dwutygodnik internetowy
26.05.2014
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Żadne znaki szczególne

Paulina Wilk przedstawia w „Znakach Szczególnych” obraz ostatnich 30 lat, który w rzeczywistości nie istniał. Z tego poplątania interpretuje historię stając raz na prawej nodze, raz na lewej, nie potrafiąc stanąć obiema na równocześnie na ziemi.

ilustr.: Marta Zawierucha

Paulina Wilk odniosła połowiczny sukces. Napisała „Znaki szczególne”, które sprawiły, że znalazła się na ustach wielu. Wiele także zostało sprzedanych egzemplarzy jej książki. Jednak z jakiegoś powodu mówiono o niej wyłącznie czepiając się, wyrażając pretensje czy poirytowanie.
 
Paulina Wilk naprawdę wkurzyła spore grono krytyków. Jedyny pozytywny głos płynący z poczytnego źródła to był w dość subtelny sponsorowany sposób artykuł w blogosferze „Na Temat” – serwisie, który zresztą zasłyną już wcześniej „nie reklamami” Powerade’a czy warszawskiej siłowni.
 
Wilk w wywiadzie dla Magazynu Kulturalnego tłumaczy skąd ten wzmożony ruch wokół jej książki. Ona wypowiedziała na głos prawdę. Prawdę o nas samych. O sobie też. Prawdę niewygodną. Ona uderzyła w podstawę współczesnej religijności. Reakcje krytyków, szczególnie warszawskich, jeszcze bardziej utwierdziły ją w przekonaniu, że indywidualizm religią generacji jest.
 
Można prosto? Można. Tylko wcale jej nie wierzę. Nie tyle w to, że współcześnie bardziej myślimy o sobie niż o innych, co bardziej w taką formę obrony przed krytyką, okopaniem się tak dokładnie, że nie możliwym staje się zwrócenie autorce jakiekolwiek uwagi. Nie dziwi że „Znaki Szczególne” posiadają kilka wad i zalet. Poczciwa jest misyjność tej książki, czyli nadzieja, którą Wilk wyraża, że jakaś wspólnota obecnie istnieje. Ciężki jest za to zbyt prosty język, a ogólne, dość oczywiste, refleksje w stylu „ Wyłączenie telefonu, niedawno jeszcze traktowane jako synonim odpoczynku, jest teraz niepokojącym sygnałem. Odbiera, odpisuje – znaczy żyje”, pobudzały do zupełnie odmiennej refleksji mówiącej mniej więcej tyle, by przerwać czytanie tej książki i więcej już do niej nie wracać.
 
Jestem kontent, że w tak prosty sposób – przez odrobinę krytyki – udało mi się znaleźć pośród „warszawskiej elity”. Jeżeli droga tam prowadzi przez krytykę Pauliny Wilk, to postaram się dbać o jej regularność i dokuczliwość. Dalej jednak nie będę pisał o samych „Znakach szczególnych” a bardziej o ich autorce i intelektualnym rozkroku, w którym obecnie się znalazła.
 
Jedną nogą stoi w komunizmie, drugą w kapitalizmie. Ta lewa wdepnęła w sentyment za kolektywizacją. Prawa natomiast stanęła na upodobaniu ambicji i samodzielności. Jak na gówno przystało, nogi z łatwością się rozjechały.
 
Współczesne pokolenie 30-latków, według autorki „Znaków”, ma dość szczególne kompetencje dotyczące odczuwania świata. Wychowując się w czasach realnego socjalizmu, jako osoby kilku, kilkunastoletnie, doświadczyli rzeczywistości niedoboru, która wymuszała na dziecku abstrakcyjne myślenie, a także sprawiała, że ludzie byli sobie bardziej potrzebni, mieli więcej powodów do przebywania blisko siebie. Z kolei po transformacji systemowej warunki się zaczęły zmieniać, zaczęło mieć znaczenie wszystko co osobiste – kompetencje, umiejętności, znajomości czy jakikolwiek inny kapitał. To pobudziło ludzi do pracy nad sobą, do wyznaczania sobie celów, opracowywania strategii, inwestowania w siebie. Postawa bierna zmieniała się w aktywną. Połączenie tych dwóch, wyniesionych innych czasów, kompetencji Paulina Wilk chce wykorzystać do zahamowania negatywnego procesu indywidualizacji, powstrzymanie do końca ludzkiego kapitalizmu, zbudowania nowej jakości wspólnoty. Wilk to rewolucjonistka.
 
Jej program nie jest radykalny. Właściwie to zachowała by wszystko. Może trochę by wygładziła tam gdzie nierówno. Pogłaskała, by ludzie bardziej chcieli do siebie się zbliżyć. Patologie by zlikwidowała. Nierówności, jako czynnik dynamizujący, nie koniecznie. Jej pozytywne podejście do sprawy zmiany świata napawa optymizmem. Serio. Niestety wszystko co mówi jest zupełnie nic nie znaczące, zagubione w różnorakich sprzecznościach. Autorka ląduje gdzieś pomiędzy Marksem a Friedmanem.
 
