dwutygodnik internetowy
02.07.2012
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Żeńska reprezentacja Ukrainy

Rzeźby i obrazy młodych artystek są oczywiście zbyt aluzyjne, żeby spowodować rewolucję. To przeciwieństwo działań grupy Femen. Jeśli jednak mam wybierać między metaforami artystek a desperackimi gestami działaczek, wybieram to pierwsze.

Żanna Kadyrowa, Asphalt, dzięki uprzejmości Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie

 

Chociaż ukraińska drużyna piłkarska składa się z mężczyzn, to kobiety, Ukrainki, stały się bohaterkami medialnych doniesień dotyczących Euro 2012. Daleko im do sławy celebrytów piłkarskiego show-biznesu. Na pierwszym miejscu plasuje się wszak Julia Tymoszenko, z powodu której członkowie parlamentów europejskich zostali wezwani do politycznego bojkotu ukraińskiej części Euro lub przynajmniej ograniczenia wizyt w honorowej loży Wiktora Janukowycza. Była premier nie jest postacią kryształową, a czas, kiedy Ukraina miała twarz kobiety z zaplecionymi w złote warkocze włosami, dawno już minął.

Drugie miejsce należy do obszernej grupy sprzątaczek i pracownic domowych, przywołanych w niesławnym już, obrzydliwym wystąpieniu Michała Figurskiego i Kuby Wojewódzkiego na antenie radia „Eska Rock”. We wczorajszym wydaniu „Gazety Wyborczej” wydrukowano listy od Tatiany, Tani, Mariny i L., odpowiadające na wulgarne wystąpienie dziennikarzy. „Kobiety, które obrażacie, są kulturalne i wykształcone. Nie jest ich winą, że urodziły się w biedniejszym kraju i nikt nie podał im ręki. Moja córka, lekarz z dwoma fakultetami, przyjeżdżała do Warszawy sprzątać” – pisze Tatiana. Cechą wspólną tych wypowiedzi jest poczucie godności ich autorek. Za wykonaną pracę należy im się wynagrodzenie, a nie jałmużna. Z pracodawcą nie biorą ślubu i zawsze mogą odejść. Z cytowanych wypowiedzi wynika także, że to kobiety są motorem życia na Ukrainie. W liście od L. czytam: „Ukraińska kobieta wszystko potrafi, bo wszystko musi zrobić sama. Dba o dom, wychowuje dzieci, zarabia na życie. Kręci się jak wiewiórka w kole”. Przypomina mi się żartobliwa sentencja: „jestem kobietą pracującą, żadnej pracy się nie boję”, ukuta w czasie, kiedy to Polki potrafiły wszystko załatwić, wystać i wytargować.

 

„Jeszcze do niedawna Ukrainka była synonimem prostytutki, a Ukrainiec – bandyty” – pisze z ulgą Marina. Niestety, to wciąż silny stereotyp, opacznie wzmacniany przez grupę aktywistek z grupy Femen. To im należy się trzecie miejsce spośród kobiet Euro 2012.

W Warszawie Femen dał się poznać w dniu otwarcia turnieju. Rozebrane działaczki w rozpuszczonych blond włosach, z ludowymi wiankami na głowach, opryskały gaśnicami kibiców zgromadzonych przed stadionem. Szybko zjawiły się służby porządkowe. Akcja protestacyjna przeciwko seks-turystyce przypominała niestety histeryczny wybryk nastolatek. Takie właśnie są dla mnie akcje Femenu. Działaczki występują topless lub w bikini, eksponują swoje ciała, przyjmując stylistykę, którą same nazywają sexi-feminism. Nie widziałam jeszcze tak auto-seksistowskiej i w związku z tym przeciwskutecznej akcji na rzecz emancypacji kobiet. Femen skanduje „Ukraina, nie wagina”, „Ukraina to nie burdel”. Zgoda, ale czemu są do tego potrzebne koronkowe majtki i wejście w rolę atrakcyjnej fotomodelki?

