W zielonej trawie przygranicznych pól wschodniej Polski leżą prostokątne pakunki owinięte w czarny, zielony i biały plastik. Przyniósł je tu wiatr – z niewielkim wsparciem sąsiada, Białorusi. Pakunki przedostają się na terytorium Unii Europejskiej i NATO przyczepione do balonów meteorologicznych. Co znajdziemy w środku? Papierosy, często po kilkaset paczek na jeden rzut.
Znaleziska takie odnotowywane są od miesięcy; na przykład w gminie Kowale na wschodzie Polski, mniej więcej 60 kilometrów od granicy. Kilka miesięcy temu polska straż graniczna natknęła się tam w polu na balony, do których przyczepiono około 1500 paczek papierosów – nieposiadających, rzecz jasna, banderolek. Dwie osoby zostały zatrzymane. Tego samego dnia, w oddalonej o 80 kilometrów Klimówce, odnaleziono kolejne 3 tysiące paczek, a w trzeciej lokalizacji – dodatkowe 1500.
Służby wyceniają wartość tych trzech rzutów na około 100 tysięcy złotych – ale straty dla budżetu państwa zdają się być tu najmniej istotnym problemem. Przemytnicze balony niosą ze sobą większe zagrożenie: zakłócają ruch powietrzny. W Litwie coraz częściej odwoływane są loty rejsowe, co wpływa negatywnie na komfort podróżnych i mieszkańców. Rząd w Wilnie zdecydował się ostatnio wprowadzić z tego powodu stan wyjątkowy. Ale problem ten dotyczy obecnie wszystkich państw członkowskich Unii i NATO, które graniczą z Białorusią.
Największy lęk: balony-intruzi nie są jedynie narzędziem przemytników, ale zostały tu wysłane w wyniku politycznej kalkulacji. Litwa otwarcie oskarża reżim Aleksandra Łukaszenki. Polska, Litwa i Łotwa pozostają w stanie podwyższonej gotowości w obliczu rosnącej liczby naruszeń przestrzeni powietrznej przez rosyjskie drony i myśliwce.
Jednak jak realne jest zagrożenie ze strony balonów, jakie kalkulacje stoją za ich użyciem – oraz jakie działania mogą podjąć państwa członkowskie NATO i Unii?
Jak realne jest zagrożenie?
Problem balonowego przemytu istnieje od lat, zmienia się jednak jego skala. Ponieważ przygraniczne państwa UE wzmocniły w ostatnich latach granice z Białorusią i Rosją, częściowo także wznosząc mury, przemytnicy papierosów, którzy wcześniej prowadzili swoją działalność drogą lądową, coraz częściej decydują się na skorzystanie z drogi powietrznej.
– Wypełniony helem bądź wodorem balon przemytniczy może wzbić się na tyle wysoko, by spokojnie przekroczyć granicę, a jednocześnie na tyle nisko, by nie zostać wychwyconym przez radary – wyjaśnia fiński ekspert Aki Lilja z firmy Vaisala.
Balony meteorologiczne są zazwyczaj wyposażone w sondy radiowe, które zbierają dane meteorologiczne. Vaisala, dla przykładu, produkuje takie zaawansowane technologicznie urządzenia pomiarowe do badania wilgotności, temperatury i ciśnienia powietrza, a także prędkości i kierunku wiatru.
Jedno z takich urządzeń Aki Lilja pokazuje mi podczas rozmowy wideo. Waży zaledwie sto gramów.
– Przeznaczeniem balonu meteorologicznego jest, co do zasady, wyniesienie do stratosfery właśnie czegoś takiego – wyjaśnia – Balony i sondy radiowe są skonstruowane w ten sposób, żeby nie stanowić żadnego zagrożenia dla samolotów. Jednak gdy znajdzie się w nich inny ładunek, ten rachunek się zmienia.
To nie sam balon stanowi niebezpieczeństwo, ale jego zawartość – i owszem.
Jak wyjaśnia Lilja, kontrola lotów co do zasady powinna wykrywać balony i inne nietypowe obiekty latające. Z tego powodu wypadki zdarzają się rzadko – choć tylko dlatego, że w takich sytuacjach ruch lotniczy zostaje natychmiastowo wstrzymany.
– To skrajnie nieodpowiedzialne, by transportować ciężki ładunek napędzanym przez wiatr balonem.
