dwutygodnik internetowy
08.04.2013
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Żyjemy w państwie prawa. Doprawdy?

Najbardziej intrygujące w „Układzie zamkniętym” są jednak znakomicie pomyślane i błyskotliwie zagrane sceny. Szklanka mleka miałaby szanse przejść do klasyki kina, gdyby film był na tyle popularny, by zawładnąć wyobraźnią masowej publiczności. Znakomicie rozegrano również scenę podziału zysków z nielegalnej transakcji, w której na pierwszy plan wysuwają się nie słowa, a gesty i mimika.

 

 

Obok najnowszego filmu Ryszarda Bugajskiego trudno przejść obojętnie. Jak zwykle obraz jest też dla kogoś niewygodny.

Po „Przesłuchaniu” ukazującym niehumanitarne metody postępowania peerelowskiego Urzędu Bezpieczeństwa i „Generale Nilu”, do którego emisji z powodu wielu zastrzeżeń odnośnie scenariusza starała się nie dopuścić Maria, córka generała Fieldorfa, reżyser sięgnął po historię obrazującą współczesne nadużycia władz. Inspiracją do napisania scenariusza dla Mirosława Piepki i Michała S. Pruskiego (wcześniej napisali wspólnie scenariusz filmu „Czarny Czwartek. Janek Wiśniewski padł”) były prawdziwe wydarzenia – m.in. zatrzymanie głównych akcjonariuszy Krakmeatu oraz Polmozbytu w 2003 roku. Śledztwo w pierwszej sprawie umorzono po sześciu latach, a oskarżonym przyznano symboliczne odszkodowania – po 10 tys. złotych. Druga sprawa toczy się do dziś. Polmozbyt został w międzyczasie sprzedany, a przedsiębiorcy twierdzą, że odbyło się to z naruszeniem ich praw. Można się także doszukiwać aluzji do słynnego upadku Optimusa i wielu podobnych, lepiej lub słabiej nagłośnionych afer.

 

Bugajski nie przenosi na ekran żadnej ze wspomnianych historii w stosunku jeden do jednego, lecz czerpie z każdej z nich, a także z innych autentycznych wydarzeń. „Układ zamknięty” opowiada o trzech właścicielach firmy elektronicznej Navar, którzy na kilka miesięcy trafiają do aresztu z powodu wątpliwych zarzutów, ponieważ jest to na rękę prokuratorowi oraz tajemniczym, wysoko postawionym personom. Za kratami doznają przemocy, upokorzeń oraz nacisków ze strony organów ścigania, które usiłują wymusić na nich przyznanie się do winy, a przede wszystkim wyprzedanie akcji spółki za bezcen. Obraz obszedł się bez drastycznych scen tortur, które musiały robić wrażenie na widzach „Przesłuchania” i „Generała Nila”. Nie zabrakło jednak równie mocnych akcentów charakterystycznych dla filmów Bugajskiego. W pamięć zapada poronienie żony jednego z oskarżonych podczas brutalnego zatrzymania przez jednostki specjalne, wywołane silnym stresem trwałe zaniemówienie córki innego podejrzanego czy scena więziennego gwałtu (już nieco mniej wiarygodna z uwagi na strażnika przymykającego oko na ten incydent).

Scenariuszowi początkowo zarzucano schematyczność i popadanie w doraźną publicystykę, ale poprawki naniesione m.in. przez reżysera oraz Janusza Gajosa przed rozpoczęciem zdjęć podniosły jego jakość. Co prawda, jeden z czarnych charakterów poza motywacją finansową usiłuje również zatuszować kompromitujące fakty z własnej przeszłości dotyczące marca 1968 roku, co trąci schematyzmem (rozliczanie komunizmu w polskim kinie zaczyna być męczące, nawet w dobrym wydaniu), lecz nie wpływa znacząco na siłę rażenia filmu. Historia jest zgrabnie skrojona, intensywna i trzyma w napięciu. Nawet mimo tego, że film jest nierówny (tendencyjne, irytujące sceny, w których redaktor narzuca młodszemu dziennikarzowi wydźwięk realizowanego przez niego materiału). Gorszych momentów jest jednak niewiele, a całość pozostawia bardzo dobre wrażenie. O ile można tak to ująć, biorąc pod uwagę fakt, że czarne charaktery właściwie unikają kary i nadal pracują w aparacie sprawiedliwości.

 

Uwagę przykuwają znakomite zdjęcia Piotra Sobocińskiego juniora oraz aktorstwo stojące na najwyższym poziomie. Janusz Gajos nie po raz pierwszy udowadnia, że gra w swojej własnej lidze. Niuansuje postać psychologicznie, często jednym gestem przekazuje znacznie więcej niż przy pomocy słów, a w dodatku wręcz z pietyzmem dba o najdrobniejsze szczegóły kreowanej postaci. Wysoką klasę potwierdzili również Kazimierz Kaczor, Robert Olech, Wojciech Żołądkowicz czy kojarzący się z głównie z rolami serialowymi Magdalena Kumorek i Przemysław Sadowski. Chociaż przemiana niektórych postaci (prokurator Andrzej Kostrzewa czy Kamil Słodowski) może budzić pewne wątpliwości i wydawać się uproszczona, to film nie jest tendencyjny. Jeden z teoretycznie pozytywnych bohaterów przejmuje się losem swojej żony, która poroniła, lecz prokurator słusznie wytyka mu, że notorycznie ją zdradzał. Sam Andrzej Kostrzewa zaś nie tylko „eliminuje słabsze osobniki” – jak to ujmuje – lecz także jest kochającym dziadkiem i troszczy się o swoją rodzinę.

