dwutygodnik internetowy
5.09.2016
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Zobaczyć poezję. Mała ojczyzna Czesława Miłosza

Miłosz często pisze o swych rodzinnych stronach w taki sposób, jakby konstruował mit. Przestrzeń i czas mają tu inny wymiar: miejsca są uświęcone tajemnicą, a przeszłości nie wyraża się w konkretnych datach, lecz w odnoszącym się do pradawnych dziejów „niegdyś”.

Dwór w Krasnogrudzie, źródło: www.bialystokonline.pl

Dwór w Krasnogrudzie, źródło: www.bialystokonline.pl

Choć czas wakacyjnych wojaży dla większości z nas już się kończy, wciąż można liczyć na obfitość późnego lata i łaskawość złotej jesieni. Być może nadarzy się okazja, by schwycić jeszcze trochę promieni wrześniowego słońca. Kto poznał urodę litewskiego krajobrazu, ten wie, że tereny te z pewnością zaliczają się do czarownych. Nie dziwi, że sielskość tej krainy potrafi stać się źródłem poetyckich natchnień. Chcemy dziś zaproponować Państwu odwiedziny w miejscach, w których wychowywał się jeden z największych polskich poetów, Czesław Miłosz. Literacka wędrówka z tomikiem jego wierszy w zanadrzu może być nie tylko przyjemnym sposobem na spędzenie wolnego czasu, lecz także przybliżyć nas do rozumienia wyjątkowej wrażliwości tego twórcy. Choć mowa nie o wielkich metropoliach, lecz o zwykłych, położonych wśród łąk i pól wioskach, spotkanie z tym, co ukształtowało poezję Miłosza, pozwoli lepiej ją przeżywać. Zrozumiemy bowiem w ten sposób nie tylko dwudziestowiecznego wieszcza, lecz także człowieka, który do ostatnich dni potrafił przechować w sobie dziecięce spojrzenie na świat. Nie musimy zresztą planować takiej wyprawy sami – pomóc w tym może godna polecenia książka Tomasza Jędrzejewskiego „Strony rodzinne Czesława Miłosza. 7 spacerów”. Poniżej przedstawimy jej esencję i pewne impresje wokół jej treści, jednak sama pozycja zawiera znacznie więcej pomysłów na konkretne trasy, a bogaty opis dziejów omawianych miejsc, jak i fragmenty twórczości poety pomogą dostrzec w na pozór zwykłych drzewach, ścieżkach i jeziorach całe pokłady niezwykłych historii.

Szetejnie: Genesis

Ciemne, gęste i pełne zwierzyny lasy, leniwy nurt rzek i wszechogarniająca cisza. Ludzie żyjący rytmem wyznaczanym przez wschody i zachody słońca, wsłuchani w przekazywane z pokolenia na pokolenie klechdy i podania, pełni szacunku do duchów przeszłości i nieznanych nauce istot, które zamieszkują knieje. Ludzie śpiewający z wolna obumierające pieśni, dziś zapisywane na cyfrowych nośnikach w muzeach etnograficznych w obawie przed ich całkowitym odejściem w niepamięć. To świat tak inny, że wydaje się wyspą, na której dni płyną inaczej. Miłosz często – choćby w Dolinie Issy – pisze o swych rodzinnych stronach w taki sposób, jakby konstruował mit. Przestrzeń i czas mają tu inny wymiar: miejsca są uświęcone tajemnicą, a przeszłości nie wyraża się w konkretnych datach, lecz w odnoszącym się do pradawnych dziejów „niegdyś”. Ta izolacja wzmocniona jest w twórczości poety poprzez fakt, że Litwa staje się dla niego krainą utraconej szczęśliwości dzieciństwa. W Gdzie wschodzi słońce i kędy zapada pisał o miejscu swojego urodzenia w następujący sposób:

Jest to kraina, o której pewien znamienity alchemik napisał, że znajduje się tam, gdzie ją umieszcza pierwsza i najważniejsza z potrzeb naszego umysłu, ta sama potrzeba, która powołała do życia geometrię i nauki ścisłe, filozofię i religię, moralność i sztukę. Napisał również ów alchemik, a przy tym sojusznik Descartes’a, że nazwa krainy może brzmieć Saana albo Armaggedon, Pathmos albo Lethe, Arcaddia albo Parnassus.

Być może jednak najtrafniej byłoby nazwać tę krainę Itaką: miejscem najdroższym sercu, które trzeba opuścić, i do którego wraca się potem we wspomnieniach podczas burzliwej odysei życia, a bywa to źródłem i pokrzepienia na dalszą drogę, i niemożliwej do ukojenia tęsknoty.