Dodać należy, że z ziemi nie widać, co tak naprawdę znajduje się w przyczepionych do balonów pakunkach. Linas Kojala, stojący na czele litewskiego think–tanku Geopolitikos ir Saugumo Studijų Centras (Centrum Geopolityki i Studiów o Bezpieczeństwie, GSSC) mówi wprawdzie, że scenariusz, w którym balony zawierają materiały wybuchowe, nie jest najbardziej prawdopodobny – problem jednak w tym, że nie da się go wykluczyć.
Kojala podkreśla też koszty, które ponoszą lotniska i linie lotnicze:
– Chociaż straty finansowe nie są może porażające, całość stanowi dla naszego kraju ryzyko wizerunkowe.
Poza tym: skala zjawiska rośnie.
– Ataki te nabrały geograficznie znacznie większego wymiaru – mówi Vilmantas Vitkauskas, kierujący litewskim Narodowym Centrum Zarządzania Kryzysowego – nie jest to już jedynie wewnętrzny problem Litwy, a raczej wyzwanie dla całego regionu.
Incydenty wzmagają również niepokój w społeczeństwie. Ankieta przeprowadzona w połowie listopada przez Vilmorus, litewski instytut badania opinii publicznej, wykazała, że czterech na dziesięciu Litwinów czuje się z powodu balonów mniej bezpiecznie niż wcześniej.
Lilja objaśnia, w jaki sposób doszło do tego, że balony wykorzystuje się do przemytu.
– Balon wznosi się z prędkością mniej więcej pięciu metrów na sekundę. Zwyczajne balony osiągają przy samodzielnym wznoszeniu wysokości rzędu 30-35 kilometrów. Przemytnicy manipulują wysokością przelotu poprzez odpowiednie dostosowanie poziomu wypełnienia zbiornika gazu oraz wagi ładunku, co sprawia, że balon niesiony jest przez wiatr w poziomie.
Nadawca nie ma jednak pełnej kontroli nad tym, gdzie balon opadnie na ziemię; z tego powodu pakunki wyposaża się w nadajniki GPS. Mimo to, dostawy nie zawsze trafiają ostatecznie do swoich adresatów.
Jakie kalkulacje za tym stoją?
Przemyt papierosów ma już w Białorusi pewną tradycję. Badacze z włoskiego centrum kryminologicznego Transcrime już w 2016 roku stwierdzili, że Rosja i Białoruś należą do największych dostawców nielegalnych papierosów w UE. Wysokie opodatkowanie tego towaru prowadzi do znacznych różnic cenowych, co czyni przemyt wyjątkowo opłacalnym.
Kojala upatruje powody zwrotu w kierunku przemytu balonowego we wprowadzonych w ostatnich latach na zewnętrznych granicach UE środkach bezpieczeństwa.
– Transgraniczny przemyt za pomocą balonów z pewnością nie jest najbardziej wydajnym rozwiązaniem – mówi – ale zdaje się, że ostatnim z możliwych.
Ostatnim z możliwych, ale nadal niezwykle rentownym, jak dowodzi śledztwo polskiego Biełsatu. Koszt jednego balonu, wliczając gaz i nadajnik GPS, zamyka się w około trzystu pięćdziesięciu dolarach. Według raportu opartego na wypowiedziach byłego przemytnika oraz funkcjonariusza białoruskiej straży granicznej, pojedynczy lot może przynieść zysk rzędu tysięcy euro.
Lilja podejrzewa jednak, że balony mogą być wyprodukowane z tanich materiałów:
– Nie wyglądają one jak typowe balony meteorologiczne, które widzimy w Europie. Podobne znaleźć można na przykład w chińskich sklepach internetowych.
I faktycznie: na portalach typu Alibaba czy AliExpress, balony takie jak te znalezione w Polsce, kosztują po około 15 euro za sztukę. Według dystrybutora z Zhejiang, mają one „prosty, ale solidny” design.
Powyższe nie musi jednak oznaczać, że to prywatni gracze dominują na tej arenie, jak podkreślali w 2016 roku badacze z Transcrime. Beneficjentem procederu może być między innymi największa białoruska fabryka tytoniu, GTF Neman. Fabryka znajduje się w Grodnie, przy granicy z Polską – i stanowi własność państwową. UE widzi w tym przedsiębiorstwie, do którego należy od 70 do 80 procent całego białoruskiego rynku tytoniowego, jedno z największych źródeł dochodu dla reżimu Łukaszenki.
Jak uważają zachodni eksperci, pewną rolę odgrywać mogą także geopolityczne czynniki. Kojala tłumaczy, jak trudne dla Białorusi jest porównanie z sąsiadami – Polską, Litwą i Łotwą. Państwa te od lat zarzucają Białorusi celowe przerzucanie migrantów przez granice Unii Europejskiej w celu jej destabilizacji.
