Z Ibrahimem Abu Ahmadem rozmawia Kacper Lubiewski.
Co miałeś na myśli mówiąc, że Tel Awiw zanim osiągnie pokój z Ramallą, będzie musiał osiągnąć pokój z Nazaretem?
Jako Palestyńczyk, obywatel Izraela, aktywista i analityk stale zadaję sobie pytanie, dlaczego żadna dotychczasowa inicjatywa pokojowa w naszym konflikcie nie zakończyła się sukcesem. Za każdym razem dochodzę do wniosku, że powód naszych porażek sprowadza się do braku zaufania. Izraelczycy nie ufają Palestyńczykom, że ci szczerze chcą pokoju i vice versa. Obie strony zakładają, że jeśli ci drudzy podpiszą rozejm, to tylko dlatego, że kierują nimi ukryte pobudki. Izraelscy Żydzi muszą więc najpierw naprawić swoje relacje z palestyńskimi obywatelami Izraela, żeby udowodnić Palestyńczykom za Zieloną Linią, że podchodzą do sprawy pokoju na poważnie. Bo jak mamy mówić o końcu konfliktu z okupowanymi Palestyńczykami, jeśli on nadal trwa z tymi, którzy mają izraelskie obywatelstwo?
Na czym polega konflikt między Palestyńczykami a Żydami w samym Izraelu?
Możemy porozmawiać o dyskryminacji w obszarze mieszkalnictwa czy edukacji wobec Palestyńczyków z izraelskim obywatelstwem, ale sprawa tak naprawdę sprowadza się do naszej tożsamości. Izrael nie uznaje dzisiaj takiego miejsca jak Palestyna, nie akceptuje palestyńskiej tożsamości i nie uważa Palestyńczyków za odrębny naród. Wielu Izraelczyków, gdy słyszy, że ktoś określa się jako Palestyńczyk, odbiera to jako groźbę. Tak jakby czyjaś tożsamość podważała ich prawo do własnej. Jeśli mówimy o poważnych krokach ku pokojowi, Izrael powinien oficjalnie przyznać, że Arabowie mieszkający w Izraelu są częścią narodu palestyńskiego.
Jak praktycznie wyglądałoby uznanie przez Izrael izraelskich Arabów za Palestyńczyków?
Chciałbym, żeby premier Izraela wyszedł na mównicę i powiedział do społeczności palestyńskiej w Izraelu: „Współobywatele, wiemy, że jesteście częścią narodu palestyńskiego i że zasługujecie na traktowanie przysługujące narodom”. Izraelczycy nie mogą współpracować z nami na rzecz pokoju, jeśli podważają to, kim jesteśmy. Wielu czytelników zdziwiłoby się słysząc, jak wielu Izraelczyków myśli, że Palestyńczycy przybyli na te tereny z Jordanii w 1948 roku. Co ważne, Izraelczycy nie są jedynymi, którzy muszą zaakceptować tożsamość drugiej strony. Izrael musi też podjąć kroki, żeby Palestyńczycy lepiej zrozumieli, kim są Żydzi.
Masz na myśli publiczną edukację społeczności palestyńskiej w Izraelu?
Dokładnie. Państwo żydowskie nie potrafi nauczyć własnych obywateli, kim są Żydzi! Na zajęciach, które prowadziłem w żydowskim liceum, jedna z uczennic powiedziała mi, że boli ją, że jej palestyńska przyjaciółka nie rozumie, dlaczego nadal nie poradziła sobie z traumą 7 października. Powiedziałem jej, że w arabskich szkołach w Izraelu uczymy się o Żydach tylko tego, że w starożytności mieli tu swoje państwo, a potem o II wojnie światowej i Holokauście; nie ma niczego pomiędzy. Palestyńczycy w Izraelu wychodzą więc ze szkoły z przekonaniem, że Żydom co prawda przydarzyła się okropna tragedia, ale tylko jedna w całej ich historii, więc dlaczego nie potrafią wziąć się w garść? Żeby zrozumieć izraelskich Żydów, trzeba natomiast poznać historię pogromów, wysiedleń, dyskryminacji i tułaczki. To wszystko wpływa przecież na izraelski etos narodowy.
Brak równowagi widać również na płaszczyźnie językowej: większość Palestyńczyków w Izraelu mówi po hebrajsku przynajmniej na poziomie średniozaawansowanym, ale Izraelczyków mówiących po arabsku jest zaledwie garstka. Może to powodować trudności w głębszym poznaniu drugiej strony.
