karola Wojty艂y 鈥濸rofile Cyrenejczyka鈥 opowiada w艂a艣nie o 鈥瀖elancholiku鈥, kt贸rego krzy偶em jest 鈥瀋a艂a ta subtelna struktura, kt贸ra w granicach m贸zgu tak 艂atwo przemienia si臋 w rozstr贸j鈥. By膰 mo偶e jednym z naszych obowi膮zk贸w jako chrze艣cijan jest przypomina膰 o sensie tak偶e 鈥瀗iedobrego鈥 smutku.
Nie jeste艣my u siebie
Z dzieci艅stwa, czasu silnych, prostych, dobrych emocji, pami臋tam smutek g艂臋boki, ale wyzwalaj膮cy. Taki, kt贸ry wyciska 艂zy, i cho膰 wszystkie barwy zamienia w odcienie szaro艣ci, to jednocze艣nie nie odbiera im nic z ich nasycenia. Kt贸ry przys艂ania 艣wiat, ale tak, 偶e wszystkie kszta艂ty pozostaj膮 ostre. Teraz jednak, je艣li smutek przychodzi, jest zwykle raczej pustk膮 i niejasnym sp艂oszeniem wobec codziennych spraw ni偶 jakimkolwiek konkretnym uczuciem; raczej mg艂膮 ni偶 czarno-bia艂ym, ale przejrzystym filtrem. Wydaje mi si臋, 偶e z tych dw贸ch bardziej 鈥瀋hrze艣cija艅ski鈥 by艂 m贸j dawny smutek. Mo偶e powinni艣my zawsze stara膰 si臋, by nasz smutek by艂 smutkiem dziecka? Skoro nawet nasz Pan do艣wiadcza艂 smutku, to znaczy, 偶e nie jest on nigdy czym艣 wstydliwym. 呕e nie jest czym艣, co trzeba w sobie t艂umi膰, zwalcza膰, lecz raczej czym艣, co nale偶y intensywnie, do ko艅ca prze偶y膰.
Mo偶na chyba p贸j艣膰 jeszcze dalej i stwierdzi膰, 偶e pewna doza smutku jest po prostu nieod艂膮czna od chrze艣cija艅stwa. 鈥濨艂ogos艂awieni, kt贸rzy si臋 smuc膮, albowiem oni b臋d膮 pocieszeni鈥 鈥 m贸wi przecie偶 Jezus w Kazaniu na G贸rze. Oczywi艣cie ewangeliczna wizja 艣wiata sk艂ania raczej do rado艣ci ni偶 p艂aczu. Wierzymy, 偶e z艂o poniesie w ko艅cu pora偶k臋 i 偶e nawet 艣mier膰 zostanie pokonana. Ale p贸ki co z艂o i cierpienie przecie偶 istniej膮. Z艂o czasem tak wielkie, 偶e szale艅stwem wydaje si臋 wierzy膰, 偶e kiedy艣 w og贸le zostanie pokonane. Cierpienie czasem tak dotkliwe, 偶e 偶adne s艂owa nie s膮 w stanie go odda膰. Zamkn膮膰 na to oczy by艂oby oboj臋tno艣ci膮. Gdyby nie smuci艂 nas tak偶e grzech, to znaczy艂oby, 偶e przestali艣my rzeczywi艣cie pragn膮膰 艣wi臋to艣ci. Ra茂ssa Maritain pisa艂a za Baudelaire鈥檓 o 鈥瀙oirytowanej melancholii鈥, kt贸ra musi nam towarzyszy膰, skoro jeszcze nie jeste艣my u siebie, a dopiero wyczekujemy nowej ziemi i nowych niebios, skoro jeszcze nie jeste艣my 艣wi臋ci i wci膮偶 upadamy.
Tego, 偶e rado艣膰 i smutek mog膮 w nas wsp贸艂istnie膰, uczymy si臋 od Jezusa. Na krzy偶u nasz Pan rzeczywi艣cie smuci si臋, i to najczarniejszym mo偶liwym smutkiem, ale jednocze艣nie jest doskonale szcz臋艣liwy 鈥 i jako B贸g, i jako cz艂owiek 鈥 trwa bowiem nieustannie w komunii mi艂o艣ci z Ojcem i Duchem 艢wi臋tym. Wiemy, 偶e smutek naszego Pana w jaki艣 tajemniczy spos贸b wsp贸艂istnia艂 w Nim ze szcz臋艣ciem. I wierzymy, staramy si臋 wierzy膰, 偶e dzi臋ki Bo偶ej pomocy tak偶e i nas, nawet w najczarniejszych chwilach, nigdy nie opanuje prawdziwa rozpacz. 呕e tak偶e i my do艣wiadczymy przemieniaj膮cej mocy krzy偶a.
***
Du偶o tych nakaz贸w, kierowanych przecie偶 g艂贸wnie do samego siebie: smu膰 si臋 tak, a nie inaczej, smu膰 si臋 dobrym smutkiem i w dobry spos贸b, ufaj, wierz, miej nadziej臋, raduj si臋. Ale dla mnie chrze艣cija艅stwo 鈥 to chrze艣cija艅stwo, do kt贸rego zosta艂em powo艂any, kt贸re wci膮偶 na nowo, bezskutecznie staram si臋 ogarn膮膰 rozumem, kt贸remu co rusz zadaj臋 k艂am 鈥瀖y艣l膮, mow膮, uczynkiem i zaniedbaniem鈥, lecz kt贸re mo偶e mimo to 鈥 mam nadziej臋 鈥 samo we mnie po cichu wzrasta niczym zbo偶e na polu, czy gospodarz czuwa, czy 艣pi 鈥 a wi臋c dla mnie chrze艣cija艅stwo jest przede wszystkim pewn膮 zgod膮 na 艣wiat i na moj膮 moraln膮, psychiczn膮, fizyczn膮 i intelektualn膮 bylejako艣膰. W Kaplicy Matki Bo偶ej Bolesnej s艂ysz臋 ostatecznie zawsze tylko: kocham ci臋, ty te偶 id藕 kochaj. I tyle.
 
Tekst pochodzi z 26. numeru Magazynu Kontakt, zatytu艂owanego 鈥瀂ielone poj臋cie鈥.

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Jeste艣my magazynem i 艣rodowiskiem lewicy katolickiej. Piszemy o wykluczeniu, sprawiedliwo艣ci spo艂ecznej, biedzie, o wsp贸艂czesnych zjawiskach w kulturze, polityce i spo艂ecze艅stwie. Potrzebujemy stabilnego finansowania 鈥 mo偶esz nam w tym pom贸c!
Ko艣ci贸艂 i lewica si臋 wykluczaj膮?
Nie 鈥 w Kontakcie 艂膮czymy lewicow膮 wra偶liwo艣膰 z katolick膮 nauk膮 spo艂eczn膮.

I u偶ywamy plik贸w cookies. Dowiedz si臋 wi臋cej: Polityka prywatno艣ci. zamknij