Czesław Miłosz przyszedł na świat w Szetejniach, wsi nieopodal Kowna, w okręgu kiejdańskim. Dwór rodzinny, w którym spędził wiele miesięcy swojego dzieciństwa oraz związane z nim postaci zapisały się w jego prozie i poezji. Można w tym miejscu wspomnieć na przykład Syruciów, pierwszych jego mieszkańców, w zamierzchłych czasach właścicielach majątku w Syrutyszkach; jednemu z przodków tej linii, kasztelanowi Szymonowi Syruciowi, poświęcony jest utwór z tomu Wiersze ostatnie:

 

Powróci na ziemię pan Szymon Syruć

sędzia kowieński, miecznik litewski

z tytułem witebskiego kasztelana.

 

Ale nie na tę odmienioną okolicę,

bo to pewnie byłoby niesprawiedliwe:

Poczuje pod stopą drogę wzdłuż Nieważy

przywita wioskę Ginejty i prom na Włajniach

 

Za tysiąc lat wezwany na Sąd Ostateczny będzie

pan Szymon Syruć

(…)

Znów prom na Nieważy i Jaswojnie, Szetejnie,

i biały kościół w Opitołokach.

 

A sądzona jest Wasza Miłość za upodobanie

W urzędach i godnościach,

 

Które nic nie znaczą

Kiedy miasta i wioski przeminą.

 

(Pan Syruć)

To samo imię i nazwisko nosił pradziadek Miłosza od strony matki, pierwszy właściciel Szetejni. Jeszcze za życia poety dwór popadł jednak w ruinę i został rozebrany. Do dziś zachował się natomiast park, w którym mały Czesiek spędzał całe godziny, strzelając z łuków zrobionych z leszczynowych gałązek, oraz nieliczne drzewa owocowe z okazałego niegdyś sadu. Piękno tamtego ogrodu Miłosz także uwiecznił w strofach:

Ile odmian grusz i jabłoni w naszych ogrodach!

Prowadzonych jak zalecają „Ogrody północne” Strumiłły.

I porzeczki, i agresty, dereń i berberys,

Na wielkie smażenie konfitur,

Kiedy twarze gospodyń rozpalone od stania przy płycie. 

 

(Bogini z tomu Na brzegu rzeki)

Spośród kompleksu dworskiego w całości przetrwała natomiast szkoła, w której uczyła matka poety, Weronika z Kunatów. To jej Miłosz zawdzięczał rozbudzenie zainteresowań literackich, w tym rzecz tak prozaiczną, jak dostęp do książek.

Przede wszystkim jednak uwagę należy poświęcić rzece. Szetejnie położone są nad Nieważą, której zakole wcina się w całość, wyznaczając charakter tego miejsca. Miłosz do końca życia czuł jej oddziaływanie. Droga nad nią, dziś trudna do przejścia, bo w większości pozarastana gęstymi krzewami, oraz jej nurt, stały się dla Miłosza archetypem granicy, pewnej linii demarkacyjnej, która odgranicza świat intymny, wewnętrzny, od tego, co obce.

Nisko za drzewami strona Rzeki, za mną i budynkami strona Lasu,

na prawo Świętego Brodu, na lewo Kuźni i Promu.

 

Gdziekolwiek wędrowałem, po jakich kontynentach, zawsze twarzą

byłem zwrócony do Rzeki. 

 

(W Szetejniach z tomu Na brzegu rzeki)

Samo już rozpoczynanie słów „Rzeka” i „Las” wielką literą świadczy o archetypizacji tych miejsc, o ich źródłowości. Podobnie jak „Księga” u Brunona Schulza, stają się one bytami magicznymi i uduchowionymi – wiedzącymi i zasługującymi na szacunek. Wstęga Nieważy wiąże zresztą ze sobą i inne małe wioski bliskie Miłoszowi: Opitołoki, Syrutyszki, Świętobrość…

Kiejdany: mikrokosmos

Ci, którzy oprócz arkadyjskiego obrazu tamtejszej przyrody – bo, przyznajmy, wizyta w miejscu urodzenia Miłosza musi mieć charakter raczej kontemplacyjny – potrzebują też dawki konkretnego zwiedzania i namacalnych pomników historii, odwiedzić powinni niedalekie Kiejdany, miasto, w którym poeta często bywał jako dziecko i które również zostało utrwalone w jego twórczości.

Do najważniejszych zabytków Kiejdan należy piętnastowieczna fara Świętego Jerzego, której wieżom przyglądał się Miłosz, jak wspomina w Ziemi Ulro, z okien na dachu świrna (spichlerza) w Szetejniach – widoku tego można zresztą doświadczyć, ponieważ budynek ów, jako jedyne z zabudowań dworskich, został zrekonstruowany. Świątynia powstała zresztą w miejscu pogańskiego kultu; Kiejdany mają za sobą historię znacznie dłuższą niż ta liczona od czasów jagiellońskich, kiedy to Kazimierz Jagiellończyk przekazał tamtejsze ziemie rodowi Radziwiłłów. To wielonarodowe i wielowyznaniowe miasto stało się jednak przede wszystkim ważnym ośrodkiem reformacji. Kiejdańska szkoła kalwińska cieszyła się bardzo dobrą renomą i słyszano o niej nawet w Petersburgu. Oprócz tego założono tam bibliotekę oraz drukarnię, w której wydawano protestancką publicystykę i literaturę religijną. W roku 1653 nakładem tejże ukazał się psałterz w języku litewskim, przeznaczony dla ludności wiejskiej.