 

Sprawa jest słuszna. Nawet polska policja przyznała przed rozpoczęciem turnieju, że wszyscy funkcjonariusze zostaną skierowani do pilnowania bezpieczeństwa na ulicy i po prostu nie starczy ludzi, żeby ścigać alfonsów, sutenerów czy prowadzić poszukiwania nielegalnych domów publicznych. To pilny obowiązek piętnować seksturystykę podczas Euro. Skuteczniej robi to chociażby fundacja La Strada, pomagająca uprowadzonym dziewczynom wrócić do domu i do normalnego życia. Unika przy tym skandalizujących wystąpień, które sprawiają, że łatwiej je tylko zbagatelizować.

Działaczki Femenu cieszą się popularnością wśród Ukraińców, szczególnie w świecie akademickim, który widzi w nich doskonały materiał do analizy „zachowań subwersywnych”. Wywrotowość akcji Femenu miałaby polegać na powielaniu erotycznego wizerunku ciała kobiety, chociaż właściwym celem jest jego upodmiotowienie. Działanie na przekór i wyolbrzymianie piętnowanych zjawisk to najgorsza strategia. Figurski i Wojewódzki tak samo tłumaczą się ze swoich obraźliwych wypowiedzi – przejaskrawiając żarty, mieli wszak „obnażyć polskiego chama”.

 

Lada Nakonechna, Tarcza osobista, dzięki uprzejmości Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie

 

W medialnym konkursie na Ukrainkę Euro 2012 czwarte miejsce przyznaję dwóm artystkom: Żannie Kadyrowej i Ladzie Nakonechnej. Uczestniczą w wymianie artystów między warszawskim Centrum Sztuki Współczesnej i kijowskim Arsenałem Sztuki. Stała się ona możliwa dzięki wzmożonej integracji dwóch krajów w ramach turnieju. Kadyrowa zamknęła w niedzielę swoją wystawę pt. Asfalt, Nakonechna dziś będzie miała swój wernisaż.

Chociaż Ukraina, podobnie jak Polska, przeszła przyśpieszony kurs modernizacji przed Euro, tytułowy asfalt wciąż nie należy tam do najrówniejszych. Braki w infrastrukturze i komunikacji między wsią a większymi ośrodkami to podstawowa przyczyna poczucia zacofania i oderwania od świata.

 

Kadyrowa pokazuje na swojej wystawie wycinki tego symbolicznego stopu. Wcześniej umawiała się z pracownikami placów budowy, którzy za opłatą wycinali dla niej fragment asfaltu. Ona oczyściła te wycięte prostokąty, podkleiła i zawiozła do galerii. Gdy podejść do nich bliżej, betonowe obrazy mienią się szkłem, kamykami i grudkami żwiru. Asfalt Kadyrowej nie zawiera w sobie patosu historycznych wspomnień. Wygląda raczej jak gigantyczna płytka, którą ogląda się pod mikroskopem, i z której można wyczytać niską jakość życia publicznego na Ukrainie. Ma swoje nierówności i rysy. Widzę w niej historię osób potykających się o te szpary i codzienne upokorzenia.

Kadyrowa pokazała w Warszawie jeszcze jedną rzeźbę – kulę ze świeżego betonu, obtoczoną szkłem i śmieciami. Gryzący zapach asfaltu przenosił w przestrzeni i czasie – na moskiewskie demonstracje. Gdzie uderzy rozpędzona kula obrastająca w kolejne warstwy? Co się stanie z energią protestujących artystów? Jak długo działaczki Femenu mogą pokazywać w proteście własne piersi? Gdzie i kiedy znajdzie ujście energia wykształconych Ukrainek, Ukrainek ciągnących na plecach swoje rodziny?

 

Na wernisażu w Centrum Sztuki Współczesnej zobaczymy dziś świetną, wieloznaczną rzeźbę, której rama została dosłownie wzięta z ulicy. To fragment ogrodzenia znalezionego przez Nakonechną w Zurychu, podczas jej rezydencji w Szwajcarii. Przedmiot, który stworzyła artystka, Tarcza osobista, to jednocześnie barierka na demonstracje, dekoracyjny parkan, szpitalne łóżko i rożen św. Wawrzyńca – narzędzie tortur. Obwoźny jak wózek w supermarkecie. Tarcza osobista ma służyć do obrony własnej obywateli – tym razem to nie służby bezpieczeństwa ustanawiają granice ulicznego protestu. Użytkownik porusza się, gdzie chce, przesuwając tym samym bariery.

