Od dawna mówi się i pisze o potrzebie uregulowania statusu związków jednopłciowych w prawie polskim. Niestety, pomimo licznych zapowiedzi i deklaracji – również ze strony obecnie rządzących – jak dotąd niczego w tej sprawie nie udało się osiągnąć. Nawet namiastka takiej regulacji w postaci ustawy o związkach partnerskich okazała się niemożliwa do przyjęcia. Wkrótce ma być procedowany rządowy projekt ustawy o statusie osoby najbliższej – a więco randze prawnej i społecznej jeszcze niższej niż wcześniej proponowane. Czy jednak uzyska on akceptację? Prawdopodobnie nie. Polska pozostanie więc nadal jednym z nielicznych krajów Europy, w których nie istnieje żadna prawna forma uznania związków jednopłciowych.
Nie zamierzam tu wnikać ani w przyczyny, dla których tak się dzieje, ani analizować tego, skąd bierze się wrogość tak wielu polskich parlamentarzystów wobec par jednopłciowych. Chcę natomiast zwrócić uwagę na inny, znacznie poważniejszy aspekt tego zagadnienia. Po pierwsze: na skalę dyskryminacji, krzywdy i niesprawiedliwości, jaką niesie ze sobą odmowa prawa do małżeństwa osobom tej samej płci; po drugie: na to, że kwestia małżeństw jednopłciowych dotyczy nas wszystkich, również tych, którzy nie angażują się w życie polityczne, ponieważ decyduje o tym, jakim społeczeństwem i jakim państwem jesteśmy.
Dyskryminacja
Dyskusja wokół legalizacji małżeństw jednopłciowych koncentruje się zwykle na prawnym aspekcie małżeństwa, które ujmowane jest przede wszystkim jako zbiór praw, korzyści i obowiązków. W tej sytuacji nie jest zaskoczeniem, że również zwolennicy małżeństw jednopłciowych, gdy piszą lub mówią o potrzebie równości małżeńskiej, na plan pierwszy wysuwają kwestię praw, takich jak możliwość dziedziczenia, wspólnego rozliczania podatków czy organizacji pochówku partnera, oraz obowiązków, takich jak wzajemna troska i pomoc. Ich zdaniem są to właśnie te sprawy, o które należy przede wszystkim zabiegać. Takie podejście ma za sobą wiele racji i jest jak najbardziej zrozumiałe w kontekście bieżącej walki o zobowiązanie ustawodawcy do wprowadzenia równości małżeńskiej. Jednak jest to podejście niepełne.
Nie chodzi mi tu jedynie o to, że legalistyczne podejście do sporu o równość małżeńską ułatwia argumentację przeciwnikom małżeństw jednopłciowych, która sprowadza się bardzo często do stwierdzenia, że te same lub podobne prawa można uzyskać za pomocą indywidualnych instrumentów prawa cywilnego, zapisów w testamencie i tak dalej. Legalistyczne podejście jest niepełne, ponieważ małżeństwo posiada – obok wymiaru prawnego – również wymiar społeczny i aksjologiczny, i że dopiero wszystkie one razem pozwalają dostrzec, dlaczego odmowa prawa do małżeństwa parom jednopłciowym ma charakter całkowicie arbitralny, a przez to również dyskryminacyjny.
Małżeństwo jest instytucją głęboko zakorzenioną w kulturze. Niemal wszyscy mamy podobne wyobrażenie, na czym ono polega. Za główne przejawy życia małżeńskiego uznaje się: intymność seksualną, współpracę partnerów w radzeniu sobie z codziennymi i ekonomicznymi wyzwaniami życia oraz długoterminowe i ekskluzywne zobowiązanie do utrzymywania i pielęgnowania związku. Zatem zawierając małżeństwo, para przekazuje społeczności komunikat, że pragnie, aby jej związek był postrzegany w świetle powszechnie uznawanych wyobrażeń. Ważne, że komunikat „jesteśmy małżeństwem” nie tylko informuje – jest też aktem, który zmienia status pary. Co więcej, jest publiczną manifestacją ich związku, która z kolei umacnia ich pozycję w relacji do innych, zobowiązując społeczeństwo, pracodawców czy urzędników państwowych do zachowania wobec nich przyjętych form szacunku. Także z tych powodów pary jednopłciowe dążą do zawierania uznanego przez państwo małżeństwa. Mają poczucie, że tylko wtedy, gdy ich związek jest wspierany przez prawo, mogą mieć pewność, że będzie miał ogólnie zrozumiałe społeczne znaczenie, które darzy się respektem.
