dwutygodnik internetowy
3.12.2018
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Żołnierze, sosny i mogiły, czyli o czym krzyczy niepodległa Polska

Największą zgubą jubileuszowej wystawy „Krzycząc: Polska!” była próba zadowolenia wszystkich środowisk. W efekcie powstała ekspozycja wyjątkowo nijaka, która zupełnie nie zmienia „powszechnego wyobrażenia” o dążeniu do niepodległości, chociaż stawia sobie to za cel.

ilustr.: Oliwia Laskowska

ilustr.: Oliwia Laskowska

W dzisiejszej niepewnej i pełnej podziałów sytuacji politycznej, w której patriotyzm stał się drażliwą kwestią, odmiennie interpretowaną przez różne środowiska, Piotr Rypson, kurator jubileuszowej wystawy w Muzeum Narodowym „Krzycząc: Polska! Niepodległa 1918”, stanął przed niemałym problemem. Jak bowiem w imieniu jednej z najważniejszych placówek muzealnych w kraju stworzyć wystawę niepodległościową, która nie podzieli Polaków jeszcze bardziej, nie zszokuje zbytnio tradycyjnych środowisk i nie znudzi tych liberalnych, a zarazem spróbuje opowiedzieć nową historię?

Niestety, chyba to właśnie chęć pogodzenia wszystkich interesów i zadowolenia każdego ze środowisk sprawiła, że powstała wyjątkowo nijaka wystawa, która zupełnie nie zmienia „powszechnego wyobrażenia” o dążeniu do niepodległości, chociaż w pewien sposób stawia sobie to za cel. „W zbiorowej pamięci Polaków obraz dramatycznych wydarzeń, w wyniku których Polska odzyskała niepodległość, jest niewyraźny, zatarty, w najlepszym razie zbudowany z wyobrażeń powstałych w kręgu sztuki legionowej, wokół postaci «ojców niepodległości» – Józefa Piłsudskiego, Ignacego Jana Paderewskiego i Romana Dmowskiego oraz ze starych fotografii i kronik filmowych. Dlatego naszą intencją jest przybliżenie tego chaotycznego, nieoczywistego i bolesnego procesu poprzez powstałe w tamtym czasie (i nieco później) dzieła sztuki” – czytamy w tekście otwierającym ekspozycję. W praktyce do czarno-białych zdjęć znanych publiczności z podręczników i filmów historycznych wystawa dokłada dziesiątki obrazów, składających się na długą i monotonną serię „żołnierzy, sosen i mogił” (cytując nazwę jednej z sal). Wizja atmosfery i wydarzeń poprzedzających 1918 rok, do których odnosi się Rypson, w żaden sposób nie zostaje wyklarowana, a raczej staje się jeszcze bardziej nużąca i pokrywa się muzealną pajęczyną.

Narracja „Krzycząc: Polska! Niepodległa 1918” rozpoczyna się w 1905 roku, od rewolucji w Królestwie Polskim. Nikt nie kwestionuje znaczenia tej daty dla późniejszej historii kraju, ale zastanawiające jest, dlaczego właśnie taki moment wybrał kurator na rozpoczęcie opowieści. Z jednej strony pominął zupełnie 123 lata zaborów, a z drugiej bardzo wyraźnie przemycił treści kształtujące w tamtym czasie polską mentalność, co dobitnie wskazują obrazy Jacka Malczewskiego z „Hamletem polskim” otwierającym wystawę. Intrygują także cezury kończące ekspozycję. Ostatnie wspomniane wydarzenia historyczne to zamach na Gabriela Narutowicza oraz śmierć Józefa Piłsudskiego. Pierwsze z nich zaprezentowano zupełnie nieciekawie, poprzez portret prezydenta zestawiony ze zdjęciem z epoki ukazującym ten sam obraz; drugie zasugerowano projektami mauzoleum marszałka. I choć oczywiste jest, że druga wojna światowa rzeczywiście zamknęła pewien okres historyczny, to smutno wychodzić z sal z poczuciem, że radość z odzyskania niepodległości kończy się około 1935 roku i z dzisiejszej perspektywy jest równie odległym w czasie i zacierającym się w pamięci zjawiskiem, jak sam proces dążenia do niej.

