Dla nas dzień wszystkich świętych dla Serbów, od 2024 też nierozłącznie kojarzony ze śmiercią. Tego dnia, o godzinie 11:52, zatrzymały się rozbite zegarki osób oczekujących na dworcu w Nowym Sadzie. Jego remont zakończył się w lipcu 2024, w związku z modernizacją magistrali Belgrad-Budapeszt. Był częścią wielkiego planu chińskiej działalności w Europie, mającego na celu odtworzenie Jedwabnego Szlaku, pod nową nazwą: „Jeden pas i jedna droga”.
1 listopada runęła wiata, zabijając szesnaście osób. Najmłodsza, Sara, miała 6 lat. Najstarszy, Duro, miał 77.
Ta tragedia wywołała serię niefortunnych wydarzeń dla obozu władzy.
22 listopada studenci Wydziału Sztuk Dramatycznych w Belgradzie rozpoczęli pierwszą okupację, niedługo późniejich śladami poszły kolejne uniwersytety. 27 stycznia doszło do blokady jednej z głównych arterii Belgradu, w której wzięło udział około stu tysięcy osób. 15 marca miała miejsce największa od czasów Slobodana Miloševicia manifestacja. Na ulice wyszło blisko trzysta tysięcy osób. Później napięcie tylko rosło.
Solidarność Młodych
Stwierdziłem, że muszę tam pojechać.
Belgrad wydaje się inny niż reszta miast w takich momentach. Na widok policji ludzie nie pierzchają w popłochu w pierwszą z brzegu bramę ani nie udają, że wpisują pin do domofonu. Wszystko jest jakby uśpione. Mimo że to trwa już prawie rok. To, czyli jedna z największych fal i strajków w Europie XXI wieku.
Wychodzę z kamienicy i kieruję się w stronę uniwersytetu. Przed sobą widzę obraz, charakterystyczny dla postkomunistycznych metropolii. Mieszają się przede mną wszystkie europejskie style architektoniczne. Modernizm, socrealizm, klasycyzm. Są nawet ruiny z czasów ostatniej wojny. Wszystko, niestety, raczej zaniedbane i odrapane. Mijam Shop&Go, to taka tutejsza Żabka. Po drugiej stronie ulicy atakuje żółty neon kasyna. Idę dalej, na rogu koło uniwersytetu skręcam w prawo i znowu mijam relikty starego świata. W podziemnym przejściu trafiam na sklep z grami komputerowymi oraz kafejkę internetową.
Serbia jest jak kapsuła czasu, można zobaczyć to, co u nas odeszło wraz z poprzednim systemem. Szulernie na każdym kroku, duże ilości alkoholu na stołach i wszechobecne papierosy. Od ich zapachu nie da się uwolnić, niezależnie w którą uliczkę skręcisz i na której ławce usiądziesz.
Pod gmachem Wydziału Inżynierii Mechanicznej można w doskonały sposób zaobserwować dualizm serbskiego społeczeństwa. To wewnętrzne rozdwojenie pomiędzy Wschodem a Zachodem widoczne jest w dyskursie protestu. Dysydenci, którzy z jednej strony obierają kierunek europejski, z drugiej często przypominają o krzywdach wyrządzonych społeczeństwu przez Zachód w 1999 roku. Można pomyśleć, że operacja Allied Force wcale nie zakończyła się w 1999 roku, bo na murach nadal widoczna jest walka między NATO a siłami wschodu. Obie strony debatują. Salami są ściany, erudycją spraye. Graffiti zajmują niemal wszystkie dostępne z chodnika powierzchnie budynku.
Idąc w stronę starego miasta, mijam radiowóz stojący na środku ulicy. Opierający się o niego policjant nie przejmuje się za bardzo tym, co dzieje się dookoła. Głośna muzyka i tłumy ludzi zebranych przed modernistycznym gmachem zupełnie go nie interesują. Spogląda pusto przed siebie, czyli robi dokładnie to, przeciw czemu zebrani . Wiedzą, że ta bezrefleksyjność doprowadziła ich kraj na skraj, nie mogli dalej unikać odpowiedzialności.