Aspekt aksjologiczny jest bardziej złożony. Upraszczając sprawę, jego podstawowym składnikiem jest pragnienie blisko powiązane z tym, co można nazwać zdolnością do posiadania osobistego interesu. Niezależnie od tego, jak wygląda to w konkretnym przypadku, zaspokajanie pragnień jest tym, co czyni życie sensownym, pomyślnym i wartościowym. Pragnienie zawarcia małżeństwa należy do pragnień wyższych i dość trwałych. Z perspektywy wielu osób jest postrzegane jako interes o centralnym znaczeniu dla ich pomyślności, a nawet jako warunek, by w ogóle wieść wartościowe życie. Jeśli rzeczywiście tak jest, istnieją poważne racje zobowiązujące państwo do wspierania i umożliwiania ludziom realizacji tego pragnienia, a także równie istotne racje przemawiające za tym, by prawo nie utrudniało ani nie przeszkadzało w jego urzeczywistnianiu.
Jakie wnioski powinniśmy stąd wyciągnąć? Po pierwsze, powody prowadzące do zawarcia małżeństwa są wspólne wszystkim parom: zarówno hetero-, jak i homoseksualnym. Nie sposób bowiem wskazać na żaden, który mógłby stanowić obiektywne uzasadnienie dla zróżnicowania par pragnących zawrzeć małżeństwo ze względu na ich orientację seksualną. Większość par postrzega małżeństwo zarówno w wymiarze społecznym, jak i aksjologicznym w bardzo zbliżony sposób. A skoro tak, to nie ma podstaw, żeby prawo do zawarcia małżeństwa przysługiwało wyłącznie parom heteroseksualnym.
Po drugie, pary jednopłciowe, gdy wysuwają żądanie prawnego uznania ich związków nie uchylają się od rozważań na temat celów małżeństwa oraz tego, na czym polega jego wartość społeczna. Przeciwnie – traktują te kwestie poważnie jako istotny składnik ich żądania. To na podstawie tych rozważań wskazują, że prawne uznanie ich związków jest podyktowane nie tylko szacunkiem dla ich indywidualnych wyborów, lecz również tym, że ich związki w pełni odpowiadają tym cechom, które jako ogół wiążemy z małżeństwem. Ponieważ, podobnie jak w przypadku związków osób różnej płci, chodzi im o głębokie, wzajemne zobowiązanie, połączone z intymnością, wiernością, pomocą i oddaniem – które utożsamiamy z instytucją małżeństwa i które, jak sądzimy, powinny być skutkiem jego zawarcia.
Po trzecie, odmowa prawnego uznania małżeństw jednopłciowych nie jest niewinnym błędem nieczynienia czegoś. Przeciwnie, ma realne skutki. Jest nie tylko naruszeniem zasady równości, lecz również okazaniem dezaprobaty wobec osób homoseksualnych i ich związków. Dezaprobaty, która oznacza z jednej strony wykluczenie z ważnego i definiującego obszaru życia społecznego; z drugiej – niemożliwość skorzystania z dobra, które jest warunkiem pomyślności.
Po czwarte wreszcie, tak zwane „kompromisowe” rozwiązania, w postaci ustawy o związkach partnerskich lub ustawy o statusie osoby najbliższej czy umowy o wspólnym pożyciu są równie dyskryminujące, ponieważ przenoszą związki jednopłciowe do instytucji niższego rzędu, co zawsze ma charakter wykluczający i stygmatyzujący.