Odruchowo patrzę na prace młodych artystek jako konsekwencje wydarzeń ostatniego półrocza: grudniowej manifestacji na placu Błotnym, czerwcowego Marszu Milionów, który odbył się w Moskwie w świetle zaostrzonego prawa o zgromadzeniach. Czy Ukraina rzeczywiście podlega nastrojom swojego kraju-suwerena, a prace Kadyrowej i Nakonechnej to wyrafinowana sztuka protestacyjna? Rzeźby i obrazy młodych artystek są oczywiście zbyt aluzyjne, żeby spowodować rewolucję. To przeciwieństwo działań grupy Femen. Jeśli jednak mam wybierać między metaforami artystek a desperackimi gestami działaczek, wybieram to pierwsze.

 

  • Anonim

     “Nie widziałam jeszcze tak auto-seksistowskiej i w związku z tym
    przeciwskutecznej akcji na rzecz emancypacji kobiet. Femen skanduje
    „Ukraina, nie wagina”, „Ukraina to nie burdel”. Zgoda, ale czemu są do
    tego potrzebne koronkowe majtki i wejście w rolę atrakcyjnej
    fotomodelki?

    (…)Działaczki Femenu cieszą się popularnością wśród Ukraińców, szczególnie w
    świecie akademickim, który widzi w nich doskonały materiał do analizy
    „zachowań subwersywnych”. Wywrotowość akcji Femenu miałaby polegać na
    powielaniu erotycznego wizerunku ciała kobiety, chociaż właściwym celem
    jest jego upodmiotowienie. Działanie na przekór i wyolbrzymianie
    piętnowanych zjawisk to najgorsza strategia. Figurski i Wojewódzki tak
    samo tłumaczą się ze swoich obraźliwych wypowiedzi – przejaskrawiając
    żarty, mieli wszak „obnażyć polskiego chama”.”

    Nie zgadzam się z tym zupełnie. Seksizm polega na używaniu seksualności kobiety wbrew jej woli. Natomiast jeśli kobieta sama tego chce, to może fikać na rurze w koronkowych majtkach i nie szarga swojej godności. Bo to ona używa swojej seksualności, a nie – jej seksualność jest używana przez kogoś innego do jakichś celów. Jeśli dobrze rozumiem Femen, to one przez swoje happeningi pokazują, że to one są właścicielkami własnej seksualności i są w tym wolne – mogą z nią robić co chcą.

    Gdy kobieta sama wybiera, żeby latać z gołym biustem po ulicy, to jest zupełnie coś innego, niż gdy robi to samo, bo ktoś ją nakłonił, bo chce się komuś przypodobać.

    Na tej zasadzie również przyrównanie ich metod do metod Wojewódzkiego i Figurskiego jest totalnym niezrozumieniem. Tamci dwaj robią niewybredne żarty z osób trzecich. Te kobiety robią – niechby i niewybredne żarty – ale z siebie samych. Na tym polega ich wolność.

    Proszę to zrozumieć. Bo inaczej wciąż będziemy kręcić się w kręgu wiktoriańskich pojęć, według których kobieta, nawet jeśli używa swojej seksualności z własnej, nieprzymuszonej woli i w celu, który jej doskonale odpowiada – to i tak ona “się nie szanuje”, “hańbi się”, “szarga swoją cnotę”. Bo ktoś z zewnątrz uważa, że takie zachowanie jest złe, choć ona sama uważa je za dobre. Pozwólmy wreszcie kobietom być paniami własnego ciała.

    • Katarzyna Kucharska

      Bardzo dziękuję za ten komentarz. Jestem
      ostatnią osobą, która chciałaby odebrać kobietom prawo do stanowienia o ich
      własnym ciele. Nie napisałabym także, że działaczki Femenu hańbą się,
      eksponując własne piersi czy szargają swoją cnotę podczas publicznych akcji.
      Wolno im to robić, a mnie przyglądać się temu z ciekawością. Nie oceniam
      rozbierania się w miejscu publicznym. Oceniam skuteczność tego działania z
      myślą o celu, który stawiają sobie aktywistki. Przerysowywanie własnej
      seksualności nie jest dla mnie przekonującym środkiem walki o jego
      podmiotowość. Zbyt łatwo jest wtedy problem zbagatelizować i mu pobłażać. Stało
      się tak przecież w przypadku wystąpienia działaczek Femenu podczas inauguracji
      Euro 2012. A problem, który chciały nagłośnić – lekceważenie seksturystyki
      przez służby porządkowe – jest szalenie ważny. 