Paulina Wilk utknęła pomiędzy dwoma kategoriami – „byt określa świadomość” i „jesteś tym co posiadasz”. Myśli te, choć pozornie podobne, różnią się zasadniczo. Wcale też nie muszą się wykluczać. Obie realizowane są w „Znakach szczególnych” na poziomie opisu otaczającej człowieka rzeczywistości. Paulina Wilk opisuje przede wszystkim przedmioty. To one są znakami charakteryzującymi pokolenie dzisiejszych 30-latków. Czy chodzi o gumę turbo, rower jubilat czy radio z „okiem”. Po przełomie 89’ nagle takim znakiem staje się MTV, studia europejskie, latte wyprodukowane w klubokawiarni czy posiadany smartfon. Na takim, uproszczonym do granic przyzwoitości, poziomie rozumienia – czyli przez ilość i jakość przedmiotów znajdujących się dookoła człowieka – te dwie myśli ze sobą korespondują, w pewien sposób się potwierdzają.
 
Zupełnie inny stosunek między nimi wyjawia się, gdy weźmie się pod uwagę ich relację do jednostki. Marksowskie „byt określa świadomość” jest ponadjednostkowe, odnosi się do lokalizacji jednostki w szerszym układzie społecznymi i stosunkach produkcji. Neoliberalne „jesteś tym co posiadasz” w swoim charakterze jest czysto indywidualistyczne, odnosi się do tego co jednostka jest w stanie zgromadzić i w jaki sposób ten wieloraki kapitał jest w stanie spożytkować. Pierwsza myśl zakłada zewnętrzną determinację dotyczącą jednostki. Druga natomiast zakłada jej całkowitą sprawczość.
 
Problem polega na tym, że Paulina Wilk w „Znakach szczególnych” do opisu Polski sprzed transformacji i tej po transformacji używa rozdzielnie tych dwóch kategorii. Skutkuje to nieprawdziwością wyciąganych przez Wilk ogólnych wniosków dotyczących poszczególnych z okresów. Nie trudno się domyślić, że do rozważań o czasach realnego socjalizmu używa kategorii pierwszej a do czasów po okrągłostołowych używa tej drugiej, neoliberalnej.
 
Kategorie te nie są w prosty sposób przekładalne, tak że ze zmianą ustroju, odrzucić można starą na rzecz nowej. Paulina Wilk chciała by widzieć historię tak, że po 89’ „staliśmy się tym, co mogli kupić nam rodzice”, że zaczęliśmy wyznawać jedną religię – nasz indywidualizm. Zamknęliśmy się na siebie. Przestaliśmy się nawzajem potrzebować. Natomiast w czasach Rzeczpospolitej Ludowej, z opisu Pauliny Wilk, wyłania się idylliczny obraz wspólnoty, który istniał pomimo różnorodnych niedogodności. To okres rozbudowanych sieci społecznych, zbudowanych w oparciu o więzi na tyle solidne, że każdy mógł liczyć na życzliwość drugiego człowieka. Fikcyjny to obraz – z jednej demonizujący a z drugiej idealizujący. Dysproporcja bierze się właśnie z tego, że w Paulina Wilk wierzy w to, że powszechna urawniłowka, wytwarzając gospodarcze niedobry sprawiała, że ludzie bardziej się nawzajem potrzebowali. Dalej wierzy w to, że 89’ rok przyniósł dezaktualizacje marksowskiej kategorii na rzecz zupełnie nowej – neoliberalnej. Wierzy w to, że w wyniku tego, że ludzie zaczęli mieć większą kontrolę nad posiadanymi zasobami, stali się zindywidualizowanymi jednostkami.
 
Paulina Wilk przedstawia w „Znakach Szczególnych” obraz ostatnich 30 lat, który w rzeczywistości nie istniał. Z tego poplątania interpretuje historię stając raz na prawej nodze, raz na lewej, nie potrafiąc stanąć obiema na równocześnie na ziemi. Wilk upraszcza, uogólnia, uwzględniając przyczynowość jednoczynnikową. To może było by wystarczające gdyby chciała swoją osobistą historię, gdzie w opisie emocje i odczucia odgrywają najistotniejszą rolę. To jest jednak w ogóle nie wystarczające, gdy podjęło się próbę napisania autobiografii całego pokolenia rówieśników. „Znaki szczególne” w związku z tym nie posiadają żadnej wartości poza tym, że pozwalają czytelnikowi czerpać przyjemność z tego, że westchnie sobie trochę za czasami minionymi i odrobinę ponarzeka na to co aktualne.
 
 

Jeśli nie chcą Państwo przegapić kolejnych wydań naszego tygodnika, zachęcamy do zapisania się do naszego newslettera.