Krzywda
Ochrona praw i zapobieganie krzywdzie należą do głównych celów państwa w myśl Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej z roku 1997. Artykuły 30–33 kładą na to szczególny nacisk. Tymczasem sprzeciw wobec legalizacji małżeństw jednopłciowych wydaje się kłócić z tym założeniem. Jak inaczej opisać sytuację, w której państwo w imię prawa pozbawia grupę swoich obywateli możliwości realizacji dóbr, w których mają one interes, i które mają kluczowe znaczenie dla ich ogólnej pomyślności?
Krzywda, z którą mamy tu do czynienia, nie polega jedynie na tym, że polskie prawo pozbawia osoby homoseksualne możliwości korzystania z dóbr dostępnych dla osób heteroseksualnych. Sięga ona znacznie dalej, aż do cierpienia. Jak pokazują liczne badania, brak równości małżeńskiej zmniejsza nie tylko bezpieczeństwo socjalne osób homoseksualnych czy poziom akceptacji ze strony otoczenia społecznego. Wpływa również negatywnie na ich stabilność emocjonalną, proces kształtowania tożsamości osobistej oraz poczucie sensu i przynależności.
Ale niezezwalanie parom tej samej płci na zawieranie małżeństw powoduje krzywdę kalibru poważniejszego niż ekonomiczna czy psychiczna. Polega ona bowiem – i to jest być może w tej sprawie najistotniejsze – na naruszeniu praw podmiotowych osób homoseksualnych, które, jak przyjmujemy, są posiadane w równym stopniu przez wszystkie istoty ludzkie i których respektowania można się domagać od każdej instytucji. Mam tu na myśli najbardziej podstawowe prawa, jak prawo do poszanowania wewnętrznej godności czy prawo do prywatności. Skoro osoby homoseksualne posiadają te prawa – bo chyba nikt nie ośmieli się twierdzić, że bycie osobą homoseksualną czyni kogoś mniej ludzkim – oznacza to, że mają uzasadnione roszczenie do tego, by domagać się możliwości zawarcia małżeństwa, które ma taką samą wagę prawną, społeczną i aksjologiczną jak małżeństwo par heteroseksualnych. To roszczenie nie zależy od ich cech osobistych ani od naszej opinii na ich temat.
Osoby homoseksualne są uprawnione do wysunięcia tego roszczenia dokładnie na tej samej podstawie, na mocy której uprawnione są do tego roszczenia osoby heteroseksualne, czyli ostatecznie na mocy tego, że prawo do zawarcia małżeństwa jest jednym z praw podmiotowych niezbędnych do osiągniecia pomyślności. Z tego z kolei wynika, że na polskim ustawodawcy spoczywa obowiązek respektowania tego roszczenia, a więc podjęcia odpowiednich kroków legislacyjnych, które umożliwią parom jednopłciowym zawieranie małżeństw. Obowiązek ten wiąże ustawodawcę nawet wtedy, gdy niektórzy jego przedstawiciele nie darzą osób homoseksualnych szacunkiem czy wręcz nimi gardzą.