Również Kojala podejrzewa pewien związek ze wspomnianą fabryką papierosów:
– To wszystko musi cieszyć się przynajmniej milczącym przyzwoleniem ze strony władz.
Nie można założyć, że idzie tu o działalność czysto przestępczą.
– Coś musi łączyć ten proceder ze służbami – mówi – Łukaszenka mógłby przecież ukrócić przemyt, ma do tego władzę. Ale tego nie robi.
Raport Biełsatu podąża tym samym tropem: według litewskich przekazów, w jedną tylko październikową niedzielę w stronę Wilna zmierzało około sześćdzięsięciu balonów, z czego czterdzieści w stronę obszarów krytycznych dla lotnictwa. Biełsat cytuje przy tym byłego funkcjonariusza straży granicznej:
– Sześćdziesiąt balonów meteorologicznych naraz to coś zupełnie innego niż robota zwykłych przemytników, oni działają przecież w konspiracji. W ich interesie nie leży wzbudzanie zainteresowania.
Zdaniem przedstawicieli litewskiego lotnictwa, balony startowały w regularnych odstępach i nawigowane były precyzyjnie na pasy startowe.
Twórcy raportu Biełsatu wspominają o podwójnym celu: działania te mają „jednocześnie przynosić reżimowi znaczne dochody oraz stanowić formę ataków hybrydowych na sąsiadów z UE i NATO”.
Jakie działania mogą podjąć UE i NATO?
To wszystko stawia przed władzami nowe wyzwania; lokalne służby zdają się na razie skupiać na zabezpieczaniu balonów. Policja w Olsztynie deklaruje, że większość zgłoszeń dotyczących balonów pochodzi jak do tej pory od mieszkańców. Funkcjonariusze za każdym razem zabezpieczają znalezisko, ustalają tożsamość obiektu i badają jego pochodzenie. Komendy policji, podobnie jak ta w województwie warmińsko-mazurskim, same wzywają mieszkańców do tego, by informować ich o podejrzanych znaleziskach. Polskie i litewskie organy meldują o kolejnych zatrzymaniach, chociaż, jak podkreśla Kojala, w większości przypadków dotyczą one jedynie odbiorców towarów.
Ze względów bezpieczeństwa Litwa zmuszana jest do zamykania lotniska w Wilnie nawet do kilku razy w tygodniu, ponieważ miasto leży tylko 30 kilometrów od granicy. Niektóre loty bywają przekierowywane do położonego dalej Kowna. Niedawno w reakcji na balony meteorologiczne zamknięta została na kilka tygodni cała granica z Białorusią. Ryga, podobnie jak Warszawa, leży dalej w głębi terytorium swojego kraju.
Publiczne naciski zdają się nie odnosić zamierzonych efektów. Wilno traktuje zwyżkę w liczbie wlatujących balonów jako „ataki hybrydowe”, które dają się prześledzić z powrotem do Mińska. Na początku grudnia, po formalnym wezwaniu przedstawiciela Białorusi w Brukseli, komentarza udzieliła również szefowa Komisji Europejskiej, Ursula von der Leyen, stwierdzając, że sytuacja na granicy z Białorusią ulega zaostrzeniu.
Białoruś kontruje te oświadczenia. Miński MSZ wezwał na dywanik litewskiego chargé d’affaires i zarzucił mu, że Litwa posłała szpiegowskie drony nad tytoniową fortecę w Grodnie.
Jak zdradziła pod koniec października premier Inga Ruginienė, Litwa, najbardziej dotknięta tymi incydentami, może uciec się do zestrzeliwania balonów. Wojsko przyznaje jednak, że nie posiada jeszcze do tego odpowiednich narzędzi. Rząd nie wyklucza również wykorzystania artykułu 4. NATO, który przewiduje wezwanie państw-stron do pilnych konsultacji w sytuacji zagrożenia bezpieczeństwa jednego z nich.
Sprawujący władzę na Białorusi Łukaszenka odpiera wszystkie zarzuty. Zamknięcie granicy przez Litwę opisuje jako „obłąkane zagranie”, jak donosi białoruska państwowa agencja informacyjna Biełta.
– To małostkowy ruch, nawet jak na kraj tak mały, jak Litwa – oświadczył dyktator.
To jeszcze nie koniec problemów Unii, a przynajmniej takie jest zdanie jednego z byłych przemytników cytowanego przez Biełsat:
– Wraz z zimą nadszedł wiatr wschodni. Balonów będzie jeszcze więcej.
Z języka niemieckiego przełożyła Gabriela Kingston.

