dwutygodnik internetowy
30.07.2018
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Zapatystowski dzień kobiet bez mężczyzn

Tak to jest organizować coś po raz pierwszy. Zapatystki podjęły ryzyko i zorganizowały – pierwsze międzynarodowe spotkanie polityczne, kulturalne i sportowe kobiet, które walczą.

 

ilustr.: Weronika Reroń

ilustr.: Weronika Reroń

El Encuentro de mujeres que luchan (Spotkanie kobiet, które walczą), 8–11 marca, Chiapas, Caracol Morelia, Chiapas, Meksyk.

Ya Basta (Już wystarczy)

Nazwa współczesnego ruchu zapatystowskiego, zwanego również neozapatyzmem, pochodzi od nazwiska jednego z chłopskich przywódców Rewolucji Meksykańskiej, Emiliana Zapaty, który przyczynił się do upadku dyktatury Porfira Diasa w 1910 roku.

W pierwszym dniu nowego roku 1994, gdy czujność elit uśpiona była trunkami dnia poprzedniego, pochodzące ze stanu Chiapas na południu Meksyku jednostki zbrojne ugrupowania Ejército Zapatista de Liberación Nacional, w skrócie EZLN, wkroczyły do siedzib rządowych. Tego samego dnia wchodził w życie pakt o wolnym handlu NAFTA z USA i Kanadą. Pakt wymagał zmiany paragrafu 27 konstytucji meksykańskiej, dotyczącego własności ziemi. W zmienionej formie zamykał on proces redystrybucji ziem dla społeczności nieposiadających praw własności, otwierał też możliwość wynajęcia lub kupna ziemi przez międzynarodowe koncerny żywnościowe. Ponieważ w historii kolonialnej rdzenni mieszkańcy Chiapas – Majowie – wykorzystywani byli jako niewolnicy, nie mieli oni praw do ziemi, na której pracowali. Dlatego właśnie wymuszona paktem o wolnym handlu zmiana była tak wielkim zagrożeniem dla kultur rdzennych, o których prawa upominali się zapatyści.

Do dziś kwestie własności ziemi w tym żyznym regionie są głównym powodem sporów i przemocy w stosunku zarówno do ludności rdzennej, jak i aktywistów lub polityków próbujących walczyć o ich prawa.

Celem powstania zapatystów było obalenie ówczesnego prezydenta i wprowadzenie demokracji uczestniczącej. Hasła, które mieli wówczas na ustach, choć w większości bardzo ogólne, niewiele się od tego czasu zmieniły. Chcieli: pracy, ziemi, dachu nad głową, żywności, zdrowia, dostępu do edukacji, niezależności, wolności, demokracji, sprawiedliwości i pokoju.

Zawołanie „Ya Basta” to nic innego jak „już wystarczy wyzysku i niesprawiedliwości”. Główne cele walki pozostały do dziś te same, zmieniły się za to środki. Zapatyści zrezygnowali z walki z bronią w ręku, nie widząc w niej odpowiedniego środka dla rozwiązania współczesnych bolączek. Obecnie stosują metodę „pracy u podstaw”, wzmacniając zarządzane przez nich niezależnie autonomiczne wioski wspólnoty, tak zwane caracole – budują szkoły, szkolą edukatorów zdrowotnych, uczą języka hiszpańskiego i lokalnego Tsotsil. Jak na spotkaniu podkreślały członkinie ruchu, nie walczą jedynie o godne życie w rdzennych wioskach w regionie Majów, ale o cały Meksyk i o wszystkich ubogich, których dotyka niesprawiedliwość w różnych częściach świata.

Komendantka Ramona i rola kobiet w ruchu zapatystowskim

Od początku istnienia ruchu Zapatystów dużą rolę odgrywały w nim kobiety, stanowiące jedną trzecią wszystkich rebeliantów. Choć twarzą i głosem ruchu stał się podkomendant Marcos, jedną z najważniejszych postaci wewnątrz rebelii była komendantka Ramona, która jako jedna z pierwszych negocjowała warunki porozumienia pokojowego z meksykańskim rządem w 1994 roku.