Warto jeszcze uzmysłowić sobie cztery kwestie, o których niekiedy zapomina się w polskiej dyskusji na temat równości małżeńskiej. Po pierwsze, zobowiązanie, które ciąży na polskim ustawodawcy do zmiany prawa w kierunku równości małżeńskiej, nie jest z jego strony dobrą wolą czy łaską. Przeciwnie – powinien podjąć to działanie, ponieważ jest to winny osobom homoseksualnym z uwagi na ich uzasadnione roszczenie. Po drugie, żądanie prawa do małżeństwa przez osoby homoseksualne nie jest przejawem nadmiernych oczekiwań ani nadziei. Prawo to przysługuje im z tytułu uzasadnionego roszczenia, którego ustawodawca nie ma prawa zignorować, o ile rozumie istotę prawa i traktuje je poważnie. Po trzecie, szacunek dla osób, o którym tak często mówią przeciwnicy małżeństw tej samej płci, oznacza również szacunek dla ich praw – jedno bez drugiego po prostu nie jest możliwe. Po czwarte wreszcie, szacunek dla praw osób homoseksualnych wpływa na szacunek, jaki one same żywią wobec siebie. Dlatego odmowa prawa do małżeństwa parom tej samej płci – niezależnie od intencji – odbiera w pewnym stopniu także ten rodzaj szacunku, który jest niezbędny, aby czuć się osobą godną miłości i uznania innych. Oto krzywda, jaką wyrządza polskie prawo.
Niesprawiedliwość
Żądanie prawa do małżeństwa przez pary jednopłciowe wykracza poza domaganie się rozszerzenia istniejących uprawnień. Ma znacznie głębsze przesłanie – jest wołaniem o sprawiedliwość. Zasadniczy sens tego pojęcia w omawianym kontekście jest stosunkowo prosty. Polega on na dostrzeżeniu, że to, co ma znaczenie i wartość dla par heteroseksualnych, ma znaczenie i wartość dla par jednopłciowych albo że aspekty życia, które są istotne dla osób heteroseksualnych w wymiarze społecznym czy aksjologicznym, są tak samo ważne dla osób homoseksualnych.
To pokazuje, że sprawiedliwość – choć oparta na równości i bezstronności – wymaga czegoś znacznie więcej. Wymaga postawy aktywnej i krytycznej, a przede wszystkim zrozumienia, że uparte trwanie przy starych poglądach wcale nie chroni nas przed przyjęciem nieuzasadnionego rozwiązania; przeciwnie, jest przejawem intelektualnej bezwładności i czyni nas niepodatnymi na argumenty wskazujące nowe kierunki myślenia. Sprawiedliwość domaga się więc gotowości do zmiany stanowiska wtedy, gdy zmiana ta jest uzasadniona – zarówno doświadczeniem, jak i refleksją moralną. Tylko w ten sposób można uniknąć sytuacji, w której w imię zachowania tradycji utrwala się niesprawiedliwość i pozbawia innych tego, co słusznie im się należy.
W tej sytuacji nie może dziwić, dlaczego pojawiają się głosy, że stanowisko polskich władz wobec par jednopłciowych ma charakter w pewnym sensie rasistowski, ponieważ przypomina wrogość wobec małżeństw międzyrasowych. Ktoś mógłby powiedzieć, że taka opinia jest tyleż skrajna, co pochopna i nie ma żadnego uzasadnienia. Państwo polskie ani nie penalizuje związków homoseksualnych, ani nie miesza się w to, co ludzie robią w zaciszu swoich sypialni za obopólną zgodą. Gdzie zatem rasizm? Aby go dostrzec, warto ponownie zapytać, co tak naprawdę kryje się za odmową legalizacji małżeństw jednopłciowych. Gdy wnikliwie przyjrzymy się tej kwestii, okaże się, że jej źródła leżą w dwóch powiązanych ze sobą założeniach – z których oba są wyrazem głębokiego lekceważenia wobec osób LGBT. Pierwsze polega na przekonaniu o wrodzonej niezdolności osób homoseksualnych do korzystania z dóbr, które daje małżeństwo. Drugie zaś opiera się na założeniu, że miłość homoseksualna jest czymś z natury wadliwym, a zatem nie może być celebrowana jako wartość ani uznana przez państwo za równą miłości heteroseksualnej. Z chwilą, gdy to sobie uświadomimy, zrozumiemy, że sprawiedliwość w kwestii uznania małżeństw jednopłciowych sprowadza się właściwie do jednego: do uznania pełnego człowieczeństwa osób homoseksualnych.