Najbardziej intrygujące w „Układzie zamkniętym” są jednak znakomicie pomyślane i błyskotliwie zagrane sceny. Szklanka mleka miałaby szanse przejść do klasyki kina, gdyby film był na tyle popularny, by zawładnąć wyobraźnią masowej publiczności. Znakomicie rozegrano również scenę podziału zysków z nielegalnej transakcji, w której na pierwszy plan wysuwają się nie słowa, a gesty, mimika oraz bezbłędnie budujący gęstniejącą atmosferę montaż.

 

Znamienne jest to, że Polski Instytut Sztuki Filmowej nie zdecydował się dofinansować filmu. W realizacji wydatnie pomógł Buisness Centre Club i ponad 50 inwestorów, którzy zrzucili się na budżet produkcji. Mimo znacznej liczby darczyńców wiele rzeczy zrobiono na kredyt i dopiero SKOK Stefczyka wspomógł produkcję około dwoma milionami złotych, które pozwoliły dokończyć film bez długów. Czyżby „Układ zamknięty” uwierał kogoś, czyje macki sięgają włodarzy PISF-u? A może PISF po prostu uznał projekt za zbyt ryzykowny lub nie poznał się na kunszcie twórcy „Przesłuchania”? Odrzucono w końcu nie tylko pierwszą, podobno tendencyjną wersję scenariusza, lecz także tę poprawioną, którą w końcu zrealizowano za prywatne pieniądze. I która nikogo nie pozostawia obojętnym. Wydaje się, że obraz nie powinien przejść bez echa, ponieważ sprawnie gra na emocjach i trąca czułe struny, które potrafią poruszyć Polaków, co mieliśmy okazję obserwować choćby przy okazji „Pokłosia” Władysława Pasikowskiego. Film Bugajskiego wydaje się jednak bardziej uniwersalny, a przy tym bardziej udany artystycznie. Nie jest to kino rozrywkowe, ale nie ma też aspiracji do metafizycznych wyżyn. Mimo to pali, kłuje i porusza. Dobrze, że powstają w Polsce takie filmy. Dobre filmy.

 

Przeczytaj inne teksty Autora.

  • piotr

    i co dalej? jak długo jeszcze Nasza Władza będzie pozwalać na takie bezprawie?! to skandal, ludzie obudźcie się !!! przecież nie o to walczyli Nasi bliscy, to nie demokracja, to arogancja i kpina; sądów, porokuratorów, i nnych hien polskiej władzy

    • Polak

      W Polsce rządzi ŻYDO KOMUNA !!! Jeśli by tak nie było urzędasy odpowiedzialne za Navar odpowiedzieli by za swoje czyny!!!
      W rządzie i na wysokich stołkach nadal siedzą ludzie z niechlubną przeszłościa komunistyczną i wspierają się oraz kryją na wzajem!!!
      My jako społeczeństwo w strukturach państwa jestesmy nikim!!!
      Mamy być zdrowi aby nie korzystać ze służby zdrowia i płacić podatki.
      A w zamian nic!!! Przykładem jest Navar gdzie chłopaki dostali po 10 tyś. zł. odszkodowania. Państwo “prawa” tylko że jeden drugiemu nie równy!!!
      Niewinni ludzie wylądowali w wiezieniu, przeszli gechenne!!! A odszkodowania dostali po 10 tyś. Masakra to jaki absurd jest !!!
      Urzedasy mogą nas gnoić bezkarnie !!! Premier poprzez swojego syna też był powiązany z AMBER GOLD i co już się o tym nie mówi !!!
      Wydał jakieś błache oświadczenie, że nie odpowiada za to co syn robi i wystarczyło !!! Teraz sięgają po kase z ofe bo zusy poza gmachami w marmurach nic więcej nie mają. Dzieci do szkoły wysyłają rok wcześniej aby szybciej płacily podatki !!! Pracować mamy do 67 roku życia aby nie zdążyć przed śmiercią pobierać emerytury. Wszystkie Państwowe fabryki, stocznie, telekomunikacje. Sprywatyzowali i wyprzedali a podstawione osoby napchały im kieszenie. Zamiast inwestować unowoczesniać, zapewnić w ten sposób miejsca pracy i wpływy dla Państwa. Przemysł telekomunikacyjny to jeden z najbardzdziej dochodowych interesów na świecie. Oczywiście TP sprywatyzowano i sprzedano Francuskiemu Orange.
      I co i podnoszą podatki bo to najprostrzy sposób na zdobycie kasy. Tak rządzić to potrafił by byle kto i też byle kto rządzi naszą Polską.
      Dlaczego nazywam rządzacych ŻYDO KOMUNĄ ?
      Dlatego że zaraz po wojnie na stołkach zaśiedli żydowscy komuniści, którzy uciekli przed i w czasie wojny do Rosji.
      I niestety rządzą do dziś jak nie oni to ich potomkowie. Żyd ma w swojej naturze jedno! Napychać swoje kieszenie za wszelką cenę nie zważając na środki i okoliczności !!! Żyd nie jest Patriotą, nie jest też przywiązany do Polski i Polskości a także nie zależy mu na Polakach i ich losach wyssie z nas ile można i zmieni otoczenie jak pijawka.