Uważam, że arabski powinien być obowiązkowo uczony w żydowskich szkołach, tak jak hebrajski w arabskich. Skutecznym narzędziem przeciw radykalizacji jest sprawienie, aby żydowskie i palestyńskie dzieci poznawały ludzi, zanim poznają politykę. Moich pierwszych żydowskich przyjaciół poznałem, gdy byłem przedszkolakiem – w tym samym czasie, kiedy na początku lat 2000. wybuchła druga intifada. Gdy widziałem policjantów, którzy strzelali do moich sąsiadów, nie myślałem o nich, jak o „złych Żydach”, tylko po prostu złych ludziach. Jeśli wcześniej nie znałbym żadnych Żydów, to pewnie to doświadczenie sprawiłoby, że patrzyłbym na wszystkich Żydów jak na morderców. Innymi słowy, w bardzo młodym wieku nauczyłem się rozróżniać ludzi od systemów. Relacje zawarte w młodości są niezwykle ważne. Pamiętam, że moja szkoła była jedną z pierwszych, która wysyłała uczniów na zajęcia wraz z żydowskimi dziećmi. Jednak nierówność między nami była jasna: to od nas oczekiwano, że będziemy mówić językiem „drugiej strony”. Jeśli palestyńskie dzieci nie potrafiły się dogadać z żydowskimi uczniami, to mówiono nam, żebyśmy „bardziej się starali” i że jeśli się nie zaprzyjaźnimy, to będzie to nasza wina. Stąd płynie moje dzisiejsze przekonanie, że Izraelczycy także powinni mówić po arabsku – żeby wzięli na siebie część odpowiedzialności za relacje między obiema społecznościami.
Powiedziałeś, że kluczowa jest umiejętność rozróżniania „ludzi” od „systemów”, ale kontekst izraelsko-palestyński bardzo często miesza obie kategorie. Czy izraelski żołnierz na posterunku jest człowiekiem czy twarzą systemu? A co z terrorystą Hamasu?
Najbardziej poprawną odpowiedzią byłoby pewnie to, że są oni jednocześnie ludźmi, jak i systemem. Ale jako ludzie posiadają wrodzoną możliwość zmiany, także w perspektywie systemowej. Jest dla mnie jasne, że rozwiązanie konfliktu izraelsko-palestyńskiego wymagać będzie ewolucji myślenia zwykłych ludzi, a nie jedynie politycznego porozumienia na najwyższym szczeblu. Co nam po rozejmie i zakończeniu okupacji, jeśli oba narody nadal będą się nawzajem nienawidzić i siebie bać? Całym sercem jestem za tym, żebyśmy domagali się innych systemów, ale obawiam się, że jeśli skupimy się tylko na dużych i abstrakcyjnych strukturach, to zapomnimy o zwykłych ludziach. A tylko codzienna, rodzinna i osobista przemiana Izraelczyków i Palestyńczyków pozwoli na to, żeby zmiana systemowa była trwała.
Bardzo jasno artykułujesz to, czego oczekujesz od izraelskich Żydów i masz w tym całkowitą rację. Czy Palestyńczycy mieszkający w Izraelu także powinni przejść jakąś kolektywną transformację?
Palestyńczycy muszą przede wszystkim zrozumieć żydowską historię. Wizyty w Jad Waszem powinny być obowiązkowe w arabskich szkołach. Gdy byłem tam pierwszy raz i zobaczyłem, że w Ogrodzie Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata są drzewa dedykowane muzułmanom, którzy ratowali Żydów podczas Holokaustu, płakałem wraz z innymi uczestnikami wycieczki. Takich chwil jedności powinno być po prostu więcej. Poza tym nie możemy poddawać się radykalizmowi płynącemu z wnętrza naszej społeczności. Jest wielu Palestyńczyków, którzy odmawiają prawa swoim braciom i siostrom do tej tożsamości, bo domagamy się pokoju i rozwiązania dwupaństwowego. Po 7 października, kiedy publicznie potępiłem Hamas, napisał do mnie pewien znajomy Palestyńczyk, zarzucając mi, że jestem współwinny śmierci dzieci w Gazie, bo „nie stanąłem murem za Palestyńczykami”. Jako Palestyńczycy żyjący w Izraelu musimy stanowczo opowiadać się za dwoma państwami dla obu narodów, bo jak nikt wiemy, że obie strony mają do niego prawo. Jesteśmy jedyną grupą, która konsekwentnie od dekad opowiada się właśnie za takim rozwiązaniem. Naszą rolą jest być tymi, którzy będą domagać się pokoju, nawet gdy wszyscy inni w niego zwątpili.
Co atak 7 października oznaczał dla społeczności palestyńskiej w Izraelu?
Pierwsze dni po ataku spędziłem dzwoniąc do moich znajomych, Izraelczyków i Palestyńczyków, żeby dowiedzieć się, czy są bezpieczni. Znałem łącznie sześć osób, które zostały porwane, więc godzinami śledziłem palestyńskie grupy na Telegramie w nadziei, że dowiem się więcej o ich losie. Pierwszego dnia czułem niezwykle silną więź ze wszystkimi Izraelczykami: strach łączył nas bez względu na pochodzenie. Ale już dzień i tydzień po zaczęło być dla mnie jasne, że jako Palestyńczyk w Izraelu jestem w niebezpieczeństwie. Co jeśli ktoś, kto stracił członka rodziny z rąk Hamasu, postanowi wyżyć własny ból na mnie? Gdy mówiłem po arabsku na ulicy, przechodnie zatrzymywali się i przechodzili na drugą stronę ulicy. Kontaktowałem się też z moimi przyjaciółmi w Gazie, którzy opowiadali o stałym zagrożeniu i zamordowanych członkach rodziny. W ciągu tygodnia czułem się więc Izraelczykiem, izraelskim Arabem i Palestyńczykiem – i każda z tych tożsamości niosła ze sobą inny typ traumy. Palestyńczycy w Izraelu bali się też swoich żydowskich sąsiadów, bo słyszeli, jak przygotowują się do zemsty. Tymczasem izraelska policja aresztowała dziesiątki Palestyńczyków, którzy pozytywnie wypowiadali się o Hamasie w mediach społecznościowych. Często ich posty miały wydźwięk nienawistny i antysemicki. Ale jednocześnie ani razu nie aresztowała Żydów, którzy wypisywali rasistowskie i ludobójcze groźby pod adresem Palestyńczyków. To sparaliżowało społeczność palestyńską w Izraelu – czuliśmy, że jesteśmy pod szczególnym typem nadzoru, podczas gdy nasi współobywatele mogli publicznie fantazjować o naszej śmierci bez jakichkolwiek konsekwencji.
