dwutygodnik internetowy
3.07.2017
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Życie zakonne jest dla dorosłych

W debacie publicznej głos na temat zakonnic zabierają wszyscy z wyjątkiem samych sióstr. Ewelina Tondys znalazła jednak czternaście rozmówczyń, które z radością opowiadają o swoim życiu i dzielą się poglądami.

materiały prasowe

materiały prasowe

Po publikacji książki Marty Abramowicz „Zakonnice odchodzą po cichu” w mediach przetoczyła się debata na temat zakonnic. Głos zabierał każdy z wyjątkiem… samych zainteresowanych. Według powszechnej opinii żadna z sióstr nie zgodziłaby się publicznie opowiadać o swoim życiu. Rzeczywiście – niełatwo było znaleźć zakonnicę, która na naszych łamach ustosunkowałaby się do książki Abramowicz. Po kilku próbach udało nam się znaleźć rozmówczynię: siostra Ancilla z Lasek zdecydowała się opowiedzieć nam o pięknie swojego życia zakonnego. Jednak to Ewelina Tondys dokonała pozornie niemożliwego – znalazła czternaście rozmówczyń, które obdarzyły ją zaufaniem i podzieliły się historiami swojego życia, nierzadko zupełnie nadzwyczajnymi. W efekcie powstała książka „Habit zamiast szminki”: niezbity dowód na to, że jednak się da.

Pewna ciekawość dotycząca tego, co dzieje się za murami klasztornymi, kryje się w wielu z nas. Od dziecięcych pytań „co siostry noszą pod habitem?” lub „czemu siostry mają takie dziwne imiona?”, po zupełnie poważne kwestie motywacji, jakie stoją za dziewczyną decydującą się na wstąpienie do klasztoru: dlaczego klauzura, dlaczego akurat to zgromadzenie. W świecie popkultury przejawem tego zainteresowania było chociażby klasztorne reality show „Chcę zostać mniszką” emitowane przez hiszpańską telewizję. O tym, dlaczego nie jest to mądry sposób na dawanie ludziom wglądu w świat życia konsekrowanego, pisał na naszych łamach Ignacy Dudkiewicz.

Ewelina Tondys decyduje się na bardziej tradycyjny sposób zaspokojenia tej ciekawości. Dzięki rozmowom opublikowanym w jej książce poznajemy siostry zakonne, które od wielu lat mają pewność, że podjęły słuszną decyzję, są spełnione i chcą tym uczuciem podzielić się ze światem. Na wiele z pytań – między innymi o prywatność, o to, jak wygląda dzień z życia zakonnicy, czy też o to, jak czują się siostry, które jadą na Przystanek Jezus skonfrontować się z trudną często młodzieżą – znajdziemy odpowiedzi w „Habicie zamiast szminki”.

 

Lęk przed odbiorem

To, że zakonnice postanowiły podzielić się w ten sposób swoim doświadczeniem, jest pewnym precedensem. Powszechnie uważa się, iż wstępując do zgromadzenia, siostry decydują się raczej na ukrycie, po czym zachowują dystans od świata i często boją się wypowiadać publicznie z lęku przed zniekształceniem ich wypowiedzi. Ten pogląd potwierdza i wyjaśnia w książce również siostra Bogna Młynarz: „sądzę, że życie zakonne ma o wiele więcej do powiedzenia światu i o wiele bardziej istotnych rzeczy niż jedynie podzielenie się przepisami kulinarnymi. Ten głos sióstr brzmi dzisiaj słabo. (…) Nieśmiało się wypowiadamy. Czasem, pod obstrzałem nieprzychylnych opinii, tracimy przekonanie, że mamy światu coś istotnego do zaoferowania. (…) Słabość tego głosu wynika nie tyle z przekonania, że to nie jest wartościowe, ile z lęku przed odbiorem”. Rozmowy z Eweliną Tondys stały się dla części zakonnic dobrą okazją do przełamania tego niepokoju i efekt jest całkowicie sprzeczny ze stereotypowym poglądem – i to nie tylko dlatego, że wśród bohaterek książki są też dziennikarki i blogerki, które od lat piszą w Internecie o swoim zakonnym życiu. Z każdą przerzucaną stroną czytelnik ma poczucie, że czyta wypowiedzi osób w pełni samoświadomych, o dużej pewności siebie, a przede wszystkim gigantycznej odwadze.

Warto przy tym podkreślić to, o czym mówi sama autorka we wstępie do książki oraz wywiadach dla mediów: pozycja ta ukazała się w Wydawnictwie Dolnośląskim, które jest instytucją niekonfesyjną. Ewelinie Tondys bardzo zależało na tym, żeby „Habit zamiast szminki” nie został od razu zaszufladkowany jako książka, jak sama mówi, „kościółkowa”, tylko trafił do jak najszerszego grona odbiorców, również tych, którym z Kościołem jest nie po drodze.