Głównym problemem Serbii jest władza, a dokładnie jej struktura. Do partii rządzącej SNS (Serbska Partia Postępowa) należy około ośmiuset tysięcy osób. Nie jest to przepis na działające europejskie państwo.
Tłum zgromadził się pod V Belgradzkim gimnazjum. Mijam je i wchodzę do restauracji naprzeciwko.
Widzę szary pięciokondygnacyjny gmach o prostej formie, który na fasadzie ma tylko jeden oryginalny napis: ПРВА ЖЕНСКА РЕАЛНА ГИМНАЗИЈА (Pierwsze Żeńskie Gimnazjum Realne). Jedyny, bo uczniowie dodali własne banery, plakaty i wlepki. To nie wandalizm z ich strony – to sygnał, że rozpoczęli okupację.
Protestujący tłum, który obserwuję, to uczniowie gimnazjum. Organizatorzy strajku oprócz fizycznego zajęcia szkoły zajmują się też czymś trwalszym, czymś, co w Polsce poznaliśmy podczas stanu wojennego. Forma jest jednak inna. Msze za Ojczyznę w dzisiejszych realiach możemy uznać za podobne do działań wychowanków Piątki. Nielegalne msze księdza Popiełuszki gromadziły tłumy ludzi, wśród których budowała się wspólnota zarówno religijna, jak i narodowo-patriotyczna. Dyskoteki organizowane w okupowanej szkole de facto transkrybują tę drugą funkcję wspomnianych nabożeństw. Zbierają rówieśników i w sposób przystępny oraz w miarę bezpieczny budują zalążki społeczeństwa obywatelskiego.
Inną formą działań prowadzonych przez uczniów są blokady. Organizowane przez protestujących w całej Serbii trwają 16 minut, od 11.52. Zaistniały pod hasłem 16 minuta tsine. Miały na celu upamiętnienie ofiar tragedii w Nowym Sadzie. Piątka również je organizuje. Okoliczna młodzież przychodzi tłumnie.
Wracam tam dwa dni później.
– Wyjaśnij proszę, kim jesteście i co robicie? – pytam dziewczyny, z którą umówiłem się na wywiad. Siadamy pod sceną wielkiej sali teatralnej „Piątki”.
– Jesteśmy uczniami piątego liceum w Belgradzie. Blokujemy naszą szkołę, uniemożliwiamy prowadzenie zajęć i normalne funkcjonowanie placówki.
– Dlaczego to robicie? Czy tak jak w zeszłym roku wasze protesty są podyktowane sytuacją w kraju i chęcią wsparcia innych strajkujących?
– Nie, teraz chodzi tylko o sytuację w naszej szkole. Nie chcemy, aby ktoś wysłany przez ministerstwo kontrolował i rujnował naszą szkołę, co nowa dyrektorka robi, odkąd tylko się pojawiła.
W czerwcu zwolniła trzydziestu naszych profesorów. We wrześniu zatrudniła nowych nauczycieli, którzy nie mają odpowiednich kompetencji. Zawiesiła też trzech kolejnych nauczycieli i szkolnego psychologa. To samo chciała zrobić też z niektórymi uczniami.
Danka Nešović, bo tak nazywa się nowa dyrektorka, dostała namaszczenie samego prezydenta w wypowiedziach medialnych.
– Dlaczego zdecydowaliście się na tak radykalny krok?
– W tym roku po raz pierwszy w historii uczniowie dołączyli do blokad – opowiada. – Wszystko zaczęło się od uniwersytetów. Potem akcję postanowiły wesprzeć szkoły średnie. Jesteśmy młodymi ludźmi, za kilka lat niektórzy z nas będą mieli prawo głosu. Chcemy się angażować i wiedzieć, co się dzieje.
– A jak to wyglądało ze strony technicznej? – dopytuję. – Uczniowie byli jednomyślni?
– Mieliśmy coś, co nazywamy plenum. To spotkanie wszystkich uczniów. Zagłosowaliśmy i wszyscy razem podjęliśmy decyzję.
– Teraz też jesteście wszyscy?
– To zależy. Nie jestem pewna, ile dokładnie nas jest. Ale zmieniamy się. Jedna osoba może spać przed szkołą i być tam całą noc, druga przyjdzie w ciągu dnia. Ktoś zawsze tu jest. Dostosowujemy do tego nasze plany.
