dwutygodnik internetowy
09.06.2014
magazyn papierowy


Żona z odciskiem na twarzy

Na ekranach kinowych oglądamy kobiety, które budzą się ze snu w pełni umalowane i uczesane. W naszym nieidealnym świecie nad ranem włos lepi się do włosa, a oko zatyka ropa.   Stan biustu czy torsu, ud, jak i innych części ciała w małżeństwie nie daje się zataić. Nie sposób przez 24 godziny na dobę chodzić w skafandrze czy też w wytwornej sukni, do […]

Na ekranach kinowych oglądamy kobiety, które budzą się ze snu w pełni umalowane i uczesane. W naszym nieidealnym świecie nad ranem włos lepi się do włosa, a oko zatyka ropa.
 
Stan biustu czy torsu, ud, jak i innych części ciała w małżeństwie nie daje się zataić. Nie sposób przez 24 godziny na dobę chodzić w skafandrze czy też w wytwornej sukni, do tego w pełnej zbroi makijażu. Wprawdzie słyszałam o poradniach małżeńskich, w których zalecano młodym żonom, aby zawsze wstawały wcześniej niż mąż i nie pozwoliły na to, by zobaczył je nieuczesane i nieumalowane, należy to jednak zaliczyć w poczet nonsensów. Nie tylko z powodu nierealności takich planów, ale przede wszystkim dlatego, że byłoby to całkowitym pogwałceniem sensu małżeństwa, które musi się opierać na prawdziwym wzajemnym poznaniu, zobaczeniu siebie w pełni swojej ludzkiej kondycji – nie tylko w całym możliwym pięknie, ale także w słabości i bezradności.
 
W powieści Dostojewskiego Bracia Karamazow jeden z tytułowych braci, Iwan mówi:
 
Nigdy nie mogłem zrozumieć, jak można kochać swoich bliskich. Właśnie bliskich, moim zdaniem, niepodobna kochać, raczej już obcych. […] Człowieka można kochać, gdy jest ukryty, ledwo zaś pokaże swoją twarz, miłość znika. […] Abstrakcyjnie można kochać bliźniego, czasem nawet z daleka, ale z bliska prawie nigdy.
 
Tymczasem małżeństwo wymaga właśnie miłości konkretnej, a nie abstrakcyjnej, bycia w radykalnej, bolesnej nieraz bliskości, bez przesłon, z odkrytą twarzą i nagą duszą. Ma rację Iwan Karamazow – wydaje się to niepojęte. A jednak się dzieje. Jest jeden kluczowy punkt, który to umożliwia – punkt, który Iwan odrzucił. Młody Karamazow stwierdza:
 
Moim zdaniem miłość Chrystusowa do ludzi jest swego rodzaju cudem niemożliwym na ziemi. Prawda, Chrystus był Bogiem. Ale my nie jesteśmy bogami. Przypuśćmy, że ja na przykład głęboko cierpię, ale kto inny nigdy przecie nie potrafi poznać, do jakiego stopnia cierpię – dlatego właśnie, że jest innym człowiekiem, a nie mną.
 
Nie jesteśmy bogami… ale jak refren wracają w tym miejscu słowa św. Atanazego: „Syn Boży stał się człowiekiem, abyśmy stali się bogami”. Ku temu idziemy. Jako stworzeni na Boży obraz i podobieństwo mamy możliwości, które znacznie przerastają opis przedstawiony przez Iwana, akcentujący skrajną izolację i brak więzi międzyludzkich. Drugi człowiek jest kim innym, nie mną, nie wyklucza to jednak głębokiej jedności między nami. To stawanie się jednym małżeństwo realizuje najpełniej i najbardziej dosłownie.
 
Na ekranach kinowych oglądamy nieraz komiczne w swej niewiarygodności sceny – kobiety budzą się ze snu w pełni umalowane i uczesane. Każde małżeństwo, które nie korzysta ze wskazówek wspomnianej wyżej poradni, wie, jak daleko takie obrazy odskoczyły od rzeczywistości. W naszym nieidealnym świecie nad ranem włos lepi się do włosa, a oko zatyka ropa. W światowej kinematografii najbardziej realistycznie pod tym względem wypada Shrek, w którym księżniczka Fiona na noc zamienia się w ogra…
 
„Żeby pokochać człowieka, trzeba, żeby ten się ukrył, a jak tylko twarz swą pokazał – miłość przepadła” – mówi Iwan. Tajemnica małżeństwa, tajemnica prawdziwej miłości tkwi w całkowitej odwrotności tych słów. Porzuciliśmy kryjówki, zdarliśmy maski, pokazaliśmy twarze, na których rano widać jeszcze odciśniętą poduszkę. I chociaż na głowie powiewa niesforne „kukuryku”, miłość do nas nie przepadła, przeciwnie – rozkwitła.
 
Twarz jest oczywiście metaforą. Twarz to cały człowiek. Miłość obejmuje także nasze wewnętrzne „kukuryku”, odciski na naszym sercu i zlepione włosy duszy. To powiązanie wymiaru fizycznego i duchowego w małżeństwie świetnie oddaje piosenka Hold me zespołu Frühstuck: „There’s no sense in hiding what I really think / You know my nakedness so why should I hide my heart” („Nie ma sensu ukrywanie, co myślę naprawdę / Znasz moją nagość, a więc po co miałbym ukrywać moje serce”). Jeśli dajemy poznać swoje nagie ciało, powinniśmy też odkryć nagość duszy. Rozdzielanie tych sfer nie ma sensu – pierwsza jest znakiem drugiej. Maksymalne zbliżenie, które nie pozwala na żadne mistyfikacje, w małżeństwie odbywa się w nich obu, obejmuje nas całych. W tych warunkach nie uda się zachować swojego wykreowanego idealnego obrazu. Jeżeli zdecydujemy się na taki skok na głęboką wodę, jakim jest wejście w małżeństwo, zamiast starej, pomiętej maski otrzymamy coś całkiem innego – poczucie bycia przyjętym i kochanym mimo swoich braków. To moment, w którym dzięki swojemu mężowi / swojej żonie doświadczamy tego, jak kocha Bóg. Czyli? Najprościej ujmuje to papież Franciszek: „za darmo i zawsze”.
 
Tekst pochodzi z wydanej nakładem WIĘZI książki „Osobliwe skutki małżeństwa”. Fragmenty „Braci Karamazow w tłumaczeniach Aleksandra Wata oraz Wacaława Wireńskiego.
 
 

Jeśli nie chcą Państwo przegapić kolejnych wydań naszego tygodnika, zachęcamy do zapisania się do naszego newslettera.