dwutygodnik internetowy
21.03.2016
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Zobacz Chrystusa w mordercy

W chrześcijanach z Syrii, w wyrzuconych za burtę Libijczykach, w jazydach z odciętymi głowami, w ofiarach zamachów z Paryża i Brukseli – w nich wszystkich łatwo nam dojrzeć twarz Chrystusa. Czy widzimy ją jednak w ich oprawcach? W zamachowcach, terrorystach, bojownikach Państwa Islamskiego? Czy pamiętamy, że Chrystus, Ten, który „poniósł grzechy wielu i oręduje za przestępcami”, umarł także za nich?

ilustr.: Martyna Wójcik-Śmierska

ilustr.: Martyna Wójcik-Śmierska

Dlatego w nagrodę przydzielę Mu tłumy, i posiądzie możnych jako zdobycz, za to, że Siebie na śmierć ofiarował i policzony został pomiędzy przestępców. A On poniósł grzechy wielu, i oręduje za przestępcami. (Księga Proroka Izajasza 53, 12)

W kwietniu na Morzu Śródziemnym wyrosła kolejna Golgota. Dwunastu chrześcijan z Libii zostało wtedy wyrzuconych przez swoich towarzyszy podróży do wody, bez żadnych szans dotarcia do brzegu, bo nie chcieli wyrzec się wiary. Ich sen o Europie skończył się męczeńską śmiercią.

Bóg zszedł na ziemię, narobił na niej cudów, zgromadził rzesze wyznawców, by na koniec – po ludzku – przegrać całkowicie. By się z tą porażką wręcz pogodzić. „Sam się dał gnębić, nawet nie otworzył ust swoich”. Czemu milczał? Czemu nie protestował? Czy wyrzucani za burtę chrześcijanie protestowali? Czy walczyli?

Ale przecież ta straszna zbrodnia – przybicie do Krzyża niewinnego człowieka, przeoranie Jego pleców krwią, wzbudzenie w nim przerażenia i bólu – nie zakończyła historii. Jej finał nie miał miejsca w grobie, lecz poza nim. Przerażenie i ból nie kończy także historii wyrzuconych do morza Libijczyków. To, jaki będzie jej finał, zależy od nas. Od nas zależy też, jaki będzie finał zamachów z Brukseli.

Bo rodzi się w nas pragnienie odwetu, którego Chrystus nie znał. Bóg, widząc ogrom zła, podłości, draństwa, nie uderza w swój lud – we wszystkich ludzi – kolejnym potopem. Zamiast tego zalewa nas powodzią swojego miłosierdzia – swojej własnej krwi. A my tak często chcielibyśmy oddać pięknym za nadobne – nadstawianie drugiego policzka zdaje nam się tchórzostwem. Czy tchórzem był Chrystus, gdy nie walczył o siebie? Czy tchórzami byli chrześcijanie z łódki na Morzu Śródziemnym?

Biskup Krzysztof Zadarko, delegat polskiego Episkopatu ds. imigracji, mówi: „Powtarzam z całą mocą przesłanie Kościoła: dziś Chrystus ma twarz uchodźcy. Ten obraz nie pasuje nam do słodkiego Jezusa, ale musimy robić wszystko, żeby powiedzieć ludziom, że Chrystus jest w tych uchodźcach, którzy giną w Morzu Śródziemnym”.

W chrześcijanach z Syrii, w wyrzuconych za burtę Libijczykach, w jazydach z odciętymi głowami, w gwałconych kobietach, w ofiarach zamachów z Paryża i Brukseli – w nich wszystkich łatwo nam dojrzeć twarz Chrystusa.

Czy widzimy ją jednak w muzułmanach, płynących do Europy razem z chrześcijanami? W tych wszystkich wyznawcach Islamu, którzy niczemu nie zawinili, są ofiarami tych samych opresji, którzy też są torturowani, zabijani i gwałceni?

Wreszcie, czy widzimy Chrystusa w ich oprawcach? W zamachowcach, terrorystach, bojownikach Państwa Islamskiego? W mordercach i gwałcicielach? Czy pamiętamy, że Chrystus, Ten, który „poniósł grzechy wielu i oręduje za przestępcami”, umarł także za nich? Czy chcemy o tym pamiętać?

Ksiądz Przemysław Szewczyk napisał o tym między innymi tak: „Przestańcie więc kusić mnie widokiem ludzi ścinanych i krzyżowanych w imię Boga, wieściami o masowych gwałtach na kobietach i wolontariuszach mordowanych w obozach dla uchodźców. To na nic. Nie rusza mnie to. Nie w tym sensie, że jestem obojętny na ludzką krzywdę. Za nieziemskie bestialstwo uważam gwałty na kobietach czy wyrzucenie z pontonu na środku morza współtowarzyszy drogi za to, że są chrześcijanami. Współczuję ofiarom, żądam sprawiedliwości dla zbrodniarzy. Wieści o zbrodniach nie są jednak dla mnie podstawą działania ani wyznacznikiem sposobu myślenia. Fundament jest jeden i nikt nie może położyć innego: Ukrzyżowany Pan, który na zło nie odpowiedział złem. […] Jeśli przystanę na to, że gwałt ma odciskać się gwałtem, że miłować trzeba tych, którzy nas miłują, to co w tym będzie szczególnego? Poganie tak czynią, islamiści tak czynią, mordercy i gwałciciele też tak potrafią”.

Czy potrafimy miłować nie tylko tych, którzy nas miłują? Czy w ogóle chcemy? Od tego zależy koniec historii wyrzuconych za burtę Libijczyków, którzy zginęli za Tego, który sam dźwigał nieprawości wielu. Nasze, ich, ale także ich oprawców.

Modlę się dziś za Brukselę, za ofiary zamachów, ich rodziny, za cały naród belgijski. Modlę się za siebie samego, prosząc, by Pan pozwolił mi przeciwstawić się nienawiści.

Modlę się też za tych, którzy zamachy zaplanowali i przeprowadzili. Ufam, że Bóg – jak Dobry Pasterz – znajdzie drogę także do nich. Że o nich nie zapomni. Że będzie potrafił im wybaczyć.

Chcę w to wierzyć, bo tylko wtedy moje chrześcijaństwo ma sens.

  • oldtimer1950

    Wszystko w porządku, dopóki nie każe nam się widzieć w islamie religii pokoju, dopóki nie obciąża się ofiar winą za zbrodnie, dopóki najzwyklejsze w świecie środki ostrożności nie będą piętnowane jako brak miłosierdzia… Oczywiście, winniśmy modlitwę i oprawcom – modlitwę o skruchę, żal, nawrócenie. Ale nie można, jak to się nagminnie dzieje, przejawów postawy obronnej, płynącej z realizacji zobowiązań, jakie płyną z miłości do tych, za których jesteśmy odpowiedzialni, nazywać nienawiścią.