– Jaki jest wasz zwykły dzień?
– Przed szkołą mamy namioty, do których ludzie przynoszą nam jedzenie i napoje. My tam też zawsze jesteśmy. Gramy w siatkówkę, piłkę nożną, czasem w karty. Dzisiaj wieczorem będzie DJ. Po prostu spędzamy czas przed szkołą. Ktoś gra na gitarze… To bardzo ważne, bardzo, żeby było nas dużo. Dzięki temu dyrektorka nie może wezwać służb, które mogłyby próbować pozbyć się nas siłą. Albo kogoś w masce, kto przyszedłby w środku nocy.
Studentki z Wydziału Inżynierii Mechanicznej opowiadały mi o sytuacjach tego typu. W sierpniu we Vrbas na północy kraju protestujący pod budynkami SNS zostali zaatakowani przez zamaskowanych ludzi uzbrojonych w kije i pałki. To była również moja największa obawa w okolicach uniwersytetów oraz „Pety” czyli „Piątki”.
– Do tej szkoły chodziło wielu najsłynniejszych serbskich pisarzy, poetów, tancerzy i tancerek baletowych, malarzy – mówi dalej moja rozmówczyni. – Znana jest jako najbardziej wymagająca i jedna z najlepszych w całym kraju. Chcą ją zamknąć. Właśnie przeciwko temu walczymy
Wychodzimy z sali teatralnej. Kierujemy się w dół i skręcamy do „koszar” protestujących. W sali – niegdyś lekcyjnej, teraz regeneracyjnej – na ziemi leżą materace, które zajęły miejsca ławek. Te ostatnie jednak też nie marnują swojego rewolucyjnego potencjału. Nie służą co prawda do budowania barykad, ale stoją pod ścianami jedna na drugiej i gromadzą śpiwory i poduszki.
Sięgam po aparat.
– Mogę zrobić zdjęcia?
– Ale tylko tak, żeby nie było na nich nikogo widać.
Ta wzmożona ostrożność podyktowana jest stosunkiem władzy do protestujących. Rząd, oprócz represji, na przykład finansowych lub zwolnień stosowanych przeciwko nauczycielom i profesorom, rozwiązań siłowych wobec demonstrantów, stosuje też radykalną retorykę. Sam prezydent Aleksandar Vučić nazywa opozycjonistów „terrorystami”.
Przechodzimy do następnej klasy. Tutaj ławki również walczą o zaszczytne miano terrorystów. Ułożone w rzędach przypominają teraz bardziej punkty zbiórki pomocy dla Ukrainy na początku 2022 roku. Wyłożone jedzeniem, piciem, środkami higienicznymi wydają się zdecydowanie większe.
Rozstajemy się przy wejściu do budynku. Tak jak mówiła moja rozmówczyni, przed szkołą zgromadziło się wielu uczniów. Pozbijani w grupy i grupki zachowywali się jak na przerwie. Nie przypominali jednego z najważniejszych punktów oporu na mapie Europy.
Okupacja zakończyła się po 42 dniach. Uczniowie, cały czas działający pod presją, otrzymali informację ze strony ministerstwa, że na stanowisko dyrektora „Pety” zostanie ogłoszony nowy konkurs. To skłoniło ich do wstrzymania działań.
24 listopada wrócili do ławek. Decyzję o zakończeniu blokady podjęto na plenum, czyli tam, gdzie postanowiono rzucić rękawicę systemowi. Za kontynuacją: 483 uczniów, przeciw 532. Na swoim Instagramie napisali: „Zrobiliśmy swoje. Teraz czas, żebyście i wy zrobili swoje” – zwrócili się do obserwujących.
Koniec okupacji szkoły nie oznacza oczywiście końca historii uczniów piątego liceum. Mają wrócić do ławek w modelu hybrydowym, w różnych szkołach. Stało się to mimo sprzeciwu rodziców. Kolejną konsekwencją wystosowaną wobec uczniów (choć może powinniśmy nazwać to wprost – represją o podłożu politycznym), było wydłużenie dnia szkolnego. – W placówkach edukacyjnych będą przebywać od 8 do 18 – donosi „Vreme”.