To niewielkie miasteczko może być więc uważane za prawdziwy pomnik pluralizmu religijnego. Oprócz wspomnianej fary znajdują się w nim cztery inne kościoły: ewangelicki, katolicki Św. Józefa (wzniesiony w XVIII wieku przez jezuitów), dziewiętnastowieczna cerkiew Przemienienia Pańskiego oraz pochodząca z XVII wieku świątynia luterańska. Jako że Radziwiłłowie sprowadzali do Kiejdan rzemieślników z różnych części Europy (Danii, Niemiec, Szkocji), można dostrzec wyraźne wpływy architektoniczne z tamtych stron. Miejscową osobliwością są drewniane domy robotników szkockich, budowane zgodnie z ich rodzimymi tradycjami, zachowane w najstarszej części miasta. Nie można też zapomnieć o żydowskiej części kiejdańskiej społeczności. W XIX wieku, kiedy Kiejdany przeżywały drugi okres swojej świetności, Żydzi stanowili ponad połowę mieszkańców. Miłosz jako dziecko miał jeszcze okazję przysłuchiwać się śpiewnemu jidysz. Obcowanie z różnorodnością kultur – nie tylko w sensie bieżącego kontaktu, ale i świadomości, że były one w miejscu jego urodzenia na długo przed nim – z pewnością wpłynęło na intelektualną i światopoglądową otwartość poety. Pierwsze lata życia spędzone wśród mieszających się głosów polszczyzny, języka litewskiego, rosyjskiego i innych, zabarwione do tego tajemnicą ludowej muzyki, stały się czasem, w którym ukształtował się zalążek niezwykłego, poetyckiego słuchu.

Spotkania w Krasnogrudzie

Nie trzeba jednak koniecznie przekraczać granicy litewskiej, żeby odwiedzić miejsca związane z dzieciństwem Miłosza. Należący do przodków jego matki, Weroniki, dwór w Krasnogrudzie nad pięknym jeziorem Gaładuś (40 km od Suwałk), stał się prężnie działającym ośrodkiem pamięci polskiego noblisty. Nie mamy jednak do czynienia z nudnymi pseudomuzealnymi izbami. Działa tam Międzynarodowe Centrum Dialogu „Pogranicze”, nad którym patronat od początku objął sam poeta, organizające liczne wydarzenia kulturalne – nie tylko poetyckie, lecz także muzyczne. Jego misją jest kształtowanie świadomości różnorodności etnicznej i wyznaniowej tych stron oraz ukazywanie wielokulturowości jako przestrzeni międzyludzkiego spotkania.

Być może propozycja odwiedzenia litewskiej czy suwalskiej wsi nie wzbudza w większości czytelników większej ekscytacji. Wydaje się jednak, że próba obcowania z małą historią – dziejami wiosek, polnych ścieżek, kapliczek – może doskonale rozwijać wyobraźnię. Ale też i stać się źródłem wiedzy w dosłownym sensie. Kiedy Tomasz Jędrzejewski, autor polecanych przeze mnie Stron rodzinnych Czesława Miłosza, wybrał się kilka lat temu do Szetejni, spotkał jeszcze ludzi pamiętających losy rodziny poety. Zetknięcie się z językową ambiwalencją tamtych stron, z opowieściami miejscowych, powoli przykrywanymi przez kolejne warstwy czasu, pozwala doświadczyć realnego oddziaływania siły historii, a przede wszystkim jej niejednoznaczności, której nie sposób zrozumieć, czytając szkolne podręczniki. Wszystkich zainteresowanych podobną podróżą zachęcam raz jeszcze do sięgnięcia po książkę Tomasza Jędrzejewskiego. Tych zaś, którym czas na podobne eskapady nie pozwala, proponuję wejście w ten cudowny świat przez wrota poezji Czesława Miłosza. 

Furtka

Potem ją całą chmiel gęsty owinie,
Ale tymczasem jest tego koloru,
Co liście lilii wodnych na głębinie
Zrywane w świetle letniego wieczoru.

Sztachety z wierzchu malowane biało:
Białe i ostre, zawsze jak płomyki.
Dziwne, że ptakom to nie przeszkadzało,
Raz nawet usiadł na nich gołąb dziki.

Klamka jest z drzewa, gładka tak jak bywa
Drzewo wytarte ujmowaniem ręką.
Pod klamkę lubi skradać się pokrzywa,
A żółty jaśmin jest tu latarenką.

(z cyklu Poema naiwne)