fbpx Wesprzyj nas!

magazyn lewicy katolickiej

Arabskie pieśni w sercu Europy

Syryjski muzyk Wassim Mukdad uciekł z Damaszku w 2014 roku. Do Berlina trafił parę dni przed zaostrzeniem kontroli ruchu migrantów. Jego sukces artystyczny to wizytówka twórczego potencjału, który kryje się w ludziach uciekających do Europy przed wojną, głodem, prześladowaniami.
Arabskie pieśni w sercu Europy
Wassim Mukdad, zdj.: Anton Tal

Instrument, na którym gra Wassim, ma obły kształt, siedem strun i zakrzywioną na zewnątrz główkę. Można go z łatwością pomylić z lutnią, bo różni się od niej właściwie tylko brakiem progów na gryfie i eliptycznym otworem rezonansowym. Wydaje z siebie rzewne dźwięki, zdradzające jego orientalny rodowód, ten zaś kontrastuje z wnętrzem oklejonej zdjęciami kuchni. To w niej muzyk grywa teraz koncerty dla widzów na Facebooku; pandemia koronawirusa całkowicie ograniczyła możliwość innych występów. Jego instrument nazywa się ud i cztery lata temu przybył z właścicielem do Niemiec z ogarniętej wojną Syrii, wcześniej przemierzając Turcję i wody Morza Egejskiego. Teraz zdobywa nową publiczność w Berlinie.

W pokrętny sposób przyjazd do Niemiec to dla Wassima powrót do „ojczyzny”. Urodził się w Niemieckiej Republice Demokratycznej, w Lipsku, gdzie jego ojciec pracował nad doktoratem. Do Syrii przyjechał, mając cztery lata, nie znając dobrze ani niemieckiego, ani arabskiego, za to z wyczulonym uchem – już wtedy ćwiczył grę na pianinie. Kiedy więc na samym początku naszej rozmowy mówi mi: „Moim ojczystym językiem jest muzyka”, brzmi to może nieco górnolotnie, ale niewątpliwie ma w sobie dużo prawdy.

Teraz, w cztery lata od swojego powrotu do Europy, Wassim ma wszelkie prawo, by nazywać się pełnoetatowym muzykiem. Współpracuje z kilkoma grupami (Berlin Oriental Group, Babylon Orchestra czy Kayan Project), udziela się w inicjatywach pomagających innym imigrantom, prowadzi warsztaty. To niezły wynik, zważywszy na to, że w Niemczech zaczynał od jam sessions, a jego pierwszy profesjonalny występ w Berlinie, w ramach koncertu charytatywnego, trwał zaledwie piętnaście minut. To wynik jeszcze lepszy, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że Wassim przybył do kraju o diametralnie innej kulturze, nie znając języka, jako uchodźca z kraju, w którym od dziewięciu lat toczy się jeden z najkrwawszych konfliktów XXI wieku.

Koncerty zamiast wystrzałów

O swojej ucieczce przed wojną domową w Syrii Wassim opowiada raczej zdawkowo. „To nie jest wyjątkowa historia”, mówi o trzech latach spędzonych w ogarniętym konfliktem Damaszku. Gdy rozpoczęły się walki pomiędzy siłami Baszara al-Asada a opozycją, zaczął pomagać w dostawach sprzętu lekarskiego, a później sam został lekarzem polowym. Przez długi czas wierzył, że arabska wiosna zmieni jego ojczyznę na lepsze, ale gdy walki zaczęły się przedłużać i idee demokratyzacji kraju odeszły na dalszy plan, przestał się łudzić, że rewolucja wprowadzi go w pokojową przyszłość.

Muzyki jednak nie odpuścił. W Damaszku zdarzały się spokojniejsze okresy i wówczas Wassim wraz z innymi artystami grywał na koncertach przygotowywanych przy pomocy UNICEF-u, lokalnego Czerwonego Krzyża, czy UNRWA, Agencji Narodów Zjednoczonych Pomocy Uchodźcom Palestyńskim. Brał też udział w warsztatach dla najmłodszych uchodźców, dla których wspólny śpiew w chórach stał się jedną z metod radzenia sobie z traumą wojny. „Muzyka łączyła ludzi o podobnym światopoglądzie społecznym”, wspomina. „Samo jej istnienie w tamtym czasie pełnym cierpienia pomagało nam wszystkim – nie tylko publiczności, ale i mnie”.