Polskie środowiska konserwatywne się tym jednak nie przejmują. Z całą mocą swojego konserwatywnego zapału odwołują się do art. 18 Konstytucji RP, który w ich interpretacji stanowi, że małżeństwo jest wyłącznie związkiem kobiety i mężczyzny. Lecz, po pierwsze, istnieją inne wykładnie art. 18, które wskazują, że nie zawiera on żadnych zakazów przyznawania prawnej ochrony związkom, o odmiennej strukturze– zarówno na poziomie konstytucyjnym, a tym bardziej na poziomie ustaw zwykłych; po drugie, nawet konserwatysta – jeśli chce zachować spójność i uznaje, że ludzie mają nie tylko te prawa, które przyznaje im państwo – musi przyjąć, że to, co głosi Konstytucja, nie jest z konieczności prawdziwe i może zostać zmienione, jeśli przemawiają za tym mocne i uzasadnione racje.
W latach 90. ubiegłego wieku nasza wiedza na temat homoseksualności była bardzo ograniczona. Wszyscy, łącznie z osobami LGBT, dopiero uczyliśmy się, że skłonności homoseksualne nie są pokusą niemoralnego życia, że nie stanowią wymysłu Zachodu ani przejawu ideologii obcej „normalnemu” człowiekowi, lecz są integralną częścią ludzkiego życia, a ich tłumienie prowadzi do zaburzeń lękowych, depresji czy myśli samobójczych. Nic dziwnego, że Konstytucja napisana w tamtym czasie nie uwzględniła explicite małżeństw osób tej samej płci. Dziś wiemy na ten temat znacznie więcej. A mimo to wciąż wielu nie chce lub nie potrafi dostrzec, że „oni” są tacy sami jak „my”.
Postulat
Trudno jednoznacznie odpowiedzieć, dlaczego jako ogół wciąż nie potrafimy pojąć i przyjąć do wiadomości, że pary jednopłciowe potrafią doświadczyć miłości małżeńskiej i że są zdolne – tak samo jak większość par heteroseksualnych – wypełniać wszystkie zobowiązania, jakie nakłada na nie instytucja małżeństwa. Być może dzieje się tak dlatego, że „nasi opiekunowie” wciąż karmią nas uprzedzeniami i stereotypami? A może, mimo zewnętrznego wyzwolenia, nie wydobyliśmy się jeszcze z niedojrzałości i wcale nie mamy odwagi – by użyć słów Kanta z jego słynnej rozprawy na temat Oświecenia – „posługiwać się swym własnym rozumem”. Po prostu udajemy Europejczyków, podczas gdy w rzeczywistości jesteśmy leniwi i wolimy, aby wszystko pozostało po staremu, nie bacząc na to, że czasy się zmieniły i to, co było akceptowalne dawniej, dziś jest nie do przyjęcia.
Czy można coś zrobić, by zmienić ten stan rzeczy i sprawić, abyśmy – zarówno jako społeczeństwo, jak i jako państwo – potraktowali kwestię równości małżeńskiej nie tylko poważnie, ale i z pełnym zaangażowaniem? Zazwyczaj odpowiedź na to pytanie brzmi: tak, można to zrobić, potrzeba tylko więcej edukacji. Wiedzy o tym, że możliwe jest życie małżeńskie – może nieco inne niż to, które dotąd znaliśmy – a mimo to wartościowe i zasługujące na szacunek. W sumie podzielam to podejście. Ale nie sądzę, by sama wiedza wystarczyła, zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę fakt, że wrogość wobec homoseksualności u wielu osób wynika ze ślepej niechęci, która nie stanowi wyrazu żadnego przekonania, którego zasadność należałoby rozważyć. Wniosek z tego jest zatem taki: potrzebna jest zmiana prawa. Jak pokazują przykłady państw, w których małżeństwa osób tej samej płci są legalne – postęp dokonuje się dzięki zmianom w prawie. To prawo musi wyprzedzać, a nie podążać za zmianą społeczną.