Po pierwsze, to moja decyzja

„Uśmiecham się tylko, kiedy ktoś mi mówi, że życie zakonne jest marne czy ograniczające człowieka, a ja w tym wszystkim jestem taka biedna, bo tyle straciłam”. Jeśli komuś zdarzało się pomyśleć w ten sposób o zakonnicach, po lekturze wywiadu z siostrą Maurą Leszek niewątpliwie zrobi mu się głupio. Łatwo nam osądzać (zwłaszcza po zapoznaniu się z historiami opisanymi przez Abramowicz), że zakon to przede wszystkim olbrzymi ciężar, na który kandydatki decydują się często nieświadomie, że ich decyzja nie zawsze jest w pełni autonomiczna, często spowodowana chwilowym porywem, samotnością, brakiem pomysłu na życie. Taka ocena wynika nierzadko ze zwyczajnej nieznajomości „zasad”. Niemalże każda z rozmówczyń Tondys niejednokrotnie podkreśla to, co dla niektórych oczywiste: do złożenia ślubów wieczystych każda z kandydatek ma kilka lat na rozeznanie powołania. Opuszczenie nowicjatu przed ostateczną przysięgą nie jest niczym niespotykanym, a na pewno nie jest potępiane. Bo jak podkreśla siostra Bogna Młynarz, „życie zakonne jest dla dorosłych. Tu nie może być mowy o infantylnej potrzebie zrzucenia odpowiedzialności za swoje życie na drugiego człowieka. Posłuszeństwo nie zwalnia od osobistego rozeznawania”.

Albo habit, albo szminka?

Z ust sióstr pada wiele przepięknych myśli: kopalnia wspaniałych, „chwytliwych” cytatów, które o niebo bardziej nadałyby się na tytuł i lepiej oddały naturę treści.  Siostry zakonne pod imieniem i nazwiskiem wypowiadają się publicznie na temat bardzo prywatnych sfer swojego życia, otwarcie wyrażają też swoje opinie na przeróżne kwestie, takie jak kapłaństwo kobiet, antykoncepcja czy pomoc uchodźcom. Niestety jednak ogromna wartość treści zawartych w książce może ginąć za dość infantylną (naiwną?) okładką i stygmatyzującym tytułem. Autorka wydaje się niezdecydowana: próbuje obalić mit, że siostry się nie malują, nie dbają o wygląd zewnętrzny, a jednocześnie tytułuje swoją książkę „Habit zamiast szminki”, tak jakby to była ta najważniejsza opozycja – jakby kobieta decydująca się na życie zakonne na zawsze rezygnowała z makijażu i jakby to miało być największe poświęcenie.

Szkoda również, że tak bogate treści kryją się za dość toporną i zwyczajnie niedopracowaną redakcyjnie formą. Lektura ponad trzystustronicowej książki, której struktura zawiera rażące powtórzenia, miejscami może po prostu nużyć. Nie zdziwiłoby mnie, gdyby czytelnik (zwłaszcza sceptyczny) w połowie lektury odłożył książkę na półkę, stwierdzając, że nic nowego się nie dowie. A byłaby to ogromna strata, bo opowieści siostry Urszuli Brzonkalik, która od kilku lat opiekuje się studentkami w Aleppo, czy siostry Michaeli Rak, która przyjechała do Wilna z trzema złotymi i otworzyła tam pierwsze hospicjum (sam jego remont pochłonął miliony), to historie, które wzruszają do łez i budzą niewyrażalny podziw. Obawiam się, że Ewelina Tondys nieco zmarnowała potencjał książki, która mogłaby przekonać sceptyków i być równorzędnym kontrapunktem dla – skądinąd rewelacyjnie dopracowanej pod względem redakcyjnym – pozycji „Zakonnice odchodzą po cichu”. Obym się myliła. Choć do lektury trzeba dużo dobrej woli i samozaparcia, naprawdę warto dobrnąć do końca, by poznać historie, w które niekiedy trudno uwierzyć.

We wspomnianym na początku wywiadzie siostra Ancilla, ustosunkowując się do książki Abramowicz, powiedziała: „moim zdaniem z wieloma problemami pokazanymi w książce trudno polemizować, na przykład z niezachowaniem tajemnicy spowiedzi. Ale trzeba pamiętać, że to doświadczenie pojedynczych osób”. Tak samo pojedyncze są doświadczenia rozmówczyń Tondys, z którymi też przecież trudno polemizować – mało kto próbuje zaprzeczyć, że chodzą po świecie zakonnice spełnione, szczęśliwe, zadowolone ze swojego życia. Należy jednak pamiętać, że żadna z tych książek nie przedstawia wyczerpującego obrazu polskich zakonnic. Co więcej, bohaterki „Habitu zamiast szminki” to teolożki, filozofki, przełożone; trudno oprzeć się wrażeniu, że są to siostry „wybrane”. Ani na podstawie kilkunastu przypadków opuszczenia zakonu opisanych przez Abramowicz, ani na bazie czternastu pięknych historii rozmówczyń Tondys nie można wysnuć jednoznacznej tezy na temat tego, jak się żyje w zakonie. A może nie trzeba? Może należy właśnie zaakceptować to, jak różnorodne mogą być takie doświadczenia, i nie oceniać ich arbitralnie, zwłaszcza wtedy, gdy sami nigdy nie mieliśmy styczności „z żywą zakonnicą”?