Uciekając przed Piłsudskim i ułanami

Obrazy prezentowane na wystawie to w większości prace klasyków polskiego malarstwa – Jacka Malczewskiego, Leona Wyczółkowskiego, malarskiego rodu Kossaków – przedstawiających dobrze znane i rozpoznawane przez publiczność elementy polskiej mitologii, takie jak skute w kajdany postacie alegoryczne, drzewa, lasy i konie, obok których przechodzi się dość obojętnie. Zdecydowanie bardziej na uwagę publiczności zasługują licznie eksponowane prace na papierze – rysunki i grafiki. W porównaniu do wielkich płócien, często malowanych znacznie później niż przedstawiane wydarzenia, dostarczają silniejszych emocji i są o wiele bliższe ekspresjonizmowi, bardziej dynamiczne i autentyczne, jak na przykład drzeworyty Stefana Szmaja czy rysunki Witolda Wojtkiewicza.

Pozytywnie zaskakującym wątkiem jest też zaznaczenie roli pejzażu, a szczególnie drzew, w dziełach podejmujących tematy niepodległościowe. Rypson wskazuje na rosnące zainteresowanie ekologią i tragedię lasów niszczonych przez wojnę, lecz także odczytuje sosny, dęby i inne drzewa w kategoriach symbolicznych, jako reprezentację legionistów i żołnierzy doświadczających gwałtownych zmian politycznych i społecznych. Chociaż ten trop interpretacji krajobrazów jest zdecydowanie nowatorski, to jednak przygniatająca liczba wizerunków legionistów, koni i okropności wojny skutkuje dominacją martyrologicznej wizji polskości.

Na tle całości próby zasygnalizowania awangardowych tendencji w sztuce dwudziestolecia międzywojennego wypadają dość blado i wydają się rozwiązaniem zastosowanym na siłę, w ramach ożywiania narodowego panteonu Malczewskich i Kossaków. Być może miały też odwrócić uwagę od atakujących z każdej strony portretów Józefa Piłsudskiego – podczas zwiedzania ostatniej sali ciężko odgonić skojarzenia ze zbiorami Muzeum Sztuki Socrealistycznej w Kozłówce i magazynem pełnym pomników Lenina. Wystawione w tej części dzieła sprawiają wrażenie nieco niedopasowanych do reszty eksponatów ze względu na tematykę – czy podkreślenie awangardowej formy sugerować miało nowoczesność niepodległego państwa?

Wojna to męska sprawa

Do dyskursu o nowoczesnej Polsce próbowano włączyć także grupy rzadko wspominane w kontekście dążeń niepodległościowych. W sekcji poświęconej Legionom znalazł się „Portret legionistki” Wiktora Gutowskiego, okropności wojny komentuje grafika Käthe Kollwitz, a nowe tendencje w sztuce połączone z mitem słowiańszczyzny reprezentuje Zofia Stryjeńska. Niestety w skali całej wystawy to tylko drobne akcenty, wojna w dalszym ciągu pozostaje sprawą męską i jedynie na płaszczyźnie alegorycznej lub pragmatycznej, związanej ze skutkami działań militarnych, oddaje pole kobietom – boginiom lub cierpiętnicom. Wielka to szkoda, bo mamy wiele powodów, żeby szczycić się zaangażowaniem kobiet w walkę o niepodległość i budowanie fundamentów nowej ojczyzny, o czym świadczy choćby prawie natychmiastowe wywalczenie praw wyborczych czy też działalność wielu wspaniałych pisarek, poetek, artystek, architektek czy naukowczyń. Dlaczego więc ich udział w życiu społecznym i zaangażowanie w budowanie ojczyzny nie zostały mocniej podkreślone, czemu narodowy mit dzielnych legionistów i „ojców narodu” nie zwraca na nie większej uwagi? Wygląda na to, że aby przekonać się o roli obywatelek w procesie odzyskiwania niepodległości, trzeba wybrać się na trwającą właśnie w Muzeum Sztuki Nowoczesnej konkurencyjną wystawę „Niepodległe. Kobiety a dyskurs narodowy”, o której w poprzedniej odsłonie Magazynu Kontakt pisał Antoni Zając.