Jeszcze przed samym powstaniem zorganizowanym przez EZLN przewodniczyła tworzeniu oświadczenia „Rewolucyjne prawo kobiet”. Sformułowane w tym dokumencie zasady obejmowały dostęp do edukacji, prawo do uczestniczenia w rewolucji, do dobrowolnego zamążpójścia i decydowania o liczbie dzieci. To właśnie ukute w „Rewolucyjnym prawie kobiet” postanowienia zdecydowały o tym, jak bardzo obecne życie zapatystek jest odmienne od sytuacji kobiet w niezapatystowskich wioskach w stanie Chiapas, gdzie system patriarchalny jest bardzo silnie utrwalony. Często splata się on zresztą z biedą i alkoholizmem, skutkując wszechobecną przemocą wobec kobiet i dzieci. Co więcej, w tym regionie nierzadko praktykuje się na przykład opłaty za małżeństwo, a o wyborze męża decydują rodzice i względy finansowe. Kobiety z ruchu zapatystowskiego nie tylko wywalczyły swoje prawa do pełnienia w ramach ruchu takich samych ról co mężczyźni, ale są teraz jego siłą napędową, o czym świadczy również organizacja tak dużego wydarzenia jak Pierwsze Międzynarodowe Spotkanie kobiet, które walczą.

Kobieca eksplozja różnorodności 

Nikt nie wiedział, czego się spodziewać: ani organizatorki, zapatystki z pięciu caracoli, ani zaproszone kobiety ze wszystkich stron świata.

Zasad było niewiele: mężczyznom wstęp wzbroniony, konsumpcja alkoholu i innych używek niedozwolona. Pierwsze – bo to dzień kobiet organizowany przez kobiety i dla kobiet, drugie – zasada obowiązująca we wszystkich pięciu utworzonych przez zapatystów wspólnotach autonomicznych. Została ona wprowadzona z inicjatywy komendantki Ramony i innych kobiet, aby przeciwdziałać przemocy, i stała się ważna dla całego ruchu zapatystowskiego

„Dziękujemy za uszy, oczy, słowa, warsztaty, prezentacje, sztukę, filmy, muzykę, poezję, historię sztuki, tańce, obrazy, i wszystkie rzeczy, które nie wiedziałyśmy, czym są, i wszystko, co przyniosłyście do nas, abyśmy mogły poznać i zrozumieć wasze zmagania”. Takimi słowami zapatystki podsumowały spotkanie, przemawiając do pięciu tysięcy kobiet. Wśród nich byłam także ja, wciąż nie dowierzając, że miałam okazję w tym wydarzeniu uczestniczyć.

To było spotkanie kobiet z różnych rzeczywistości. Zapatystki nie tylko zaprosiły nas wszystkie pod swój dach, zadbały o bezpieczeństwo zarejestrowanych uczestniczek, ale z otwartymi ramionami przyjęły to, co inne przyniosły.

Będąc wyczulona na respektowanie lokalnych tradycji, zrozumienie i przystosowywanie się do kontekstu, na początku nieufnie patrzyłam na najbardziej „wyzwolone” ciała feministek z miast, obawiając się, że między zapatystkami i kobietami z innych części Meksyku i świata urośnie przez nie bariera „inności”. Wkrótce okazało się jednak, że na jednym terenie zapatystki w tradycyjnych długich spódnicach i koszulach zakrywających całe ciało oraz kominiarkach odsłaniających tylko oczy tańczyły i śpiewały z odsłaniającymi piersi hipiskami i ich dziećmi. Pomimo tych i wielu innych różnic wszystkie, choć różnymi środkami, walczą z niesprawiedliwością, patriarchatem i skrajnym kapitalistycznym wyzyskiem. Organizują się oddolnie. Mają nie tylko wspólnego wroga, ale i wspólną siłę, miłość i szacunek dla inności.

Program festiwalu był niezwykle różnorodny. Od pokazów filmowych o kobietach w Kurdystanie, poprzez dyskusje o elektrowniach wodnych, rabunkach ziemi w Ameryce Łacińskiej, historię ruchu zapatystowskiego, po medycynę naturalną, samoobronę, jogę, rozgrywki piłkarskie czy warsztaty o seksualności.