Wraz z palestyńską aktywistką pokojową, Amirą Mohammed, założyłeś podcast, który szybko stał się jednym z największych dotyczących konfliktu izraelsko-palestyńskiego: Unapologetic. The Third Narrative. Skąd ta nazwa? Czym jest „trzecia narracja”?
„Trzecia narracja” jest nazwą, która pochodzi z obserwacji dyskursu dotyczącego naszego regionu na Zachodzie. Po jednej stronie stoją osoby o nastawieniu „propalestyńskim”, a po drugiej „proizraelskim”. Możesz kibicować tylko jednej stronie: jeśli jesteś „propalestyński”, musisz nienawidzić Izraela i vice versa. Obie strony cenią dyscyplinę i lojalność, więc jeśli nie spełniasz pewnych wymagań ideologicznych, to grupa cię alienuje i zarzuca zdradę. Nasz podcast nie narodził się dlatego, że chcieliśmy przekonać kogoś do zmiany swoich przekonań; naszym celem jest to, żeby żadna ze stron nie wymazywała drugiej. Izraelczycy i Palestyńczycy mają prawo do sporu o przeszłość i teraźniejszość, ale kluczowe jest pytanie o przyszłość. Aby na nie odpowiedzieć potrzebujemy jedności. „Trzecia narracja” jest próbą znalezienia drogi, która do niej prowadzi.
Konflikt izraelsko-palestyński jest skomplikowany na wielu płaszczyznach. Z jednej strony ważna jest umiejętność wysłuchania obu stron, z drugiej zachowanie jasności wobec własnych etycznych granic. Jak wam się to udaje z Amirą?
Miałem duże szczęście, że zacząłem patrzeć na świat przez pryzmat polityki bardzo późno. W moim dzieciństwie mało było religii, narodowości i innych tożsamości, bo moi rodzice starali się wychować mnie i moje rodzeństwo na wartościach czysto humanistycznych. Więc gdy dzisiaj konfrontuje się z osobami, które myślą inaczej ode mnie, staram się nie zapominać, że jako ludzie mamy więcej wspólnego niż różnic. To buduje empatię. Gdy nie wiem, jak podejść do czegoś w obszarze polityki, staram się wracać do intuicji, mojego wychowania i rodzinnych wartości.
Wybory parlamentarne w Izraelu, odbędą się za niewiele ponad miesiąc. Po czterech latach najbardziej prawicowego rządu w historii Izraela, szeroka opozycja ma dużą szansę na odsunięcie Benjamina Netanjahu i kahanistów [zwolenników żydowskiego odłamu faszyzmu – przyp. red.] od władzy. Co myślisz o jesiennych wyborach jako Palestyńczyk i analityk?
Oczywistym jest, że październikowe wybory będą ważne; być może najważniejsze w historii naszego państwa. Na razie wydaje się, że opozycja pokona Netanjahu, ale nie jest powiedziane, że w ostatniej chwili szala nie przechyli się na jego stronę. Mam nadzieję, że frekwencja społeczności palestyńskiej będzie rekordowo wysoka. Oprócz kwestii Gazy, poważnym kryzysem dotykającym Palestyńczyków w Izraelu jest epidemia napadów, morderstw i strzelanin. Policja kontrolowana przez skrajnie prawicowego ministra Itamara Ben-Gwira nie robi nic, żeby jej przeciwdziałać. Spodziewam się więc, że Palestyńczycy, bez względu na partię, którą wybiorą, zagłosują motywowani troską o własne bezpieczeństwo. Bardzo prawdopodobne jest, że nowy rząd nie będzie mógł powstać bez koalicji z przynajmniej jedną z partii arabskich. Więc nawet jeśli teraz faworyt na nowego premiera, Gadi Eizenkot, kluczy pytany o współrządzenie z arabskimi partiami, to po wyborach nie będzie miał innego wyjścia. To ekscytująca wizja, bo tylko pełne włączenie Palestyńczyków w sfery decyzyjne w Izraelu może przynieść prawdziwą równość dla całego społeczeństwa.
Ibrahim Abu Ahmad
Kacper Max Lubiewski