       

      Królowa Wiktoria nie ma tu nic do rzeczy.

      • Anonim

        Co to jest “przerysowywanie własnej seksualności”?
        Jakoś tak się dzieje, że nikt nie wyobraża sobie mężczyzny “przerysowującego swoją seksualność”, a kobietę – owszem. Za tym wszystkim stoi przekonanie, że mężczyzna może swojej seksualności używać jak chce (przynajmniej dopóki nie krzywdzi drugiej osoby), ale kobieta – oj, ta już musi uważać na dodatkowe nałożone z zewnątrz obostrzenia: że przerysowuje, że jak przerysuje to będzie nieprzekonujące, niesmaczne itd.

        Pani zdaniem ich działanie nie jest skuteczne – owszem, można powiedzieć, że nie będzie skuteczne wewnątrz kultury, która uważa, że kobieta robiąca z własnej woli striptiz i mająca z tego radochę to coś niewłaściwego. Tylko że one właśnie podminowują tę kulturę. Robią dywersję. Chcą wprowadzić nową jakość – że kobieta może zrobić nawet striptiz, a nie czyni to z niej osoby niepoważnej.

        • Katarzyna Kucharska

          Mówiąc o
          przerysowaniu seksualności mam na myśli powielenie pewnego wzorca kobiecości,
          który i tak wzmacnia nasza kultura, i który jest dla kobiety
          uprzedmiatawiający: kobiety wysokiej, szczupłej, z pięknymi piersiami,
          koniecznie na wysokiej obcasach, kobiety-kociaka. Oglądamy go na co dzień na
          stołecznych billboardach, w gazetach, w internecie – i wtedy mu się
          sprzeciwiamy. Rozumiem formalny zabieg działaczek Femenu: są lustrzanym
          odbiciem takiego wizerunku kobiety. Pokazują jednak, że akurat one są prawdziwe
          i mają prawo do wolności i auto-ekspresji. Dla mnie jednak są zbyt blisko
          granicy lustra, by osiągnąć swój cel. Nie mam nic do zarzucenia urodzie
          działaczek Femenu i szczerze im jej gratuluje. Wydaje mi jednak, że to nie one
          muszą walczyć o prawo do uznania przez społeczeństwo ich seksualności.
          Trudniejsze i ważniejsze jest dla mnie wywalczenie akceptacji dla ciała kobiet
          otyłych lub niepełnosprawnych. Na spektaklu „Grubasy” w warszawskim Instytucie
          Teatralnym dziewczyny, amatorki sztuki aktorskiej, rozbierały się do samej
          bielizny. Był to dla nich swego rodzaju striptiz-coming
          out. Byłam pod ogromnym wrażeniem ich odwagi. Marzy mi się społeczeństwo, w
          którym to one będąc czuły się ze swoją cielesnością swobodnie.

           

          Myślę, że grupa
          mężczyzn, działająca na podobnych zasadach co Femen, także naraziłaby się na
          pobłażliwość. Spontaniczny striptiz lub zastosowanie nagości jako formy
          protestu, niezależnie od płci, pewnie nigdy nie będzie w naszej kulturze czymś zwyczajnym.
          I znowu, nie chodzi tu o pruderię.

          • Anonim

            Wciąż jest między nami punkt niezgody. Myślę, że leży on w tym zdaniu:  “powielenie pewnego wzorca kobiecości, który i tak wzmacnia nasza kultura, i który jest dla kobiety uprzedmiatawiający: kobiety wysokiej, szczupłej, z pięknymi piersiami,
            koniecznie na wysokiej obcasach, kobiety-kociaka”.

            Wydaje mi się, że patrzę o jeden krok dalej niż Pani, i rozumiejąc intencje widzę jednak duże niebezpieczeństwo w uznaniu, że kobieta eksponująca świadomie swoją atrakcyjność seksualną = kobieta uprzedmiotowiona. Stąd tylko krok do hidżabu! Toż Arabowie myślą tak samo! Kobieta arabska nie powinna eksponować części ciała uznawanych za atrakcyjne seksualnie, bo się wystawia na uprzedmiotowienie i powoduje, że kobiety nie są szanowane przez mężczyzn.