Zastanawiałam się, na ile niektóre warsztaty prowadzone przez aktywistki z miast mogą być przydatne w małych rdzennych społecznościach w tym regionie. Na ile spotkanie o wyjściu z przemocy domowej w warunkach miejskich może być użyteczne w wiejskiej społeczności; jak warsztat o seksualności z perspektywy wyzwolonych lesbijek może posłużyć mieszkankom caracoli, jakkolwiek progresywnych, żyjących jednak w regionie, gdzie tradycja nakazuje kąpać się w ubraniu, za zamkniętymi drzwiami, nawet we własnym domu. Nurtowało mnie, czy naprawdę mamy te same problemy i na czyje problemy owe spotkania mogą być odpowiedzią.

Moje wątpliwości rozwiały się trzeciego dnia, gdy stojąc przed wystawą fotografii 100 różnych wagin, przysłuchiwałam się rozmowie młodej, mniej więcej osiemnastoletniej zapatystki z Kanadyjką, wyglądającą na trzydziestolatkę. Kanadyjka tłumaczyła na przykład, czym jest widoczny na jednym ze zdjęć kubeczek menstruacyjny, jak się go używa i dlaczego zyskał on popularność wśród niektórych ruchów feministycznych – jako odczarowanie tabu kobiecej fizjologii, przedmiot ekologiczny oraz wyraz sprzeciwu wobec braku informacji odnośnie składu chemicznego większości środków higienicznych. Była to piękna rozmowa pełna wzajemnych pytań bez wstydu, bez strachu. Zrozumiałam, że nawet dla paru takich spotkań warto było owe fotografie pokazać.

Zapatystki mogą dowiedzieć się wszystkiego o metodach antykoncepcji, by potem świadomie wybrać własną drogę, i wcale nie musi to być ta proponowana przez tak zwane „kraje wysokorozwinięte”. My z kolei powinnyśmy nauczyć się od nich wytrwałości, a także banalnej, wydawałoby się, prawdy, że warto słuchać drugiej i szukać dialogu, szanując różnice i nie traktując swoich prawd jako uniwersalnych. To ostatnie jest niestety bardzo charakterystyczne dla tak zwanej „kultury zachodniej”, nieustannie przekonanej o swojej roli globalnego lidera. Nadszedł czas, abyśmy traktowali obywateli krajów postkolonialnych na równi i zaczęli się od nich uczyć. Spotkania, których organizatorem jest ludność lokalna, to bardzo ważny krok w tę stronę. Istotnym punktem jest znaczenie zaproszenia i jasno określonych ról organizatora i gościa.

We wspólnocie siła

Ciekawa sytuacja miała miejsce w trakcie dyskusji o kobietobójstwach (feminicidios). Warto zwrócić uwagę, że zabójstwa ze względu na płeć funkcjonują jako osobna kategoria nie tylko w języku publicystycznym, ale przede wszystkim w meksykańskim prawie karnym. Istnieją również specjalne instrumenty, takie jak alert zagrożenia tym rodzajem przestępstw. Może nim zostać objęty określony region kraju. Podczas spotkania, w części z komentarzami i pytaniami do prelegentów, wstała mniej więcej pięćdziesięcioletnia kobieta o imieniu Miriam i opowiedziała o tym, jak z dnia na dzień zniknął jej syn i jak władze samorządowe i policja zbywają ją milczeniem, od sześciu lat przekonując, że wyjechał. Jej syn najprawdopodobniej jest tak zwanym „znikniętym” (desaparecido). „Znikanie” było popularną praktyką likwidowania osób „niewygodnych”, a także przypadkowych obywateli, w celu budowania strachu, w czasie junt wojskowych w wielu krajach latynoamerykańskich. Obecnie stosują ją gangi i grupy paramilitarne, sponsorowane nierzadko przez polityków. Dlaczego Miriam zdecydowała się wstać podczas rozmowy o kobietobójstwach? Prawdopodobnie  poczuła wsparcie – to, że nie jest jedyna i że jej płacz zostanie wysłuchany. Miała rację. Wśród obecnych na sali matek desaparecidos było więcej.