W ogarniętej wojną domową Syrii Wassim wytrzymał trzy lata. W tym czasie był czterokrotnie zatrzymywany – trzy razy przez asadowskie służby bezpieczeństwa i raz przez Dżabhat an-Nusrę, ugrupowanie będące wówczas de facto lokalnym odłamem Al-Kaidy. Gdy siły reżimu wtrąciły go na miesiąc do prowizorycznego więzienia po tym, jak próbował uciec z jednej z oblężonych dzielnic, podjął decyzję o wyjeździe do Turcji.

Granicę przekroczył 21 marca 2014 roku, w kurdyjskie święto Newroz, tradycyjnie wyznaczające początek nowego roku. Osiedlił się w Gaziantep – mieście z największą po Stambule społecznością uchodźców z Syrii – i założył tam Hayal Band, składający się z ośmiu Turków i czterech Syryjczyków. Grupa grała klasyczne tureckie i arabskie melodie, w których przeplatały się często dwa różne języki. Przekaz był prosty – patrzcie, jesteśmy z innych krajów, mówimy inaczej, a mimo to potrafimy razem tworzyć sztukę – i potrzebny, bo w latach 2014 i 2015 odbywały się w Turcji wybory, odpowiednio, prezydenckie i parlamentarne. Nietrudno się domyślić, że część ugrupowań konserwatywnych postanowiła oprzeć swoje kampanie na obietnicach „rozwiązania” kwestii uchodźców.

Hayal Band odniósł parę sukcesów (grupa grała w wielu tureckich miastach, pojawiła się również w publicznej telewizji), ale Wassim nie chciał zostawać w Turcji. „Byliśmy traktowani jak goście, a to nie jest termin prawny”, mówi o sytuacji uchodźców. „Nie jesteś obywatelem, nie otrzymujesz zbyt wiele pomocy od państwa”. Do tego doszła radykalizacja poglądów w stosunku do Syryjczyków i autorytarne skłonności Recepa Tayyipa Erdoğana. W marcu 2016 roku, na parę dni przed wejściem w życie umowy pomiędzy Turcją a Unią Europejską, na mocy której uchodźcy przekraczający unijną granicę w nielegalny sposób mieli być zawracani, Wassim wraz z siedmioma przyjaciółmi przepłynął Morze Egejskie i trafił na Lesbos.

Berlin wije się w bliskowschodnich rytmach

Ud towarzyszyło mu oczywiście w całej tej odysei; potrafiło nawet pomóc. Na Lesbos zaprzyjaźnił się z miejscowymi, którzy zatrzymali się, aby posłuchać jego muzyki, i zdobył tym samym darmowy transport na lotnisko. W Augsburgu, gdzie osiedlił się na chwilę, by przygotować się do dalszej podróży do Berlina, zorganizował sobie koncert – po którym para słuchaczy zaproponowała mu, że podwiezie go do stolicy. „To zawsze był swego rodzaju sposób na komunikację, na przełamanie lodów”, tłumaczy. „Jeżeli potrafisz zrozumieć moją muzykę, to nie musisz rozumieć mojego języka ani pochodzenia”.

Wassim miał przy tym nieco szczęścia. Jeszcze w Damaszku studiował w Wyższym Instytucie Muzycznym, gdzie poznał zarówno klasykę muzyki arabskiej, jak i europejskiej. „Mogę wykorzystywać te europejskie elementy, by zmniejszyć dystans pomiędzy miejscem, z którego pochodzę ja, a kulturą, do której należą moi słuchacze”, przyznaje. Poza tym, ze względu na niecodzienny kształt, samo ud przyciąga sporo uwagi, dzięki czemu powstaje przestrzeń do dyskusji z zaciekawioną publiką. Sam Wassim też miał od początku pomysł na to, jak zaintrygować lokalną publiczność, i rozpoczął wraz ze swoją ówczesną żoną projekt „Podróż przez Orient”, przedstawiający ewolucję muzycznych tradycji w krajach arabskich na przestrzeni ostatniego półtora wieku.