Podobnie niezręcznie jak rolę kobiet w walce o niepodległość potraktowano wątki wielonarodowościowe – te prezentowane są w części poświęconej młodej sztuce. Szczytny cel zaznaczenia różnorodności kulturowej wyzwolonego państwa ogranicza się do mniejszości żydowskiej; inne zostały praktycznie pominięte. Kurator porusza się tutaj po bardzo powierzchownej i wręcz stereotypowej linii skojarzeń, przywołującej w warstwie wizualnej charakterystyczne ubiory ortodoksyjnych Żydów i zupełnie pomijającej polityczne i artystyczne postulaty awangard. Wtłoczone w kąt sali i zamknięte w gablocie izolującej je od reszty eksponatów, prace artystów żydowskich wydają się stanowić jedynie ciekawostkę w skali panoramy sztuki polskiej dwudziestolecia międzywojennego, a nie jego integralną część.

Opowieść niemego narratora

Mogłoby się wydawać, że każdy wybór dzieł sztuki obroni się dzięki argumentom kuratora, dzięki głosowi prowadzącemu widza przez wystawę. W tym przypadku publiczność czeka jednak rozczarowanie – oprócz kilku zdań wstępu interpretacyjne wskazówki sprowadzają się do nazw sal, w większości przypadków banalnych, przywołujących określone wydarzenia historyczne. Efekt końcowy przypomina zestaw slajdów do wykładu historycznego, któremu brakuje jakiejkolwiek narracji i komentarza. Dopiero bardziej wnikliwa lektura katalogu (w dodatku jego pełnej, a nie skróconej wersji, niedostępnej dla większości zwiedzających) pozwala dowiedzieć się, że wystawa miała nawiązywać do ekspozycji warszawskiego Muzeum Narodowego z 1978 roku zorganizowanej z okazji sześćdziesięciolecia odzyskania niepodległości. W przeciwieństwie do poprzedniczki „Krzycząc: Polska” miała skupić się na entuzjazmie związanym z odbudową państwa, a nie na okresie niewoli. Lektura tekstu Rypsona wyjaśnia, co łączy wiszące obok siebie dzieła, dlaczego pokazano tak wiele pejzaży; pozwala także wyjść poza powierzchowne i wyświechtane skojarzenia związane z polskością i walką o niepodległość. Archiwum martwych obrazów zyskuje wreszcie jakiś głos. Szkoda, że niewielu go usłyszy.

Opuszczając główną część ekspozycji, natrafiamy na wcześniej niezauważone prace artystów współczesnych – Przemysława Trusta Truścińskiego i Piotra Uklańskiego. Fotografie Uklańskiego, przedstawiające uczestników Marszu Niepodległości trzymających race i biało-czerwone flagi, tworzą rodzaj zamykającej ekspozycję bramy, przez którą wychodzi się z muzeum. Zgodnie ze wspomnianym już esejem Rypsona mają stanowić kontrast do dawnych dzieł jawnie podejmujących kwestie niepodległościowe, aktualizować historię sprzed stu lat i polemizować z dzisiejszym postrzeganiem patriotyzmu. Takiemu zabiegowi nie można odmówić zręczności, bo po przejściu ekspozycji-laurki na cześć legionistów i Piłsudskiego widok przywołujący skojarzenia z dzisiejszymi niepokojami społecznymi budzi publiczność z letargu – i każe się zastanowić, czy cała wystawa nie jest żartem. Mimo to jednak wydaje się, że dodanie kilku prac do wystawy zdominowanej przez klasyków sztuki znanej i lubianej to za mało, by otworzyć dyskusję o obecności atmosfery z 1918 roku w dzisiejszej tożsamości narodowej Polaków oraz o współczesnym pojmowaniu niepodległości. Wychodząc z wystawy, zamiast z entuzjazmem krzyczeć można co najwyżej westchnąć: Polska…

***

„Krzycząc: Polska! Niepodległa 1918”. Wystawa w Muzeum Narodowym w Warszawie. Kurator: Piotr Rypson. Wystawa czynna do 17 marca 2019 roku.

***

Pozostałe teksty z bieżącego numeru dwutygodnika „Kontakt” można znaleźć tutaj.

***

Polecamy także:

Inne archiwa niepodległości

O niepodległości wieloma głosami