Ich wytrwałość przypomina mi wytrwałość matek w jednym z największych skandali podczas konfliktu kolumbijskiego, związanym z tak zwanym Planem Colombia. Ginęli wtedy chłopcy rzekomo należący do grup rebelianckich i terrorystycznych, a tak naprawdę niemający ani z partyzantką, ani z handlem narkotykami nic wspólnego. Środki zagraniczne dedykowane na walkę z konfliktem posłużyły do wynagradzania pozajurysdykcyjnych egzekucji, w których porywano osoby niezwiązane z ruchami oporu, przebierano w stroje rebeliantów, aby uzyskać nagrodę za „zlikwidowanie wroga”. Skandal ujrzał światło dzienne dzięki Luz Marinie Bernal, która udowodniła, że jej syn nie mógł być szefem gangu terrorystyczno-narkotykowego, gdyż był niepełnosprawny i wymagał opieki specjalistycznej. Gdyby nie jej odwaga i nieustępliwość być może owe zabójstwa trwałyby do dziś.

Czy to nie przypadkiem ten sam patriarchalny system, który pozwala porywać chłopców, pozwala także zabijać kobiety? Patriarchat pozwala na to, by „głowa rodziny” rozporządzała w sposób przedmiotowy członkami rodziny, nie musząc tłumaczyć się ze swoich poczynań. Taka mentalność znajduje swoje odzwierciedlenie w organizacji państwa – gdy w roli ojca postawimy dowolną władzę, a jako resztę rodziny słabszych, biednych i wykluczonych społecznie, czy sytuacja ta nie brzmi znajomo? Warto również pochylić się nad tym, kim jest człowiek w systemie kapitalistycznym. Po eksplozji demograficznej ludzie stali się łatwo wymienialnym elementem układanki w drodze do pomnażania zysków przez nielicznych. Wygląda na to, że patriarchat idealnie zespolił się z kapitalizmem, utrwalając relacje władzy w społeczeństwie, połączone z uprzedmiotowieniem człowieka. W różnych częściach świata ludzie są porywani i sprzedawani: dla handlu organami, w celu włączenia do grup paramilitarnych, do domów publicznych, czy przebierani za partyzantów, aby uzyskać fundusze zagraniczne do walki z konfliktem wewnętrznym, jak w przypadku Kolumbii. Desaparecidosdesaparecidas giną przez jedno i to samo przekonanie, że kogoś tak po prostu można „zniknąć” i że człowiek ma swoją przeliczaną na monetę cenę. Dlatego właśnie warto spotkać się w gronie tych, dla których człowiek, nieważne, czy biedny, czy zamożny, nie jest produktem. Budujące jest zobaczyć, jak wiele jest tych, które walczą o ten trochę lepszy świat, i zobaczyć, ile można osiągnąć, organizując się w tej walce.

Mężczyźni na drodze do feminizmu

Jak ktoś trafnie skomentował podczas zjazdu, „dzień mężczyzn” mamy przez pozostałe 364 dni w roku, dlatego raz mogli zająć miejsce z tyłu i pomagać. O tym, jaka jest rola mężczyzn w walce feministycznej rozmawialiśmy długo po spotkaniu – już w mieszanym gronie. Nie od dziś wiadomo, że patriarchalny system, tak głęboko zakorzeniony w społeczeństwie, ma negatywny wpływ również na mężczyzn, którzy – choć posiadają w nim więcej władzy – niekoniecznie czerpią z niej wiele korzyści: przemoc dotykająca szczególnie nieletnich, wieczny wyścig o pozycję, presja, problemy z wyrażaniem uczuć, które często prowadzą do depresji, tłumienie problemów za pomocą alkoholu, to tylko niektóre z aspektów, których mężczyźni mają coraz większą świadomość, a przez to i chęć, by patriarchat krytykować. Coraz więcej jest również tych, którzy w swoim gronie szukają własnych sposobów na walkę z patriarchatem w codziennym życiu. Tu właśnie tkwi trudność: to inna walka, do której mężczyźni muszą sami odnaleźć drogę. Rozmawiając kiedyś ze znajomym Szwedem pracującym przy edukacji antyprzemocowej, usłyszałam, że fakt, iż musiał złamać się w sobie, by przyznać, że jako dziecko doświadczył przemocy, jest winą systemu, którego sam jest częścią, i że on sam mniej lub bardziej świadomie tę przemoc stosował. Walka mężczyzn z tego właśnie względu jest wyjątkowo trudna, że wymaga jednoczesnego przyznania się do słabości i osobistego uczestnictwa w systemie siły i opresji – trzeba niejako złamać się w środku, aby móc cokolwiek budować. A ten właśnie system oduczył ich łamać się. Oby takiej samoświadomości i autorefleksji było więcej.