Z czasem podobne inicjatywy zaczęły się namnażać. Zresztą Wassim nie jest wybredny co do gatunków i inspiracji: dołączył już do jazzowego trio z dwójką niemieckich muzyków, grupy łączącej w sobie pieśni arabskie i żydowskie, orkiestry miksującej orientalne i europejskie brzmienia oraz ekipy adaptującej utwory Franza Schuberta na ud, kemancze (irański instrument smyczkowy) i pianino. Dodatkowo prowadzi zajęcia na Berlińskim Uniwersytecie Sztuk Pięknych, gdzie wcześniej przychodził jako wolny słuchacz. Grywa także w Komische Oper Berlin, teatrze operowym, w którym pomagał wystawiać między innymi „Muzykantów z Bremy”. W baśni tej cztery zwierzęta uciekają z gospodarstw przed niedolą lub śmiercią i postanawiają zacząć zarabiać na życie jako muzycy. Analogia wprost bije po oczach.

Oczywiście pomaga sama natura Berlina, od dawna będącego miastem różnorodnych kultur, ze słabością do wszelkich przejawów artystycznej ekspresji. Jest tutaj wielu twórców o rozmaitym pochodzeniu, zresztą nawet ci „rodowicie niemieccy” są znacznie bardziej skorzy do eksperymentowania z wpływami spoza własnego kraju. Wassim i jego ud nie mogą więc narzekać na brak zainteresowania, a dotychczasowe doświadczenia mężczyzny ze współpracy z lokalną sceną artystyczną są niemal wyłącznie pozytywne. „Niekiedy – zaznaczam, bardzo rzadko – nie jesteś w pełni szanowany. Nie jesteś pełnoprawną częścią zespołu, jesteś swego rodzaju egzotycznym smaczkiem. Z czasem można to jednak zmienić”, twierdzi.

Można też zmienić zdecydowanie więcej. Dorobek Wassima to jeden z wielu przykładów twórczości syryjskich uchodźców, która powstaje w berlińskim krajobrazie kulturowym i wtapia się w niego, ale jednocześnie jest w pełni świadoma swoich korzeni. Dla muzyków oznacza to łączenie europejskich tradycji muzycznych z melodiami z Bliskiego Wschodu; dla artystów sztuk wizualnych – odwołania do wojny i spustoszenia, jakie ze sobą niesie; dla poetów – wspomnienia pozostawionej ojczyzny. „Kryzys migracyjny” doprowadził do tego, że w wielu europejskich miastach pojawiły się nowe, inne źródła artystycznej ekspresji, za nic mające lokalne konwenanse. A Berlin aktywnie wspiera ten proces i przy pomocy licznych instytucji daje uchodźcom platformę do prezentowania swojej twórczości i dzielenia się nią z miejscową publiką.

Sztuka zinstytucjonalizowana

W stolicy Niemiec na szczęście nie brakuje inicjatyw, które oddawałyby głos migrantom. Czasami wydarzenia te organizują miejscowe instytucje, jak istniejące od ponad wieku Muzeum Sztuki Islamskiej czy Werkstatt der Kulturen, umożliwiające nowo przybyłym osobom uczestnictwo w warsztatach skupiających się na międzykulturowej wymianie doświadczeń. Od podobnych zajęć na stołecznym Uniwersytecie Sztuki zaczynał Wassim, który początkowo pojawił się na uczelni jako wolny słuchacz, by wkrótce samemu zacząć prowadzić kursy.

Ale migranci także potrafią zadbać o własne interesy w kwestiach artystycznej reprezentacji. Najlepszym przykładem na to jest działalność położonej w centrum Berlina biblioteki Baynatna. Miejsce to stanowi największy w mieście zbiór arabskojęzycznych książek, oferuje również tytuły po niemiecku i angielsku, daje też artystom, w szczególności pisarzom i poetom, przestrzeń do zaprezentowania swojej twórczości. Baynatna to dziś jedna z wizytówek kulturalnej aktywności migrantów w stolicy Niemiec, a także przykład niezwykłej solidarności: biblioteka powstała wyłącznie z ofiarowanych jej dzieł (założyciel, Muhannad Quaiconie, stracił swoje zbiory podczas ucieczki z Aleppo), jej umeblowanie to z kolei prezent od stołecznego Uniwersytetu Technicznego.