            Pani teraz mówi w gruncie rzeczy to samo: Szczupła blondynka na obcasach, eksponująca piersi, wystawia siebie i sobie podobne na uprzedmiotowienie. Byłoby bardzo niedobrze, gdyby europejski feminizm szedł w kierunku takiego myślenia. Proszę wciąż mieć w pamięci, że mężczyzna eksponujący swoją atrakcyjność cielesną nie jest nigdy uważany za uprzedmiotowionego.

          • http://www.facebook.com/people/Paweł-Cywiński/790263085 Paweł Cywiński

            Z ciekawością czytam waszą rozmowę
            i tylko zastanawiam się o co chodzi z tym hidżabem? Czy takie
            pojmowanie własnej seksualności (zarówno w sferze intymnej jak i
            społecznej) oraz wolności przez muzułmańskie kobiety jest czymś
            złym? Bo mam wrażenie, że tak to próbuje być tu przedstawiane i
            ciekaw jestem o co w tym zarzucie chodzi? Bo jedna kwestia to feminizm europejski, a inna to feminizm europocentryczny.PS.: co do “kobiety arabskiej”, trzeba podkreślić oczywiście, że Arabowie nie równa się muzułmanie.

          • Anonim

            Tak, hidżab jest moim zdaniem czymś złym. Ponieważ zakłada podwójne standardy: Kobieta jest osobą, której seksualność podlega szczególnej straży (seksualność mężczyzny nie), dla kobiety jej seksualność jest ściśle związana z możliwością naruszenia godności (u mężczyzny nie), dla kobiety bycie w jakiejś sytuacji obiektem seksualnym oznacza zszarganie jej godności (u mężczyzny tak nie jest).

            Pisałam o tym więcej tutaj:
            http://jedyniesluszne.blox.pl/2011/08/Hidzab-postepu.html
            Jeśli nie jest dla Państwa do końca jasne, co miałam na myśli w tym komentarzu, to linkowany tekst powinien to wyjaśnić. Na przykładzie reklamy z gołymi panami obściskiwanymi przez ubraną panią.

            Rozwiązaniem problemu oczywiście mogłoby być ustanowienie hidżabu dla obu płci. Tylko że wtedy – to moje prywatne zdanie – świat stałby się strasznie smutny. Moje spojrzenie na tyłeczek przechodnia na ulicy byłoby niemoralne i pozbawiające go godności. Więc wolę przeciwne rozwiązanie – żeby kobiety były paniami własnej seksualności w taki sposób, jak obecnie czynią to mężczyźni. Wtedy każdy mógłby występować goły na billboardach bez obawy o utratę godności i każdy mógłby bez obrazy patrzeć na cudze pośladki.

          • Katarzyna Kucharska

            Link do Pani tekstu rzeczywiście wiele
            wyjaśnia. Dziękuję. To ciekawa i nowa perspektywa. Trudno mi się jednak podpisać pod
            postulatem wedle którego, żeby zwalczyć/zniwelować uprzedmiotowienie ciała kobiety,
            np. w sferze wizualnej miasta, należałoby w podobny sposób dokonać
            uprzedmiotowienia ciała mężczyzny. Opisuje Pani reklamę z nagim torsem – według
            mnie to przedstawienie w gruncie rzeczy jest upraszczające i krzywdzące dla
            mężczyzn. Żeby zlikwidować kult ciała Barbie nie wystarczy wzniecić kult Kena.

             

            Lubię kiedy kobiety eksponują swoje ciało,
            pewnie suną na wysokich obcasach z odsłoniętymi nogami, pogłębionym dekoltem i
            odważnym makijażem. Grupa Femen zajmuje się jednak czymś więcej – walczy o prawa
            kobiet pojęte szerzej niż tylko prawo do eksponowania własnej seksualności. W
            tym kontekście ich idealne ciała są potężnym narzędziem, którego, w moim
            przekonaniu, trzeba używać ostrożnie. Ciało to ma wszakże olbrzymi potencjał
            wykluczania innych wzorców piękna i seksualności, o czym pisałam wcześniej. Dzałaczki
            Femenu walczą o wolność, tworząc kolejne wykluczenia. Dlatego mnie nie
            przekonują.