Budując własną drogę do równości

Ta feministyczna walka z patriarchatem, o której tyle mówimy, to nie jedna walka, tylko wiele różnych. Walka zapatystek, kobiet z ludności rdzennej i tych z miast, w krajach rozwijających się i tych zwanych rozwiniętymi. To walka kobiet, walka mężczyzn oraz wspólna walka obu płci. Poziomów tej walki jest wiele i wszystkie są potrzebne. W szczególności ważne jest to, aby żadna z grup nie uważała się za lepszą. Nie musimy wszyscy ani walczyć takimi samymi metodami, ani koniecznie próbować zbudować jednej spójnej i uniwersalnej rzeczywistości. Nie ma przecież jednej recepty na szczęście. Powinniśmy natomiast słuchać, co każda grupa ma do powiedzenia, i wspierać się w aktywizmie.

W miastach i na wsi, wśród biednych, bogatych i tych z klasy średniej, we wszystkich częściach świata istnieją nierówności, a także ci, którzy z nimi walczą, Drogi obrane przez te grupy mogą i powinny się od siebie różnić, tak aby budować rzeczywistość, jakiej dana grupa dla siebie pragnie. Jeśli pomimo tych wszystkich różnic będziemy dyskutować, uczyć się od siebie nawzajem i podamy sobie ręce, na równi, z otwartością i szacunkiem, to każdy krok będzie krokiem do przodu. Dialog i wytrwałość wydają się najważniejsze, bo walka o wartości takie jak równość czy sprawiedliwość nigdy się nie skończy. Nie warto się jednak zniechęcać, bo przecież „zobowiązujemy się żyć, a życie to walka, wiec zobowiązujemy się walczyć” – jak mówią zapatystki.

Fragment z przemówienia końcowego:

 „Ten płomień jest dla ciebie.

Weź to, siostro, compañera.

Kiedy czujesz się samotna.

Kiedy się boisz.

Kiedy czujesz, że walka jest bardzo trudna; kiedy samo życie jest bardzo trudne.

Rozpalaj go na nowo w swoim sercu, w swoich myślach, w swoim wnętrzu.

I nie zatrzymuj tego tylko dla siebie, towarzyszko, siostro.

Zabierz go do kobiet zaginionych.

Zabierz go do kobiet zamordowanych.

Zabierz go do kobiet uwięzionych.

Weź go do kobiet, które zostały zgwałcone.

Zabierz go do kobiet, które zostały pobite.

Zabierz go do kobiet, które zostały zaatakowane.

Zabierz go do kobiet, które były ofiarami wszelkiego rodzaju przemocy.

Zabierz go do kobiet imigrantek.

Zabierz go do wyzyskiwanych kobiet.

Weź to i powiedz każdej z nich, że nie jest sama i że będziesz walczyć o nią; że będziesz walczyła o prawdę i sprawiedliwość, że zasługuje na jej ból; że będziesz się zmagać, aby ból, który nosi, nie powtórzył się  innej kobiecie z jakiegokolwiek świata.

Weź to i zmień w gniew, odwagę i determinację.

Weź to i dołącz do innych płomieni.

Weź to i być może dojdziesz do wniosku, że nie może być ani sprawiedliwości, ani prawdy, ani wolności w patriarchalnym systemie kapitalistycznym.

Być może spotkamy się ponownie, aby podpalić ten system.

Być może będziesz przy nas, upewniając się, że nikt nie gasi tego ognia, dopóki nie pozostanie tylko popiół.

A potem, siostro i towarzyszko, tego dnia, który będzie nocą, być może będziemy mogły razem z wami powiedzieć:

W porządku, tak, teraz naprawdę zaczniemy budować świat, którego potrzebujemy i na który zasługujemy”

***

Pozostałe teksty z bieżącego numeru dwutygodnika „Kontakt” można znaleźć tutaj

***

Polecamy także:

Kto przegrał w Kolumbii