Po skromnych początkach instytucja rozwinęła skrzydła i dziś trudno ją nazwać wyłącznie „biblioteką dla migrantów”. „To miejsce dla wszystkich, miejsce wymiany kulturowej”, tłumaczył Muhannad w rozmowie z Agencją Narodów Zjednoczonych do spraw Uchodźców. „Możemy uczyć się od siebie nawzajem. Jeśli istnieje coś takiego jak integracja – to właśnie jest to”.

Chociaż Wassim już wypracował sobie solidną renomę, nadal bierze udział w projektach kierowanych do uchodźców, teraz jednak raczej w roli prowadzącego. Wśród najważniejszych inicjatyw wymienia Musikplus Fusion, w ramach którego migranci biorący udział w lekcjach języka niemieckiego mogą wspólnie tworzyć muzykę. Celem jest umacnianie więzi wewnątrz migranckich społeczności i stworzenie przestrzeni dla ich ekspresji. Ale jest w tym też coś więcej: budowanie nowej tożsamości tych ludzi, którzy przybyli do Niemiec w przeciągu ostatnich paru lat, uciekając przed wojną, głodem czy prześladowaniami. Tożsamości, której nie definiuje wyłącznie bycie uchodźcą.

Berlin, miasto z długą tradycją mieszania się kultur z różnych nurtów i korzeni, to jeden z europejskich ewenementów. Niewiele jest miejsc, w których uchodźcy mają szansę zaprezentowania się szerokiej publice w rozmaitych instytucjach, aktywnie wspieranych przez lokalne uczelnie czy muzea. Kto wie, ilu Wassimów kryje się porozrzucanych po całej Europie, bez szansy, by w pełni rozwinąć i pokazać swój talent. Ten, który opowiedział mi swą historię, podobnie jak dziesiątki innych artystów na uchodźstwie, to żywy przykład tego, jak ubogacające może być stworzenie migrantom odpowiedniej przestrzeni dla wyrażania siebie. Niestety, na liście priorytetów polityki migracyjnej większości europejskich państw kultura jest gdzieś na szarym końcu. A to o tyle przykre, że aktywniejsza integracja z lokalną ludnością nie tylko dałaby samym uchodźcom nową platformę dla radzenia sobie z traumą, wyrażania tęsknoty za ojczyzną czy po prostu poczucia się jak w domu, ale i pozwoliłaby Europejczykom zobaczyć ich nie jako biedaków pokrzywdzonych przez wojnę czy ofiary potrzebujące pomocy, lecz przede wszystkim jako ludzi mogących poszerzyć także nasze horyzonty.

Tekst powstał w ramach kursu Media, Minorities, Migration 2020, prowadzonego przez organizację Minority Rights Group International.

Cytaty pochodzą z rozmowy przeprowadzonej z Wassimem Mukdadem 10 kwietnia 2020 roku. Zdjęcie na początku tekstu zostało udostępnione przez Wassima Mukdada. Wypowiedź Muhannada Quaiconie pochodzi z artykułu pt. „Syrian student’s library helps Arabic culture blossom in Berlin”, opublikowanym na portalu UNHCR.org 22 czerwca 2017 roku (tłumaczenie własne).

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Od ponad 15 lat tworzymy jedyny w Polsce magazyn lewicy katolickiej i budujemy środowisko zaangażowane w walkę z podziałami religijnymi, politycznymi i ideologicznymi. Robimy to tylko dzięki Waszemu wsparciu!
Kościół i lewica się wykluczają?
Nie – w Kontakcie łączymy lewicową wrażliwość z katolicką nauką społeczną.

I używamy plików cookies. Dowiedz się więcej: Polityka prywatności. zamknij ×